- Opowiadanie: hircus - Szklana Kula

Szklana Kula

Napisane w pewnym pociągu.

Jadącym przez deszcze i mgły.

W ponurym miesiącu nazywanym listopadem.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Darcon, Użytkownicy III, katia72, wilk-zimowy

Oceny

Szklana Kula

Tak jak oczy ślepca zasnuwa bielmo, tak świat zakryły kurtyny deszczu i mgieł. Mleczne opary płynęły po ziemi, kłębiąc się w najróżniejsze kształty. Od głębinowych macek po potworne paszcze. Krajobraz pustkowia tchnął ponurością.

Martwą ciszę przeciął nadciągający z oddali charakterystyczny turkot kolei. Po torach skrytych w mgłach wtoczyła się lokomotywa, a za nią siedem wagonów. Niektórzy ludzie ze znudzonymi twarzami obserwowali osiadłe na szklanych taflach krople przegrywające walkę z grawitacją. Inni spali ukołysani melodią płynącą spod kół pociągu. Byli też Oni, Przedstawiciele Młodego Pokolenia. Wpatrzeni w elektroniczne cudeńka nie dostrzegali otaczającego ich świata. Głusi i ślepi. 

Jedna z nich szła korytarzem ostatniego, siódmego wagonu klasy biznes. Kobieta średniego wzrostu, szczupła, dość zgrabna. Ubrana właściwie dla otoczenia w sztywny żakiet dodający jej lat. Ciemne jak noc kosmyki wymknęły się z ciasno upiętego koka, kontrastując z alabastrową cerą. Od tych wszystkich detali uwagę odciągały oczy. Wielkie, srebrzystoszare, w których niekiedy migotała niepokojąca zieleń. Szkliste oczy porcelanowej lalki. 

Usiadła w ostatnim fotelu. W samym kącie. Wyciągnęła telefon wielkości małego notesu i jedyną oznaką jej życia, stały się niekiedy opadające powieki zakończone ciężkim wachlarzem rzęs. 

 

 

Z mlecznych oparów wynurzył się śnieżnobiały daniel. Krople osiadłe na gęstym futrze lśniły. Uniósł czujnie łeb, okazałe poroże zdobiło go niczym korona. Z gracją postąpił kilka kroków i przystanął. Nasłuchiwał. Dziwny, zrazu cichy odgłos narastał. Zaciekawiony znów podszedł bliżej. W końcu z mgły wyłoniła się bryła pociągu, który właśnie rozpoczął rozpaczliwą walkę z siłą rozpędu ostro hamując.

Daniel nie ruszył się z miejsca.

W ostatniej chwili czoło pociągu zatrzymało się dosłownie kilka centymetrów od zwierzęcia. Zapoznawszy się z nieznanym odbiegło, nieświadome niebezpieczeństwa jakiego właśnie uniknęło.

 

** 

 

Pociągiem szarpnęło, ostry pisk hamowania rozciął powietrze. Urządzenie wyślizgnęło się z dłoni kobiety. Rzuciła się za nim na podłogę z poświęceniem godnym matki ratującej dziecko. Wyświetlacz zamigał kilkukrotnie i zgasł. Potrząsnęła urządzeniem, jej twarz wykrzywiła się w grymasie przerażenia. Nie wykazało żadnych oznak życia. Zatrzasnęła powieki i zaczęła szeptem odliczać do dziesięciu, jakby czekając na ocknięcie się z hipotetycznego snu.

 

*** 

 

Siedem… Osiem… Dziewięć… Dziesięć… 

Gdy otworzyła oczy oślepiła ją jasność, dłonie były puste.

Zdezorientowana rozejrzała się. Wokół była tylko śnieżna biel. Ni ziemi, ni nieba. Początku ani końca. Nie było horyzontu. Góra dołem, dół górą, prawo lewym. Nic. Tylko nieskalana nicość i cisza. Zniknął nie tylko telefon, ale także cały świat. 

Kobieta zamrugała, na jej nieskazitelnym czole pojawiła się rysa. Otworzyła usta zaczerpując powietrza. Coś powiedziała, jednak nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Rysa pogłębiła się, a oczy zwilgotniały. Łza wyżłobiwszy w pudrowej warstwie głęboką bruzdę zawisła na brodzie.

W przestrzeni pojawiła się czarna kropka. Rozciągnęła się w kreskę. Wyglądało to tak jak by Ktoś bawił się ołówkiem. Pojawiały się kolejne kropki. Linia wciąż się wydłużała i zakręcała. Stanęła. Ktoś odłożył ołówek, a kobietę otoczył prostopadłościan. 

Nagle ogarnął ją szał. Zupełnie jakby ocknęła się z transu, jakby została odblokowana. Rzuciła się w pierwszym lepszym kierunku. I natrafiła na przeszkodę.

Była zamknięta. W szklanym pomieszczeniu. W puszcze. 

Krzyczała, wyła w niczym niezmąconej ciszy. Biła pięściami, drapała i kopała przezroczystą ścianę. Opadła z sił, a czas jakby stanął w miejscu. Sekundy stały się latami, a minuty wiecznościami. 

Po nieokreślonej chwili w oddali pojawiło się ciepłe światło, a w jego blasku ogród. Piękne kwiaty, drzewa z soczystymi owocami, świergot ptaków, przemykające w oddali sylwetki zwierząt. Dosłownie tętnił życiem. Kobieta wstała mechanicznym ruchem i oczyma bez wyrazu przypatrywała się temu zjawisku. 

Wtem usłyszała znajomy dźwięk. Charakterystyczny krótki sygnał, z którym urządzenia budzą się do życia. To ich pierwsze uderzenie serca. Gdy się odwróciła jej twarz rozpromieniała. Usta rozciągły się w szczerym uśmiechu, a w oczach pojawił się zielony błysk. 

 Jedna ze ścian nie była już tylko szkłem. Lśniła zielonym, metalicznym blaskiem. Oplatała ją splątana sieć srebrnych żył. W centrum, niczym groteskowe serce, tkwił metalowy sześcian. Obok ciągnęły się kolorowe, równoległe do siebie wypustki. Były też skrzynki z emblematem drzewka o trzech gałązkach zwieńczonych kolejno kółkiem, trójkątem i kwadratem.

Ten dziwny twór wciąż zdawał się rosnąć, rozwijać. Pojawiały się coraz to nowe, coraz to dziwniejsze elementy. Światło za jej plecami zgasło. Rajski ogród zniknął. 

 

**** 

 

Wewnątrz ostatniego wagonu rozegrał się niemy dramat. Ciemnowłosa kobieta leżała na podłodze. Pochylał się nad nią tłum współpasażerów. Przestała przypominać lalkę. Usta spazmatycznie łapały powietrze jak ryba wyciągnięta z wody, wiła się w agonii. Nagle jej oczy rozbłysły zimną zielenią. Zwiotczała. 

Ludzie biegali, krzyczeli, zamieszanie wybuchało w kolejnych wagonach. Gdy przyjechał samochód z charakterystycznymi niebieskimi oznaczeniami, wewnątrz ostatniego kilkukrotnie błysnął flesz. 

Bezwładne, wciąż ciepłe ciało włożono w podłużny worek. Mężczyzna w odblaskowej kamizelce uklęknął chcąc go zasunąć. Przez chwilę wpatrywał się w twarz kobiety. Niespotykane srebrzystoszare oczy z odpryskiem zieleni, przypominały szklane kulki wetknięte w puste oczodoły rozmazanej makijażowej maski. Palcami obleczonymi w lateks rękawiczki zamknął jej powieki. Z trudem wyrwał z dłoni nowoczesny telefon, biały z czarną ramką, który kurczowo ściskały zesztywniałe palce.

Płynem ruchem zamknął czarny, przenikliwie szeleszczący worek. 

Koniec

Komentarze

Ładne, chociaż trochę tu drobnych błędów, głównie przecinki i literówki (np. “ zamknięta w puszcze”) i poniżej kilka przykładów:

Kobieta średniego wzrostu, szczupła (+,) nawet dość zgrabna.

brakuje przecinków

 

Biały z czarną ramką, który kurczowo ściskały skostniałe palce i włożył w foliowy woreczek.

Zamknął czarny, przenikliwie szeleszczący worek. 

powtarzasz “worek”

 

Krajobraz pustkowia tonący w odcieniach szarości i bieli tchnie ponurością

Przydałoby się ujednolicić czas w opowiadaniu, reszta tekstu jest w czasie przeszłym :)

 

Wyświetlacz zamigał kilkukrotnie i zgasł, napełniając jej spojrzenie przerażeniem

Wyświetlacz napełnił jej spojrzenie przerażeniem? :D 

 

Trochę denerwowało też nagromadzenie zbędnych przysłówków (sercowate usta, przenikliwie szeleszczący worek, niespotykane oczy itp). Sprawiają wrażenie, jakbyś chciała sztucznie dodać nimi dramaturgii. Lepiej to opisz, tak naprawdę wszystko może być “niespotykane” jakby się uprzeć, to banał :)

 

Ogólnie są to raczej drobne poprawki , szybko Ci zajmie przeczesanie tekstu pod tym kątem :)

Ogólnie pomysł fajny i ciekawy, wykonaniu należy się więcej uwagi :)

Bardzo obrazowe. Nostalgiczny, niepokojący klimat, pomysł taki, jakiego jeszcze nie czytałem i za to na pewno należą się plusy. Ładne metafory, w ogóle cała historia brzmi jak ze szklanej kuli, z pociągiem i śnieżkami w środku. Fajnie nawiązujesz do uzależnienia od smartfonów. To temat na czasie, dobrze ujęty. Nie potępiasz niepotrzebnym wrzaskiem, ale wyraźnie sugerujesz niepokojący trend.

Podobało mi się i choć zgadzam się z Hamburgerkiem, że tekst przydałoby się wygładzić, to masz punkt za dobrze ujęty temat.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Pomarudzę.

 

Niektórzy ludzie ze znudzonymi twarzami obserwowali, osiadłe na szklanych taflach krople, przegrywające walkę z grawitacją. – zbędne przecinki

 

Jedna z nich szła korytarzem ostatniego, siódmego wagonu biznes klasy. – klasy biznes lub biznesklasy ( https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/klasa-biznes;10254.html

 

Z mlecznych oparów wynurzył się, śnieżnobiały daniel. Krople osiadłe na gęstym futrze, lśniły. – zbędne przecinki. Tu jednak kończę z łapanką, bo takich przypadków w tekście jest bardzo dużo. To tylko przykłady.

 

Siedem … Osiem … Dziewięć … Dziesięć… – przed wielokropkiem nie powinno być spacji

 

Dziewczyna zamrugała oczami – oczami nie da się mrugać

 

Okrągła łza, wyżłobiwszy w pudrowej warstwie głęboką bruzdę, zawisła na brodzie. – jakkolwiek by na to nie spojrzeć, to ani tocząca się po policzku, ani wisząca na brodzie łza nie będzie okrągła

 

Po chwili opadła z sił, a Czas jakby stanął w miejscu. – nie rozumiem, dlaczego czas jest tu zapisany wielką literą

 

Po nieokreślonej chwili w oddali pojawiło się ciepłe światło, – linijkę wyżej w tekście (zdanie zacytowane powyżej) zaczynasz tym samym wyrażeniem, to niefajne powtórzenie 

 

Dwóch mężczyzn wyniosło czarny, podłużny worek i ułożyło na poboczu.

Mężczyzna w odblaskowej żółtej kamizelce, podszedł do niego. Uklęknął, chcąc go zasunąć.

Z tego co, wiem, to zwłok nie nosi się w otwartym worku, tylko od razu się go zasuwa. 

 

Nie móc znieść ich spojrzenia, palcami obleczonymi w lateks rękawiczki, naciągnął powieki. – chyba miało być nie mogącnaciągnął jest niezbyt fortunnym określeniem 

 

Powtórzę za Agą – mieszasz niepotrzebnie czas narracji. 

Nie zachwyciło, a przynajmniej do mnie nie dotarło. I w sumie, nie umiem do końca powiedzieć, dlaczego. Może zawiniło wykonanie, które przeszkadzało mi w lekturze i burzyło klimat? 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Hamburgerek Dziękuję za wszystkie uwagi. Darcon Szklana kula… w tych dwóch słowach podsumowałeś wszystko to co chciałam przekazać tym tekstem :D Dzięki za punkt. Śniąca Marudzenie w Twoim wydaniu bardzo mi się podoba :) Niestety interpunkcja to moja nieszczęsna pięta achillesowa. Naniosłam poprawki, choć pewnie i tak jest jeszcze wiele do skorygowania.

Potwory nie boją się świała, to my boimy się ciemności...

No, powiem Ci, że ładnie poprawiłaś to opowiadanie. Dobrze mu zrobiło rozbicie na mniejsze części i zmiana kolejności wydarzeń. Teraz jest dużo bardziej przejrzyście i można zrozumieć, co chciałaś przekazać. 

Ja żadnych większych błędów nie wyłapałam po poprawkach, ale jak zajrzy reg, na pewno Ci ich jeszcze kilka wskaże. 

Mnie tekst się w tej formie podoba i oddam na niego biblioteczny głos. Ze swojej strony przepraszam, że nie byłam bardziej “czynną” betą, ale mam nadzieję, że mimo tego kilka moich uwag pomogło Ci poprawić tekst. 

Zgadzam się z obserwacją Dracona, że ładnie to teraz wygląda jak historia zaklęta w śnieżnej kuli. 

Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow, Creeps in this petty pace from day to day, To the last syllable of recorded time; And all our yesterdays have lighted fools The way to dusty death.

Rosebelle nie masz za co przepraszać! Kilka Twoich prostych rad uświadomiło mi, że pod GRUBĄ warstwą ozdobników zgubiłam całą fabułę…. :)

Potwory nie boją się świała, to my boimy się ciemności...

Mnie też się podoba :) Plastyczne, obrazowe i oparte na oryginalnym pomyśle. A poza tym duży plus za stworzenie odpowiedniego klimatu – magiczno-mglisto-niepokojącego.

Klikam bibliotekę.

Dziękuję za kolejny głos.

PS: Opowiadanie zmieniło tytuł. :)

Potwory nie boją się świała, to my boimy się ciemności...

Bardzo plastyczne i klimatyczne opowiadanie. Podobała mi się malarskość opisów, elegancki, czytelny układ. 

Z przesłaniem “my, dzisiejsza młodzież wpatrzona w ekrany” się nie zgadzam, ale ładnie przedstawione. :D

 

Filipie podobała mi się, że Tobie się podobało! :D

Co o przesłania, to broń boże nie stygmatyzuję młodzieży! Po prostu przedstawiam problem, który w mniejszym, bądź większym stopniu niestety jest i dotyczy coraz szerszej grupy społecznej, nie tylko nastolatków.

Potwory nie boją się świała, to my boimy się ciemności...

Pierwsza połowa bardzo mi się podobała, opisy świetne. Klimat do mnie przemawiał. Później jednak… chyba nie do końca zrozumiałam tekst. Nie wiem, jakoś wybiło mnie z rytmu. Ale początek – naprawdę super.

Tylko jedna sprawa… Nie wierzę, by rozpędzony pociąg, i to we mgle, był w stanie wyhamować przed zwierzęciem na torach. Pa, pa, danielu ;)

Ładne i smutne. Miałaś mocnego pecha, że opublikowałaś tekst w dniu, w którym sypały się teksty konkursowe, ale widzę, że trochę czytelników jednak przybyło.

Co do tekstu… dwie rzeczy, które robią duże wrażenie… Jedna to kontrast niespodziewanego ocalenia zwierzęcia (btw, zatrzymanie przed światłami oczywiste, ale gdy już ruszyło, to by raczej odbiegło) i niespodziewanej śmierci człowieka. Druga to scena z “rysowaniem świata”.

Całość bardzo kojarzy się ze scenariuszem teledysku.

 

wilk-zimowy: Pech, nie pech cztery głosy do biblioteki w takim tumie to zaszczyt! O czytelnikach nawet nie mówiąc! :D Dziękuję za głos i radę – faktycznie powinnam nieco go (daniela) popędzić.

Silva: Fakt opowiadanie od połowy … ewoluuje. Co do pociągu, to nasza polska kolej przewozów regionalnych nie ma rekordowych osiągów prędkości, więc może jakoś by się jednak udało. :)

Jeśli nie to jestem gotowa uronić łzę nad nieszczęsnym zwierzęciem. ;D

Potwory nie boją się świała, to my boimy się ciemności...

Sympatyczne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Jeśli dobrze zrozumiałam, był to przypadek nagłego zgonu, do którego doszło podczas jazdy pociągiem, ale nie bardzo wiem, co miałoby z tego wyniknąć.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

Ubra­na wła­ści­wie dla oto­cze­nia w sztyw­ny ża­kiet do­da­ją­cy jej lat. ―> Co to znaczy, że była ubrana właściwie dla otoczenia?

 

Ciem­ne jak noc ko­smy­ki wy­mknę­ły z mocno upię­te­go koka… ―> Pewnie miało być: Ciem­ne jak noc ko­smy­ki wy­mknę­ły sięciasno upię­te­go koka

 

Od tych wszyst­kich de­ta­li od­cią­ga­ły oczy. ―> Co odciągały oczy?

Proponuję: Od tych wszyst­kich de­ta­li uwagę od­cią­ga­ły oczy.

 

Rzu­ci­ła się za nim na pod­ło­gę z po­świe­ce­niem god­nym… ―> Literówka.

 

Se­kun­dy stały się la­ta­mi, a mi­nu­ty wiecz­no­ścia­mi. ―> Wieczność nie ma liczby mnogiej.

 

we­wnątrz ostat­nie­go kil­ku­krot­nie bły­snę­ło fle­szem. ―> …we­wnątrz ostat­nie­go kil­ku­krot­nie bły­snął fle­sz.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za komentarze oraz za wszystkie wskazówki :D 

Potwory nie boją się świała, to my boimy się ciemności...

W ostatniej chwili czoło pociągu zatrzymało się dosłownie kilka centymetrów od zwierzęcia. Zapoznawszy się z nieznanym odbiegło, nieświadome niebezpieczeństwa jakiego właśnie uniknęło

Brzmi tak, jakby to czoło pociągu odbiegło. 

 

Urządzenie wyślizgnęło się z dłoni kobiety. Rzuciła się za nim na podłogę z poświęceniem godnym matki ratującej dziecko. Wyświetlacz zamigał kilkukrotnie i zgasł. Potrząsnęła urządzeniem

Zastąpiłbym to drugie urządzenie po prostu "telefonem". 

 

jakby czekając na ocknięcie się z hipotetycznego snu.

A nie można prościej: jakby czekała, aż obudzi się ze snu. 

Ogólnie tekst jest gęsty od ozdobników i zdań o skomplikowanej konstrukcji. Nie zawsze to dobrze się czyta. Czasem więcej znaczy mniej. 

 

Wyglądało to tak jak by Ktoś bawił się ołówkiem

Jakby. 

Dlaczego ktoś z wielkiej? 

 

Gdy przyjechał samochód z charakterystycznymi niebieskimi oznaczeniami, wewnątrz ostatniego kilkukrotnie błysnął flesz. 

W tym zdaniu chyba czegoś zabrakło. 

 

Mężczyzna w odblaskowej kamizelce uklęknął[,] chcąc go zasunąć.

 

 Płynem ruchem zamknął czarny, przenikliwie szeleszczący worek. 

Płynnym ruchem. 

… a z tym przenikliwym szelestem to już poleciałaś. :) 

 

Hmm. Trochę mało fantastyki, tylko jakieś majaki przed śmiercią.

I nie wierzę, że pociąg zdążyłby zatrzymać się przed danielem (zdaje się, że jeśli jakiś samobójca położy się na torach, to maszynista raczej nie ma szans). Nie wiem nawet, czy by próbował.

Z tego morał, że do pociągu trzeba brać książkę – nie zepsuje się od wypadnięcia z rąk. No, przynajmniej nie aż tak, że przestanie nadawać się do użytku.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka