- Opowiadanie: Pippen - Mróz: Biała nadzieja

Mróz: Biała nadzieja

Witam. Jest to mój debiut literacki, pod każdym względem ( nie liczę wypracowań na język Polski w czasach szkolnych ), także liczę na wyrozumiałość czytelników i krytyków, a za wszelkie błędy przepraszam ;).  Mam nadzieję , że jak na pierwszy raz opowiadanie nie okaże się tragicznie :)  Zdaję sobie sprawę, że nie od razu Kraków zbudowano, więc za słowo konstruktywnej krytyki i wszelkie wskazówki, co poprawić, na co zwrócić uwagę będę wdzięczny.

No i życzę, mam nadzieję, miłego czytania :)

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Mróz: Biała nadzieja

Młode dziewczęce ciało niemal wleciało do izby razem z drzwiami. Niewysoką figurę młodej kobiety okrywała błękitna suknia z kołnierzem, rękawami oraz spodem obszytymi białym futrem. Biodra dziewczyny przepasał pas ze złotą klamrą, a spod błękitnej czapy z pomponem, zwisały równie złote, dwa długie warkocze opadające na krągłe piersi dziewczyny. Piersi, które próbowały w tym momencie złapać odrobinę tchu, aby przekazać najnowszą wiadomość.

-Dziadku! Dziadku Mrozie! List! Przyszedł list! Nie zgadniesz skąd! – z nieskrywanym podekscytowanie dziewczyna wykrzyczała na cały głos najnowszą nowinę.

– Spokojnie Snieżynko. Co przyszło? Skąd? Wiesz, że wzrok, a tym bardziej słuch w moim wieku już trochę szwankują.

-Chciałam powiedzieć Dziadku, że dostaliśmy list. Rozumiesz? List. Jak ja dawno nie czytałam już żadnego listu. Mogę go otworzyć? Mogę? Proszę Dziadku!

– No dobrze Śnieżynko. Otwórz. Otwórz i przeczytaj. Tylko głośno i wyraźnie, żebym wszystko dobrze słyszał.

Snieżynce nie było trzeba dwa razy powtarzać. Szybko rozdarła zapieczętowaną kopertę, podpisaną przez niejakiego Macieja z Białego Stoku i zaczęła czytać:

 

Wielce Szanowny Dziadku Mrozie

 

Mam na imię Maciej i piszę do ciebie z dalekiego Białego Stoku. Piszę do ciebie ten list, bo w tobie tkwi chyba ostatnia szansa. Ostatnia szansa, jeśli ten list w ogóle do ciebie dotrze i jeśli gdzieś tam w ogóle istniejesz. Ostatnia szansa na białe święta.

 

Pamiętam, że gdy ja byłem mały, to mój ojciec woził mnie sankami, z kolegami urządzaliśmy wielkie bitwy na śnieżki i lepiliśmy bałwany, a całe miasto spało pod warstwą białego puchu. Niestety moje dzieci nigdy tego nie doświadczyły, a chciałbym, żeby chociaż raz poczuły magię białych świąt. Dzisiaj to tylko mgliste wspomnienia. Od ponad dwudziestu lat nie spadł w Białym Stoku, chociażby jeden płatek śniegu! Przez globalne ocieplenie, dzisiaj zamiast śnieżnych świąt, mamy święta pod palmami!

Tak więc chciałbym Cię Dziadku Mrozie prosić o przysługę. Spraw, żeby chociaż te jedne święta były białe. Spraw, żeby moje i inne dzieci mogły chociaż raz w życiu poczuć magię białych świąt.

Z wyrazami szacunku

Maciej z Białego Stoku.

 

Śnieżynka skończyła czytać i odłożyła list na solidne dębowe biurko stające w rogu pomieszczenia, nieopodal mocno palącego się kominka. Po lekturze listu szybko przeszła jej pierwotna ekscytacja i dobry humor, a zastąpiły je smutek i zaduma. W blasku kominkowego ognia, w kącikach jej oczu można było zauważyć jak zbierają się pojedyncze łzy wzruszenia i nostalgii.

– Dziadku. Co teraz zrobimy? Spełnisz prośbę Macieja? – oczy Śnieżynki skierowały pytające spojrzenie w stronę Dziadka.

Mróz ociężale podniósł się ze swojego wysłużonego fotela. Choć zaczął mu rosnąć garb , a jego nogi nie miały tyle sił co kiedyś, to ponad dwumetrowa postura Mroza nadal wyglądała majestatycznie.

W tej chwili Mróz skierował spojrzenie w stronę wnuczki i wydał tylko krótkie polecenie.

– Przynieś mój kostur Snieżynko. I zaprzęgaj sanie. Ruszamy do Białego Stoku!

 

***

 

Było kilka minut po szesnastej, ale zmrok już dawno zapadł. Jak to bywa w grudniowe popołudnia, słońce w Białym Stoku szybko znika za horyzontem i miasto zapada w „ciemnościach”. Chociaż słowo ciemności, nie jest najlepszym określeniem atmosfery panującej w mieście. Setki, jeśli nie tysiące świecących reklam, bilbordów oraz ozdób dzisiaj dużo lepiej rozjaśnia ulice niż światło słoneczne, które ma problem by się przebić przez kłęby dymu i oparów znajdujących się w atmosferze.

Maciej wracał aktualnie z pracy, siedząc w swoim wydzielonym box-ie, w nisko-emisyjnym autobusie miejskim. Nie miał możliwości porozmawiać z żadną obcą osobą, tak jak w dawnych czasach bywało, ponieważ Ci, których było stać na luksus jakim była jazda autobusem miejskim, posiadali wydzielone Box-y, aby nikt wzajemnie siebie nie zaraził występującymi na zewnątrz wirusami.

Mijając kolejne ulice, w oczekiwaniu na swój końcowy przystanek, Maciej przyglądał się widokowi za szybą. Pośród wszechobecnych reklam i ozdób, prym wiodły sztucznie hodowanie palmy, rosnące w szczegółowo rozplanowanych wyspach miejskiej zieleni. Palmom będącym tegorocznym hitem hodowlanym wśród roślinności, aura nie sprzyjała. Jak na grudzień było całkiem chłodno, bo termometr wskazywał tylko 8 stopni Celsjusza. Swoją drogą Maciej był ciekawy co następnego wymyślą miejscy urbaniści i jaka roślina będzie królowała na wyspach miejskiej zieleni w następnym roku.

Od lat, jego młodości wiele się zmieniło. Grudzień jaki pamiętał z dzieciństwa wyglądał zupełnie inaczej, ale jedna rzecz nadal pozostawała taka sama. Święta Bożego Narodzenia. Tradycja, która się zachowała, mimo tylu zmian na świecie i w społeczeństwie. Maciej jednak był przekonany, że zachowała się nie z pobudek religijnych, aby wspominać przyjście Chrystusa na świat, ale z bardziej prozaicznego powodu. Ze względu na prezenty. Każdy uwielbia dostawać prezenty, i każda okazja jest dobra, żeby na nie oczekiwać. Według niego, tylko dlatego Święta Bożego Narodzenia są nadal obchodzone.

Maciej myślał w drodze powrotnej sporo o jutrzejszej wigilii. Przede wszystkim czy jego dzieciom spodobają się prezenty, które mają dostać. Wirtualne moduły, zawierające gry i zabawy, na ulotkach reklamowych były przedstawiane jako bestseller wśród młodzieży. Maciej się na tym nie znał, bo wolał inne formy spędzania wolnego czasu, ale dzieciom gogle VR[1] wypełniały większość dnia. Najpierw do południa, zastępowały nauczycieli i szkołę, ucząc wszystkich podstawowych przedmiotów, a po południu i wieczorem dzięki nim, zanurzały się w świecie gier i rozrywki.

W końcu autobus dojechał na przystanek, na którym Maciej miał wysiadać. Założył tylko maskę, aby nie złapać jakiegoś wstrętnego choróbska i ruszył w stronę domu. Pieszo musiał pokonać kawałek drogi, ponieważ mieszkał na obrzeżach miasta i bliżej domu nie mógł już dojechać autobusem. Droga nie była już tak oświetlona jak reszta miasta, dlatego że znajdowało się w tej dzielnicy sporo siedlisk mieszkalnych, już nie tak dobrze oświetlonych jak obiekty handlowe i usługowe w centrum miasta.

 Zbliżając się do swojej posesji, Maciej zauważył w oddali dwie niewyraźne postacie jakby czekające na kogoś, przed drzwiami jego domu. Była to dość dziwnie wyglądająca para. Jedna postać była bardzo wysoka i nawet ze stosunkowo dużej odległości, w jakiej znajdowała się od Maćka wyglądała potężnie i imponująca. Druga za to była znacznie drobniejsza i co najmniej o połowę niższa. Zbliżając się, dostrzegł że pierwsza postać to mężczyzna, a druga osoba to kobieta. Im bliżej drzwi swojego domu Maciej był, tym bardziej miał wrażenie, że owe dwie nieznajome postacie czekają na niego. Z każdym krokiem rozpoznawał również, coraz więcej niecodziennych elementów w wyglądzie obcych. Przede wszystkim nie nosili masek, chroniących przed wirusami obecnymi w atmosferze. Oboje mieli płaszcze, mająca wyraźnie chronić ich przed mrozem i chłodem, jakie Maciej, pamiętał z dzieciństwa . Jednak dzisiaj takiej mroźnej pogody, mieszkańcy Białego Stoku już nie doświadczali.

W końcu Maciej dotarł do drzwi swojego domu i miejsca w którym stały dwie postacie. Zbliżając się poczuł dziwny przypływ zimna, jakby w ułamku sekundy temperatura obniżyła się o parę stopni.

-Dzień Dobry. To mój dom chciałbym wiedzieć co państwo robią przed nim robią? – dość chłodno przywitał się z przybyszami

Sędziwy mężczyzna spojrzał z góry na Maćka i odrzekł niosącym się basem:

– Witaj Macieju! Oczekujemy Ciebie, ponieważ sam nas wezwałeś.

-Jak to? Nie rozumiem. Nikogo nie wzywałem! Jakim prawem mnie niepokoicie w przeddzień Świąt!

– Właśnie. Twój list! Dziękujemy za niego, dawno nikt już do nas nie napisał! – odrzekła jasnowłosa dziewczyna, szeroko uśmiechając się do Maćka.

– Tak, przyjechałem tutaj w związku z twoją prośba – dodał stary mężczyzna.

-Ale jak to… Nie sądziłem, że …

– Tak Macieju. To ja Mróz, a w zasadzie Dziadek Mróz. A to Śnieżynka. Moja wnuczka. – w tej chwili Dziadek Mróz rozwiał wszystkie wątpliwości Maćka. Widać było, że każde wypowiadane przez niego słowo, ze względu na jego wiek, sprawia mu problemy i kosztuje mnóstwo energii.

-Więc wy naprawdę istniejecie… Myślałem, że to tylko dziecięce legendy. Napisałem ten list bo… bo tęskniłem za białymi świętami, za świąteczna atmosferą z prawdziwego zdarzenia. Chciałem, żeby na święta znowu było biało, żeby moje dzieci zobaczyły śnieg. Nie sądziłem, że to może naprawdę się zdarzyć. Chyba bardziej chciałem dodać sobie otuchy, podtrzymać nadzieję, że może być jak dawniej, niż rzeczywiście liczyłem, że się pojawisz.

– Wszystko wiemy. W końcu przeczytaliśmy twój list – zachichotała Śnieżynka.

–  Wy ludzie, dzisiaj gonicie za pieniądzem, brakuje w waszym życiu miłości, empatii, troski o wspólne dobro. Straciliście wiarę i nie szanujecie tradycji. – Dziadek Mróz musiał złapać oddech, bo słowa zabierały mu dużo energii.

Maciej nic nie odpowiedział, ale wiedział, że Dziadek Mróz ma rację i to wszystko prawda.

-Zapomnieliście o mnie, o Mrozie i mojej wnuczce Śnieżynce! Nikt do nas już nie pisze listów. Dlatego nie doświadczacie zimy i śniegu! Dzisiaj jednak spełnię twą prośbę, ale nie za darmo! –  jego głos głośno zagrzmiał. W Dziadka Mroza jakby wstąpiły nieznane pokłady energii. Teraz już nie przypominał tego sędziwego starca, któremu słowa sprawiały duże trudności.

– Co… co chciałbyś w zamian Dziadku Mrozie? – wydukał nieco przestraszony Maciej.

– Niedługo się o tym przekonasz Macieju. Odbiorę swoją zapłatę szybciej niż myślisz. – Mróz enigmatycznie odpowiedział Maciejowi i uderzył trzy razy swoim kosturem o ziemię. Maciej tylko patrzył na potężna postać Dziadka Mroza i roześmianą twarz Śnieżynki, nie wiedząc co powiedzieć.

Nagle poczuł coś zimnego na swoim policzku i rękach. To były płatki śnieżnego puchu. Spojrzał do góry i zauważył teraz płatki śniegu spadające w dużych ilościach z nieba. Nie był do końca pewien co się właśnie wydarzyło. Maciej zastanawiał się czy to mu przypadkiem się nie śni. Patrząc w niebo usłyszał rzucone w jego stronę ciepłe i uprzejme „Do zobaczenia” oraz rozlegający się dźwięczny chichot głosu Śnieżynki.

Kierując z powrotem swój wzrok w miejsce gdzie wcześniej stali Dziadek Mróz i Śnieżynka, nie dostrzegł jednak nikogo.

-Do zobaczenia – odpowiedział cicho Maciej

Nadal nie był pewny czy to sen, czy rzeczywistość. Ugryzł się szybko w język i przeszywający ból dał mu jednoznaczną odpowiedź. To nie był sen.

Maciej stał ciągle nieruchomo w tym samym miejscu, wśród obficie padającego śniegu. Wciąż spoglądał przed siebie i rozmyślał o tym co się wydarzyło. Gdzie się podziali Dziadek Mróz wraz ze Śnieżynką? Co się z nimi stało? Zadawał sobie te pytania, jeszcze nie wiedząc, że ich drogi i los, niedługo ponownie się skrzyżują…

***

 

[1] Gogle Wirtualnej Rzeczywistości

Koniec

Komentarze

Witaj, Pippen. Trochę ponarzekam, ale pamiętaj, że nie chce uprzykrzyć Ci życia tylko pomóc. Starałem pisać się najbardziej merytorycznie jak potrafię. Ale ogólnie… nieźle jak na debiut.

Młode dziewczęce ciało niemal wleciało do izby razem z drzwiami.

To nie jest sprecyzowane, ciężko sobie wyobrazić tę sytuację. Nie wiem czy dziewczyna niemal wleciała do pokoju (czyli finalnie nie była w pokoju), czy drzwi niosła drzwi od początku, czy je prawie wyrwała. Może za bardzo się czepiam, ale jakoś nie mogę tego ułożyć sobie głowie.

Młode dziewczęce ciało niemal wleciało do izby razem z drzwiami. Niewysoką figurę młodej kobiety okrywała błękitna suknia z kołnierzem, rękawami oraz spodem obszytymi białym futrem. Biodra dziewczyny przepasał pas ze złotą klamrą, a spod błękitnej czapy z pomponem, zwisały równie złote, dwa długie warkocze opadające na krągłe piersi dziewczyny. Piersi, które próbowały w tym momencie złapać odrobinę tchu, aby przekazać najnowszą wiadomość.

Zaznaczyłem powtórzenia, z drugiej “młodej” możesz spokojnie zrezygnować, tak samo jak z “dziewczyny” po biodrach. Aż tak szczegółowe opisy wyglądu raczej nie są wskazane, zostaw miejsce dla wyobraźni czytelnika, wskaż najważniejsze elementy, o których muszą wiedzieć, to nie jest powieść, żebyśmy musieli znać bardzo dokładny wygląd. Zresztą w dobrych powieściach, takie opisy są wprowadzane stopniowo, co jakiś czas. Takie opisy, Pippenie zazwyczaj nużą czytelnika, szczególnie tak suche, ograniczające się do wymieniania ubrań, a chyba nie do końca o to w nich chodzi. Dam ci przykład opisu średniego i lepszego:

“Mężczyzna nosił brązowe spodnie, trzymające się na pasku w podobnym odcieniu. Zieloną koszulkę zakrywała bluza, a na głowę miał naciągnięty kaptur. Ubiór kontrastował z jasnym jak śnieg butami. Przez bark przerzucił ciemną, wypchaną po brzegi torbę. Wydawał się na coś czekać.”

To raczej suchy i mało dynamiczny opis. Teraz drugi:

“Mężczyzna podciągnął spodnie i poprawił spłowiały pasek. Strzelał wzrokiem w każdym kierunku, nie patrząc na nic dłużej niż kilka sekund. Wygrzebał z wyładowanej po brzegi torby kolejnego papierosa. Zapalił.” Można by dodać coś jeszcze o brudnych paznokciach, żeby ewidentnie wiedzieć, że gość niespecjalnie o siebie dba.

Pokazałem dwa opisu, jeden w pełni pokazuje wygląd, drugi jest dynamiczny i pokazuje uczucia mężczyzny. Widać, że na coś czeka i się denerwuje. Resztę ubioru, gdyby była konieczna, mógłbym dodać później. Takie akapity warto kondensować i poprzez prezentowanie, przybliżać czytelnikowi kilka aspektów: wygląd, cel bohatera, uczucia mu towarzyszące. Im dynamiczniej tym lepiej, bo czytelnik poczuje, że bierze udział w akcji, a nie sterczy gdzieś obok.

Piersi, które próbowały w tym momencie złapać odrobinę tchu, aby przekazać najnowszą wiadomość.

Nie bardzo rozumiem jak piersi mogą próbować złapać odrobinę tchu. To chyba dziewczyna próbuje złapać dech, a piersi się poruszają, prawda? “W tym momencie” jest, moim zdaniem, niepotrzebne. “Najnowszą” w sumie też. Mam wrażenie, że nadużywasz trochę przymiotniki, kiedy ich nie potrzeba, tak jakbyś do jednego talerza z mięsem na świątecznym stole, dokładał drugi talerz z takim samym mięsem.

Dziadku! Dziadku Mrozie! List! Przyszedł list! Nie zgadniesz skąd! – z nieskrywanym podekscytowanie dziewczyna wykrzyczała na cały głos najnowszą nowinę.

Chyba miało być podekscytowaniem, powtarza się “najnowszą”. I tutaj pojawia się element, z którym staram się walczyć, gdy tylko go widzę. Jeśli CM cię odwiedzi (czego ci życzę, bo gość pisze doskonałe komentarze), będzie mógł to potwierdzić. Przysłówki.

Przeczytałem o nich po raz pierwszy w “Pamiętniku rzemieślnika” Stephena Kinga i od tamtej pory staram się pilnować. Zastosowałeś tutaj dwa przysłówki “z nieskrywanym podekscytowaniem” oraz “na cały głos”, ale czy one są właściwie potrzebne. No wydają się fajne, bo odwalają za nas całą robotę, walniemy jeden przysłówek i już wszystko jest…

Tylko chodzi o to, żeby pokazywać, a nie opisywać. Poza tamtym “niemal” podobało mi się pierwsze zdanie tego opowiadania, ponieważ pokazywało czynność, akcję bez zbędnych ozdobników “prawie wyrwała drzwi”, dynamiczne i przesiąknięte tym “nieskrywanym podekscytowaniem”.

Przysłówki są złudne. Jeśli napiszesz “zrobił coś z ekscytacją”, wcale nie znaczy, że ja to widzę. Musisz mnie przekonać, muszę zobaczyć. Dlatego lepiej zamiast ekscytacji pokazać np. trzęsące się dłonie, błyszczące oczy itd.

Czasem one są zwyczajnie niepotrzebne. Jeśli ktoś napisze “energicznie grzmotną” to nie dość, że popsuje wydźwięk zdania, to straci nieco sensu. Grzmotniecie samo w sobie jest bardzo dynamiczne i silne, więc nie ma po co ozdabiać go przysłówkiem.

Szybko rozdarła zapieczętowaną kopertę, podpisaną przez niejakiego Macieja z Białego Stoku i zaczęła czytać:

To “szybko” to taki troszkę delikatniejszy przykład “grzmotnięcia”. Ja bym skasował.

Mam na imię Maciej i piszę do ciebie z dalekiego Białego Stoku. Piszę do ciebie ten list, bo w tobie tkwi chyba ostatnia szansa. Ostatnia szansa, jeśli ten list w ogóle do ciebie dotrze i jeśli gdzieś tam w ogóle istniejesz. Ostatnia szansa na białe święta.

Ja generalnie bardzo lubię takie zabiegi na powtórzeniach, sam często ich używam, ale tutaj jest drobny przesyt.

Śnieżynka skończyła czytać i odłożyła list na solidne dębowe biurko[+,] stające w rogu pomieszczenia, nieopodal mocno palącego się kominka.

Nie wiem jak kominek może palić się “mocno”, zresztą “mocno” to przysłówek :P

Po lekturze listu szybko przeszła jej pierwotna ekscytacja i dobry humor, a zastąpiły je smutek zaduma.

Napisałeś, że przeczytała, więc nie musisz wspominać drugi raz. Proponuję: “Pierwotna ekscytacja pierzchła, zastąpiona przez smutek i zadumę”.

Po lekturze listu szybko przeszła jej pierwotna ekscytacja i dobry humor, a zastąpiły je smutek i zaduma. W blasku kominkowego ognia, w kącikach jej oczu można było zauważyć jak zbierają się pojedyncze łzy wzruszenia i nostalgii.

Kolejne dwa talerze z mięsem.

– Dziadku. Co teraz zrobimy? Spełnisz prośbę Macieja? – oczy Śnieżynki skierowały pytające spojrzenie w stronę Dziadka.

Zrobisz z tym co chcesz, bo możesz oczywiście się ze mną nie zgadzać, ale będę zaznaczać wszystkie przysłówki! :P

Mróz ociężale podniósł się ze swojego wysłużonego fotela.

Ja bym dał “Mróz stęknął, podnosząc się ze swojego wysłużonego fotela.” No takie zboczenie mam na tym punkcie. xD

W tej chwili Mróz skierował spojrzenie w stronę wnuczki i wydał tylko krótkie polecenie.

Powtarza się spojrzenie.

Było! kilka minut po szesnastej, ale zmrok już dawno zapadł. Jak to bywa w grudniowe popołudnia, słońce w Białym Stoku szybko znika za horyzontem i miasto zapada w „ciemnościach”. Chociaż słowo ciemności, nie jest!! najlepszym określeniem atmosfery panującej w mieście. Setki, jeśli nie tysiące świecących reklam, bilbordów oraz ozdób dzisiaj dużo lepiej rozjaśnia! ulice niż światło słoneczne, które ma! problem by się przebić przez kłęby dymu i oparów znajdujących się w atmosferze.

Przeczytałem ten akapit i coś mi w nim bardzo nie pasowało. Przeczytałem po raz kolejny, skaczesz w czasie. Najpierw czas przeszły, później teraźniejszy. Pilnuj się czasu, w którym opowiadasz, bo to duży błąd. I nie wiem czy atmosferę można określić słowem “ciemność”, skoro atmosfera określa nastrój, to raczej ciężko opisać go ciemnością, jak już, to nastrój może być mroczny.

Maciej wracał aktualnie z pracy, siedząc w swoim wydzielonym box-ie, w nisko-emisyjnym autobusie miejskim.

Nie jest potrzebne.

Dalej nie wskazuje każdego zdania, które mi nie pasuje, albo jakoś zgrzyta, ponieważ nie to wina warsztatu, który wypracujesz, nie będę poprawiać Twoich zdań na moją modłę, bo to trochę bez sensu. Wskażę tylko rzeczy bardziej techniczne.

W końcu autobus dojechał na przystanek, na którym Maciej miał wysiadać. Założył tylko maskę, aby nie złapać jakiegoś wstrętnego choróbska i ruszył w stronę domu. Pieszo musiał pokonać kawałek drogi, ponieważ mieszkał na obrzeżach miasta i bliżej domu nie mógł już dojechać autobusem. Droga nie była już tak oświetlona jak reszta miasta, dlatego że znajdowało się w tej dzielnicy sporo siedlisk mieszkalnych, już nie tak dobrze oświetlonych jak obiekty handlowe i usługowe w centrum miasta.

Nie wiedzę sensu w tyk długim opisie, szczerze mówiąc. Nie wnosi nic konkretnego, nie buduje klimatu, a te informacje nic nie wnoszą. Nie przybliżają tego świata, to tylko zlepek informacji niepotrzebnych w opowiadaniu. Podkreśliłem powtórzenia. W innych akapitach też się to zdarza, może w nie w takim skondensowaniu, ale wciąż.

 Zbliżając się do swojej posesji, Maciej zauważył w oddali dwie niewyraźne postacie jakby czekające na kogoś, przed drzwiami jego domu. Była to dość dziwnie wyglądająca para. Jedna postać była bardzo wysoka i nawet ze stosunkowo dużej odległości, w jakiej znajdowała się od Maćka wyglądała potężnie i imponująca (imponująco?). Druga za to była znacznie drobniejsza i co najmniej o połowę niższa. Zbliżając się, dostrzegł że pierwsza postać to mężczyzna, a druga osoba to kobieta. Im bliżej drzwi swojego domu Maciej był, tym bardziej miał wrażenie, że owe dwie nieznajome postacie czekają na niego. Z każdym krokiem rozpoznawał również, coraz więcej niecodziennych elementów w wyglądzie obcych. Przede wszystkim nie nosili masek, chroniących przed wirusami obecnymi w atmosferze. Oboje mieli płaszcze, mająca wyraźnie chronić ich przed mrozem i chłodem, jakie Maciej, pamiętał z dzieciństwa . Jednak dzisiaj takiej mroźnej pogody, mieszkańcy Białego Stoku już nie doświadczali. W końcu Maciej dotarł do drzwi swojego domu i miejsca w którym stały dwie postacie.

Dużo powtórzeń, a wszystko zrobione bardzo opisowo. Tak samo jak z wyglądem na początku.

– Właśnie. Twój list! Dziękujemy za niego, dawno nikt już do nas nie napisał! – odrzekła jasnowłosa dziewczyna, szeroko uśmiechając się do Maćka.

-Ale jak to… Nie sądziłem, że …

Coś z tym myślnikiem na początku się zadziało.

Widać było, że każde wypowiadane przez niego słowo, ze względu na jego wiek, sprawia mu problemy i kosztuje mnóstwo energii.

Bardzo dużo zaimków. Staraj się ich unikać, sam mam z tym problem, ale można to wypracować ;P

-Więc wy n

Coś się zadziało z myślnikiem.

Dziadek Mróz musiał złapać oddech, bo słowa zabierały mu dużo energii.

Już wspomniałeś, nie ma potrzeby po raz drugi.

-Zapomnieliście o mnie, o 

Znów się coś z myślnikiem zadziało.

W Dziadka Mroza jakby wstąpiły nieznane pokłady energii.

Trzeci raz piszesz o energii i jej pokładach, to bardzo widać i nie jest zbyt piękne.

Nagle poczuł coś zimnego na swoim policzku i rękach. To były płatki śnieżnego puchu. Spojrzał do góry i zauważył teraz płatki śniegu spadające w dużych ilościach z nieba.

Powtórzenia.

Maciej stał ciągle nieruchomo w tym samym miejscu, wśród obficie padającego śniegu. Wciąż spoglądał przed siebie i rozmyślał o tym co się wydarzyło.

Nie musisz podkreślać ciągłości wydarzenia, jeśli nie napisałeś, że zrobił coś innego, to domyślnie robi to samo. Ja bym ogólnie to zdanie skrócił: “Maciej stał wśród obficie padającego śniegu. Spoglądał przed siebie, rozmyślając o tym, co się wydarzyło”.

 Pod koniec mnie zaciekawiłeś. Tylko… to wydaje się niedokończone. Rozumiem zakończenie otwarte, ale chcę wiedzieć, jaką zapłacił cenę! To się udało. Mimo mocnego przegadania i oczywistych problemów warsztatowych, które ma każdy początkujący (zarówno ty jak i ja) chciałbym przeczytać więcej, o ile wydarzenia byłby nieco dynamiczniejsze.

Podoba mi się pomysł na świat, mocno zdewastowany przez nieroztropnie żyjących ludzi, dzieci żyjące bardziej w VR niż w realnym świecie oraz ciągłe istnienie dawnych legend. Nie jestem pewien tego wytłumaczenia, że święta kultywuje się ze względu na prezenty… bardziej kupiłoby mnie usilne trzymanie się starych tradycji, żeby nie zwariować w popadającym w ruinę świecie. Ale generalnie na duży plus.

Tekst jest mało uczuciowy, duża (głównie fragment opisu miasta i drogi powrotnej) przypomina bardziej nudne straszenie wydarzeń, była mało obrazów, tylko suchy opis. To minus.

Dialogi były niezłe, naprawdę mi się podobały. Poza dwoma wypowiedziami “-Więc wy naprawdę istniejecie…” i “ Wy ludzie, dzisiaj gonicie za pieniądzem…” wydają się za bardzo rozdmuchane jak na zwykłą rozmowę. Ale ogólnie na plus.

Czytało się średnio, ale to wina warsztatu, nad którym musisz pracować. Historia niezła, ale mało dynamiczna, rozepchana niepotrzebnym opisem. Podobało mi się na tyle, że jeśli poprawisz tekst (po konkursie) i przeczytam go bez przesadnego przerywania, to z czystym sumieniem nominuję do biblioteki.

Trzymaj się i Wesołych Świąt, wracam obżerać się ciastem! Za wszystkie błędy i powtórzenia w tym komentarzu przepraszam, ale nie chce mi się go już sprawdzać…

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Maskrol bardzo się cieszę , że chciało Ci się i miałeś czas tak obszernie skomentować i zrecenzować mój tekst. Między innymi po to go wstawiłem, żeby się sprawdzić, zebrać opinię czytelników, dowiedzieć się jakie błędy popełniam, co poprawić itd. Także na pewno nie odbieram twojego komentarza jako uprzykrzanie życia, a wręcz odwrotnie. 

Co do twoich uwag, pewnie do wszystkich się nie odniosę, bo było ich sporo ( i bardzo dobrze!) , ale postaram się na większość odpowiedzieć , jak ja to widzę. 

 

Oczywiście w większości, jeśli nie w całości się z tobą zgodzę. Na pewno powtórzenia to jest coś z czym muszę walczyć, bo często się na tym łapie i sam widzę, że często u mnie się zdarzają. W tym opowiadaniu starałem się jak najwięcej ich eliminować, ale jak widać nie wystarczająco skutecznie. Chociaż pewnie byłoby ich dwa razy więcej, żebym w paru zdaniach ich nie wyeliminował przed publikacją ;).

 

Zbyt rozbudowane opisy, za mało akcji. Tu też się w pełni zgadzam i w swoich następnych pracach, z pewnością więcej będzie dynamiki,a opisy krótsze i lepiej wplecione w wydarzenia. Wydaje mi się jednak, że akurat to będzie najłatwiejszym punktem do poprawy na przyszłość.

 

Jeśli chodzi o przysłówki, to powiem szczerze, bardzo ciekawa opinia, z którą spotykam się pierwszy raz. Trafnie zauważyłeś, że używałem ich by lepiej opisać daną sytuację. Nie obiecuję, że całkowicie z nich zrezygnuję w swojej twórczości, ale dzięki twojej sugestii, będę je roztropniej stosował. ;)

 

Wszelkie błędy interpunkcyjne, stylistyczne i tym podobne, biorę na klatę i przyznaje się bez bicia, że to nigdy nie były moje najmocniejsze strony i będę musiał nad nimi mocno pracować :P

 

Nie chcę się tłumaczyć, ale pewni gdybym poświęcił na napisanie tego opowiadania, byłoby mniej błędów i zyskało na jakości. Niestety czas był tu decydujący. Samą historię wymyśliłem w jeden wieczór, a opowiadanie pisane było przez jedno popołudnie. Zabrakło czasu na poprawki, rozbudowanie akcji, bo zbliżał się deadline konkursu. 

 

Z tego też powodu, zakończenie jest otwarte i nie jest powiedziane jaką cenę zapłacił, chociaż pomysł był i jest na dalszą część. Nie chciałem jednak zamieszczać jakiejś słabej, niedopracowanej kontynuacji historii. Pewnie gdybym miał jeszcze dzień lub dwa więcej, to dalsze losy byłyby znane ;)

 

Cieszę się jednak, że w pewien sposób potrafiłem Cię zainteresować historią, która chciałem opowiedzieć, stworzonym światem i dialogami. Zdaję sobie sprawę, że może nie czytało się tego super, ze względu na warsztat i sporą liczbę błędów, ale jak to mówią praktyka czyni mistrza. Będę wiedział na co zwracać uwagę następnym razem i co poprawiać. 

 

Dlatego jeszcze raz serdecznie dziękuję za twój szczegółowy komentarz, cenne uwagi oraz porady, z których na pewno skorzystam w przyszłości :)

 

Między innymi po to go wstawiłem, żeby się sprawdzić, zebrać opinię czytelników, dowiedzieć się jakie błędy popełniam, co poprawić itd. Także na pewno nie odbieram twojego komentarza jako uprzykrzanie życia, a wręcz odwrotnie. 

Bardzo dobre podejście, to się chwali z taką postawą zanotujesz duży progres, generalnie (patrząc nawet po sobie) użytkownicy wstawiając swoje teksty i komentując teksty innych bardzo szybko rozwijają się zarówno twórczo jak warsztatowo.

Co do twoich uwag, pewnie do wszystkich się nie odniosę, bo było ich sporo ( i bardzo dobrze!)

Nie ma konieczności, żebyś odpowiadał na wszystkie, one są dla Ciebie, a nie dla mnie. Najważniejsze, abyś się z nimi zapoznał. :P

Na pewno powtórzenia to jest coś z czym muszę walczyć, bo często się na tym łapie i sam widzę, że często u mnie się zdarzają. W tym opowiadaniu starałem się jak najwięcej ich eliminować, ale jak widać nie wystarczająco skutecznie. Chociaż pewnie byłoby ich dwa razy więcej, żebym w paru zdaniach ich nie wyeliminował przed publikacją ;).

Jeden z użytkowników podpowiedział mi kiedyś jedną rzecz. Jeśli mamy czas możemy czytać nasze opowiadanie na kilka sposobów – pierwszy ogólny (brzmienie zdań, logika itp), drugi na powtórzenia i babole, kolejny to interpunkcja, później flow (określił to jako płynięcie po tekście, czy nie zgrzyta żadne zdanie, czy jest płynnie), a ostatni raz znów ogólnie. Nie potrafię zastosować się do tego w pełni, ale działa nawet jeśli robisz coś zaledwie podobnego.

Zbyt rozbudowane opisy, za mało akcji. Tu też się w pełni zgadzam i w swoich następnych pracach, z pewnością więcej będzie dynamiki,a opisy krótsze i lepiej wplecione w wydarzenia. Wydaje mi się jednak, że akurat to będzie najłatwiejszym punktem do poprawy na przyszłość.

Bywa różnie. Szczególnie gdy masz piękne i klimatyczne opisy, a musisz skracać pod limit, serce wtedy boli. Możesz przeczytać teksty Małego Słowika… Jezu on to przecudowne opisy, dla takich to znaków nie szkoda. Polecam “Szepty Nieboga”, trochę zagmatwane, ale bardzo dobre opowiadanie.

Jeśli chodzi o przysłówki, to powiem szczerze, bardzo ciekawa opinia, z którą spotykam się pierwszy raz. Trafnie zauważyłeś, że używałem ich by lepiej opisać daną sytuację. Nie obiecuję, że całkowicie z nich zrezygnuję w swojej twórczości, ale dzięki twojej sugestii, będę je roztropniej stosował. ;)

Nie musisz całkowicie zrezygnować, ja już mam zboczenie na ten temat. A i pamiętaj, że one najgorzej brzmią w dialogach “powiedział rezolutnie” itd… brr, paskuctwo.

Ja wyznaję jeden wyjątek: “uśmiechnął się cierpko”, nie wiem dlaczego, ale bardzo mi się podoba to określenie i chyba nie ma niczego (a przynajmniej ja nie znam) w języku polskim, co godnie mogłoby to zastąpić, poza dokładnym opisem emocji, na który nie zawsze możemy sobie pozwolić.

I cieszę się, że moja uwaga okazała się w pewnym stopniu ciekawa :D

Wszelkie błędy interpunkcyjne, stylistyczne i tym podobne, biorę na klatę i przyznaje się bez bicia, że to nigdy nie były moje najmocniejsze strony i będę musiał nad nimi mocno pracować :P

To też moja bolączka (teraz już nieco przedawniona) im więcej będziesz pisał, wrzucał na stronę i patrzył gdzie źle stawiasz przecinki, tym bardziej intuicyjnie będziesz nimi operował, aż z czasem błędów będzie coraz mniej.

Nie chcę się tłumaczyć, ale pewni gdybym poświęcił na napisanie tego opowiadania, byłoby mniej błędów i zyskało na jakości. Niestety czas był tu decydujący. Samą historię wymyśliłem w jeden wieczór, a opowiadanie pisane było przez jedno popołudnie. Zabrakło czasu na poprawki, rozbudowanie akcji, bo zbliżał się deadline konkursu. 

 

Z tego też powodu, zakończenie jest otwarte i nie jest powiedziane jaką cenę zapłacił, chociaż pomysł był i jest na dalszą część. Nie chciałem jednak zamieszczać jakiejś słabej, niedopracowanej kontynuacji historii. Pewnie gdybym miał jeszcze dzień lub dwa więcej, to dalsze losy byłyby znane ;)

Jeśli masz ochotę, to napisz. Przeczytam, kiedy tylko zorientuję się, że wstawiłeś tekst na stronę.

Cieszę się jednak, że w pewien sposób potrafiłem Cię zainteresować historią, która chciałem opowiedzieć, stworzonym światem i dialogami. Zdaję sobie sprawę, że może nie czytało się tego super, ze względu na warsztat i sporą liczbę błędów, ale jak to mówią praktyka czyni mistrza. Będę wiedział na co zwracać uwagę następnym razem i co poprawiać. 

Ja i tak lubię czytać opowiadania debiutantów, jakoś tak mam i zawsze poświęcam im więcej czasu niż innym. Po pierwsze dlatego, że więcej mogę napisać, a po drugie, chyba z poczucia takiej drobnej misji, za względu na mój debiut, kiedy wstawiłem tragiczne, bardzo długie opowiadanie, a portalowicze je przeczytali i bardzo merytorycznie skomentowali :P

Dlatego jeszcze raz serdecznie dziękuję za twój szczegółowy komentarz, cenne uwagi oraz porady, z których na pewno skorzystam w przyszłości :)

Super! Fajnie, że mogłem pomóc i powodzenia!

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Nijak nie potrafię sobie wyobrazić, że dorosły mężczyzna, ojciec dzieci w wieku szkolnym, wysyła list do Dziadka Mroza. No, zwyczajnie nie kupuję tego.

Opowiadanie byłoby zdecydowanie bardziej wiarygodne, gdybyś jego bohaterem uczynił któreś z dzieci Macieja, albo też oboje. Dzieci mogłyby chcieć zobaczyć coś, co znały tylko z opowiadań rodziców, a teraz zapragnęły same przekonać się, czym jest śnieg, jak to jest jeździć na sankach, ślizgać się na lodzie… Tu też znalazłaby się okazja do pokazania miasta, bo zamiast Macieja jadącego autobusem z pracy, dzieci mogłyby wracać ze szkoły i gdzieś po drodze, albo i pod domem, spotkać Mroza.

Zakończenie mało satysfakcjonujące i nawet trudno powiedzieć, że otwarte – mnie wygląda raczej na niedokończone.

Wykonanie, na co zwrócił już uwagę MaSkrol, pozostawia bardzo wiele do życzenia. Mam jednak nadzieję, Pippenie, że z czasem poprawisz warsztat na tyle, że Twoje opowiadania będą i ciekawe, i lepiej napisane.

 

Młode dziew­czę­ce ciało nie­mal wle­cia­ło do izby razem z drzwia­mi. ―> Koszmarnie to zdanie, w dodatku z masłem maślanym. – dziewczyna i jej ciało są młode z definicji.

Czy dziewczyna miała skrzydła i dlatego leciała, czy leciała na drzwiach? ;)

 

Pier­si, które pró­bo­wa­ły w tym mo­men­cie zła­pać odro­bi­nę tchu… ―> To nie piersi pragną złapać odrobinę tchu, a płuca. Panie także oddychają płucami, nie biustem. ;)

 

-Dziad­ku! Dziad­ku Mro­zie! ―> Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza – ten błąd pojawia się w opowiadaniu wielokrotnie.

 

– Spo­koj­nie Snie­żyn­ko. ―> Literówka. Brak przecinka.

Winno być: – Spo­koj­nie, Śnie­żyn­ko.

 

Snie­żyn­ce nie było trze­ba dwa razy po­wta­rzać. ―> Raczej: Śnie­żyn­ce nie trze­ba było powtarzać dwa razy.

 

Mam na imię Ma­ciej i piszę do cie­bie―> Mam na imię Ma­ciej i piszę do Cie­bie

W listach zaimki piszemy wielką literą. Ten błąd pojawia się parokrotnie także w dalszej części listu.

 

nie­opo­dal mocno pa­lą­ce­go się ko­min­ka. ―> To nie kominek się pali, palą się drwa w kominku.

 

– Dziad­ku. Co teraz zro­bi­my? Speł­nisz proś­bę Ma­cie­ja? – oczy Śnie­żyn­ki skie­ro­wa­ły py­ta­ją­ce spoj­rze­nie w stro­nę Dziad­ka. ―> To Śnieżynka skierowała spojrzenie, nie oczy.

Proponuję: – Dziad­ku. Co teraz zro­bi­my? Speł­nisz proś­bę Ma­cie­ja? Śnie­żyn­ka spojrzała pytająco na Dziad­ka.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

Mróz ocię­ża­le pod­niósł się ze swo­je­go wy­słu­żo­ne­go fo­te­la. ―> A może wystarczy: Mróz z trudem dźwignął się z fo­te­la.

 

Choć za­czął mu ro­snąć garb , a jego nogi nie miały tyle sił co kie­dyś… ―> Zbędna pauza przed przecinkiem. Drugi zaimek zbędny.

 

ponad dwu­me­tro­wa po­stu­ra Mroza nadal wy­glą­da­ła ma­je­sta­tycz­nie. ―> Majestatycznie mógł wyglądać Mróz, ale nie postura.

Proponuję: …ponad dwu­me­tro­wy Mróz nadal wy­glą­da­ł ma­je­sta­tycz­nie.

 

W tej chwi­li Mróz skie­ro­wał spoj­rze­nie w stro­nę wnucz­ki… ―> Wystarczy: W tej chwi­li Mróz spojrzał na wnucz­kę…

 

– Przy­nieś mój ko­stur Snie­żyn­ko. ―> Literówka.

 

i mia­sto za­pa­da w „ciem­no­ściach”. ―> To nie miasto zapada, a raczej: …i ciemność opada na miasto.

 

w swoim wy­dzie­lo­nym box-ie, w ni­sko-emi­syj­nym au­to­bu­sie miej­skim. ―> …w swoim wy­dzie­lo­nym boksie, w ni­skoemi­syj­nym au­to­bu­sie miej­skim.

 

po­nie­waż Ci, któ­rych było stać na luk­sus… ―> …po­nie­waż ci, któ­rych było stać na luk­sus

Zaimki piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

po­sia­da­li wy­dzie­lo­ne Box-y… ―> Dlaczego wielka litera?

Winno być: …po­sia­da­li wy­dzie­lo­ne boksy

 

ter­mo­metr wska­zy­wał tylko 8 stop­ni Cel­sju­sza. ―> …ter­mo­metr wska­zy­wał tylko osiem stop­ni Cel­sju­sza.

Liczebniki zapisujemy słownie.

 

co na­stęp­ne­go wy­my­ślą miej­scy urba­ni­ści… ―> Masło maślane – czy może być urbanista inny, nie miejski?

Wystarczy: …co na­stęp­ne­go wy­my­ślą urba­ni­ści

 

Ze wzglę­du na pre­zen­ty. Każdy uwiel­bia do­sta­wać pre­zen­ty… ―> Czy to celowe powtórzenie?

 

Ma­ciej my­ślał w dro­dze po­wrot­nej sporo o ju­trzej­szej wi­gi­lii. ―> W drodze powrotnej Maciej sporo myślał o Wigilii.

 

nie mógł już do­je­chać au­to­bu­sem. Droga nie była już tak oświe­tlo­na jak resz­ta mia­sta, dla­te­go że znaj­do­wa­ło się w tej dziel­ni­cy sporo sie­dlisk miesz­kal­nych, już nie… ―> Powtórzenia.

 

Oboje mieli płasz­cze, ma­ją­ca wy­raź­nie chro­nić ich przed mro­zem i chło­dem… ―> Powtórzenie. Literówka. W tym zdaniu chłód jest zbędny – kiedy panuje mróz, jest bardzo zimno, nie chłodno.

 

jakie Ma­ciej, pa­mię­tał z dzie­ciń­stwa . Jed­nak… ―> Zbędny przecinek. Zbędna spacja przed kropką.

 

-Dzień Dobry. ―> Dlaczego wielka litera? Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

co pań­stwo robią przed nim robią? ―> Dwa grzybki w barszczyku.

 

i od­rzekł nio­są­cym się basem… ―> Pewnie miało być: …i od­rzekł donośnym basem

 

Ocze­ku­je­my Cie­bie, po­nie­waż sam nas we­zwa­łeś. ―> Czekamy na ciebie, po­nie­waż sam nas we­zwa­łeś.

 

nie­po­ko­icie w przed­dzień Świąt! ―> …nie­po­ko­icie w przed­dzień świąt!

 

Nie są­dzi­łem, że … ―> Zbędna spacja przed wielokropkiem.

 

jego głos gło­śno za­grzmiał. ―> Masło maślane – grzmiący głos jest głośny z definicji.

Wystarczy: …jego głos za­grzmiał.

 

roz­le­ga­ją­cy się dźwięcz­ny chi­chot głosu Śnie­żyn­ki. ―> …roz­le­ga­ją­cy się dźwięcz­ny chi­chot Śnie­żyn­ki.

 

nie był pewny czy to sen, czy rze­czy­wi­stość. Ugryzł się szyb­ko w język i prze­szy­wa­ją­cy ból dał mu jed­no­znacz­ną od­po­wiedź. ―> Ugryzienie się w język jest wskazane przed powiedzeniem jakiegoś głupstwa lub czegoś niestosownego w danych okolicznościach. Aby przekonać się, czy czasem nie śnimy, wystarczy się uszczypnąć.

 

Ma­ciej stał cią­gle nie­ru­cho­mo w tym samym miej­scu… ―> A czy mógłby stać nieruchomo i przemieszczać się?

 

że ich drogi i los, nie­dłu­go po­now­nie się skrzy­żu­ją… ―> Chyba nie dzielili jednego losu, więc: …że ich drogi i losy, nie­dłu­go po­now­nie się skrzy­żu­ją

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuje za przeczytanie i wskazanie błędów. Tak jak napisałem w przedmowie, jest to moje pierwsze opowiadanie, więc zdaję sobie sprawę, że mogła pojawić się duża ilość błędów. 

 

Natomiast jeśli chodzi o fabułę, to rozumiem, że jest to twoje subiektywne zdanie, ale nie zgodzę się z nim z dwóch powodów.

Po pierwsze, skoro istnieją ludzie, którzy wierzą, że ziemia jest płaska albo wyznają latającego potwora spaghetti, to tym bardziej może być dorosły facet, który pisze list ;)

A po drugie jest to mimo wszystko opowiadanie fantastyczne, a nie opowiadanie oparte na faktach, realistyczne, więc według mnie motyw, że to dorosły pisze list do Dziadka Mroza jest na miejscu :) .

 

Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuje za przeczytanie i celne uwagi smiley.

Bardzo proszę, Pippenie, i będzie mi miło, jeśli uwagi okażą się przydatne.

I owszem, w komentarzu wraziłam subiektywne zdanie.

 

…więc według mnie motyw, że to dorosły pisze list do Dziadka Mroza jest na miejscu :) .

A, jeśli wolno wiedzieć, na jaki adres Maciej wysłał list do Dziadka Mroza? Bo gdyby pisał do Świętego Mikołaja, to jeszcze bym zrozumiała – ten adres jest wszak powszechnie znany.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Początek bardzo fajny, ujął mnie:) Spodobała mi się relacja dziadka i wnuczki oraz motyw listu. Jeśli chodzi o nadawcę listu, bardziej rodzinnie i sympatycznie byłoby, gdyby bohater napisał go ze swoimi dziećmi (ale to tylko moja opinia). Druga część opowiadania jest dla mnie trochę przegadana. Brak jej tego uroku z początku (choć zapewne to specjalny zabieg). Często powtarzasz te same informacje, jakbyś nie był pewny czy czytelnik wszystko zrozumiał. Skrócenie tu i tam nadałoby lekkości, a czytanie byłoby płynniejsze. I znów subiektywna uwaga – bohater trochę nieprzyjemnie potraktował gości. Natomiast jestem ciekawa ciągu dalszego i chętnie go przeczytam.

 

Powodzenia w konkursie :)

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Przejrzałabym ten tekst pod kątem powtórzeń, literówek, interpunkcji, zapisu dialogów. Ale tragedii nie ma. Czytaj, ćwicz, będzie dobrze :)

Przynoszę radość

Jak na debiut, całkiem nieźle. Dobrze, że pokazujesz świat swoich opowieści ze szczegółami. W całkiem udany sposób budujesz relacje między postaciami. Komentatorzy słusznie wskazali kilka usterek, warto się nad nimi zastanowić i poprawić, nawet jeszcze w tym tekście. Ćwicz dalej, a Twoje opowiadania będą coraz lepsze.

Nowa Fantastyka