- Opowiadanie: Airo - Kłamstwa kreteńskie

Kłamstwa kreteńskie

Pro­szę o dawkę kry­ty­ki i daj­cie znać, czy się po­do­ba. Szort to szort, ale mógł­bym do­pi­sać kil­ka­na­ście stron re­tro­spek­cji. W pi­sa­niu po­mógł owy sym­pa­tycz­ny utwór: https://youtu.be/t6zhuFAoC6Y

 

Błędy skorygowane według uwag w komentarzach.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Kłamstwa kreteńskie

Za­wle­kli mnie jak zwie­rzę, za rogi. Nikt się nie spie­szył. Na wpół przy­tom­ny wi­dzia­łem sceny mro­żą­ce krew w ży­łach. Palili nasze domy. Roz­dzie­ra­li nasze dzie­ci, wrzu­ca­li je do ogni­a albo da­wa­li psom na po­żar­cie. Ko­bie­ty gwał­ci­li i za­bi­ja­li na oczach ro­dzin. Więk­szość męż­czyzn zgi­nę­ła w walce. Po­zo­sta­łych tor­tu­ro­wa­li. Za co? Teraz to już bez zna­cze­nia. Stra­ci­łem przy­tom­ność.

Obu­dził mnie po­twor­ny ból. Ob­la­li mnie wrząt­kiem. Zo­sta­łem przy­wią­za­ny do ka­mien­ne­go pie­de­sta­łu w lo­chach ja­kichś ruin. Znowu wrzą­tek. Krzy­cza­łem, drża­łem z bólu. Wokół był tylko śmiech i wątłe świa­tło po­chod­ni. Darli ze mnie płaty skóry.

– Dla­cze­go ja?

Za­uwa­ży­li, że trzę­sę się z zimna, więc ogrza­li mnie. Roz­pa­lo­ną stalą. Kar­mi­li się cier­pie­niem. Raz za razem. Wrza­ski i spa­zmy bólu to moi nie­roz­łącz­ni to­wa­rzy­sze. Mę­czy­li tak, by nie zabić. Cu­ci­li mnie i cze­ka­li, aż dusza po­wró­ci do ciała. A potem mę­czy­li dalej. Krew szu­mią­ca ryt­micz­nie w mojej gło­wie zda­wa­ła się być chó­rem skan­du­ją­cym: “Cierp! Cierp!”. Czy to pie­kło? Kara za złe uczynki? Ni­ko­go nie skrzyw­dzi­łem.

– Po­mo­cy!

Z pod­zie­mia nie widać słoń­ca. Nie czuć za­pa­chu trawy. Tutaj jest tylko ból i smu­tek. Nie ma upra­gnio­nej śmier­ci. Nie wiesz, czym jest praw­dzi­we pra­gnie­nie, do­pó­ki nie bła­gasz o szyb­ki ko­niec. Znowu za­czę­li gdzieś mnie wlec. Nie mam siły, by się sprze­ci­wić. Brud i kurz lepią się do moich na­gich mię­śni i za­krwa­wio­nych kości. Dla­cze­go wciąż żyję?

– Dla­cze­go?

W pod­zie­miu nikt nie usły­szy. Za­wle­kli mnie do naj­głęb­sze­go lochu. Wi­dzia­łem, jak zna­czy­li sobie drogę po­wrot­ną lejąc krew z wia­dra. Nie od­róż­nia­li moich wołań od ryków dzi­kiej be­stii. Oplu­li mnie i zo­sta­wi­li. Czy nie widzą, że pró­bu­jąc po­zba­wić mnie god­no­ści, sami ją utra­ci­li? Ode­szli. Trwa­łem w bez­sen­sow­nej na­dziei, że ktoś mi po­mo­że. Tylko ona nie po­zwa­la­ła mi umrzeć. Świa­do­mość nie po­zwa­la­ła mi jej po­rzu­cić. Na­dzie­ja kar­mi­ła mnie złu­dze­nia­mi przez długi czas. Cze­ka­łem la­ta­mi, ob­dar­ty ze skóry i przy­ku­ty do ścia­ny kol­cza­stym łań­cu­chem. Na­iw­na wola życia trzy­ma­ła mnie za­wie­szo­ne­go w ni­co­ści. Czy zo­sta­łem stwo­rzo­ny, by cier­pieć?

– Dla­cze­go? – za­wy­łem po raz ko­lej­ny sza­mo­cząc się w oko­wach.

W pod­zie­miu nikt nie po­mo­że. Dla was to pew­nie tylko zwie­rzę­cy ryk. Zgo­to­wa­li­ście mi krwa­wą łaź­nię, bo nie je­stem jed­nym z was. Bo je­stem inny. Bo je­stem obcy. Wy. Pa­trzy­li­ście na moje męki. Na­pa­wa­li­ście się krzy­kiem i pła­czem. A na ko­niec zo­sta­wi­li­ście mnie tu. I wy na­zy­wa­cie sie­bie wy­brań­ca­mi bogów? Wy­rzu­cam z sie­bie ko­lej­ny ryk ma­ni­fe­stu­ją­cy męki duszy i ciała.

Z pod­zie­mia nie ma uciecz­ki. La­bi­ryntem nie­sie się echo moich krzyków. Każdy ko­lej­ny brzmi ża­ło­śniej nawet w moich wła­snych, ob­cię­tych uszach. Rdza kru­szą­ca się z łań­cu­chów za­bru­dza moje rany. Szma­ta za­kry­wa­ją­ca moje puste oczo­do­ły prze­siąk­nię­ta jest krwią. Tak dawno nie wi­dzia­łem świa­tła… Nie wiem, jaka to pora dnia. Wiem jedno, to pora krzy­ku.

– DLA­CZE­GO? – Ryk wpro­wa­dza ścia­ny w wi­bra­cje.

W pod­zie­miu nie ma do­brych bogów. Sa­mot­ność przy­tła­cza mnie z każ­dym drżą­cym od­de­chem. Tak bar­dzo chciał­bym prze­stać. Ale na­dzie­ja nie po­zwa­la. Na­dzie­ja pod­sy­ca­na tym, że wszyst­ko może się zda­rzyć. Choć­by szan­se były nie­wia­ry­god­nie małe. One ist­nie­ją. I Ty ist­nie­jesz. Praw­da, Stwór­co? Dla­cze­go ule­pi­łeś ich na swoje po­do­bień­stwo? Dla­cze­go stwo­rzy­łeś mnie in­ne­go? Żaden z nich nie po­ko­cha kogoś ta­kie­go, jak ja. A może cze­goś? Strach przed nie­zna­nym kie­ru­je nimi jak ma­rio­net­ka­mi i rodzi nie­na­wiść. Skąd mam teraz czer­pać mi­łość i co nią da­rzyć?

– Ojcze!

W pod­zie­miu ni­ko­go nie ma. Nikt nie od­po­wie. Dzi­kie, ła­mią­ce się krzy­ki prze­ci­na­ją mrok ciszy wdzie­ra­ją­cej się do mojej czasz­ki. Po­wie­trze fa­lu­je od go­rą­ca mo­je­go od­de­chu. Czy czuję gniew? Nie. Czuję na­ma­cal­ny żal i smu­tek. Tak po­tęż­ny, że sam Tha­na­tos od­wra­ca głowę. Wie, że po­wi­nien był za­brać mnie już dawno. Wie, że mógł od­da­lić mnie od tego miej­sca i cier­pie­nia. Wstyd mu. Wstyd. Wy­ciem wy­sy­łam ból w prze­strzeń. Spójrz na mnie, wszech­świe­cie! Usłysz­cie, bo­go­wie! Nie­spra­wie­dli­wość roz­pa­la ogień w mym cie­le­snym wię­zie­niu. Dla nich to dobro, a dla mnie zło. Spra­wie­dli­wość?

– Zli­tuj­cie się! – wy­krzy­ku­ję drżą­cym gło­sem.

W pod­zie­miu jest tylko po­twór. Bo prze­cież to do­me­na zła. Prze­cież nic tam nie trzy­ma po­two­ra siłą, praw­da? Płacz dusi od­dech. Nie od­dy­chaj, udław się ję­zy­kiem, be­stio. Uderz głową w mur. Dla­cze­go mnie do tego zmu­szasz? Od­po­wia­da­ją mi ciche piski. To szczu­ry pod­gry­za­ją mój ogon.

W naj­mniej spo­dzie­wa­nym mo­men­cie, gdy na­dzie­ja za­czy­na już słab­nąć, sły­szę skrzy­pie­nie że­la­znej bramy wśród la­bi­ryn­tu ko­ry­ta­rzy pro­wa­dzą­cych do mojej celi. Czy to już mo­ment, gdy tracę reszt­ki zmy­słów? Czy to na­dzie­ja spro­wa­dza na mnie omamy tego, co chcę usły­szeć? Nie. Sły­szę kroki. Pod­ry­wam się z miej­sca i upa­dam. Brzęk łań­cu­cha prze­ry­wa od­gło­sy kro­ków. Na­słu­chu­ję. Sły­szę chrzęst pia­sku pod bu­ta­mi. Ktoś się skra­da.

– Tutaj! Pomóż mi lub przy­naj­mniej skróć moje cier­pie­nia!

Łzy wsią­ka­ją w szma­tę. Na­resz­cie. Na­dzie­ja się opła­ci­ła. Mam szan­sę na wy­do­sta­nie się z tego pie­kła. Do­cho­dzi do mnie od­głos skra­da­nia, cie­pło po­chod­ni, a po chwi­li krzyk prze­ra­że­nia. To jeden z nich.

– Pomóż mi! – krzy­czę.

Męż­czy­zna cofa się. Z odległości kilku kroków czuję jego prze­ra­że­nie. Jego serce ude­rza mocno i szyb­ko, a od­dech jest płyt­ki i nie­rów­ny. W mil­cze­niu klę­kam i po­chy­lam głowę. Cisza. My­śla­mi od­pły­wam da­le­ko, ku słoń­cu, ku sze­lesz­czą­cym na wie­trze kło­som i szem­rzą­cym stru­my­kom. Słone łzy po raz ko­lej­ny bo­le­śnie zwil­ża­ją moje oczo­do­ły. Chwi­la prze­cią­ga się do mo­men­tu, aż czuję bło­gie cię­cie mie­cza spo­czy­wa­ją­cego na moim karku. Głowa toczy się po pod­ło­dze. Ogar­nia mnie eu­fo­ria.

W pod­zie­miach nie sły­chać już wycia. Nie czuję już bólu. Ula­tu­ję czym prę­dzej ku po­wierzch­ni. Nie ob­cho­dzi mnie, co dalej z moim cia­łem. Nie­istot­ne, czy ktoś mnie po­grze­bie. Nie­waż­ne, czy uzna­ją tego czło­wie­ka za bo­ha­te­ra, który zgła­dził po­two­ra w za­cie­kłej walce. Nie za­mie­rzam spraw­dzać, czy hi­sto­ria za­pa­mię­ta mnie i mój lud jako bez­myśl­ne be­stie. Prze­la­tu­ję nad osa­da­mi ludzi. Pra­wie mi was szko­da. Nie do­ce­nia­cie pięk­na życia, które pro­wa­dzi­cie. W swej pysze kreu­je­cie się na sę­dziów i katów prze­ina­cza­jąc bo­skie prawa dla osią­gnię­cia wła­snych ko­rzy­ści. Pa­trząc na was mam wra­że­nie, że wolna wola to tylko złu­dze­nie. Je­ste­ście nie­wol­ni­ka­mi pra­gnień, stra­chu i za­zdro­ści. Je­że­li dalej po­dą­ży­cie tą ścież­ką, sami spro­wa­dzi­cie na sie­bie zły los. Ale to już wasze zmar­twie­nie. Mój lud opu­ścił ten świat w strasz­ny spo­sób. Oby cze­ka­ło gdzieś na nas lep­sze miej­sce. Pora po­skar­żyć się gwiaz­dom.

Koniec

Komentarze

Kreta, rogi, labirynt równa się Minotaur. Nie jakiś tam jeden, zrodzony z podrzędnej boginki i byka, ale cały lud, wybity do ostatniego. A właściwie przedostatniego, bo tego ostatniego zamknięto i dorobiono do tego opowieść. Czyli nie tylko ich wybito, ale wymazano pamięć o nich, zostawiając jednego potwora, który sympatii nie budzi. Koncept całkiem zacny.

Wykonanie miejscami zgrzyta. Przede wszystkim logicznie.

I wy nazywacie siebie dziećmi Boga?

No, Bóg w liczbie pojedynczej i jeszcze dużą literą jest tylko jeden. Tylko że to nie te czasy. Gdzieś dalej odwołujesz się do bogów, wielu i z małej litery. Zamysł rozumiem, stajesz w obronie wszystkich Innych, niemniej jednak, żeby wybrzmiało, to musi się trzymać kupy. A to niezdecydowanie w kwestii bogów sprawia, że opko nieco się buja. Poza tym stawia to pod znakiem zapytania Twoją wiarę w inteligencję czytelnika.

 

Nie odróżniali moich wołań od ryków dzikiej bestii. Opluli mnie i zostawili. Czy nie widzą, że próbując pozbawić mnie człowieczeństwa, sami je utracili?

To że oprawcy go nie rozumieją, że dla nich brzmi jak zwierzę, podkreślasz kilka razy. Czyli on nie mówi w ludzkim języku. Nie wygląda jak człowiek. Pytanie, na które w opku nie ma odpowiedzi, czy te istoty zdołały zbudować jakąś kulturę, czy jest coś, co dawało podstawy do zobaczenia w minotaurach istot myślących. Pewnie tak, bo po co inaczej ludzie zadawaliby sobie tyle trudu, ale tego nie widać.

Tak czy siak słowo człowieczeństwo nie pasuje. Minotaur byłby innym gatunkiem, jak neandertalczyk na przykład. Lepsza byłaby po prostu godność.

 

W podziemiu jest zimno… lecz rozgrzana stal pali.

A czemu nagle czas teraźniejszy? Domyślam się, że podziemia są generalnie zimne, a rozgrzana stal generalnie pali, ale to wytrąca z rytmu i niczego nie wnosi.

 

Fajnie napisane, fajnie się czyta, ale jeszcze miejscami Ci się ta opowieść trochę rozłazi. Debiucik jednak całkiem udany.

Jedno mi tu kompletnie nie pasuje. Jakim cudem Grecy od Minotaura i sam Minotaur raptem zrobili się aż takimi monoteistami? Gdyby nie ten grzech pierworodny, szort byłby wybitny.

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

Propsy za Lustmord, świetna muzyka do pisania.

 

Sam szort… Nie jest to źle napisane, a jednak czyta się ciężko. Przegadane. Pojawiają się motywy i pytania wałkowane tak często, że w tej chwili przypominają już naleśnik i ciężko jest na nich opierać cały tekst. W końcówce to już w ogóle poleciałeś tanim moralizatorstwem. Ale ostatnie zdanie ładne, poetyckie, bardzo mi się podoba jego brzmienie.

Narracja z perpektywy potwora to ciekawy zabieg, ale niestety, zginął przytłoczony egzystencjalno-teologicznymi rozterkami narratora.

 

Mam też wątpliwości co do pisowni “Boga” z wielkiej litery. Jak rozumiem, opowiadanie nawiązuje do mitów greckich, a tam to raczej politeizm hulał… 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

@Irka_Luz

Dzięki za komentarz i wytknięcie błędów. Faktycznie, ta niespójność co do “Boga” i “bogów” wymaga poprawek.

 

@rrybak

Postaram się to naprawić. Dzięki za miłe słowo.

 

@gravel

Przegadane, bo chciałem przekazać jak najwięcej wewnętrznych przeżyć. Ciężko opowiedzieć obojętnym tonem traumatyczne przeżycia, ale wezmę sobie Twoje wskazówki do serca, żeby zwracać na to uwagę w przyszłych tekstach. Moralizatorstwo – tak, przyznaję się bez bicia, nie najlepsze zagranie. Kwestie boskie postaram się naprawić, aż wstyd za tak duże niedopatrzenie w tak krótkim tekście.

Czy sprawiedliwość powinna być utożsamiana z dobrem?

Proponuję jak najszybciej zmienić Boga na bogów (według komentarzy Rrybaka i Gravel), żeby kolejni czytelnicy już się o to nie potykali.

Umiesz pisać w taki sposób, który wyzwala emocje u odbiorcy. Fragment rozważań potwora po uwięzieniu w lochu skróciłabym trochę, ale w tej postaci też wypada nieźle. Czasem lepiej użyć mniejszej liczby słów, żeby wywołać większy efekt.

Dobrze, że nie opisujesz okrucieństwa “dla sportu”, ale po to, żeby pokazać coś więcej: cierpienie ofiar i bezduszność oprawców, którzy okazali się gorsi od potwora.

Początkowy obraz z Twojego tekstu skojarzył mi się z przeczytanym pamiętnikiem, który dotyczył zupełnie innej wojny, bardziej na wschód. Zabrzmiał tak samo mocno, skala okrucieństwa też podobna.

@ANDO

Dziękuję za komentarz i klik. Już zmieniam “Boga”.

Czy sprawiedliwość powinna być utożsamiana z dobrem?

Horroru w opowiadaniu nie dostrzegłam. Okrucieństwo tak.

Czytało się całkiem nieźle, choć podzielam wątpliwości dotyczące Boga, wyrażone przez wcześniej komentujących.

 

La­bi­rynt nie­sie echem moje krzy­ki. ―> Raczej: La­bi­ryntem nie­sie się echo moich krzy­ków.

 

Z kilku me­trów czuję jego prze­ra­że­nie. ―> Obawiam się, że metry nie mają racji bytu w tym opowiadaniu.

 

aż czuję bło­gie cię­cie mie­cza spo­czy­wa­ją­ce na moim karku. ―> Cięcie to ruch, więc jak może ono spoczywać?

A może miało być: …aż czuję bło­gie cię­cie mie­cza, spo­czy­wa­ją­cego na moim karku.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@regulatorzy

Sam też miałem wątpliwości, czy horror to dobrze przypisany gatunek. Jeżeli więcej osób zwróci na to uwagę, to zmienię gatunek na “inne”. Metry zmienię na kroki, powinny pasować. Co do cięcia, racja to miecz spoczywa. Pewnie znalazłoby się jeszcze kilka takich niedociągnięć. Wielkie dzięki za komentarz.

Czy sprawiedliwość powinna być utożsamiana z dobrem?

Bardzo proszę, Airo. Cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O jej, dużo tu okrucieństwa. Bardzo wyraźnie je opisałeś, aż się skrzywiłam. Momentami być może przegadane, ale klimat trzyma przy lekturze. I pióro niezłe. Ostatnie zdanie super. :)

@SaraWinter

Cieszę się, że tekst wywołał emocje. Dziękuję za komentarz.

 

@Irka_Luz

Dzięki!

Czy sprawiedliwość powinna być utożsamiana z dobrem?

Mocno opisujesz emocje “Minotaura”. A wraz z nim historię jego ludu, brutalne traktowanie. Krótki to też tekst, przez co mocniej przemawiają zaprezentowane fajerwerki. Dla mnie – koncert na plus.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

@NoWhereMan

Dziękuję za komentarz i przychylną opinię.

Czy sprawiedliwość powinna być utożsamiana z dobrem?

Zgadzam się z przedpiścami, że tekst odrobinę przegadany, ale pomysł ukazania całego ludu Minotaura jak i mitu o nim jakby od drugiej strony bardzo na plus :) Ciekawa historia. Osobiście skończyłabym na momencie śmierci Minotaura, nie bawiłabym się w duchy, ale no, ja to ja. Podsumowując, udana lektura :).

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

@sy

Co do przegadania, próbowałem się wytłumaczyć we wcześniejszym komentarzu. Mam tylko nadzieję, że w swym przegadaniu tekst nie dotknął kiczu. Dzięki za komentarz.

Czy sprawiedliwość powinna być utożsamiana z dobrem?

Dobrze się czytało :)

Przynoszę radość :)

@Anet

A więc misja wykonana :)

Czy sprawiedliwość powinna być utożsamiana z dobrem?

Nowa Fantastyka