- Opowiadanie: Lupus90Gno - Wszystko od nowa

Wszystko od nowa

Po wielu miesiącach poszukiwań Samuel i Demetrius w końcu odnaleźli miejsce, w którym przebywa Strażnik Amuletu. Książę-banita pragnie skorzystać z mocy magicznego wisiora. Jego przyjaciela nachodzą jednak wątpliwości.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Wszystko od nowa

Wszystko od nowa

 

Demetrius i Lamek weszli do karczmy. Gdy zamknęli za sobą drzwi, opuścił ich nieprzyjemny, zimny uścisk późnojesiennego wiatru. Pomieszczenie było wypełnione ciepłym, dusznym i smrodliwym powietrzem, przypominającym wyziewy ze smoczej gardzieli. Szynk przywitał ich tłokiem, gwarem i nieustannym, jakby falującym ruchem zgromadzonej w nim ciżby.

Lamek rozglądał się bacznie na boki w poszukiwaniu swego seniora. Prawa dłoń wojownika spoczywała cały czas na rękojeści miecza. Jego kompan, Demetrius, nie musiał wielce trudzić się poszukiwaniami. Jako doświadczony czarodziej momentalnie wyczuł pulsującą magiczną energię, która miała swoje źródło w kącie karczmy. Klepnął towarzysza w ramię. Lamek dobrze znał zdolności maga. Bez słowa skierował się za nim.

Poszli jak po niewidzialnej nitce i dotarli do kłębka. Stanęli nad czterema barczystymi mężczyznami odzianymi w długie kolczugi. Siedzący przy szerokim stole osobnicy nosili również szarobrązowe surcoty. Nie widniały na nich żadne herby czy też inne znaki przynależności. Wojacy podnieśli głowy znad kufli i wlepili spojrzenia w przybyszów. Nie powiedzieli słowa, lecz w ich oczach widać było napięcie i oczekiwanie. Doskonale znali się z Lamekiem i Demetriusem. Wszyscy należeli kiedyś do elity księstwa Edomu. Jednak dwa lata temu zostali, na czele z siedzącym pośród nich księciem Samuelem, zmuszeni do ucieczki ze swojej ojczyzny.

Demetrius, dawny książęcy kanclerz, uchwycił spojrzenie piwnych oczu Samuela. Książę-banita przeżył zaledwie ćwierć wieku, choć długa, gęsta broda i ogorzała cera postarzały go o ładnych kilka lat. Po starannie, niegdyś pielęgnowanych czarnych lokach, pozostało jedynie wspomnienie. Dziś głowę obalonego władcy pokrywała krótka szczecina.

– Co mi przynosisz, przyjacielu? – odezwał się Samuel.

Demetrius pochylił głowę ku swemu przywódcy. Teraz jeszcze mocniej odczuł silne magiczne wibracje, powodowane przez zawieszony na szyi księcia amulet, ukryty obecnie pod surcotem. Czarodziej wiedział, iż Samuel nie rozstaje się ostatnio z cennym wisiorkiem.

– Znaleźliśmy Strażnika – oznajmił Demetrius. – Pomoże nam użyć amuletu.

Napięcie pękło jak mydlana bańka. Wojacy Samuela zakrzyknęli wesoło. Jeden z nich klasnął w dłonie, drugi z kolei klepnął Demetriusa w ramię, trzeci głośno zawołał o kolejne piwo. Książę natomiast uśmiechnął się tylko nieznacznie, lecz w jego oczach można było dostrzec ulgę i radość, a także coś tak bardzo pożądanego przez osoby cierpiące – ukojenie.

– Gdzie on teraz jest? – dopytywał Samuel.

– Pół dnia drogi, tylko że trzeba jechać cały czas pod górę. W pewnym momencie będziemy musieli zboczyć z gościńca. Czarnoksiężnik będzie nas wyczekiwał w jaskini – odpowiedział Lamek.

– Wyruszymy jutro rano – zawyrokował dawny władca.

Dwóch świeżo przybyłych kompanów zajęło miejsce na ławach. Służebna dziewka przyniosła kolejne kufle. Wojownicy zaintonowali wesołą przyśpiewkę. Po tylu miesiącach tułaczki w końcu zostali przez los nagrodzeni. Cel ich podróży miał zostać niebawem osiągnięty.

***

Samuel i Demetrius wyszli przed karczmę. Wiatr kołysał bezlistnymi konarami drzew. Zapowiadała się mroźna noc. Towarzysze podróży obserwowali w ciszy gwiazdozbiory. Czarodziej spojrzał na swego zwierzchnika. Ten milczał. Wyglądał na pogrążonego w myślach, więc mag postanowił zabrać głos jako pierwszy.

– Już wiesz, jakie życzenie wypowiesz? Ostatnio kilka razy zmieniałeś zdanie.

Książę nie spieszył się z odpowiedzią. Długo trawił pytanie.

– Dowiesz się, gdy będziemy na miejscu.

Demetrius pokiwał głową, po czym westchnął głośno.

– Boisz się, że cię potępię? Że nie będę wspierał, jak dotychczas?

– Jestem pod wrażeniem twej lojalności – odpowiedział szybko Samuel. – Ale zrozum, mam prawo do tego życzenia. Od kiedy wszedłem w wiek męski i dostałem od ojca amulet, to… po prostu mam prawo, aby go użyć. Pomogłeś mi znaleźć Strażnika. Jeśli nie zechcesz mnie dalej popierać… zrozumiem.

– Będę cię wpierać, Samuelu. Niezależnie od twojego życzenia… To, co dobre i co złe robiliśmy razem. Poza tym wierzę w twój osąd.

Wiatr dął mocno. Samuel namyślał się.

– Chcę zacząć wszystko od nowa – powiedział w końcu.

– Wiem. Wszyscy cały czas zaczynamy od nowa. Twoje życzenie jest z tym związane?

Książę pokręcił przecząco głową.

– Chcę, aby moje życie zaczęło się od nowa. TO właśnie jest moje życzenie, Demetriusie.

Mag spojrzał na przyjaciela zaskoczony.

– Od nowa? Chcesz przeżyć życie jeszcze raz? Chcesz…

– Cofnąć czas? Tak, chcę.

Drzwi gospody otworzyły się z hukiem. Demetrius i Samuel usłyszeli za swoimi plecami stek przekleństw, głośne, niezgrabne kroki pijaków i jeszcze głośniejsze ich upadki. Nie obrócili się jednak. Tej nocy tak przyziemne sprawy jak karczemne awantury mało ich interesowały.

– Możesz mówić – oznajmił Samuel. – Możesz wyrazić swoją krytyczną opinię.

Demetrius zastanawiał się przez chwilę na odpowiedzią.

– Szalony ten pomysł, ale chyba nie całkiem głupi. Chociaż… trochę wątpię, aby w amulecie została zamknięta tak potężna moc. Nie wiem, czy sprosta życzeniu.

Książę-banita zaśmiał się krótko i z uśmiechem spojrzał na kompana.

– Tylko tyle? Spodziewałem się dłuższej tyrady. Godzisz się na takie życzenie? Nie boisz się konsekwencji? Tego, że osnowa rzeczywistości spruje się jak darta szata, czy coś w tym rodzaju?

Mag parsknął i pokiwał głową w zadumie.

– Dwa lata temu obiecałem tobie pomoc w odnalezieniu Strażnika. Liczyłem się z tym, że będziesz chciał… odzyskać to, co straciłeś. Twoje życzenie jest szalone, nie wiem jak świat i ludzie na to zareagują, ale… prośba jest sensowna.

Samuel chwycił przyjaciela za ramię, patrzył na niego długo.

– Zatem, mam twoje pozwolenie – bardziej stwierdził niż spytał.

– Masz, mój książę – oznajmił Demetrius.

Jeszcze przez moment kontemplowali rozgwieżdżone niebo, po czym wrócili do karczmy, bez słowa wymijając dwóch zataczających się i klnących pijaków.

***

Demetrius znalazł się w jaskini. To była ta sama grota, którą odwiedził poprzedniego dnia. Wnętrze pieczary rozjaśniały liczne, zawieszone na ścianach, pochodnie. Przed jego oczami pojawiło się trzech mężczyzn. Rozpoznał ich od razu. Dopiero wtedy zrozumiał, że śni.

Zastrzeżeń dawnego kanclerza nie budził Faros, sędziwy czarnoksiężnik, Strażnik Amuletu. Nie niepokoiła też obecność w tym gronie księcia Samuela. Cała nierealność wizji była spowodowana trzecią osobą, czyli Demetriusem. Czarodziej ze zdziwieniem spoglądał na samego siebie.

Wyśnione postacie nie interesowały się w ogóle autorem imaginacji. Nierzeczywisty Demetrius kłócił się o coś zaciekle z Samuelem. Natomiast posągowy Faros przyglądał się im z obojętnością.

Dawnego kanclerza martwiła ta oniryczna scena. Nie chciał usłyszeć słów zwady, podsuwanej mu przez podświadomość. Nie potrafił jednak tej wizji zatrzymać.

– Błagam cię, Samuelu! Oddaj amulet! Nie wypowiadaj życzenia! Przyniesie nam wszystkim zgubę!

– Obiecywałeś, Demetriusie! Przysięgałeś, że będziesz mnie wspierał! Co znaczy twoje słowo?! Chcesz mi teraz odebrać marzenia?!

– Wczoraj nie wiedziałem wszystkiego. Nie przemyślałem tego. Powstrzymuję cię dla twojego dobra!

Czarodziej zdecydowanie postanowił przerwać sen, skończyć jak najszybciej z tymi niepokojącymi majakami. Już miał zacząć się wybudzać, lecz nagle poczuł uścisk na prawym ramieniu. Obrócił się i spojrzał wprost na Farosa. Strażnik Amuletu miał bardzo zafrasowaną minę. Tęczówki jego oczu w sposób zauważalny zmieniły kolor z brązowych na niebieskie. Demetrius nie mógł się poruszyć ani zareagować w żaden sposób. Twarz Farosa stała się bardzo smutna i poważna. Czarnoksiężnik wypowiedział kilka słów, lecz były kanclerz zrozumiał tylko jedno z nich. To słowo nie tyle zapadło czarodziejowi w pamięć, co raczej się w nią wryło.

– Jedenaście.

Demetrius obudził się z krzykiem. Był spocony i zziajany jak po długim biegu. Usiadł gwałtownie na sienniku i rozejrzał się wokół siebie. Na powrót znalazł się w gościnnej izbie szynku. Pierwsze promienie dziennego słońca wpadały przez uchyloną okiennicę. Wszyscy towarzysze Demetriusa powstali i z niepokojem obserwowali czarodzieja. Samuel, który miał najbliżej do maga, pochylał się już nad przyjacielem i z obawą spoglądał w jego oblicze.

– Co się stało, Demetriusie?

Czarodziej oddychał głęboko.

– Nic… To tylko zły sen. Wszystko w porządku.

Dawny kanclerz uśmiechnął się do byłego władcy. Ten kiwnął głową ze zrozumieniem. Czarodziej opadł na siennik i obrócił się do towarzyszy plecami. Nie chciał, aby wyczytali z jego twarzy zbyt wiele. Doskonale zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, ale jeszcze nie miał zamiaru dzielić się wątpliwościami z kompanami. Wiedział, iż to nie był zwykły koszmar ani wybryk podświadomości, lecz ostrzeżenie. Umysł maga został zasypany mnóstwem pytań. Jednak jedno z nich wysuwało się przed szereg, najgłośniej domagało się odpowiedzi.

„Jedenaście”? Co to znaczy „jedenaście”?

Nie potrafił rozszyfrować tej zagadki. Strach mocno ściskał serce i za nic nie chciał puścić. W jego głowie pojawił się nowy głos. Demetrius próbował go zignorować, ale nie był w stanie. Cały czas słyszał ten nieznośny szept.

Powstrzymaj Samuela. Nie pozwól mu wypowiedzieć życzenia.

***

Czarodziej zaczaił się na księcia przy wyjściu z wygódki. Samuel raczej był przygotowany na to spotkanie, ponieważ nie okazał zdziwienia nagłym pojawieniem się przyjaciela.

– Czyli jednak nie wszystko jest w porządku – rzekł kwaśno dawny władca Edomu.

Czarodziej ściągnął brwi i odchrząknął cicho.

– To nic pewnego… Jak już mówiłem, to tylko koszmar. Być może umysł podsuwa mi to, czego się boję… A tak poza tym, ekhem… czy mówi tobie coś liczba „jedenaście”?

Samuel pomyślał przez chwilę.

– Niestety, ale z niczym mi się nie kojarzy. Chodźmy w stronę karczmy, chyba nie musimy o tym dyskutować przy ustępie?

Poszli w kierunku głównego budynku. Poranek był chłodny, choć słoneczny. Na niebie pojawiło się zaledwie kilka chmurek. Samuel zatrzymał się niedaleko wejścia do stajni i dyskretnie zerknął na boki. Gdy upewnił się, że nikt postronny ich nie usłyszy, rzucił przyjacielowi przeciągłe spojrzenie.

– Co było w twoim śnie?

– Kłóciliśmy się – odpowiedział od razu mag – Próbowałem cię powstrzymać przed wypowiedzeniem życzenia. W pewnym momencie wtrącił się Faros. Strażnik Amuletu powiedział tylko jedno słowo: „jedenaście”.

Spojrzeli sobie nawzajem w oczy.

– Czy zmieniasz zdanie, Demetriusie?

Czarodziej pokręcił przecząco głową.

– Dałem ci słowo. Nachodzą mnie wątpliwości, ale nie złamię obietnicy.

Z gospody zaczęli wychodzić pozostali członkowie kompanii. Samuel dostrzegł ich, lecz nie przerwał rozmowy.

– Cieszy mnie to, Demetriusie. Zaraz wyruszamy. Muszę tylko jeszcze wysłać Lameka do mojej siostry.

– Teraz? – zdziwił się czarodziej. – Gdy już dotarliśmy tak daleko?

– Gdyby coś nam się nie udało… Została mi tylko Martha. Napiszę do niej pożegnalny list… tak na wszelki wypadek.

– No tak… Rozumiem – odpowiedział dawny kanclerz.

Gwardziści dotarli do Samuela i Demetriusa. Książę zwrócił się do poddanych.

– Przygotujcie wierzchowce do podróży. Lamek, dla ciebie mam inną misję. Chodź ze mną do karczmy, po drodze ci wszystko wytłumaczę.

Podzielona na dwie grupy kompania ruszyła do swoich zadań. Czterech mężczyzn weszło do stajni, natomiast dwóch udało się z powrotem do gospody.

***

Minęło południe, gdy wędrowcy zatrzymali się na pierwszy postój. Uszczuplona o jednego towarzysza drużyna zmierzała gościńcem cały czas pod górę. Otaczały ich, ogołocone z liści, bukowe lasy. Zboczyli nieco z drogi, aby stanąć obozem tuż przy strumyku.

– Napoić i nakarmić konie – rozkazał książę.

Samuel odtroczył od swego wierzchowca derkę, którą następnie rozłożył na samotnym głazie. Gdy już odpowiednio przygotował miejsce, usiadł. Otworzył bukłak ze słabym winem, upił kilka sążnistych łyków.

Demetrius pozwolił, aby trzech wojowników zajęło się wszystkimi wierzchowcami. Sam natomiast stał oparty o jasny pień drzewa i przypatrywał się Samuelowi. Książę nie reagował na to w żaden sposób, chociaż musiał być świadomy jego obecności. Siedząc bokiem do czarodzieja patrzył prosto przed siebie zmęczonym, nieobecnym wzrokiem.

W końcu obrócił głowę w stronę Demetriusa i skinął na niego. Mag wziął swój koc, rozłożył go na trawie obok suwerena, po czym spoczął.

– Jeszcze chwilę pojedziemy ścieżką – oznajmił Demetrius. – Potem skręcimy w lewo, przebrniemy przez leszczynę i znajdziemy się na prostej drodze do jaskini.

Samuel sięgnął ręką za surcot. Wyjął, zawieszony na srebrnym łańcuszku, wisior i utkwił w nim spojrzenie. Jasnopomarańczowy bursztyn o wielkości niedużej śliwki emanował delikatnym blaskiem. Cieniutka ażurowa oprawa amuletu oplatała kamień niczym srebrna pajęcza nić.

– To już tak blisko – rzekł Samuel. – Moje przekleństwo niedługo się skończy.

– Zło, które ciebie w życiu spotkało nie było spowodowane li tylko fatum. Nie zadowalajmy się łatwymi wyjaśnieniami – odpowiedział Demetrius.

Twarz księcia stężała. Obrócił głowę w stronę czarodzieja. Z jego oczu bił gniew. Zachował jednak całkowite panowanie nad głosem.

– Zdrada stryja, upadek kraju, śmierć mojej żony i brata… mało jeszcze? Jakbyś to inaczej nazwał?

– Śmierć Ezawa to nie klątwa, ale nasz błąd.

Samuel uśmiechnął się ponuro.

– Błąd? Ciekawy eufemizm… Zabiłem go. A ty mi w tym pomogłeś.

Demetrius powstał gwałtownie.

– Rozmawialiśmy o tym setki razy. Nie chciałem tego – jego głos zadrżał wyraźnie.

Samuel zawiesił wzrok gdzieś nad prawym ramieniem rozmówcy. Dawny kanclerz nie wiedział, czy jego suweren się czemuś przygląda, czy po prostu rozmyśla.

– Nikt tego nie chciał. Ale się stało.

Książę schował amulet.

– Teraz jednak to naprawimy. Gdy wypowiem życzenie, moje życie się zmieni.

Demetrius z powrotem usiadł na kocu. Jego wzburzenie szybko minęło.

– Wiesz, że na pewno tak się stanie?

– Niczego już nie jestem na tym świecie pewien, ale niech mnie piekło pochłonie, jeśli nie spróbuję tego chorego przeznaczenia odmienić.

Samuel wstał i zrolował derkę. Tym samym dał czarodziejowi znać, że ich rozmowa dobiegła końca.

***

Wysoką kamienną górę o stromych zboczach dostrzegli już z daleka, lecz dopiero, gdy wyjechali na niewielką polankę, zobaczyli pokaźny otwór w skale. Cała piątka wędrowców dałaby radę wcisnąć się do groty bez schodzenia z koni, jadąc strzemię w strzemię. Mężczyźni zatrzymali się jednak tuż przed wylotem jaskini i zeskoczyli z wierzchowców.

– Przywiążcie konie do brzózek – rozkazał Samuel. – Ruben, pilnujesz zwierząt. Reszta razem ze mną wchodzi do środka.

Zostawiwszy wierzchowce oraz jednego strażnika, w czterech wkroczyli do jaskini. Liczne pochodnie oświetlały ściany kawerny, więc brak słońca nie stanowił dla nich większego problemu. Grota zwężała się nieco, ale dla tak nielicznej drużyny miejsca było nadal wystarczająco. Strop pieczary wisiał nad nimi wysoko.

Po drodze mijali liczne stalagmity, stalaktyty, a także stalagnaty. Dwaj wojownicy Edomu wyciągnęli z pochew miecze. Stąpali ostrożnie, wypatrywali najmniejszego ruchu wśród cieni. Demetriusowi i Samuelowi niepokój się nie udzielił. Szli pewnie przed siebie, nie wyczekiwali zasadzki.

Marsz nie trwał długo. Strażnik Amuletu pojawił się przed nimi nagle, nie wiadomo skąd. Wyglądał, jakby czekał na nich całą wieczność. Stał nieruchomo niczym posąg; siwowłosy, siwobrody, okryty błękitną powłóczystą szatą, najpewniej z jedwabiu. Obiema rękoma wspierał się na białym, długim kosturze. Jego wzrok był rozmazany, nieobecny. Zdawał się nie dostrzegać przybyszów.

– Bądź pozdrowiony Farosie, Strażniku Amuletu – zaczął niegdysiejszy monarcha. – Ja, Samuel II, prawowity książę Edomu przybywam do ciebie z wielką prośbą.

Minęła chwila, nim czarnoksiężnik podniósł na przybyszów wzrok. Na jego twarzy malował się spokój. Oblicze starca nie zdradzało żadnych emocji. Głos miał za to głęboki i niski, przyjemny dla ucha.

– Czekam właśnie na ciebie, książę Samuelu. Twój amulet mnie przywołał, a to oznacza, iż wybrałeś już życzenie.

Wygnany monarcha skinął potakująco głową, a następnie zdjął wisiorek z szyi. Demetrius uczuł w sercu nagłe uczucie niepokoju. Przez jego plecy przeszedł dreszcz. Ogarnął go też dziwny chłód. Wewnętrzny głos znów przypomniał o sobie. Kazał mu działać. I to szybko. Problem tkwił w tym, że czarodziej nie wiedział, co dokładnie ma uczynić. Zdezorientowany, postąpił kilka kroków w stronę Farosa.

– Czcigodny Strażniku, zanim mój pan wypowie swoje życzenie, ośmielam się ciebie prosić o udzielenie odpowiedzi na dwa pytania.

Zaskoczeni Wojownicy Edomu spojrzeli po sobie. Książę skrzywił się z niesmakiem, natomiast Faros przeniósł swój idealnie obojętny wzrok na Demetriusa.

– Pytaj, czarodzieju.

Dawny kanclerz przełknął ślinę.

– Czy to ty nawiedziłeś mnie we śnie? Czy mówi tobie coś liczba „jedenaście”?

W jaskini zaległa cisza. Zimne, wilgotne powietrze nasycało się rosnącym napięciem. Milczenie czarnoksiężnika zdawało się trwać wieki. Jego kamienne oblicze nie ulegało zmianie. Demetrius zaczął się zastanawiać, czy powinien powtórzyć pytania, lecz wówczas Farros odpowiedział.

– To z pewnością nie byłem ja. A co do „jedenaście”… znam tyle znaczeń tej liczby, co każdy przeciętny czarownik. Nie uraczę cię w tym temacie żadną nowością.

Demetrius sposępniał. Samuel cmoknął głośno i podszedł z wyciągniętym amuletem ku Farosowi. Bursztyn świecił teraz jaśniej niż pochodnia.

– Wystarczy tych dociekań, przyjacielu. W końcu nastał czas na moje życzenie.

Demetrius skinął swemu suwerenowi, po czym jeszcze raz spojrzał na Farosa. Z pewnym zdziwieniem skonstatował, iż oczy Strażnika mają brązowy kolor. Chciał zachować te przemyślenia dla siebie, ale z niewiadomego powodu wypowiedział je na głos.

– No tak, osoba z mojego snu miała oczy niebieskie, nie brązowe.

Strażnik Amuletu ponownie obrócił swe marmurowe oblicze w stronę Demetriusa.

– Niebieskie? Znaczy się, takie jak twoje?

Dawny kanclerz zbladł niespodziewanie. Jego wewnętrzny świat zadrżał w posadach. Czarodziej zachwiał się i opadł na jedno kolano. Dwóch, stojących z tyłu, towarzyszy doskoczyło błyskawicznie do kompana i podniosło go. Demetrius zamrugał kilka razy powiekami. Rzeczywistość wróciła na swoje miejsce.

– Dobrze się czujesz? – zapytał z niepokojem Samuel.

Mag wyswobodził się z objęć towarzyszy i spojrzał wprost na suwerena. Na twarzy czarodzieja zagościła determinacja.

– Szlachetny książę, wybacz, ale nie możemy użyć amuletu. We śnie, to ja sam wysłałem sobie to ostrzeżenie.

Samuel przycisnął wisior do swojej piersi. Jego brwi ściągnęły się, spod zmrużonych powiek prawie wystrzeliły iskry.

– Sam sobie? Demetriusie, rozmawialiśmy już o twoich wątpliwościach. Jeżeli „drugie ja” ci przeszkadza, to droga wolna, możesz stąd wyjść. Ale chociaż nie utrudniaj.

Gwardziści księcia odsunęli się nieco od czarodzieja. Obserwowali go teraz baczniej. W ich dłoniach cały czas tkwiły miecze.

– To nie był żaden sobowtór, tylko ja … z innej rzeczywistości. Z innego czasu. Nie wiem do końca. Mimo to sądzę, iż możemy narobić wielkiego bałaganu.

– Widziałeś przyszłość? – naciskał Samuel. – Wiesz, co się NA PEWNO stanie?

– Nie widziałem – odrzekł Demetrius. – Samuelu, wiem, że chcesz ponownie zobaczyć swoich bliskich, ale przecież ujrzysz ich kiedyś w Krainie Wiecznego Szczęścia.

– Nie chcę tyle czekać! – przerwał mu książę – Poza tym nie wiem, gdzie oni teraz są ani czy taka kraina w ogóle istnieje. Wiem natomiast, że istnieje magia. I to ona pozwoli mi odzyskać utracone życie.

Samuel zbliżył się do czarodzieja. Patrzyli sobie prosto w oczy. Oblicze obalonego władcy zmieniło się nagle. Gniew znikł, jego miejsce zajął smutek.

– Przeżyłem zaledwie dwadzieścia pięć wiosen, Demetriusie. A czuję się, jakbym był już na tym świecie wieki. Zbyt szybko straciłem Rachelę… Dla kogo ja mam jeszcze żyć? Jedynie moc amuletu nadaje sens mojej egzystencji.

– Nasz kraj ciągle można uratować – wtrącił Demetrius. – Możesz żyć dla swoich poddanych. Dobrych mieszkańców Edomu.

– Przyjacielu, ja właśnie ratuję naszą ojczyznę – stwierdził Samuel.

Zdesperowany Demetrius postanowił chwycić się ostatniej szansy.

– Czcigodny Farosie, mój pan pragnie jeszcze raz przeżyć swoje życie. Czy uważasz, że takie życzenie nie niesie ze sobą poważnego ryzyka?

Nic nie zmieniło się w stoickiej postawie czarnoksiężnika.

– Wydawanie osądów nie jest moim zadaniem. Ja jestem tu tylko po to, aby spełnić życzenie posiadacza amuletu.

Samuel uśmiechnął się, ale bez wielkiej radości.

– Sam widzisz, przyjacielu. Nawet los i przeznaczenie pragną, abym spełnił swoją wolę.

Książę obrócił się w stronę Strażnika. I wtedy właśnie Demetrius wypowiedział zaklęcie. Pieczara rozjaśniła się oślepiającym światłem. Magiczny podmuch powalił Samuela na ziemię. Dwaj gwardziści rzucili się na czarodzieja z uniesionymi mieczami. Mag ich jednak uprzedził. Kolejne zaklęcie odrzuciło napastników do tyłu. Przygwożdżeni do podłoża wojownicy nie mogli się poruszyć.

Hałas zaalarmował stróżującego Rubena. Gwardzista nadbiegał już z obnażoną bronią. Kolejny czar również jego odrzucił do tyłu. Samuel próbował się wyszarpnąć z potężnego uścisku zaklęcia, ale zdołał jedynie obrócić się na bok. Spojrzał w oblicze czarodzieja. Oczy Demetriusa rozjarzyły się złotym blaskiem. Leżący pod ścianą amulet pofrunął wprost do ręki maga. Na czoło dawnego kanclerza wstąpiły teraz liczne zmarszczki, jego twarz stężała.

– Niestety nie mogę do tego dopuścić, mój książę. Wybacz, że nie potrafię lepiej wytłumaczyć swojej decyzji.

Samuel uniósł się trochę na łokciu. Patrzył czarodziejowi prosto w twarz. W oczach księcia późno byłoby szukać gniewu czy żalu. Pojawiło się w nich za to coś niejednoznacznego, zagadkowego.

– Nie, Demetriusie. To ja przepraszam.

Brwi czarodzieja powędrowały w górę.

– Przepraszasz? Ale za co?

– Lamek! – krzyknął książę.

Cięciwa kuszy zaświergotała. Demetrius poczuł ból w lewym boku, lecz dopiero po chwili zrozumiał, co się stało. Dotknął zranione miejsce. Bełt utkwił głęboko. Krew zaczęła wsiąkać w szatę.

Czarodziej opadł na kolana. Jego zaklęcia momentalnie przestały działać. Powaleni wojownicy gramolili się ze skalistej ziemi. Samuel, utykając, podszedł do dawnego kanclerza. Bez oporu wyjął wisior z jego ręki. Demetrius już nie walczył o amulet. Rzucił tylko swemu władcy oskarżycielskie spojrzenie.

– Oszukałeś mnie… nie było… żadnego listu… do siostry.

Krwawy bąbel pękł na ustach czarodzieja. Książę położył dłoń na ramieniu maga. Spojrzał mu prosto w oczy.

– Gdy następnym razem się spotkamy, będę już lepszym człowiekiem.

Po tych słowach Samuel wyprostował się. Lamek, który do tej pory krył się za stalagnatem, stanął obok swego suwerena. Monarcha-banita oparł się na ramieniu wasala. Razem podeszli do Farosa. Strażnik Amuletu zachowywał się cały czas tak samo, zupełnie jakby nic się przed chwilą nie wydarzyło.

Demetrius przewrócił się na zdrowy bok, a potem na plecy. W uszach mu szumiało, świat stawał się coraz bardziej zamazany. Mimo to czarodziej obrócił głowę tak, aby widzieć Samuela. Książę wyciągnął ku Strażnikowi amulet. Ten ujął go w prawą dłoń. Bursztyn rozjarzył się jeszcze intensywniejszym światłem. Wewnątrz jaskini zrobiło się jasno jak na plaży w słoneczny dzień.

– Jakie jest twoje życzenie, Samuelu?

Książę nie wahał się.

– Chcę przeżyć swoje życie od nowa.

Przez chwilę nic się nie działo. Demetrius miał jeszcze nikłą nadzieję, że mimo wszystko do niczego nie dojdzie. Liczył na to, iż amulet nie zadziała, nie sprosta takiemu życzeniu. I tej właśnie nadziei uczepił się rozpaczliwie niczym ostatniej deski ratunku. Trwał przy niej do końca, czyli do momentu, w którym czas stanął. A potem wszystko zaczęło się jeszcze raz.

25 lat później

Demetrius obudził się z krzykiem. Był spocony i zziajany jak po długim biegu. Usiadł gwałtownie na sienniku i rozejrzał się wokół siebie. Na powrót znalazł się w gościnnej izbie szynku. Pierwsze promienie dziennego słońca wpadały przez uchyloną okiennicę. Wszyscy towarzysze dawnego kanclerza powstali i z niepokojem obserwowali czarodzieja. Samuel, który miał najbliżej do maga, pochylał się już nad przyjacielem i z obawą spoglądał w jego oblicze.

– Co się stało Demetriusie?

Czarodziej oddychał głęboko.

– Nic… To tylko zły sen. Wszystko w porządku.

Były kanclerz uśmiechnął się do władcy. Ten kiwnął głową ze zrozumieniem. Czarodziej opadł na siennik i obrócił się do towarzyszy plecami. Nie chciał, aby wyczytali z jego twarzy zbyt wiele. Doskonale zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, ale jeszcze nie miał zamiaru dzielić się wątpliwościami ze współtowarzyszami. Wiedział, iż to nie był zwykły koszmar ani wybryk podświadomości, lecz ostrzeżenie. Umysł maga został zasypany mnóstwem pytań. Jednak jedno z nich wysuwało się przed szereg, najgłośniej domagało się odpowiedzi.

„Dwanaście”? Co to znaczy „dwanaście”?

Nie potrafił rozszyfrować tej zagadki. Lęk mocno ściskał serce i za nic nie chciał puścić. W jego głowie pojawił się nowy głos. Demetrius próbował go zignorować, ale nie był w stanie. Cały czas słyszał ten nieznośny szept.

Powstrzymaj Samuela. Nie pozwól mu wypowiedzieć życzenia.

Koniec

Komentarze

Lupusie90Gno, przekonaj mnie, że warto czytać opowiadanie, które streściłeś w przedmowie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Spotkanie w karczmie jest tak typowym, by nie rzec oklepanym, sposobem rozpoczynania opowiadań fantasy, że trudno o coś bardziej banalnego. Ciąg dalszy też nie odbiega zbytnio od podobnych opowieści, bo wiele już było historii, w których głównym celem bohaterów było przeżycie kilku przygód, nim dotarli do określonego celu. Tu obyło się bez przygód, za to mamy niepokojący sen i rozmowy czarodzieja z księciem. Czytałam więc bez specjalnego zaciekawienia, zwłaszcza że w przedmowie streściłeś dzieło

Ffinał też raczej nie zaskoczył, bo kiedy książę wyraził życzenie, coś tak czułam, że to będzie kolejne spotkanie ze Strażnikiem Amuletu.

 

opu­ścił ich nie­przy­jem­ny, zimny uścisk póź­no­je­sien­ne­go wia­tru. ―> Wiatr potrafi uściskać?

 

To­wa­rzy­sze po­dró­ży ob­ser­wo­wa­li gwiaz­do­zbio­ry w ciszy. ―> To­wa­rzy­sze po­dró­ży w ciszy ob­ser­wo­wa­li gwiaz­do­zbio­ry.

 

De­me­trius i Sa­mu­el usły­sze­li za swo­imi ple­ca­mi stek prze­kleństw… ―> Zbędny zaimek.

 

Go­dzisz się na takie ży­cze­nie? Nie boisz się kon­ser­wa­cji? ―> Podejrzewam, że w drugim zdaniu miało być: Nie boisz się kon­sekwen­cji?

 

Tego, że osno­wa rze­czy­wi­sto­ści spru­je się jak darta szata… ―> Co to jest osnowa rzeczywistości?

Pruć można dzianinę, ale ta nie ma osnowy. Szata natomiast może się popruć tylko na szwach. W innych miejscach będą to rozdarcia.

 

– Kłó­ci­li­śmy się – od­po­wie­dział od razu mag – Pró­bo­wa­łem cię po­wstrzy­mać… ―> Brak kropki po didaskaliach.

 

Otwo­rzył bu­kłak ze sła­bym winem, upił kilka sąż­ni­stych łyków. ―> Sążeń to miara długości i jakoś nie chce mi się skojarzyć z wielkością łyków.

Może: Otwo­rzył bu­kłak ze sła­bym winem, upił kilka potężnych łyków.

 

Po dro­dze mi­ja­li się licz­ne sta­lag­mi­ty, sta­lak­ty­ty, a także sta­la­gna­ty. ―> Coś się tutaj przyplątało.

 

Jego wzrok był roz­ma­za­ny, nie­obec­ny. ―> Ktoś, kto ma słaby wzrok, może widzieć niewyraźnie, ale nie będzie miał rozmazanego wzroku.

 

– To nie był żaden so­bo­wtór, tylko ja … z innej rze­czy­wi­sto­ści. ―> Zbędna spacja przed wielokropkiem.

 

– Nasz kraj cią­gle można ura­to­wać – wtrą­cił De­me­trius – Mo­żesz żyć dla swo­ich pod­da­nych. ―> Brak kropki po didaskaliach.

 

Bursz­tyn roz­ja­rzył się jesz­cze więk­szym świa­tłem. ―> Czy światło ma wielkość?

Proponuję: Bursz­tyn roz­ja­rzył się jesz­cze jaśniejszym/ intensywniejszym świa­tłem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Miałeś ciekawy pomysł z pętlą czasową. Uważam, że jak na debiut, poradziłeś sobie całkiem nieźle. Motyw snu wiąże się z akcją, historia jest opowiedziana konsekwentnie, bez błędów logicznych. W kolejnych tekstach warto zastanowić się, jak poprowadzić fabułę, żeby bardziej zaciekawić i zaskoczyć czytelnika, zwłaszcza w zakończeniu. Uważaj na krótkie zdania, niektóre z nich proponuję rozbudować, wtedy tekst będzie się lepiej czytało.

Uważam, że jak na debiut, poradziłeś sobie całkiem nieźle.

ANDO, to nie debiut, to piąte opowiadanie Autora. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O, czyli przegapiłam. Może w wolnym czasie nadrobię lekturę. :)

;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za uwagi. ANDO zapraszam oczywiście do lektury pozostałych moich opowiadań. :)

Jak dla mnie, tytuł psuje zabawę. Dochodząc do zakończenia, a wiedząc, że opowiadanie to : “Wszystko od nowa”, przewidziałem jak ta opowieść się zakończy i podejrzewam, że tak będzie miało większość osób, którzy będą kończyć Twój tekst, zatem to jest dla mnie duży minus. Z drugiej jednak strony, zakończenie ogólnie mi się podoba, tylko jak mówiłem – bez żadnej niespodzianki. 

„Jedenaście”? Co to znaczy „jedenaście”? 

a pod koniec:

„Dwanaście”? Co to znaczy „dwanaście”?

Fajnie to wyszło, a byłoby lepiej z innym tytułem.

Pomysł – jest i to całkiem niezły, ale dużo tu dialogów, które jakoś mnie zmęczyły. Jakoś nie zaciekawiły mnie ich rozmowy.

Ogólnie to jak w tym żarcie z teściową, która spadła w przepaść twoim samochodem – mam mieszane uczucia.

Lupusie, już nawet nie wiem, które to w ostatnim czasie opko, zaczynające się sceną w karczmie. Nie mogli się, kurcze, spotkać gdzieś na gościńcu? ;) Pętla czasowa, to też szczerze mówiąc pomysł nie pierwszej świeżości.

Czytało się dobrze, ale obawiam się, że to tekst, który szybko wyleci mi z pamięci.

Diabeł tkwi w szczegółach, faktycznie tytuł mógłbym dać inny. Bardzo lubię motyw pętli czasowej, więc nie mogłem się oprzeć, aby nie napisać o tym jednego krótkiego opowiadania. Kolejny raz już czegoś takiego nie zrobię, motyw jest dobry tylko na jeden tekst. 

Co do karczmy – wygodnie mi było akurat w tym opowiadaniu zacząć od gospody. Myślę, że pomysł też na jedno opowiadanie. 

Przyznam, że choć sam nieraz popełniam błędy i w mowie i w piśmie, bardzo drażni mnie używanie zaimków akcentowanych, tam gdzie nie jest to uzasadnione. Po kanclerzu spodziewałbym się lepszego języka ;).

Zob.: https://www.ekorekta24.pl/mi-a-mnie-kiedy-mi-ci-a-kiedy-mnie-i-tobie/

 

Mam też pytanie – czy biblijne nazwy miejsc i osób, występujące w tekście w sporym natężeniu, trafiły tu bardziej z przypadku, czy świadomie ponazywałeś postaci w taki sposób? Myślałem, że Demetrius się wybija, ale sprawdziłem, że dwóch panów o tym imieniu też pojawia się w Biblii. Swoją drogą Demetrius to całkiem fajne imię dla czarodzieja.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevaz, dziękuję za link. Bardzo się przyda. 

Nie wiedziałem, że imię Demetrius pojawia się w Biblii. 

Lubię imiona semickie. W Biblii jest mnóstwo imion, nazw miejscowości, rzek, krain. Na pewno stanowi ona dla mnie cenną bazę źródłową. Nie ma jednak analogii między postaciami biblijnymi, a bohaterami z moich opowiadań. Samuel z Wszystko od nowa nie jest podobny do Samuela, który namaścił dwóch królów Izraela.

Nowa Fantastyka