- Opowiadanie: Wilk który jest - Rycerz Unio i konsekwencje konsekwencji oraz konsekwencje niekonsekwencji

Rycerz Unio i konsekwencje konsekwencji oraz konsekwencje niekonsekwencji

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Rycerz Unio i konsekwencje konsekwencji oraz konsekwencje niekonsekwencji

Rycerz Unio był ostatnim przedstawicielem licznego niegdyś rodu. Odkąd jednak na zjeździe rodzinnym ustalili, że ich symbolem będzie konsekwencja w działaniu, którą pojmowali de facto jako maniakalny upór w robieniu czegokolwiek, co tam kto sobie ubzdura, zaczęli znikać z powierzchni Ziemi w zatrważającym tempie.

Pewnie nikt już nie pamięta wszystkich okoliczności przeniesienia się w zaświaty, bo rodowy kronikarz Unio konsekwentnie ich nie spisywał. W świadomości sąsiadów pozostało jednak kilka charakterystycznych zdarzeń. Nestor rodu był na przykład dumny z tego, że zawsze mówi prawdę. Nie przyszło mu przy tym do głowy, że tej znać nie może, bo to jest domeną boską. Głosił więc wszem wobec to, co on sam na jakiś temat uważał. Gdy książę zapytał go podczas biesiady, jak widzi mu się uroda jego najnowszej małżonki, najstarszy Unio odezwał się w takie oto słowa:

– O, panie, tak szpetnej babiny dawno moje oczy nie widziały! Jakaś taka krzywa. Włosy ma cudacznego koloru i do tego głos wyjątkowo chrapliwy. Szpetota z brzydotą ją widać spłodziły!

Były to jego ostatnie słowa. Bo rychło się okazało, że głowa niepołączona z sercem ukrytym w reszcie ciała, aczkolwiek mózg jeszcze ma na wyposażeniu, niczego już powiedzieć nie może.

Kolejny z Uniów wymyślił sobie, że zawsze będzie kończył, cokolwiek zacznie. Ruszył na wojnę i gdy pokój ogłoszono, powiedział księciu, że on się z tym zgodzić nie może, bo zasady swoje ma. Wskoczył na ogiera i ruszył do samotnej szarży przez most graniczny. Padł od ogromu strzał na samym jego środku i trudno ustalić, czy zabiły go groty własne, czy obce, bo z obu stron w niego rażono.

Następny chciał być wzorem posłuszności. Ten może i by się uchował, gdyby mu raz w gniewie nie kazano iść do diabła. Zebrał manatki i ruszył w zaświaty, a czasu od tamtej pory upłynęło tyle, że nie ma już żadnej nadziei na jego powrót.

W trwodze o swoje życie ostatni rycerz Unio postanowił być konsekwentnie niekonsekwentny. Na wszelki wypadek żadnej roboty nie kończył. Jak w drogę wyruszył, to zawracał w połowie, więc nigdzie przez życie całe nie dotarł. I tylko w konwersacjach mu szło słabo, bo co rusz sam sobie musiał zaprzeczać.

Wygrał kiedyś w kości na jarmarku nasionko zamorskiej rośliny. Miał je zamiar wyrzucić, ale wtedy przypomniał sobie, że ma być konsekwentnie niekonsekwentny, bo to mu zapewni długie życie, więc zaniósł do siebie i zasadził pod murem. Miał roślinkę podlać, ale pomyślał od razu o potencjalnie groźnych dla zdrowia konsekwencjach tej konsekwencji, więc tego nie uczynił. Gdy zasnął, drzwi od komnaty otworzyły się i walnęły z hukiem o ścianę. Stała w nich jakaś gadzina. Bezceremonialnie weszła do środka i, gdy rycerz Unio myślał, jak ma się zachować, żeby być konsekwentnie niekonsekwentnym, wylała na niego cebrzyk wody i krzyknęła:

– Masz mnie podlewać! A jeśli nie umiesz, to mogę ci jeszcze raz pokazać!

Zerwał się rycerz z łoża. Pognał na dół i nawodnił roślinkę jak trzeba. Ta szybko wyszła z ziemi. Zamrugała do niego słodko oczami, ulokowanymi po bokach kwiatu i powiedziała:

– Dziękuję ci, rycerzu!

Ułożyła usteczka, jakby chciała go pocałować. Nachylił się tedy Unio do samej ziemi, a wtedy gadzina go ugryzła i to aż do krwi. Już miał ją zdeptać, gdy przypomniał sobie, że nie może być konsekwentny, więc, po prostu poszedł do siebie, rozcierając bolący policzek.

Nim zasnął kolejnej nocy, zabarykadował drzwi. Dziwotwór wlazł jednak mimo tego, oblał go wodą i przegonił dookoła domostwa odzianego w samą nocną koszulę, wrzeszcząc: „masz mnie podlewać!”.

Unio, niezwłocznie zrobił, co mu kazano, a że od tego ganiania dostał kołowacizny, to już nie wiedział, czy działa w ten sposób konsekwentnie, czy też jednak niekonsekwentnie. I tak te nocne gonitwy trwały przez rok cały, aż roślina wyrosła wysoka na dziesięć łokci wielkich koronnych. Spojrzała na rycerza Unia z góry, uśmiechnęła się doń czule, po czym go pożarła, ale tylko do połowy, bo też była konsekwentnie niekonsekwentna.

Koniec

Komentarze

Szkoda, że nie zdążyłeś z tym tekstem na Fun-tastykę, myślę, że by się nieźle na nią nadawał ;)

Zafrapowało mnie, z jakiego powodu opisywany przez Ciebie ród podjął tak brzemienną w skutki decyzję o zasadach swego postępowania.

Pewnie nikt już nie pamięta wszystkich okoliczności przeniesienia się w zaświaty, bo rodowy kronikarz Unio konsekwentnie ich nie spisywał.

Tu się szeroko uśmiechnąłem :)

Ten może i by się uchwał, gdyby mu raz w gniewie nie kazano iść do diabła.

A tu literówka.

 

Dzięki za dobre słowo! :-) Taki był plan, żeby zdążyć na Fun-tastykę. Historyjka powstała siódmego sierpnia, czyli dość późno w stosunku do ostatecznego terminu. Planowałem siąść do niej w weekend, ale brakło czasu. Do tego wydała mi się bardziej przerażająca, niż zabawna, więc dałem jej jeszcze trochę poleżeć w ciemności. :-)

Z pozdrowieniem,

Wilk który jest

P.S. A skąd taka decyzja? Wiesz, myślę, że to przejaw pędu za wyróżnieniem się za wszelką cenę. :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

No cóż, Wilku, opowiastka o rycerzu Unio jest zabawna w stopniu umiarkowanym, ale tyle wystarczyło, by miło się czytało. ;)

 

i prze­go­nił do­oko­ła do­mo­stwa odzia­ne­go w samą nocną ko­szu­lę, wrzesz­cząc: „masz mnie pod­le­wać”! –> …i prze­go­nił do­oko­ła do­mo­stwa odzia­ne­go w samą nocną ko­szu­lę, wrzesz­cząc: „masz mnie pod­le­wać!”.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W kwestii zabawności ostrzegałem uczciwie i lojalnie! :-D Cieszę się, że lektura była przyjemna.

Z pozdrowieniem,

Wilk który jest

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Przy poprzednim opowiadaniu Autora oskarżono mnie – niesłusznie – że usiłuję być złośliwy. Tutaj nie dam żadnych powodów do tego rodzaju oskarżeń, ponieważ podpiszę się pod komentarzem regulatorów: czytało się przyjemnie, mimo że historia jest zabawna w stopniu umiarkowanym.

Im dalej w las, tym mniej było sensu, ale tak być miało i to mi się w sumie podobało. Historia konsekwentnie dąży do niekonsekwencji :) faktycznie, tekst pasowałby na fun-tastykę i osobiście umieściłabym go w tej lepszej połowie, bo parę razy szczerze się uśmiechnęłam. Styl także przyjemny, nic mi nie zgrzytało. Fajne!

@Macin Robert – przy oskarżeniach broń się! :-D A przy słusznych bierz adwokata! Dzięki za dobre słowo. :-) Przyjemność z lektury to coś, o co mi chodzi. :-)

 

@Nir

To opowiadanie inspirowane jest wierszem „Osoba, która je mięso” Leonarda Cohena, nie ma więc co w nim szukać sensu. ;-) Pięknie dziękuję za ulokowanie w lepszej połowie! :-)

 

Pozdrawiam Was serdecznie,

Wilk który jest

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Nowa Fantastyka