- Opowiadanie: aruart - Derealizacja

Derealizacja

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Derealizacja

Już w niecałych pięć minut po zakończeniu pracy, siedziałem w samochodzie, próbując przebić się prze ogromny korek. Najpierw jednak, musiałem walczyć z innymi korpoludkami, próbującymi wydostać się z parkingu, aby jak najszybciej znaleźć się w swych niewielkich mieszkankach na przedmieściach miasta. Trasa, której pokonanie w normalnych warunkach, zabrało by mi nie więcej niż 10 minut, w godzinach szczytu mogła potrwać nawet cztery razy tyle. Można naciskać na klakson, można warczeć silnikiem, nic to jednak nie da. Należy potulnie ustawić się w kolejce i cierpliwie czekać na to, aż poszczególne segmenty tego mechanicznego węża, zaczną leniwie pełznąć do przodu. Na desce rozdzielczej mojego Forda znajduje się kilkanaście przycisków, ale niestety, żaden z nich nie wysyła pocisków ziemia – ziemia, które mogły by mi utorować drogę do domu. Z każdą kolejną minutą narasta we mnie frustracja. Moje tętno wzrasta. 100 uderzeń na minutę, 120, 130,… czuję, że zaraz eksploduję. Czuję ogromną wściekłość, pobudzane jeszcze przez płytę South of Heaven Slayer’a, która akurat znalazła się w odtwarzaczu mojego auta, a która jest zaprzeczeniem twierdzenia, że muzyka łagodzi obyczaje. Wręcz przeciwnie, wraz z ostrymi riffami gitary Kerry’go Kinga, narastała we mnie frustracja, która powodowała, że poczułem jak gotuje się we mnie krew. Dlaczego, do cholery ta banda debili nie może wyjechać kilka minut później? – krzyczałem. Nic jednak nie mogłem na to poradzić, a to powodowało, że w mojej głowie rodziła się autentyczna chęć mordu. Muszę to jednak wytrzymać. Wykorzystam to uczucie po powrocie, przekieruję całą moją wściekłość kreatywnie ją wykorzystując. Muszę tylko wytrzymać i pełznąć za bandą idiotów. Kilka metrów do przodu, stop, po chwili znów nieco do przodu i znów stop. Silnik auta męczy się coraz bardziej. Chciałbym mu ulżyć, móc wrzucić piątkę i rozpędzić się, ale niestety, auta tych debili z korporacji, posuwają się w żółwim tempie całkowicie uniemożliwiając mi taką możliwość. A do tego jeszcze ta temperatura, przeszło 30°C. I może czarny samochód wygląda kozacko, ale o tej porze roku to morderstwo. Klima charczy i już wiem, że jutro będę miał kłopoty z gardłem. Ale znów ruszyliśmy do przodu i tym razem udało mi się przejechać bez zatrzymywania niemal sto metrów. Może jednak dotrę do domu szybciej niż myślałem. Ale… Kurwa, dlaczego ten pierdolony, upośledzony umysłowo idiota wpuszcza tę audicę? – krzyczę. I znów stoimy, ponownie powoli do przodu… i stop… do przodu…stop… Ja pierdolę, w takim tempie i w godzinę nie dojadę!

Jaka była moja radość, kiedy po przeszło trzydziestu minutach tej męczarni mogłem w końcu zjechać w drogę, prowadzącą do mojego osiedla. Teraz jeszcze tylko muszę znaleźć jakieś miejsce do zaparkowania. Niestety parking, który wybudowano, kiedy jeszcze posiadanie samochodu było luksusem dostępnym niewielu cały był zastawiony. Podobnie wszystkie trawniki, oraz nie przegrodzone barierkami chodniki. Dwukrotnie musiałem przejechać osiedle dokoła, aby w końcu wypatrzeć niewielki fragment wolnej przestrzeni, w sam raz dla mojego forda. Ale nie tylko ja spostrzegłem wolne miejsce. Jadące z drugie strony Polo, już sygnalizowało, że zamierza tam zaparkować. Świat to jednak dżungla, a w dżungli obowiązuje prawo silniejszego. Nie zważając na zasady drogowego savoir-vivre’u, nacisnąłem na gaz i wepchnąłem się w wolne miejsce, tuż przed maską Polo. Spierdalaj frajerze! – krzyknąłem w stronę trąbiącego na mnie, zdenerwowanego kierowcy, który po chwili zastanowienia odjechał w poszukiwaniu nowego miejsca.

Wysiadłem z Forda i szybkim krokiem poszedłem w stronę mojego bloku. Nagle jednak poczułem, że straciłem kontrolę nad prawą nogą, która pośliznęła się na psiej kupie. Ci cholerni psiarze! Hycla na nich trzeba! – krzyknąłem, wycierając buta o krawędź krawężnika. Podbiegłem do klatki, szybko wystukałem numer domofonu i już po chwili byłem w moim mieszkaniu, znajdującym się na trzecim piętrze, szarego nijakiego bloku, na szarym nijakim osiedlu.

Jeszcze tylko muszę coś wstrząsnąć. Nie będę bawił się w żadne wykwintne dania. Nastawiam wodę i szykuję zupkę instant. Wiem, to straszny syf, ale nie mam czasu bawić się w mistrza kuchni, codzienność to przecież nie jest MasterChef. Zjadam szybko rosół, pikantny kurczak, popijam Muszynianką i pędzę do salonu. Jego wyposażenie jest dosyć skromne, ale w sam raz na moje potrzeby. Na szarej ścianie wisi pięćdziesiąt calowy Samsung. Pod nim na półce znajduje się wzmacniacz i konsola do gier. W czterech kątach pokoju stoją sporej wielkości kolumny. Po środku pokoju znajduje się super wygodny fotel z wysuwanym podnóżkiem, do którego przymocowałem niewielki stolik. Postawiłem na nim kufel piwa, miskę chipsów oraz zapas napoi energetycznych. Tak, byłem gotowy!

Rozsiadłem się wygodnie w fotelu i odpaliłem konsolę. Zanim na ekranie telewizora pokazał się ekran startowy sięgnąłem po piwo. Nie śpiesząc się przechyliłem ciężki, szklany kufel z wygrawerowanym na nim napisem Staropramen, a bursztynowy płyn delikatnie wtłoczył się do mojego gardła, powoli płynąc i chłodząc przełyk. Była to cudowna chwila kojącego spokoju. Na ekranie pojawił się komunikat informujący, że konsola jest gotowa. Wybrałem grę z bogatego katalogu i założyłem gogle VR. Minęło nie więcej niż kilkanaście sekund i znalazłem się w dobrze mi znanym świecie. I może był on światem wirtualnym, ale w nim panowały jasne zasady. Jeśli mnie coś wkurwiało, mogłem się tego pozbyć, zniszczyć, tu byłem Wyjebistym Maximusem, prawdziwymi mistrzem cyber świata.

Od samego początku czułem, że dziś jest coś zupełnie nie tak. Początkowo myślałem, że w wyniku kolejnej aktualizacji, zostały poprawione odczucia generowane przez wirtualną rzeczywistość. Jeszcze nigdy wcześniej nie miałem wrażenia takiej realności wirtualnego świata, w którym się znalazłem. Czułem zimny powiew wiatru, a kiedy uciekając przed ostrzałem wygenerowanych przez grę przeciwników uderzyłem kolanem o mór, poczułem autentyczny ból. Kiedy spojrzałem na nogę, zobaczyłem, że spodnie zostały rozdarte, a z powstałej w ten sposób dziury zaczyna wydostawać się krew. Kurwa, jak ja uwielbiam tę grę! – krzyknąłem. Teraz musiałem jednak jak najszybciej odnaleźć pojemnik z lekami, bo w wyniku odniesionych urazów znacząco spadła mi żywotność. Wraz z utratą punktów życia, czułem się wyraźnie słabszy. Ból narastał. Szybko wbiegłem do najbliższego budynku, a za mną posypał się grad odłamków spowodowany przez ostrzał wirtualnych przeciwników. Ciężko było mi opanować oddech. Po raz pierwszy, odkąd gram, poczułem strach. Było to strach autentyczny, poczułem się tak, jakby zagrożone było moje życie. Szacun – pomyślałem – te gry stają się coraz bardziej realistyczne. Po czym wyskoczyłem z ukrycia, ostrzeliwujące pozycje przeciwnika. I znów ból. Po raz pierwszy od kiedy bawię się grami, poczułem dotkliwy ból. Wow! Ja pierdolę, nie wiem, jak oni to osiągnęli, ale jest zajebiście! – krzyknąłem, kiedy pył z ostrzelanego sufitu zaczął sypać mi się na głowę. Jednak ból nie ustępował. Spojrzałem na obolałe ramię i zobaczyłem wyraźną ranę, z której nieustanie płynęła krew. W tym momencie poczułem niewielkie zaniepokojenie. Ale nie było czasu dłużej się nad tym zastanawiać, koło mnie świstały kolejne kule. Przeładowałem mojego MP5 i delikatnie się wychyliwszy, zacząłem strzelać w stronę, z której jak mi się wydawało nadchodziły pociski. Po chwili musiałem zmienić magazynek. I znów seria, unik, seria, unik, seria, zmiana magazynku. Ostrzał mojej pozycji nie ustawał. Czułem już nie tylko zmęczenie i ból z ramienia. Zacząłem się bać. Nigdy wcześniej, nie miałem do czynienia z tak realistyczną grą. Nigdy wcześnie, tak mocno nie czułem, że żyję. I znów jakiś niewielki odłamek uderzył mnie w głowę. Sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem z niej ostatni magazynek.

*

Jolanta siedział w gabinecie dr Joachima Widery, mieszczącego się na ostatnim piętrze, Wojewódzkiego Szpitala Neuropsychiatrycznego.

–– Pani syn – beznamiętnym głosem kontynuował swój wywód dr Widera – od dwunastu dni pozostaje w śpiączce. Jego ciało jest w pełni zdrowe, wszystkie funkcje życiowe są w normie. Ale jego umysł nie może wydostać się z kleszczy świata, stworzonego przez programistów gry. Nie dysponujemy żadnymi środkami, które mogłyby go wydobyć z tego stanu. Możemy jedynie dostarczać jego ciału środki odżywcze i mieć nadzieję, że uda mu się w końcu wyrwać z tej gry.

Koniec

Komentarze

Masz zły zapis dialogów. Zajrzyj tutaj (to poradnik) i popraw:

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

 

Przy poprawnym zapisie opko zyska też trochę światła i nie będzie wglądało jak ściana tekstu.

 

Już w niecałych pięć minut po zakończeniu pracy, siedziałem w samochodzie, próbując przebić się prze ogromny korek.

Poprawniej będzie: już niecałe pięć minut…

Plus literówka.

 

Straszny nerwus z tego Twojego bohatera i nie wzbudza sympati. Pomysł na wściąknięcie w świat gry też nie nowy. Trochę brakuje jakiejś fabuły, czegoś, co będzie się działo pomiędzy klnięciem w korku, a grą.

Tekst ciężko się czyta, głównie przez sposób zapisu. Dialogi i myśli bohatera powinny zaczynać się od nowej linijki.

Na początku opowiadania zastanawiałam się, gdzie jest fantastyka. Dowiedziałam się pod koniec tekstu. Moim zdaniem, początek jest za długi i mało spójny z zakończeniem. Może warto by było zrobić z tego dwa opowiadania: jedno o korkach z elementami fantastycznymi i drugie – o chłopcu zamkniętym w świecie gier.

Widać, że umiesz zauważać szczegóły, Twoje opisy świata przedstawionego są rozbudowane. Widzę w tym potencjał na kolejne teksty.

 

Ja, niestety, żadnej fantastyki tutaj nie dostrzegam. Za to widzę bardzo nieprzemyślany i kulawy kompozycyjnie tekst.

Przez większą część szorta towarzyszymy bohaterowi w jego drodze z pracy do domu. Stoimy z nim w korku, obserwujemy, jak się wkurwia, bluzga na czym świat stoi na innych kierowców i wysoką temperaturę. Nie bardzo rozumiem, jaki jest cel tej narracji, co niby miałoby zainteresować czytelnika w opisie korków i "wyścigu" po miejsce parkingowe? Elementem fajności ma być dla nas akompaniament Slayera?

Potem facet zaczyna grać na konsoli, a czytelnik zastanawia się po cholerę tyle jechał z bohaterem, skoro ta jazda nie ma nic wspólnego z dalszym ciągiem wydarzeń? Sam zaczynam natomiast rozpaczliwie doszukiwać się nieistniejących w tekście sensów i nadinterpretować fabułę oraz intencje Autora: może to świat, w którym bohater strzela i walczy o życie jest prawdziwy, a ten z korkiem, pracą itd. to tylko gra? Coś jak ucieczka do świata, który został zniszczony? Na zgliszczach, w ruinach, postapokaliptycznej rzeczywistości, taka wizja normalnego życia z pracą, domem, korkami byłaby niczym spełnienie marzeń i oderwanie od koszmaru.

Ale nie, okazuje się, że Autor ma inny pomysł. Pomysł tak przechodzony i oklepany, jak dywany w Pałacu Kultury. Otóż młodzieniec zapadł w coś w rodzaju śpiączki i jego świadomość utknęła w grze. Tylko nie wiem, czy akurat wtedy, kiedy przejechał w korku 75% opowiadania, wrócił do domu i odpalił konsolę, czy może wcześniej? Czy ta droga też działa się w jego świecie wewnętrznym? Czy raczej to Autor dokleił do krótkiej opowiastki o facecie tkwiącym w grze, inną swoją opowiastkę o jeździe samochodem przez zatłoczone miasto?

Co jeszcze, poza zlepkiem dwóch nieprzystających opowiastek widzę w tym szorcie? Źle zapisane liczebniki, nazwy aut pisane raz wielką, raz małą literą, złą odmianę (np. wycierając buta – powinno być but), kiepską interpunkcję, błędne zapisy, sporo naiwności i kolekcję innych baboli.

Jednak z drugiej strony dostrzegam niezłe oko do obserwacji świata i życia codziennego, sporą dawkę ironii i sarkazmu, poprawnie klecone zdania oraz zaczątki warsztatu, z którego na pewno coś jeszcze będzie.

Czyli wszystko przed Tobą, Aruart.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Przeczytałam z pewnym trudem, bo opowiadanie jest napisane, delikatnie mówiąc, nie najlepiej, a i opowiedziana historia nieszczególnie przypadła mi do gustu.

Mam nadzieję, Aruarcie, że Twoje przyszłe opowiadania będą ciekawsze i lepiej napisane.

 

za­bra­ło by mi nie wię­cej niż 10 minut… ―> …za­bra­łoby mi nie wię­cej niż dziesięć minut

Liczebniki zapisujemy słownie. Ten błąd pojawia się także w dalszej części tekstu.

 

Na desce roz­dziel­czej mo­je­go Forda znaj­du­je się… ―> Na desce roz­dziel­czej mo­je­go forda znaj­du­je się

Nazwy aut piszemy małą literą. Ten błąd pojawia się także w dalszej części tekstu.

http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745

 

nie wy­sy­ła po­ci­sków zie­mia – zie­mia… ―> …nie wy­sy­ła po­ci­sków zie­mia-zie­mia

W tego typu połączeniach używamy dywizu, nie półpauzy; bez spacji.

 

100 ude­rzeń na mi­nu­tę, 120, 130,czuję, że… ―> Sto ude­rzeń na mi­nu­tę, sto dwadzieścia, sto trzydzieści… czuję, że…

Przed wielokropkiem nie stawia się przecinka.

 

Czuję ogrom­ną wście­kłość, po­bu­dza­ne jesz­cze… ―> Literówka.

 

na­ra­sta­ła we mnie fru­stra­cja, która po­wo­do­wa­ła, że po­czu­łem jak go­tu­je się we mnie krew. ―> Czy to celowe powtórzenie?

 

Dla­cze­go, do cho­le­ry ta banda de­bi­li nie może wy­je­chać kilka minut póź­niej? – krzy­cza­łem. ―>  – Dla­cze­go, do cho­le­ry ta banda de­bi­li nie może wy­je­chać kilka minut póź­niej? – krzy­cza­łem.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

ta tem­pe­ra­tu­ra, prze­szło 30°C. ―> …ta tem­pe­ra­tu­ra, prze­szło trzydzieści stopni Celsjusza.

Nie używamy symboli i skrótów.

 

do przo­du… i stop… do przo­dustop… ―> Brak spacji po trzecim wielokropku.

 

krzyk­ną­łem, wy­cie­ra­jąc buta o kra­wędź kra­węż­ni­ka. ―> …krzyk­ną­łem, wy­cie­ra­jąc but o kra­wędź kra­węż­ni­ka.

 

i już po chwi­li byłem w moim miesz­ka­niu… ―> Czy zaimek jest konieczny? Czy bohater wchodziłby do cudzego mieszkania?

 

Jesz­cze tylko muszę coś wstrzą­snąć. ―> Jesz­cze tylko muszę coś wtrzą­chnąć.

Domyślam się, że bohater miała zamiar coś zjeść.

Za SJP PWN: wstrząsnąćwstrząsać 1. «silnie, gwałtownie poruszyć czymś» 2. «spowodować silne wzruszenie, przejęcie się»3. «spowodować gwałtowne zaburzenia dotychczasowego stanu rzeczy» wtrząchnąćwtrząchać pot. «zjeść coś szybko, z apetytem»

 

po­pi­jam Mu­szy­nian­ką i pędzę do sa­lo­nu. ―> …po­pi­jam mu­szy­nian­ką i pędzę do sa­lo­nu.

 

Na sza­rej ścia­nie wisi pięć­dzie­siąt ca­lo­wy Sam­sung. ―> Na sza­rej ścia­nie wisi pięć­dzie­sięcioca­lo­wy sam­sung.

 

W czte­rech ką­tach po­ko­ju stoją spo­rej wiel­ko­ści ko­lum­ny. Po środ­ku po­ko­ju znaj­du­je się… ―> Pośrod­ku po­ko­ju znaj­du­je się

Powtórzenie.

 

praw­dzi­wy­mi mi­strzem cyber świa­ta. ―> …praw­dzi­wy­mi mi­strzem cyberświa­ta.

 

Od sa­me­go po­cząt­ku czu­łem, że dziś jest coś zu­peł­nie nie tak. Po­cząt­ko­wo my­śla­łem… ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

Cięż­ko było mi opa­no­wać od­dech. ―> Trudno było mi opa­no­wać od­dech.

 

po­czu­łem strach. Było to strach au­ten­tycz­ny, po­czu­łem się tak… ―> Czy to celowe powtórzenia?

 

Sza­cun – po­my­śla­łem – te gry stają się coraz bar­dziej re­ali­stycz­ne. ―> Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

Po czym wy­sko­czy­łem z ukry­cia, ostrze­li­wu­ją­ce po­zy­cje prze­ciw­ni­ka. ―> Literówka.

 

z któ­rej jak mi się wy­da­wa­ło nad­cho­dzi­ły po­ci­ski. ―> Pociski chyba nie chodzą.

Proponuję: …z któ­rej, jak mi się wy­da­wa­ło, nad­latywały po­ci­ski.

 

Czu­łem już nie tylko zmę­cze­nie i ból z ra­mie­nia. ―> Czu­łem już nie tylko zmę­cze­nie i ból ra­mie­nia.

 

żad­ny­mi środ­ka­mi, które mo­gły­by go wy­do­być z tego stanu. Mo­że­my je­dy­nie do­star­czać jego ciału środ­ki od­żyw­cze… ―> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję w drugim zdaniu: Mo­że­my je­dy­nie do­star­czać jego ciału substancje od­żyw­cze

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

uderzyłem kolanem o mór

Poprawiłbyś chociaż takie rzeczy, wstyd.

Zwróć uwagę na interpunkcję, powtórzenia, literówki, znaczenie słów.

Znam tylko pięć liter ;)

Początek mógłby zilustrować uczucia autora, który wyłożył tu opowiadanie i czeka na komentarze. “Cholerni grafomani zawalili portal swoją szmirą i odciągają uwagę od mojego arcydzieła!”angry

In maiorem Dei gloria!

Nowa Fantastyka