- Opowiadanie: crev - Przyjaciel

Przyjaciel

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Przyjaciel

Bell mieszkała w małej wiosce gdzieś na wschodzie polski. Jej rodzice wrócili ze Szkocji kilka lat temu i osiedlili się w malowniczej miejscowości uciekając od zgiełku miasta, korporacyjnych targetów i panoszących się po ulicach uchodźców. Lata spędzone za granicą sprawiły, że mała nosiła nietypowe jak na polskie warunki imię i wyróżniała się w szkole spośród Kaś, Maryś i innych Natalii.

Wieś Zapisze, w której to rodzice Bell, Dawid i Zosia kupili stumetrowy, drewniany dom nie grzeszyła rozwojem. Jeden sklep spożywczy, jeden mały kościół i sołtys z wiecznie czerwonym nosem we troje zdradzali czego można się było spodziewać po lokalnej społeczności. Prostoty, prostactwa i co tu dużo mówić, ogólnie wszędobylskiego powiewu spokoju popegeerowskiej wsi. To jednak właśnie było tym, czego potrzebowali. Szczerych prostych ludzi, ciszy, jeziora, lasu i czasem wdepnięcia w końskie gówno, które przypominało, że natura choć piękna bywa także co tu dużo mówić gówniana.

Rodzice Bell wychowali się trzydzieści kilometrów od Zapisz, gdzie w nieco większej miejscowości poznali się na dożynkach i patrząc sobie pierwszy raz w oczy myśleli, że połączy ich tylko dziki seks. Stało się jednak inaczej, bo ich pierwszy raz choć średnio udany sprawił, że już w wakacje roku przyszłego na świat przyszła mała czarnowłosa dziewczynka. Jeszcze zanim Bell przyszła na świat po wysłuchaniu paru uwag na temat nieślubnego dziecka młodzi postanowili skierować swój wzrok ku Szkocji. Spakowali co mieli, pożyczyli trochę pieniędzy i Dawid wraz z ciężarną jeszcze Zosią wylądowali w kraju gdzie faceci noszą spódnice a kobiety seplenią w jakiś dziwny, seksowny sposób.

Bell była więc dziewczyną, która nigdy nie widziała kraju swoich przodków i nie miała okazji poczuć zapachu polskiej brzozy i babiego lata na twarzy. Była pierwszą z całego rodu, która urodziła się poza granicą i wróciła na miejsce, gdzie jej któraś z rzędu prababka zakończyła żywot dyndając na sznurze za to, że znała się na ziołach.

Dziewczynka wróciła do kraju i natychmiast spodobało się jej otoczenia w jakim się znalazła. Ciągnęło ją do rozmów z marudnymi i czasem śmierdzącymi alkoholem dorosłymi. Ciągnęło ją do penetrowania pustych chat i szwendania się po lasach wraz ze swoim ukochanym psem.

Bell miała też młodszego brata Stasia. Staś, uwielbiał z nudów łazić za dziewczynką zadając setki niepotrzebnych nikomu pytań. Bell nie denerwowało to zbyt mocno. Miała do kogo się odezwać i popisać wiedzą, innych dzieci we wsi było mało a pies potrafił tylko słuchać.

Rodzice czarnowłosej nie wiedzieli jednak, że Bell ma przyjaciela. Przyjaciela który towarzyszył jej odkąd pojawiła się w Zapiszu. Przyjaciel nie zdążył się nawet przedstawić, gdyż wcześniej dziewczynka nazwała go Owcą. Bell nie pamiętała kiedy spotkała go po raz pierwszy. Miała zresztą 9 lat, nie pamiętała jaki jest dzień tygodnia a pierwsze spotkanie z kimkolwiek nigdy nie zapada w pamięć na tyle, żeby miało je zapamiętać roztrzepane pełne energii dziecko. Owca odwiedził Bell tylko dwa razy, raz w wieku 9 lat i potem w wieku lat 11. Za pierwszym razem dwójka urwisów dokuczała Stasiowi i Bell poprosiła Owce o pomoc w rozprawieniu się z łobuzami. Nikt nie uwierzył, że Staś jednym ruchem ręki powalił na ziemie łamiąc przy tym nosy dwóm dwukrotnie cięższym chłopcom więc sprawa rozeszła się po kościach. Uznano, że dzieciaki same się pobiły a na Stasia chcieli zrzucić winę, aby uniknąć kary. Bell i Staś wiedzieli jednak, że to nie była do końca prawda. Bell wiedziała doskonale, że gdy dwójka dręczących jej brata dzieciaków stanęła przed nim i zamknęła oczy wykrzykując wcześniej „no uderz pierwszy, masz fory, potem my cię dorwiemy” jej przyjaciel pojawił się, aby zdzielić porządnie łobuzów w twarze i uciec tak szybko, żeby wyglądało to tak, że to mały Staś posiada w swoich dłoniach nadmiarową ilość siły. Cała sytuacja trwała tylko kilka chwil ale Bell nie zapomniała, żeby odwdzięczyć się swojemu przyjacielowi. Za kieszonkowe kupiła od miejscowego gospodarza litr mleka i poprosiła mamę o upieczenie kilku ciastek więcej. Prezent został przyjęty. Owca i Bell wspólnie zjedli ciepłe jeszcze wypieki nad miejscowym stawem po czym Owca zniknął na dwa długie i nudne lata.

Pewnego letniego wieczoru rozpętała się burza. Powietrze w tym dniu było wyjątkowo spokojne. Zdawało się, że gdyby rzucić w niebo kamień zawisłby on i nie spadł nigdy, tak było tego dnia parno i gorąco. Dzień był bardzo męczący nawet dla jedynastoletniej dziewczynki. Trzy tygodnie temu do domu Bell wprowadziła się jej babcia. Staruszka od kilku miesięcy kaszlała i jęczała po nocach. Dziewczynka nie mogła tego znieść. Ciągle chodziła niewyspana i denerwowało ją, że rodzice nie mają już dla niej tak dużo czasu jak kiedyś. Nienawidziła tego, choć babcię kochała. Bywały dni, że wieczorem opowiadała jej swoje przygody podczas gdy babcia bezwiednie spoglądając w sufit od czasu do czasu wzdychała tylko. Ostatnio jednak było gorzej, babcia kaszlała przez całą dobę, stała się też marudna a nocą wyła jak pies, któremu ktoś co chwilę wbija w łapę szpilkę. Dwukrotnie do babci przyjechało już pogotowie dając coś na uspokojenie. Po tych żółtych tabletkach babcia zawsze długo spała, czasem nawet cały dzień. To były ostatnimi czasu jedyne chwile, gdy Bell siedziała w ciszy i nie słyszała kasłania, charczenia i plucia staruszki.

Owca pojawił się znów właśnie w tym pechowym dniu, gdy rodzice czarnowłosej musieli pilnie wyjechać do dziadka, który mieszkając trzydzieści minut drogi od domu Bell źle się poczuł. Bell została, gdyż ktoś musiał pilnować babci a dziewczynka, zawsze była na tyle roztropna, że mimo młodego wieku mogła już w razie czego zadzwonić po rodziców lub karetkę. Ćwiczyła to zresztą wielokrotnie, wiedziała co robić.

Gdy rodzice wyjechali Bell zamknęła za nimi drzwi na klucz i usiadła w koncie pokoju spoglądając ukradkiem na babcie. Ta natomiast rzężąc i charcząc leżała z podkrążonymi oczami i z trudem ruszała ręką. Dziewczynka przestała zwracać na to uwagę. Od jakiegoś czasu to plucie i rzężenie zaczęło ją brzydzić i męczyć. Bell nie widziała strachu w oczach staruszki a ta, nie mając już sił by krzyczeć jęczała tylko i przewracała oczami.

– Dziwna reakcja na mojego przyjaciela – pomyślała dziewczynka gdy Owca usiadł koło niej i spoglądał na babcię wilgotnym wzrokiem.

– Mógłbym jej pomóc wiesz.

– Mógłbyś? A jak?

– Mógłbym sprawić, że przestałaby tak charczeć, tak jęczeć i w ogóle przestałaby cierpieć.

– Zrób to Owca, ja już nie mogę tego słuchać a babcia się męczy. Pomóż babci proszę.

Więcej mówić nie musiała. Owca poprosił aby mała przyniosła mu szklankę wody a gdy dziewczynka wróciła babcia już nie cierpiała. Owcy nie było, musiał gdzieś pójść. Babcia powoli siniała a jej oczy ostatni raz spojrzały na Bell strasznym pustym wzrokiem. Tak strasznym, że dziewczynka upuściła szklankę rozbijając ją w setki małych kawałków. Dwie sekundy później Zosia weszła do domu i gdy spostrzegła co się stało szybko zakryła dziecku oczy i zabrała do kuchni. Dawid załatwił wszystko błyskawicznie, Bell nawet nie spostrzegła się, gdy samochód z trumną odjechał do chłodni.

Na pogrzebie Bell zauważyła coś na co wcześniej nigdy nie zwróciła uwagi. Trzy równe, ciemne kropki niczym spore piegi na wewnętrznej stronie lewej dłoni. Pokazał mamie swoje nowe odkrycie, ale ta zalana łzami miała to akurat gdzieś. Jakiś czas później mała wróciła do tematu i mama zdziwiła się, że jej córka ma jakieś dziwne kropki na dłoniach. Lekarze jednak ją uspokoili, to żadna choroba tylko zwykłe piegi. Fakt, że na wewnętrznej stronie dłoni prawie się nie zdarzają nie jest powodem do niepokoju.

Lata mijały a Bell powoli zapominała o swoim przyjacielu. Zdawało się jej, że może był tylko wytworem jej dziecięcej wyobraźni. Raz jeszcze przyśnił się jej gdy miała lat trzynaście ale potem był spokój. Aż do czasu gdy dziewczyna skończyła lat dziewiętnaście. Wtedy to, zakochała się w chłopaku dowożącym jakieś bliżej nieokreślone towary do miejscowego tartaku. Chłopak dwukrotnie podwiózł Bell łapiącą stopa przy miejscowym sklepie. Za pierwszym razem prawie nie odezwali się do siebie. Za drugim wymienili numerami telefonów i zaczęli ze sobą pisać. Okazało się, że chłopak był bardzo miły, interesowała go podobna muzyka, palił tak samo jak Bell i uśmiechał się tajemniczo. Pech chciał, że czarnowłosa widziała jak raz mijając ją na drodze zapatrzył się na nią i z uśmiechem na ustach nie zauważył nawet jak jego ciężarówka wylądowała na drzewie miażdżąc mu miednicę. Bell podbiegła szybko aby mu pomóc, ale co mogła zrobić pięćdziesięciokilowa dziewczyna widząc bliską jej osobę z krwią sączącą się z głowy przygniecioną przez gałęzie potężnego drzewa.

W pobliżu nie było nikogo a pisk dziewczyny nie pomagał w niczym. Na szczęście Owca musiał być w pobliżu. Chwycił dziewczynę za ramie i odwrócił spoglądając jej w oczy. Dziewczyna zbladła, sądziła, że ten trzymetrowy czarny demon o twarzy rogatego kozła i kopytami wielkości talerza był tylko dziecięcą fantazją. Sądziła, że to jej wyobraźnia stworzyła coś tak okropnego i strasznego gdy była jeszcze dzieckiem. Poznała go jednak natychmiast i mimo, że pamiętała jak razem jedli ciastka popijając mlekiem zbladła i zrobiła krok w tył. Już miała upadać mdlejąc gdy demon otwarł usta.

– Mogę go uratować.

Dziewczyna mrugnęła, głęboko zaczerpnęła powietrza i po chwili gdy otaczający ich świat zaczął znikać skinęła głową na znak, że się zgadza. Bell nie pamiętała co się potem stało, pamiętała tylko, że obudziła się w szpitalu siedząc w poczekalni właśnie w chwili, gdy ten sam chłopak, który jeszcze przed chwilą wisiał na gałęzi drzewa wbitej w kabinę ciężarówki teraz szedł w jej kierunku i uśmiechał się spod bandaży. Zanim wstała, aby rzucić mu się na szyję poczuła krótki ale bardzo intensywny ból na wewnętrznej stronie dłoni. Ból, który zostawił czwartą taką samą jak poprzednie kropkę. Odruchowo dziewczyna spojrzała na dłoń i zrozumiała. Widziała ten symbol w jakiejś książce. Brakowało jeszcze tylko jednej kropki, brakowało piątego wierzchołka.

Rok później drogi Bell i chłopaka którego uratowała rozeszły się. Czarnowłosa siedziała nad tym samym stawem co zawsze popijając wino i patrzyła na delikatną falę kołyszącą trzciną. Wzięła łyk po czym pomyślała, że chciałaby zobaczyć Owce i z nim porozmawiać. Wiatr zaczął przybierać na sile a gdy po kilku chwilach chmury zasłoniły słońce ze stawu wyszedł czarny demon o twarzy kozła. Dziewczyna spojrzała mu w oczy. Tym razem nie bała się go wcale. Usiadło koło niej w ciszy.

– Po co to było? Po co śmierć babci? Po co ratowanie Tomka?

– Prosiłaś

– Została mi jeszcze jedna prośba prawda? Co się stanie potem? Zabijesz mnie?

– Tak, wtedy Cię zabiję. Umrzesz tutaj a ja zabiorę Twoją duszę jako zapłatę do mojego domu.

– Myślałam, że jesteś moim przyjacielem.

– Nie, nie jestem.

– Kończmy więc to. Czego mogę sobie życzyć?

– Prawie wszystkiego.

– Wiesz czego chcę?

– Wiem

Demon wstał i bez słowa skierował się w kierunku stawu. Gdy zniknął pod powierzchnią wody, Bell poczuła ból wewnątrz dłoni. Zauważyła też piąte znamię i przez chwilę zdawało się, że widzi pięć linii łączących kropki.

Wiele lat później gdy Bell umierała spojrzała ostatni raz na swoją dłoń. Teraz widziała dokładnie jak pięć linii łączy pięć znamion i pulsuje paląc skórę. Widziała, jak w drzwiach stoi półprzeźroczysta trzymetrowa zgarbiona postać jej przyjaciela. Widziała też swojego partnera trzymającego ją za dłoń i całującego ją w czoło. Czuła zapach kwiatów, słyszała dźwięk strumyka i czuła jakby jej stopy dotykały mokrej trawy. Najsilniej jednak czuła jego dłoń na swojej i jego usta na swoich. Ostatnie słowa jakie wypowiedziała brzmiały kocham oraz dziękuję.

Demon podszedł do jej ciała i zabrał jej duszę.

– Było warto?

Odwróciła głowę spoglądać na swoje ciało.

– Było. Dziękuję przyjacielu.

 

Koniec

Komentarze

Crevie, prawie dwanaście tysięcy znaków to już nie szort. Bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na OPOWIADANIE.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Done.

Nie bardzo wiem, Crevie, co miałeś nadzieję opowiedzieć, prezentując Przyjaciela.

Nie wyjaśniasz, dlaczego Owca przyczepił się do dziewczynki. Nie bardzo widzę związek wstępu o Szkocji z późniejszymi wydarzeniami. Przez życie bohaterki przeleciałeś po łebkach, koncentrując się wyłącznie na jej kontaktach z Owcą, a to, moim zdaniem, stanowczo za mało, aby opowiadanie mogło czymkolwiek zainteresować.

Opowiadanie jest napisane fatalnie. Bardzo źle czyta się tekst pełen błędów, usterek, źle złożonych zdań, w którym na dodatek zlekceważono interpunkcję. Wypisałam niektóre nieprawidłowości, ale jest ich znacznie więcej – poprawienia wymaga niemal każde zdanie.

 

Bell miesz­ka­ła w małej wio­sce gdzieś na wscho­dzie pol­ski. –> Crevie, bój się bogów! Jak mogłeś to napisać???

Po tym zdaniu miałam ochotę dać sobie spokój z Przyjacielem.

 

ucie­ka­jąc od zgieł­ku mia­sta, kor­po­ra­cyj­nych tar­ge­tów i pa­no­szą­cych się po uli­cach uchodź­ców. –> Rozumiem ucieczkę od miejskiego zgiełku, ale nie wiem czym są korporacyjne targety, przed którymi trzeba uciekać. Od kiedy na naszych ulicach panosza się uchodźcy?

 

Jeden sklep spo­żyw­czy, jeden mały ko­ściół i soł­tys z wiecz­nie czer­wo­nym nosem we troje zdra­dza­li czego można się było spo­dzie­wać po lo­kal­nej spo­łecz­no­ści. –> Od kiedy o sklepie, kościele i sołtysie mówi się ich troje?

W jaki sposób sklep, kościół i sołtys świadczą o lokalnej społeczności?

 

w wa­ka­cje roku przy­szłe­go na świat przy­szła mała czar­no­wło­sa dziew­czyn­ka. Jesz­cze zanim Bell przy­szła na świat… –> Powtórzenia.

 

że Bell ma przy­ja­cie­la. Przy­ja­cie­la który to­wa­rzy­szył jej odkąd po­ja­wi­ła się w Za­pi­szu. Przy­ja­ciel nie zdą­żył… –> Powtórzenia.

 

Bell nie pa­mię­ta­ła kiedy spo­tka­ła go po raz pierw­szy. Miała zresz­tą 9 lat, nie pa­mię­ta­ła jaki jest dzień ty­go­dnia a pierw­sze spo­tka­nie z kim­kol­wiek nigdy nie za­pa­da w pa­mięć na tyle, żeby miało je za­pa­mię­tać… –> Powtórzenia.

Miała zresz­tą dziewięć lat… – Liczebniki zapisujemy słownie.

 

raz w wieku 9 lat i potem w wieku lat 11. –> …raz w wieku dziewięciu lat i potem w wieku lat jedenastu.

 

i usia­dła w kon­cie po­ko­ju… –> …i usia­dła w ką­cie po­ko­ju

Sprawdź, jaka jest różnica między kontemkątem.

 

spo­glą­da­jąc ukrad­kiem na bab­cie. –> Literówka.

 

– Dziw­na re­ak­cja na mo­je­go przy­ja­cie­la – po­my­śla­ła dziew­czyn­ka… –> Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

spo­glą­dał na bab­cię wil­got­nym wzro­kiem. –> W jaki sposób wzrok staje się wilgotny?

 

jego cię­ża­rów­ka wy­lą­do­wa­ła na drze­wie miaż­dżąc mu mied­ni­cę. –> Czy dobrze rozumiem, że ciężarówka zmiażdżyła drzewu miednicę?

 

W po­bli­żu nie było ni­ko­go a pisk dziew­czy­ny nie po­ma­gał w ni­czym. Na szczę­ście Owca mu­siał być w po­bli­żu. –> Powtórzenia.

 

Chwy­cił dziew­czy­nę za ramie… –> Literówka.

 

Wzię­ła łyk po czym po­my­śla­ła… –> Wypiła łyk, po czym po­my­śla­ła

Łyków się nie bierze.

 

chcia­ła­by zo­ba­czyć Owce i z nim po­roz­ma­wiać. –> Literówka.

 

Usia­dło koło niej w ciszy. –> Piszesz o demonie, a ten jest rodzaju męskiego, więc: Usia­dł koło niej w ciszy.

 

– Tak, wtedy Cię za­bi­ję. Umrzesz tutaj a ja za­bio­rę Twoją duszę… –> – Tak, wtedy cię za­bi­ję. Umrzesz tutaj a ja za­bio­rę twoją duszę

Zaimki piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

Demon wstał i bez słowa skie­ro­wał się w kie­run­ku stawu. –> Brzmi ro fatalnie.

 

po­stać jej przy­ja­cie­la. Wi­dzia­ła też swo­je­go part­ne­ra trzy­ma­ją­ce­go za dłoń i ca­łu­ją­ce­go w czoło. Czuła za­pach kwia­tów, sły­sza­ła dźwięk stru­my­ka i czuła jakby jej stopy do­ty­ka­ły mo­krej trawy. Naj­sil­niej jed­nak czuła jego dłoń na swo­jejjego usta na swo­ich. –> Nadmiar zaimków.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Co do treści – podobało mi się przejście od bycia przyjacielem w dzieciństwie, przez momentu strachu i zrozumienia w życiu dorosłym, kim jest demon, do akceptacji i jednak przyjaźni (czy czegoś na jej kształt) na starość. Fajny też motyw z nazwaniem demona Owcą, a także z pięciomia znamionami na dłoni, łączącymi się we wzór na końcu.

Nie zrozumiałam, jakie było ostatnie życzenie Bell – spokojna śmierć na starość?

Z minusów – szyderczy ton w stosunku do wsi, nie rozumiem jego celu w opowiadaniu; gryzie się z raczej poważną historią i relacją Bell i Owcy; przegadanie z jednej strony – szczególnie na początku, z drugiej znikoma ilość informacji o Owcy – czyli właściwie o osi opowiadania, co daje efekt fabularnie bardzo nierównego tekstu; wykonanie – im dalej w tekst, tym gorzej – skutecznie unieprzyjemniło mi lekturę :-/

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Jeszcze zanim Bell przyszła na świat po wysłuchaniu paru uwag na temat nieślubnego dziecka młodzi postanowili skierować swój wzrok ku Szkocji.

 

Naoczny dowód, że przecinków się nie lekceważy. Nie postawiłeś żadnego, więc w zależności od widzimisię, czytelnik może manipulować jego treścią:

Wersja pierwsza: Jeszcze zanim Bell przyszła na świat po wysłuchaniu paru uwag na temat nieślubnego dziecka, młodzi postanowili skierować swój wzrok ku Szkocji.

Efekt: Bell jeszcze przed urodzeniem nasłuchała się, że została spłodzona na dożynkowym wieńcu i dopiero potem, po namyśle, przyszła na świat.

Wersja druga: Jeszcze zanim Bell przyszła na świat, po wysłuchaniu paru uwag na temat nieślubnego dziecka, młodzi postanowili skierować swój wzrok ku Szkocji. – chyba ta, o którą by ci chodziło, gdybyś nie wyręczał Rady Języka Polskiego w obowiązkach reformowania zasad interpunkcji i nie tworzył bezprzestankowych tasiemców, czyli informacja brzmi: Młodociani rodzice wraz z dzieckiem w produkcji, bryknęli na saksy do Szkocji.

 

Bell była więc dziewczyną, która nigdy nie widziała kraju swoich przodków i nie miała okazji poczuć zapachu polskiej brzozy i babiego lata na twarzy.

Szyk wyrazów – najpierw babie lato, potem brzoza, bo ze zdania wynika, że Bell nie miała okazji poczuć zapachu brzozy i zapachu babiego lata na twarzy.

 

Była pierwszą z całego rodu, która urodziła się poza granicą i wróciła na miejsce, gdzie jej któraś z rzędu prababka zakończyła żywot dyndając na sznurze za to, że znała się na ziołach.

Wróciła do miejsca, w którym się urodziła.

Zielarek nie wieszano, były zbyt użyteczne. Chyba, że któraś „poszła w czary”, ale w tekście nic na ten temat nie wspomniano.

któraś z rzędu prababka zakończyła żywot dyndając na sznurze” – takie sformułowanie sugeruje, że nie chodzi o jakąś tam jedną nieszczęśnicę, którą spacyfikowano w bliżej nieokreślonych czasach, ale że sporo prababek Bell tak marnie skończyło.

 

Bell nie pamiętała kiedy spotkała go po raz pierwszy. Miała zresztą 9 lat, nie pamiętała jaki jest dzień tygodnia a pierwsze spotkanie z kimkolwiek nigdy nie zapada w pamięć na tyle, żeby miało je zapamiętać roztrzepane pełne energii dziecko.

No, bez jaj! Spotkanie z „trzymetrowym, czarnym demonem o twarzy rogatego kozła i kopytami wielkości talerza”,  to spotkanie z „kimkolwiek”? Każde dziecko by zapamiętało, jakkolwiek roztrzepane by nie było, a dziewięciolatki są już całkiem kumate. I dlaczego Bell nawet powieka nie drgnęła na widok bydlęcia o wysokości domu jednorodzinnego, tylko od razu, niczym pluszaczka, przytuliła go do serca. To, że lubiła łazić po pustych chałupach i wśród przodków miała dyndającą prababkę-zielarkę, jest wątłym uzasadnieniem jej inklinacji do sił nieczystych.

 

Miała zresztą 9 lat (…)

9 to cyfra, a „dziewięć” liczebnik, czyli część mowy. Cyferek używamy, gdy liczymy, liczebników, gdy opowiadamy, jak żeśmy policzyli: Liczymy: „2 + 2 = 4”. Opowiadamy: „Na palcach dodałam dwa do dwóch i w końcu wyszło cztery. Hura!” Jeżu, ileż razy można to wałkować! Może w powyższej formie dla opornych, ktoś to wreszcie zapamięta.

 

Dziewczyna zbladła, sądziła, że ten trzymetrowy czarny demon o twarzy rogatego kozła i kopytami wielkości talerza był tylko dziecięcą fantazją. Sądziła, że to jej wyobraźnia stworzyła coś tak okropnego i strasznego gdy była jeszcze dzieckiem.

 

No, właśnie! Teraz Bell twierdzi, że w pamięci został jej obraz czegoś „okropnego i strasznego”. Łże – z części tekstu dotyczącej jej dzieciństwa wynika coś zgoła innego.

 

Mnóstwo niekonsekwencji, interpunkcja olana, bo każdy prawdziwy artysta ma gdzieś takie pierdoły, ograniczające jego wolność tworzenia, wkurzające literówki w zakończeniach wyrazów, finał taki, jakby autorowi nie chciało się już dalej pisać, więc przyspieszył do setki. Plus to wszystko, co wyłapała regulatorzy. Nietęgo! Ale, dla sprawiedliwości, należy dodać, że choć dobrze nie jest, to nie jest tragicznie. To i owo brzmi nieźle, to i owo jest niezłe, tu i ówdzie coś fajnie pobrzmiewa, ale cóż z tego, skoro autor wszystkie pozytywy starannie ukrył pod niedoróbami.

Bardzo ciężko się czytało. Podobnie jak przedpiścy, byłem bliski porzucenia tekstu po przeczytaniu:

Owca odwiedził Bell tylko dwa razy, raz w wieku 9 lat i potem w wieku lat 11.

Reg i w_baskerville wypunktowały wszystkie minusy, dogsdumpling jedyny plus.

Pomysł jakiś był, realizacja fatalna.

Faktycznie, gdy teraz widzę co tam nabroiłem to nawet mnie samego krew zalewa. Niemniej bardzo dziękuję ze feedback. Jak widać lekcje języka polskiego nie były chyba moimi ulubionymi…

Nowa Fantastyka