- Opowiadanie: mprzemek - Święty Mikołaj

Święty Mikołaj

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy

Oceny

Święty Mikołaj

 

 Zawsze miałem kłopoty ze zrozumieniem. Jestem trochę poszkodowany na umyśle, mam dysleksję, ADHD i parę innych usterek. Nie potrafię się skupić, zawsze mi trzeba wszystko parę razy powtórzyć. Pan Bóg nie wszystkim rozdaje szczęśliwe karty, nie jestem geniuszem, ani nawet przeciętniakiem. Muszę sobie radzić z tym, co dostałem.

 Ale po kolei. Było ich trzech. Najpierw myślałem, że to psy, ale psy zawsze chodzą parami. Nie miałem przy sobie nawet trawki, ale i tak od razu się pogubiłem. Jak złapię nerwa zawsze robię się głupi. Na mojej dziupli wszyscy o tym wiedzą, ale nawet tam nie ma zmiłuj się. Kto by się ujął za głupim złodziejem, którego wyparli się nawet rodzice?

 Na początku ten grubas w okularach przedstawił się jako Ross. Drugi z nich podał mi tylko rękę. A ten trzeci nawet na mnie nie spojrzał. Miał rękawiczki i na twarzy maskę – z tych, jakie na ulicach noszą Chińczycy. Wyglądał tak, jakby się bał czymś zarazić. Wszyscy trzej się trzęśli jakby mieli gorączkę. Miałem co do nich niedobre przeczucie. Znaleźli mnie ponoć z czyjejś rekomendacji, ale nie chcieli powiedzieć z czyjej. Jednak w końcu coś mnie podkusiło i zgodziłem się na tą robotę.

 Jak tylko to usłyszeli, zaczęli mnie badać. Wiem co to wtyczka OBD, każde dziecko to wie. Podłączyć się do magistrali CAN to też nie fizyka kwantowa. Pomyślałem sobie, że pewnie chcą zhakować lidar, albo GPS. Taki tam spooffing. Nie od dziś siedzę w autonomicznych, mam w nich rozeznanie, na ogół potrafię je ukraść. Lubię przypalić, żeby wszystko zrozumieć. Potrzebuję trochę spokoju i czasu.

 Na parkingu od razu spotkała mnie niespodzianka. Cysterna miała na boku namalowany płomień i napis, „łatwopalne”. Właściwie były to dwie połączone ze sobą cysterny, taki pociąg. Autonomiczna ciężarówa, z tych największych, jakie widywało się teraz na drogach. Byłem nieźle zdziwiony, po co im taka landara? Wolałem tego nie wiedzieć. To nieładnie pachniało. Ale klient nasz pan. Jestem złodziejem zawodowym i mam swoje zasady. Było zbyt późno, żeby się z tego wycofać.

 Bez problemu pokonałem drzwi. Wszyscy czterej wcisnęliśmy się do szoferki. Teraz jeszcze bardziej się trzęśli, nie było przyjemnie ich dotykać.

Na próbę odpaliłem diesla. Udało się.

 Na początku podłączyłem się do magistrali. Moi klienci mieli duże wymagania, postawili przede mną komputer, na wyświetlaczu jakieś znaczki, jakaś chińszczyzna, kod maszynowy. Program na ich linuxie przypominał sieciowego sniffera, ale podobnego ustrojstwa jeszcze nie widziałem. Jakaś dziwna, jakby kosmiczna odmiana. Byłem zakręcony i wcześniej nie zwróciłem na niego uwagi. Omijam takie tematy, od nich zaczynają mi drżeć ręce, a ja żeby coś zdziałać, nie mogę się denerwować.

 Autonomiczne ciężarówki, jak wiadomo, bez kierowców jeżdżą tylko po głównych drogach. Kazali mi ją wyprowadzić na najbliższą wylotówkę. Miałem do wbicia nową trasę, współrzędne, miałem coś tam wymazać, a potem wpisać na ich laptopie. Powinienem przy pomocy symulatora wygenerować plik GPS z kodem współrzędnych. Była tam jakaś blokada, którą należało złamać, to niby proste zadanie. Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Raz po raz wprowadzałem kod współrzędnych i raz po raz na wyświetlaczu wyskakiwało okienko, „błąd”. Głowiłem się nad tym dziadostwem powtarzając ten sam błąd jakieś dziesięć razy. Właśnie wtedy powinno mi się było w głowie zapalić czerwone światełko: Zwolnij kolego! To tylko twoje dziury w mózgu.

 Wciąż nic z tego nie wychodziło. To było dla mnie nie do przeskoczenia. Od dziecka nienawidzę łamigłówek, zawsze wolałem wysiłek mięśni niż umysłu. Miałem teraz w głowie biały szum, kłębowisko głupich i przypadkowych myśli. Czułem ucisk w żołądku, zaciskałem pięści, pociemniało mi w oczach. Bezmyślnie wytrzeszczałem wzrok w pustą przestrzeń, to znów na jakąś skazę na wyświetlaczu. ADHD to wadliwa chemia w mózgu, dysregulacja dopaminy. W żaden sposób nie mogłem się wyciszyć, nie mogłem już nawet ustać w miejscu, boleśnie pocierałem stopą o łydkę. W takich okolicznościach zaczynam się mocno zacinać, zapominam jak czytać i pisać, rozumiem tylko obrazki, nie włożę nawet kabla do wyczki. Ludzie tego nie pojmują, chociaż wszyscy wokół mnie są cholernie bystrzy. Mój ojciec jest chirurgiem, matka profesorem uniwersytetu. Ja nie nadaję się na doktora, więc zostałem oddany ulicy.

 A z tymi panami było coraz mniej sympatycznie. Za Chiny nie mogłem zrozumieć ich mamrotania i to coraz bardziej działało im na nerwy.

 W końcu grubas w okularach zaczął mnie przedrzeźniać.

 – Ble ble ble.

 – Ta, ta, ta – zawtórował mu chudy w rękawiczkach i w masce

 – Tu tu tu – zanucił basem ten dobrze zbudowany.

 Zaczęli rechotać. To było mało zabawne, zmusiłem się jednak do uśmiechu.

 – Panów naprawdę trudno zrozumieć.

 – Zamknij się bezmózgu.

 Ci dżentelmeni zachowywali się coraz mniej wytwornie. Bez zmrużenia, nazywali mnie teraz tępakiem, przygłupem i niedorozwojem. Wciąż nie miałem pewności, co tak naprawdę chcą zrobić, wiedziałem jednak, że lepiej ich o to nie pytać.

 Wyszliśmy z kabiny na prefabrykowany trawnik. Wtedy na dodatek zatrzasnęły się drzwi. Zamki były sterowane przez zewnętrzny komputer. Wszystkie narzędzia zostały w środku, zostaliśmy od nich odcięci. Oczywiście to była moja wina.

 – Gówno umiesz złodziejaszku – podsumował mnie ten gruby. – Jesteś tępy jak noga stołowa. Oszukałeś nas.

 – Spokojnie szefie, niech pan się tak nie złości.

 Bałem się teraz odwrócić. To już nie żarty. Byłem już pewien, że to zombiaki. Zarażeni nienawiścią. Naprawdę bardzo zależało im na tej cysternie, z pewnością zamierzali wysadzić nią coś w powietrze.

 Facet już teraz nie przestawał się na mnie drzeć. A po chwili zaczął okładać mnie pięściami. Byłem sparaliżowany. Od czasów jak lał mnie mój stary, nic takiego mnie nie spotkało. Znów stałem się nierozgarniętym śmieciem. Zawsze się tak czułem, kiedy z czymś nawalałem. Przydałaby mi się chwytaczka takich głupich myśli, żeby wybierać je sobie z głowy jak gówno z zatkanej toalety. Przeklęte ADHD. Wiele bym dał żeby umieć się lubić. 

 W końcu zrozumieli, że nic z tego nie będzie i dali sobie ze mną spokój. To wszystko było jakby w zwolnionym tempie. Zobaczyłem czerń stali. Ten w czerwonej koszuli wyciągnął pistolet przeładował go i wymierzył we mnie. Zdążyłem tylko pomyśleć, o kurwa!

 

 

 Teraz już jestem sam. Siedzę w szoferce z raną postrzałową. Ciepła krew ścieka mi po nodze, mój but kowbojski jest nią już wypełniony. To był wypadek przy pracy, taka głupia przygoda. Można powiedzieć: Trudno i darmo.

 Wciąż jeszcze zipię i wciąż się temu dziwię. Jaki był cel ciężarówki? Stadion? Szkoła? Więzienie? Z parkingu pięknie widać skąpany w słońcu, świecący jak lustro gmach uniwersytetu. Może to właśnie był ich cel? To już nie ma znaczenia, istotne jest tylko to, że cysterna nie spłonie w centrum miasta, nie zginą niewinni ludzie. Nie potrafiłem jej uruchomić. Gdybym potrafił, pomógłbym dokonać zbrodni. Po raz pierwszy moja dysleksja do czegoś się przydała, szkoda, że również po raz ostatni bo teraz zaczynam się lubić. Czuję jak uchodzi ze mnie ciepło. Za kilka minut się wykrwawię, nie mam nawet siły otworzyć drzwi szoferki. Nie jestem w stanie się uratować.

 Widzę wszystkich, których w życiu spotkałem. Nieprzebrane tłumy coś do mnie mówią. W wielu językach. Niektórzy krzyczą, inni mamroczą, jeszcze inni szepczą. Ja jednak rozumiem każde ich słowo i to jest cud, moja percepcja nie jest już ograniczona, jestem uzdrowiony, marzyłem o tym całe życie. Chce mi się płakać ze szczęścia, chce mi się też wyć z bólu. Gdyby to był tylko sen, właśnie teraz bym się obudził.

 Z otaczającego mnie mrowia ludzi wychodzi nagle piękny starzec w długim rubinowym płaszczu ze śmiesznie zakręconą laską w dłoni. Zbliża się do mnie powoli. Wiem kim jest, chociaż widzę go po raz pierwszy. To Święty Mikołaj, patron złodziei. Zaczynam się nagle uspokajać, cała moja uwaga skupia się teraz na nim, wszystko inne zaczyna się kurczyć. Stajemy naprzeciw siebie, uważnie patrząc sobie prosto w oczy, w jego spojrzeniu jest wyrozumiałość, jakiej u nikogo nie spotkałem. Po raz pierwszy, odkąd pamiętam, ktoś ujmuje się za mną. Czuję w gardle słabnący uścisk, nie muszę nic mówić, on i tak wie już o wszystkim.

 

Koniec

Komentarze

Kurcze, możesz to opowiedzieć, to niezła historia, lecz nie tak. Poukładaj inaczej, niż w kolejności. Mamy ciut nierozgarniętego bohatera ze specjalizacją złodziejsko-penetrującą systemy samochodowe (autonomiczne?). Staje wobec swoich słabości i rzeczywistości.

Chyba zastanowiłabym się, jak to przedstawić tzn. co po kolei. Idziesz oczywistościami, czyli „biedny nieudacznik i niepełnosprawny”, sytuacja, wyśmiewają się, Mikołaj z podarunkiem. Emocje są silne, lecz nie wybrzmiewają z powodu schematu „po kolei” i braku „dekoracji”. Posiłkujesz się tylko odczuciami postaci, a to za mało (moim zdaniem) w tym przypadku.

Poniżej, to co mi przyszło do głowy:

*proszę nie „leć” tak: ADHD, dysleksja i inne usterki. One są specyficzne, może spróbuj zapisać to inaczej, nie wrzucając do wspólnego kotła. To, że trzeba powtórzyć kilka razy jest objawem, który może wynikać z wielu rzeczy, również z nieuwagi. Rozumiem, że bohater jest do niczego i tak się czuje, nie może się odnaleźć, nie po drodze mu z otaczającą wrogą rzeczywistością, czyli mamy schemat (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) bohater niezorientowany i słaby kontra świat. To silny wątek, lecz nie spłaszczaj go przez obdarzanie bohatera diagnozami, lecz pokaż go i niech inni o nim mówią. Nie wprowadzaj – proszę – jeszcze dodatkowo przemocy – ojciec go bił. Po co, jeśli tego nie rozwijasz?

* spróbuj napisać to samo, lecz w trzeciej osobie, wtedy emocje tak nie oddziaływują i można spokojnie popatrzeć na fabułę, a nie na stany wewnętrzne postaci, które intensyfikują utożsamianie się czytelnika z nią, ale jednocześnie łatwiej zniechęcają, jeśli nie po drodze mu z nią, są niedokładności.

* zaczęłabym od kolejności – poszukałabym najmocniejszego punktu, dla mnie jest nim zawód chłopaka – złodziejstwo/hakerstwo i od tego bym zaczęła, a potem dalej.

* trochę interpunkcji (nie znam się na niej, więc zapodaję tylko te drobiazgi, których jestem pewna)

‚Muszę sobie radzić z tym (+,) co dostałem

‚Jak złapię nerwa (+,) zawsze robię się głupi.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Obawiam się, Mprzemku, że chyba nie zrozumiałam, co miałeś nadzieję opowiedzieć, a najbardziej nie pojmuję jak to się stało, że na koniec bohater znalazł się w szoferce, choć wcześniej wszyscy z niej wysiedli, a drzwi się zatrzasnęły.

Odstąpiłam od łapanki, bo doszłam do wniosku, że błędy, wyrażenia żargonowe i potocyzmy są tu zawarte celowo.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie przekonał mnie ten tekst. ADHD, dysleksja i mniejsza sprawność umysłowa/ niższa inteligencja to zupełnie różne rzeczy, które mogą, ale nie muszą iść w parze. Nie za bardzo jestem w stanie wyobrazić sobie osobę, która, cierpiąc na te wszystkie zaburzenia, zajmowałaby się zawodowo hakowaniem. W dodatku w tekście panuje chaos, ktoś z kimś, po coś, na coś – niby wiadomo, o co chodzi, ale jednak nie wiadomo, o co chodzi :-/ Narracja pierwszoosobowa – bohater raz sprawia wrażenie osoby nierozgarniętej, zaraz potem człowieka całkowicie sprawnego intelektualnie.

Jakiś pomysł jest, ale relizacja niestety zawiodła.

Warsztatowo – jest trochę błędów, ale nie wiem, czy celowych, więc nie wypisywałam. Interpunkcja nie najlepsza.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Asylum, dziękuję za interesujące uwagi. Przyznam Ci sie, że po raz pierwszy napisałem coś w pierwszej osobie, I być może po raz ostatni… Twoja „propozycja” żeby przerobić to na trzecią jest kusząca. Zrobię sobie na własny użytek taki kogiel mogiel i wszystko przemieszam, ciekaw jestem co z tego wyniknie. O interpunkcji staram się w poniedziałki nie rozmawiać, takie przysmaki zostawiam sobie na koniec tygodnia :)

Pani regulatorzy jak zwykle oczarowała mnie swoją wnikliwością. Szkoda, że tym razem zabrakło korekty ogonków. Przyznam się, że trochę na nią liczyłem.

Po raz pierwszy moja dysleksja do czegoś się przydała, szkoda, że również po raz ostatni bo teraz zaczynam się lubić.

Nie robię łapanek, ale mi się tutaj rzucił brak przecinka w dość istotnym miejscu ;)

 

Zanim przejdę do komentarza do tekstu nie mogę się powstrzymać od komentowania komentarzy ;)

 

proszę nie „leć” tak: ADHD, dysleksja i inne usterki. One są specyficzne, może spróbuj zapisać to inaczej, nie wrzucając do wspólnego kotła. To, że trzeba powtórzyć kilka razy jest objawem, który może wynikać z wielu rzeczy, również z nieuwagi. Rozumiem, że bohater jest do niczego i tak się czuje, nie może się odnaleźć, nie po drodze mu z otaczającą wrogą rzeczywistością, czyli mamy schemat (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) bohater niezorientowany i słaby kontra świat. To silny wątek, lecz nie spłaszczaj go przez obdarzanie bohatera diagnozami, lecz pokaż go i niech inni o nim mówią. Nie wprowadzaj – proszę – jeszcze dodatkowo przemocy – ojciec go bił. Po co, jeśli tego nie rozwijasz?

Jednak wykorzystanie narracji pierwszoosobowej pozwala na to, żeby główny bohater się etykietował. I muszę przyznać, że nie rozumiem argumentu, że diagnoza “spłaszcza” – w tekście rozumiem, bo może być stereotypowe myślenie na temat poszczególnych zaburzeń, ale znowu, narracja pierwszoosobowa – główny bohater ma prawo tak siebie kategoryzować i interpretować swoje diagnozy jak ma ochotę. Ten aspekt wydaje mi się autentyczny i to bardzo, bo w rzeczywistości ludzie bardzo lubią się “przyklejać” do swoich rozpoznań medycznych, nie zawsze je weryfikując dalej. 

 

Nie przekonał mnie ten tekst. ADHD, dysleksja i mniejsza sprawność umysłowa/ niższa inteligencja to zupełnie różne rzeczy, które mogą, ale nie muszą iść w parze. Nie za bardzo jestem w stanie wyobrazić sobie osobę, która, cierpiąc na te wszystkie zaburzenia, zajmowałaby się zawodowo hakowaniem.

Ja mogę wyobrazić sobie taką osobę ;) Myślę, że tutaj znowu uderza o narrację pierwszoosobową, która nie jest tak oczywista. Główny bohater może mieć ADHD i dysleksję (bardzo często występują wspólnie), a mniejsza sprawność umysłowa – może być przekonaniem wynikającym z wcześniejszej edukacji oraz środowiska rodzinnego (przemocowy ojciec). Główny bohater nie musi biegać z orzeczeniem o niepełnosprawności, a nawet jeśli – nie musi mieć go dobrze postawionego. Osobiście wydaje mi się chłopak mocno autystyczny i mógł “wbudować” w siebie przekonanie, że nie jest inteligentny. A z historii wynika, że raczej należy do bystrzaków komputerowych ze swoim światem. 

 

Odnosząc się już do tekstu – przepadam za narracją pierwszoosobową. Narracja głównego bohatera (patrząc na moje komentarze wyżej) ma w sobie sporo autentyczności. Miałam wrażenie podczas lektury, że czytam z głowy osoby z cechami autyzmu, który jest odbierany jako “głupek”, stąd jego negatywne przekonania o sobie. Ciekawie też lawirowałeś w dialogach – potoczny język dialogów zderza się mocno z monologiem bohatera, co nadało interesujący kontrast.

Ode mnie dostaniesz kliczka do biblioteki, ponieważ pojechałeś nieco po bandzie przy kreacji głównego bohatera, który sam siebie etykietuje, a jego czyny mówią coś zupełnie innego. I pewnie mi się włącza zboczenie zawodowe, że dość szybko w tekście interpretuje takie nieoczywiste kawałki, ale co tam. Tekst mi się podobał. 

 

Deirdriu,

pozwolę sobie odkomentować ;-)

 

Osobiście wydaje mi się chłopak mocno autystyczny i mógł “wbudować” w siebie przekonanie, że nie jest inteligentny. A z historii wynika, że raczej należy do bystrzaków komputerowych ze swoim światem. 

Uściślę – mogę sobie wyobrazić osobę autystyczną zajmującą się hakowaniem.

Nawet jeśli niższa inteligencja jest wbudowanym przekonaniem, to, jak zrozumiałam, bohater jest “zawodowym” złodziejem, zajmującym się również hakowaniem w terenie (i mającym bezpośredni kontakt z klientami), czyli w sytuacjach komunikacyjnie wymagających i co za tym idzie dużo bardziej stresujących. Dużo więcej sensu miałoby hakowanie zdalne. A tutaj ta cała sytuacja z kradzieżą cysterny na parkingu i czwórką dorosłych facetów upakowanych jak sardynki w szoferce wydała mi się trochę zbyt absurdalna ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Z życia znam tyle absurdów, że scenariusz podany przez Autora, aż tak z kosmosu nie jest. Poza tym chłopak może być też tak wykluczony społecznie, że masz aż pewne cechy autystyczne. Łooo matkooo, ale mi robota na mózg pada ;D

Szkoda, że tym razem zabrakło korekty ogonków. Przyznam się, że trochę na nią liczyłem.

Uznałam, Mprzemku, że jeśli gdzieś tam trafiły się literówki, to były one także zamierzone. A poza tym – jak tu wytykać tylko część usterek, a inne pozostawiać?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Deirdriu, przyznam się, że nie patrzyłam na opowiadanie pod tym kątem, spróbuję przeczytać jeszcze raz, mając to na względzie. Ciekawe, możesz mieć rację.

Po prostu reaguję alergicznie na „etykiety”, a im większe ich nagromadzenie, tym silniej, ponieważ zdają mi się skrótem, unikiem, ślizgiem, mającym wyjaśnić wiele i wszystko. Chyba jestem uprzedzona. Jednak zgoda! przy pierwszej osobie ma sens i również – tak, może współwystępować, lecz tekst nie jest zbyt długi, jednak z drugiej strony to wprawka. Napisałeś Przemku, że to próba. No nic, przeczytam ponownie, może byłam zbyt surowa:(

 

Wiesz Deirdriu, dodatkowo – tak na marginesach – martwię się wzrastającą lawinowo liczbą zaburzeń, odchyleń związanych z klasyfikacjami (vide depresja, w ostatnim DSMie, stan smutku ma mijać po dwóch-trzech tygodniach, c’est la vie), ale to temat na zupełnie inną rozmowę (gdzie indziej i kiedy indziej), niezwiązaną z opowiadaniem i bardziej pytaniem o normę – zaburzenie i takie tam inne.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

@mprzemku, Deirdriu ma rację, przeczytam jeszcze raz, a przy okazji spróbuję zrobić łapankę (tak dla ćwiczenia w “widzeniu”) i wypisać swoje zastanowienia:

‚Muszę sobie radzić z tym(+,) co dostałem

‚psy zawsze chodzą parami.

No nie wiem, raczej w stadzie? Czemu parami?

,Na mojej dziupli wszyscy

‚dziuplę”, zamieniłabym na „dzielnię”, w znaczeniu najbliższej okolicy.

‚Na początku ten grubas w okularach przedstawił się jako Ross. Drugi z nich podał mi tylko rękę. A ten trzeci nawet na mnie nie spojrzał.

skasowałabym wyboldowane

‚Miał rękawiczki i na twarzy maskę – z tych(+,) jakie na ulicach noszą Chińczycy.

‚Wyglądał tak(+,) jakby się bał czegoś zarazić.

zarażenia, czymś zarazić?

‚Lubię przypalić (+,) żeby wszystko zrozumieć.

‚Autonomiczna ciężarówa(+,) z tych największych(,) jakie widywało się teraz na drogach.

‚Było zbyt późno(+,) żeby się z tego wycofać

‚Bez problemu pokonałem drzwi. Wszyscy czterej wcisnęliśmy się do szoferki. Teraz jeszcze bardziej się trzęśli, nie było przyjemnie ich dotykać.

tego nie rozumiem, po co wcisnęli się wszyscy w tym momencie do szoferki?

Edit: ok, zrozumiałam, ale poczekałabym do odpalenia. Tu w ogóle z tym wchodzeniem i wychodzeniem z szoferki –  kto na zewnątrz, a kto w środku  – mam kłopot i nie wiem.

Na początku podłączyłem się do magistrali. Moi klienci mieli duże wymagania, postawili przede mną komputer, na wyświetlaczu jakieś znaczki, jakaś chińszczyzna, kod maszynowy. Program na ich linuxie przypominał sieciowego sniffera, ale podobnego ustrojstwa jeszcze nie widziałem. Jakaś dziwna, jakby kosmiczna odmiana. Byłem zakręcony i wcześniej nie zwróciłem na niego uwagi. Omijam takie tematy, od nich zaczynają mi drżeć ręce, a ja żeby coś zdziałać, nie mogę się denerwować.

wykasowałabym wyboldowane. Linux? – no, ok.

‚Raz po raz wprowadzałem kod współrzędnych i raz po raz na wyświetlaczu wyskakiwało okienko, „błąd”.

skasowałabym wyboldowane

‚Ja nie nadaję się na doktora(+,) więc zostałem oddany ulicy.

,Ble (+,) ble (+,) ble

‚Ta (+,) ta (+) ta

tutaj nie jestem pewna, czy powinny być przecinki, czuję, że tak, ale “czuj” to nie jest pewność:(

‚Wciąż nie miałem pewności (+,) co tak naprawdę chcą zrobić,

‚Od czasów jak lał mnie mój stary (+,) nic takiego mnie nie spotkało.

‚Zawsze się tak czułem (+,) kiedy z czymś nawalałem.

‚Stajemy naprzeciw siebie, uważnie patrząc sobie prosto w oczy, w jego spojrzeniu jest wyrozumiałość (+,) jakiej u nikogo nie spotkałem. Po raz pierwszy (+,) odkąd pamiętam (+,) ktoś ujmuje się za mną.

 

Kurcze, muszę zmienić zdanie. Cholernie realne. Zgadzam się z Deirdriu! To epizod, ale dobrze napisany rozegrany:), w narracji pierwszoosobowej. 

Daję klika, ale popraw przynajmniej te przecinki, które kolą.

pzd srd, a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Zabieram się więc do poprawiania.

Asylum i Deirdriu, dziękuję pięknie za korektę, podwójne czytanie, przywrócenie mi wiary w pierwszą osobę i kliki – jesteście dziś moimi świętymi Mikołajami! 

dogsdumplingowi dziękuję za czytanie pojedyncze, i nawet za brak klika – męska krytyka jest zawsze mile widziana. 

Pozdrawiam wszystkich.

Dogsdumpling to kobieta :-)

 

Wprawka całkiem okej, nawet interesująca. Sam nieraz skrobię w pierwszej osobie i u Ciebie nie jest źle. Ten tekst ma urok w 1os, w 3ciej będzie ciężko wyrazić bohatera w taki sposób, by się go czuło a nie czytało opis o nim.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Zajrzałem z ciekawości  do słownika. Wprawka to “ćwiczenie wykonywane dla osiągnięcia biegłości w czymś”. Może i racja, chyba że to była metafora?

Proszę Dogsdumplinga o wybaczenie :)

Hmmm. Jest tu jakiś pomysł, ale trochę się w nim pogubiłam.

Z jednej strony, trudno było mi wejść do głowy narratora. Od razu uprzedzasz, że nie jest lekko, więc bałam się tam rozgościć i poczuć jak u siebie, podchodziłam z dużą rezerwą. Z drugiej – nie znam się na hakowaniu, powstała druga bariera.

Koniec końców, za mało zrozumiałam.

Ale wydaje mi się, że haker i złodziej to bardzo źle dobrany zawód dla kogoś, kto tak łatwo się peszy.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka