- Opowiadanie: Analebe - Ostatnia z rodu czarnego smoka

Ostatnia z rodu czarnego smoka

Od ostatniego tekstu, który wrzuciłam w poniedziałek, chyba (ostatnio czas ucieka mi przez palce...), wzięłam sobie do serca podpowiedzi i komentarze @drakaina, @regulatorzy i @Realuc :). Mam nadzieję, że opowiadanie bazujące na historii z pierwszego tekstu, będzie lepsze i bardziej... intrygujące? :D. Tak jak zawsze liczę na szczerą opinię (zwłaszcza, gdy coś mi umknęło, lub coś gdzieś znowu namieszałam...). 

PS: Złapię dzisiaj wolny czas po zajęciach językowych i i odwiedzę niektóre opowiadania ^^. 

 

EDIT: Coś poprawiłam, interpunkcję i trochę dialogi. Niestety, skubane nadal mają 1:0... Na moją niekorzyść ^^”.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Ostatnia z rodu czarnego smoka

Nastawał już wieczór, gdy Saana kończyła swój codzienny obowiązek. Jak co dzień objeżdżała królestwo swojego ojca. Sprawdzała, czy lokalnym mieszkańcom żyje się dobrze i czy niczego im nie brakuje.

Gdy jej starszy brat zginął kilka lat temu, to na jej barkach zaczął spoczywać ten obowiązek. Jako przyszła królowa musiała go wypełniać, dopóki nie obejmie tronu. Nie przeszkadzało jej to. Wolała jazdy konne od siedzenia w zamku w pięknej, jedwabnej sukni.

Zamknęła konia w boksie mrużąc przy tym oczy. Promienie zachodzącej Rastaban resztkami sił trzymały się nieboskłonu. Popatrzyła w stronę zamku na którego marmurowych fasadach, tańczyły cienie gałęzi poruszającej się w rytm wiatru Wiśni Sentzu.

Wychowywała się tutaj i przeżywała swoje pierwsze miłostki. Wspomnienia przywoływały dziecięcą beztroskę. Jednak teraz, gdzieś w głębi serca czuła strach przed czymś, czego nie potrafiła zrozumieć.

Pewnego dnia podsłuchała rozmowę ojca z dowódcą armii. Mówili, że przy wschodniej granicy krążą wojska wrogiego plemienia. Słysząc to była przerażona.

Pół ludzie pół koty. Siały zamęt w okolicznych wioskach, przez co w królestwie padł blady strach przed możliwym konfliktem zbrojnym.

Idąc tak korytarzami zamku rozmyślała o swoim strachu. Nie wiedziała czemu się boi. Przecież armia królewska nie pozwoli ich skrzywdzić.

 

Dziewczyna otworzyła drzwi komnaty. Rzuciła na łoże sakwę, zaświeciła świecę , i usiadła przy toaletce. Nie widziała już w swoim odbiciu małej dziewczynki, którą była jeszcze rok temu. Jej piegowata, pucułowata twarz zrobiła się smukła. Tuż pod jej gadzimi oczami pojawiły się łuski, których nie miała jako dziecko.

Rozpuściła swój długi warkocz. Kruczoczarne włosy sięgały jej już do pasa. Wzięła do ręki szczotkę i zaczęła je czesać, pogrążając się w marzeniach.

Rozległo się ciche pukanie do drzwi.

– Wejść. – powiedziała.

– Pani – zaczęła służąca – czy mam dzisiaj przygotować kąpiel?

– Tak – odparła. – Nie szczędź olejków.

– Tak Pani. – Lekkim krokiem poszła w stronę łaźni, której drzwi znajdowały się po przeciwległej części komnaty.

Saana weszła do łaźni odsyłając dziewczynę ruchem dłoni. Gdy służąca wyszła, ściągnęła swój strój do jazdy konnej i rzuciła go na kamienną podłogę. Po wykutych schodkach weszła do wanny. Jej skóra pokryta w pewnej części smoczymi łuskami, błyszczała jak diamenty, gdy dziewczyna wchodziła do wody. Pociągnęła nosem. Przyjemny zapach kardamonu i goździków koił niespokojne myśli dziewczyny. Pomyślała, że najeźdźcy to nie wszystko. Jako jedyna z rodu czarnego smoka nie potrafiła przybrać jego postaci, co także nie szczędziło jej zmartwień. Znachorka pracująca w zamku pocieszała ją, że jest jeszcze młoda i pewnego dnia będzie mogła przybrać postać smoka.

Wyciągnęła dłoń przed siebie i spojrzała na swoje pazury. Pojawiły się niedawno. Jej ciało zmieniało się z każdym dniem. Powoli zaczęła przekonywać się do słów znachorki. Jednak nadal nie była pewna, czy w jej królestwie nie będzie wojny. Gdzieś w głębi smoczego serca czuła, że jej obawy nie będą już tylko obawami a realnym zagrożeniem.

 

***

 

Od ostatnich ataków na wioski minęło kilka miesięcy. Potrafiła już też zmieniać postać w smoka, co bardzo ją cieszyło. Nadal jednak lęk przed wojną z Leukanami tlił się w jej sercu. Nie była skora do takiego samego mordu, jakiego wcześniej dopuszczał się jej dziad na plemionach żyjących w pobliskich górach.

– Córko – odparł stary król. – Dzisiejsza parada poświęcona jest tobie. Już niedługo obejmiesz władzę.

– Ojcze – zaczęła. – Cieszę się, że chcesz przekazać mi władzę, ale najpierw powinniśmy dążyć do zawarcia pokoju z innymi plemionami.

-Cu… – Stary król nie zdążył wypowiedzieć słowa, gdy przez jego ciało przeszła kusza. Saana krzyknęła przerażona widząc upadającego na kolana ojca. Popatrzyła w niebo i dostrzegła stado gryfów, na których grzebiecie byli leukańscy wojownicy.

– Leukanie! – krzyknęła przerażona. Jednak dla zgromadzonych na dziedzińcu było już za późno do ucieczki. Deszcz strzał i kusz zabijał po kolei jej poddanych i żołnierzy. W pewnym momencie poczuła, jak coś ciężkiego uderza ją w głowę. Kontury, głosy, wszystko było zniekształcone. Jakby znajdowała się pod wodą.

 

Ze snu, tak jak myślała, obudził ją chlust zimnej wody.

– Pobudka, smocza istoto – usłyszała głos. Otworzyła oczy. Naprzeciwko niej stał dowódca wrogiego plemienia. W powietrzu czuło się smród palących się ciał.

– Czego od nas chcecie? – zapytała ochrypłym głosem. Bolała ją głowa. Na szyi miała obrożę z tergonitu, która w magiczny sposób blokowała jej możliwą przemianę w smoka.

– Waszego królestwa, a czego innego? – prychnął. – Znudziło nam się mieszkanie w górach, a ten zamek ma potencjał. W każdym razie gdy nie mieszkają w nim smoki.

– Co my wam takiego zrobiliśmy? Czy was mordowaliśmy bez litości jak wy nas dzisiaj?! – Prawie krzyczała. W jej oczach perliły się łzy. Dobrze wiedziała, że cokolwiek powie i tak ją zabiją.

– Co zrobiliście? Co zrobiliście?! – Mężczyzna złapał podbródek dziewczyny. Jego ogon kołysał się, jakby był trawą, poddającą się wiejącemu wiatru. – Wybiliście prawie całe moje plemię! Moi przodkowie poprzysięgli zemstę, a ja ją tylko wypełniam! – Popatrzył na swoich towarzyszy.

– W takim razie zabijcie mnie jak pozostałych! Po co trzymacie mnie przy życiu?! – Uśmiech na twarzy mężczyzny przeraził ją. Obawiała się najgorszego.

– Zabić? Nie – uśmiechnął się. – Będziesz umierała powoli. Konając w ciemnościach, odpokutujesz śmierć moich braci. Zabrać ją do wieży i zamurować żywcem! – krzyknął. Dwóch osiłków złapało ją pod ramionami i pociągnęło w stronę czarnej wieży. Jej ojciec zamykał i skazywał w jej wnętrzu na śmierć wrogów zagrażających jego władzy.

Pomimo zapierania się, krótkiej, ale udanej próby wyrwania się, i ucieczki była bezradna. Bez niczyjej pomocy nie była w stanie uciec.

– Błagam nie! – krzyczała płacząc. – Błagam!

– Twój ojciec i dziad nie mieli dla nas litości. Także i ja nie będę mieć jej dla ciebie! Czas zakończyć rozlew krwi, który zapoczątkowali twoi krewni. 

 

***

 

Śmiechom mężczyzn wtórował jej płacz. Pchnęli ją na ubitą podłogę, zamknęli kraty, i zaczęli układać cegły. Saana podbiegła do krat i złapała się kurczowo metalowych prętów. Ostatni raz mogła poczuć powiew wiatru, usłyszeć szum pradawnej puszczy i poczuć na skórze ciepło Rastaban.

– Przeklinam cię i twoje potomstwo! – wysyczała. – W twoim królestwie nigdy nie będzie pokoju. Twoja rodzina będzie skazana na wieczną tułaczkę. Wojny i królobójstwo będzie w stanie powstrzymać tylko istota taka jak ja! – krzyknęła.

– Zamilcz smocza wywłoko – powiedział i splunął na ziemię. – W nosie mam twoje przekleństwa.

– Lepiej módl się do Boginki, by wśród twoich krewnych pojawił się śmiałek, który ściągnie moją klątwę. Twoja dusza nie zazna spokoju, gdy ponownie twoim państwem będą rządzić smoki. Wyrzucą was z prawowitego im miejsca! – Jeden z mężczyzn popatrzył na nią. Pokręcił głową w taki sposób, jakby bredziła z rozpaczy i ułożył ostatnią cegłę. Ogarnęła ją ciemność. Stojąc tak pomiędzy kośćmi więźniów swojego ojca, słyszała odbijające się od ceglanych ścian echo swojego płaczu.

Potężny smok został pokonany. Czuła się bezradna, nie mogąc chociaż pochować prochów swoich bliskich z należytym honorem. Jej serce przepełniała gorycz i żal do ojca. Dopuścił się zbrodni, za którą ona płaciła wysoką cenę.

– Gdy tylko znajdzie się śmiałek, by mnie wypuścić, moja zemsta odbije się echem w najdalszych zakamarkach planety. Istoty chodzące po tej ziemi przypomną sobie o potężnym rodzie Elementalisów, który rządził Altarą. – powiedziała cicho. Usiadła pośrodku wieży. Wyszeptała magiczne zdanie, po którym zapadła w sen. Obudzić ją mogły tylko promienie jednej z gwiazd, którą widziała jako ostatnią.

 

***

 

Od kiedy została zamknięta w czarnej wieży minęło dwa i pół tysiąca lat. Do dziewczyny dochodziły odgłosy wojny. Krzyki, że dowódca armii króla dopuścił się królobójstwa ogłaszając się Władcą Mroku. Klątwa rzucona przez nią tamtego dnia się wypełniała.

Nadal wyglądała tak jak za swojego wolnego życia. Dziękowała Bogince za smocze geny, które pozwalały jej przetrwać w uśpieniu bez pożywienia i wody.

Obroża mająca pilnować jej magię w ryzach zardzewiała i odpadła, pozostawiając na jej szyi szarą pręgę. Teraz czuła się pewniej. Bez obroży mogła spokojnie przemienić się smoka, gdy tylko czarna wieża zostanie zburzona.

W pewnym momencie usłyszała głosy mężczyzn, którzy trenowali nieopodal. Jeden z nich uderzył w wieże. Potem poczuła kolejny huk i następny. Mur postawiony dawno temu zaczął pękać, a do wnętrza wieży zaczęło wnikać światło Rastaban. Więzienie mające być wieczne powoli ustępowało miejsca tak upragnionej wolności.

Otworzyła oczy. Dziś miał być dzień, w którym opuści to miejsce jako czarny smok. Ostatnia żyjąca z rodu Elementalisa wypełni klątwę złożoną dawno temu przodkowi tych, którzy obecnie rządzą jej domem.

Koniec

Komentarze

Hej :)

Tym razem przeczytałem całość. I zacznę od narzekania:

Primo: Jeśli chodzi o początek i logikę: Ojciec nie da skrzywdzić swojej małej córeczki, ale pozwala, aby ta samotnie objeżdżała królestwo (swoją drogą musiało być dość małe), podczas gdy kroi się wojna i w okolicznych wioskach sieją zamęt wrogowie? Jakoś mi nie gra to w całość…

Secundo: na błędy nie zwracałem uwagi, choć przecinki często były nie tam gdzie powinny no i źle dialogi zapisujesz niestety :( Ogarnij sobie portalowy poradnik zapisywania dialogów, bo dajesz kropki tam, gdzie ich nie powinno być, i piszesz od dużej litery tam, gdzie winna być mała itp.

A jeśli chodzi o całość: Żeby czerpać satysfakcję z tak krótkiego opowiadania musiałbym znać Twój świat. Przykładowo czytając jakieś opowiadanie ze świata Gry o Tron zaangażowałbym się o wiele mocniej, gdybym wcześniej przeczytał wszystkie książki, niż jakbym w ogóle nie znał uniwersum, ale w sumie mówię rzeczy oczywiste. Więc nie wiele mogę powiedzieć o treści Twojego opowiadania…

Nie mamy czasu za bardzo jakoś związać się z bohaterem, bo wszystko dzieje się szybko. No i jest to opowiadanie mające sens w połączeniu z pełnym uniwersum według mnie, bo samo w sobie nic konkretnego nie wnosi. Zazwyczaj opowiadania powinny nieść ze sobą jakieś przesłanie, mieć jakiś cel, rozśmieszyć, lub sprawić, że wystąpią jakiekolwiek emocje. Tutaj nie było na to szans, bo jak mamy żałować smoczej dziewczyny, która ma zostać ukarana, skoro dosłownie parę oddechów wcześniej ją poznaliśmy, a nie znamy Twojego świata?

Ponarzekałem, ale mam nadzieję, że trochę pomocnie. 

Parę zdań mi się bardzo podobało i ogólnie lubię takie klimaty, więc do zaś! 

Pozdrawiam ;)

 

 

A, sorry, dopiero teraz doczytałem, że bazuje na historii z pierwszego wstawionego przez Ciebie tekstu, którego nie przeczytałem w całości :( No ale właśnie, powinno być tak napisane, aby poruszyć w jakiś sposób też tych, którzy tamtego fragmentu nie przeczytali :) Przynajmniej tak mi się wydaje… 

@Realuc Kurcze… Starałam się jakoś ogarnąć ten zapis dialogów i przecinki, nawet sobie ściągę wydrukowałam jak sprawdzałam tekst, żeby mieć przed nosem przykłady, a i tak dałam plamę xD. 

Co do długości opowiadania, starałam się nie rozciągać go za bardzo, żeby się nie pogubić lub nie skupić na opisywaniu czegoś, co będzie odbiegało od całości. 

W każdym razie cieszę się, żę chociaż parę zdań się podobało i że wytrwałeś do końca – to już dla mnie plus, że nie znudziło od pierwszego zdania lub nie odrzuciło przez opisy (tak jak było przy pierwszym). 

Postaram się poprawić moje “byki” (nawet chyba pożyczę od siostry podręcznik do polskiego i przypomnę sobie zasady, ale tak dokładnie…), a i wrzucić jeszcze trochę opowiadań, które będą nawiązywać do tego i do siebie nawzajem (i oby tym razem przychylnie zapis dialogów i przecinków chciał ze mną współpracować). 

 

Dzięki za komentarz, zabieram się do pracy nad tym opowiadaniem i, dalej walczyć ze swoim warsztatem :D. 

@Realuc Teraz podsunąłeś mi myśl, że może tamto pierwsze rozbiję na opowiadania? Będzie łatwiej wgryźć się w to tutaj, co o tym myślisz? 

Teraz podsunąłeś mi myśl, że może tamto pierwsze rozbiję na opowiadania? Będzie łatwiej wgryźć się w to tutaj, co o tym myślisz? 

Chyba nie do końca to miałem na myśli… To znaczy chciałem przekazać Ci coś innego, więc spróbuję raz jeszcze :) Uważam, subiektywnie, że opowiadanie jako zamknięta całość powinno się bronić niezależnie od tego, czy ktoś przeczyta tamten fragment, pięć innych opowiadań w tym świecie, czy też nie. Moim zdaniem, powtarzam: moim zdaniem, powinnaś przemyśleć sobie na spokojnie jakieś opowiadanie od a do z. Co chcesz przekazać, co osiągnąć itd. Nawet może nie związane z tym uniwersum. A jeśli już, to niech to uniwersum będzie podkładką, pomocnikiem, ozdobnikiem. Opowiedz coś, co nie będzie miało sensu tylko dla znających inne Twoje teksty. 

Nie wiem, czy wiesz, co chcę przekazać…

@Realuc teraz zakumałam. Zarwana nocka się kłania i mózg pracuje mi trochę… na zwolnionych obrotach ;D. 

Czyli jakiekolwiek inne opowiadanie, z konkretnym początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Tak by wciągnęło, zainteresowało – bez “wiązania” czytelnika do przeczytania innych tekstów. Łapię o co chodzi. 

Spróbuję coś takiego napisać, kompletnie nie związanego z tym światem. Pomysłów mi nie brakuje – coś napewno wynajdę. I przypilnuję tej nieszczęsnej interpunkcji jak i zapisu dialogów.

 

Poza tym, tak jak wspomniałam w komentarzu pod twoim tekstem, Pan Drzewko fajna postać (Zajrzałam, przeczytałam, spodobało mi się ;D). 

Czyli jakiekolwiek inne opowiadanie, z konkretnym początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Tak by wciągnęło, zainteresowało – bez “wiązania” czytelnika do przeczytania innych tekstów. Łapię o co chodzi. 

Spróbuję coś takiego napisać, kompletnie nie związanego z tym światem. Pomysłów mi nie brakuje – coś napewno wynajdę. I przypilnuję tej nieszczęsnej interpunkcji jak i zapisu dialogów.

Dokładnie tak! :)

 

Poza tym, tak jak wspomniałam w komentarzu pod twoim tekstem, Pan Drzewko fajna postać (Zajrzałam, przeczytałam, spodobało mi się ;D). 

Ooo, miło ;) Cieszę się, że się spodobało ;)

@Realuc :D To, że tak powiem, “zawijam rogala” do pracy xD. I do czytania innych Twoich opowiadań, i pozostałych użytkowników :). 

Niepoprawnie używasz znaków interpunkcyjnych, szczególnie w dialogach.

Z innych uwag okołojęzykowych.

Zamknęła konia w boksie, mrużąc przy tym oczy.

Czemu mruży oczy? Coś jej tam wpadło? Oślepiło ją światło? Rozmawia z kimś? Gdyby z kimś rozmawiała to naprawdę miałoby znaczenie, bo tu włącza się mowa ciała, która powie więcej niż same słowa. O ile możesz, unikaj czynności, które z czegoś nie wynikają. Nie jestem zwolennikiem przesadnego minimalizmu, bo nadmiar niekiedy się sprawdza, jednakże kiedy opowiadasz, mów o tym, co musi się zdarzyć i z czymś innym powiązane.

Dziewczyna otworzyła drzwi komnaty.

Po co dziewczyna? Wciąż opowiadasz o tej samej osobie z jej perspektywy. Ten rzeczownik niepotrzebny.

Rozpuściła swój długi warkocz. Kruczoczarne włosy sięgały jej już do pasa.

Uwaga na zaimki, jeśli nie musisz ich używać. Ponadto później pokazujesz, że włosy sięgnęły do pasa. Zatem wystarczy: Rozpuściła warkocz. Kruczoczarne włosy sięgały jej już do pasa.

Ponadto znalazłoby się więcej uwag podobnego typu, prześledź tekst, wyłapiesz to, co zbędne.

 

A teraz nieco inaczej o tekście.

 

W opowiadaniu musisz zaangażować odbiorcę. Pokazujesz młodą dziewczynę. Unikałbym nazbyt głębokiego wnikania w jej przemyślenia, to rzadko ciekawe. Skupiłbym się na działaniu.

Ona chce być smokiem. Niech porozmawia o tym z ojcem w czasie krótkiego spotkania w stylu:

– Ależ długie rękawy – zauważył ojciec.

Sięgały aż po nadgarstki. Zmieszała się.

– Beznadziejny ze mnie smok – westchnęła. – Nawet łusek mi brak.

Rozbawiło go tym oświadczeniem.

– Wyrosną – powiedział, podnosząc jej brodę, by spojrzała mu w oczy. Doprawdy, nie miała czego się wstydzić.

Ukaż ojca z dobrej strony, jako zaangażowanego w jej życie. Później wykorzystasz ten zabieg w innym celu.

Później sadzasz ją przed lustrem, a to oklepane. Zamiast tego niech ona ręce myje, a tak delikatnie, by przypadkiem tych łusek nie uszkodzić, bo odpaść mogą. Czyli pokazuj, że jej zależy na byciu smoczycą, zamiast wciskać przemyślenia, dostaniesz działanie. Ono ciekawsze.

 

Dalej, mściciel.

On trochę gada nie tak. To za słabe. Wybito jego rodzinę, niech się zacina albo przeciwnie, mówi z opanowaniem. Opanowanie w gruncie rzeczy wypada straszniej, a on chce zamurować dziewczynę. Nie zdradzaj za prędko, że to jej nie zabije, raczej sugeruj, że jak najbardziej, a ona przecież niewinna, bo nie odpowiada za zbrodnie przodków, to młoda, wkraczająca w życie osóbka, zaś tu ponosi niezasłużoną karę, niech to wygląda przerażająco.

A co może mówić oprawca? Chociażby:

– Zemsta przechodzi z ojca na syna.

Spojrzał na dziewczynę zamurowywaną na jego rozkaz.

– W tym wypadku na córkę – wycedził. – Oko za oko. A ostatnim co zobaczysz, będę ja. Patrz, bo ja nie przestanę!

Później pokaż, jak ona schnie, a nie umiera. To powinien być bolesny proces.

 

Pewnego dnia podsłuchała rozmowę ojca z dowódcą armii. Mówili, że przy wschodniej granicy krążą wojska wrogiego plemienia. Słysząc to była przerażona.

Pół ludzie pół koty. Siały zamęt w okolicznych wioskach, przez co w królestwie padł blady strach przed możliwym konfliktem zbrojnym.

Idąc tak korytarzami zamku rozmyślała o swoim strachu. Nie wiedziała czemu się boi. Przecież armia królewska nie pozwoli ich skrzywdzić.

Nie przesadzasz aby? Kilka dni temu coś usłyszała i wciąż o tym myśli? Nie lepiej by młoda dziewczyna jednakże zajmowała się czymś innym? Zaś jej naiwność przyda się w konstrukcji opowiadania, bo mało wiedząc, jako późniejsza ofiara wypada bardziej przekonująco, ponadto jak to mawiała Lizzie Bennet, jesteśmy filozofkami, skoro nikt nie chce z nami tańczyć. Nie do końca tak to brzmiało, więc będę musiał odświeżyć sobie serial, by znowu frazę zapamiętać. Ale o to idzie, by bohaterowie mniej myśleli, a więcej działali.

 

Do czego Cię namawiam w pisaniu? Stworzenia takiej konstrukcji, w której oryginalny świat o ludziach smokach będzie opowiadać o sprawach uniwersalnych, w tym wypadku zemście przechodzącej z pokolenia na pokolenia i niszczącej niewinnych. Czyli dziewczyna musi być właśnie niewinna na początku i nieco nieświadoma, za to wchodząca w życie, które jej się jawi obiecująco. Ojciec dopuszczający się zbrodni, najpierw musi być pokazany z innej strony, by później złamać ten obraz, co poczynaniom oprawcy przyda niejakie uzasadnienie i przekona do tego. Bo to najważniejsze, byś wciągnęła czytelnika, krzywda doskonale się do tego nadaje, więc z niej skorzystaj.

A ogólnie idzie o to, by poszczególne wydarzenia układały się w ciąg, na końcu spajający użyte elementy, przy czym unikałbym myślenia o czymś, a skupiłbym na działaniu, młoda osoba, a taką pokazujesz wypadnie przy tym ciekawiej, a na pewno bardziej zaangażuje czytelnika.

Jak patrzę na te uwagi, to trochę ich mało i za mało uporządkowane, ale udało mi się i tak naskrobać mnóstwo słów, to wystarczy tego bazgrania o pisaniu.

Rzeczka nieduża i niegłęboka, choć przebyć ją łatwo, bo tu wszędzie same płycizny, to most na niej. A na moście mytnik z kilkoma zbrojnymi pomocnikami.

@Jastek Telica Dzięki za komentarz. Toczę wojnę z interpunkcją, niby myślę, że jest okej a jeszcze gdzieś tam coś wychodzi. Przejrzę tekst jeszcze raz, na świeżo. Może odnajdę jeszcze inne rzeczy o których wspomniałeś w innych miejscach, a jeszcze gdzieś są. Komentarze są mi tutaj bardzo pomocne. Przy pisaniu kolejnych opowiadań, może kiedyś czegoś większego co będzie miało szansę ujrzeć światło dzienne (ale najpierw warsztat), pomaga mi wyłapać błędy, których ja nie widzę :). Świat mam 'naszkicowany' w brudnopisie. Teraz musze te puzzle jakoś poukładać w sensowną całość. Tak jak wspomniałeś. Dzięki raz jeszcze! ^^.

Nastawał już wieczór

Wiesz co, to nie brzmi dobrze i nie jest jasne. Czytelnik nie wie z góry, o co chodzi – moim pierwszym skojarzeniem z "nastawał" było "nastawał na jej cnotę".

 kończyła swój codzienny obowiązek

To też – jest poprawne, ale dziwne, bo zwykle "obowiązki" widujemy w liczbie mnogiej.

 objeżdżała królestwo swojego ojca

To nieduże królestwo. Nie jest to problemem, przynajmniej dopóki jesteś w tym rozmiarze konsekwentna – po prostu zaznaczam na wszelki wypadek.

lokalnym mieszkańcom

A są mieszkańcy zamiejscowi?

 zaczął spoczywać

Tutaj z powodzeniem wystarczyłoby "spoczął" – unikaj słów, które nie wnoszą zupełnie niczego. To dotyczy także następnych dwóch zdań, mają mocny posmak oczywistości.

 Wolała jazdy konne

A "jazda konna" z kolei jest singularis tantum.

pięknej, jedwabnej sukni.

Bez przecinka – "jedwabna suknia" daje się tu potraktować jako cały "rzeczownik" (tzw. grupa nominalna), a "piękna" jako jego określenie.

 konia w boksie mrużąc

Przecinek przed imiesłowem. Ponadto – co ma zamykanie konia do mrużenia oczu? Przeskok wydał mi się dziwny.

 Promienie zachodzącej Rastaban resztkami sił trzymały się nieboskłonu

To jest purpurowe (czyli pretensjonalne) i sugeruje mnóstwo dziwnych rzeczy – słońce nie chce zajść?

 Popatrzyła w stronę zamku na którego marmurowych fasadach, tańczyły cienie gałęzi poruszającej się w rytm wiatru Wiśni Sentzu.

Przecinki: Popatrzyła w stronę zamku, na którego marmurowych fasadach tańczyły cienie gałęzi poruszającej się w rytm wiatru Wiśni Sentzu. To jest wiatr wiśni, czy gałąź wiśni? I czemu wiśnie są Tak Ważne, że Dużą Literą? Nawet po poprawieniu przecinków zdanie pozostaje mętne.

 Wychowywała się tutaj i przeżywała swoje pierwsze miłostki.

Dziwne. Jeśli chcesz podkreślić, że tutaj, to: Wychowywała się tutaj i tu przeżywała swoje pierwsze miłostki. Na przykład, bo jest wiele opcji.

 Wspomnienia przywoływały dziecięcą beztroskę

Nie bardzo rozumiem?

 teraz, gdzieś w głębi serca czuła

Wtrącenie oddzielamy z obu stron: teraz, gdzieś w głębi serca, czuła. Możesz to też potraktować jako nie wtrącenie i nie dawać przecinków wcale.

 wojska wrogiego plemienia

Skoro plemienia, to bardziej wojownicy albo nawet orda. Wojska implikują państwowość.

 Słysząc to była przerażona.

Słysząc to, była przerażona. Dlaczego? Dzień powszedni w polityce maleńkiego królestwa.

 Pół ludzie pół koty

Pół ludzie, pół koty.

 Siały zamęt

Raczej: siali, bo jednak to ludzie.

 przez co w królestwie padł blady strach przed możliwym konfliktem zbrojnym

Pomijając skrótowość i notatkowość: blady strach pada na królestwo (to jest idiom). "Konflikt zbrojny" to bardzo nowoczesne określenie, zupełnie nie pasuje do fantasy.

 Idąc tak korytarzami zamku rozmyślała

Idąc tak korytarzami zamku, rozmyślała.

 Nie wiedziała czemu

Nie wiedziała, czemu.

 Przecież armia królewska nie pozwoli ich skrzywdzić.

Jaki udział w rządach ma Twoja królewna? Bo dotąd wydawało mi się, że spory, ale teraz myśli tak, jakby nie miała o polityce i wojnie zielonego pojęcia.

zaświeciła świecę ,

Zapaliła świecę. Przecinek wytnij.

 Nie widziała już w swoim odbiciu małej dziewczynki

Jakieś to niejednoznaczne. Zresztą, czy ktoś patrzy w lustro i myśli "O, wyglądam doroślej, niż rok temu?"

gadzimi oczami

Skrótowe. Opisałabym bliżej te oczy.

 Rozpuściła swój długi warkocz.

Możesz wyrzucić zaimek, tu nie ma innego warkocza.

 Tak Pani.

Tak, pani. Zaimki dużą literą piszemy tylko w listach.

 poszła w stronę łaźni, której drzwi znajdowały się po przeciwległej części komnaty.

Po przeciwległej stronie, w przeciwległej części (choć nie brzmi to dobrze). Poza tym – skróciłabym: przeszła przez komnatę i zniknęła w drzwiach prowadzących do łaźni.

 Saana weszła do łaźni odsyłając

Nie miało być światła (pustej linijki) przed tym zdaniem? Bo minęło chyba trochę czasu? I przecinek przed imiesłowem. Przy okazji – w łaźni średniowiecznego typu szlachetnie urodzonym usługiwali łaziebni (łaziebne). Spróbuj sobie sama umyć plecy wodą z dzbanka ;)

 Gdy służąca wyszła, ściągnęła swój strój

Służąca?

 Po wykutych schodkach weszła do wanny.

Wykutych w kamieniu? Zrobionych z kutego żelaza? I wanna kojarzy się współczesnemu czytelnikowi raczej z tym, co ma we własnej łazience – coś, co Ty opisujesz, można już nazwać basenem, o ile się nie mylę (skonsultuj się z naszymi starożytnikami, bo nie jestem ekspertem).

 Jej skóra pokryta w pewnej części smoczymi łuskami, błyszczała

"W pewnej części" może się skojarzyć… hmm… z miejscami oznaczonymi kółkiem. I wtrącenie oddzielamy z obu stron: Jej skóra, częściowo pokryta smoczymi łuskami, błyszczała.

Pociągnęła nosem.

Co jest podmiotem tego zdania i dlaczego "skóra"?

 zapach kardamonu i goździków

Taki cytrynowo-pierniczkowy? Fakt, że przyjemny, choć ja bym raczej zgłodniała :) ale skoro nie jesteśmy na Ziemi, czy powinny tu być goździki? I gdzie rosną? Czy królewnę tak miniaturowego królestwa stać na takie rzeczy? Bo samo bycie królewną nie oznacza, że masz forsy jak lodu, ani że szlaki handlowe docierają w te górskie ostępy.

 że najeźdźcy to nie wszystko

Ale się uspokoiła? A teraz rozważa swoje kompleksy? Nie widzę tu porządku.

 nie szczędziło jej zmartwień

Idiom. Tylko człowiek może czegoś drugiemu nie szczędzić.

 Powoli zaczęła przekonywać się do słów znachorki. Jednak nadal nie była pewna, czy w jej królestwie nie będzie wojny.

Jedno z drugiego nie wynika.

 jej obawy nie będą już tylko obawami a realnym zagrożeniem

Jej obawy nie będą już tylko obawami, a realnym zagrożeniem. To nie obawy są zagrożeniem.

 Potrafiła już też

To źle brzmi. Ponadto – do czego odnosi się "też"?

 zmieniać postać w smoka

Raczej: zmieniać postać w smoczą; a lepiej: przybierać postać smoka.

 lęk przed wojną z Leukanami tlił się

Przeczytaj to głośno.

 Nie była skora do takiego samego mordu, jakiego wcześniej dopuszczał się

Jeśli to był jeden mord, to dopuścił się. Jeśli się dopuszczał, to mordów.

 dopuszczał się jej dziad na plemionach

Anglicyzm. Wobec plemion.

 odparł stary król

Na co?

 parada poświęcona jest tobie

Nie jest przecież boginią?

 Ojcze – zaczęła. – Cieszę się, że chcesz przekazać mi władzę

Drewniane – kto tak mówi? Powtarza się "władza".

 pokoju z innymi plemionami

"Plemię" sugeruje poziom techniczno-społeczny maksymalnie epoki żelaza. Oppida, nie średniowieczne zamki. Oczywiście, możesz tak wykombinować, żeby pogodzić zamki z organizacją plemienną, ale to nie jest robota na tekścik poniżej dziesięciu tysięcy znaków. Po prostu się nie zmieści. Czytelnik przyjmuje, że Twój świat jest taki, jak nasz, o ile nie powiesz inaczej.

 -Cu…

Tuszę, że chciał powiedzieć "córko" – w takim razie lepiej to napisać przez ó.

 przez jego ciało przeszła kusza

Tak cała kusza? Nie bełt, który się z niej zwykle wystrzeliwuje?

 Saana krzyknęła przerażona widząc

Saana krzyknęła przerażona, widząc.

 Popatrzyła w niebo

I tutaj się mści brak opisu na początku sceny – byłam pewna, że rozmawiają w komnacie i to niebo mnie wytrąciło z rytmu.

 stado gryfów, na których grzebiecie byli leukańscy wojownicy

Na których grzbietach siedzieli; albo których dosiadali. Widzi ich z dołu? A co ważniejsze – dlaczego nie robili tego wcześniej? Gryfy pojawiają się zupełnie z sufitu.

 krzyknęła przerażona

Powtórzenie.

za późno do ucieczki

Za późno na ucieczkę.

 zabijał po kolei jej poddanych i żołnierzy

A oni tak stoją i dają się wystrzelać jak kaczki? Ponadto – skoro wróg dysponuje lotnictwem, dobrze by było się przed tym zabezpieczyć. Chyba, że to właśnie pierwszy taki atak, wtedy to ma sens, ale nie zaznaczyłaś tego.

 W pewnym momencie poczuła, jak coś ciężkiego uderza ją w głowę.

Pewnie kusza. Ale serio – bardzo powolne zdanie, przedłużone, chociaż moment powinien być właśnie dynamiczny.

 Ze snu, tak jak myślała, obudził ją chlust zimnej wody.

Czyli spodziewała się we śnie, że obudzą ją wodą? Bo sensowniejszego wyjaśnienia nie widzę.

 usłyszała głos

Nie dawałabym tego didascalium, ale to może być kwestia gustu.

 stał dowódca wrogiego plemienia

Skąd go zna?

 czuło się smród palących się ciał.

Toć już na smród wymiocin większości ludzi robi się niedobrze – a Twojej bohaterki nic nie rusza?

ochrypłym głosem

Powtarzasz "głos".

 która w magiczny sposób blokowała jej możliwą przemianę w smoka

Pokaż mi to, nie zapewniaj. Niech spróbuje się zmienić, nie zdoła i zgaduje, dlaczego. Widzisz, o co chodzi?

 Znudziło nam się mieszkanie w górach, a ten zamek ma potencjał.

… seriously? Bo dotychczas nie zauważyłam w tekście cienia ironii.

 W każdym razie gdy

W każdym razie, gdy.

bez litości jak wy

Bez litości, jak wy. Dialog jest nienaturalny.

 Prawie krzyczała.

Tylko prawie?

 W jej oczach perliły się łzy.

Ale to jest opis "z zewnątrz" – a Ty zaglądasz bohaterce do głowy. Ona nie wie, jak wygląda, ale wie, jak się czuje. Opisałabym tutaj raczej, jak wygląda świat przez załzawione oczy. Na przykład.

 cokolwiek powie i tak ją

Cokolwiek powie, i tak ją.

 Jego ogon kołysał się, jakby był trawą, poddającą się wiejącemu wiatru.

Jak ona to widzi? Zupełnie nie mogę sobie przedstawić tej sytuacji. Ponadto: poddającą się wiatrowi.

 Popatrzył na swoich towarzyszy.

Którzy tak sobie tam stoją?

 Obawiała się najgorszego.

Less is more. Zapewniasz mnie o tym tak usilnie, że aż nie mogę Ci uwierzyć.

 skazywał w jej wnętrzu na śmierć wrogów zagrażających jego władzy

Nienaturalna składnia. Skazywanie na śmierć raczej się nie odbywa w więzieniu.

 Pomimo zapierania się, krótkiej, ale udanej próby wyrwania się, i ucieczki była bezradna.

Tak skrótowe, że już nie po polsku. Rozwiń to w scenę – wtedy nie tylko będzie ładniej, ale przede wszystkim będziemy mogli bohaterce kibicować i denerwować się, że jej się nie udało.

 Błagam nie!

Błagam, nie!

 krzyczała płacząc

Krzyczała, płacząc.

 Także i ja nie będę mieć jej dla ciebie!

Spróbuj to szybko wymówić.

 Czas zakończyć rozlew krwi, który zapoczątkowali twoi krewni.

Powtórzenie: krwi-krewni. Poza tym dialog jest bardzo teatralny, a motywacja – mało wiarygodnie podana.

 ubitą podłogę

Na klepisko.

podbiegła do krat

Jakich krat? Nie zamykają jej w piwnicy? Jestem skonfundowana.

 mogła poczuć powiew

Nie brzmi to.

taka jak ja

Taka, jak ja!

 Zamilcz smocza wywłoko

Przed wołaczem – przecinek: Zamilcz, smocza wywłoko.

 ściągnie moją klątwę

Klątwę można zdjąć z kogoś, ale ściągnąć tylko na kogoś (czyli go nią obłożyć).

 Twoja dusza nie zazna spokoju, gdy ponownie twoim państwem będą rządzić smoki.

Czyli – kiedy smoki wrócą, to jego dusza już nie zazna spokoju?

 was z prawowitego im miejsca

Z ich prawowitego miejsca.

 Pokręcił głową w taki sposób, jakby bredziła z rozpaczy

Czyli? Pokaż mi to.

 ułożył ostatnią cegłę

Ostatnią cegłę. Cegła ma rozmiary, pi razy oko, dłoni, wiec otwór na nią musi być takiej samej wielkości. Ile byś przez niego zobaczyła?

 nie mogąc chociaż pochować

Nie mogąc nawet.

 z należytym honorem

Nie bardzo stylistycznie mi to wygląda.

 żal do ojca. Dopuścił się zbrodni

Ojciec – czy dziad? Bo wcześniej tym rzeźnikiem był dziad…

 śmiałek, by mnie wypuścić

Śmiałek, który mnie wypuści – byłoby naturalniej.

jednej z gwiazd, którą widziała jako ostatnią

Raczej: tej z gwiazd, którą…

 Od kiedy została zamknięta w czarnej wieży minęło

Od kiedy została zamknięta w czarnej wieży, minęło.

 dowódca armii króla dopuścił się królobójstwa ogłaszając się Władcą

Anglicyzm. Ale jeśli brać to po polsku – królobójstwo i uzurpacja nie są tożsame (można króla wtrącić do turmy). Przecinek przed "ogłaszając".

 tak jak za swojego wolnego życia

Tak, jak. Co to jest "wolne życie"? Czy nie chodziło o życie na wolności?

 za smocze geny

Geny? W fantasy? Krew by uszła, ale odkrycie genów wymaga zastosowania metody naukowej.

 mająca pilnować jej magię w ryzach

Utrzymywać jej magię w ryzach.

 pozostawiając na jej szyi szarą pręgę

Czemu?

przemienić się smoka

Zjadłaś "w".

którzy trenowali

Niefantastyczne słowo.

 uderzył w wieże

W wieżę. I tak od uderzenia łokciem rozpada się kamienny mur? Nie chcesz chyba, żebym w to uwierzyła?

 poczuła kolejny huk

Niby mogła, jeśli to był bardzo niski huk, ale zasadniczo huki się słyszy.

 Więzienie mające być wieczne powoli ustępowało miejsca tak upragnionej wolności.

To nie po polsku. Wersja poprawniejsza, choć nadal pretensjonalna (na to nic nie poradzę): Mury jej więzienia, w którym miała pozostać na wieki, rozpadały się wreszcie.

 klątwę złożoną dawno temu przodkowi

Składa się obietnicę – klątwę można na kogoś nałożyć.

 

Wszystko, co napisał Realuc, podtrzymuję, i dodaję – nie znasz kolokacji swojego ojczystego języka. To bardzo niedobrze. Zdecydowanie musisz więcej czytać i poszerzyć swoją bibliotekę. Trzymaj się z dala od nowości wydawniczych, wiele z nich jest bardzo niechlujnych językowo, nawet tych napisanych oryginalnie po polsku (na tłumaczenia spuśćmy litościwie zasłonę).

Ale! widać, że Ci zależy (po wypowiedziach okołoopowiadaniowych). I to jest coś. Masz przed sobą dużo pracy, do której jesteś zmotywowana – teraz idzie o to, żeby tej motywacji nie stracić.

Trzymam kciuki.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

@Tarnina Dzięki za wytknięcie mi jeszcze innych błędów :). Trochę od tego momentu się podciągnęłam. Tak myślę. Czytam naprawdę dużo, ale z tego co zauważyłam: mam milion pomysłów na minutę i wychodzi z tego jeden, wielki mix. Pracuję nad tym, żeby nie mieszać, tylko żeby wychodziło jedno z drugiego. I trzymało się logicznego sensu :). 

Tekst poprawiam, powoli, na spokojnie :). Wszystkie uwagi sobie kopiuje, żeby czegoś nie przegapić, także staram się :). 

 

W każdym razie dzięki, zabieram się dalej do pracy :). Żeby było lepiej, niż jest tutaj :D. 

 

Co do kolokacji to nieraz palnę taką głupotę przy języku mówionym. Zdaża mi się to bardzo rzadko, niż w mowie pisanej (bo tutaj jest tekst najeżony), ale jednak… ^^”.

Komentarze które dostałaś wytknęły już większość problemów, ale postaram się dorzucić coś od siebie. No bo niestety jest tu sporo do pracy. Część komentarzy pewnie będzie się powtarzać (ale to tylko znaczy że bardzo trzeba zwrócić na nie uwagę!).

Nastawał już wieczór, gdy Saana kończyła swój codzienny obowiązek. Jak co dzień objeżdżała królestwo swojego ojca. Sprawdzała, czy lokalnym mieszkańcom żyje się dobrze i czy niczego im nie brakuje.

To naprawdę dziwne. Córka króla, jedyna spadkobierczyni królestwa, wkraczająca w okres dojrzewania jeździ samotnie po całym królestwie, objeżdżając wszystkie wioski, w czasie gdy na granicach są ciągłe starcia z wrogiem. Brzmi jak świetny sposób na pozbycie się spadkobiercy (i to w sumie byłby ciekawy pomysł :D). Do tego jeżeli królestwo jest na tyle małe, że księżniczka je codziennie objeżdżała (i to kończyła jeszcze zanim zaszło słońce), to znaczy że niepokoje na granicy w ciągu kilku godzin mogą zmienić się w oblężenie zamku. A wrogowie najeżdżający kilka przygranicznych wiosek to tak naprawdę pół kraju w ogniu, bo w tak małym państweku dużo tych wiosek się nie zmieści. 

Gdy jej starszy brat zginął kilka lat temu, to na jej barkach zaczął spoczywać ten obowiązek.

Motyw zmarłego brata pojawia się tylko w tym zdaniu, a jest to pomysł, który powinien rozbrzmieć w tym opowiadaniu znacznie mocniej. To on miał być dziedzicem tronu, więc księżniczka miała w dzieciństwie więcej luzu, nie była przygotowywana ściśle do rządzenia. Brat mógł zginąć w wyniku wojny z kotoludźmi, przez co bohaterka miałaby dużo poważniejszy, bardziej osobisty powód, żeby być przeciwna tej wojnie i dążyć do pokoju. Jednocześnie obwiniałaby za śmierć brata swojego ojca (może podświadomie?) przez co rysowałaby się ciekawa linia konfliktu (z jednej strony zyskała na śmierci brata tron, z drugiej była z nim blisko i nie może wybaczyć ojcu jego śmierci).

Popatrzyła w stronę zamku na którego marmurowych fasadach, tańczyły cienie gałęzi poruszającej się w rytm wiatru Wiśni Sentzu.

Nie wydaje mi się, żeby marmur sam w sobie był szczególnie powszechnie wykorzystywany do budowy zamków. Szukałem przykładów, ale trudno było mi coś znaleźć (chociaż nie twierdzę, że ich nie ma). Poza tym no cóż, marmur jest drogi, zwłaszcza jeśli chcesz zrobić z niego cały zamek, a twoje królestwo jest malutkie, więc mogliby mieć problem z takim wydatkiem (chociaż twój świat fantasy może mieć jakąś alternatywną ekonomię). No i druga część zdania jest mocno nieczytelna, zły szyk. Powinno być coś w stylu “tańczyły cienie poruszającej się w rytm wiatru gałęzi Wiśni Sentzu”. Przy czym nie jestem przekonany co do “rytmu wiatru”. No i czemu “Wiśnia Sentzu”, a nie zwykła wiśni, skoro drzewo nie odgrywa żadnej roli w tekście?

Wychowywała się tutaj i przeżywała swoje pierwsze miłostki.

Młodociana dziedziczka tronu, która, jak piszesz, jeszcze rok temu była dzieckiem, ma za sobą liczne miłostki? Cóż za obyczaje na tym dworze.

Siały zamęt w okolicznych wioskach, przez co w królestwie padł blady strach przed możliwym konfliktem zbrojnym.

Tutaj nie ma co się bać możliwego konfliktu zbrojnego, tylko zbierać udział i brać się do walki, bo konflikt już trwa. Jak już mówiłem, biorąc pod uwagę rozmiar twojego państewka, zagrożenie jest wielkie.

Nie wiedziała czemu się boi. Przecież armia królewska nie pozwoli ich skrzywdzić.

To królestwo w ogóle ma armię? Zupełnie tego nie widać.

zaświeciła świecę

Zapaliła. 

Wzięła do ręki szczotkę i zaczęła je czesać, pogrążając się w marzeniach.

To królewna, powinna mieć ludzi od czesania :D

Jej skóra pokryta w pewnej części smoczymi łuskami, błyszczała jak diamenty, gdy dziewczyna wchodziła do wody.

To zdanie powinnaś przebudować, bo to raczej nie cała skóra lśniła jak diamenty, a te nieliczne łuski które się na niej pojawiały.

Jako jedyna z rodu czarnego smoka nie potrafiła przybrać jego postaci, co także nie szczędziło jej zmartwień.

Z tego rodu to żyje tylko ona i jej ojciec, więc hej, 50% rodu nie potrafi przybierać tej postaci, nie ma co dramatyzować :D A tak poważniej – sam wątek tego, że bohaterka nie potrafi zmieniać się w smoka jest tu trochę bezcelowy, bo nic z niego nie wynika, po chwili cały problem sam z siebie znika i do niczego nie prowadzi. 

Wyciągnęła dłoń przed siebie i spojrzała na swoje pazury. Pojawiły się niedawno. Jej ciało zmieniało się z każdym dniem. Powoli zaczęła przekonywać się do słów znachorki. Jednak nadal nie była pewna, czy w jej królestwie nie będzie wojny. Gdzieś w głębi smoczego serca czuła, że jej obawy nie będą już tylko obawami a realnym zagrożeniem.

A cóż to za nagły przeskok myśli? Co słowa znachorki mają wspólnego z wojną? A z ostatniego zdania wynika, że to obawy głównej bohaterki stworzą zagrożenie dla królestwa.

Od ostatnich ataków na wioski minęło kilka miesięcy. Potrafiła już też zmieniać postać w smoka, co bardzo ją cieszyło.

Kolejne dziwnie zestawione zdania. No i potwierdza się to, że te smęty o zmianę w smoka były bez sensu.

Nadal jednak lęk przed wojną z Leukanami tlił się w jej sercu. Nie była skora do takiego samego mordu, jakiego wcześniej dopuszczał się jej dziad na plemionach żyjących w pobliskich górach.

Hej, bez przesady, obrona swoich granic nie musi koniecznie prowadzić do mordu na kotoludziach. Wojna nie jest taka czarnobiała. 

– Córko – odparł stary król. – Dzisiejsza parada poświęcona jest tobie. Już niedługo obejmiesz władzę.

Za duży przeskok. Nie opisujesz w ogóle akcji, gdzie znajdują się bohaterowie, co się bierze, kto bierze udział. Mówisz o paradzie, jakby czytelnik wiedział że ona się dzieje. No i dlaczego król “odparł”, skoro to on zaczyna rozmowę?

– Ojcze – zaczęła. – Cieszę się, że chcesz przekazać mi władzę, ale najpierw powinniśmy dążyć do zawarcia pokoju z innymi plemionami.

W sumie to król zaczął :D Cały dialog mocno teatralny, sztywny. No i bądźmy szczerzy, twoja bohaterka nie powinna przejmować władzy, bo wyraźnie nie ma o tym zielonego pojęcia, coś się jej nauczyciele nie popisali. Jeśli naprawdę chciałaby zawrzeć pokój z sąsiadami, to tym bardziej powinna chcieć przejąć władzę i się tym zająć, skoro widzi że ojciec przez tyle lat nic z tym nie robił. 

-Cu… – Stary król nie zdążył wypowiedzieć słowa, gdy przez jego ciało przeszła kusza. Saana krzyknęła przerażona widząc upadającego na kolana ojca. Popatrzyła w niebo i dostrzegła stado gryfów, na których grzebiecie byli leukańscy wojownicy.

Omg xD Kotoludzie-jeźdźcy gryfów wyposażeni w miotacze kusz wygrywają wszystko. Tak na poważniej – jeśli chcesz pisać w realiach pseudośredniowiecznych, to zdobądź chociaż podstawową wiedzę o tych czasach. Kusza to broń dystansowa, analogiczna do łuku. Nie strzela się kuszami, z kuszy strzela się bełtami, tak jak z łuku strzela się strzałami. Poza tym, jakim cudem nikt nie zauważył oddziału gryfich jeźdźców który nagle pojawił się nad stolicą? Przecież musieli cały kraj (nawet jeśli taki mały) przelecieć. Kraj zamieszkały przez SMOKI. Smoki, które wiedzą, że wojowniczy sąsiad ma na nich chrapkę. Gdzie ta armia o której pisałaś? Nawet jeśli nie chcą atakować, to powinni patrolować granice. A smoki to i nieba powinny pilnować. Zwłaszcza nad stolicą. Zwłaszcza w trakcie królewskiej parady.

Deszcz strzał i kusz zabijał po kolei jej poddanych i żołnierzy.

Po prostu wyobrażam sobie te kotołaki na gryfach rzucające w tłum kuszami i nie mogę wytrzymać. Poza tym, czemu niby zabijali po kolei poddanych i żołnierzy? Wszyscy strzelali w jednego, a gdy ten umarł, celowali w następnego? I czemu żołnierze nic nie robią tylko umierają (hej, po kolei, reszta ma czas na kontratak). A bohaterka ponoć umie już się zmieniać w smoka. Czemu tego nie zrobi i nie zabije najeźdźców? 

W pewnym momencie poczuła, jak coś ciężkiego uderza ją w głowę.

Zakładając, że naprawdę nie chodziło ci o ciskanie kuszami z powietrza, jedyne co ją mogło uderzyć w głowę, to strzała. Za dużo by po tym nie poczuła.

– Czego od nas chcecie? – zapytała ochrypłym głosem.

Jakich nas? Wszystkich innych chyba wymordowali? 

Znudziło nam się mieszkanie w górach, a ten zamek ma potencjał.

To zdanie jest tragiczne. Zwłaszcza, że jak się okazuje zaraz, wcale nie znudziło im się po prostu mieszkanie w górach, tylko mszczą się za lata wojny.

Prawie krzyczała.

Jeśli prawie krzyczała, to usuń ten wykrzyknik wcześniej. Bo on oznacza, że krzyczała.

Jego ogon kołysał się, jakby był trawą, poddającą się wiejącemu wiatru.

To porównanie w tym momencie, w trakcie przesłuchiwania królewny która dostała się w niewolę, w płonącym mieście pełnym trupów, jest tak abstrakcyjne, że aż boli.

Wybiliście prawie całe moje plemię!

Ciekawe jak, skoro niedobitki zdołały bez żadnego problemu zmiażdżyć całe królestwo.

Zabić? Nie – uśmiechnął się. – Będziesz umierała powoli. Konając w ciemnościach, odpokutujesz śmierć moich braci. Zabrać ją do wieży i zamurować żywcem!

Najgłupszy pomysł świata. Jeszcze gdyby była zwykłym człowiekiem, to ok. Ale to jest obdarzony magią smok. Zabić ją na miejscu i spokój. Niech ją sobie potorturują, jeśli chcą żeby cierpiała, ale upewnienie się, że jedyna osoba która może zagrozić ich władzy to podstawa.

Ostatni raz mogła poczuć powiew wiatru, usłyszeć szum pradawnej puszczy i poczuć na skórze ciepło Rastaban.

I czuła ten powiew wiatru z korytarza? W ogóle nie opisujesz miejsca akcji, więc ciężko sobie to wszystko wyobrazić, ale domyślam się, że zamurowali ją w wieży będącej częścią zamku.

W twoim królestwie nigdy nie będzie pokoju.

Świetny pomysł, zapewnij swojemu ludowi nie tylko okupację, ale też wieczną wojną, niech nie mają za lekko.

Wyrzucą was z prawowitego im miejsca!

Nie jestem pewny, czy miejsce może być prawowite komuś. Może być czyjeś prawowite miejsce.

Czuła się bezradna, nie mogąc chociaż pochować prochów swoich bliskich z należytym honorem.

Tylko dlatego czuła się bezradna? Nie dlatego, że odcięli ją od magii i zamurowali żywcem w wieży?

Istoty chodzące po tej ziemi przypomną sobie o potężnym rodzie Elementalisów, który rządził Altarą.

Chyba pierwszy raz wprowadziłaś nazwę państwa. W sumie też pierwszy raz nazwałaś ród Elementalisami, wcześniej to był ród Czarnego Smoka. Plus Elementalis nie brzmi najlepiej.

Obudzić ją mogły tylko promienie jednej z gwiazd, którą widziała jako ostatnią.

Dziwnie toto napisane. Chodzi ci o słońce, tak?

Całe zakończenie też mocno nijakie. To już ciekawiej by było, gdyby obudziła się po tych dwóch tysiącach lat w zrujnowanym zamku i okazałoby się, że od setek lat nikt tu nie żyje, wszyscy wymarli. Taki zonk, przynajmniej byś zyskała jakieś przewrotne zakończenie. Bo w chwili obecnej tekst niestety nie przedstawia sobą zbyt wielkiej wartości. Jest kilka małych iskierek, z których dałoby się wykrzesać coś ciekawego (motyw płacenia za grzechy przodków, konflikt ojca z córką, która obwinia go za śmierć brata, przemiany zachodzące w dorastającej dziewczynie, zobrazowane przez przemianę w smoka), ale wyraźnie brakuje ci jeszcze umiejętności, żeby coś z tego porządnie rozwinąć i wykrzesać solidne opowiadanie. Ale widzę, że chęci ci nie brakuje, więc ćwicz i pisz dalej.

 

 

Nie bardzo wiem, co jeszcze, poza kilkoma uwagami, mogłabym dodać do tego, co napisali wcześniej komentujący, albowiem zgadzam się ze wszystkimi ich spostrzeżeniami.

 

Za­mknę­ła konia w bok­sie… –> Królewna nie miała masztalerzy i stajennych?

 

Jej pie­go­wa­ta, pu­cu­ło­wa­ta twarz zro­bi­ła się smu­kła. –> Smukła może być postać, czyjaś sylwetka, ale nie twarz. Twarz może być pociągła.

 

– Wejść. – po­wie­dzia­ła. –> Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

– Tak Pani. –> – Tak, pani.

Formy grzecznościowe piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

ścią­gnę­ła swój strój do jazdy kon­nej… –> Zbędny zaimek. Czy istniała możliwość, aby ściągnęła cudzy strój?

Miejscami nadużywasz zaimków.

 

– Córko – od­parł stary król. –> Skąd wziął się król i komu odparł, skoro nikt go o nic nie pytał?

 

-Cu… – Stary król nie zdą­żył… –> Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

która w ma­gicz­ny spo­sób blo­ko­wa­ła jej moż­li­wą prze­mia­nę w smoka. –> …która w ma­gicz­ny spo­sób blo­ko­wa­ła jej możliwość przemiany w smoka.

 

Pchnę­li ją na ubitą pod­ło­gę… –> Czy chodzi o to, że: Pchnę­li ją na klepisko

 

który rzą­dził Al­ta­rą. – po­wie­dzia­ła cicho. –> Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

Jeden z nich ude­rzył w wieże. –> Literówka.

 

ustę­po­wa­ło miej­sca tak upra­gnio­nej wol­no­ści.

Otwo­rzy­ła oczy. Dziś miał być dzień, w któ­rym opu­ści to miej­sce jako… –> Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

I ja nie będę odkrywczy. Tarnina, Arnubis, Reg i reszta ferajny wypunktowali wszystkie słabości i babole lepiej, niż ja bym to zrobił w szczytowej formie komentatorskiej. Bardzo chwali się, że próbujesz wprowadzać w życie sugestie i uwagi portalowiczów (przynajmniej tak twierdzisz), ale mam wrażenie, że wszystko to robisz pobieżnie i w pośpiechu.

Wrzuciłaś trzy teksty w kilka dni, przy ostatnim piszesz we wstępie: “wzięłam sobie do serca podpowiedzi i komentarze” i ja w to nie wierzę. Co można sobie wziąć do serca pisząc przez dwa dni kolejne opowiadanie i wrzucając je od razu na portal? Przecież na pewno nie starczyło czasu na analizę błędów, poprawę warsztatu, przemyślenia nad kompozycją itd. Jak się okazuje nie było również czasu na jakąkolwiek redakcję, sprawdzenie kwestii merytorycznych (a potem czytamy takie kwiatki jak kusze przebijające ciało bohatera i lecące niczym bełty w kierunku celu), o błędach innego rodzaju nie wspominając (interpunkcja, pauzy przed przecinkami, zapis dialogów, a nawet błędy ortograficzne, jak w tym nieszczęsnym przykładzie z urwaną córką: “Cu… – Stary król (…)” itd.)

Do tego opowiedziana przez Ciebie historia jest dosyć naiwna i naiwne są też elementy składowe tej opowieści. To jak sobie wyobrażasz realia quasi-średniowiecznego fantasy, zachowanie dorosłych postaci, dialogi dorosłych ludzi – to wszystko pozwala mi powątpiewać w podany przez ciebie wiek. Są tu momenty przystające raczej do twórczości osoby nastoletniej. Albo osoby czytającej zbyt mało dobrej literatury dla czytelnika starszego niż nastolatek.

Nikt Ciebie nie goni, nie biegniesz sprintem w kierunku wielkiej kariery literackiej i dlatego powinnaś więcej czasu spędzić na czytaniu, poznawaniu zasad języka polskiego, a za pisanie brać się, dopiero gdy będziesz miała do przekazania przemyślaną historię i odpowiednio dużo czasu i cierpliwości, żeby tekst dopracować. Bo takim pośpiechem, jaki prezentujesz obecnie sama robisz sobie wielką krzywdę.

W tym wszystkim jest jednak promień nadziei, bo nie nazwałbym Twojego tekstu grafomańskim. Na poziomie zdania, języka itd. nie jest tragicznie, a zdarzają się także nieźle napisane momenty. Masz jakieś tam pomysły, ale postaraj się je lepiej przemyśleć, popracować nad budową wiarygodnych postaci i umieścić w świecie, który nie jest tak karkołomnie wymyślony (ludzie koty na gryfach?), a przy tym (to paradoks) wtórny.

Jednak przede wszystkim dużo pracy u podstaw przed Tobą. Trzymam kciuki za powodzenie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nowa Fantastyka