- Opowiadanie: None - Nadchodzi sen

Nadchodzi sen

Przepraszam za niedopracowaną formę. Bardziej wypolerowaną wersję tekstu pochłonęli chciwi bogowie Windowsa, ta powstała dzisiaj, z pamięci, jest wiec nieco... chropowata.

Mam nadzieję, że pomimo tego lektura sprawi Wam trochę radości, a może nawet zaskoczy.

 

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „W głębi snów”.

Jeśli podoba Ci się ten temat, przekaż darowiznę na fundację Synapsis: http://synapsis.org.pl/ (przycisk „Przekaż darowiznę” na stronie fundacji).

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

wybranietz, Użytkownicy, Użytkownicy V

Oceny

Nadchodzi sen

Nadchodził sen. Czułem to. Opierałem się ze wszystkich sił, ale nie mogłem przecież walczyć w nieskończoność.

Tęskniłem za królem. On wiedziałby, co zrobić, jak odwrócić całe zło. Ale kiedy przyszła Posucha, mój władca usnął snem niemal nieodróżnialnym od śmierci. A po nim w letarg zapadli doradcy i ministrowie. Niektórzy poddali się niemal natychmiast, inni długo stawiali opór, ostatecznie jednak wszyscy ulegli. Zostałem już tylko ja. Robiłem, co w mojej mocy, żeby królestwo żyło. Uparcie wprawiałem przysłowiowe koła w ruch, starałem się do maksimum wykorzystać każdą odrobinę energii, każdy okruch zapasów. Nie miało to wiele sensu. Ale obowiązek to obowiązek.

I pomyśleć, że kiedyś było tu tak pięknie. Każdy zakątek tętnił życiem i wibrował energią. Zamek stanowił skarbnicę wiedzy, źródło mądrości, przechowywano tu pamięć o wszystkich wydarzeniach z przeszłości. Mądrzejsi ode mnie spoglądali stąd na Prowincje. A także na Zewnętrze, tę dziwną, obcą krainę, pełną tak bogactw jak zagrożeń. Nieprzenikniona Bariera zapewniała nam bezpieczeństwo, zaś opływające nasz dom rzeki wraz z każdym Przypływem niosły najsłodszą moc, przenikającą i napędzającą wszystko dookoła. Wydawało się, że nic nie może zakłócić naszej idealnej egzystencji.

Oczywiście nawet wtedy nie wszystko było doskonałe. Zawsze pojawiały się głosy, że władca dba tylko o siebie i swoich klakierów z górnych pięter Zamku, zaś resztę włości zaniedbuje. Z Prowincji raz po raz przybywali posłańcy, niosąc wieści o większych i mniejszych problemach: wybuchach rebelii, atakach potworów, postępującej degradacji prastarych mechanizmów, które stopniowo odmawiały posłuszeństwa. Robiłem wszystko, co w mojej mocy, by król nie musiał się kłopotać tego typu drobiazgami. Jednak moje możliwości były ograniczone i coraz częściej okazywały się niewystarczające.

Co gorsza król i jego doradcy oddawali się czasem mrocznym sztukom, które przyspieszały erozję. Rzeki, zawsze zanieczyszczone, spływały wtedy toksynami, zabijając setki poddanych, a innych popychając w objęcia zdziczenia. Nie potrafiłem spokojnie na to patrzeć, ale cóż miałem począć? Był przecież moim władcą, nie mnie kwestionować jego polecenia. Starałem się chociaż zredukować szkody, ale niewiele mogłem zrobić.

A potem nadeszła Posucha. Rzeki wciąż pulsowały Przypływami, każdy niósł jednak mniej mocy niż poprzedni. Wkrótce było jej zbyt mało, by nasycić wszystkich. Rozesłałem rozkazy, by ratować naszego króla, a wierni, umęczeni poddani posłuchali. Zrobili, co się dało, oddali, ile mogli. To jednak nie wystarczyło. Nasz pan słabł w oczach, odpływał coraz dalej. W końcu zasnął, pozbawiając nas swojego przewodnictwa. Posnęli również ministrowie, a niezałatwione sprawy zaczęły się mnożyć. Wciąż przybywali posłańcy z Prowincji, jednak nie mieli komu odczytać wieści, artefakty nadawały komunikaty płynące z Zewnętrza, ale nie było nikogo, kto potrafiłby je odczytać. Królestwo chyliło się ku upadkowi.

Cóż bym ja oddał, by mogło być jak dawniej! Ale Zamek z każdą chwilą coraz bardziej przypominał katakumby. Mury kruszyły się w zastraszającym tempie, ściany rozpadały się, grzebiąc pod gruzami całe komnaty wypełnione drogocenną wiedzą i wspomnieniami. Cisza coraz szybciej wypierała gorączkową aktywność, która panowała tu jeszcze niedawno. Wciąż słałem rozkazy, ale nie wiedziałem nawet, czy były jeszcze wykonywane. Większość szlaków uległa już przerwaniu, jeden po drugim milkły głosy posłańców. Nawet nieustępliwe, wiecznie rozbrzęczane artefakty gasły kolejno. Jedynie tu i ówdzie wciąż jeszcze tliło się życie.

Zbliżyłem się do jednej z takich wysp, gnany pustą ciekawością, pragnąc choć na chwilę zanurzyć się w szumie, wyobrazić sobie, że wieści nie trafiały w próżnię.

– …rwa! Musiał przedawkować insulinę! Szybko… – szczebiotał jakiś wihajster w komnacie ministra rozpoznawania mowy.

– …jest nieprzytomny, to chyba śpiączka… – mamrotał jego bliźniak.

Przeklęty, niezrozumiały bełkot.

Z trudem stłumiłem ziewniecie. Nie mogłem się poddać, nie mogłem zawieść mojego króla.

Ale chciałem tego czy nie, nadchodził sen.

Koniec

Komentarze

No, zaskoczyło, i owszem. Miałam wrażenie, że czytam baśniową opowieść, nawiązującą do Śpiącej Królewny, więc nieoczekiwane zakończenie okazało się niespodzianką. Tyle że w obliczu tej niespodzianki pogubiłam się na tyle, że nie bardzo wiem, o czym czytałam. :(

 

On wie­dział­bym, co zro­bić. –> Literówka.

 

nie mi kwe­stio­no­wać jego po­le­ce­nia. –> …nie mnie kwe­stio­no­wać jego po­le­ce­nia.

 

a stosy nie­za­ła­twio­nych spraw za­czę­ły pię­trzyć się coraz bar­dziej. –> Czy sprawy mogą układać się w stosy?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tyle że w obliczu tej niespodzianki pogubiłam się na tyle, że nie bardzo wiem, o czym czytałam. :(

Cóż, mówiąc ogólnie, o postępującym uszkodzeniu mózgu związanym z ciężką hipoglikemią. Jeżeli będzie chęć, za kilka dni rozpiszę to bardziej szczegółowo. Przyznaję, że dla kogoś nieobytego w tematach medycznych może to być nie do końca jasne – zboczenie zawodowe.

 

Co do reszty – poprawione.

No to czuję się usprawiedliwiona, bo tematy medyczne są mi całkiem obce. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Patrząc na to opowiadanie świeższym okiem – faktycznie zostawiłem zbyt mało wskazówek. Cóż, nauczka na przyszłość.

None, jestem ciekawa, jak opowiadanie zostanie odebrane przez innych czytelników, szczególnie lekarzy, których jest tu kilku, więc dla nich rzecz będzie pewnie znacznie jaśniejsza.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Może to kwestia godziny, ale opowiadanie nie zahaczyło na początku. Czytałam te monotonne opisy i czytałam… Końcówka fajna, zaskakująca, ale nie równoważy nudnawego wstępu.

Babska logika rządzi!

None, jestem ciekawa, jak opowiadanie zostanie odebrane przez innych czytelników, szczególnie lekarzy

Też jestem ciekaw. Cóż, zobaczymy.

Końcówka fajna, zaskakująca, ale nie równoważy nudnawego wstępu

Wychodzi mój brak doświadczenia z bardzo krótką formą, chciałem wcisnąć w tekst wszystkie informacje, które uważałem za niezbędne i faktycznie początek wyszedł jakby ciężki.

Oj None, wycinałabym od początku do końca. Za dużo zbędnych słów. Przykładowe z pierwszych zdań: “przecież; tak bardzo; całe, tak głębokim, że niemal; zaś kolejno; niemal; jednak; już.”

Zatrzymały mnie szczególnie:

postępująca ruinacja – trochę niefortunne

‚Ale ja nie potrzebowałem rozumieć napływających informacji, by wiedzieć, że sprawy nie idą w dobrą stronę – niezręczne

 

Rozbawił mnie „wihajster”, a gdyby tak powkładać co nieco takich odniesień wcześniej.

Kurcze ale sytuacja – metafora mega ciekawa. Jest i sen, i lęk, i brak możliwości. Może za mało zwrotów do komy i przez to fiksuję się na zamku i takich tam innych, związanych z tym detali. Prawie do samego końca pozostaję w nieświadomości, chociaż już ta Posucha, brak energii, mechanizmy odmawiające posłuszeństwa, bariera i toksyny (to – wzbudziło moje podejrzenie, obudziło i zaczęłam podejrzewać, że o czym innym jest ta historia)

Końcówka – już wiedziałam i zaczęłam cofać się – sprawdzać. Pasuje, lecz może trzeba lub warto byłoby „podkręcić” sztafaż. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

W zasadzie od zawsze pojawiały się głosy, że władca dba tylko o siebie i swoich klakierów z górnych pięter Zamku, zaś resztę włości zaniedbuje.

Tu wiedziałam, że chodzi o umieranie, ale nie wiem, czy bez sugestii w przedmowie, że może zaskoczyć bym się domyśliła ;>

A tak – szukałam haczyka i jak go znalazłam, to połknęłam, bo fajnie się czytało ze świadomością, że wiem o co tak naprawdę chodzi.

Bez tego rzeczywiście mogło być przyciężkawo, bo jest mnóstwo opisówki. 

 

tę dziwną, obcą krainę, pełną tak bogactw jak niebezpieczeństw. Nieprzenikniona Bariera zapewniała nam bezpieczeństwo,

tak nie bardzo ;<

I would prefer not to.

Oj None, wycinałabym od początku do końca.

Wiem, wiem. Nie zdążyłem solidnie powygładzać. 

Końcówka – już wiedziałam i zaczęłam cofać się – sprawdzać. Pasuje, lecz może trzeba lub warto byłoby „podkręcić” sztafaż. 

Możliwe. Nie chciałem przefajnować, zdradzić za dużo zbyt szybko, ale sądząc po reakcjach przesadziłem w drugą stronę. Postaram się na przyszłość wyważyć.

Tu wiedziałam, że chodzi o umieranie, ale nie wiem, czy bez sugestii w przedmowie, że może zaskoczyć bym się domyśliła ;>

Tu chodziło konkretnie o niezdrowy styl życia, ale grunt, że zadziałało. ;)

 

Resztę popoprawiałem.

Cholipciuś, (piszę tak zdrobniałe, bo chcę). Wiem zdradzać– nie zdradzać to potężny dylemat w tak krótkim tekście. Moim zdaniem najlepiej wybrnął z tego Issander. Wybrał  sceny i poszło. Jedna jest so-so, przez zamieszanie z postaciami lecz i tak jest super.

None, coraz częściej myślę sobie, że moja wiedza  jest niezależna od innych, w znaczeniu nie wiedzą, –  daj nam swoją. Chciałabym.

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

None, coraz częściej myślę sobie, że moja wiedza  jest niezależna od innych, w znaczeniu nie wiedzą, –  daj nam swoją. Chciałabym.

Obawiam się, że nie całkiem rozumiem, co masz na myśli.

Przepraszam, rzeczywiście niejasne, duży skrót myślowy.

Chodziło mi o ukryte w tekście terminy (też) medyczne i metafory opisujące to, co dzieje się w organizmie. Twoje opowiadanie zaintrygowało mnie, gdyż podążając za fantasy w tle zaczęłam zauważać słowa, procesy pasujące również do czegoś zgoła innego, z innej dziedziny. Frapujące. Nim odgadłam – wyjaśniłeś. To było jak kryminalna zagadka. Gratuluję!

Z “daj nam swoją” – chodziło o wiedzę, znajomość medycyny itd (nie wiem, czy jesteś lekarzem, biologiem, kimś kto zna się na procesach – spadek cukru… ).

Z przechwałką – “moja wiedza jest niezależna od innych, w znaczeniu nie-wiedza” – chodziło o to, że każdy z nas gromadzi różne informacje, lecz  różny mamy do nich dostęp. To, czego używamy na co dzień (na przykład w pracy) niejako krąży w żyłach i jest łatwo przywoływane, przypominane oraz wykorzystywane. Poza tym jednak , wiemy różne inne rzeczy i kiedy czytam takie opowiadanie jak Twoje to z “mroków niepamięci” zaczynają wyłaniać się jakieś skrawki, nadążam i nie nadażam. Dla mnie bardzo ciekawe było ukrycie pod postacią fantasy procesów rozgrywających się w ciele. Byłam fanem filmów edukacyjnych o białych krwinkach oraz książki (nie pamiętam już tytułu) o wyprawie do wnętrza ciała (zminiaturyzowana załoga).

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

“Fantastyczna podróż” Asimova?

Babska logika rządzi!

Tak :DDD

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Z “daj nam swoją” – chodziło o wiedzę, znajomość medycyny itd (nie wiem, czy jesteś lekarzem, biologiem, kimś kto zna się na procesach – spadek cukru… ).

Farmaceutą.

Masz oczywiście rację, każdy, w jakimś stopniu, pisze o tym, na czym się zna. A zanurzenie się w cudzej prozie to trochę jak zajrzenie do jego świata, podejrzenie, co dla niego jest ważne. Lub po prostu normalne. 

No i zawsze mi miło, gdy mój tekst działa na kogoś stymulująco. Mam nadzieję, że w przyszłości również uda mi się zaskoczyć.

Ja niestety nie zrozumiałam metafory, ale po Twoim wyjaśnieniu uważam, że pomysł jest świetny. Warto go dopracować, bo naprawdę byłoby szkoda.

Sprawnie napisane, ale końcówka z rodzaju tych polaryzujących. Głównie dlatego, że unieważnia wszystko, co czytelnik poznał w pozostałej części tekstu. A nie każdy to lubi.

Wykonanie chropowate, ale czytało się w miarę dobrze. Motyw fantastycznego królestwa, która zasypia, ma potencjał. Tylko właśnie ta końcówka będzie polaryzująca. Ilu kupi, ilu zniechęci – nie wiem.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

W pełni zrozumiałem dopiero po przeczytaniu komentarza NoWhereMana. W tej chwili mogę powiedzieć, że pomysł przypadł mi do gustu. Moment wcześniej miałem jeszcze mętlik w głowie ;).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dziękuję za komentarze.

Ewidentnie muszę popracować nad klarownością przekazu. Chyba, żeby uznać, że to Sztuka przez duże Sz i musi być niejasne, bo oczywistość jest passe. ;)

Fantastyka: jest.

Motyw snu: jest.

 

Forma okropna, trudno się to czyta, ale pomysł bardzo dobry – głównie przez swoją nietypowość. Dość szybko można zauważyć, ze w tekście jest drugie dno, a potem to już kwestia kiedy to drugie dno się objawi. Fajne jest takie zmuszenie czytelnika do myślenia, choć niestety, konstrukcja zdań i akapitów jest tu jak tor przeszkód :-(

 

Pomysł to duży plus, ale zgodnie z informacją przy wynikach, tekst będzie jeszcze wymagał poprawek.

 

PS. Czy “Było sobie życie” stanowiło część inspiracji?

tekst będzie jeszcze wymagał poprawek.

Zdaję sobie sprawę. Jak tylko znajdę chwilę to przysiądę do niego, żeby trochę go wygładzić. Jestem też otwarty na wszelkie wskazówki.

PS. Czy “Było sobie życie” stanowiło część inspiracji?

Nie bezpośrednio. Ale za dzieciaka byłem fanem tej serii.

Bo nie ukrywam, ze jak już zaskoczyłem o czym jest opowiadanie, to momentalnie ta kreskówka się przypomniała :D 

To i owo wypolerowałem, choć przypuszczam, że będzie potrzebna dalsza obróbka. Ale z tym zaczekam na ewentualne wytyczne.

Cały świat w głowie chorego człowieka. Pomysł przypadł mi do gustu. Opis może i momentami zbyt baśniowy, wkrada się znużenie, jednak zakończenie wszystko rekompensuje. Wkradły się błędy logiczne, interpunkcyjne, coś też można pozmieniać w doborze słownictwa.

 

Ogólnie moje odczucia są pozytywne, ale będzie trzeba dopracować.

Już myślałem, że będę czepiał się tego infodumpa, tym bardziej, że ciągnął się prawie do samego końca. Nie widziałem uzasadnienia, ale finał nadaje mu zupełnie inne znaczenie i przyznaję, że dobrze pasuje taki potok myśli. :)

Przyczepię się do końcówki. Z pierwszego dialogu wynika, że akcja jest nagła, więc nie ma mowy, aby ktokolwiek postawił tezę, że jest to śpiączka. O śpiączce decyduje szereg badań (po nieudanych próbach wybudzenia, braku kontaktu z pacjentem przez kilka tygodni) i konsylium. Na miejscu można co najwyżej stwierdzić, że pacjent jest nieprzytomny. Gdybyś chciał utrzymać kontekst śpiączki, mogłoby to wyglądać tak:

– …przedawkował insulinę… – szczebiotał jakiś wihajster w komnacie ministra rozpoznawania mowy.

– …nie możemy go wybudzić , chyba jest w śpiączce… – mamrotał jego bliźniak.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Darconie, śpiączka hipoglikemiczna i śpiączka “zwykła” to całkiem co innego. Tu nie trzeba tygodni badań.

Jak cukrzyk osuwa się nieprzytomny na glebę, to na 95% jest to śpiączka hipoglikemiczna. Zresztą czasem poprzedzają ją pewne swoiste objawy, wtedy pewność jest jeszcze większa.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

To też sformułowałbym dialog inaczej, niż “nie możemy go obudzić”, bo wybudzanie to działanie o dłuższym zakresie działania, niż nagła akcja.

“Jest nieprzytomny, to może być śpiączka hipoglikemiczna”, “Stracił przytomność, mógł wpaść w śpiączkę!”, coś w bardziej oddającego realia akcji na miejscu.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

To też sformułowałbym dialog inaczej, niż “nie możemy go obudzić”, bo wybudzanie to działanie o dłuższym zakresie działania, niż nagła akcja.

Odrobinę zmodyfikowałem.

Jakoś mnie nie porwało :(

Ale czytało mi się nieźle :)

Znam tylko pięć liter ;)

Niestety słabo, jeden z niżej ocenionych tekstów, mocno utyka stylistycznie, zdecydowanie za mało głębi, pomysł nie został dobrze rozwinięty. Zgadzam się, że wymaga sporego dopracowania.

Nowa Fantastyka