- Opowiadanie: Asylum - Nowy Jork

Nowy Jork

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „W głębi snów”.

Jeśli podoba Ci się ten temat, przekaż darowiznę na fundację Synapsis: http://synapsis.org.pl/ (przycisk „Przekaż darowiznę” na stronie fundacji).

 

Wersja ostateczna opowiadania :), no w każdym razie końcowa.

Bardzo dziękuję RR za zmodernizowanie tekstu i skrócenie do wymaganej liczby słów.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Użytkownicy II, katia72, Użytkownicy

Oceny

Nowy Jork

 

Akta spra­wy TIF C24/232/09, z opi­nii są­do­wo-psy­chia­trycz­nej: „Jeśli do kry­zy­su do­cho­dzi z opóź­nie­niem, na­le­ży li­czyć się z trwa­łym roz­sz­cze­pie­niem jaźni. Struk­tu­ry wę­cho­mó­zgo­wia przej­mu­ją kon­tro­lę nad po­znaw­czy­mi. Re­kon­struk­cja oso­bo­wo­ści jest moż­li­wa, ale wiąże się z ry­zy­kiem usztyw­nie­nia i in­fan­ty­li­za­cji…”

 

***

 

Ana obu­dzi­ła się w zbior­ni­ku re­ge­ne­ra­cyj­nym. Ota­czał ją od­żyw­czy płyn. Pod­pły­nę­ła do ścia­ny po­jem­ni­ka i przy­ło­ży­ła do niej dło­nie. Za po­śred­nic­twem Sieci roz­glą­da­ła się po przy­le­ga­ją­cym po­miesz­cze­niu. Bia­ło­zło­te tynki, czar­ne ob­ra­mo­wa­nie drzwi. W kącie  le­żan­ka dla pa­cjen­ta, gdy wyj­dzie już z owod­ni. Mały sto­lik i pro­ste krze­sła dla per­so­ne­lu me­dycz­ne­go i gości, wy­ko­na­ne z ob­łych pro­fi­li.

Była w Cen­tral­nym Ośrod­ku Re­no­wa­cji.

Cho­le­ra jasna, kto za to za­pła­ci?

 

***

 

Za­brzmiał gong. Dźwięk ude­rzył w płyty zbior­ni­ka wpra­wia­jąc płyn w re­zo­nans. Drzwi roz­su­nę­ły się i wszedł… wy­ostrzy­ła wzrok – Ama­zon, D25, roz­sz­cze­pie­nie oso­bo­wo­ści.

Serce przy­spie­szy­ło. Psy­chol.

– Witaj Ana. Obu­dzi­łaś się… Pew­nie za­da­jesz sobie py­ta­nia: jak prze­bie­ga pro­ces sta­bi­li­za­cji oso­bo­wo­ści i kiedy zmie­rzysz się z no­wy­mi wy­zwa­nia­mi. No cóż, jesz­cze nie wiemy, jak za­re­agu­je twój or­ga­nizm, ale je­ste­śmy do­brej myśli. Ze­mdla­łaś w trak­cie roz­mo­wy z Lui. To twoja przy­ja­ciół­ka. Co pa­mię­tasz?

– Nieee… – wy­beł­ko­ta­ła nie­pew­nie. Jest jeden, a mówi my?

Ro­zej­rza­ła się. Był sam. Wró­ci­ła do słu­cha­nia.

– …no wła­śnie. Teraz zwięk­szy­my ilość sta­bi­li­za­to­rów psy­cho­ge­nicz­nych. Ostat­nio mia­łaś cięż­ki czas, a psy­chi­ka to de­li­kat­ny organ.

– Ona po­wie­dzia­ła, że zwa­rio­wa­łam! – Nagle przy­po­mnia­ła sobie Ana.

– Tak, je­steś w Cen­trum Kry­zy­so­wym. Ale to nic, przy­wró­ci­my cię spo­łe­czeń­stwu. Teraz śpij.

– Mam eg­za­min! 

– Wszyst­ko w swoim cza­sie. – Pod­szedł do zbior­ni­ka i otwo­rzył panel, do któ­re­go do­cho­dzi­ło pięć prze­wo­dów. 

Za­mknął oczy i po­ło­żył dło­nie na płyt­ce. Znała te gesty. Spraw­dzał pa­ra­me­try jej or­ga­ni­zmu i pro­gra­mo­wał dawki leków. Po­ma­ga­ła mu w tym Sieć, wy­ko­rzy­stu­jąc bi­liar­dy da­nych do­ty­czą­cych po­dob­nych za­bu­rzeń. 

– Ana roz­luź­nij się, aby nie spro­wo­ko­wać re­ak­cji au­to­im­mu­no­lo­gicz­nej. Za dwa dni obu­dzisz się jak nowo na­ro­dzo­na. Bę­dzie do­brze – dodał, wi­dząc że cią­gle tkwi przy szy­bie. 

Posłusznie odpłynęła do środka zbiornika.

 

***

 

Ana za­wi­sła w ni­co­ści. Na skra­ju uwagi czuła narastające swę­dze­nie, którego nie potrafiła  zi­gno­ro­wać więc w końcu przyjęła. Za­ak­cep­to­wać, po­wta­rzał jej ciągle men­tor Cyryl. 

– Wresz­cie, ty nie­uku, do­pu­ści­łaś mnie do sie­bie. A teraz szyb­ko mnie ukryj! – Stado roz­sza­la­łych mu­stan­gów ga­lo­po­wa­ło w jej czasz­ce pró­bu­jąc z niej wy­sko­czyć. – Prze­pra­szam, już zmniej­szam po­ziom. Mu­sia­łem się do cie­bie prze­bić.

– Co, kto? Ama­zon się po­my­lił? Osza­la­łam? 

– Prze­stań wa­rio­wać! Czym prę­dzej mnie ukryj. Ura­tuj sie­bie! Nie ma czasu na wy­ja­śnie­nia, za chwi­lę bę­dzie za późno! Je­stem czę­ścią cie­bie, niezupełnie ­do­kład­nie, ale mniej­sza z tym. Potem roz­strzy­gniesz, co i jak.

– Jak, gdzie! Kim je­steś?

– Świat. Za­pa­mię­taj. To wspo­mnie­nie z przy­szło­ści. Za­pa­mię­taj! – po­wtó­rzył.  

Tę­tent koni po­wró­cił. 

– Nie, nie w pła­tach czo­ło­wych! Niżej, tylko pień mózgu jest bez­piecz­ny. Ude­rze­nia kopyt uci­chły.

 

Stała w tłu­mie ludzi, w po­wo­dzi świa­tła neo­nów, na Times Squ­are, w cen­trum No­we­go Jorku. Był Nowy Rok, od­pa­lo­no sztucz­ne ognie. Usil­nie pró­bo­wa­ła od­two­rzyć hasło do­stę­pu do in­ter­fej­su. Do­sta­ła je wczo­raj na ko­la­cji ze Świa­tem. Cały wie­czór po­wta­rza­ła ciąg liter i liczb pierw­szych ni­czym sta­ro­żyt­ną man­trę re­lak­sa­cyj­ną z lek­cji w In­sty­tu­cie Dzie­cię­cej Edu­ka­cji.

To miał być jej kod do­stę­pu. Otrzy­ma­ła go wraz z domem w mu­ze­al­nych kwar­ta­łach aglo­me­ra­cji. Nie­by­wa­ła da­ro­wi­zna. Adres miała po­znać dzię­ki hasłu. Nie pa­mię­ta­ła dwóch pierwszych liter klu­czy, ale z de­ter­mi­na­cją pod­sta­wia­ła ko­lej­ne. Szu­ka­ła skoń­czo­ne­go ciągu. Mu­siał być skoń­czo­ny, jeśli ten dom ist­niał.

 Nagle w jej dłoni po­ja­wił się de­ko­der i prze­jął pracę umy­słu. Po­cząt­ko­wo śle­dzi­ła jego dzia­ła­nie, jed­nak znu­ży­ło ją pod­glą­da­nie heu­ry­stycz­ne­go opro­gra­mo­wa­nia. Tony liczb…

– Ciekawe, czy jej dom waży wię­cej niż zna­czy? Numer za­strze­żo­ny? –  do­py­ty­wa­ła.

– Dla męża – za­żar­to­wał wtedy Świat.

Miał spe­cy­ficz­ne po­czu­cie hu­mo­ru. No­bi­li­to­wał łaj­da­ków za kon­for­mizm, po­zwa­lał umie­rać dzie­cia­kom bez lek­cji o teo­rii ka­ta­strof, z przy­pad­ku uczy­nił cnotę, ry­ce­rzom po­da­ro­wał wia­tra­ki. Dla niej Świat oka­zał się fi­lan­tro­pem. Mu­sia­ła się szczy­pać, aby uwie­rzyć, iż to przy­da­rzy­ło się na­praw­dę. 

Oddał jej dom, jak za­pał­ki, któ­rych nie po­trze­bo­wał, bo rzu­cił pa­le­nie. Syty rzad­ko od­da­je deser, nigdy pierw­sze­go dania. Po ko­la­cji ze Świa­tem wrę­czy­ła że­bra­ko­wi przed re­stau­ra­cją pacz­kę na­tu­ral­nych her­bat­ni­ków, szep­cząc: „Bierz wszyst­kie, nie będę już jadła”.

Pró­bo­wa­ła ze­brać myśli. Czy w licz­bie może być taka siła, że ona, czło­wiek kształ­co­ny wir­tu­al­nie i men­tal­nie, staje bezbronna wobec niej jak in­sty­tu­cjo­nal­ni idio­ci, którzy zaprogramowali jej życie? Świat mówił o pier­wot­nej du­cho­wo­ści syl­we­stro­we­go wie­czo­ru. Coś od­cho­dzi, coś się za­czy­na… Przy­po­mnia­ła sobie odę do ogród­ko­we­go szczy­pior­ku, którą na­pi­sa­ła w Gniaz­dach Pra­oj­ców po­gry­za­jąc zie­lo­ne pędy. I ojca, kiedy po­da­ro­wał jej żuka o imie­niu Edu­ar­do, który roz­sy­pał się w pył. 

Aso­cja­cje na licz­bach pierw­szych… Ist­nia­ło jedno wy­tłu­ma­cze­nie. Ten sze­reg liczb i liter miał iden­ty­fi­ko­wać jej dom, bazę, miej­sce w świe­cie. Nie masz domu, nie masz prawa do in­ter­fej­su. Ona nie po­sia­da­ła go, a de­ko­der cały czas prze­twa­rzał. 

Świat był ta­jem­ni­czy, nie po­zwo­lił za­pi­sać kodu ko­mu­ni­ka­cyj­ne­go, nie wy­ja­śnił po­wo­dów tej kon­spi­ra­cji. No cóż, da­ro­wa­ne­mu ko­nio­wi w zęby się nie pa­trzy.

Pra­gnę­ła po­roz­ma­wiać o tym nie­zwy­kłym wy­da­rze­niu, po­dzie­lić się ra­do­ścią z pięk­ne­go po­da­run­ku, za­pro­sić do sie­bie.

Nie miała z kim świętować. Ob­la­ła eg­za­min. Nie podporządkowała się regułom.

Dla­cze­go nie po­tra­fi­ła za­pa­mię­tać cze­goś, tak dla niej waż­ne­go, jak szyfr do se­za­mu? Wszyst­ko, co mówił Świat, brzmia­ło jak baśń, a jej nie wolno było za­no­to­wać ad­re­su, nu­me­ru linii metra… 

De­ko­der za­trzy­mał się. Spoj­rza­ła na numer, który po­ka­zy­wał jako praw­do­po­dob­ny. Skoń­czo­ny ciąg cyfr z ikoną „za­strze­żo­ny”. Po­ma­rań­czo­wa linia metra, przed­ostat­ni przy­sta­nek, ulica Ala­ska lub Ala­ba­ma, na pewno 179 w ozna­cze­niu po­sia­dło­ści, może z jesz­cze jed­nym zerem na końcu. Ko­lej­na za­gad­ka. Cie­ka­we, czy bę­dzie błą­dzi­ła w Nowym Roku, jak po uciecz­ce od świa­ta?

Od­naj­dzie swój port, choć­by miała szu­kać całą wiecz­ność! Świat nie opi­sał wpraw­dzie fa­sa­dy, dachu i ogro­dze­nia, ale po­wta­rzał, że naj­ła­twiej tam tra­fić przed wscho­dem słoń­ca.

Ma wska­zów­kę.

 

Ama­zon ode­tchnął z ulgą. Re­kon­struk­cja się po­wio­dła, pa­cjent­ka prze­sta­ła się rzu­cać, ciało zwiot­cza­ło. Nie­po­ko­ił go tylko czas re­ak­cji.

 

***

 

Nie zna­jąc do­kład­nej go­dzi­ny, Ana stała pod ulicz­ną la­tar­nią, przed zwar­tą za­bu­do­wą. Cze­ka­ła.

Dom nagle wy­ło­nił się z po­ran­nej sza­rów­ki. Są­sied­nie ka­mie­ni­ce znik­nę­ły. Był na wzgó­rzu. Po­bie­gła do niego.

– Ko­cha­ny Świe­cie, udało się! Gdzie je­steś?

– A jak my­ślisz? Prze­myśl to sobie, bo tu­to­ra–niań­ki już nie masz. Zni­kam.

Gdy wze­szło słoń­ce, jego pro­mie­nie po­ra­zi­ły dom. Znowu po­ja­wił się sze­reg czyn­szó­wek.  

Nigdy póź­niej nie zo­ba­czy­ła już domu od ze­wnątrz. Nikt go nie od­wie­dzał, bo do­stęp do tego in­ter­fej­su był za­strze­żo­ny.

Koniec

Komentarze

Cięłam jak mogłam i poległam, jest tysiąc sto z kawałkiem

Jeśli uważasz, ze tekst w wersji nieciętej jest lepszy, rozważ dla niego ścieżkę B w której jest dłuższy limit.

Hmmm. Początek obiecujący, ale potem mnie zgubiłaś.

Co się stało z Ronem? Kim jest Świat? Co to była za operacja? W tym zbiorniku nie sprawiała wrażenia tak genialnej, żeby wylądować wysoko w rankingu…

Oczywiście, że da się skrócić:

Czyżby zdecydowała się na kolejną operację plastyczną? Ron! Zrobiła to pod jego wpływem, nogi, twarz, talia? Cholera jasna, to niemożliwe, aby zdecydowała się na operację przed egzaminem. Dusiła się, serce pompowało krew jak szalone. Nie mogła wziąć oddechu. Uspokój się, silne emocje nie sprzyjają regeneracji, są niepotrzebne, nie prowadzą do celu – usłyszała wewnętrznego obserwatora. To prawda, prawda. Wyciszała się.

Przechodzi w:

Zdecydowała się na kolejną operację plastyczną? Ron! Zrobiła to dla niego, nogi, twarz, talia? Psiakrew, niemożliwe, aby przeprowadziła operację przed egzaminem. Dusiła się, serce wściekle pompowało. Nie mogła oddychać. “Spokój, silne emocje hamują regenerację, są niepotrzebne, nie prowadzą do celu”, mówił wewnętrzny obserwator. Prawda. Wyciszała się.

Oczywiście, styl trochę cierpi. Ale i tak pozostało trochę falbanek – powtórzeń, przysłówków, przymiotników…

No, dalej sama.

Babska logika rządzi!

Ana obudziła się w zbiorniku regeneracyjnym.

Otaczał ją odżywczy płyn. Czyżby zdecydowała się na kolejną operację plastyczną? Ron! Zrobiła to pod jego wpływem, nogi, twarz, talia? Cholera jasna, to niemożliwe, aby zdecydowała się na operację przed egzaminem.

Dusiła się, serce pompowało krew jak szalone. Nie mogła wziąć oddechu.

– Uspokój się, silne emocje nie sprzyjają regeneracji, są niepotrzebne, nie prowadzą do celu – usłyszała wewnętrznego obserwatora.

To prawda, prawda, stwierdziła. Wyciszała się.

 

Początek chyba jednak tak, jak proponuję, bo podział tekstu na akapity ma duże znaczenie, zwłaszcza wtedy, gdy czynności następują po kolei.

Nowy York czy jednak Nowy Jork?

Jeszcze wrócę.

Pozdrówka.

 

Dziękuję Finklo i RR za komentarz. :)

Jasne, że Nowy Jork!

 

Poszłam za radą RR. W cudzysłów nie mogę wziąć wypowiedzi wewnętrznego obserwatora, ponieważ nie odróżniałby się od jej myśli, czyli snu/wspomnienia i wypowiedzi wewnątrz snu (z tym i tak problem, lecz mam nadzieję, że ginie, gdyż sen długi). 

Natomiast, dzięki Tobie Finklo, usunęłam powtórzenie – “zdecydowałam”. W rozbiciu razi, chociaż jako takie uzasadnienie miało pokazując splątanie myśli. Z “psiakrew” zostanę jednak przy “cholera jasna”. Oj, napisałaś, że tyle falbanek –  koniecznie sprawdzę, bo to ważne. Szkoda, że Ciebie zgubiłam. Genialność może mieć różne oblicza, jeśli wytnę wystarczająco dużo falbanek to może uda się wstawić jeden mały akapit.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A czym wewnętrzny obserwator różni się od myśli? Zdaje się, że większość edytorów liczy myślniki jak oddzielne słowa, więc to może jednak być kusząca opcja.

Babska logika rządzi!

Nie komentując tekstu, odnosząc się tylko do technikaliów konkursu: większość procesorów tekstu (w tym LibreOffice i OpenOffice) nie uwzględniają myślników w statystyce wyrazów, więc ich obecność lub brak nie wpływa na limit.

Hmmm. Mój OO uznaje krechę otoczoną spacjami za wyraz. Ale jeśli Twój nie, to dobrze wiedzieć. :-)

Babska logika rządzi!

Może masz jakąś starożytną wersję :-) 

 

Nie jest to wykluczone. :-)

Babska logika rządzi!

A czym wewnętrzny obserwator różni się od myśli?

Możesz myśleć w sposób wolny lub zniewolony. Mniemania, oceny, przekonania, interpretacje faktów, stosunek do siebie i rzeczywistości warunkują nasze doświadczenia, kultura, w której żyjemy i wreszcie trening: co dobre, co złe; co prawidłowe, co nie; pożądane bądź nie.  W tym momencie jest to proces spontaniczny (tak ujmę), a gdyby był celowy, planowy, a wszystko dla dobra ludzkości. W procesie kształcenia mentalnego – budujemy sobie postać wewnętrznego mentora (cenzora???:).

Jakieś niedobitki zawsze wyłamią się z sytemu – stąd Gniazda praojców. Ana jest córką jednego z nich, który wkroczył na ścieżkę buntu.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No dobrze, ale po czym poznać, czy to zwyczajny głos rozsądku lub sumienia (tego nie odróżniałabym od myśli), czy jakieś AI ze wszczepki?

Babska logika rządzi!

Ano właśnie, trafiłaś w punkt. :) Z tym że to nie AI ze wszczepki AI, to Ty i nie Ty. Czasem tylko emocje, odczucia się nie zgadzają z rozsądnym głosem wewnętrznego obserwatora. One potencjalnie mogą, gdyż z najstarszych struktur idzie impuls. Dlatego zresztą Świat we wspomnieniu…oj, zaczynam wyjaśniać, a tekst ma się bronić sam, bo jeśli nie to lipa.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ile w tym konkursie wynosi limit znaków?

Dobry pomysł, ciekawy tekst. Dobrze napisany. Ale warto byłoby go dopracować, na przykład poprzez wprowadzenie gwiazdek. One, między innymi, sygnalizują upływ czasu. No, ale znowuż – kłania się limit znaków.

Warto też pousuwać powtórzenia wyrazów – pokój, Świat. Ze Światem jest prosto – przybysz, postać. Z pokojem to samo – sala, pomieszczenie. 

Przydałaby się klimatyczna ilustracja.

O podstawowym defekcie opowieści później, ale nadmienię, że wskazała go już Finkla.

O co chodzi z gwiazdkami. gwiazdką? Poniżej.

 

 

Ana obudziła się w zbiorniku regeneracyjnym.

Otaczał ją odżywczy płyn. Ron! Zrobiła to pod jego wpływem, nogi, twarz, talia? Cholera jasna, to niemożliwe, aby zdecydowała się na kolejną operację plastyczną przed egzaminem.

Dusiła się, serce pompowało krew jak szalone. Nie mogła zaczerpnąć oddechu.

– Uspokój się, silne emocje nie sprzyjają regeneracji, są niepotrzebne, nie prowadzą do celu – usłyszała wewnętrznego obserwatora.

To prawda, prawda. Wyciszała się.

 

***

 

Podpłynęła do ściany i położyła na niej dłonie. Za pośrednictwem Sieci, w wyobraźni, rozglądała się po pomieszczeniu. Wszystko wyglądało tak samo jak podczas ostatniego pobytu, gdy ujędrniała piersi i przedłużała boczny mięsień uda.

 

W ostatnim zdaniu wyciąłem jeden przymiotnik i przeniosłem drugi. Boczny też należałoby wyciąć, bo on nie ma znaczenia.

Jeszcze wrócę. Z Nowym Jorkiem i sugerowanymi przeze mnie zmianami w pierwszej partii jest znacznie lepiej.

Pozdrówka.

 

PS. Już wiem, doczytałem, tysiąc słów. Mało.

Pierwsza rzecz: jest lepiej, niż w “Laurach Cykuty”. Błędów jest mniej, co nie znaczy, że parę nie rzuciło mi się w oczy, ale niestety dopóki nie mam myszki nie robię łapanek. Lepiej też prowadzisz wątek, zwłaszcza na początku. Potem się rozmywa i nie za bardzo wiadomo, co się dzieje. Moim zdaniem tekst zyskałby, gdybyś z drugiej połowy powywalała część strumienia świadomości, odczuć bohaterki, bo jest ich bardzo dużo w stosunku do faktycznych wydarzeń, jednocześnie dbając o to, by nie było trudności z prześledzeniem biegu wydarzeń. Czytelnik, który wie, co przeżywa bohaterka, ale nie ma pojęcia, co się dzieje, będzie zawsze nieco zagubiony

 

Wszystko wyglądało tak samo jak podczas ostatniego pobytu, gdy ujędrniała piersi i przedłużała mięsień uda, obszerny boczny. Ten pokój był kopią tamtego.

Przykładowe miejsce, z którego można by coś wywalić. Drugie zdanie powtarza informację z pierwszego.

ironiczny podpis

@RR, dla tej kobiety to, że właśnie mięsień obszerny boczny ma znaczenie :DDD, natomiast dla opki nie, więc bez żalu można wyrzucić.

@Isanderze, radam z Twojej opinii, że  jest lepiej. Błędów pewnikiem moc, tu nie mam nadziei. Co do wspomnienia z przyszłości, wrzuconego przez Świata, cięcia są możliwe, a pewnie i konieczne (naturalnie!), jednak zważ, że to sen-mara, a nie strumień świadomości Any. W śnie logika jest zaburzona, swoista, akcja też, a poza wszystkim to komunikat dla Any. 

To ciekawe? – strumienia świadomości w fantastyce nie przypominam sobie, jakieś fragmenty były chyba w “Źródle” Ann Ryan, takie bardziej typowe. Chyba też w “Zabójczej sprawiedliwości” Leckie, ale nie pamiętam, jak to wyglądało, a jeśli było to bardziej uzasadnione. Ani w jednej, ani w drugiej sprawdzić nie mogę (pożyczone).

 

Co poradzicie poprawię:)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Wydaje mi się, ale nie będę oryginalny, że podstawowym mankamentem tekstu jest brak końcówki. Finału, wyjaśniającego zarysowane bardzo ciekawe tropy. Wątki. Bohaterka “ląduje” w Nowym Jorku i próbuje dotrzeć do tej kamienicy. Nie daje rady. I koniec.. Po prostu, tekst się urywa.

To wyjaśnienie nie musi być dokładne, i chyba byłoby niedobrze, gdyby takie było, ale jednak brakuje domknięcia fabuły. To sen? Sny? Kilka rzeczywistości równoległych? A może coś innego…

Poszerzona opowieść, z innym tytułem i dopracowana, byłaby bardzo interesująca i pewnie znalazłaby pozaportalowego odbiorcę. Wydawcę.

A przy Ronie, o czym wzmiankowała Finkla – mój kochanek Ron, i chyba wystarczy wyjaśnienia, kim on jest.

Miło było.

Pozdrówka noworoczne.

@ RogerRedeye, dzięki za miłe słowa. :)

Jeśli uważacie z Finklą, że trzeba przemeblować, z uwagi na brak końcówki (myślałam, że jest w domyśleniu), to spróbuję coś z tym zrobić. Wyrzucę cały początek, który budzi wątpliwości (Ron, wewnętrzny obserwator), w zasadzie jest niepotrzebny.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Na pewno warto, bo opowiadaniu, jak dla mnie, bardzo niewiele brakuje do biblioteki, a nie tylko…

Jeśli przemeblowanie ma prowadzić w stronę dokładniejszych wyjaśnień, o co chodzi – jestem za. Pierwotnie sugerowałam cięcia, żebyś się zmieściła w limicie.

Babska logika rządzi!

Zaczęło się interesująco. Zaciekawiło. I… pogubiłam się. Nie bardzo wiem, co tam dalej się podziało.

Nie czytałam dokładnie dyskusji w komentarzach, ale jeśli kosztem cięć byłabyś w stanie więcej wyjaśnić, to Twoje opowiadanie wiele by na tym zyskało, bo zdecydowanie ma potencjał.

Dziękuję Wam RR, Flinklo i AQQ.:)

Nie wiem, czy lepiej? Poprzestawiałam jak puzzle. Jednakże, co bym nie robiła, to wychodzi powyżej tysiąca słów. Zdaje się, że przypadkiem urodziła się większa opowieść. To dla mnie niezrozumiałe, że nie mogę się zmieścić w limicie. Jeszcze spróbuję ściąć lecz już nie dzisiaj – praca dla chleba wzywa.:)

Konkurs ogłoszony przez Wilka jest ważny z uwagi na Synapsis, lecz z pewnością wpłynie na niego sporo lepszych i ciekawszych opowiadań. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Spoko… Nie ma rzeczy i spraw niemożliwych do załatwienia, tylko czasami wódka jest za ciepła.

Czytam. Po lekturze pewnie napiszę uwagi, ale też spróbuję skrócić tekst do wymaganego limitu, liczonego wordem, i efekt prześlę, jeżeli pozwolisz, na pw.

Pozdrówka.

Pod ścianą, leżanka

Tu nie dawałabym przecinka.

 wykonane z obłych profili

Niby wiem, o co chodzi, ale brzmi to jak katalog IKEA.

 rezonans, który dotarł do Any

Jakieś to abstrakcyjne.

 Witaj Ana

Witaj, Ana. To robot? Bo tak mówi robotycznie.

 Wróciła do słuchania go.

Nienaturalne i niepotrzebne. W następnej linijce już go słucha.

 miałaś ciężki czas

Jakoś to nienaturalne. Trudny okres?

 psychika to delikatny organ

Psychika to nie organ.

 Ale to nic, przywrócimy ciebie społeczeństwu

Cię. Dziwnie zaprogramowany ten robot.

 milionów dostępnych danych

Dane są zasadniczo niepoliczalne, jak cukier i mleko.

 Ana rozluźnij się

Ana, rozluźnij się.

 aby nie sprowokować reakcji autoimmunologicznej

A co ma jedno do drugiego? Niby stres pogarsza takie rzeczy, ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że może je tak znikąd wywołać.

 widząc że ciągle jest przy szybie.

Widząc, że. Hmm.

 w nicości, jednak na skraju świadomości

Ości-ości.

 Próbowała je zignorować

Anglicyzm. Przecinek przed "że".

 mentor Metody

Powtórzony dźwięk (me).

Stado rozszalałych mustangów galopowało w jej czaszce próbując z niej wyskoczyć.

? Przecinek przed imiesłowem.

 Jestem częścią ciebie, no niedokładnie ale mniejsza z tym.

What in the name of all that's holy? Jestem częścią ciebie, no, niedokładnie, ale mniejsza z tym.

 rozbłysło niebo

No, nie wiem.

 Usilnie próbowała odtworzyć hasło

Może "usiłowała" – będzie krócej i dynamiczniej.

 dwóch, końcowych liter kluczy lecz podstawiała je z determinacją

Dwóch końcowych znaków klucza, ale uparcie podstawiała kolejne. Skoro pamięta wszystko oprócz dwóch ostatnich znaków, to zna długość hasła, więc wie, że to skończony ciąg.

 podążanie za heurystycznym oprogramowaniem

Nawet interpretując to jako anglicyzm nie do końca wiem, o co chodzi. Jak się "podąża" za oprogramowaniem? Chodzi o to, że dziewczyna śledzi jego pracę?

 czy jej dom waży więcej niż znaczy?

Abstrakcja! Rozpad rzeczywistości! Masz na to miejsce? Bo konkurs nakłada dość wąskie ramy objętościowe.

 pozwalał umierać dzieciakom bez lekcji o teorii katastrof

Czyli dzieciakom, które nie miały lekcji? Dziwna ta składnia.

 żebrakowi, przed restauracją,

Dlaczego "przed restauracją" ma być wtrąceniem?

 instytucjonalni idioci

Czyli kto?

 pogryzając zielone pędy i ojca

Ja tam swojego nie gryzę.

 Asocjacje na liczbach pierwszych

Żargon?

 Jedno było wytłumaczenie.

Czemu taki szyk?

 szereg liczb i liter, miał

Przecinek między podmiotem, a orzeczeniem. Fe.

 Ona domu nie miała, a dekoder cały czas przetwarzał.

To się chyba jakoś łączy w świetle tego, co wyżej, ale nie mam pojęcia, jak. Skonfundowałaś mnie już dokładnie.

 Pragnęła porozmawiać

Powtórzony dźwięk.

 zaprosić do siebie. Nie miała z kim

Z kim zaprosić?

 czegoś, tak dla niej ważnego

Tu bez przecinka.

 ciąg cyfr z ikoną zastrzeżony

Jeśli to nazwa (deskrypcja) ikony, dałabym ją w cudzysłów. Jeśli nie, to wyszedł trochę bełkot.

jej ciało zwiotczało

Yyy?

 Ana nie znając dokładnej godziny stała

Wtrącenie: Ana, nie znając dokładnej godziny, stała.

 

Oniryczne – tak. Bez wątpienia. Równie oniryczne, jak mój dzisiejszy sen, w którym szorowałam półki, a Peter Capaldi miał aksamitną marynarkę i wjeżdżał na strome wzgórze samochodem, i jedno do drugiego nie miało absolutnie nic (nawet nie wiem, jakim cudem go widziałam, skoro półki powinny być w jakimś wnętrzu, chyba, a wzgórze i samochód chyba nie). Nie mam pojęcia, o co Ci chodziło.

 W procesie kształcenia mentalnego – budujemy sobie postać wewnętrznego mentora (cenzora???:)

Freud, superego.

 Jakieś niedobitki zawsze wyłamią się z sytemu – stąd Gniazda praojców. Ana jest córką jednego z nich, który wkroczył na ścieżkę buntu.

I jak to niby wynika z tekstu? Czy nie pocięłaś go aby na strzępki, żeby się zmieścić w ograniczeniach konkursowych? Bo tu ludzie cytują rzeczy, których nie widziałam, więc mam wrażenie, że przychodzę po skrótach.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Dziękuję Tarnino za łapankę. :) Wspaniałe są Twoje komentarze. Wpadłam teraz tylko na chwilę i kiedy zobaczyłam, że złożyłaś wizytę, nie oparłam się pokusie przeczytania.

Tak, przyszłaś z wizytą tuż “po przemeblowaniu tekstu”: wycięciu dwóch wątków (powiedzmy, że miały charakter informacyjny); kasowaniu zbędnych falbanek; dodaniu nowych informacji, które miały wyjaśnić, co się zdarzyło; dodaniu zakończenia (jednego z możliwych).

Z Twoich komentarzy wnoszę, że po poprawieniu z opką jest gorzej niż było. Nie mam w tym momencie czasu, aby na spokojnie przeczytać opowiadanie i zobaczyć, cóż znowu “nawyprawiałam”. W zamierzeniu poprawienie miało rozjaśnić, a wygląda na to, że zaciemnia.

Dopiero jutro będę mogła zająć się tekstem tj. odniosę się porządnie do Twojego komentarza i wprowadzę poprawki do tekstu (bo niektóre są bezdyskusyjne). Zastanowię się i może jeszcze trochę pokombinuję – kolejny remoncik opki.

“Parcia na szkło” – w sensie wydanie – nie mam, natomiast zależy mi na byciu dobrze zrozumianą (nadawca – odbiorca) i dlatego poprawiam. Widać taki mój los w pisaniu [przeznaczenie?:)].

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Czyli przyszłam w trakcie przeprowadzki :( No, nic, powodzenia w poprawianiu!

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Chyba tak. Dotrzymałem obietnicy i skróciłem opowieść, liczy teraz – w mojej wersji – 998 słów. Z tytułem tysiąc słów, więc na wszystkie strony trzyma limit. A czy Autorka zaakceptuje tę wersję, to już inna sprawa.

W każdym bądź razie wymóg konkursowy zostałby spełniony. 

Zobaczymy, jak będzie decyzja.

Pozdrówka.

Bardzo, bardzo dziękuję RR, zaraz zerknę. Uff, już jestem wolna. Dziwne, wolność w samotności i wolność w relacjach, bez nich życia brak. Cholipciuś człowiek, to zadziwiająca istota, tak niezbadana jak kwanty, a kiedy dodać grupę, potem społeczeństwo to nurzamy się w statystyce i fascynacji. Właśnie zakończyłam dyskusję na temat wyższości fantastyki naukowej versus magia i wampiry. Ostro było. Stałam po stronie fantastyki.

Przeczytam i odpowiem, oraz jeszcze raz dziękuję. Wiesz, nie potrafię znaleźć innego słowa, większego, mocniejszego, silniejszego, serdecznego.

Pozdrawiam ze swojego Asylum:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Czy można już czytać czy UWAGA REMONT? :)

@Tarnino. 

Jeszcze raz dziękuję za komentarz :) i przepraszam, że trwał remont, generalny i dzięki RR jest wersja ostateczna na tysiąc słów.

Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że nie wiedziałam jeszcze wtedy, że remont będzie generalny. 

obłe profile 

zostały, za to Aronsky wyleciał. Jeśli niewystarczające, to i one wylądują w koszu. W końcu doborowe będą miały towarzystwo – Aronskiego.

rezonans, który dotarł do Any – Jakieś to abstrakcyjne.

Zgoda, jest. Może obecna forma strawniejsza – „Dźwięk uderzył w płyty zbiornika wprawiając płyn w rezonans”. Rezonans miał tutaj sens, ponieważ grał dwoma znaczeniami: fizycznym (od fizyki) i psychologicznym.

Witaj Ana – To robot? Bo tak mówi robotycznie.

To człowiek lecz ma mówić robotycznie. 

Wróciła do słuchania go. – Nienaturalne i niepotrzebne. W następnej linijce już go słucha.

Obecnie chyba można to zdanie zostawić?

“– Nieee… – wybełkotała niepewnie. Jest jeden, a mówi my?

Rozejrzała się. Był sam. Wróciła do słuchania.”

miałaś ciężki czas – Jakoś to nienaturalne. Trudny okres?

zostawię, bo potoczne, a robota (człowieka) trzeba uczynić ludzkim.

psychika to delikatny organ – Psychika to nie organ.

kiedy użyjemy w znaczeniu czynnościowym, funkcjonalnym zdaje mi się dopuszczalne? Ciekawe słowo, ponieważ ma odniesienie zarówno do ludzkich organów, jak automatyki.

milionów dostępnych danych – Dane są zasadniczo niepoliczalne, jak cukier i mleko.

w tym przypadku są policzalne, zbiory informacji o poszczególnych przypadkach (diagnoza, leczenie, rezultat)

aby nie sprowokować reakcji autoimmunologicznej – A co ma jedno do drugiego? Niby stres pogarsza takie rzeczy, ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że może je tak znikąd wywołać.

też mi się nie chce wierzyć, a jednak;( Choroby autoimmunologiczne mają komponent stresu, a i leki działają inaczej –  czysta fizjologia, człowiek jest też ciałem (wydzielanie hormonów, dotlenienie). Podzielam jednak Twoje zdanie – “bez przesady”, kiedy myślę o chorobie wrzodowej i Helicobacter pylori.

w nicości, jednak na skraju świadomości -Ości-ości.

uff, podmieniłam na „Zawisła w nicości, jednak na skraju uwagi czuła swędzenie.”

Próbowała je zignorować – Anglicyzm.

niech zostanie.

mentor Metody – Powtórzony dźwięk (me).

zmienię na Cyryla i tak się będzie z metodą kojarzyć.

Jestem częścią ciebie, no niedokładnie ale mniejsza z tym. – What in the name of all that's holy? Jestem częścią ciebie, no, niedokładnie, ale mniejsza z tym.

Nie rozumiem?

rozbłysło niebo – No, nie wiem.

takie odczucie, kiedy stoi się na Times Square.

Usilnie próbowała odtworzyć hasło – Może "usiłowała" – będzie krócej i dynamiczniej.

chyba nie, ponieważ ona się z tym mordowała i podejmowała próbę za próbą.

dwóch, końcowych liter kluczy lecz podstawiała je z determinacją  – Dwóch końcowych znaków klucza, ale uparcie podstawiała kolejne. Skoro pamięta wszystko oprócz dwóch ostatnich znaków, to zna długość hasła, więc wie, że to skończony ciąg.

Jasne!. Jesteś bardzo uważna, teraz litery są pierwsze, przed cyframi.

podążanie za heurystycznym oprogramowaniem – Nawet interpretując to jako anglicyzm nie do końca wiem, o co chodzi. Jak się "podąża" za oprogramowaniem? Chodzi o to, że dziewczyna śledzi jego pracę?

tak śledzi jego pracę na skraju umysłu, coś jak okulary googla.

pozwalał umierać dzieciakom bez lekcji o teorii katastrof  – Czyli dzieciakom, które nie miały lekcji? Dziwna ta składnia.

Nie umiem odpowiedzieć, to prawda, że składnia dziwna ale możliwa:)

szereg liczb i liter, miał – Przecinek między podmiotem, a orzeczeniem. Fe.

tego się wstydzę, masz rację duże Fe ale już go nie ma, na szczęście.

ciąg cyfr z ikoną zastrzeżony – Jeśli to nazwa (deskrypcja) ikony, dałabym ją w cudzysłów. 

dzięki, już jest. 

 

W procesie kształcenia mentalnego – budujemy sobie postać wewnętrznego mentora (cenzora) Freud, superego. 

Jeśli chodzi o świat Any, to tak. Na szczęście dzisiaj jeszcze jest to proces chaotyczny, chociaż kto wie.

Czy stary dziadek Freud – tak, lecz również stary Beck, babcia Horney, Fromm, Berne ze swoją koncepcją (dziecko, rodzic, dorosły) i inni ze wszystkich nurtów, nawet behawioryści, którzy próbowali dokonać redukcji poddali się.

 

Twój sen o samochodzie i Peterze Capaldim jest bardzo ciekawy. Przypomniał mi się film „Mulholland Drive”.

Mam nadzieję, że teraz opka jaśniejsza. Jeśli nie, to tylko dlatego, że zakupiony Pisz-o-dziej nie działa jak należy, a przecież powinien :), a na poważnie staram się jak mogę najlepiej.

 

Pozdrowienia :)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Widzę, że remont zakończony, więc wpadłem i przeczytałem :) Generalnie mi się podobało, ale w pewnym momencie się zgubiłem. Rozumiem, że mamy bohaterkę z problemem psychicznym, jakieś rozdwojenie jaźni, które leczą w specjalnej klinice… I nagle bach! Nowy Jork, jakieś hasło, dom, fajerwerki… Dla mnie trochę za szybki przeskok, nie załapałem powiązania. Może to kwestia cięć pod konkurs, a może po prostu moja percepcja jest zbyt ospała ;) 

Nie wiem też czy pierwszy akapit to na pewno najlepszy wybór na rozpoczęcie. Tak naprawdę szkicuje on tylko problem bohaterki. Pojawiają się za to jakieś dziwne numery, akta sprawy. W tym drugim, zaczynającym się od “Ana obudziła się w zbiorniku regeneracyjnym.” dzieje się moim zdaniem dużo więcej. Budzi on większe zainteresowanie, bardziej intryguję, przyciąga do tekstu ;) Ja bym zostawił go na początku. 

Sam pomysł ciekawy. Czytało się płynnie ;) 

 

Dobra, wrócę jak mi przeziębienie minie, bo teraz coś u mnie z myśleniem nie do końca w przypadku tekstów, gdzie jednak trzeba się trochę skupić, żeby załapać sens. Generalnie na razie mam opinię podobną do tej Ospałego Leniwca – początek w miarę jasny, a potem za cholerę nie wiem, co się podziało.

@Ospały Leniwiec i @ocha, dziękuję, że wpadliście i że generalnie coś się podobało.:)

W tym opowiadaniu diametralnie nic już zmieniać nie będę, poza wskazanymi poprawkami. Lepsze i jaśniejsze być nie może z powodów moich pisarskich niedostatków. 

Nad pierwszym akapitem, też się zastanawiałam – początek, czy koniec. Zdecydowałam tak, na dobre i złe.:)

Sen oznaczyłam kursywą, może będzie bardziej zrozumiały. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

obłe profile zostały, za to Aronsky wyleciał

Właśnie ta obłość kojarzy mi się raczej z czymś, co jest obłe całe, a nie tylko w przekroju. Ale chyba się czepiam.

miałaś ciężki czas – zostawię, bo potoczne

… czyli poza moją wieżą ludzie tak mówią? Bo nigdy nie słyszałam.

 kiedy użyjemy w znaczeniu czynnościowym, funkcjonalnym zdaje mi się dopuszczalne?

Hmm, no, nie wiem. I jakie ma odniesienie do automatyki? Są organy w muzyce, tak, ale w automatach?

 są policzalne, zbiory informacji o poszczególnych przypadkach

W takim razie powinny być "zbiory danych" (jak kartony mleka, paczki cukru).

 „Zawisła w nicości, jednak na skraju uwagi czuła swędzenie.”

Hmm. Skraj uwagi… oryginalne, zobaczymy, czy komuś nie podejdzie. Ale chyba może być.

Jestem częścią ciebie, no, niedokładnie, ale mniejsza z tym. Nie rozumiem?

Tu poprawiłam przecinki, ale samo zdanie wydało mi się z kosmosu. Nie bardzo widziałam, o co chodzi.

to prawda, że składnia dziwna ale możliwa:)

Jak kałamarnica :P

 Twój sen o samochodzie i Peterze Capaldim jest bardzo ciekawy.

Miałam ciekawsze :)

 na poważnie staram się jak mogę najlepiej.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

@Tarnino, dziękuję za pingwina i uśmiech:), a za motywację i “hard work” podziękuję – nie wezmę.

Pisanie moim zdaniem powinno sprawiać przyjemność (takie“flow”) lecz może to głupi pogląd.  Orki mam na codzień wystarczająco dużo i raczej “kombinuję” jak wykroić sobie czas odpoczynek, relaks, spacery i odejście od pracy. 

W takim razie “obłości” – pozostawię

ciężki czas – też zostawię na razie. Wyszłam ze swojego Asylum i wyrażenie jest używane ( poppsychologiczne portale, strony blogi).

jakie ma odniesienie do automatyki? Są organy w muzyce, tak, ale w automatach?

Psiakostka, pomyślałam tak jak Ty, kiedy pierwszy raz usłyszałam chłopaków „przerzucających się organami” w rozmowach. A te żmije wyhodowane na mojej piersi – w znaczeniu, że katowałam ich czasami uwagami o sprawdzaniu żargonu w sjp – posłużyły się moją bronią i przeczytałam:

„1. część organizmu człowieka o określonej budowie i funkcji; narząd;

2. część układu automatycznego sterowania i regulacji, spełniająca określoną funkcję;”

Teraz więc akceptuję w znaczeniu czynnościowym i funkcjonalnym oraz w gruncie rzeczy cieszę się, że korzystają z sjp.

 

są policzalne, zbiory informacji o poszczególnych przypadkach – W takim razie powinny być "zbiory danych" (jak kartony mleka, paczki cukru).

Tu mam kłopot, ponieważ nie mam pewności, czy wtedy nie byłoby to masło maślane. Zerknij proszę, jeśli znajdziesz chwilę. Wiem, że to z Wikipedii, ale tam najkrócej opisane.

Dane – zbiory liczb i tekstów o różnych formach.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Dane

 

Skraj uwagi… oryginalne, zobaczymy, czy komuś nie podejdzie. Ale chyba może być.

Zobaczymy, lecz dziękuję Ci za te „ości” :), ponieważ „skraj uwagi” jest precyzyjniejszy niż świadomość 

Jestem częścią ciebie, no, niedokładnie, ale mniejsza z tym. – Tu poprawiłam przecinki, ale samo zdanie wydało mi się z kosmosu. Nie bardzo widziałam, o co chodzi.

Pomyślę, jak powiedzieć to samo inaczej, gdyż z taką ilością przecinków – kosmos.

 

Dziękuję za poświęcony przez Ciebie czas.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Najlepszym odpoczynkiem jest zmiana pracy :)

 

P.S.

nie mam pewności, czy wtedy nie byłoby to masło maślane

Chyba nie, ale możliwe, że zderzył mi się mój język techniczny z Twoim.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Hura! Tarnino ale piękny mem, przyjmuję, kupuję :DDD i dziękuję v_v

Blues Brothers?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Yup.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Początek wiele obiecywał, jednak potem zaczęłaś tak szybko jechać, że bałem się, że wypadnę. Do końca dojechałem, ale nie wiem, czy właściwie pojąłem tekst. Dużo terminów rzucasz, z jednej strony znajomych, z drugiej – nie wiem, czy rozeznałem, czym jest Świat albo cel tej rekonstrukcji bohaterki.

Tak więc ładny koncert fajerwerków, choć im dalej w las, tym mocniej czułem się skonfundowany.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki NWM za wizytę.

Dobrze, że początek chociaż obiecujący i dojechałeś do końca cały i zdrowy! Skonfudować nie chciałam, a rollercoaster to nie jest, bo głębi nijakiej nie ma. Zwyczajny obrazek i nadzieja.

Po komentarzach wnoszę, że myśl nieczytelna. Spróbuję zatem napisać coś po kolei, najwyżej będzie infodump na infodumpie.  Się zobaczy.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Zaczyna się całkiem chwytliwie, ale potem następuje mocno pokręcony ciąg onirycznych… ha, nie wiem nawet, czy wydarzeń, może scen raczej jakichś, zapewne symbolicznych, zapewne wiele znaczących, ale bardziej chyba dla Ciebie, niż dla mnie. Poszatkowana rzeczywistość snu plus niestabilny umysł to rzecz potwornie trudna do przedstawienia – coś, co jest wyraźne w głowie autora może znaczyć zupełnie co innego (albo zgoła nic) dla czytelnika. I ja się zgubiłem, nie wiem nawet, czy dlatego, że niezdolny jestem do pojęcia o co Ci właściwie chodziło, czy też z powodu dość ostrych cięć i sporych skrótów, które tu zapewne miały miejsce. 

Oczywiście to, że prawie nic nie zrozumiałem nie oznacza, że tekst jest niedobry, zwłaszcza, że technicznie nienajgorzej. Ciekawy to tekst, który przeczytalbym chętnie w formie dłuższej, spokojniejszej, mniej porwanej i szalonej. Wtedy zapewne miałbym więcej przyjemności z lektury. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dołączam do grona zagubionych. Napisane całkiem, całkiem, ale co chciałaś nam opowiedzieć, to niestety nie wiem. Polecam spróbować napisać niekonkursowy, gdzie nieskrępowana limitem mogłabyś przedstawić nam swój pomysł w sposób bardziej zrozumiały.

Widziałem kilka ciekawych rozwiązań i pomysłów, które nie miały gdzie rozłożyć skrzydeł. Sprawdzę Twój następny tekst.

@dzięki thargone i ac za komentarz. :)

No dobrze, skoro już Was wszystkich pogubiłam i ostałam się samiuteńka, to poszukam rozwiązania. Rozejrzę się, czy w którymś z pobliskich marketów nie mają nici Ariadny. Zakupię spory kłębek (raczej kłąb, bo kto wie, jak duży i skomplikowany jest ten labirynt) i spróbuję odnaleźć drogę prowadzącą ku wyjściu. 

Pozdrowienia:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Włóczkę w supermarkecie? Asylum, nie. Wybór żaden, a ceny jak za zboże :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Specjalnie dużo w tym opowiadaniu już się nie zdziała… Oczywiście, można jeszcze wprowadzić jakieś korekty, ale…

Ale limit słów bardzo ogranicza możliwości. Według mnie, jest za mały – 1500 wyrazów chyba byłoby akurat.

Raczej zastanowiłbym się nad zmianą tytułu, dopisaniem ostatniego rozdziału i wysłaniem tekstu albo do “Histerii”, albo do “Szortalu”, albo do “Okolicy Strachu”. Tytuł nasuwa się sam – “Dom na wzgórzu”. No i treść też.

Pozdrówka.

@Tarnino, w takim razie “rzucam się” do googlowania, bo nić potrzebna jak diabli. :)

 

@RR. Pewnie. Tutaj już więcej zdziałać nie można. Trzeba byłoby napisać coś zupełnie innego. Dziękuję za komentarz i nieustająco za skrócenie. :) Zobaczyłam jak można przykrawać materię. A co do wysyłania to jeszczem zupełnie niegotowa, kto wie, czy w ogóle będę? Jednak czytać lubię i z dużą przyjemnością czytam opowiadania na portalu te na wierchu i w jego zakamarkach. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ok… Ciekawy jestem, jak Ty, jako autor, rozumiesz ten tekst. Często jest tak, że dopiero wyjaśniając co się napisało, dostrzec można czego w tekście brakuje ;)

@Blactomie, tam nie ma nic do rozumienia.

Pewnie, że wyjaśnię po wynikach i… będziecie rozczarowani, jeśli zechcecie wtedy jeszcze przeczytać. Jednak już teraz wiem na pewno, że piszę niezrozumiale, kiedy wydaje mi się, że piszę :)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No cóż, i ja się pogubiłam. Przeczytałam i to chyba wszystko, co mogę powiedzieć. :(

 

Cho­le­ra jasna, kto za to za­pła­ci?! – Dlaczego na końcu zdania jest wykrzyknik. Czy ktoś to wykrzyczał?

 

Prze­myśl to sobie, bo tu­to­ra – niań­ki już nie masz. –> Prze­myśl to sobie, bo tu­to­ra-niań­ki już nie masz.

W tego typu połączeniach używamy dywizu, nie półpauzy; bez spacji.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Reg, dziękuję. :) Poprawię, mial być tylko wykrzyknik. Z połączeniami nie wiedziałam, zaraz poprawię. Jak już treści nie ma, to chociaż poprawnie będzie.

Eh, wszyscy macie rację, za mało wyjaśniłam :(. To nie może być zrozumiałe. Nie umiałam tego przedstawić. Chyba dobrym ćwiczeniem dla mnie będzie napisać, o czym chciałam napisać. 

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Poprawię, mial być tylko wykrzyknik.

Asylum, czy aby nie chciałaś napisać, że miał być tylko pytajnik?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak zwykle masz rację. :) Piszę to wyjaśnienie i widzę, że są w nim luki, eh.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No cóż, i tak się zdarza. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

czy aby nie chciałaś napisać

 

(Czasami Reg jest jak Google. “Czy chodziło Ci o…” xD )

Całę szczęście, Wilku, że tylko czasami. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Człowiek zrobi liteówkę, zapomni, a potem Reg wyświetla komunikaty błędów xD 

Człowiek zrobi liteówkę, zapomni…

A teraz zrobiłeś specjalnie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Reg. Tobie dedykuję wyjaśnienie. Załamałam się, gdyż jest dłuższe albo prawie  jak opko i dziurawe jak sito. 

 

Wymyśliłam sobie „lepszy” świat, w którym zaostrzeniu (radykalnemu) uległy niektóre aspekty obecnego świata (coaching, mentoring, cele, wyzwania, kontrola emocji i inne). Idealny człowiek wyobrażonego społeczeństwa ma być zimny jak ryba i do bólu racjonalny. Temu służy wychowanie do życia w społeczeństwie. Dzieci mają swoich mentorów, którzy trenują ich w tłumieniu emocji i kształceniu tylko umysłu. Ostatecznym sprawdzianem jest Egzamin, niejako pasowanie na członka społeczności. 

Najczęściej do buntu, wybuchów dochodzi na wczesnym etapie kształcenia i wtedy łatwiej je stłumić (przez leki, bardziej intensywną pracę z wychowankiem lub „upupienie”). U niektórych osób (Ana) dochodzi do tego później (powody mogą być różne: od ukrywania swoich myśli do wolniejszego rozwoju) i kryzys ma wtedy bardzo ostry przebieg. 

 

Opinia jest sądowo-psychiatryczna, ponieważ Ana sprzeciwiła się Zasadom i zachowała emocjonalnie. W Centrum Kryzysowym Amazon ma „wyłączyć” jej emocje, odczucia– na zawsze. Przy okazji skasowaniu ulegną też akceptowane odczucia, jak ciekawość naukowa, czy poczucie satysfakcji z realizacji celów, dlatego mowa o usztywnieniu i infantylizacji (Ana będzie mogła wykonywać już tylko proste zadania).

Świat – postać, przybysz spoza Ziemi. To obca inteligencja (roboczo nazwałam ją sobie Izomorfami)– żyjące galaktyki. Jedną z nich zainteresował dziwny, nieznany sygnał dochodzący z obszaru zasiedlonego przez Ludzi. Były to emocje, marzenia, sny. Ten Izomorf zaczął przyglądać się ludzkiej społeczności (wieki). Widział jak ona się przeobrażała, trochę też wspomagał kierunek, w którym podążała (racjonalny) Jednakże od jakiegoś czasu już wie, że marzenia, emocje, uczucia stanowią też o sile/mocy człowieka. 

Mówi o sobie Świat, bo jest Światem (nie umie tego inaczej powiedzieć w ludzkim języku). Przybywa na ratunek i pomaga Anie ocalić jej emocjonalną część osobowości przez zaszczepienie dziwnego snu, w którym szuka domu (dom to ona sama). W tym śnie Izomorf ukrywa dwie najsilniejsze jego zdaniem emocje z dzieciństwa Any: radość tworzenia i poezję uznawaną za niepotrzebną (ten szczypiorek) i przyjaźń z żukiem oraz rozpacz, gdy umarł (owad Eduardo podarowany jej przez ojca). Ma nadzieję, że przebiją się, zwiększą krytycyzm Any wobec rzeczywistości i Zasad oraz pomogą jej przestać polegać na mentorze (uwewnętrznionym przez wychowanie). 

I tak się dzieje. Ana znajduje „dom” i tym samym przestaje być podatna na „propagandę”, niestety traci też przyjaciół.

 

Kiedy zaczynałam pisać ten szort miał być to moment z życia kobiety żyjącej (przyjmijmy za 300-400 lat). W międzyczasie (tj. od punktu obecnego) wydarzyły się dwie, może trzy straszliwe wojny, które zdziesiątkowały ludzkość.

Jako remedium ludzkość wymyśliła sobie pięć zasad: 

Po pierwsze jest Słowo (żadnej broni, tylko nauka, kultura) .

Po drugie słowa definiuje Sieć (ponieważ słowa też mogą ranić, fałszować rzeczywistość). 

Po trzecie każdy musi mieć cel, do którego dąży (tak, aby głupstwa do głowy nie przychodziły)

Po czwarte – do celu prowadzą działania, ponieważ każde zrealizowane zadanie daje szczęście (koniec z marzeniami, noworocznymi postanowieniami, które są nierealizowane. Cele mają być realne, dostosowane do członka społeczności i wtedy każdy będzie musiał być szczęśliwy)

Po piąte – emocje mogą osłabiać dążenie do celu, więc spontaniczność jest niepożądana (emocje, uczucia prowadzą do konfliktów, nieporozumień, tylko kłopot z nimi, więc najlepiej je wyeliminować, zresztą to przeżytek, ponieważ królować ma racjonalne, logiczne myślenie).

 

Eh, po spisaniu tego, co miałam na myśli, sądzę że to beznadziejne. Dużo luk, tylko impresje, skojarzenia. Do wyrzucenia i zapomnienia. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Interesujący świat. Dryfujący w stronę dystopii, ale wygląda ciekawie.

To teraz napisz w nim jakąś historię. Ale tak, żeby było widać tło. :-)

Babska logika rządzi!

Eh, po spisaniu tego, co miałam na myśli, sądzę że to beznadziejne. Dużo luk, tylko impresje, skojarzenia. Do wyrzucenia i zapomnienia. 

Asylum, a może jednak wręcz przeciwnie. Może zrób tak, jak podpowiada Finkla. 

 

…jest dłuższe albo prawie  jak opka…

Nie opka, a opko. Opko jest rodzaju nijakiego.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Reg, jesteś niezawodna :DDD, jasne że nijakiego. Widzisz, co robią tysiąclecia patriarchatu, nawet z opowiadaniem cuduję. 

Poprawiamy w komentarzach na nijaki.

 

Edit: zamieniam na żeńską formę, co by przydać ważności ;)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

To pisz “opowiastka”. ;-)

Babska logika rządzi!

Tak, żeby rymowało się z pierwiastką :DDD lub – i to mi się podoba pierwiastkiem – tylko znowu rodzaj męski. Będę pisała opowieść lub historia :P

Pozdrawiam.

Ty tak na poważnie, żeby pisać w tym świecie coś?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Serio, serio. Moje wyprane z emocji ja jest bardzo ciekawe, co może się zdarzyć w takim świecie. Jak wyglądają małżeństwa/ inne związki? Czy rodzice mogą wychowywać własne dzieci? Co z hormonami? Im dłużej się zastanawiam, tym bardziej intrygujący pomysł…

Babska logika rządzi!

Dzięki, to może spróbuję.

Niektóre rzeczy są ewidentne – rodzice nie mogą wychowywać, co więcej nawet kobiety rodzić, bo przywiązanie. Lecz z przywiązaniem/relacjami jest kłopot, ponieważ coś musi spajać pojedyncze jednostki i budować wspólnotę (versus indywidualizm), dlatego istnieje wymóg wejścia w relacje przyjacielskie, partnerskie, aby nauczyć się budowania więzi i zacząć je cenić (stąd wzięły się te wstawki z Ronem). 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hello Asylum!

Podobał mi się Twój tekst, chociaż moim skromnym zdaniem, jest mocno zawiły i tajemniczy, ale tak naprawdę to mnie w nim najbardziej pociąga. Podobała mi się poniższa metafora:

Oddał jej dom, jak zapałki, których nie potrzebował, bo rzucił palenie.

Te uwagi o sytym nie odstępującym rzadko deser, a nigdy pierwszego dania też na plus.

Bardzo interesujący proces regeneracyjny. Nie widzę tu błędów od strony technicznej, a od strony logicznej – zawierzam intuicji.

Podobało mi się zwłaszcza zakończenie i odczułem nawet taki lekki smuteczek w momencie pożegnania ze Światem. No tak, regeneracja przypomina dzieciństwo, potem już mamy dorosłą jazdę bez liny asekuracyjnej. Ale takie właśnie jest życie.

Wklejam link Twego opowiadania do wątku bibliotecznych nominacji.

Pozdrawiam!

Odjechane, zakręcone i szalone i właśnie dlatego mi się podobnie jak Piotrowi podobało :) Nie wiem, być może rozbudowanie opowiadania uczyniłoby je bardziej klarownym i przystępnym dla większości czytelników, ale… ja osobiście czasem mam ochotę zagłębić się w słowne sieci onirycznych wizji, które mimo iż nie jestem ich w stanie do końca zrozumieć, to wywołują u mnie falę emocji i uczuć, rozmazujących rzeczywistość i czyniących ją w pewien sposób bardziej magiczno-kolorowo-tajemniczą :) Klikam :)

Bardzo Wam dziękuję, Piotrze i Katiu za to, że uwierzyliście, że odebraliście intuicyjnie. 

Za kliki też:), są moimi pierwszymi – od czytelnika. Nawet jeśli bedą jedynymi, które w życiu otrzymam,  to je zapamiętam. Duża radość. 

Wiem, że powinnam pisać klarowniej i staram się tak robić. Tępię u siebie skojarzenia, ale ten tekst miał być oniryczny, więc pozwoliłam sobie na więcej. 

Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Bardzo dobry początek, brzmi oryginalnie, co prawda taki zbiornik to nie nowość, ale wszystko ładnie się u Ciebie układa. Scenka jest więc wciągająca, i przyznaję, że liczyłem na mocny tekst. Okazało się jednak, że to właśnie początek był najmocniejszy. Szkoda. 

Moje wrażenia osłabiły dwie rzeczy. p

Pierwsza to dialogi, nie brzmią zbyt dobrze.

– Witaj Ana. Obudziłaś się… Pewnie zadajesz sobie pytania:

Takiego początku spodziewałbym się w jakimś fantasy, czy innej historii, gdzie nieznajoma budzi się, na łóżku, w nieznanym miejscu, ale tutaj? Pływa w zbiorniku, więc jest obudzona, a czy pytanie, czy ona sobie zadaje pytania nie jest pytaniem retorycznym? Czy jej odpowiedź ma jakieś znaczenie? Raczej nie, to taki fragment dialogu, żeby był, ale o niewielkim wkładzie w akcję. Ot, jakoś trzeba zacząć.

Zemdlałaś w trakcie rozmowy z Lui. To twoja przyjaciółka. Co pamiętasz?

Najpierw przekazuje jej informacje, a później pyta, co ona pamięta? :) Czy nie najpierw powinien się zapytać, co pamięta, żeby mieć pewność, że nie będą to informacje przekazane przez niego? ;)

I tak można się jeszcze troszkę czepiać.

 

Druga sprawa to wizja, czy też sen. A to znaczenie obniża zainteresowanie czytelnika, z jednego powodu. W śnie może zdarzyć się wszystko, nie obowiązują żadne reguły, ani prawa, w tym fizyki. A gdy tworzymy jakiś fantastyczny świat i dzieje się w nim jakaś akcja, to ten świat ma założenia, reguły i różne prawa. Trzymając się tego (coś jak przepisów w grze), możemy czytelnika zaskoczyć, powodując takie czy inne zdarzenia. A czytelnik lubi być zaskakiwany. A w śnie? Wszystko może spaść Ci na głowę, to przecież “tylko” sen. I jeszcze uczepiłaś się tego kodu, który na końcu nie wydaje się mieć jakiegoś głębszego uzasadnienia, powodu. Ot jest.

Za to utwór ładnie opisany, w stylistyce takiej, jak lubię, i dlatego uznaję lekturę za w części satysfakcjonującą. :)

Może następnym razem ściśniesz mi gardło bardziej. :)

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję Draconie za odwiedzenie mojego mini tekstu. Niewiele się w nim zmieściło, lecz tyle ile mogło. Może ścisnę Ci gardło w przyszłości bardziej? Da los, jeśli czas pozwoli i myśli starczy. Spróbuję!

Uczę się pisania i to nie jest łatwe, to znaczy łatwe jest to, co chciałabym wyrazić, trudniej to opisać, ponieważ wszystko wydaje mi się wtórne, gorsze, ale jednocześnie pisanie sprawia mi frajdę, to „flow”, moźe grafomańskie.  Dlatego często traktuję swoje pisanie jako eksperymenty i nigdy nie mam pewności, że dałam radę. Raczej, a właściwie najczęściej, uważam, że dałam ciała. Zestawiam jak klocki lego napisane kawałki. 

Ten świat, uniwersum Any, mam w miarę (o tyle, o ile to dla mnie możliwe) rozpoznany – ona, postaci ją otaczające, rzeczywistość, w której żyje, porusza się. 

Masz ci los, z tymi dialogami jest odwieczny problem! W tym akurat przypadku, mam odpowiedź, acz nie wynika ona chyba z tekstu. Ana zemdlała z określonego powodu – tematu rozmowy, a w zasadzie konfliktu, jej przyjaciółka Lui oświadczyła, że nie da jej pozytywnej rekomendacji, koniecznej do ezaminu. O to pyta Amazon, czy doświadczyła spięcia, czy przypomina sobie, co było tuż przed. Jednakże nie warto teraz tłumaczyć, gdyż jeśli nie można się tego domyślić – to nie i koniec pieśni. 

Masz rację z tym snem-wizją. Wizję wrzuca Świat (powiedzmy, ze UFO, w tym przypadku żyjąca Galaktyka, zainteresowana ludżmi z określonych powodów). Chce ocalić (Świat) tę konkretną, krnąbrną jednostkę. Można byłoby powiedzieć, że buduje masę krytyczną z ludzi, aby zachować coś, pewną cechę, właściwość, ponieważ uważa, że jest wartościowa dla nich, a jego fascynuje.

Dziękuję za to, że „ładnie opisany i stylistykę lubisz” oraz że częściowo satysfakcjonujący. Dla mnie to oznacza, że mogę tracić czas na pisanie, ponieważ może, może uda się kiedyś coś napisać zrozumiałego i fajnego. 

Pozdrowienia:>3

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Na początku zaznaczę, że czytałem pierwsza wersję opowiadania, pozostali jurorzy zdaje się późniejszą. Bardzo fajnie, że społeczność zadziałała i w kontekście celu całej akcji pomogła uratować tekst przed dyskwalifikacją (kwestia dopasowania do limitu liczby słów). Inna sprawa, ze jak już padło wyżej – ten pomysł lepiej sprawdziłby się w ścieżce B, bo w pełni zgadzam się z Rogerem, że całość wygląda na coś, co idealnie zamknęłoby się w około 1500 słowach.

 

Sen: jest. Fantastyka: jest.

 

Formę zdecydowanie trzeba będzie dopracować.

 

Samo podejście do wątku snu bardzo oryginalne, nieszablonowe, widać świeżość pomysłu. Jest pomieszanie, zmuszające do myślenia, nie do końca jasne, ale też bez odczucia „braku ładu i składu” (przynajmniej ja tak tego nie odczułem).

 

To, co mnie przekonało, to wielowarstwowość tekstu. Są modyfikacje osobowości. Jest jakaś „część siebie”, o której do końca nie wiadomo czy jest to AI, sprzężenie AI z podświadomością, rozdwojenie jaźni, może nawet zewnętrzne włamanie do głowy albo wcześniej przygotowana na sytuację awaryjną „zapasowa AI” chowająca się przed główną AI wszczepki.

 

Co ciekawe, końcówkę można interpretować jako koniec jakiegoś rytuału społecznego, jako odnalezienie siebie po modyfikacji osobowości lub… jako przegraną w walce o odzyskanie swojego ja po tym, jak ktoś osobowość zmodyfikował bez zgody. Można też to interpretować jako wizualizację odbywającą się wewnątrz własnej głowy.

 

Co tu mówić – lubię teksty, które zmuszają do myślenia. O ile są spójne. Tutaj mam wrażenie spójności, którą dopiero sobie układam.

 

Za to nie bardzo wiem o co chodzi w tytule.

 

Dziękuję Wilku za komentarz:)Jesteś kolejną osobą, która w jakimś sensie odebrała ten tekst.

Najbardziej zadowolona jestem z tego, że nie odebrałeś historii jako misz-maszu lecz spójną. Bardzo staram się o porządek i ,back up’ (może czasami za bardzo) i wiele spraw zdaje mi się tak oczywistych, że wstyd o nich pisać. Chyba nie potrafię czytać swoich tekstów z pozycji czytelnika, wszystko zdaje mi się jasne. 

Masz rację, że tekst pisałam jako wielowarstwowy tj. na każdym etapie zostawiałam otwarte ścieżki, nawet zakończenie. W pierwszej wersji było zamknięte w pewien sposób. W tej ostatecznej, choć nie końcowej – jak widać:), jest już otwarte na oścież. Kiedyś przeczytałam pewne opowiadanie (nie wiem już czyje, może Borges, ale to chyba nie  on) o korytarzu, w którym znajduje się człowiek i tysiącach drzwi. W miarę upływu czasu ich liczba się zmniejsza, lecz nigdy nie spada do zera. Stałej tu nie wyliczę lecz przypomniały mi się eksperymenty z makaronem, który łamie się najczęściej na trzy (cóż zależy to od długości, gęstości makaronu, producenta), lecz stałą jest tam dwa. Przepraszam za dygresję.

Za określenie nieszablonowy – płonię się.

 

Co do Nowego Jorku to w świecie Any jest skansenem, miejscem do którego przeniesiono wszystkie liczące się zabytki z całej Ziemi, swego rodzaju Centrum Zachowania (w sensie ocalenia), a nasza mała planetka podlega procesowi rekultywacji.

Dzięki jeszcze raz i pozdrawiam :)

 

Edit: Wilku dziękuję za klik, to niespodziewane.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jest to na pewno tekst z dużym potencjałem, jednak jak dla mnie sporo trzeba jeszcze poprawić. Po pierwsze, zagmatwana fabuła. Zgodzę się, że ma swoje punkty zaczepienia, i jeśli jest się otwartym na interpretacje, można się w tym odnaleźć, jednak pierwsze wrażenie zagubienia jest dość zniechęcające.

Dobry klimat, szalenie oniryczny.

Trochę niedociągnięć językowych – interpunkcyjnych, leksykalnych, składnia.

Dziękuję jurorko Jupiter:) To było dla mnie niespodziewane wyróżnienie. Spróbuję poprawić według wskazówek, jeśli czas i Bóg (z dużej litery pisany pozwoli).

Martwi mnie to uczucie zagubienia, nie czuję tego jeszcze, nie rozumiem,  trudno mi znależć granicę pomiędzy powiedzieć zą dużo i za mało.

pozdrowienia:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

– Witaj[+,] Ana.

– Ana[+,] rozluźnij się, aby nie sprowokować reakcji autoimmunologicznej.

Na skraju uwagi czuła narastające swędzenie, którego nie potrafiła  zignorować[+,] więc w końcu przyjęła.

– Jak, gdzie! Kim jesteś?

Jak, gdzie?

– Nie, nie w płatach czołowych! Niżej, tylko pień mózgu jest bezpieczny. Uderzenia kopyt ucichły.

“Uderzenia kopyt ucichły” to już chyba nie jest myśl/głos w głowie.

Musiała się szczypać, aby uwierzyć, iż to przydarzyło się naprawdę. 

Mam problem z tym zdaniem, bo wydaje mi się, że coś się wydarza, a przydarza komuś. Ale głowy nie dam ;)

Spodobał mi się początek (pobudka w zbiorniku), a potem zaczęły się dziać rzeczy tak dziwne, że ich nie zrozumiałam. Ale czytało mi się dobrze :)

Znam tylko pięć liter ;)

Jesteś niesamowita. Jeszcze są błędy interpunkcyjne po miłościwie nam panujących, oby jak najdłużej,  @reg i @ tarninie. 

Z tego, że czytało Ci się dobrze – cieszę się :), znaczy jest może jakaś nadzieja:). 

Wskazowki kupuję, prócz dwóch:

Jak, gdzie! Kim jesteś?

Jak, gdzie?

Wykrzyknik związany jest z dezorientacją, to krzyk. Potem następuje zrozumienie – częściowe i szukanie wskazówek – stąd pytanie.

Musiała się szczypać, aby uwierzyć, iż to przydarzyło się naprawdę. 

Mam problem z tym zdaniem, bo wydaje mi się, że coś się wydarza, a przydarza komuś. Ale głowy nie dam ;)

I ja też go miałam/mam. Ponieważ to wrzutka od „Świata”, Ana nie ma pewności, czy to ona występuje w tym śnie/wizji, czy ktoś inny. To nie jest jej sen, lecz obce ciało. Zdecydowałam, że zostanie jak jest, lecz pomyślę jeszcze, ponieważ próbuję ciut poprawić formę dla Wilka zimowego. 

Czy się uda – nobody knows? 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Na pewno się uda :)

A jakby przy tym “jak, gdzie” dać i pytajnik, i wykrzyknik? Takie wykrzyczane pytanie? Nie upieram się, bo rozumiem zamysł, tylko po prostu słyszę to jak pytanie.

Znam tylko pięć liter ;)

Bardzo podobał mi się ogólny pomysł na opowiadanie, zdecydowanie warto go rozszerzyć na jakąś dłuższą formę :)Wówczas zdecydowanie lepiej tekst by się obronił. Natomiast niektóre pomysły nie były zbyt szczęśliwe (np kwestia rozluźnienia, aby zapobiec reakcji autoimmunologicznej – reakcje takie nie mają nic do czynienia z naszym stanem emocjonalnym) – takie fragmenty psują odbiór całości niestety. 

Geist, dziękuję za komentarz:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nowa Fantastyka