- Opowiadanie: Agroeling - Gurgoł

Gurgoł

To chyba antybajka jest, czy jakoś tak...

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Gurgoł

Gurgoł obudził się w swoim wyrku. Wstał ochoczo i wyjrzał przez niewielki otwór okienny. Był piękny, słoneczny dzionek. Taki dzionek w sam raz właśnie, aby wpierw trochę popracować, a następnie wypocząć, rozkoszując się chłodem październikowego wieczora i kubkiem sfermentowanego napoju w łapce. I nie inaczej zamierzał gurgoł ten dzień spędzić.

Na początek krótki rekonesans. Co też się tam działo na szerokim świecie? Niewątpliwie ludzie również cieszyli się z pogodnej aury. Ot, choćby calkiem niedaleko. Sąsiad, postawny mężczyzna, wesoło pogwizdywał, kręcąc się przy swoim nowiutkim, błękitnym suvie. Chociaż w okazałej willi czekały żona z dziećmi, oraz śniadanie, najwyraźniej wypasione auto miało dla męża większe znaczenie. Ale przecież, zanim wyjedzie do pracy, przy okazji zabierając pociechy do szkoły, będzie musial choćby i na krótko zajrzeć do domu. Na to czekał gurgoł.

Gdy w końcu za głową rodziny zamknęły się drzwi, podpełzł pod samochód. Wyciągnął łapę z wysuniętymi pazurami, mocno je przytknął do lśniącej karoserii pojazdu i przeciągnął wzdłuż całego jego boku, pozostawiając pięć ostrych rys. To samo zrobił z drugim bokiem samochodu. Po chwili wbił jeszcze pazur w tylną oponę, w najbardziej wrażliwe miejsce tuż przy piaście. Gdy usłyszał syk ulatującego powietrza, usatysfakcjonowany czmychnął. Zadanie wykonał celująco.

Może ten dzionek okaże się całkiem udany, pomyślał gurgoł. Na razie odprężony, poszwendał się to tu, to tam. Wnet przyuważył dwie dzieweczki, jak z pokraśniałymi licami szwargotały wesoło. Ot, zadowolone z tego, co oferowała im beztroska młodość. Ale gurgołowi zupełnie nie w smak był szczebiot tych głupich gąsek. Nawet się nie zastanawiając, podążył ich śladem, oczywiście tak, żeby go nie zauważyły. Przemykając poboczem chodnika, mijając korzenie i kępy traw, nie tracił nastolatek z oczu. Zatrzymały się przed kawiarenką i rozsiadły na wiklinowych krzesełkach rozstawionych pod altaną. jedna z dziewcząt po chwili wstała i weszła do lokalu, najpewniej coś zamówić, druga zaś beznamiętnie szukała czegoś w torebce. W końcu położyła ją na krześle i też weszła za koleżanką do środka kawiarenki.

Gurgoł zwęszył okazję. Nie widząc innych klientów, przestał się ukrywać. Od jakiegoś czasu czuł uciążliwe parcie na kiszki. Doznawszy olśnienia, błyskawicznie doskoczył do leżącej na krześle torebki. Zahaczywszy pazurem o zapięcie, jednym pociągnięciem otworzył ją, po czym kucnął nad nią okrakiem i z błogim stęknięciem wypróżnił się do pełnego dziewczyńskich utensyliów wnętrza. Potem równie szybko zasunął zamek i uszczęśliwiony umknął w dal.

Euforia jednak minęła i gurgoł zaczął rozmyślać o kolejnym wyzwaniu.

Bezwiednie przystanął przed parterowym domkiem z przylegającym doń zadbanym ogródkiem. Ujrzał starszą kobietę, powoli idącą pośród wypielęgnowanych grządek w stronę leżących na placku gołej ziemi kilku misek, przy których już czaiły się z fałszywymi uśmiechami dwa przebrzydłe koty. Przemawiając do nich czule, matrona wsypała karmę do pojemników. Potem podeszła jeszcze do płotu i ucięła sobie pogawędkę z sąsiadką, wybuchając co chwila perlistym śmiechem. Gurgoł patrzył na to z dezaprobatą. Uznał zachowanie niewiasty za naganne.

Improwizując, niepostrzeżenie wślizgnął się przez otwarte drzwi do wnętrza domu. Trochę obawiał się kotów, ale wiedział, że te podszyte tchórzem kreatury prędzej będą udawać, że nic się nie dzieje, aniżeli bronić swego terytorium. Gurgoł ostrożnie rozejrzał się wokół, nie zauważył jednak żadnych domowników. Zapewne kobieta mieszkała sama. Wszedł do największego pokoju. Poczuł zapach stęchlizny, typowy dla zagraconych pomieszczeń, użytkowanych przez starsze osoby. Ściany były obwieszone obrazkami świętych, a na komodzie i półkach szafek stały niezliczone figurki i kryształy. Przez chwilę gurgoł pętał się po salonie niezdecydowany, przystając to przy łóżku, to przy oknie, na którego parapecie rosły w eleganckich doniczkach okazałe sansewerie i fikusy. Nic ciekawego, pomyślał. W końcu jego wzrok padł na oszklony kredens, a ściślej – na stojące za szybką najprzeróżniejsze flakoniki, słoiczki, wszelakie maści w tubkach i preparaty. Lekarstwa. Gurgołowi zaświtał genialny pomysł. Doskoczył do kredensu i odsunął szybkę. Zręcznymi łapkami zaczął odkręcać wszystkie pojemniczki. Te z kapsułkami i tabletkami przechylał, wysypując połowę zawartości, po czym umieszczał ją w innym pojemniczku, też uprzednio takim samym sposobem opróżnionym. Podobnie uczynił z lekami w płynie. Wylotami szyjek przytykając do siebie różne flakoniki, z cichym bulgotem kolejno odwracał je do góry dnem wte i wewte, aż znajdujące się w nich roztwory kompletnie wymieszał. Nieomal gulgocąc z uciechy, gurgoł zakończył robotę. Spokojnie wyszedł z domu, niezauważony ani przez koty, ani przez kobietę.

Czas wracać do swojej kryjówki. Na dzisiaj starczy. Idąc skrótem, przypadkiem znalazł się na porosłym trawą podwórku. Pomiędzy dwoma drzewami rozpięte wisiały białe prześcieradła. Gurgoł nie mógł przepuścić takiej okazji, zwłaszcza że cudownym zrządzeniem losu poczuł namolne parcie na pęcherz. Dotąd jakoś nie zdążył się nawet wyszczać. Przystanął więc i z nieskrywaną ulgą puścił łagodnym łukiem strumień uryny na wiszące pranie. Takim finałem postanowił wreszcie skończyć część roboczą tego dnia.

Schroniwszy się w swym siedlisku, długo jeszcze chłonął wrażenia po ekscytującym przedpołudniu. Popadł niemalże w stan uniesienia, gdy golnął sobie wyciśniętego z leśnych owoców napoju, którego nabrał z grajdołka. Wszak wszystko poszło jak z płatka. Gurgoł dawno nie popełnił tylu udanych, a nawet błyskotliwych psikusów. Dumą przepełniała go szczególnie akcja w domu kobieciny. Ależ musiała się mieć z pyszna! Niezłą frajdę sprawiło mu też nasranie do torebki głupiutkiego dziewczęcia.

W końcu podchmielony i nieco znużony, przysnął. Kiedy się obudził, powoli nadciągał karmazynowy zmierzch. Wiatr pokrył całą okolicę kołdrą z jesiennych liści. Być może spadnie deszcz. Może dziś, może jutro. Któż to wiedział? Gurgoł wiedział. Lubił deszcz. Lubił wtedy dumać. Lubił nawiedzające go w takich chwilach uczucie smutku i melancholii.

Był sam, tak zupełnie sam! Chociaż nie miał jeszcze najgorzej. Bo cóż dopiero powiedzieć o nieprzeliczonych i jakże samotnych kroplach wody czy płatkach śniegu i o ich krótkim, smutnym żywocie pomiędzy niebem a ziemią. Czymże więc takim strasznym była samotność jednego małego, biednego gurgołka? A jednak. Bo kto go znał? Kto zapomniał nadać mu imię? Kto w końcu wiedział o jego istnieniu? Nikt się z nim nie bawił, nie chodził na polowania ani na psikusy. Nikt za nim nie tęsknił.

To bolało. A płatki śniegu były zimne, obojętne i nieczułe. A krople deszczu, czyż nie miały wokół siebie miliardów ziomali, by raźniej zdążać ku zatraceniu? Umęczony na duszy gurgoł trwał w swym odosobnieniu, absolutnym i przeraźliwie smutnym. Wszak stronił od ludzi, stronił od wszelkich żywych stworzeń, z wyjątkiem tych mniejszych od siebie, które zabijał i zjadał.

A samotność, jego nieodłączna towarzyszka, doskwierała mu coraz bardziej. Smętniał zwłaszcza wtedy, kiedy zaczynał snuć refleksje nad swoim żałosnym losem. Jakież to ciemne siły sprzysięgły się przeciwko jednemu gurgołowi? Czy aż tak był godzien pogardy, że musiał chyłkiem, niby cień przemykać po tym świecie?

Noc. Panicznie bał się nocy. Nienawidził jej całym swym malutkim serduszkiem. A ona, ta wstrętna, stara zła wiedźma nadciągała zawsze, raz za razem. Chciała odebrać mu coś najcenniejszego. Jego duszę. Przynajmniej żywił nadzieję, że ją miał. A jeżeli nie, to jego życie naprawdę znaczyło mniej niż nic.

W czeluściach nocy dygotał ze strachu, ledwie oddychając. Wtenczas wtulał mordkę w miękką ściółkę swej leżanki i skomlał cichutko. W końcu zasypiał. I zawsze budził się skoro świt.

Dopiero poranek był zwiastunem zmiany, pogrzebiskiem koszmarów. Wstające słońce rozpraszało mrok, podnosiło na duchu, budziło nadzieję. I do małego serduszka gurgoła wlewała się nadzieja. Wszak może jeszcze coś zrobić. Wciąż może pokazać całemu światu, na co go stać. Pokazać, że nie spadł sroce spod ogona. I dać wszystkim do wiwatu.

Koniec

Komentarze

Wydaje mi się, że puenta zupełnie jest oderwana od reszty tekstu. Jest jakiś skrzat, który chodzi i robi przaśne psikusy ludziom (poza tymi lekami – myślałem, że ta część opowieści będzie miała poważniejsze konsekwencje, do których nawiąże finał), a potem się okazuje, że ten skrzat to taki smutny przerażony typ. Przy czym nie widać za bardzo związku między nasraniem komuś do torebki a panicznym lękiem przed brakiem duszy. Brakuje czegoś w sferze motywacyjnej tej postaci. Ogólnie rzecz biorąc tekst powinien być chyba trochę dłuższy, nieco więcej powiedzieć o tym, dlaczego w taki sposób bohater odreagowuje swoje lęki, ale przede wszystkim – co by chyba było najciekawsze przy tych założeniach fabularnych – skonfrontować bohatera z konsekwencjami jego psikusów, tj. przykładowo skazaniem kogoś na kalectwo, np. babcię, która przedawkowała leki, i zastanowić się, czy skończyłoby się wtedy śmieszkowanie :) 

I po co to było?

Dzięki, syf, za wizytę. Prawdę mówiąc, nawet nie pomyślałem, że gurgoł może być skrzatem. Ale powiedzmy, że to taki podgatunek skrzata.

Trochę się bałem takich zastrzeżeń, dlaczego gurgoł to robi, jego motywacje i konsekwencje… Sęk w tym, że po prostu ja wyznaję czarną metafizykę a la Kafka, byt ludzki (w tym wypadku gurgoła) jest nieodgadniony i niepojęty. Nie lubię konwencjonalnych rozwiązań, w tym wypadku, jakie by były konsekwencje poczynań gurgoła, dlaczego robi psikusy, co się stało z babcią przedawkującą leki itp. Tekst byłby wtedy bardziej banalny, a miał się właśnie opierać takim zderzeniu śmiesznej pierwszej części z ponurością drugiej. Nie chciałem pisać bajki, tylko antybajkę.

Hmmm. Zgadzam się z Syf.em. Pierwsza część jakby próbowała być zabawna (też miałam nadzieję na jakieś konsekwencje psikusów, chociaż oglądanie reakcji ofiar), a końcówka to refleksje na temat samotności. No, można uznać gurgoła za coś podobnego do nerdowatego trolla, ale co z tego?

Wydaje mi się, że z bajki powinno coś wynikać, jakiś morał. Z antybajki – coś przeciwnego. A w Twoim tekście nie widzę odpowiednio mocnej końcówki, która by coś potępiała, chwaliła, karała złych albo dobrych…

Masz trochę literówek.

Kiedy się obudził, nadal dniało, aczkolwiek powoli nadciągał zmierzch.

To w końcu dniało czy zmierzchało?

Babska logika rządzi!

Finkla – a mnie się wydawało, że morały to przeżytek z dawnych czasów, kiedy trzeba było straszyć niegrzeczne dzieci. Zresztą kto lubi morały? Nie czytam książek dla dzieci, więc nie wiem, jak się teraz pisze, ale myślałem, że już wyszły z mody.

No i poza tym morał łatwo odgadnąć już w połowie tekstu, to poważny feler. A ja chciałem napisać nowoczesną bajkę, zaskakującą, żeby czytelnik by ł zbity z tropu (może brakiem morału?).

A jeśli zastąpić “morał” przesłaniem, czy to coś zmienia? IMO, Harry Potter jest bardzo mocno przeciwko rasizmowi, a ludzie i tak lubią.

Babska logika rządzi!

I mnie nie bardzo chcą się połączyć obie części szorta, a dodatkowo zastanawiam się, dlaczego gurgoł zadowalał się samymi psikusami. Przecież wiadomo, że najlepsze jest oglądanie reakcji tych, którym się wykręciło jakiś numer.

Dumam też nad tym, kim/ czym jest gurgoł, skąd się wziął i dlaczego jest sam? Czy nigdzie nie ma innych gurgołów?

Wykonanie mogłoby być lepsze.

 

Ot, choć­by cal­kiem nie­da­le­ko. –> Literówka.

 

bę­dzie mu­sial choć­by i na krót­ko… –> Literówka.

 

po­prze­cią­gnął wzdłuż ca­łe­go jego boku… –> …i ­prze­cią­gnął wzdłuż ca­łe­go jego boku

 

Prze­my­ka­jąc po­bo­czem dróż­ki… –> Raczej: Prze­my­ka­jąc skrajem dróż­ki

Nie wydaje mi się, aby dróżka miała pobocze.

 

roz­sta­wio­nych pod al­ta­ną. jedna z dziew­cząt… –> Postawiwszy kropkę, kolejne zdane zaczynamy wielką literą.

 

Im­pro­wi­zu­jąc, nie­po­strze­ze­nie wśli­zgnął się… –> Literówka.

 

Tro­chę oba­wial się kotów… –> Literówka.

 

Gur­goł ostroż­nie ro­zej­rzal się… –> Literówka.

 

Za­pew­ne ko­bie­ci­na miesz­ka­ła sama. –> Wcześniej pisałeś o starszej pani matrona, a te określenia, moim zdaniem, wykluczają się.

Za SJP PWN: kobiecina pot. «ze współczuciem lub politowaniem o kobiecie» matrona  daw. «starsza kobieta, zachowująca się statecznie i dostojnie»

 

po­miesz­czeń, użyt­ko­wa­ny­cu przez star­sze osoby. –> Literówka.

 

przy­sta­jac to przy łóżku… –> Literówka.

 

w ele­ganc­kich do­nicz­kach oka­za­łe san­se­te­rie i fi­ku­sy. –> Pewnie miało być: …w ele­ganc­kich do­nicz­kach oka­za­łe san­se­wie­rie i fi­ku­sy.

 

od­wra­cał je do góry dnem w te i wewte… –> …od­wra­cał je do góry dnem w tę i we w tę… Lub: …od­wra­cał je do góry dnem wte i wewte

 

roz­two­ry kom­plet­nie po­wy­mie­szał. –> Raczej: …roz­two­ry kom­plet­nie wymieszał/ po­­mie­szał.

 

Po­mię­dzy dwoma drze­wa­mi roz­pię­te wi­sia­ły białe prze­ście­ra­dła. –> Raczej: Na sznurze rozpiętym po­mię­dzy dwoma drze­wa­mi, wi­sia­ły białe prze­ście­ra­dła.

 

gdy napił się na­po­ju… –> Brzmi to nie najlepiej.

Może: …gdy łyknął/ siorbnął na­po­ju…

 

Dumą prze­peł­nia­la go szcze­gól­nie akcja… –> Literówka.

 

Po­ka­zać, że nie spadł sroce spod ogona. –> Po­ka­zać, że nie wypadł sroce spod ogona.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

żona z dziećmi, oraz śniadanie

Bez przecinka.

musial

Oj. Dalej też są niedociśnięte alty.

 poprzeciągnął

Przeciągnął.

 oferowała im beztroska młodość

Oferowała?

 beznamiętnie szukała czegoś w torebce

Bo zwykle szuka się z pasją?

 aniżeli garnąć się do ochrony

Garnąć się można do jakiejś organizacji.

 użytkowanycu

Literówka.

 rozpięte wisiały

Dopuszczalne, ale zamieniłabym miejscami, byłoby zgrabniej.

 napił się napoju, wyciśniętego z grajdołka

Bez przecinka. I "napił się napoju" trochę śmiesznie brzmi, ale w jajcarskim tekście niech będzie. No, i jak chcesz wycisnąć grajdołek? Owoce tak, ale dołek?

 udanych, wręcz błyskotliwych

To nie to samo. “Błyskotliwe” nie wzmacnia “udanego”.

 nadal dniało, aczkolwiek powoli nadciągał zmierzch

"Dniało" to tyle, co "świtało". Więc masz tu sprzeczność.

 że ją miał

Że ją ma. Consecutio temporum.

 

Słodkie. W przewrotny, wredny sposób.

 zderzeniu śmiesznej pierwszej części z ponurością drugiej

Zderzenie jest, ale jakoś średnio mnie przekonuje. Może ta druga część trochę za pospieszna? Nie wiem. Tekst jest dość statyczny – gurgoł biega sobie tu i tam, ale nic się nie zmienia, a chciałoby się zobaczyć jakąś zmianę. Nawet niekoniecznie wprowadzającą morał.

Tak czy siak, znalazłam gifa i Cię uszczęśliwię:

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Hmm, faktycznie przedpołudnie gurgoła średnio pasuje do popołudnia. Nie chodzi o sam motyw, że robi te wszystkie “kawały” z samotności – raczej nagłą zmianę klimatu i przemyśleń. Z lekkiego w dosyć ciężki. Takie zmiany zawsze są pewnym szokiem dla czytelnika, a tutaj jest za mało miejsca w tekście, by się do nich przyzwyczaić. Nie mówiąc już, że brakuje trochę większych informacji na temat gurgoła, by w pełni pojąć, czemu jest samotny. Innych swego rodzaju nie może znaleźć?

Tak więc jest tu pomysł, ale koncert fajerwerków decyduje się na nagły skręt w środku, który może wyrzucić z siedzenia część czytelników.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Regulatorzy – dzięki. A tak chciałem bez literówek, specjalnie się starałem. Ale mojemu laptopowi stuknął właśnie ósmy roczek, czyli wszedł w wiek emerytalny, więc pewnie to przez niego.

Co do obiekcji, sporo wyjaśniłem w poprzednich postach. Kim lub czym jest gurgoł? Jest gurgołem po prostu, czymś pomiędzy hobbitem a goblinem, jak myślę. A czy istnieją inne gurgoły? Gdybym napisał kontynuację, to bym się dowiedział.

Może mi nie wyszedł ogólny zamysł. Staram się pisać niekonwencjonalnie, stworzyć coś innego, nowego, jak gurgoła właśnie. Nie wątpię, że gdybym napisał kolejną bajeczkę o dziecku, dręczonym przez potwory, kosmitów czy ojca pedofila, a bronionym przez dzielne pluszaki, anioły lub elfy, wszyscy byliby zachwyceni. Ale mnie na takie coś szkoda czasu.

Z tym “poboczem dróżki” to uważam, że jest w porządku, tylko chciałem zamienić dróżkę na chodnik, ale zapomniałem.

 

Tarnino – dzięki za wskazanie usterek i gifa.

…garnąć… można też do roboty i wielu innych rzeczy, ale ochrony faktycznie i mnie coś nie bardzo pasowało, choć gramatycznie by się wybroniło. Zamieniłem w końcu na “bronić”.

“…beznamiętnie szukała czegoś w torebce” No nie, któż nie widział, jak kobieta szuka czegoś z pasją w torebce?

 

NoWhereMan – dzięki za wizytę.

“…skręt w środku, który może wyrzucić z siedzenia część czytelników

Właściwie o to mi chodziło, ale chyba błędnie przewidziałam reakcje czytelników…

Agroelingu, mój laptop jest rówieśnikiem Twojego. ;)

 

Jest gurgołem po prostu, czymś pomiędzy hobbitem a goblinem, jak myślę.

Rozumiem to, ale zastanawia mnie, skąd się wziął – czy nigdy nie miał mamusi i tatusia? ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

dręczonym przez potwory, kosmitów czy ojca pedofila, a bronionym przez dzielne pluszaki, anioły lub elfy, wszyscy byliby zachwyceni.

Albo i nie. Nie na tym polega bajka.

 Ale mnie na takie coś szkoda czasu.

Witoldowi szkoda czasu dla naszej Pauliny! XD

 Z tym “poboczem dróżki” to uważam, że jest w porządku, tylko chciałem zamienić dróżkę na chodnik

A po co chodnikowi pobocze? A dróżka ma, bo droga ma, a dróżka to mała droga. CBDU.

 No nie, któż nie widział, jak kobieta szuka czegoś z pasją w torebce?

No… niech Ci będzie. Ale to raczej wersja beznamiętna jest standardem.

 Rozumiem to, ale zastanawia mnie, skąd się wziął – czy nigdy nie miał mamusi i tatusia? ;)

Wylągł się z gołębiego jaja wysiedzianego przez chomiki :D

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Hmmm…

Generalnie podobało mi się, ale też mam jakiś zgrzyt między obiema częściami opka. 

Stworzyłeś fajnego antybohatera, takiego trochę grinchowatego, psotnego, którego złośliwe żarty wywołują uśmiech na twarzy czytelnika. Lub półuśmieszek.

A potem nagle zimny prysznic w postaci smutaśnych przemyśleń gurgoła. Co prawda ostatnie zdania jakoś tę gorycz osładzają, ale i tak połączenie wypada zbyt drastycznie moim zdaniem.

 

Wolałabym gdybyś poszedł w humor, ewentualnie dodał więcej akcji w drugiej części, bo wrażenie nierównowagi jest zbyt duże.

 

Gurgoł – świetna nazwa :) yes

Dziękuję za komentarz, Iluzjo.

Nie porwało mnie, ale czytało się przyjemnie :)

Przynoszę radość :)

Nowa Fantastyka