- Opowiadanie: Issander - Złodziej kolorów

Złodziej kolorów

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Złodziej kolorów

Jakiś czas temu w moim mieście grasował złodziej kolorów.

Po raz pierwszy spotkałem go na targu, jeszcze nie wiedząc, z kim mam do czynienia. Wybierałem właśnie śliwkę na drugie śniadanie, gdy potrącił mnie młodzieniec o jasnych włosach.

– Przepraszam, przepraszam… – wymamrotałem w odruchu.

– Nie szkodzi – rzucił z butą, jakbym to faktycznie ja był winny całemu zajściu, po czym zmierzył mnie wzrokiem i dodał: – Ładny masz płaszcz.

Zanim zdążyłem wymyślić jakąś na to odpowiedź, chłopak czmychnął w tłum. Spostrzegłem wtedy, że zabrał ze sobą brąz mojego odzienia.

Chciałem za nim pobiec, ale przy stoisku zrobił się raban, ktoś coś głośno mówił, ktoś gestem wskazywał na śliwki… Podniosłem do ust trzymany w ręku owoc i ugryzłem – jak się okazało – fioletowe jabłko.

Nieco później puścili o nicponiu reportaż w lokalnych wiadomościach. A raczej o parku, w którym liście wszystkich drzew i krzewów zabarwił na różowo. Reporterka miała na sobie niepasującą do otoczenia czerwoną sukienkę, a w tle protestowała grupa gniewnych mieszkańców. Prowadzący w studio wyraził oburzenie tak karygodnym występkiem.

Sława wcale nie uderzyła złodziejowi kolorów do głowy i wciąż przykładał się także do drobnych, codziennych kradzieży. W drodze do pracy mijałem po kilka bezbarwnych samochodów – zawsze na parkingu, nigdy na jezdni. Ludzie wyraźnie wstydzili się takimi jeździć, dopóki nie znaleźli dla nich nowego koloru. Wydawało mi się, że ich rozumiem – tamten płaszcz również trafił na dobre do szafy, choć jakoś nie potrafiłem się zmusić, by go wyrzucić.

Jednego ranka zaczepił mnie też sąsiad. Wydało mi się dziwne, że stoi przed domem, ale nie potrafiłem rozgryźć, co dokładnie było nie tak. Dopiero gdy zaczął mówić, zarejestrowałem w umyśle błękit jego trawnika.

– Panie, czy pan to widzisz? – Dopadł mnie i zaczął biadolić. – Toż to skaranie boskie z tym pajacem! Przecież to nie na moje nerwy, ja się w ogóle nie powinienem wściekać! No kto to widział, żeby tak ludzi męczyć?

– Trawa wyrośnie. – Nie za bardzo wiedziałem, co mam odpowiedzieć – Do lata nie pozostanie żaden ślad.

– Panie, co tam trawa? Najważniejsze, żeby go w końcu złapali i odpowiedział za to wszystko, no!

Ale jeszcze nie wszyscy podchodzili do sprawy osobliwych kradzieży tak poważnie, jak sąsiad, i choć panowała zgoda, że coś z tym należy zrobić, to brakowało osób, które by to coś najpierw obmyśliły, a potem zrobiły.

Udało mi się jeszcze raz spotkać złodzieja kolorów przed finałem jego historii. Na ulicy powstało zbiegowisko, którego centrum stanowił mężczyzna ubrany w koszulę i jeansy. Owa koszula zmieniała kolor z każdym jego krokiem. Był przez to wyraźnie wściekły, tak na sprawcę, jak i przechodniów, którzy nie chcieli dać mu spokoju.

Z tłumu gapiów wyłowiłem znajomą blond czuprynę. Zbliżyłem się w taki sposób, by nie zwracać na jej właściciela niechcianej uwagi.

– Jak ty w ogóle to robisz? – spytałem cicho.

– Po prostu. To nic trudnego – odpowiedział, nie odrywając wzroku od swojej ofiary.

– A tak w ogóle, to po co?

Tu już spojrzał na mnie i zrobił taką minę, jakby to ze mną było coś nie tak, że nie rozumiem przyświecających mu idei oraz śmiem pytać o cel.

Otworzyłem usta, by zadać kolejne pytanie, lecz w tym momencie mężczyzna zerwał z siebie zmiennokolorową koszulę i pacnął nią o chodnik.

– I co?! Zadowoleni?! – ryknął do tłumu. – A jak znajdę tego, co mi to zrobił, to ma w mordę!

Gdy się odwróciłem, już nie ujrzałem młodzieńca. Pomyślałem, że może się przestraszył, ale teraz wiem, że to by zupełnie do niego nie pasowało. Zresztą pewnie planował już wtedy swoje największe dzieło.

Wkrótce na nieboskłonie zawitała tęcza. Rozciągała się od jednych do drugich rogatek i prezentowała się naprawdę nieźle, poza tym, że pomarańczowy pas pociągnięty był tylko w jakichś czterech piątych.

Niestety, teraz już żaden z mieszkańców nie mógł ignorować działalności złodzieja kolorów. Ruszyła machina wymiaru sprawiedliwości. A gwoździem do trumny okazał się właśnie ten nieszczęsny pomarańczowy kolor.

W mieście nie znajdowało się go zbyt dużo i młodzieniec musiał się nieźle namęczyć, by dość go zebrać, a i tak do końca mu się nie udało. Policja złapała go na podstawie dat, obiektów i lokalizacji. Skąd o tym wiem? Jakiś czas wcześniej kupiłem sporo pomarańczowej farby i pomalowałem nią ściany. Funkcjonariusze odwiedzili także i mnie, żeby sprawdzić, czy nigdzie nie zniknęła.

Ostatni raz pokazał mi się już tylko na ekranie telewizora. Prowadzili go na jakąś rozprawę, chwyciwszy pod pachy, a ręce miał zakute w kajdanki. Jednak tym, co najbardziej rzuciło mi się w oczy, były pozbawione jakiegokolwiek koloru włosy. Później dowiedziałem się, że jakoś zmusili go, by oddał posiadane kolory na poczet zadośćuczynienia.

Nie zapadł wyrok, złodziej kolorów powiesił się w celi. Jedni się cieszyli, inni narzekali, że to niewystarczająca kara. Co bardziej pragmatyczni zwracali uwagę na fakt, że teraz nie będzie już nikogo, kto mógłby pozbyć się z nieba tego okropieństwa.

Nie zostawił listu, nie wygłosił manifestu. Następnego dnia w gazecie opublikowano zdjęcie celi. Przed śmiercią zupełnie pozbawił barw ją i wszystko, co się w niej znajdowało, wliczając w to siebie i swoje ubrania. Tuż obok fotografii napisano, że nie wiadomo, czemu odebrał sobie życie. Pamiętam, że czytając popukałem się w czoło, jakby to z nimi było coś nie tak, skoro tego nie rozumieją.

Właśnie tamto bezbarwne zdjęcie przypomniało mi się dziś rano, gdy wyciągałem z szafy płaszcz. Otworzyłem drzwi na balkon i, spoglądając na niedokończone dzieło złodzieja kolorów, spróbowałem sobie przypomnieć, jakie wtedy chciałem mu zadać pytanie.

Po chwili dałem sobie spokój. Nie ma sensu płakać nad rozlanym mlekiem, wtedy pewnie i tak bym jeszcze nie zrozumiał odpowiedzi.

Wiedziony intuicją, odwróciłem się i zebrałem pomarańcz ze ścian, a następnie uzupełniłem nim tęczę.

Koniec

Komentarze

Pierwsza! :)

 rzucił z butą

Hmm. Może raczej "butnie"? Albo "z wyższością"?

 brąz mojego odzienia

Trochę zbyt górnolotnie.

 puścili o nim reportaż

O jabłku?

 zabarwił na różowo

Czyli zabiera bogatym, a daje… no, zaraz biednym. Komuś daje?

niepasującą czerwoną sukienkę

Niepasującą do? Czy po prostu gryzącą się z tłem liści?

 oburzenie na tak karygodny występek

Oburzenie tym występkiem, albo z jego powodu.

 Sława wcale nie uderzyła złodziejowi kolorów do głowy, bowiem wciąż przykładał się do drobnych kradzieży i zamian.

Dziwne zdanie.

 mijałem kilka

To jednorazowo – jeśli codziennie, to: co dzień w drodze do pracy mijałem po kilka…

nie potrafiłem ugryźć

Nie znam tego idiomu?

 Dopadł do mnie

Dopadł mnie.

ja się w ogóle nie powinienem wściekać!

W sensie, że mu nie wolno? Słabe serce?

 Owa koszula

Za wysoko. Wystarczy: Koszula. (Będzie powtórzenie, ale tu akurat to nie szkodzi.)

Był przez to wyraźnie wściekły

Może lepiej opisz, jak się przed ludźmi ogania?

 spojrzał się na mnie

Spojrzał na mnie.

 Złożyłem usta

Usta składa się tylko do pocałunku. Do wypowiedzi można otworzyć.

 nie ujrzałem

Trochę za wysoko.

 nie znajdowało się

Czy kolor się znajduje?

zmusili go, by oddał wszystkie posiadane kolory

To powinien być cały bezbarwny.

 odwróciłem się i zebrałem pomarańcz ze ścian, a następnie uzupełniłem nim tęczę.

Oo! You cannot kill an idea! I approve.

 

Ładne. Nienachalne i miłe w czytaniu. Co to ostatnio taki wysyp dobrych tekstów, kiedy liście poopadały i wegetacja zamarła? :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Drakaino, dzięki za komentarz i fajnie, że ci się spodobało. Jak zwykle większość uwag uwzględniłem.

 

ja się w ogóle nie powinienem wściekać!

W sensie, że mu nie wolno? Słabe serce?

Dokładnie o to chodziło w warstwie dosłownej :)

 

 nie znajdowało się

Czy kolor się znajduje?

W tym przypadku “kolor pomarańczowy” można potraktować jako “rzeczy pomarańczowe”.

 

zmusili go, by oddał wszystkie posiadane kolory

To powinien być cały bezbarwny.

Masz rację, usunąłem “wszystkie”. Zostały zarekwirowane te kolory, których złodziej ukradł duże ilości na potrzeby swojej tęczy, dlatego stracił tylko żółty z włosów. Ale to są szczegóły, których narrator nie ma prawa wiedzieć.

 

nie potrafiłem ugryźć

Nie znam tego idiomu?

Kurczę, ja teraz na szybko nie mogę nic znaleźć, a używałem tego od dziecka. Regionalizm? Ale jestem z Ziem Odzyskanych… Może coś rodzina ze sobą przywlekła? Ech, poszukam jeszcze, jak coś znajdę, to napiszę, jak nie, to usunę z tekstu.

ironiczny podpis

Drakaino, dzięki za komentarz

… eee… yyy… chyba wezmę to za komplement :D

Dokładnie o to chodziło w warstwie dosłownej :)

No, to tak było napisać, bo tak, jak jest, jest ciut niejasno.

W tym przypadku “kolor pomarańczowy” można potraktować jako “rzeczy pomarańczowe”.

To tak napisz.

Ale to są szczegóły, których narrator nie ma prawa wiedzieć.

OK.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Dokładnie o to chodziło w warstwie dosłownej :)

No, to tak było napisać, bo tak, jak jest, jest ciut niejasno.

Kiedy to jest wypowiedź odpowiednio stylizowana. Sąsiad (a i pewnie narrator) wie od dawna o chorobie serca, więc nie będzie mówił do znajomego w taki sposób, jakby go właśnie o niej po raz pierwszy informował :)

 

EDIT: poszukałem nieco bardziej intensywnie i nadal nie mogę znaleźć żadnych konkretnych informacji. Wiem tyle, że google pokazuje odrobinę wyników. W przypadku idiomów wyznacznikiem poprawności jest chyba to, czy są używane (a przez to zrozumiałe), a ten najwyraźniej jest, tyle że rzadko. Raczej zostawię go w tekście, zwłaszcza że jest to narracja pierwszoosobowa, no chyba że ktoś mi jeszcze zwróci na niego uwagę :)

ironiczny podpis

Opowiadanie tyleż absurdalne, co zabawne.

No i mam wrażenie, że tacy złodziej kolorów trafiają także się w naszej rzeczywistości – mało to się słyszy o bezbarwnych postaciach, czy życiu pozbawionym kolorów… ;)

 

Dodam jeszcze, że od zawsze jest mi znany zwrot ugryźć coś, szczególnie w sytuacji, gdy pojawia się jakiś problem, którego rozwiązanie nastręcza mnóstwo trudności; wtedy mówię: – Cholera jasna, jak się do tego zabrać, jak to ugryźć?

 

– Trawa wy­ro­śnie – nie za bar­dzo wie­dzia­łem, co mam od­po­wie­dzieć – do lata nie po­zo­sta­nie żaden ślad. –> – Trawa wy­ro­śnie.Nie za bar­dzo wie­dzia­łem, co mam od­po­wie­dzieć.Do lata nie po­zo­sta­nie żaden ślad.

 

zbie­go­wi­sko, któ­re­go cen­trum sta­no­wił męż­czy­zna ubra­ny w ko­szu­lę. –> I nic więcej, poza rzeczoną koszulą nie miał na sobie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niby nie mogę się przyczepić do tego tekstu, ani pod względem pomysłowości, ani technicznie, ani do fabuły, jednak jakoś kompletnie nie trafił w moje gusta, więc nie mogę też powiedzieć, że mi się podobał. Może dlatego, że sama nie do końca rozumiem złodzieja kolorów. Czy chodziło o to, że był szarym człowiekiem, który chciał poczuć, jak to jest być… Kolorowym? W sensie, znaleźć w życiu jakiś sens? Nie wiem, wydaje mi się, że jest dużo opcji interpretacyjnych. Niby to dobrze, ale jakoś wolę bardziej dosłowne teksty. 

Wielokrotnie sam podejmowały próby opisania kolorów. Jak tematu na którym literatura niezbyt się koncentruje (ludzie którzy płaczą kolorowymi łzami, a te z kolei stanowią walutę itp). Próby te pozostały w mojej głowie, bo nie mam na tyle zdolności pisarskich, by prób mych nie można było określić jako infantylne. Myślę, że kolory pozostaną domeną malarstwa.

Zgadzam się z rosabelle. Zbyt szerokie pole intrpretacyjne, które kojarzy mi się z dyskusją z barze gdzie każdy z rozmówców zaczyna od “ale”.

Nie zostawił listu, nie wygłosił manifestu.

W powieści “Kamień na kamieniu” brat powracający z tułaczki życia przestał (odmówił) mówić. Wielostronicowe próby zachęcenia go do mówienia spełzły na niczym. Konsekwentnie do ostatnie strony nie powiedział słowa. On nie wygłosił manifestu, jednocześnie jest najpotężniejszym i najbardziej doniosłym w polskiej literaturze manifestem smutku i beznadziei. Oczywiście rozmiar tekstu nie pozwala na tak doniosłe “wybrzmienie”, niemniej jeśli chciałeś mi przekazać, że życie jest szare to

ja to wiem.

Każdy wie (nawet dziecko)

Więc po co to napisałeś?

Po co?

W jakim celu?

 

od zawsze jest mi znany zwrot ugryźć coś, szczególnie w sytuacji, gdy pojawia się jakiś problem, którego rozwiązanie nastręcza mnóstwo trudności;

Tak, wtedy tak, ale tutaj jest:

 nie potrafiłem ugryźć, co dokładnie było nie tak

I to chyba za mocne przegięcie tegoż zwrotu. Takie jest moje wrażenie, i ja je w pełni podzielam.

 I nic więcej, poza rzeczoną koszulą nie miał na sobie?

I to nie byłby powód do zbiegowiska? :D

 

Dalekopatrzący – dwie uwagi. Pierwsza: idee żyją w powtarzaniu. Ludzie o nich zapominają, albo myślą, że tylko oni zauważyli – i trochę pomaga, kiedy widzą, że nie tylko oni (czy to tylko ja tak mam?). Druga: ja tu widzę nie tyle planctum, że życie jest szare, co dramatyzację tego obrazka:

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

wciąż przykładał się do także do drobnych,

Coś się rozjechało.

Zbliżyłem się w taki sposób, by nie zwracać na jej właściciela niechcianej uwagi.

Chyba jej właściciela? Czemu miałby nie chcieć zwracać uwagi na złodzieja? Chyba nie chciał zwracać jego uwagi na siebie.

chwyciwszy pod barki,

Nie da się chwycić pod barki. Można za. Pod pachy lub ramiona.

nie potrafiłem ugryźć

Nie znam tego idiomu?

Kurczę, ja teraz na szybko nie mogę nic znaleźć, a używałem tego od dziecka.

Mi też to zazgrzytało.

 

Tarnino,

Kupuję Twoje wytłumaczenie tekstu, ale to nie tłumaczy, jak on się nauczył te kolory kraść. :(

 

Napisane ładnie i sprawnie, fajny pomysł, ale obawiam się, że nie zrozumiałem. O co chodziło złodziejowi? Czemu główny bohater został złodziejem? Jak nauczył się kraść kolory? Idea rządzi się jednak innymi prawami niż umiejętność. Niestety (jak dla mnie) za duża otwartość i nie wiem jak się odnieść do tematu.

Nie da się chwycić pod barki. Można za. Pod pachy lub ramiona.

A, tak, prawda.

to nie tłumaczy, jak on się nauczył te kolory kraść. :(

Nie, ale to niekoniecznie wada. Może to jest taka umiejętność, którą ma każdy, tylko musi spróbować? Jak (podobno, tak mi mówią) wzięcie się w garść. (Eh.)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Spodobał mi się pomysł na kradnięcie kolorów.

Jak to ja, interpretuję go dosłownie – facet zabierał kolory z otaczających przedmiotów, żeby stworzyć wielką tęczę. Chociaż po co rąbnął brązowy z płaszcza, to nie wiem…

Też zgrzytnęło mi to ugryzienie. W tym przypadku “rozgryźć” nie pasowałoby lepiej?

Babska logika rządzi!

Dużo możliwości interpretacji i porządnie napisane. Cóż więcej mogę dodać? A i główny bohater – narrator też się wziął za kradzieże (tak w każdym razie sądzę). Ciekawy, mały tekst, który może nie każdemu przypadnie do gustu, ale ogólnie potrzebujemy utworów zmuszających do myślenia i interpretowania, a nie tylko doszukiwać się ciasno splecionej historii, która serwuje wszystkie odpowiedzi.

Przeczytałam ten tekst kilka dni temu. Szczerze mówiąc, czekałam na komentarze w nadziei, że podpowiedzą mi konkretną interpretację. Mam wrażenie, że coś tam rozumiem (chyba odczytałam podobnie jak Tarnina), ale wciąż parę elementów pozostaje niejasnych. Mimo to tekst jest ładny, naprawdę podoba mi się pomysł z kradnięciem kolorów – ma w sobie coś delikatnego, bajkowego i zapada w pamięć. Wahałam się z biblioteką, ale coś każe mi kliknąć, więc klikam – bardziej na czucie niż na myślenie. W końcu wiersze też często bardziej mi się podobają, dopóki ich w pełni nie rozumiem.

Ładny tekst, nienachalny. Sama idea złodzieja kolorów na plus, podobnie jak cała historyjka. Multum interpretacji też dla mnie na plus – nie pogubiłem się jakoś mocno, a bezpośrednia interpretacja także ma sens.

Tak więc ładny i kolorowy koncert fajerwerków. Ode mnie klik :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ciekawe opowiadanie, trochę poetyckie, trochę bajkowe, jak dla mnie kryjące w sobie dużo metafor o życiu i człowieku. W moim odczuciu tekst z pewnością zasługuje na bibliotekę, więc klikam :)

Dzięki za wszystkie komentarze i bibliotekę. Przepraszam, że wcześniej nie miałem możliwości odpowiedzieć.

Pamiętam, jak wrzuciłem tu ostatnio wiersz, to było też kilka komentarzy, że za mało poetycki. Tu odwrotnie. Ciągnie mnie czasami w stronę tekstów, które stoją gdzieś pomiędzy poezją a prozą, więc muszę jednak jeszcze w przyszłości ten styl doszlifować.

 

Zbliżyłem się w taki sposób, by nie zwracać na jej właściciela niechcianej uwagi.

Chyba jej właściciela? Czemu miałby nie chcieć zwracać uwagi na złodzieja? Chyba nie chciał zwracać jego uwagi na siebie.

Nie, chodziło dokładnie o to, co napisałem. Na tym etapie nikt jeszcze (poza narratorem) nie znał tożsamości złodzieja kolorów. Narrator właśnie na niego nie chciał zwracać uwagi, gdyż domyślał się, że tamten nie chce, by gapie zorientowali się, że to on zmienia kolor koszuli i jest odpowiedzialny za resztę incydentów.

ironiczny podpis

Bardzo zgrabne opowiadanie. 

Fajny pomysł, wiele możliwości interpretacji, napisane bardzo dobrze i o odpowiedniej długości :)

 

Czytało mi się świetnie i aż żałowałam, że się skończyło. 

Dobra robota!

Tylko niebieskie zyskują uwagę czytelników? Jak to dobrze, że moja następna ilustracja do tekstu jest niebieska :D

No dobra, a teraz czytam :P

Podobało mi się, a biblioteka już jest, więc mam mniej roboty. Fajny akcent na końcu, że moc przeszła na głównego bohatera. Jeśli oczywiście dobrze wszystko zrozumiałem.

 

Znalazłem też jeden błąd

“Nie zapadł wyrok, złodziej kolorów powiesił się w celi.”

 

Powinno być chyba “nim” zapadł wyrok.

 

Issanderze, już mniej się martwisz? :3

Sympatyczne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Bardzo dobry szorcik. Wciągający, oryginalny, zapadający w pamięć, z niezłym zakończeniem.

Nowa Fantastyka