- Opowiadanie: Prorok T2 - Yuki i Pani Wschodniego Wiatru - Rozdział 1

Yuki i Pani Wschodniego Wiatru - Rozdział 1

Jest to pierwszy rozdział mojej powieści pod tytułem “Yuki i Pani Wschodniego Wiatru”, którą aktualnie piszę. Początkowo miała to być książka dla dzieci, którą dwa razy wysyłałem konkurs Biedronki “Piórko”, lecz po jakimś czasie postanowiłem zmienić formę i nadać jej inny kształt. 

Akcja toczy się w świecie fantasy, utrzymanym w stylistyce Kraju Kwitnącej Wiśni. Głównym bohaterem jest Yuki, chłopiec o niezwykle bladej cerze, który pewnego razu gubi się w lesie. Pierwszy Rozdział pełni formę wprowadzenia oraz początku opowieści. Fragment sprawdzałem pod kątem różnych błędów i mam nadzieję, że jeśli jakieś się pojawią, nie przeszkodzą w pozytywnym odbiorze tekstu.

Kolejne rozdziały postaram się publikować w miarę regularnie. 

Oceny

Yuki i Pani Wschodniego Wiatru - Rozdział 1

Rozdział 1. Zagubiony w lesie

 

Niebo iskrzyło się groźnie, jednoznacznie wskazywało na nadchodzącą burzę. Granatowe przestworza spowiły szare kłęby chmur, z których wystrzeliły pioruny; białe łańcuchy łączyły się ze sobą, tworząc błyskawice, które później z impetem uderzały w ziemię, manifestując swoją potęgę w postaci podpalonych drzew. Wkrótce ogień zaczął rozprzestrzeniać się po całej powierzchni lasu.

Wiatr przybierał na sile, gwiżdżąc w puste wyschnięte pnie, następnie spadł silny deszcz, mocząc płócienną koszulę, sznurowaną u szyi i spodnie ze skóry niedźwiedzia.

Chłopak szedł wolnym krokiem, mijał gęste skupiska zarośli. Nazywał się Yuki i pochodził z wioski położonej blisko lasu, lecz tego dnia zgubił się w nim. Zakazany Gaj był niebezpieczny i wynikających z niego zagrożeń nie należało bagatelizować. Wiedział o tym najlepiej, jednak z roztargnienia zapomniał wziąć tarczy. Zamiast tego posiadał łuk, wykonany z młodego dębu, oraz stalowy miecz schowany na plecach, tuż obok kołczana.

Yuki wyciągnął jednoręczne ostrze ze skórzanej pochwy i zacisnął dłoń wokół chwytu. Na metalowej powierzchni o jasnym, ciemnoniebieskim wzorze pojawiały się kolejne krople wody, mieniące się tęczową barwą. Idąc coraz dalej, zobaczył chwasty blokujące ścieżkę, więc bez trudu przeciął je mieczem. Droga się powtórzyła.

Po jakimś czasie Yukiemu udało się natrafić na konstrukcję, przypominającą grzędę dla ptaków[1]. Yuki przystanął na chwilę w miejscu, przypatrując się budowli. Jej kształt tworzyły dwa słupy złączone u góry poprzecznymi belkami.

Nie namyślając się długo, przeszedł przez nią. Ukazał mu się widok dawnej świątyni, niegdyś należącej do mnichów z zakonu Dzikiej Róży, o której do tej pory nie miał pojęcia, że istniała.

Wrony i kruki o sklejonych piórach siedziały przed gankiem przypominającego część mieszkalną miejsca, z której został tylko poczerniały, drewniany szkielet, wypełniony ciemnością. Wszystko porastała dziwna roślinność o fantazyjnych kształtach, utrzymując całość dzięki korzeniom drzew, które wpełzły do środka, zapobiegając zawaleniu się.

Nagle jedna z ceramicznych płytek dachu spadła z brzękiem, roztrzaskując się na ziemi.

Yuki cofnął się, przypadkiem potykając o kamień i przewrócił się, uderzając w czoło. Od razu wstał, otrzepując z kurzu kolana. Gdy dotknął bolącego miejsca, gdzie powstał siniak, po jego policzkach poleciały łzy.

Na samym środku niewielkiego placyku widniał złoty posąg, przedstawiający małpy. Chłopak ostrożnie podszedł bliżej, żeby mu się przyjrzeć.

 Każda z figur była ustawiona w innej pozycji – Pierwsza miała zatkane uszy, Druga zamknięte oczy, Trzecia zasłonięte usta. Zastanawiało go, co to mogło oznaczać, ale przekonał się, że nie było mu dane tego się dowiedzieć.

Głośny, przeraźliwy krzyk, przechodzący w mysi pisk, przeszył powietrze. Przypomniał sobie, że ojciec wielokrotnie ostrzegał go, aby nie zapuszczał się w te dzikie tereny, będące domem dla wielu tajemniczych stworzeń. Nie zważając na niebezpieczeństwo, Yuki pognał co sił w nogach i w mgnieniu oka znalazł się w innej części Gaju.

Dwójka nieznanych mężczyzn ze strzelbami trzymała lisa, uwięzionego w metalowej klatce. Najprawdopodobniej byli to kłusownicy, należący do jednej z rozsianych po królestwie gildii, zajmującej się nielegalnym zbieraniem rzadkich okazów zwierząt. Różni handlarze płacili krocie złotych monet za złapane trofea, które później trafiały do prywatnych kolekcji bogaczy i szlachciców.

Chłopak stanął jak wryty, usiłując wymyślić dobrą taktykę na walkę z dwoma bandytami, jednak obawiał się, że cokolwiek by nie zrobił to i tak nie miałby z nimi najmniejszych szans.

Yuki szybkim ruchem dobył strzały z kołczanu i mocno naciągnął cięciwę swojego łuku. Miał wątpliwości, jak powinien wystrzelić, aby nikogo nie zranić i jednocześnie uwolnić dużego lisa. Jego wybór padł na grubego osiłka z toporem w ręku a bronią palną w drugiej. Yuki chciał go przestraszyć, odciągając uwagę od klatki, w której było trzymane zwierzę.

Powietrze przeszyła strzała wystrzelona z łuku, lecz grot trafił w pobliskie drzewo, zwracając uwagę jego towarzysza. 

Niewysoki mężczyzna był mocno wychudzony, z tego powodu cały ubiór, jaki miał na sobie, po prostu na nim wisiał, podkreślając brak solidnej krzepy. Dodatkowo nosił trofeum z kappy[2] w postaci łuskowatego pasa, który znacznie go obciążał.

Bez żadnego oporu naciągnął linę jak strunę harfy, po czym wystrzelił, trafiając w ziemię blisko stóp Yukiego. Nie wiadomo, czy było to specjalnie, żeby wystraszyć chłopca, czy może po prostu w niego nie trafił.

Te domniemania przerwał gwałtowny wiatr, który pojawił się znikąd i zmusił obu mężczyzn do odwrotu razem z lisem. Gdy zagrożenie minęło, Yuki podszedł do tego miejsca, by dowiedzieć się, czego tak naprawdę chcieli kłusownicy.

Średniej wielkości lis o złotej sierści, takiej samej jak uprowadzony wcześniej, wyraźnie się go bał. Nie znając zamiarów człowieka, opuścił swoją bogatą kitę i schował się w starej kłodzie.

Chłopak musiał się wykazać sprytem, jeśli chciał pomóc stworzeniu. Przykucnął i wyciągnął dłoń w przyjaznym geście. Nie minęło dużo czasu, aż lis opuścił kryjówkę. Wyglądało na to, że bardzo cierpiał, kulejąc na jedną z łap. Yuki dostrzegł swoim spojrzeniem dziwny przedmiot przypominający drzazgę, lecz w środku wypełnioną dziwnym płynem.

Yuki sprawnym ruchem dłoni wyciągnął groźny wynalazek z łapy zwierzaka i kolejny raz dokładnie go obejrzał. Oczy Yukiego zaświeciły się na niebiesko, co było dowodem nieznanych wcześniej umiejętności tropicielskich. Po chwili nie miał wątpliwości, że w środku pływała trucizna i gdyby dostała się do organizmu stworzenia, mogłoby ono nie mieć tyle szczęścia.

Uradowane stworzenie zaczęło skakać wokół niego i piszczeć, co bardzo przypominało wesołe szczekanie psa. Lisek wszedł mu na ramię, otulając szyję puchatymi kitami. Yuki rozpromienił się, ale natychmiast powrócił myślami do swojej obecnej misji, jaką było odnalezienie bezpiecznej drogi domu, która nieco się skomplikowała. 

 

vvv

 

Szalejąca wichura na nowo powróciła do Zakazanego Gaju, a deszcz moczył i tak już głęboko przesiąknięte wodą ubranie. Yuki błądził kilka długich godzin po lesie i kolejne nie napawały go sporym optymizmem. Miał już dość gęstych zarośli i drzew, które wydawały się niekończącym labiryntem. Wtedy w głowie Yukiego pojawiła się malutka iskierka nadziei, że w ślad za nim zostali posłani tropiciele.

Yuki postanowił się nie poddawać, mimo że krążył bez celu w poszukiwaniu bezpiecznego wyjścia, którego nie potrafił odnaleźć.

W tak niebezpiecznym miejscu, jakim jest las, nie obawiał się potworów, ponieważ posiadał swój łuk i miecz. Bardziej martwił się innymi ludźmi, którzy mogli być od niego lepiej wyszkoleni w posługiwaniu się przeróżnymi technikami i stylami, a także magią – szczególnie tych umiejętności bał się najbardziej. Od małego słyszał przeróżne opowieści o najemnikach, porywających ludzi i wywożących ich daleko stąd, aż do mroźnych krain na dalekiej północy, zamieszkiwanych przez dzikie ludy.

Yuki szybko otrząsnął się z tych myśli. Postanowił znaleźć w sobie wewnętrzną siłę, dzięki której nie przegra z żadnym szermierzem ani kłusownikiem, który mógłby mu zrobić krzywdę. Rozmyślając dalej, zastanawiał się, jak mógłby to uczynić.

Podczas szukania w pamięci magicznych inkantacji, które gdzieś usłyszał, chłopak zorientował się, że nie przebywa już w Zakazanym Gaju, ale w innej strefie zwanej Białą Puszczą, w której rosły śnieżnobiałe brzozy o niezwykłych owocach, dojrzewających na wiosnę; dla śmiertelnika zjedzenie jakiegokolwiek z nich oznaczało ciężkie zatrucie, z kolei zwierzęta upodobały go sobie jako smakołyk.

Noc zwiastował srebrny księżyc w pełni, otoczony gwiazdami, mieniącymi się przeróżnymi kolorami. Niewielkie obłoki krążyły po niebieskofioletowym horyzoncie.

Ależ tu ciemno, powiedział w myślach Yuki. Niestety nie posiadał niczego, co mogłoby rozjaśnić przestrzeń wokół niego. Pojawiło się u niego pragnienie nauczenia jakiegoś przydatnego zaklęcia. Idąc przed siebie, Yuki czuł, że liczne bestie zamieszkujące tę część lasu, wpatrywały się w niego. Wtedy po zejściu ze ścieżki dostrzegł kogoś, zbierającego drewno na opał.

Gdy przestało padać, zrobiło się znacznie chłodniej. Chłopak zatrząsnął się i kichnął z zimna.

 Podszedł bliżej do tajemniczej postaci, którą okazał się nią, podobny do niego, młodzieniec. Na pierwszy rzut oka nie wyróżniał się niczym szczególnym, z wyjątkiem ogona, z fragmentem bieli na końcu, który machał radośnie z tyłu, wilczych uszu stojących na głowie i kłów przypominających psie. W dłoniach trzymał zgromadzony chrust, lecz widząc nieznajomego, zaprzestał zbierania.

– Hej! Kim jesteś? – zawołał głośno.

– Nazywam się Yuki – powiedział przybysz. – I… chyba się zgubiłem – stwierdził niepewnie.

– O! To dobrze się składa. – Uśmiechnął się radośnie, eksponując swoje pokaźne uzębienie, po czym dodał dumnie: – Znam ten las jak własną jaskinię.

– Jaskinię? – Yuki uniósł brwi do góry, nie dając wiary jego słowom.

– Tak – rzekł nieznajomy. – Mieszkam niedaleko, w jaskini. Tam mam swoją norę. – Wskazał palcem gdzieś w oddali. – A, możesz mi mówić Kito.

– Jasne, Kito. Naprawdę jest stąd jakieś wyjście? – zapytał.

– Oczywiście, ale… Może najpierw pójdziesz do mnie? – odpowiedział mu onieśmielony. – Wyglądasz na przemarzniętego, pewnie nic nie jadłeś od dłuższego czasu.

– Dziękuję, chętnie skorzystam z zaproszenia.

– Proszę bardzo. Tak rzadko mam okazję z kimś porozmawiać, zazwyczaj siedzę tutaj samotny jak palec.

Yuki cofnął się, ponownie wyciągnął swój miecz ze skórzanej pochwy. Wówczas stal zaczęła emanować dziwnym światłem, co znaczyło, że broń była zaklęta i pokryta potężną, pradawną magią, która pozwalała ukazywać prawdę w mroku, a przynajmniej wierzyli w to mieszkańcy wioski.

Coś poruszyło się w zaroślach. Chłopak zbliżył się wraz ze swoim mieczem, rozjaśnił je i pozwolił, by wkrótce z nich wyłoniła się obrzydliwa zjawa Panna Bai.

Widmo kobiety nosiło suknię ślubną, potarganą i przyozdobioną roślinnością. W kościstej dłoni trzymała lampę, z której wydobywała się złowroga, zielona aura. Unosiła się niedużo nad ziemią, owinięta łańcuchami, które krępowały jej ruchy.

Kito zerknął na Yukiego, który trzymał wyciągnięty w górze miecz, lśniący przepiękną lazurową barwą. Miał nadzieję, że ten blask przepędzi zjawę na dobre, zamiast tego Panna Bai zaczęła się zbliżać w ich kierunku.

Yuki był odważny, ale do tej pory nigdy nie walczył z duchami. Biegiem rzucił się do ucieczki zaraz za wilczkiem.

Sporo nauczył się od swojego ojca, który był leśnikiem, ale także utalentowanym szermierzem i podróżnikiem. Czasami zabierał go ze sobą na lekcje walki mieczem do specjalnego miejsca w lesie, jakim była polana, gdzie znajdowały się ustawione manekiny, a także tarcze do trenowania strzelania z łuku. Pokazywał, jak należało obchodzić się z bronią, ale chyba nawet taki doświadczony znawca lasu i jego skarbów, jak on, nie wiedziałby jak pokonać zjawę.

Yuki skarcił się w myślach za to, że nie próbował zawalczyć z upiorzycą. Przypomniał sobie o specjalnej zdolności swojego miecza, która mogłaby mu w tym pomóc, lecz uświadomił sobie również, że nie wiedział jak, się ją aktywowało.

Biegnąc zboczem, Yuki poślizgnął się na kamieniu i wpadł w głąb niedużego jeziora. Natychmiast wypłynął na powierzchnię i złapał oddech. Po dopłynięciu do brzegu zauważył swoje odbicie w jednej z kałuż.

Mieszkańcy wioski Mizuro czasami nazywali Yukiego śnieżnym chłopcem z powodu bardzo bladej cery. Rodzice mówili mu, że jest wyjątkowy i faktycznie tak było. Każdy mógł przekonać się o jego uprzejmości i serdeczności, jaką okazywał nie tylko starszym wioski, ale również miejscowemu kapłanowi Patki, który nie cieszył się zbyt dobrą sławą z powodu swojej gburowatości.

Niebieskie oczy wyglądały jak dwa małe paciorki, przesłaniane chwilami przez opadającą grzywkę, spowodowaną kłębiąca się na głowie krótką czupryną. Nagle przerażony zauważył, że na jego ramieniu nie było liska. Musiał go jak najszybciej odnaleźć.

Yuki wstał i ruszył dalej, przeszukując każdy możliwy kąt ciemnej doliny. Nie odnalazł lisa, ale zauważył, że wszystkie mniejsze stworzenia i zwierzęta chowały się do dziupli i innych kryjówek. Przyczyna tego tkwiła w niepokojącej aurze Panny Bai.

Chłopak ukrył się w najbliższych krzewach, dostatecznie gęstych, aby nie odkryła go zjawa. Duch młodej dziewczyny o trupim wyglądzie, przemierzał tę okolicę w poszukiwaniu swoich ofiar. Brak jakiejkolwiek skóry czy ciała wzbudzał powszechny strach i odrazę wśród wszystkich istot żywych w lesie. Po chwili odsłonił spory fragment liści i zobaczył lewitującego nad ziemią upiora. W tym samym momencie poczuł na swoim ramieniu jakiś ruch. Spojrzał w bok.

Wilcza łapa pokryta grubym futrem i z pazurami wbijała się w skórę.

„Aaa…!”

Yuki chciał krzyknąć, ale z ust uniósł się jedynie cichy szept. Wtedy na twarzy ponownie pojawiła się ta sama łapa, która przed chwilą była na jego ramieniu. Yuki obrócił się za siebie i wypluł resztki sierści, które pozostały mu w ustach. Przyglądał się wilkowi.

Dwoje okrągłych, żółtych ślepi dało mu do zrozumienia, że nie musiał się bać. Ich właściciel wydał się znajomy chłopcu, w pewnym sensie przypominał Kito, którego spotkał niedawno. Na jego grzbiecie spokojnie spał lis uratowany z łap kłusowników. Yukiemu ulżyło, gdy uświadomił sobie, że jest bezpieczny.

Bestia zniżyła się trochę i pozwoliła wsiąść człowiekowi na siebie. Yuki ostrożnie chwycił się sierści na karku. Razem czekali na moment, gdy zjawa odeszła gdzie indziej. Błyskawicznie ruszyli przed siebie, nie znając dokładnego kierunku ucieczki. Dopiero po którymś zrywie zrozumieli swój błąd.

Znaleźli się przy Orlej Skale, gdzie wielu nieszczęśników ginęło podczas walki z potworami. Wszyscy z nich kończyli swój żywot na dole, gdzie z dna rzeki wyrastały kamienne szpikulce. Miejsce to swą nazwę zawdzięczało pewnemu kartografowi, który dostrzegł podobieństwo skał do dziobów orłów, a zaraz po udokumentowaniu tego miejsca, po prostu zniknął.

Kito cofnął tylną łapę, o mało nie ześlizgując się w ciemną otchłań. Panna Bai powoli zmierzała w ich kierunku.

Yuki zmartwił się całkiem na dobre: Sądził, że uciekną już Pannie Bai, a on być może znów za parę godzin znajdzie się w ciepłym łóżku, rodzice wyciągną wobec niego konsekwencje, ale przynajmniej będzie bezpieczny. Nawet Kito nie wiedział, jak wyjść z tej opresji.

Chłopak zsiadł z grzbietu wilczka i chwycił mocno obiema dłońmi za rękojeść, mierząc zjawę wzrokiem. Nie czuł wobec niej strachu, zależało mu, żeby uratować nowo poznanego przyjaciela.

Brakowało mu znajomości jakichkolwiek zaklęć, jednakże w kołczanie jeszcze tkwiły cztery strzały. Spostrzegł, że na niewiele mogłoby się to zdać. Zjawa bez problemu przechodziła przez wszystkie naturalne przeszkody, w tym skały. To przypominało rąbanie kamienia toporem, czyli coś kompletnie niewykonalnego. Zaczarowana klinga milczała z kolei, choć wciąż jarzyła się niebieskim światłem, prawdopodobnie wykrywając niebezpieczeństwo.

Młodzian przyjął odpowiednią pozę. Jego prawa stopa znajdowała się z przodu, druga nieznacznie wycofana do boku, jakby chciał uderzyć od flanki, ale było to fałszywe przekonanie. W rzeczywistości był gotów uderzyć od dołu prostym cięciem, takim, jakiego nauczył go ojciec. Ciało było nieznacznie pochylone do tyłu, zupełnie jakby niewidzialny ciężar próbował go przeciągnąć na drugą stronę. Miecz trzymał mocno za oskórowaną rękojeść.

Panna Bai zatrzymała się, ale z daleka wyczuwała intencje, jakie kryły się w młodym umyśle. Światło księżyca odbijało się od ostrza.

W tym momencie złoty lis przebudził się i wyskoczył majestatycznie do góry. Yuki w zdziwieniu obserwował, jak swobodnie szybuje w powietrzu, by po chwili zatrzymać się na ziemi. Stworzenie rozłożyło na kształt wachlarza swoje dziewięć puchatych ogonów, z których wystrzeliły jasne, niebieskie ogniki w stronę widma. Upiorzyca zawyła wniebogłosy i odsunęła się, jednak tylko na małą odległość, póki lisiątko nie wystrzeliło kolejnej salwy, przeganiając zjawę.

Yuki wsiadł z powrotem na grzbiet Kito i wspólnie uciekli z tego miejsca, kierując się do jaskini, gdzie mieszkał wilczek. Poczuł zmęczenie i senność. Gdy już dotarli na miejsce, nowy przyjaciel chłopaka zaczął oprowadzać go po swoim domu.

Kamienna grota była niezwykła i wyróżniała się od wielu innych, podobnych naturalnych obiektów tego typu. Przede wszystkim w oczy rzucała się ogromna wielkość, w której można by ukryć wiele rzeczy w postaci żywności, z łatwością mogącej posłużyć do wykarmienia całej wioski albo stworzenia tutaj zbrojowni przydatnej dla rycerzy.

Od dołu wyrastały skalne formacje w postaci stalagmitów, wokół których mnożyły się dzikie grzyby o rdzawych kapeluszach z białymi kropkami. Yuki nie wiedział, czy są jadalne, choć miał ochotę zjeść cokolwiek, by uśpić głód na chwilę. Wnet jego oczom ukazało się coś niezwykłego.

Jedna z kamiennych ścian pokryła się obrazem, odzwierciedlającym nocne niebo z na przemian połyskującymi gwiazdami. Nie umiał znaleźć odpowiednich słów, aby wyrazić swój podziw, a w duchu zadawał sobie pytanie: „Jak to możliwe?”. Kito natychmiast pośpieszył z wyjaśnieniem:

– To Moliki.

– Słucham? – zapytał zaskoczony Yuki.

– Moliki. To drobne owady podobne do świetlików, a przynajmniej ja je tak nazywam. Są nieco większe, ale lubię się z nimi bawić, poza tym fajnie świecą.  

– Aha.

– Wybacz, że zapytam… Gdzie znalazłeś tego lisa? – Wskazał na puchatą kulkę na ramieniu chłopca.

– Ee… Gdy się zgubiłem, usłyszałem krzyk i pobiegłem, ile sił w nogach do tamtego miejsca, gdzie go znalazłem. Dwójka kłusowników próbowała go porwać.

– To interesujące. – rzucił Kito. – Kłusownicy bywają tutaj rzadkością, nawet oni nie zapuszczają się tak daleko.

– Mnie to jakoś nie dziwi – odparł. – Im głębiej w Zakazanym Gaju, tym na lepsze gatunki trafiają. Chciwość jest tym, czym kierują się naprawdę.

– Pewnie masz rację… – Wzruszył ramionami.

– A… Kim jest twój tato? 

Kito zarumienił się.

– KIIIIITOOOO!

Ściany jaskini wibrowały, niosącym się przez nie echem o ciemnej barwie głosu. Chłopak spojrzał na zdenerwowanego Kito.

– Kto to? – spytał.

– To właśnie mój… ee… tato – zawahał się przez chwilę. Wilczek zupełnie nie wiedział, co robić, ponieważ rodzice zakazali mu sprowadzać tutaj ludzi. – Posłuchaj, Yuki, musisz się gdzieś schować, dobra?

– Co? Czemu?

– To skomplikowane. Zapomniałem o czymś powiedzieć rodzicom i mogą być źli, gdyby dowiedzieli się, że przyprowadziłem gościa na kolację.

– W porządku. Gdzie mam się ukryć?

– Za następnym korytarzem jest piwniczka. – Kito zasugerował przejście w prawo. – Trzymamy tam przetwory.

– Skoro tak trzeba.

Yuki mocno zaniepokoił się zachowaniem Kity. Niemniej postanowił on spełnić jego prośbę i ukryć się w piwniczce pełnej przetworów, mimo iż obawiał się, czy rzeczywiście była tak przestronna, jak zaczął mu opowiadać.

Kito chwycił za właz i podniósł go do góry, odsłaniając drabinę prowadzącą na dół. Chłopak zszedł dzięki niej i będąc już na dnie, usiadł na czymś twardym. Nagle z góry spadła lampa, która nie zdążyła się rozbić, dzięki jego zaradności i refleksowi. Wnętrze rozjaśniło jasne światło. Yuki zorientował się, że siedział na drewnianej ławce.

Przeróżne wędliny o znakomitym zapachu, wobec których żaden śmiertelnik nie przeszedłby obojętnie, sterczały tu, zawieszone u stropu niskiego sufitu. Marynowane kiełbasy, szynki… ustawione na jednej z licznych drewnianych półek, były jednymi z nielicznych przysmaków, zauważonych przez niego. Na sam ich widok przypomniał mu się smak ulubionej potrawy – pieczonej gęsi w sosie cytrynowym, gotowanym przez mamę. Przetwory zapieczętowane w skromnych słoikach, zrobione zarówno z warzyw, jak i owoców, stały w nieskończonym labiryncie prowizorycznego korytarza, zamkniętego na cztery spusty, pomiędzy meblami. Przez kratę zobaczył, że było ich dość sporo.

Rodzina wilczka musiała być ogromna, co tylko wzbudzało jego ciekawość na temat tego, kim rzeczywiście byli.

Światło błysnęło bez uprzedzenia. Było ono jaśniejsze niż to, które dostał od Kity. Blask tamtego oślepił go. Zamknął na chwilę oczy, a gdy znów je otworzył, ujrzał piękne zjawisko.

Mała twarz była piękna i zadbana, otoczona długimi, prostymi bursztynowymi włosami, które opadały powoli na ramiona, sprawiając, że czuły się bardziej żywe i zmęczone, a jej dwa błyszczące zielonkawe oczy były niemal zadziwiające, odbijając refleks świetlny, padający od lampy w rogu. Dziewczyna nosiła złotą sukienkę, zdobioną drobnymi brylantami.

– Cześć, jestem Anni. – Grzecznie uśmiechnęła się do niego. Jej głos był dźwięczny i czysty niczym u skowronka.

– Yy… Yuki – odpowiedział lekko zmieszany, nie potrafiąc przez chwilę wydusić z siebie więcej ponad swoje imię. – Przepraszam, że zapytam Anni, ale… ee… Gdzie jest ten lis?

– Hm? Jaki lis? – Anni zdziwiła się.

– No ten, który siedział tutaj obok mnie przed chwilą. 

– A, ten! – zachichotała głośno. – To ja, głuptasie!

– T-to ty?! – Oczy chłopaka zrobiły się większe. – Niemożliwe.

– Mhm. Gdzie jest moja mama?

– Kto?

– Kłusownicy schwytali ją do klatki. To był taki wielki lis, a w zasadzie lisica – wyjaśniła ku ogromnemu szokowi chłopca.

Yuki pochylił głowę w dół i sposępniał.  

– Przykro mi. Nie uratowałem jej.

Anni początkowo nie chciała wierzyć jego słowom, sądząc, że może kłamać, lecz po chwili zrozumiała, że mówi prawdę. Usiadła w niewielkiej odległości od niego i skryła twarz w dłoniach, cicho łkając. Po zaróżowionych policzkach spłynęły dwie ledwo widoczne strużki łez, co bardzo go zasmuciło. Nie wiedział, że tą wiadomością, mógł sprawić jej przykrość.

Nieoczekiwanie pomieszczenie, w którym się znajdowali, wypełniało się wodą. Chłopak próbował się wydostać, ale w chwili, gdy chwycił się pierwszego szczebla, porwał go silny prąd. O mało nie utonął, próbując w niej pływać.

W ostatnim momencie chwycił się drabiny i chwilę później zaczął się wspinać. Po jakimś czasie obejrzał się za siebie i zobaczył tonącą Anni. Zeskoczył ponownie na dół.

Komorę pełną wody oświetliła lampa pełna molików, dzięki czemu bez problemu uratował dziewczynę. Gdy byli już blisko włazu, drewniana klapa otworzyła się, ujawniając wielką owłosioną łapę, która ich stamtąd wydostała.

Yuki usiłował złapać oddech, cały czas wypluwając resztki słonej wody. Po jakimś czasie podniósł wzrok znad podłogi i ujrzał najeżone wilcze kły oraz żółte, jaskrawe ślepia drapieżnika. Bestia wyglądała na większą od Kity i znacznie groźniejszą.

Wilk prychnął głośno, wypuszczając biały obłok pary z nozdrzy i obrócił się szybko, machając długim ogonem. Potem powrócił do swojej dawnej, człowieczej formy.

Wyglądał bardzo młodo, trudno było określić jego wiek, ale zdawało się, że tak naprawdę mógł być o wiele starszy.

Jego twarde, surowe rysy upodabniały go do górala; brwi nad oczyma były grube, posiadał nieznaczny zarost na twarzy i masywny nos, nie przypominający takiego, jakim charakteryzowali się mieszkańcy wsi. Przez dwie, duże dziurki wlatywało powietrze.

Od stóp w górę nie nosił butów, jednak miał na sobie skórzane spodnie, kończące się w pasie, przepasanym mocnym materiałowym paskiem ze złotą sprzączką, w kształcie głowy wilka, z wyszczerzonymi kłami. Górę okrywało starannie wykonane owcze futro, pod którym posiadał prostą, lnianą koszulę.

– Wybaczcie za zachowanie Kito – powiedział. Ton jego głosu pobrzmiewał matową barwą, brzmiącą dość groźnie dla słuchającego. – Nieczęsto mamy okazję spotkać ludzi i tak… specjalnego gościa. – dodał, zwracając uwagę na stojącą obok Yukiego Anni.

– Dziękuję.

– Nie dziękujcie mnie, chłopcze. – Mężczyzna uniósł ręce w obronnym geście. – To zasługa Kito. Gdyby nie on, nic nie wiedziałbym o waszym istnieniu i pewnie byście się tam potopili, na dole.

– Nie wiem, co powiedzieć… Ja…

– Ty nazywasz się Yuki, prawda? Tak masz na imię?

– Zgadza się… Skąd pan to wie?

– Ha, ha. Możesz mi mówić Kerto, jestem ojcem tego nicponia.

– Ogromnie panu dziękuję, Kerto-san[3]. I tobie też, Kito. – Chłopak obdarzył spojrzeniem wilczka i ukłonił się krótko.

– Podobno się zgubiłeś. To trochę nierozsądne w tak młodym wieku, szwendać się po lesie.

– Wiem – przyznał rację Yuki. – Ale pomagałem mojemu tacie i w pewnym momencie zgubiłem ścieżkę.

– Spokojnie. Tutaj jesteś bezpieczny – oznajmił Kerto. – Pomożemy ci, ale najpierw powinieneś coś zjeść… Ups! Przepraszam… Powinniście coś zjeść. Wybacz, Anni, kompletnie o tobie zapomniałem.

– Nic nie szkodzi. – Złotowłosa ukłoniła się lekko, splatając ze sobą dłonie i łącząc je na wysokości bioder. Ręce miała zgięte, głowę spuszczoną w dół, a twarz i wzrok wbity w skalną podłogę. Pomyślała o mamie.[4]

 

 vvv

 

Pomieszczenie przypominało ludzką izbę, ale oczywiście nią nie było. Kamienne ściany idealnie maskowały drewniane boki, wyściełane w środku owczą wełną. Wyposażenie tego pomieszczenia stanowiło pięć drewnianych krzeseł i stojący na środku duży stół, gdzie podano pyszne potrawy w glinianych misach. Wnętrze było dość przestronne i wielkości przynajmniej sześciu belek drewna.

Kuszący zapach unosił się w powietrzu. Ich aromat wodził za nos Yukiego, zachęcając do spróbowania ich wszystkich. Niestety jego myśli skupiały się wokół mamy Anni, której nie potrafił uratować, czego bardzo żałował.

Nie uszło to uwadze Kerty, który uważnie obserwował chłopca. Domyślił się, że przyczyna jego braku apetytu miała związek z porwaniem. Współczuł mu, ponieważ widział jego zaangażowanie w całą misję, jaką na siebie przyjął.

– Yuki? Wszystko w porządku? – zaniepokoił się Kito.

– Spokojnie, Kito – wtrącił wilk. – Twojego przyjaciela musi coś trapić, prawda?

– Przepraszam – odezwał się chłopak. – Trochę ciężko mi jeść to wszystko, myśląc jednocześnie o tym wszystkim, co się dzisiaj wydarzyło.

– Rozumiem.

– Wszystko jest pyszne i w ogóle, ale…

– W porządku, chłopcze, nie gniewam się. Rzadko u którego człowieka można się spotkać z podobną troską o dobro innych – Kerto przerwał jego wypowiedź, uspokajając obronną postawą.

– Dziękuję.

– Mimo to wolałbym, żebyś coś zjadł. Nie darowałbym sobie, gdyby przytrafiłaby ci się jakaś krzywda. Poza tym… to niezdrowe.

– Wolałbym podążać dalej za porywaczami – oznajmił pewny siebie Yuki.

 – W tym momencie najważniejsze jest twoje bezpieczeństwo. Wierzę, że to, o czym mówisz, pewnie by miało miejsce, ale powiedz… Czy fakt, że posiadasz łuk oraz miecz, czyni cię wybitnym wojownikiem? Czy wiesz, jak należy się nimi posługiwać? – zapytał Kerto, wskazując na położone w rogu jego sprzęt.

– Nie do końca.

– Właśnie. Może zdołałbyś dogonić kłusowników, ale czy byłbyś w stanie ich pokonać?

– N-nie wiem…

– Proszę, Yuki, zjedz kolację, nim wystygnie. Moja żona bardzo się napracowała, zważywszy na to, że pierwszy raz gościmy człowieka.

Zupa ze skalnych grzybów była gęsta i miała piękny brązowy kolor. W środku pływały również kawałki, drobno pokrojonych części, jadalnych fragmentów kapeluszy. Chłopak spojrzał na danie, po czym usłyszał głośny, dobiegający z jego brzucha odgłos:

„BBBUUUURRRRR”

Jednym ruchem zabrał się za jedzenie, jednak poczuł, że nie był to wystarczający posiłek i chwycił talerz, na którym był podany makaron w sosie jabłkowym.

Kerto uśmiechnął się szeroko do swojej ukochanej, która odwzajemniła uśmiech. W odróżnieniu od męża miała chudsze uszy, pokryte rudą sierścią i krótkie włosy.

Po kolacji mężczyzna odprowadził przyjaciół syna do pokoju gościnnego, ukrytego za głazem.

Yukiemu i Anni ukazało się przyjazne wnętrze pokoju, zabudowane podobnie jak w kuchni drewnem, aby zapewnić ciepło. Wewnątrz były dwa łóżka, oddzielone od siebie w równej odległości oraz niewielka komódka.

Wilk życzył obojgu miłej nocy i odszedł, zamykając wejście, przed tym zostawiając lampę z molikami, aby jeszcze przez chwilę rozjaśniały pomieszczenie.

Yuki położył się, ale nie potrafił zasnąć. Nazajutrz wszyscy mieli ruszyć tropem porwanej lisicy.

– Dziękuję – wypowiedziała na głos Anni, gapiąc się na ciemny sufit, rozjaśniony przez owady.

– Za co?

– Uratowałeś mnie. To nie było proste.

– Kim jest twoja mama?

– Wielu nazywa ją Panią Wschodniego Wiatru, ale to tak naprawdę zwykła kobieta, o imieniu Fenna.

– Fenna… Ładne imię.

– Twoje też jest urocze. Yuki to znaczy śnieg, prawda?

– Zgadza się. Rodzice dali mi tak na imię, ponieważ urodziłem się biały jak puch. Niektórzy ze mnie żartowali, że musiałem się czegoś porządnie wystraszyć.

Zapanowała cisza, po czym oboje wybuchli krótkim śmiechem.

– Często nosisz łuk? I miecz? – zaciekawiła się Anni.

– Nie, ale tata mi mówi, że muszę się jakoś bronić. Nie jestem zbyt dobrym szermierzem ani nie znam też żadnych zaklęć. Chętnie też bym się jakichś nauczył.

– Mogłabym ci pomóc, oczywiście, jeśli chcesz – zaproponowała.

– To trudne?

– Nie wszyscy posiadają predyspozycje. Czasami niektórzy potrzebują więcej czasu, żeby opanować niektóre zaklęcia, na przykład… ee… Pokażę ci!

Dziewczyna zastanawiała się, które ze znanych jej zaklęć pokazać Yukiemu. W końcu doszła do wniosku, że kula ognia może być najbardziej odpowiednim z nich. Zeskoczyła z łóżka, wyciągnęła ręce przed siebie i wymamrotała powoli:

Kula ognia.

Potężny, pomarańczowoczerwony ładunek uderzył z łoskotem o kamienie, sprawiając, że ciepło rozeszło się po wszystkim, przez przypadek nie wywołując pożaru. Z drugiej strony była to inkantacja stopnia pierwszego, która nie mogła wyrządzić komukolwiek większej krzywdy.

– Oo… – Chłopak wydął usta z podziwu.

Chciał pogratulować Anni zdolności, ale nie zauważył, kiedy zasnęła, zmęczona zarówno rzuceniem zaklęcia, jak i przeżyciami. Postanowił zrobić podobnie i również zasnął.

 

-------

[1] Chodzi o Torii, bramę o charakterystycznym kształcie, prowadzącą do miejsc kultu (chramów) i miejsc świętych shintoizmu.

[2] Kappa – japoński demon wodny z głową wypełnioną na czubku wodą, słynący ze swojego zamiłowania do ogórków.

[3] W kulturze japońskiej, w stosunku do osób starszych albo tych, które nie są bliskimi znajomymi, stosuje się zwyczaj dodawania przyrostków grzecznościowych do nazwiska, będących odpowiednikami polskiego „Pan/Pani”. W stosunku do młodych dziewcząt i chłopców stosuje się przyrostek „Chan/Kun”.

[4] Ukłon w Japonii jest ogólnie przyjętym gestem na przywitanie, zastępuje on tradycyjny w Europie i na zachodzie uścisk dłoni. W zależności od celu i okazji takiego ukłonu, może on też służyć temu, aby za coś podziękować lub przeprosić.

Koniec

Komentarze

Jest to pierwszy rozdział mojej powieści pod tytułem “Yuki i Pani Wschodniego Wiatru”, którą aktualnie piszę. Początkowo miała to być książka dla dzieci, którą dwa razy wysyłałem konkurs Biedronki “Piórko”, lecz po jakimś czasie postanowiłem zmienić formę i nadać jej inny kształt.

Jak by to powiedział Wuj Stan z “Gravity Falls”: “Mam tak samo, tyle że odwrotnie!”. Jestem w trakcie pisania powieści, ale zastanawiam się, czy jej nie przyciąć i nie zrobić z niej młodzieżówki.

 

Wiatr nabierał na sile

Przybierał.

 

z góry zaczął padać silny deszcz

“Z góry” można swobodnie wyciąć. Deszcz nie będzie w końcu padał z dołu. ;)

 

skórzane spodnie ze skóry niedźwiedzia

Jak skórzane, to wiadomo, że ze skóry. Przymiotnik możesz wyciąć.

 

Zamiast tego był uzbrojony w swój łuk, wykonany z młodego dębu

Po “dębu” przecinek. Wtrącenia są z obu stron odgraniczone przecinkami.

 

Idąc coraz dalej, zauważył gęste chwasty, blokujące dalszą ścieżkę.

Proponuję wyciąć “dalszą”. Przecinek chyba też nie jest niezbędny.

 

Ostatecznie Yukiemu udało się natrafić na konstrukcję, przypominającą grzędę dla ptaków[1].

Niepotrzebny przecinek. No i taka mała wątpliwość – skoro świat jest wzorowany na feudalnej Japonii, to czy Yuki nie powinien dobrze wiedzieć, czym jest brama torii? Bo sprawia wrażenie, że widzi coś takiego po raz pierwszy, i dlatego konstrukcja kojarzy mu się z grzędą dla ptaków. Fajnie, że dajesz przypisy, ale jeśli się nad tym zastanowić, zawarte w nich informacje spokojnie mogłeś wpleść w główny tekst. Przykład: “Ostatecznie Yukiemu udało się natrafić na bramę torii – konstrukcję przypominającą kształtem grzędę dla ptaków i znaczącą drogę do chramu lub świętego miejsca”.

 

Po krótkim namyśle przekroczył jej próg.

Dałbym po prostu: przeszedł przez nią. “Próg” kojarzy mi się raczej z wejściem do budynku.

 

Nagle jedna z ceramicznych płytek dachu głośno spadła na dół, roztrzaskując się na ziemi, na kilka mniejszych odłamków.

Z tym zdaniem mam kilka problemów. “Spadła na dół” to pleonazm, zamiast którego można ewentualnie dać “spadła na ziemię”, jeśli chcesz koniecznie zachować rytm zdania. Głośny dźwięk powinien towarzyszyć raczej upadkowi płytki, a nie stanowić cechę procesu spadania, dlatego bardziej logicznie brzmiałoby: “spadła z brzękiem (lub innym dźwiękiem, jaki powinna wydać roztrzaskująca się o ziemię ceramiczna dachówka)”. Po “ziemi” niepotrzebny przecinek. “Na kilka mniejszych odłamków” jest w zasadzie zbędne, bo “roztrzaskać się” znaczy właśnie “rozbić się na kawałki”. A te zawsze będą mniejsze od całości.

 

Zastanawiam się, czy cała scena w świątyni ma jakieś znaczenie dla fabuły, czy jest tylko zapychaczem. Skoro skierowałeś moją uwagę na złoty posąg przedstawiający trzy małpy, to liczę na to, że ten posąg odegra jeszcze jakąś rolę jeśli nie w tym, to w którymś z kolejnych rozdziałów twojej powieści. No wiesz, Prawo Zachowania Detali.

 

Dwójka nieznanych mężczyzn ze strzelbami trzymała lisa, uwięzionego w metalowej klatce. Najprawdopodobniej byli to kłusownicy, należący do jednej z gildii, rozsianych po królestwie, zajmującej się nielegalnym zbieraniem rzadkich okazów zwierząt.

Przecinek po “gildii” niepotrzebny. Trochę zgrabniej brzmiałoby może “należący do jednej z rozsianych po królestwie gildii”. Czy wszystkie te “gildie” zajmują się kłusownictwem, czy tylko ta jedna?

 

Różni handlarze płacili krocie złotych monet za złapane trofea.

Mogę się mylić, bo się na tym nie znam, ale o trofeum myśliwskim mówimy chyba wtedy, gdy jest to łeb lub poroże zabitego zwierzęcia, w dodatku zabitego własnoręcznie, a nie żywe zwierzę złowione na zamówienie.

 

Yuki szybkim ruchem dobył strzały z kołczanu i wystrzelił ją w kierunku grubego osiłka z toporem w ręku a bronią palną w drugiej. Grot trafił w pobliskie drzewo, co z kolei zwróciło uwagę jego mądrzejszego kolegi.

Co Yuki chciał właściwie zrobić i co zamierzał przez to osiągnąć? Strzelał do faceta i spudłował, czy też może myślał, że trafiając w drzewo wystraszy dwóch oprychów uzbrojonych w strzelby, kuszę i topór? Chciał ich zabić czy zmusić ich, żeby wypuścili lisa? Nie zaszkodziłoby wejść na chwilę do jego głowy. Brakuje mi poza tym informacji, czy mężczyźni widzieli Yukiego, czy siedział gdzieś w krzakach oraz jaka odległość dzieliła go od kłusowników.

 

Te domniemania przerwał gwałtowny wiatr, który pojawił się znikąd i zmusił obu mężczyzn do odwrotu, z dużym lisem o dziewięciu ogonach w złotym kolorze. Gdy zagrożenie minęło, Yuki podszedł do tego miejsca, by dowiedzieć się, czego tak naprawdę chcieli kłusownicy.

W jaki sposób wiatr zmusił ich do odwrotu? Faktycznie był tak silny, że aż stanowił zagrożenie? Podejrzewam, że próbowała coś tutaj zdziałać tytułowa Pani Wschodniego Wiatru, ale chyba coś jej nie wyszło. Nie rozumiem, dlaczego Yuki chciał dowiedzieć się, czego chcieli kłusownicy, skoro wyraźnie widział, że dali drapaka z uwięzionym w klatce lisem. Na jego miejscu uznałbym, że chcieli złapać lisa, no i go złapali.

 

Średniej wielkości lis o podobnej barwie do tamtego, który został porwany, wyraźnie się go bał. Nie wiedząc, jakie ma zamiary, opuścił swoją bogatą kitę i coraz bardziej wycofując się do tyłu, schował się w starej kłodzie. Musiał wykazać się sprytem, jeśli chciał pomóc stworzeniu.

Masz tu bardzo klasyczny pleonazm. A poza tym w drugim zdaniu podmiotem domyślnym jest lis, więc wypadałoby na początku trzeciego zdania zaznaczyć, że to chłopiec musiał wykazać się sprytem, a nie ów zwierzak. Jeszcze jedno: skąd pomysł, że lis wymagał jakiejkolwiek pomocy? Domyślam się, że chodzi o uwolnienie jego domniemanego towarzysza, porwanego przez kłusowników, ale na tym etapie nie jest to zupełnie jasne.

 

Nie minęło dużo czasu, nim lis opuścił norę. Wyglądało na to, że bardzo cierpiał, kulejąc na jedną z łap. Przenikliwym spojrzeniem dostrzegł dziwny przedmiot, przypominający drzazgę albo zwykły kolec, wypełniony przedziwnym płynem.

Raz: czy lis nie schował się aby wewnątrz pustej kłody, a nie w norze? Dwa: teraz już rozumiem, o jaki rodzaj pomocy chodziło, ale Yuki powinien był najpierw zauważyć, że lis kuleje. Trzy: z fragmentu wynika, że to lis przenikliwym wzrokiem dostrzegł przedmiot tkwiący w swojej własnej łapie.

 

Sprawnym ruchem wyciągnął z łapy groźny wynalazek i kolejny raz dokładnie go obejrzał. Jego oczy zaświeciły się na niebiesko. Po chwili nie miał wątpliwości, że w środku znajdowała się trucizna i gdyby dostała się do organizmu zwierzęcia, mogłoby ono nie mieć tyle szczęścia.

Ten ustęp też warto byłoby okrasić trochę “Yukimi” i “chłopcami”, żeby było wiadomo, że to nie lis sam wyciąga sobie z łapy… no właśnie, wynalazek? Domyślam się, że to jakaś zatruta strzałka kłusowników. Nie rozumiem też, czyje oczy zaświeciły się na niebiesko, i co to właściwie oznacza.

 

Yuki rozpromienił się, ale natychmiast powrócił myślami do swojej obecnej misji, która nieco się skomplikowała – musiał odnaleźć mamę lisa i bezpieczną drogę do domu.

Dlaczego musiał odnaleźć mamę lisa? Bo jeśli się nad tym zastanowić, to wcale nie musiał, zależało to tylko od jego dobrej woli. Na jego miejscu spróbowałbym zresztą wydostać się najpierw z tego lasu.

 

W ten oto sposób przebrnąłem przez pierwszą z trzech części tekstu. Biorąc pod uwagę, jak krótki był to fragment, przebijałem się przez niego zadziwiająco długo, a to z powodu licznych potknięć językowych, fragmentów, które mi zgrzytały czy w jakiś sposób wybijały mnie z rytmu, jak i headscratcherów, które kazały mi zastanawiać się, czy postępowanie bohatera ma sens.

 

Podsumowując: jak na razie jest mocno tak sobie, w mojej opinii tekst wymaga przemyślenia i dopracowania. Wiedząc co nieco na temat tego, jak lisy są postrzegane w kulturach Dalekiego Wschodu, przypuszczam, że dalej może być nieco lepiej, więc jeśli uznasz, że moje uwagi do czegoś Ci się przydadzą i nie masz nic przeciwko komentarzom w częściach, postaram się wrócić w wolnym czasie do Yukiego.

Dzięki, Bolly, za poprawki. Dopracuję wskazane przez ciebie fragmenty, a jeśli chodzi o uwagi, to nie mam nic przeciwko komentarzom w częściach – każda uwaga jest na wagę złota :)

 

Edit:

Przepraszam, Bolly, że wczoraj nie odpowiedziałem na przedstawione przez ciebie uwagi, ale postanowiłem się nimi dzisiaj zająć i wyjaśnić niektóre z nich:

 

Ostatecznie Yukiemu udało się natrafić na konstrukcję, przypominającą grzędę dla ptaków[1].

Niepotrzebny przecinek. No i taka mała wątpliwość – skoro świat jest wzorowany na feudalnej Japonii, to czy Yuki nie powinien dobrze wiedzieć, czym jest brama torii? Bo sprawia wrażenie, że widzi coś takiego po raz pierwszy, i dlatego konstrukcja kojarzy mu się z grzędą dla ptaków. Fajnie, że dajesz przypisy, ale jeśli się nad tym zastanowić, zawarte w nich informacje spokojnie mogłeś wpleść w główny tekst. Przykład: “Ostatecznie Yukiemu udało się natrafić na bramę torii – konstrukcję przypominającą kształtem grzędę dla ptaków i znaczącą drogę do chramu lub świętego miejsca”.

“Akcja toczy się w świecie fantasy, utrzymanym w stylistyce Kraju Kwitnącej Wiśni. “ – Świat przeze mnie przedstawiony rzeczywiście odnosi się do klimatów feudalnej Japonii, ale nie jest jej bezpośrednim odwzorowaniem. Wszystkie odniesienia służą budowie tego uniwersum i powstałe przypisy stworzyłem w celu wyjaśnienia niektórych zwrotów. 

Rzeczywiście, Yuki powinien wiedzieć, czym jest brama torii, ale opisywany przeze mnie Zakazany Gaj to miejsce do którego rzadko się ktokolwiek zapuszcza, stąd kiedy Yuki gubi się w lesie, nie wie czym jest tajemnicza brama, bo widzi ją po raz pierwszy.

 

Zastanawiam się, czy cała scena w świątyni ma jakieś znaczenie dla fabuły, czy jest tylko zapychaczem. Skoro skierowałeś moją uwagę na złoty posąg przedstawiający trzy małpy, to liczę na to, że ten posąg odegra jeszcze jakąś rolę jeśli nie w tym, to w którymś z kolejnych rozdziałów twojej powieści. No wiesz, Prawo Zachowania Detali.

Posąg i scena świątyni ma duże znaczenie i nie jest tylko zapychaczem. Pełni formę ukrytego morału i napędza akcję, w sposób taki, że gdy główny bohater słyszy wołanie o pomoc, natychmiast biegnie by uratować tajemnicze osoby. 

 

Mogę się mylić, bo się na tym nie znam, ale o trofeum myśliwskim mówimy chyba wtedy, gdy jest to łeb lub poroże zabitego zwierzęcia, w dodatku zabitego własnoręcznie, a nie żywe zwierzę złowione na zamówienie.

Tutaj chodzi o to, że stworzenia z tego lasu, są traktowane przez kłusowników jako “żywe” trofea, to znaczy bardziej cenne niż przykładowe poroże. 

 

Co Yuki chciał właściwie zrobić i co zamierzał przez to osiągnąć? Strzelał do faceta i spudłował, czy też może myślał, że trafiając w drzewo wystraszy dwóch oprychów uzbrojonych w strzelby, kuszę i topór? Chciał ich zabić czy zmusić ich, żeby wypuścili lisa? Nie zaszkodziłoby wejść na chwilę do jego głowy. Brakuje mi poza tym informacji, czy mężczyźni widzieli Yukiego, czy siedział gdzieś w krzakach oraz jaka odległość dzieliła go od kłusowników.

Myślę, że Yukiemu nie chodziło o zabicie kłusowników, ale po prostu chciał ich przestraszyć, żeby wypuścili lisa. Zamiast tego prawdopodobnie chybił, co tłumaczy dlaczego grot trafił drzewo, a nie kłusownika. 

 

W jaki sposób wiatr zmusił ich do odwrotu? Faktycznie był tak silny, że aż stanowił zagrożenie? Podejrzewam, że próbowała coś tutaj zdziałać tytułowa Pani Wschodniego Wiatru, ale chyba coś jej nie wyszło. Nie rozumiem, dlaczego Yuki chciał dowiedzieć się, czego chcieli kłusownicy, skoro wyraźnie widział, że dali drapaka z uwięzionym w klatce lisem. Na jego miejscu uznałbym, że chcieli złapać lisa, no i go złapali.

Po prostu Yukiemu wydawało się podejrzane, że kłusownicy tak długo przebywali w jednym miejscu. Co do wiatru… Rzeczywiście, podejrzenia są jak najbardziej słuszne.

 

Edit #2:

Poprawione.

 

Edit #3:

Zmieniłem fragmenty, które mi wymieniłeś. Powinny teraz lepiej brzmieć :)

"Gdy w sercu płonie ogień, razem z nim tworzy dusza."

Przy okazji – myślę, że kolejne fragmenty powieści powinieneś tytułować według schematu “Yuki i Pani Wschodniego Wiatru – rozdział X”. Tytuł całości jest w końcu ważniejszy niż tytuł rozdziału.

A teraz literówka w tytule.

 

O, teraz dopiero zobaczyłem twoją odpowiedź na uwagi. No to jedziemy.

 

“Akcja toczy się w świecie fantasy, utrzymanym w stylistyce Kraju Kwitnącej Wiśni. “ – Świat przeze mnie przedstawiony rzeczywiście odnosi się do klimatów feudalnej Japonii, ale nie jest jej bezpośrednim odwzorowaniem. Wszystkie odniesienia służą budowie tego uniwersum i powstałe przypisy stworzyłem w celu wyjaśnienia niektórych zwrotów. 

Rzeczywiście, Yuki powinien wiedzieć, czym jest brama torii, ale opisywany przeze mnie Zakazany Gaj to miejsce do którego rzadko się ktokolwiek zapuszcza, stąd kiedy Yuki gubi się w lesie, nie wie czym jest tajemnicza brama, bo widzi ją po raz pierwszy.

Rozumiem. Brama torii jest jednak w Japonii czymś bardzo rozpoznawalnym, można je spotkać na każdym kroku, nie tylko na drodze do świątyń, ale i pomniejszych kapliczek. Jeśli twój świat jest taką baśniową wersją Japonii, to chłopak mimo wszystko powinien gdzieś, przynajmniej raz w życiu, taką bramę widzieć. Scenę odebrałbym jako bardziej wiarygodną, gdybyś zamiast tego na przykład zaznaczył, że Yuki nie wiedział, że w Zakazanym Gaju znajduje się świątynia.

 

Posąg i scena świątyni ma duże znaczenie i nie jest tylko zapychaczem. Pełni formę ukrytego morału i napędza akcję, w sposób taki, że gdy główny bohater słyszy wołanie o pomoc, natychmiast biegnie by uratować tajemnicze osoby.

No tak, przypomniałem sobie znaczenie wizualnego symbolu trzech mądrych małp i teraz widzę już sens tej sceny.

 

Tutaj chodzi o to, że stworzenia z tego lasu, są traktowane przez kłusowników jako “żywe” trofea, to znaczy bardziej cenne niż przykładowe poroże.

Może w takim razie zamiast o trofeach napisz o żywych okazach łowionych do prywatnych zwierzyńców?

 

Myślę, że Yukiemu nie chodziło o zabicie kłusowników, ale po prostu chciał ich przestraszyć, żeby wypuścili lisa. Zamiast tego prawdopodobnie chybił, co tłumaczy dlaczego grot trafił drzewo, a nie kłusownika.

Nawet przestraszeni równie dobrze mogli po prostu uciec wraz ze swoją cenną zdobyczą.

 

Po prostu Yukiemu wydawało się podejrzane, że kłusownicy tak długo przebywali w jednym miejscu.

Ja, jako czytelnik, wcale nie wiem, czy oni przebywali tam długo. W tekście sugerujesz, że było wręcz przeciwnie. Yuki usłyszał pisk, który lis mógł z siebie wydać w momencie, gdy złapał się w pułapkę. Chłopak “w mgnieniu oka” znalazł się w miejscu, w którym do tego doszło, i zobaczył kłusowników z zapakowanym już do klatki lisem. Sama klatka mogła być zresztą pułapką, w którą zwierzak wszedł, a tamci dwaj właśnie wyszli z krzaków, żeby mu się przyjrzeć. Nic nie wskazuje, żeby z jakiegoś powodu zwlekali. Mogłeś napomknąć, że jeden z nich szukał czegoś po krzakach, a drugi go osłaniał. Po ich ucieczce Yuki mógłby faktycznie chcieć sprawdzić, czego szukał kłusownik.

Ostatecznie Yukiemu udało się natrafić na konstrukcję, przypominającą grzędę dla ptaków[1].

Zapomniałeś jeszcze o niepotrzebnym przecinku.

 

Nagle jedna z ceramicznych płytek dachu głośno spadła na ziemię, roztrzaskując się na ziemi, na kilka mniejszych odłamków.

Powtórzenie (“na ziemi” jest niepotrzebne), zbędny przecinek po “ziemi”. Weź też pod uwagę i to, co wcześniej mówiłem o roztrzaskiwaniu się.

 

Yuki szybkim ruchem dobył strzały z kołczanu i wystrzelił ją w kierunku grubego osiłka z toporem w ręku a bronią palną w drugiej. Grot trafił w pobliskie drzewo, co z kolei zwróciło uwagę jego mądrzejszego kolegi.

Yuki szybkim ruchem dobył strzały z kołczanu i mocno naciągnął cięciwę swojego łuku. Wystrzelił ją w kierunku grubego osiłka z toporem w ręku a bronią palną w drugiej. Grot trafił jednak w pobliskie drzewo, co z kolei zwróciło uwagę jego mądrzejszego kolegi. Chłopak stanął jak wryty, usiłując wymyślić dobrą taktykę na walkę z dwoma bandytami; obawiał się, że cokolwiek by nie zrobił to i tak nie miałby z nimi najmniejszych szans.

Zdaje się, że przez pomyłkę zostawiłeś dwie wersje tego samego akapitu. Niestety, nawet druga, poprawiona wersja, mnoży u mnie pytania i wątpliwości.

Raz: a więc jednak strzelał, żeby zabić. Jeśli dobrze rozumiem, wbrew temu, co mówiłeś wcześniej, sugerujesz, że strzelił do faceta, JEDNAK nie trafił. Dwa: zastanawiam się nad zwrotem “stanął jak wryty”. Czy to znaczy, że Yuki strzelał w biegu? To by wyjaśniało, dlaczego chybił. Trzy: moim zdaniem wyglądałoby to trochę bardziej naturalnie, gdyby najpierw zastanowił się, co robić, a następnie, z braku lepszego pomysłu, spróbował strzelić na postrach. A, wróć. On strzelał, żeby zabić.

No i jeszcze jedna kwestia, którą miałem poruszyć już wcześniej, ale jakoś wypadło mi to z głowy. Skąd właściwie wiemy, że drugi z kłusowników był mądrzejszy? Chyba nie stąd, że był mniejszy i szczuplejszy od kolegi?

Poprawione. Zmieniłem jednak, że chciał jedynie nastraszyć kłusownika, a nie zabić, by uwolnić lisa. 

Yuki szybkim ruchem dobył strzały z kołczanu i mocno naciągnął cięciwę swojego łuku. Wystrzelił ją w kierunku grubego osiłka z toporem w ręku a bronią palną w drugiej. Grot trafił jednak w pobliskie drzewo, co z kolei zwróciło uwagę jego mądrzejszego kolegi. Chłopak stanął jak wryty, usiłując wymyślić dobrą taktykę na walkę z dwoma bandytami; obawiał się, że cokolwiek by nie zrobił to i tak nie miałby z nimi najmniejszych szans.

 

Edit #4:

 

Mógł przecież użyć specjalnej zdolności swojego ostrza, ale przypomniał sobie również, że nie znał odpowiedniego zaklęcia, które ją przywoływało.

Czyli jednak nie mógł. Oczywiście mowa o jakiejś innej, poza świeceniem, magicznej właściwości tego miecza? Swoją drogą, trochę szkoda, że chłopak nosi taką niesamowitą magiczną broń, nie umiejąc wykorzystać wszystkich jej możliwości. To trochę tak, jakby nosił ze sobą karabin, żeby okładać nim wrogów na odlew.

Oczywiście, miecz posiada inne, magiczne właściwości, ale jest to opisane w innym rozdziale. 

 

Niespodziewanie poślizgnął się na kamieniu i spadł w głąb niedużego jeziora.

Mam rozumieć, że biegł urwistym brzegiem?

“(…) Zakazany Gaj był niebezpieczny i wynikających z niego zagrożeń nie należało bagatelizować.” 

W pewnym momencie Yuki mógł nie zdawać sobie sprawy z tego, że biegnie po niebezpiecznym terenie.

 

 

Po chwili dopłynął do brzegu, po czym spojrzał w swoje odbicie, w wodzie.

Mieszkańcy wioski Mizuro czasami nazywali Yukiego śnieżnym chłopcem z powodu bardzo bladej cery. Rodzice mówili mu, że jest wyjątkowy i faktycznie tak było. Każdy mógł przekonać się o jego uprzejmości i serdeczności, jaką okazywał nie tylko starszym wioski, ale również miejscowemu kapłanowi Patki, który nie cieszył się zbyt dobrą sławą z powodu swojej gburowatości.

Niebieskie oczy wyglądały jak dwa małe paciorki, przesłaniane chwilami przez opadającą grzywkę, spowodowaną kłębiąca się na głowie krótką czupryną.

Goni go zjawa, a ten zaczyna przyglądać się swojemu odbiciu w wodzie? Wiesz, mógłbyś poczekać z tym opisem wyglądu zewnętrznego i osobowości Yukiego na jakiś bardziej odpowiedni, spokojniejszy moment.

Ten moment pościgu jest spokojniejszy, dlatego wybrałem go na przedstawienie bohatera, przy okazji Yuki może spojrzeć na siebie i zobaczyć czy wszystko z nim jest w porządku, a czytelnik może dowiedzieć się jak wygląda. Później, w dalszych rozdziałach rozwijam akcję, więc wątpię, czy udało by mi się przedstawić go należycie.

 

Nagle przerażony zauważył, że na jego ramieniu nie było liska. Musiał go jak najszybciej odnaleźć.

Podczas lektury co chwila zastanawiałem się, gdzie się podział mały lis z poprzedniego fragmentu. Skoro cały czas towarzyszy chłopakowi, warto byłoby wspomnieć o nim od czasu do czasu. O lisie, nie chłopaku.

Nie chciałem wspominać o lisku, bo uznałem, że skoro Yuki go uratował to nagle go nie porzuci na pastwę losu – mógłby mieć przez to wyrzuty sumienia – a poza tym lisiątko cały czas śpi, więc domyślnie uznałem, że lisek cały czas jest na jego ramieniu.

 

Błędy poprawiłem, a jeśli chodzi o czytanie tekstu… Nie dawałem go nikomu wcześniej do czytania, a obecnie mam w becie opowiadanie, nad którym też pracuję, ale już od długiego czasu myślałem o wstawieniu tego rozdziału na NF, żeby dowiedzieć się, co robię nie tak, ponieważ nie byłem pewien, czy podążam dobrą drogą, jeśli chodzi o kolejne rozdziały. 

"Gdy w sercu płonie ogień, razem z nim tworzy dusza."

Myślałem, że zacytowałeś tę poprawioną wersję i znów miałem się przyczepić, ale rzuciłem jeszcze raz okiem na tekst i teraz widzę, że faktycznie jest trochę lepiej.

 

Jeszcze jedno pytanie: fragment, jak rozumiem, nie był betowany? Dawałeś go komukolwiek do przeczytania, zanim wrzuciłeś go na NF?

 

No to jedziemy dalej… Piszę jeszcze raz, bo jednym przypadkowym kliknięciem skasowałem sobie efekty pracy z ostatnich czterdziestu minut.

 

Jedynych, których obawiał się najbardziej, byli inni ludzie

Jedynymi.

 

Zanim się zorientował, przekraczał granicę Zakazanego Gaju, znajdując się w innej strefie, zwanej Białą Puszczą.

“(…) przekroczył granicę Zakazanego Gaju i znalazł się (…)”?

 

Dominowały tutaj śnieżnobiałe brzozy o niezwykłych owocach, kwitnących dopiero na wiosnę.

Jeśli dobrze pamiętam z biologii, kwitną kwiaty, a nie owoce.

 

„Ależ tu ciemno”. – pomyślał Yuki.

W takich przypadkach kropki po cudzysłowie – ani przed nim – nie stawiasz.

 

Prawie bezchmurny szlak na horyzoncie przecierały nieliczne obłoki.

Ni w ząb nie rozumiem tego zdania.

 

zwiastowało, nastanie nocy w pełni.

Niepotrzebny przecinek.

 

Idąc przed siebie, Yuki czuł, że ślepia bestii były skierowane wprost na niego.

Bardzo konkretnej czy “jakiejś” bestii? Bo w tym drugim przypadku zdanie brzmiałoby lepiej w następującej formie: “Idąc przed siebie, Yuki czuł, że wprost na niego skierowane były ślepia bestii”. Albo lepiej: “wpatrywały się w niego ślepia bestii”.

 

Po zejściu ze ścieżki dostrzegł kogoś zbierającego drewno na opał.

Późny, w dodatku mocno deszczowy wieczór nie jest chyba najszczęśliwszą porą na zbieranie drewna w lesie, w którym roi się od niebezpieczeństw, i w którym tak łatwo zabłądzić.

 

Podszedł jeszcze bliżej i spotkał tajemniczą postać.

Może po prostu: “Podszedł bliżej do tajemniczej postaci”?

 

Okazał się nią, podobny do niego, młodzieniec.

W tym zdaniu przecinki są zbędne.

 

Na pierwszy rzut oka nie wyróżniał się niczym szczególnym, z wyjątkiem ogona, z fragmentem bieli na końcu, machającego radośnie z tyłu oraz wilczych uszu stojących na głowie i kłów przypominających psie.

No, faktycznie – niczym szczególnym się nie wyróżniał. Wypisz, wymaluj mój sąsiad z góry. ;) Szkoda, że było ciemno, bo mogłeś wspomnieć o tych wilczych atrybutach zanim jeszcze nazwałeś Pana Wilczka “tajemniczą postacią”.

 

W dłoniach trzymał zgromadzone szczapy, lecz widząc nieznajomego, zaprzestał zbierania.

Czy szczapa nie jest aby efektem porąbania drewna siekierą? W lesie na pewno można zbierać chrust, ale chyba nie szczapy.

 

– Nazywam się Yuki – wyznał przybysz. – I… chyba się zgubiłem – stwierdził niepewnym głosem.

Osobiście zmieniłbym “wyznał” na prostsze “powiedział”, a “niepewnym głosem” na “niepewnie”.

 

Mieszkam niedaleko, w jaskini. Tam mam swoją norę.

Wydawało mi się, że nora powinna być wygrzebana w ziemi.

 

Wskazał palcem w kierunku północnego wschodu.

Żaden ze mnie harcerz, ale skoro Yuki potrafił tak dokładnie określić kierunek, w którym wskazywał Kito, to chyba nie powinien mieć większych problemów z wydostaniem się z lasu.

 

– Jasne, Kito. Naprawdę jest stąd jakieś wyjście?

Powiedziałbym, że z lasu jest nieskończenie wiele wyjść. O ile nie jest on otoczony murem czy czymś podobnym.

 

– Oczywiście, ale może najpierw… Pójdziesz do mnie? – Kito zapytał, nieco onieśmielony. – Wyglądasz na przemarzniętego, pewnie nic nie jadłeś już od jakiegoś czasu.

“Kito zapytał” → “zapytał Kito”. Na miejscu Yukiego bym mu nie ufał. Typ zachowuje się podejrzanie.

 

– Dziękuję. Chętnie skorzystam z zaproszenia.

Nie rób tego, Yuki! Nie znasz baśni o Czerwonym Kapturku?

 

– Proszę bardzo. Tak rzadko mam okazję z kimś porozmawiać, zazwyczaj sam tutaj siedzę samotny jak palec.

No właśnie! Widocznie stoi za tym jakiś powód…

 

Yuki cofnął się, wyciągając miecz ze skórzanej pochwy. Wówczas stal zaczęła emanować dziwnym światłem.

Orkowie są blisko!

 

Ostrze rozjaśniło zarośla, pozwalając, by wkrótce z nich, wyłoniła się obrzydliwa zjawa Panna Bai.

Hmm. Więc gdyby Yuki nie poświecił, to zjawa by się nie wyłoniła? Po “nich” niepotrzebny przecinek. Tu mam dla Ciebie małą radę – jeśli nie jesteś pewien, czy w danym miejscu postawić przecinek, to go nie stawiaj. Braku jednego czy dwóch mógłbym nawet nie zauważyć, ale ich nadmiar strasznie wybija mnie z rytmu przy czytaniu. W powyższym zdaniu, oprócz logiki i interpunkcji, kuleje też składnia. “Z nich” powinno stać po “wyłoniła się”.

 

Czasami zabierał go ze sobą na lekcje walki mieczem do specjalnego miejsca w lesie, jakim była polana.

Co było w tej polanie takiego specjalnego?

 

Pokazywał, jak należało obchodzić się z bronią, ale chyba nawet doświadczony znawca lasu i jego skarbów jak on, nie wiedziałby jak pokonać zjawę.

“Pokazywał, jak należało obchodzić się z bronią, ale chyba nawet taki doświadczony znawca lasu i jego skarbów, jak on, nie wiedziałby, jak pokonać zjawę”.

 

Mógł przecież użyć specjalnej zdolności swojego ostrza, ale przypomniał sobie również, że nie znał odpowiedniego zaklęcia, które ją przywoływało.

Czyli jednak nie mógł. Oczywiście mowa o jakiejś innej, poza świeceniem, magicznej właściwości tego miecza? Swoją drogą, trochę szkoda, że chłopak nosi taką niesamowitą magiczną broń, nie umiejąc wykorzystać wszystkich jej możliwości. To trochę tak, jakby nosił ze sobą karabin, żeby okładać nim wrogów na odlew.

 

Niespodziewanie poślizgnął się na kamieniu i spadł w głąb niedużego jeziora.

Mam rozumieć, że biegł urwistym brzegiem?

 

Po chwili dopłynął do brzegu, po czym spojrzał w swoje odbicie, w wodzie.

Mieszkańcy wioski Mizuro czasami nazywali Yukiego śnieżnym chłopcem z powodu bardzo bladej cery. Rodzice mówili mu, że jest wyjątkowy i faktycznie tak było. Każdy mógł przekonać się o jego uprzejmości i serdeczności, jaką okazywał nie tylko starszym wioski, ale również miejscowemu kapłanowi Patki, który nie cieszył się zbyt dobrą sławą z powodu swojej gburowatości.

Niebieskie oczy wyglądały jak dwa małe paciorki, przesłaniane chwilami przez opadającą grzywkę, spowodowaną kłębiąca się na głowie krótką czupryną.

Goni go zjawa, a ten zaczyna przyglądać się swojemu odbiciu w wodzie? Wiesz, mógłbyś poczekać z tym opisem wyglądu zewnętrznego i osobowości Yukiego na jakiś bardziej odpowiedni, spokojniejszy moment.

 

Nagle przerażony zauważył, że na jego ramieniu nie było liska. Musiał go jak najszybciej odnaleźć.

Podczas lektury co chwila zastanawiałem się, gdzie się podział mały lis z poprzedniego fragmentu. Skoro cały czas towarzyszy chłopakowi, warto byłoby wspomnieć o nim od czasu do czasu. O lisie, nie chłopaku.

 

Tutaj niestety przerwę, bo robię się śpiący. Nadal jest mocno tak sobie.

Po dłuższej przerwie – ciąg dalszy.

 

Chłopak ukrył się w najbliższych krzewach, dostatecznie gęstych, aby nie odkryła tego zjawa.

“…nie odkryła go zjawa”?

 

Brak jakiejkolwiek skóry czy ciała powodował szeroki strach i odrazę wśród wszystkich istot żywych w lesie.

Zgrzyta mi jakoś to “powodował” i “szeroki strach”. Zamiast “powodował” dałbym “budził” lub “wzbudzał”. Zastanawiam się, co miałeś na myśli z tym “szerokim” strachem. Strach raczej szeroki być nie może, podobnie jak wąski, długi czy krótki. Może chodziło Ci o to, że ten strach był powszechny? Poprawione zdanie brzmiałoby zatem: “Brak jakiejkolwiek skóry czy ciała budził powszechny strach i odrazę wśród wszystkich żywych istot w lesie”.

 

Po chwili odsłonił kawałek liści

Co odsłonił?

 

Chciał krzyknąć, ale z ust uniósł się cichy szept. Nieoczekiwanie na twarzy ponownie pojawiła się ta sama łapa, która przed chwilą była na ramieniu. Yuki obrócił się za siebie, wypluwając resztki sierści, przyglądał się wilkowi.

Nie rozumiem. Yuki ugryzł tego wilka i w ustach pozostał mu kłąb sierści?

 

Dwoje okrągłych, żółtych ślepi gapiło się na niego, jednocześnie bez słów wyrażało, żeby się nie bał.

“Gapiło się” brzmi bardzo potocznie, przynajmniej dla mnie. Może “wpatrywało się/wpijało się (w niego)”? “Wyrażało” można byłoby zastąpić “dawało do zrozumienia”. Choć jeśli się nad tym zastanowić, to dawać coś do zrozumienia mógł raczej właściciel owych ślepi, a nie same ślepia.

 

Na jego grzbiecie spokojnie spał lis, uratowany z łap kłusowników.

Tu przecinek jest chyba zbędny.

 

Ulżyło mu, gdy uświadomił sobie, że był bezpieczny.

Komu ulżyło? Yukiemu czy wilkowi?

 

Błyskawicznie ruszyli przed siebie, nie znając dokładnego kierunku.

Nie znając kierunku czego?

 

Dopiero po którejś szarży zrozumieli swój błąd.

Na kogo/co szarżowali? Na tę Pannę Bai? Szarża (za sjp.pwn.pl) – «ostre natarcie kawalerii».

 

Znaleźli się przy Orlej Skale, miejsce to nazywali tak nieszczęśnicy, którzy po wielu potyczkach z potworami kończyli swój żywot na dole, gdzie znikąd wyrastały ostre, kamienne szpikulce, otoczone wodą z rzeki.

Zamiast pierwszego przecinka sugeruję kropkę lub myślnik. Jeśli kamienne szpikulce były otoczone wodą z rzeki, to raczej nie wyrastały znikąd, tylko z dna rzeki.

Są jeszcze trzy rzeczy, których tu nie rozumiem. Pierwsza rzecz – dlaczego to miejsce nazywa się Orlą Skałą? Nie widzę żadnego związku z orłami, a samych skał jest wiele – wyrastających z rzeki.

Druga rzecz – jak dochodziło do tego, że wspomniani przez Ciebie nieszczęśnicy tam ginęli? Potwory ich tam osaczały i spychały do rzeki? Popełniali samobójstwo, skacząc na ostre skały, by nie dać się rozszarpać potworom?

No i tu dochodzimy do trzeciej rzeczy – jakim cudem któryś z tych biedaków zdołał jeszcze przed śmiercią nadać temu miejscu nazwę? No i jak udało mu się przekazać tę nazwę innym nieszczęśnikom, czy w ogóle komukolwiek? Na chłopski rozum, nawet jeśli pomyślał sobie przed śmiercią: “Kurde, nie wiem dlaczego, ale to miejsce kojarzy mi się jakoś z orłami… Wiem, nazwę je Orlą Skałą!”, to powinien tę myśl i nazwę zabrać ze sobą do grobu.

Niby jedno zdanie, a ilość headscratcherów rozsadza mi mózg. Nie jest dobrze.

 

Byli tak blisko, lecz nadal tak daleko

Blisko, lecz daleko od czego?

 

Ich brawura została ukarana i nawet Kito nie wiedział, jak wyjść z tej opresji.

Jaka brawura? Zaatakował ich potwór i próbowali mu uciec. Wydaje mi się, że nic lepszego w tej sytuacji zrobić nie mogli. Nie ich wina, że Panna Bai jest jak stereotypowy morderca z horrorów – szybciej stoi niż oni biegną. Co ciekawe, tylko wtedy, gdy wymaga tego fabuła – jeśli dobrze pamiętam, Yuki zdołał przeszukać całą dolinę w poszukiwaniu liska, zanim zjawa go dogoniła, a teraz dopadła go zdumiewająco szybko, choć jechał na wilku. Jaką ona właściwie rozwija prędkość? Rozumiem, że Kito męczył się dźwiganiem Yukiego i nie biegł tak szybko, jak bez obciążenia, ale wciąż coś mi tu nie gra.

“Nawet Kito nie wiedział…” – dziwi mnie trochę to zaufanie, które Yuki najwyraźniej w nim pokładał. Chłopak ledwie go poznał i zamienił z nim kilka słów.

 

Nie czuł wobec niej strachu, zależało mu, żeby uratować nowo poznanego przyjaciela.

Sparafrazuję pewien tekst z popularnego kiedyś webkomiksu parodiującego twórczość Tolkiena: “Jedna jazda na grzbiecie to nie przyjacieł”. Poza tym wydaje mi się, że dopiero co przeczytałem o aurze strachu, która otaczała Pannę Bai.

 

Zaczarowana klinga milczała

A powinna śpiewać?

 

W tym momencie złoty lis przebudził się

To on przez cały czas spał? Przespał całą pogoń? Mocny ma sen, nie ma co.

 

Stworzenie rozłożyło pokaźny wachlarz, z którego białych końcówek ogona wystrzeliły jasne, niebieskie ogniki w stronę widma.

Oesu. Wachlarz? Jaki wachlarz? “Z którego białych końcówek ogona” – bez urazy, ale to brzmi, jak bełkot z Google Translate. No dobrze, spróbujmy coś z tym zrobić, żeby nie było, że tylko się czepiam, a nie daję żadnych wskazówek. Ja rozbiłbym tego potworka na dwa zdania: “Stworzenie rozłożyło na kształt wachlarza swoje dziewięć puchatych ogonów. Z ich białych końcówek wystrzeliły w stronę widma jasne, niebieskie (jasnoniebieskie?) ogniki (ogniste pociski?)”. Zakładam oczywiście, że ten mały lis, podobnie jak duży, miał dziewięć ogonów, choć w cytowanym zdaniu ogon jest w liczbie pojedynczej.

 

kierując się do domu, gdzie mieszkał wilczek.

“…do domu wilczka” albo “do jaskini, gdzie mieszkał wilczek”. Bo on mieszka w jaskini, a nie w domu. Jaskinia jest oczywiście jego domem, ale nie domem sensu stricto, tzn. wolnostojącym budynkiem mieszkalnym składającym się z dachu i czterech ścian.

 

Przede wszystkim w oczy rzucała się ogromna wielkość, w której można by ukryć wiele rzeczy w postaci żywności, która z łatwością mogłaby wykarmić całą wioskę albo broń, potrzebną rycerzom.

Nie jestem zwolennikiem obsesyjnego tropienia powtórzeń, ale przyznasz chyba, że to nie wygląda zbyt elegancko. Poza tym z powyższego zdania wynika, że żywność mogłaby wykarmić broń potrzebną rycerzom. Pomógłby tutaj przecinek przed “albo”, choć i tak spróbowałbym sformułować to inaczej.

 

Od dołu wyrastały skalne formacje w postaci stalagmitów, wokół których mnożyły się dzikie grzyby o rdzawych kapeluszach z białymi kropkami. Yuki nie wiedział, czy są jadalne, choć miał ochotę zjeść cokolwiek, by uśpić głód na chwilę.

Mógł po prostu poprosić o coś do jedzenia. Zapasów tam ponoć nie brakowało.

 

Nie umiał znaleźć odpowiednich słów, aby wyrazić swój podziw, lecz w duchu zadawał sobie pytanie: „Jak to możliwe?”, Kito natychmiast pośpieszył z wyjaśnieniem:

Spójnik “lecz” zastąpiłbym “a”. Po “Jak to możliwe?” dałbym kropkę.

 

– To Moliki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To drobne owady podobne do świetlików, a przynajmniej ja tak nazywam.

Zgubił się zaimek “je” pomiędzy “ja” i “tak”.

 

Tu z powodu późnej pory muszę przerwać czytanie. Przykro mi to mówić, ale nie mogę Ci obiecać, że do tekstu jeszcze wrócę. Niestety, jak zdążyłeś się zorientować, nie czyta mi się go przyjemnie, a wręcz przeciwnie – czytając, czuję się, jakbym brnął z wysiłkiem przez bagno. Historia, którą masz do opowiedzenia, nawet jeśli sama w sobie jest ciekawa, gubi się pod natłokiem błędów logicznych oraz językowych, głównie składniowych i interpunkcyjnych. Postępowanie bohaterów i sam sposób prowadzenia narracji uderza – w mojej ocenie – naiwnością i nieporadnością, a to skutecznie zniechęca mnie do dalszego obcowania z tekstem.

 

Postaram się jeszcze odnieść przynajmniej do twoich najświeższych “edytek”, które dopiero teraz zauważyłem. Na przyszłość lepiej odpowiadaj w osobnym komentarzu.

“(…) Zakazany Gaj był niebezpieczny i wynikających z niego zagrożeń nie należało bagatelizować.” 

W pewnym momencie Yuki mógł nie zdawać sobie sprawy z tego, że biegnie po niebezpiecznym terenie.

Teoretycznie mógł.

 

Ten moment pościgu jest spokojniejszy, dlatego wybrałem go na przedstawienie bohatera, przy okazji Yuki może spojrzeć na siebie i zobaczyć czy wszystko z nim jest w porządku, a czytelnik może dowiedzieć się jak wygląda. Później, w dalszych rozdziałach rozwijam akcję, więc wątpię, czy udało by mi się przedstawić go należycie.

Wciąż uważam, że ta scena wprowadza niepotrzebny przestój. Nie wspominając już o tym, że jeśli było na tyle ciemno, że Yuki nie zauważył jeziora, pewnie nie byłby też w stanie obejrzeć swojego odbicia w wodzie. Osobiście rozwiązałbym to trochę inaczej – zmęczony Yuki mógłby przysiąść przy jakiejś sadzawce jeszcze podczas włóczęgi po lesie, żeby napić się wody, i wtedy przyjrzeć się swojemu odbiciu. Gdybyś dodatkowo pozbył się tych deszczów niespokojnych, nie tylko uzasadniona stałaby się potrzeba ugaszenia przez chłopaka pragnienia, ale i zbieranie drewna przez Kito nabrałoby sensu.

 

Nie chciałem wspominać o lisku, bo uznałem, że skoro Yuki go uratował to nagle go nie porzuci na pastwę losu – mógłby mieć przez to wyrzuty sumienia – a poza tym lisiątko cały czas śpi, więc domyślnie uznałem, że lisek cały czas jest na jego ramieniu.

Nie zauważyłem wcześniej wzmianki, że lisek spał. No i jeszcze jedno – mogę się mylić, ale żeby utrzymać się na ramieniu Yukiego, zwłaszcza podczas ucieczki przed zjawą, lisek powinien się go chyba mocno trzymać pazurkami, co byłoby dość trudne, gdyby faktycznie spał.

 

Co do lisa, to dzisiaj naszła mnie jeszcze pewna wątpliwość w związku ze sceną, w której pokonuje on Pannę Bai. Jeśli potrafił strzelać z ogonów ognistymi pociskami, dlaczego nie użył tej umiejętności, żeby przegonić w ten sposób kłusowników, którzy porwali jego mamę? Powiem więcej – logiczne wydaje się przypuszczenie, że i lisia mama posiadała taką umiejętność, a więc jakim cudem tym dwóm łachmytom udało się ją schwytać?

Jaka brawura? Zaatakował ich potwór i próbowali mu uciec. Wydaje mi się, że nic lepszego w tej sytuacji zrobić nie mogli. Nie ich wina, że Panna Bai jest jak stereotypowy morderca z horrorów – szybciej stoi niż oni biegną. Co ciekawe, tylko wtedy, gdy wymaga tego fabuła – jeśli dobrze pamiętam, Yuki zdołał przeszukać całą dolinę w poszukiwaniu liska, zanim zjawa go dogoniła, a teraz dopadła go zdumiewająco szybko, choć jechał na wilku. Jaką ona właściwie rozwija prędkość? Rozumiem, że Kito męczył się dźwiganiem Yukiego i nie biegł tak szybko, jak bez obciążenia, ale wciąż coś mi tu nie gra.

Zjawa jest wolniejsza przez łańcuchy, które ma na sobie, a jej ruchy… Bardziej powiedziałbym, że to ona postrzega Yukiego i Kitę, jako tych, którzy poruszają się wolno, zaś ona sama – dzięki swoim zdolnościom – jest szybsza. Dogoniła Yukiego, dlatego, że już tam po prostu była. 

 

Spa­ra­fra­zu­ję pe­wien tekst z po­pu­lar­ne­go kie­dyś we­bko­mik­su pa­ro­diu­ją­ce­go twór­czość Tol­kie­na: “Jedna jazda na grzbie­cie to nie przy­ja­cieł”. Poza tym wy­da­je mi się, że do­pie­ro co prze­czy­ta­łem o aurze stra­chu, która ota­cza­ła Pannę Bai.

Przecież nie każdy na pozór jest zły. Kito faktycznie jest wilkiem, ale to nie znaczy, że ma złe zamiary wobec Yukiego. Poza tym gdyby nie on, Yuki nadal by krążył po lesie. Zaś jeśli chodzi o “aurę strachu” to też jej “moc” jest ograniczona i nie jest w stanie działać przez cały czas. 

 

 

Zaczarowana klinga milczała

A powinna śpiewać?

Chodziło mi o to, że nie wykazywała większej reakcji na zagrożenie.

 

Od dołu wyrastały skalne formacje w postaci stalagmitów, wokół których mnożyły się dzikie grzyby o rdzawych kapeluszach z białymi kropkami. Yuki nie wiedział, czy są jadalne, choć miał ochotę zjeść cokolwiek, by uśpić głód na chwilę.

Mógł po prostu poprosić o coś do jedzenia. Zapasów tam ponoć nie brakowało.

Chodziło mi o to, że można było tam zebrać dużo jedzenia, co nie znaczy, że w tym miejscu faktycznie się ono znajdowało. 

 

Nie chciałem wspominać o lisku, bo uznałem, że skoro Yuki go uratował to nagle go nie porzuci na pastwę losu – mógłby mieć przez to wyrzuty sumienia – a poza tym lisiątko cały czas śpi, więc domyślnie uznałem, że lisek cały czas jest na jego ramieniu.

Nie zauważyłem wcześniej wzmianki, że lisek spał. No i jeszcze jedno – mogę się mylić, ale żeby utrzymać się na ramieniu Yukiego, zwłaszcza podczas ucieczki przed zjawą, lisek powinien się go chyba mocno trzymać pazurkami, co byłoby dość trudne, gdyby faktycznie spał.

Co do lisa, to dzisiaj naszła mnie jeszcze pewna wątpliwość w związku ze sceną, w której pokonuje on Pannę Bai. Jeśli potrafił strzelać z ogonów ognistymi pociskami, dlaczego nie użył tej umiejętności, żeby przegonić w ten sposób kłusowników, którzy porwali jego mamę? Powiem więcej – logiczne wydaje się przypuszczenie, że i lisia mama posiadała taką umiejętność, a więc jakim cudem tym dwóm łachmytom udało się ją schwytać?

No cóż, to nie był zwykły lis ;) 

Gdyby lisek użył tej zdolności wcześniej – albo jego mama – to dalsza historia nie bardzo miałaby sens, poza tym “w tej formie” magia jest bardzo ograniczona, stąd niemożność użycia zdolności i złapanie lisicy. 

 

Dziękuję, Bolly, za uwagi i komentarze. Rzeczywiście, zdaję sobie sprawę, że w tekście jest sporo błędów, ale po ostatnich poprawkach nie powinno ich już być dużo. Bardzo mi szkoda, że tekstu nie czytało się dość dobrze, niemniej postaram się przed opublikowaniem następnych rozdziałów poddać je gruntownej becie. To przede wszystkim baśń, a więc uważam, że trochę powinna zawierać w sobie tej dziecięcej naiwności – chęci poznawania świata i zawieraniu przyjaźni. Bohaterowie mogą być na początku nieporadni, a to ze względu na okoliczności, w jakich dzieje się akcja. 

"Gdy w sercu płonie ogień, razem z nim tworzy dusza."

Zjawa jest wolniejsza przez łańcuchy, które ma na sobie, a jej ruchy… Bardziej powiedziałbym, że to ona postrzega Yukiego i Kitę, jako tych, którzy poruszają się wolno, zaś ona sama – dzięki swoim zdolnościom – jest szybsza. Dogoniła Yukiego, dlatego, że już tam po prostu była.

Wybacz, ale nic nie rozumiem z tego tłumaczenia.

 

Przecież nie każdy na pozór jest zły. Kito faktycznie jest wilkiem, ale to nie znaczy, że ma złe zamiary wobec Yukiego. Poza tym gdyby nie on, Yuki nadal by krążył po lesie.

Miałem na myśli to, że jedna wymiana zdań i chwila jazdy na jego grzbiecie to trochę za mało, by móc mówić o przyjaźni. Przy okazji – nie jestem pewien, czy dobrze rozumiesz znaczenie słów “na pozór”.

 

Gdyby lisek użył tej zdolności wcześniej – albo jego mama – to dalsza historia nie bardzo miałaby sens

To zrób tak, żeby miała sens.

 

poza tym “w tej formie” magia jest bardzo ograniczona, stąd niemożność użycia zdolności i złapanie lisicy.

A napisałeś później o tych ograniczeniach? Bo jak nie, to mamy klasyczny przykład tropu Forgot About His Powers. Z powodu mojej skłonności do kończenia tego, co rozpocząłem, spróbuję jeszcze doczytać ten rozdział i być może wtedy zmienię zdanie, ale jak na razie uważam, że stanowczo zbyt wiele rzeczy trzeba sobie u Ciebie dopowiadać.

 

To przede wszystkim baśń, a więc uważam, że trochę powinna zawierać w sobie tej dziecięcej naiwności – chęci poznawania świata i zawieraniu przyjaźni.

Owszem, zgadzam się. Tak w ogóle, to doceniam, że zdecydowałeś się spróbować swoich sił w tym wymierającym gatunku. Pamiętaj jednak, że nawet dziecko, wbrew pozorom, ma swój hak do zawieszania niewiary i umie dostrzec luki fabularne.

Kolejne podejście. Mam nadzieję, że już ostatnie.

 

Skończyłem na “molikach”…

 

Są nieco większe, ale lubię się z nimi bawić, poza tym fajnie świecą.

Co ma wspólnego zamiłowanie Kito do bawienia się z molikami z ich wielkością? Poza tym jak niby można bawić się z owadami?

 

– Ee… Gdy się zgubiłem, usłyszałem krzyk i pobiegłem, ile sił w nogach do tamtego miejsca, gdzie go znalazłem.

Przed “ile sił w nogach” niepotrzebny przecinek. “(…) do tamtego miejsca, gdzie go znalazłem.” – no, bardzo konkretna informacja, nie ma co.

 

– To interesujące. – rzucił Kito.

Zbędna kropka po “interesujące”. Na NF jest taki artykuł o poprawnym zapisie dialogów. Uważam, że powinieneś go przeczytać.

 

Ściany jaskini wibrowały, niosącym się przez nie echem o ciemnej barwie głosu.

Niepotrzebny przecinek po “wibrowały”. O ile wiem, echo nie ma barwy głosu. To głos o ciemnej barwie może nieść się echem.

 

– To właśnie mój… ee… tato – zawahał się przez chwilę.

Ma jakieś wątpliwości? Aż się boję pytać.

 

Wilczek zupełnie nie wiedział, co robić, ponieważ rodzice zakazali mu sprowadzać tutaj ludzi.

Zdanie wydaje mi się trochę nie na miejscu, bo narracja jest prowadzona z perspektywy Yukiego. Może niech lepiej Kito o tym powie?

 

– To skomplikowane. Zapomniałem o czymś powiedzieć rodzicom i mogą być źli, gdyby dowiedzieli się, że przyprowadziłem gościa na kolację.

O, właśnie powiedział. Więc to zdanie wyżej jest niepotrzebne, powtarza tylko tę samą informację, wprowadzając w dodatku pewien dysonans w narracji. Skomplikowane? Bynajmniej, sprawa jest prosta jak drut. Przyprowadził gościa bez zapowiedzi i obawia się konsekwencji.

 

Yuki mocno zaniepokoił się zachowaniem Kity.

To w końcu odmieniasz imię “Kito” czy nie?

 

Niemniej postanowił on spełnić jego prośbę i ukryć się w piwniczce pełnej przetworów, mimo iż obawiał się, czy rzeczywiście była tak przestronna, jak zaczął mu opowiadać.

Na miejscu Yukiego obawiałbym się chyba czegoś innego. Osobiście “zaczął mu opowiadać” zastąpiłbym jednym słowem – “twierdził” lub “utrzymywał”. Bo jaką to “opowieść” można snuć o przestronności piwnicy?

 

Kito chwycił za właz i podniósł go do góry

Tnij śmiało “do góry”. Nie można niczego podnieść w dół.

 

Nagle z góry spadła lampa, która nie zdążyła się rozbić, dzięki jego zaradności i refleksowi.

A po co tutaj “zaradność”? Sam refleks by wystarczył. Zmieniłbym też nieco szyk zdania: “Nagle z góry spadła lampa, która dzięki jego refleksowi (na szczęście?) nie zdążyła się rozbić”. Swoją drogą, bardzo to było mądre ze strony Kito. No, chyba że próbuje Yukiego zabić. Od początku mi się nie podobał.

 

Yuki zorientował się, że siedział na drewnianej ławce.

Po co komu ławka w piwniczce na przetwory? Półki, owszem, może jakaś skrzynka, ale ławka? W dodatku u stóp drabiny?

 

u stropu niskiego sufitu

Nie wiem, czy wiesz, ale strop i sufit to jest zasadniczo to samo. No, sufit to dokładniej dolna powierzchnia stropu, więc gdybyś napisał na odwrót, to jeszcze miałoby jakiś sens. Ale czy nie prościej byłoby napisać po prostu “pod sufitem”? Za bardzo kombinujesz i przez to wychodzą Ci potworki jak z pewnego opka, które czytałem dawno, dawno temu: “Nie pomnę, bo nie pamiętam”.

 

były jednymi z nielicznych przysmaków, zauważonych przez niego

Wykreśliłbym “zauważonych przez niego”. No i ile tych przysmaków w końcu było – mało czy dużo? Chwilę wcześniej pisałeś o “przeróżnych wędlinach”. Bardziej zatem pasowałoby “licznych” niż “nielicznych”.

 

Mała twarz była piękna i zadbana, otoczona długimi, prostymi bursztynowymi włosami, które opadały powoli na ramiona, sprawiając, że czuły się bardziej żywe i zmęczone, a jej dwa błyszczące zielonkawe oczy były niemal zadziwiające, odbijając refleks świetlny, padający od lampy w rogu.

Oesu. Od czego by tu zacząć? Po “prostymi” przecinek. Włosy “czuły się”? Jak włosy mogą cokolwiek czuć? Może “wydawały się” jakieśtam? “Bardziej żywe i zmęczone”? Co to w ogóle znaczy? “Dwa oczy”? Ja znam tylko formę “dwoje oczu”.

 

Przepraszam, że zapytam Anni, ale… ee… Gdzie jest ten lis?

Ależ ci twoi bohaterowie uprzedzająco grzeczni – zawsze przepraszają, zanim zapytają. Czy Yuki nie powinien raczej trochę spanikować, gdy zauważył, że lisek nagle zniknął?

 

Yuki pochylił głowę w dół i sposępniał.

Znowu pleonazm – głowę się zawsze pochyla w dół. Sam do niedawna pisałem np. “zadarł do góry głowę” i nie zostało to dobrze odebrane, więc wiem, o czym mówię. Nawiasem mówiąc, to, że ktoś pochyla – albo jeszcze lepiej: spuszcza – głowę, aż nazbyt czytelnie pokazuje, że posmutniał, więc nie musisz tego dodatkowo wyjaśniać.

 

Anni początkowo nie chciała wierzyć jego słowom, sądząc, że może kłamać, lecz po chwili zrozumiała, że mówi prawdę. Usiadła w niewielkiej odległości od niego i skryła twarz w dłoniach, cicho łkając. Po zaróżowionych policzkach spłynęły dwie ledwo widoczne strużki łez, co bardzo go zasmuciło. Nie wiedział, że tą wiadomością, mógł sprawić jej przykrość.

Zaraz, zaraz. Przecież Anni tam była i wszystko musiała widzieć. Czyżby wtedy, gdy jest pod postacią lisa, wyłączała jej się świadomość? A może po przemianie w człowieka epizod bycia lisem zostaje pokryty niepamięcią? Wyciąłbym “sądząc, że może kłamać” i przecinek po “wiadomością”.

 

Nieoczekiwanie pomieszczenie, w którym się znajdowali, wypełniało się wodą.

Więc jednak wilcy chcieli go zabić. Albo mieszkają na terenach zalewowych i teraz będą się wykłócać ze Skarbem Państwa o odszkodowanie.

 

W ostatnim momencie chwycił się drabiny i chwilę później zaczął się wspinać.

A odczekał tę chwilę, bo…?

 

Komorę pełną wody oświetliła lampa pełna molików, dzięki czemu bez problemu uratował dziewczynę.

Powtórzenie. To jakaś nowa lampa, czy ta, którą próbował zabić Yukiego Kito? Jeśli ta sama, i cały czas świeciła, to “oświetlała”, a nie “oświetliła”.

 

człowieczej formy

“Ludzkiej”?

 

Jego twarde, surowe rysy upodabniały go do górala

Takiego naszego, podhalańskiego górala? W uniwersum stylizowanym na feudalną Japonię?

 

Przez dwie, duże dziurki wlatywało powietrze.

Niepotrzebny przecinek. Poza tym dziurki w nosie przeważnie są dwie. Nie znam stworzenia, które miałoby trzy. No i funkcją nozdrzy jest właśnie przepuszczanie powietrza. Chyba, że w tym wypadku powietrze tylko nimi wlatywało, a wylatywało uszami. To by była jakaś nowość.

 

Od stóp w górę nie nosił butów

Prawdopodobnie od głowy w dół nie nosił też kapelusza. Wyjątkowo kiepski sposób, by napisać, że miał buty bez cholewek, jeśli to właśnie miałeś na myśli.

 

jednak miał na sobie skórzane spodnie

Bogu dzięki. Bo po tej wzmiance o funkcjonalności nozdrzy szykowałem się już na opis wilczego… ekhm… instrumentu i tego, do czego służy. Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.

 

kończące się w pasie, przepasanym mocnym materiałowym paskiem

W pasie przepasany był pasem… Proroku, spójrz mi prosto w oczy (no, wyobraź sobie, że to robisz) i powiedz szczerze, czy to brzmi dobrze. Czy w ogóle zadajesz sobie trud przeczytania tego, co napisałeś? Przy minimalnym wysiłku dałoby się to przecież sformułować inaczej, zgrabniej, bez powtórzeń i idiotycznych wzmianek, że spodnie kończyły się w pasie. Bo spodnie przeważnie kończą się w pasie. A może raczej zaczynają? Mniejsza z tym. “Miał na sobie skórzane spodnie, ściągnięte/przewiązane (w talii?) mocnym materiałowym paskiem (…)”. Da się? Da się.

 

w kształcie głowy wilka, z wyszczerzonymi kłami

Zbędny przecinek.

 

Górę okrywało starannie wykonane owcze futro

Może się nie znam, bo mieszczuch jestem, ale wydaje mi się, że owczego futra się nie wykonuje, ono po prostu rośnie na owcy. No, chyba że masz na myśli jakiś sweter czy inny uniform wykonany z owczej wełny.

 

pod którym posiadał prostą, lnianą koszulę.

Strasznie zgrzyta mi to “posiadał”. Może po prostu “nosił”?

 

Kamienne ściany idealnie maskowały drewniane boki, wyściełane w środku owczą wełną.

Eee… Co? Czym są “boki”? Wyściełane w środku wełną? Chodzi o jakąś drewnianą okładzinę, coś w rodzaju boazerii? Ale dlaczego wyściełanej w środku wełną? Ściany były w ten sposób ocieplane?

 

Kamienne ściany idealnie maskowały drewniane boki, wyściełane w środku owczą wełną. Wyposażenie tego pomieszczenia stanowiło pięć drewnianych krzeseł i stojący na środku duży stół, gdzie podano pyszne potrawy w glinianych misach. Wnętrze było dość przestronne i wielkości przynajmniej sześciu belek drewna.

Powtórzenia. Poza tym, czy bohaterowie nie powinni aby zająć się osuszaniem zalanej piwnicy i ratowaniem tych zapasów, które jeszcze da się uratować?

 

wielkości przynajmniej sześciu belek drewna

Co masz właściwie na myśli, pisząc o “belkach”?

 

Kuszący zapach unosił się w powietrzu. Ich aromat wodził za nos Yukiego, zachęcając do spróbowania ich wszystkich.

“Wodzić za nos” znaczy “oszukiwać, zwodzić kogoś”.

 

– Mimo to wolałbym, żebyś coś zjadł. Nie darowałbym sobie, gdyby przytrafiłaby ci się jakaś krzywda. Poza tym… to niezdrowe.

Co jest niezdrowe?

 

– W tym momencie najważniejsze jest twoje bezpieczeństwo. Wierzę, że to, o czym mówisz, pewnie by miało miejsce, ale powiedz…

Co by miało miejsce?

 

położone w rogu jego sprzęt

Położony.

 

W środku pływały również kawałki, drobno pokrojonych części, jadalnych fragmentów kapeluszy.

Części fragmentów… Nie mógłbyś jakoś prościej?

 

Chłopak spojrzał na danie, po czym usłyszał głośny, dobiegający z jego brzucha odgłos:

Moim zdaniem nadużywasz fraz określających następstwo czasowe – “po czym”, “zaraz potem”, po chwili”, “chwilę później”. W wielu przypadkach w zupełności wystarczyłby spójnik “i”.

 

Jednym ruchem zabrał się za jedzenie

Uch. “Natychmiast zabrał się za jedzenie”?

 

Wewnątrz były dwa łóżka, oddzielone od siebie w równej odległości oraz niewielka komódka.

Co to znaczy “oddzielone od siebie w równej odległości”? Dwa obiekty zawsze będą pozostawać w określonej odległości od siebie. Mogą być za to w jednakowej lub niejednakowej odległości od jakiegoś trzeciego obiektu. Jakiego? Może od komódki? To ona je oddzielała? Czy to jest takie ważne, że były od niej w równej odległości? Czy nie wystarczy powiedzieć, że “w pokoju stały dwa łóżka, a pomiędzy nimi niewielka komódka”?

 

Wilk życzył obojgu miłej nocy i odszedł

Który wilk? Kerto? Jego żona? Kito?

 

– Dziękuję – wypowiedziała na głos Anni

Bo gdyby powiedziała w myślach, to by nie usłyszał. D’UH.

 

– Za co?

Uuuuuch…

 

– Uratowałeś mnie. To nie było proste.

To raczej ona jego uratowała – przed Panną Bai. On tylko wyciągnął jej ten teges z trucizną z łapki. Choć z opisu wynikało chyba, że sama sobie wyciągnęła. Już się w tym wszystkim gubię…

 

Nie jestem zbyt dobrym szermierzem ani nie znam też żadnych zaklęć. Chętnie też bym się jakichś nauczył.

Po co to drugie “też”? Powiem więcej: po co tutaj jakiekolwiek “też”?

 

Czasami niektórzy potrzebują więcej czasu, żeby opanować niektóre zaklęcia

“Czasami więcej czasu”… Kolejna brawurowa konstrukcja. Po co Ci to “czasami” na początku zdania?

 

Potężny, pomarańczowoczerwony ładunek uderzył z łoskotem o kamienie, sprawiając, że ciepło rozeszło się po wszystkim, przez przypadek nie wywołując pożaru.

A więc tylko przypadkowi zawdzięcza, że nie wywołała pożaru w domu swoich gospodarzy?

 

UF! Aż mi się nie chce wierzyć, że dobrnąłem do końca. Czas na podsumowanie.

 

Pewnie się powtórzę, ale co mi tam: błędy, błędy, błędy. Językowe, logiczne, stylistyczne, składniowe, interpunkcyjne. Błąd na błędzie i błędem pogania, a im dalej, tym gorzej. Masz duże problemy z opisywaniem wyglądu zewnętrznego postaci oraz ich otoczenia, konstruowaniem opisów najprostszych scen i czynności, takich jak spożywanie posiłku. Powinien to umieć przeciętny uczeń szkoły średniej i założę się, że twój polonista wypisałby swój czerwony długopis, gdybyś mu dał do oceny ten tekst. O ile, rzecz jasna, wcześniej by się nie załamał. Straszne i zasmucające zarazem jest to, że nie panujesz nad językiem i wydajesz się nie rozumieć tego, co piszesz. Nie znasz znaczenia słów i związków frazeologicznych, sypie ci się gramatyka, przecinki sprawiają wrażenie powstawianych na chybił trafił, w związku z czym w wielu przypadkach trzeba się domyślać, co chciałeś przekazać. Tłumaczysz jak krowie na granicy rzeczy oczywiste, czujesz potrzebę zaznaczania, że facet miał dwie dziurki w nosie (dlaczego dla większej jasności nie dodałeś jeszcze, ile miał rąk i nóg?), a nie wyjaśniasz tego, co domaga się wyjaśnienia. Wciąż nie wiem na przykład, skąd ta nagła powódź w piwnicy i dlaczego wszyscy tak łatwo przeszli nad nią do porządku dziennego. Czy to były łzy Anni? God only knows. Bohaterowie zachowują się nielogicznie, ich emocje wydają się sztuczne, a charaktery zmieniają się co scenę. Dlaczego Kito tak się bał gniewu rodziców, skoro kolejne sceny z nimi dowodzą, że to najmilsi… wilczy… eee… ludzie pod słońcem? Kolejna zagadka.

Moja rada jest taka: póki co, nawet nie myśl o zabieraniu się za drugi rozdział, bo ten nadaje się tylko do napisania od nowa. Przeproś się ze słownikami, bo będą Ci potrzebne, i spróbuj więcej czytać, żeby trochę “nasiąknąć” poprawną polszczyzną. Ale przede wszystkim MYŚL przy pisaniu, wizualizuj sobie każdą scenę, bądź wyczulony na nonsensy i nielogiczności, maksymalnie krytyczny wobec własnej twórczości, jak i tego, co sam czytasz i oglądasz.

 

Życzę Ci powodzenia.

Dziękuję za komentarz i uwagi, Bolly. Postaram się poprawić wskazane błędy.

"Gdy w sercu płonie ogień, razem z nim tworzy dusza."

Radziłbym jednak zacząć jeszcze raz, od początku. Ale to oczywiście twoja decyzja. Gdybyś potrzebował mojej pomocy, daj znać.

Proroku T2, nie można odmówić Ci umiejętności czerpania z mitologii japońskiej, ale cóż, myślę że opowieść o przygodach Yukiego, przeznaczona jest dla bardzo młodych czytelników i pewnie dlatego przeczytany fragment nie spodobał mi się i nie zdołał zachęcić do ewentualnego poznania dalszych losów chłopca.

Do nie najlepszego odbioru przyczyniło się też bardzo złe wykonanie. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję ci Reg za twoją opinię. Rozumiem, dlaczego Pierwszy Rozdział ci się nie spodobał i piszę poprawioną wersję tego fragmentu. Wprawdzie rzeczywiście przygody Yukiego miały być dla młodszej widowni, ale postanowiłem, że pisząc nową wersję rozszerzę ją do szerszego grona czytelników. 

Pisząc następne rozdziały w przyszłości poprawię wykonanie, aby czytało się je lepiej niż teraz :)

"Gdy w sercu płonie ogień, razem z nim tworzy dusza."

Mam nadzieję. Proroku, że Twoja opowieść o przygodach Yukiego znajdzie kiedyś wdzięcznych czytelników. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka