- Opowiadanie: Macabrrra - W oddali rozlega się wycie

W oddali rozlega się wycie

Grafika: Samogitia 1409, autor Jakub Różalski

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

W oddali rozlega się wycie

Działo się to Roku Pańskiego 1409. Wielki Mistrz Zakonu Przenajświętszej Maryi Panny, Ulrich von Jungingen, ostrzył sobie zęby na rozbicie sojuszu Królestwa Polskiego i Księstwa Litewskiego. Żmudź, wójtostwo pod kontrolą Krzyżaków, uginała się pod naporem krzyżackiej okupacji i biczem wójta Michała Küchmeistera. A gdzie przemoc i kontrola, tam i opór się zrodzi. Czasem nie do końca ze stron, z których moglibyśmy się spodziewać.

 

Kroniki Żmudzkie, autor nieznany.

 

Zęby powoli wgryzły się w mięso i zaczęły rozrywać mięśnie i ścięgna, napotykając opór jedynie ze strony kości. Krew trysnęła, po czym zaczęła wypływać ciurkiem spływając po brodzie.

– No, Mikołaj, dobrego zająca żeś nam upolował!- rozległ się głos przerywający chwilę ciszy i mlaskania. Czterech mężczyzn siedziało przy niewielkim ognisku i kończyło się posilać.

– Dziękuje, Panie.– odpowiedział zagadnięty Mikołaj, parobek w służbie zakonnej. Na pierwszy rzut oka można było w śniadających rozpoznać Krzyżaków. Dwóch rycerzy w lekkich zbrojach z czarnymi krzyżami na płaszczach i tarczach, brat zakonnik w brązowych szatach, i Mikołaj, zdobywca posiłku.

– Najświętsza Panienka pomogła mi go ustrzelić! I strzegła od złego!- ciągnął chłopiec– Chłopi po wioskach gadają, że lasy się budzą. Że wilkołaki wyją po nocach a leszy chodzi po borach! Ponoć, niektóre nasze patrole nie wróciły na zamek…

– Skończ wymyślać, chłopcze. Może jeszcze Ci powiedzieli, że skrzaty naszczały im do mleka? Że strzygi pogryzły krowy? Nie wtrącaj się, gdy dorośli gadają.– brutalnie przerwał chłopcu zakonnik.– Patrole nie wróciły? To nie sprawka żadnych bestii. Powiadają, że Rumbold, ten zawszony pies Witolda, przekroczył rzekę. Podburza ciwunów i bojarów do buntu! Ha! Jeszcze dostanie im się po tych pogańskich łbach od Wielkiego Zakonu! A wy co myślicie, mości rycerzowie?– zapytał mężczyzna patrząc na wojów.

– Słusznie prawisz, wielki jest nasz zakon. I wielka będzie kara dla tych, co nie tylko jemu, ale i woli boskiej się sprzeciwią!- odpowiedział Otto von Salza. Był to młody jeszcze człowiek, niedawno przybyły na Żmudź, pełen wiary w Zakon i niedoświadczony jeszcze. – Utrzymać Żmudź, to tyle co pierdnięcie. A Pan co myśli, mości Hartmannie? Nie wyglądacie na przekonanego. Marszczycie się tylko i patrzycie tymi ponurymi oczami.

W istocie, twarz zagadniętego, Hartmanna von Urenbacha, mogła wyglądać na zmarszczoną. Poznaczona bliznami wyglądała jak obiekt mar nocnych.

– Tyle co pierdnięcie? Czasem i bąk potrafi stanąć okoniem… Nie mnie, pokornemu słudze, mieszać się do spraw wielkich. Moja opinia się nie liczy. Mam przewieźć listy do Dubissy, reszta nieważna. Czy to przed bestiami, czy to przed Żmudzinami, będę strzegł wiadomości.– zakończył temat rycerz.– Pora na nas, zbyt długo tu zmitrężyliśmy!

 

Kilka chwil później, grupa Krzyżaków znajdowała się już na trakcie z zamku Tylży do Dubissy. Jechali konno, gęsiego, milcząc nie skorzy do rozmów. Każdy błądził w myślach o przyszłości. Młody Otto mknął myślami ku swej ukochanej, ponury Hartmann rozmyślał o nadchodzącej wojnie, brat zakonny Klaus von Stolzman o tym, jak dochrapać się wyższego stanowiska w hierarchii zakonnej. Tylko Mikołaj cieszył się chwilą wiedząc, że jak tylko dotrą do Dubissy, beztroska się skończy. Nie musieli się śpieszyć, pod koniec dnia powinni znaleźć się pod bezpiecznym dachem zamku. Krzyżacy milczeli. Ponure chmury zasnuwały niebo i padający co jakiś czas śnieg nie zachęcał do rozmów. Nagle, ciszę przerwał głośny krzyk dobiegający gdzieś z lasu. Rycerze spojrzeli po sobie i odruchowo ich ręce spoczęły na rękojeściach mieczy.

– Człowiek w opałach! Na pomoc, waszmości!- krzyknął Otto i spiął konia do galopu. – Naprzód, Schmetterling!- nie czekając na towarzyszy, rycerz ruszył w gęstwinę lasu. Mikołaj, również wykonał ruch, by jechać za Ottem, jednak nagle poczuł ciężar ręki na swoim ramieniu.

– Stój, durniu! To może być pułapka! Pamiętaj, jakie zadanie dostaliśmy!- krzyknął Hartmann, zdecydowanie najbardziej doświadczony z całej grupy.

– Przecież nie możemy zostawić mości von Salzy!- naiwnie wykrzyknął parobek.

– Głupiś. Chcesz jechać na śmierć, jedź. – odpowiedział Mikołajowi brat zakonny. Wydawało się, że chłopak posłucha klechy, jednak widząc, jak doświadczony von Urenbach kręci posępnie głową, wstrzymał konia.

 

Otto von Salza szybko zorientował się, że towarzysze nie podążyli za nim. – Donnerwetter, tchórze! – zaklął, próbując sobie dodać otuchy. Przypomniał sobie słowa przysięgi rycerskiej, chwile, gdy je wypowiadał zobowiązując się do pomocy potrzebującym. Izabela, dama jego serca, tak wtedy na niego patrzała… Nie marnując czasu, popędził konia. Chwilę później, wjechał na niewielką polanę i zatrzymał wierzchowca. Zagrzmiało w oddali, gdy rycerz dostrzegł niewysokiego starca, stojącego na skraju lasu.

– Dziadku! Czy tyś to wołał o pomoc? – krzyknął, nie podjeżdżając bliżej. Ostrożny i czujny uważnie lustrował otoczenie.

– Ja wołałem. – odpowiedział starzec. – Stoję tutaj codziennie, wołając o pomoc. O pomoc dla Żmudzi i dla tych lasów. – Zdziwienie i brak zrozumienia przemknęły przez twarz Otta.

– Jesteś buntownikiem! – krzyknął rycerz, zdając sobie sprawę, że wpadł w pułapkę. – Czemu jeszcze żyję? Mogliby mnie ustrzelić z łuków, a ja, nic bym z tym nie mógł zrobić– myślał intensywnie zakonnik.

– Nie jestem, – odparł starzec– ale przyszedł czas by zakon poniósł karę za wtargnięcie na te ziemię. – kontynuował starzec. W miarę jak mówił, jego postać zaczęła się zmieniać. Otto nie wierzył własnym oczom. Włosy stanęły mu dęba na karku, gdy zobaczył, że zza człowieka, a przynajmniej zza tego, co do tej pory brał za człowieka, wyłaniają się dwa cienie. Leśny dziad, za jakiego go miał Otto, rozmył się i zaczął rosnąć. Powietrze stało się ciężkie, rycerzowi coraz trudniej było złapać oddech. Nagle, napięcie opadło. Wydawało się, że przemiana trwała długo, że miałaby się nigdy nie skończyć, jednak po krótkiej chwili stało przed rycerzem coś innego niż się spodziewał. Wyższy, pokryty mchem i pnączami Leszy cofnął się nieco i spojrzał na niego wściekle. Machnął lekko ręką a cienie, wyglądające jak wilki, zaczęły się prostować. Warcząc i szczerząc kły wyszły na polanę szykując się do ataku. Przed rycerzem stały dwa wilkołaki, potwory z baśni i wierzeń pogańskich, które nie miały prawa istnieć.

– Święta Panienko, broń nas od złego! Czary! – krzyknął rycerz, opuścił przyłbicę, uniósł wyżej tarczę i dobył miecza. Leszy stał nieruchomo uśmiechając się drwiąco. Bestie zaczęły powoli okrążać rycerza, który zorientował się, że może nie wyjść z tego starcia cało. To nie była jego pierwsza walka, jednak wiedział, że takiej jeszcze nigdy nie stoczył. Jego nadzieją był atak. Spiął konia i ryknął:

– Bij! Zabij! – koń wystrzelił do przodu. Rycerz skierował go ku pierwszej bestii, wiedząc, że z dwoma na raz nie ma żadnych szans. Te jednak nie czekały potulnie na śmierć i same zerwały się do walki. Otto zaszarżował na wilkołaka, lecz ten skoczył wysoko i przelatując nad głową konia chciał strącić wojownika z siodła. Rycerz wykazał się refleksem, uchylając się do tyłu i bestia przeleciała nad nim, uderzając go jedynie mocno w ramię. Krzyżak utrzymał równowagę. Koń zatańczył drobno na śniegu, a ręka dzierżąca miecz opadła w dół, w miejsce, gdzie bestia powinna była upaść. Rozległ się krótki skowyt i Otto wiedział, że trafił. Druga z bestii dobiegła tymczasem do walczących. Ten wilkołak za cel wybrała sobie konia. Już monstrum miało wgryzać się w końskie gardło, gdy okazało się, że i ono nie doceniło przeciwnika. Zaprawiony w bojach Schmetterling, uniósł się na tylnych nogach i zdzielił potwora potężnie w łeb podkutymi kopytami. Oszołomiony wilkołak zatrzymał się, dając Ottowi sekundy czasu, by dojść do siebie. Krzyżak krzycząc natarł konno na przeciwnika, taranując go i jeszcze bardziej przytłaczając swoją agresją. Miecz uderzył i wgryzł się w czaszkę wilkołaka. Zwierzę opadło na śnieg i krew szybko zabarwiła glebę. Otto poczuł silne uderzenie i cielsko drugiej bestii przygniotło go w siodle. To zraniony wcześniej wilkołak zaatakował wskakując na konia od tyłu. Wbił pazury w cielsko wierzchowca i zaczął wściekle atakować rycerza. Krzyżak wydawał się bezpieczny w swej zbroi, jednak nie okazała się ona wielką przeszkodą dla pazurów i kłów bestii. Wilkołak odnalazł miejsca, w które mógł atakować. Obaj walczący starali się nie spaść z konia, który przerażony miotał się po polanie, a jednocześnie, rycerz i bestia starali się zadać sobie śmiertelny cios. Śmiercionośna potyczka wydawała się wiecznością dla Otta, jednak w rzeczywistości wszystko działo się w mgnieniu oka. Nagle, wilkołak zaczął tracić równowagę. Pazury rozorały zad konia, a bestia poleciała do tyłu. Ostatnim machnięciem łapy, wilkołak uderzył, pazury dostały się pod hełm rycerza i przecięły szyję Otta. Bestia spadła na ziemię, a rycerz zachwiał się w siodle. Krew trysnęła z rozciętej tętnicy.

 

– Hej, Mikołaj! Łapaj go! – krzyknął Hartmann von Urenbach. Parobek posłusznie popędził swojego rumaka, by schwytać konia wyjeżdżającego powoli z lasu. Trzej podróżnicy szybko rozpoznali Schmetterlinga, wiernego wierzchowca Otta.

– Może jest tylko ranny! – z nadzieją wykrzyknął młody chłopak. Zatrzymał rannego konia i pochylił głowę. Hartmann i anonimowy zakonnik dogonili parobka.

– Mówiłem, że nie warto wracać. – rzekł zakonnik. – Ten dureń sam prosił się o śmierć. A wy, idioci, nie posłuchaliście rozkazów. – z pretensją wybuchnął zakonnik. Von Urenbach spojrzał na niego wściekle i wycedził:

– Trzeba było jechać dalej samemu, klecho. – rycerz splunął a zakonnik wykorzystał chwilę ciszy, nie pozwalając mu dokończyć.

– Samemu? Tu durniu, przecież widzisz co z nim zrobili buntownicy! Mi życie miłe! – uniósł się brat zakonnik.

– To nie są ślady mieczy…– cicho powiedział Mikołaj. – To ślady kłów i pazurów…

– Zatem niedźwiedź! Wilki! Cokolwiek, co żyje w tych przeklętych lasach! – wściekły klecha wykrzyczał.

– Właśnie, cokolwiek…– wyrzekł znacząco von Urenbach, po czym urwał, zawahał się. Po chwili jednak, jakby uznając, że nie chce dokańczać ten tej myśli, powiedział – Musimy go pochować. Każdy brat w wierze zasługuje na pochówek…– rycerz zaczął się odwracać, jednak po chwili jednym ruchem wyciągnął miecz i zamachując się potężnie, uciął głowę niczemu nie podejrzewającemu zakonnikowi.

– Zobacz Mikołaj, co Ci buntownicy narobili… Nikt nie będzie von Urenbacha durniem nazywał. A teraz, w konie!

W oddali rozległo się wycie wilków.

Koniec

Komentarze

Dopisz w leadzie tytuł i autora grafiki.

Już dopisuje, wrzucam na ostatnia chwilę. Jestem w trakcie przeprowadzki i cudem dorwałem dostęp do internetu :D

Tekst po czasie… ale może ubłagasz jurków.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

I jeszcze liczbę znaków przytnij – raptem 4, więc powinno pójść łatwo.

Zdaję sobie z tego sprawę. Jeśli się zgodzą– świetnie, jeśli nie– to do nikogo nie będę miał przecież pretensji :). Sam tekst miałem gotowy już od dwóch dni, ale niestety nie miałem w ogóle dostępu do komputera. Bywa :)

I tak dziękuję chłopaki za wsparcie :)

Hmmm… Muszę jeszcze zapytać dwie trzecie mojego zacnego gremium, ale jeśli o mnie chodzi, to kiedyś znalazłem się w podobnej sytuacji i – w odpowiedzi na prośbę o łaskę – usłyszałem coś w stylu: “No przecież nie będziemy się szarpać o te kilka minut”.

No więc myślę, że faktycznie nie będziemy się szarpać.^^

 

Panowie, dzięki, że przypilnowaliście mi klienta. Zwichrowanie jednego punktu regulaminu, a zwichrowanie trzech… Dobrze, że nic takiego nie widziałem.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Opowieść nawiązuje do ilustracji, a choć została jeszcze wzbogacona potyczką z wilkołakami, cała historia nie wydała mi ani zbyt nowatorska, ani szczególnie zajmująca.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

Żmudź, wój­to­stwo pod kon­tro­lą Krzy­ża­ków, ugi­na­ła się pod na­po­rem krzy­żac­kiej oku­pa­cji… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Zęby po­wo­li wgry­zły się w mięso i za­czę­ły roz­ry­wać mię­śnie i ścię­gna…–> Jak wyżej.

 

Krew try­snę­ła, po czym za­czę­ła wy­pły­wać ciur­kiem spły­wa­jąc po bro­dzie. –> Jak wyżej.

 

– No, Mi­ko­łaj, do­bre­go za­ją­ca żeś nam upo­lo­wał!- roz­legł się głos… –> Brak spacji przed dywizem, zamiast którego powinna być półpauza. Ten błąd pojawia się wielokrotnie.

 

Dzię­ku­je, Panie.– od­po­wie­dział za­gad­nię­ty Mi­ko­łaj… –> Dzię­ku­ję, panie – od­po­wie­dział za­gad­nię­ty Mi­ko­łaj

Literówka. Formy grzecznościowe piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Zbędna kropka po wypowiedzi. Brak spacji przed drugą półpauzą.

Źle zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

Może jesz­cze Ci po­wie­dzie­li… –> Może jesz­cze ci po­wie­dzie­li

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

Po­zna­czo­na bli­zna­mi wy­glą­da­ła jak obiekt mar noc­nych. –> Co to znaczy, że twarz wyglądała jak obiekt mar noc­nych?

 

Je­cha­li konno, gę­sie­go, mil­cząc nie sko­rzy do roz­mów. –> Je­cha­li konno, gę­sie­go, mil­cząc, niesko­rzy do roz­mów.

 

Każdy błą­dził w my­ślach o przy­szło­ści. Młody Otto mknął my­śla­mi ku swej uko­cha­nej, po­nu­ry Hart­mann roz­my­ślał o… –> Czy to celowe powtórzenia?

 

– Czło­wiek w opa­łach! Na pomoc, wasz­mo­ści!- krzyk­nął Otto… –> Czy Niemiec, zwracając się do kompanów, użyłby polskiego zwrotu?

 

Mi­ko­łaj, rów­nież wy­ko­nał ruch, by je­chać za Ottem… –> Mi­ko­łaj rów­nież wy­ko­nał ruch, by je­chać za Ottonem

Wg Poradni językowej PWN, tak odmieniamy imię Otto: MB. Otto, D. Ottona, C. Ottonowi, N. Ottonem, MsW. Ottonie http://www.poradniajezykowa.pl/baza_archiwum.php?POZYCJA=240&AKCJA=&TEMAT=Nazwy%20w%B3asne%20(pisownia%20i%20odmiana)&NZP=&WYRAZ=

Ten błąd pojawia się w opowiadaniu wielokrotnie.

 

za­klął, pró­bu­jąc sobie dodać otu­chy. Przy­po­mniał sobie słowa… –> Czy oba zaimki są konieczne?

 

– Nie je­stem, – od­parł sta­rzec… –> Przed półpauzą nie stawia się przecinka.

 

za wtar­gnię­cie na te zie­mię. –> Literówka.

 

wie­dząc, że z dwoma na raz nie ma żad­nych szans. –> …wie­dząc, że z dwoma naraz nie ma żad­nych szans.

 

a ręka dzier­żą­ca miecz opa­dła w dół… –> Masło maślane. Czy coś może opaść w górę?

Wystarczy: …a ręka dzier­żą­ca miecz, opa­dła

 

Już mon­strum miało wgry­zać się w koń­skie gar­dło, gdy oka­za­ło się, że i ono nie do­ce­ni­ło prze­ciw­ni­ka. – Czy dobrze rozumiem, że końskie gardło nie doceniło przeciwnika?

 

Oszo­ło­mio­ny wil­ko­łak za­trzy­mał się, dając Ot­to­wi se­kun­dy czasu… –> Masło maślane. Sekundy to czas. Czy w średniowieczu mierzono czas sekundami?

Proponuję: Oszo­ło­mio­ny wil­ko­łak za­trzy­mał się, dając Ot­tonowi cenne chwile

 

Zwie­rzę opa­dło na śnieg i krew szyb­ko za­bar­wi­ła glebę. –> Skoro ziemię pokrywał śnieg, to jak krew mogła zabarwić glebę?

 

sta­ra­li się zadać sobie śmier­tel­ny cios. Śmier­cio­no­śna po­tycz­ka… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Mi życie miłe! –> Mnie życie miłe!

 

– To nie są ślady mie­czy…– cicho po­wie­dział Mi­ko­łaj. –> Brak spacji po wielokropku. Ten błąd pojawia się jeszcze dwukrotnie.

 

jakby uzna­jąc, że nie chce do­kań­czać ten tej myśli… –> Dwa grzybki w barszczyku.

 

wy­cią­gnął miecz i za­ma­chu­jąc się po­tęż­nie… –> …wy­cią­gnął miecz i zamachnąwszy się po­tęż­nie

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nie urzekło. Po samej grafice wiadomo, czego się można spodziewać i nie dodajesz wiele do tej historii.

Bohaterowie różnią się głównie funkcjami i imionami. Przez to trudno ich zapamiętać.

Z wykonaniem tak sobie. Przeszkadzały mi brak spacji przy myślnikach, kulejąca interpunkcja, usterki w zapisie dialogów i inne błędy.

Krew trysnęła, po czym zaczęła wypływać ciurkiem spływając po brodzie.

O powtórzeniu już było. Teraz o przecinkach – w tym zdaniu wyjątkowo dobrze widać, jak bardzo są potrzebne w tego typu konstrukcji. Krew ciurkiem wypływała czy spływała?

– Skończ wymyślać, chłopcze. Może jeszcze Ci powiedzieli,

Ty, twój, pan itp. w dialogach piszemy małą literą. Tylko w listach dużą.

Babska logika rządzi!

Cześć,

dziękuję za słowa krytyki– mimo, że są ostre. Taka konstruktywna krytyka mnie motywuje, żeby następnym razem postarać się bardziej. Na swoją obronę mogę jedynie powiedzieć, że strasznie zardzewiałem, ostatnie prace pisałem kilka lat temu, a i bycie w trakcie przeprowadzki wcale nie pomogło :).

 

Dzięki jeszcze raz!

Pozdrawiam :)

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Tak jak napisała Finkla – po ilustracji można się spodziewać, o czym będzie opowiadanie, i w sumie nie dostaliśmy nic oprócz tego. Uważam, że każdą historię da się obronić, jeśli jest świetnie opisana, ma budujące klimat detale czy naprawdę dobrze skonstruowanych, intrygujących bohaterów. Tu niestety nie ma nic z tych rzeczy. No, może koń Ottona fajnie się nazywa. ;) Interpunkcja szaleje, podobnie zapis dialogów.

Mogę się mylić, bo specjalistą nie jestem, ale na moje ucho określenia takie jak „waszmość” w ustach Krzyżaków brzmią dziwnie, bo z tego co kojarzę, to słowiańskie wyrażenie. Taka sztuczna stylizacja, do tego nierówna, jest gorsza niż jej całkowity brak.

W tekście jest sporo usterek technicznych, ale to już inni wymienili je wcześniej.

Co do pomysłu, to nie jest on zbyt oryginalny. Widać mocne powiązanie z grafiką, ale raczej na zasadzie jej opisu, niż szerszej inspiracji. Do tego sam sobie spojlerujesz dalsze wydarzenia, pozbawiając czyttelnika choćby odrobiny zaskoczenia. Na przykład, gdy na początku w rozmowie wspomniane są wilkołaki i leszy, to już wiadomo, co ich czeka za chwilę.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Jest tu wszystko, czego by można by się spodziewać po obrazku – Krzyżacy, zasadzka wilkołaka. Właściwie fabuła jest przewidywalna. Czyta się jednak nieźle, choć niedoróbki językowe chroboczą. Bohaterowie nie wykraczają poza pewien schemat, brakuje też drobnostek, które mogłyby ich lepiej scharakteryzować i zapisać w pamięci.

Koniec końców koncert fajerwerków przeciętny, niczym nie zaskakuje, tak w kontekście pozytywnym, jak i negatywnym.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Liczyłem na jakiś fajny, mocny akcent na zakończenie konkursu, ale, niestety, szału bez.

O ile scena walki wypadła zupełnie fajnie – zdecydowanie najlepiej w Twoim opowiadaniu – to jednak całość nie budzi zachwytu. Po pierwsze, wykonanie. Tu się w oczy rzuca przede wszystkim błędny – żeby nie powiedzieć: niedbały – zapis dialogów, ale są też powtórzenia, dziwne, kulawe zdania i zaniedbane przecinki. To tak z wierzchu, a głębiej nawet nie schodzę.

Fabuła, choć prościutka, też ma swoje chropowatości. W sumie wszystkie sprowadzają się do nieprzekonującego zachowania rycerzy. Czasy były jakie były, ale do mordowania kamratów z powodu obelgi, nawet jeśli mogło to ujść płazem, raczej się nie posuwano, zwłaszcza nie pasuje mi to do rycerstwa; Krzyżacy czy nie, byli to jednak ludzie wyższego stanu, mający swój kodeks, prawa i obyczaje. Porzucanie towarzyszy podczas walki też raczej nie było popularną rozrywką – raczej nie ten typ ludzi po prostu.

Fakt faktem, takie odchyły były możliwe, a nawet prawdopodobne, ale Urenbach robi tu za stereotyp prawego, silnego i odważnego, więc o ile zaniechanie pomocy Ottonowi w imię nadrzędnych celów Zakonu jeszcze jestem mu w stanie wybaczyć, to jednak morderstwo w jego wydaniu nie wygląda przekonująco. Może pojedynek albo kop w rzyć, jeśli zakonnik był niższego stanu (choć nie wiem, czy to możliwe w tamtych czasach), ale morderstwo? Nie, nie sądzę.

Poza tym bardzo wątpię też, żeby jakiś klecha w ogóle poważył się mówić w ten sposób do pancernego brata z Zakonu Najświętszej Maryi Panny.

No i nie wiem, o co Niemiaszki się w sumie wtedy kłócili? Jakie niby rozkazy zostały złamane, skoro nawet nie ruszyli się z drogi?

 

Krótko: opowiadanie proste, ale przyzwoite. Jednak niewiele ponad to, niestety.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Nowa Fantastyka