- Opowiadanie: bemik - Sześć złotych monet

Sześć złotych monet

Shepherd and his faithful dog 

just look at the flowers... 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Sześć złotych monet

– Mam na nią ochotę, a ty?

– Zamknij się, durak. Nie widzisz, że z nią jest coś nie w porządku?

– Ale co? Baba jak baba – ma cycki i szparę. Wszystko, czego potrzeba, żeby sobie ulżyć!

– To se popatrz, jak baćko na nią popatruje. Żeby ona jaka zwykła baba była, już dawno rzycią by klepisko wycierała!

Młody Arseniuk spojrzał na dowodzącego oddziałem. Stary siedział przy ognisku, kozikiem jakiś patyk strugał, ale przez otwarte drzwi co chwila zerkał na dziewczynę krzątającą się przy kuchni. Kręcił przy tym głową, jakby się nad czymś zastanawiał albo sam sobie w myślach zaprzeczał. Dziewucha była urodziwa, choć niezbyt krzepka. Jak się na nią patrzyło, to na myśl przychodziła brzoza, taka świeża, ledwo pierwszym bladozielonym liściem obsypana, wiotka i na podmuchy zimnego wiatru narażona. Choć panna taka niby niepozorna, bez trudu chwyciła przez fartuch ogromny gar i przesunęła go na brzeg paleniska; spod fajerek wystrzeliły pojedyncze jęzory ognia, ale szybko przysiadły, niepodsycane opałem.

– Obiad! – zawołała śpiewnie i zamaszystym gestem zaprosiła gości do drewnianego stołu.

Wojacy porwali się spiesznie, obtupali na progu buciory z pośniegowej brei i szybko usadowili się za dębowym blatem. Dziewka napełniła dwie potężne michy, ustawiła je tak, by każdemu wygodnie było sięgać, do tego dołożyła grubo krojone pajdy chleba i odsunęła się pod ścianę. W ruch poszły łyżki, które każdy za pazuchą trzymał. Mocne zęby szarpały pachnące miętą pieczywo, drewniane chochelki sięgały ochoczo po zupę.

– Dobre toto! – pochwalił Jakimiuk. – A z czegoś panna taką zupę upichciła, hę?

– A z lebiody, znaczy z komosy. Nazbierałam na rowie, pocięłam i ziołami doprawiłam. I pokrzywą, bo zdrowa i smaczna. Parę jajek do tego, resztka mąki wymieszanej z żołędziową, co mi z łońskiego roku się ostała, i obiad jak się patrzy.

– Pięknie pannie dziękujem – odezwał się Gawriło, gdy skończył jeść, wąsy i łyżkę obtarłszy z resztek zawiesistej zupy. – Dawnośmy czegoś takiego nie jedli i chyba nigdy już nie uda się nam ponownie spróbować.

Chłopaki z oddziału patrzyli na dowódcę z podziwem. On zawsze wiedział, co i komu powiedzieć trzeba. Dziewka z dumy pokraśniała i uśmiech rozjaśnił jej bladą twarz.

– Pójdziem tera. – Gawriło podniósł się z ławy i podszedł do dziewczyny. – A to dla ciebie, córeńka, w podzięce!

Mężczyźni nie widzieli, co wcisnął dziewczynie w rękę, ale ona tak bardzo podarkiem się zachwyciła, że każdemu, kto chciał i nie chciał, pokazywała.

– Jak piękna! – Śmiała się i powiewała przed nosem Arseniuka cienką, batystową chusteczką ozdobioną niezapominajkami. Między haftowanymi błękitnymi kwiatuszkami ktoś ukrył kilka liter, ale dziewczyna albo ich nie zauważyła, albo, co pewniejsze – niepiśmienna – znaczenia nie rozpoznała ani tym bardziej o nie nie pytała. – Widziałeś? Widziałeś takie cuda?

A Arseniuk tylko głową kiwał, bo nie mógł ze ściśniętego gardła słowa wydobyć. Tak go oszołomił słodki zapach dziewczyny, tak go otumanił śmiech – perlisty niczym wiosenny deszcz. Patrzył w oczy błękitne jak te wyhaftowane niezapominajki, podziwiał włosy czarne i skórę delikatną niczym materiał chusteczki i marzył, by pod jego dotykiem jej policzki zabarwiły się rumieńcem, by w jego uścisku omdlała. Niemal widział, jak zrywa z niej sukienkę, jak rzuca na trawę dziewczynę i do ziemi wczesną wiosną pachnącej dociska nie raz, a dziesięć, sto razy! Z nią inaczej by było niż z tymi dworskimi pannami i służkami, ona by go udami z radością objęła, a on by jej tak dogodził, że o niczym innym myśleć by nie mogła, jak tylko o kochaniu z Arseniukiem.

Stary Gawriło nie dlatego był dowódcą, bo potrafił mocno po łbie przywalić. To też czynił, ale rzadko. Ludzie go szanowali i bez szemrania wykonywali polecenia, bo słyszał to, czego żaden nie odważył się głośno powiedzieć i widział to, czego inni dostrzec nie potrafili.

– Arseniuk – powiedział stanowczo – leć opału nazbierać, bo noce jeszcze zimne. Razem z Miszką pierwszą wartę trzymać będziesz, a po was ja i Sasza.

Chłopak poczuł, jakby go kto wodą nabraną z przerębla oblał. Jak niepyszny skierował się w stronę lasu, ale nie odważył się nawet pod nosem słów obraźliwych mamrotać. Dziewka incydentu nie zauważyła, szczęśliwa, że goście ją takim podarkiem nagrodzili.

– Skoro świt odjedziem i panny budzić nie będziem – powiedział Gawriło. – Nie chcemy cię na szwank narażać.

– Ale co wy? Na jaki szwank? Wy przecież dobrzy ludzie – powiedziała dziewczyna, z trudem na chwilę odrywając wzrok od haftowanych wzorków.

– Ano dobrzy – potwierdził dowódca. – Ale nie wszyscy tę naszą dobroć doceniają.

Gdyby dziewczyna zerknęła wtedy na twarz Gawriły, pewnie by się wystraszyła tego dziwnego błysku w oku, tego wykrzywienia ust, ale jej myśli i wzrok tylko piękna chusteczka, co ją w rękach mięła, zajmowała.

– Zawrzyj panna mocno drzwi od chałupy, żeby jakie ladaco po ciemnicy ci się do izby nie wdarło – polecił takim głosem mężczyzna, że dziewczyna zrozumiała, iż to wcale nie żarty.

Zanim spać zległa, dorzuciła jeszcze szczap do kuchni, bo niby już wiosna nastała, ale nocami zimnica nadal panowała. Chusteczkę chciała schować do malowanej w piękne kwiaty skrzyni, ale żal jej się było z takim cacuszkiem rozstawać, więc ułożyła ją na brzegu poduchy, żeby przed zaśnięciem podziwiać jeszcze choć przez chwilę.

Ciężkie powieki opadły dziewczynie na oczy, a wtedy zobaczyła blask pożogi, usłyszała trzask pękających od żaru desek i krzyki. Jednak była zbyt senna, by się nad tymi obrazkami zastanawiać, pomyślała jedynie, że na przyszłość musi bardziej zasuwać szyber w kuchni, to drewno wolniej się pali i cug mniej wyje w kominie.

A Gawriło długo zasnąć nie mógł. Na wspominki go wzięło i żal zacisnął swe wredne paluchy na steranym sercu. A potem znowu poczuł gniew taki, że wyć mu się zachciało. Głupi pan, głupi – pomyślał o starym Hrycyniuku – bestię dla zabawy hodował, dla krotochwili dręczył, żelastwem dźgał, głodem i pragnieniem dręczył. Nie dziwota tedy, że gdy się z okowów wyrwała, wszystko, co na dwóch nogach łaziło, z nienawiści zabijała. Pamiętał Gawriło widok, który go powitał, gdy dotarł radosny z polowania na skraj wsi. Stała bestia wyprostowana, długaśne, opazurzone łapska ściskając i prostując, jakby zamiarów swoich nie była pewna. Naprzeciwko niej zwykły kundel na szeroko rozstawionych nogach histerycznym ujadaniem próbował powierzone sobie owce przed kłami cudoka ochronić. I wygrał Burek z monstrum, bo do niego niechęci ten nieboski stwór nie czuł: podkulił ogon i uciekł do lasu, gdzie skrył się w przyjaznym gąszczu.

 

 

Mężczyzna zaczerpnął powietrza, głową z niedowierzaniem pokręcił i pognał grubokościstego konika dalej, by szybciej żonkę i córkę ujrzeć. I zobaczył… Widoku tego do końca dni swoich nie miał zapomnieć. Poszarpane, potargane szczątki, zmieszane ze strzępami materiału tak mocno, że krwi od krasnych pasów spódnic odróżnić się nie dało.

Zapłakał Gawriło, zawył nieludzkim głosem, a potem pochował w zimnej ziemi te, co najbardziej na tym świecie kochał. I poprzysiągł zemstę.

Najpierw dopadł bestię i zabił jednym strzałem. Ale później opamiętanie przyszło; zrozumiał, że stwór tej masakry nie jest winien, a ten, co go stworzył. I dopiero wtedy polowanie na prawdziwe potwory rozpoczął.

 

***

Odeszli goście przed świtem, nie budząc panny. A dziewczynie smutno trochę się zrobiło bez tego rozgardiaszu. Na podwórku zasypała tlące się resztką sił ognisko, zebrała pozostałe gałęzie, by niewykorzystany opał zanieść do kuchni, i wtedy zobaczyła nieduży mieszek. Podniosła go, rozsupłała troczki i na dłoń wysypała zawartość. W pierwszych promieniach wschodzącego słońca zabłysły złote monety. Sześć ich było – tyle, co wczorajszych gości. Oniemiała ze zdumienia, bo takiego majątku nigdy na oczy nie widziała. Pomyślała, że pewnie nadal śni, że jeszcze się nie obudziła, ale nagle usłyszała ryk straszliwy.

Zerwała się do biegu, bo zdało się jej, że głos Gawriły rozpoznała. Pędziła, roztrącając gałęzie, potykając się na korzeniach, a strach ściskał jej serce. Gnała, choć nie miała pojęcia, po co tak się spieszy, co ujrzy i jak ma pomóc.

Wreszcie dobiegła na polanę wedle chaty wiedźmy. Dom chylił się ku upadkowi od dziesiątek lat, ale wciąż jeszcze stał, choć na prochach właścicielki wyrosły drzewa wysokie pod chmurne niebo. Teraz na ich gałęziach ludzkie sylwetki kołysały się niczym gniazda trzcinniczka. Dziewczyna zatrzymała się gwałtownie i przycisnęła dłonie do piersi, by uspokoić szalejące serce. Rozpoznała młodego Arseniuka i innych też. Wzrokiem szukała jednak Gawriły i wkrótce go dostrzegła – wisiał z dala od swoich kompanów. Zapłakała dziewczyna, a gdy zechciała łzy obetrzeć, zauważyła, że w dłoniach nadal ściska trzosik z monetami.

– A myślałem, że ludzie głupoty gadają.

Głos, który rozległ się za jej plecami, sprawił, że skurczyła się w sobie. Nie miała odwagi, by się odwrócić i spojrzeć, kto się tam przyczaił. Nie miała nawet sił, by się odezwać.

– Mówili, że Gawriło robi to dla dziecka. Że gwałci, pali i morduje, bo jakaś krzywda jego córce się stała. Nie chciałem wierzyć, jak mnie najmowali, ale widać prawdę rzekli. Szkoda mi cię, Tamarko, ale jak wszyscy to wszyscy. Pójdziesz z ojcem i jego druhami. Takie mam zlecenie, a ja swoje pieniądze zarabiam uczciwie.

Dziewczyna zerknęła w dół na dłonie trzymające mieszek z sześcioma złotymi monetami. Słońce zabarwiło je promieniami, niczym krwią, na czerwono. Nie zdążyła się mocniej wystraszyć, gdy poczuła dźgnięcie. Nawet bardzo nie bolało. Dopiero kiedy upadła, zdołała zobaczyć swojego kata.

– Katia – szepnęła. – Mam na imię Katia.

 

 

Koniec

Komentarze

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

yes

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jak to u bemik, dobrze napisane, klimatyczne opowiadanie z udaną stylizacją. Sprawnie poprowadzona, poruszająca fabuła, a do tego naprawdę udana postać Gawriła. W niewielkiej ilości znaków udało ci się przedstawić jego motywacje. No i podobał mi się motyw tytułowych monet.

Powodzenia w konkursie :)

DZięki, belhaju

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Najpierw uwaga techniczna – chyba bym dodała “entery” nad i pod obrazkami…

 

Jak zwykle u Bemika gwarancja dobrego wykonania, nastrojowego klimatu i takiej jakiejś trudnej do opisania magii… A do tego świetna stylizacja. Przeczytałam z przyjemnością. Kliczek i powodzenia w konkursie :)

Entery dodane. Dzięki, Katiu i wzajemnie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Świetny, świetny styl. Czuć profesjonała! Płynnie i lekko, z wyraźną, ale nienachalną stylizacją języka niemal żartobliwie (zwłaszcza na początku) w wyraźnym kontraście do ciężaru mocnej treści. Tak się powinno pisać.

Rzecz w tym, że zakończenie zostawiło mnie cokolwiek zagubionym. Bo nie wiem, czy ona córką była czy nie była, nie wiem, czy tożsamość zabójczy ma znaczenie, nie wiem, czy imię Katia powinno mi coś mówić (poza portalową Katią, ale to chyba fałszywy trop)… 

Czyli – znakomicie napisany tekst, który niezupełnie zrozumiałem :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Thargone, dziękuję za wizytę. 

Otóż tłumaczę – córka Gawriły, Tamara, została pożarta przez bestię, ale o tym panowie nikogo nie informowali, bo wyszłoby, że winę za późniejsze wydarzenia ponoszą oni. Wygodniej było prawdę ukryć i nająć zabójcę, by zabił wszystkich związanych z Gawriłą. Katia stała się ofiarą przypadku – zabójca sądził, że jest ona córką Gawriły.

Cóż, nie zawsze to, co dla autora jest jasne, takie samo będzie dla czytelnika. crying 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Hmm, przyznam, że też jestem trochę zagubiony. Skoro córkę Gawriły zabiła bestia Hrycyniuka, to czy koleś nie powinien chcieć zabić tegoż Hrycyniuka, gdy już pozbawił życia potwora, a wciąż nie czuł się zaspokojony? Po co “gwałcił, palił, mordował”?

Kto najął tego zabójcę, skoro zabił on wszystkich?

Jaką rolę pełniła chusteczka?

 

Nie wiem, Bemik. Może za głupi jestem na ten tekst, ale strasznie mi się mieszają fakty. A szkoda, bo początek w chacie dziewczyny był naprawdę dobry. Napisany obrazowo, lekko, w Twoim stylu. Szama – smakowita, dziewczyna podobnie ;D

Będę tu zaglądał, może komentarze innych mnie oświecą. Albo Belhaj bądź Katia wspomogą – z tego co widzę, dla nich szorcik był jasny.

 

Tymczasem, trzymaj się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

No coś takiego? Mój tekst niezrozumiały? A zawsze mi się zarzuca, że za prosto, że sztampowo. Rany, Count, aleś mnie zaskoczył! smiley

To teraz tak – Gawriła zabił w pierwszej kolejności Hrycyniuka, potem zabijał innych panów, bo oni też mieli sporo na sumieniu różnych nieprawości (ot, taka właśnie sztampa – jak pan, to zły). Poza tym zemsta nie uśmierzyła bólu po stracie najbliższych. A inni panowie, w obawie o własne życie i majątki, najęli zabójcę.

Zły bemik, źle pisze, skoro czytelnicy nie rozumieją sad

Dzięki za wizytę i komentarz.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ja również poczułem się zagubiony nieco w tej historii. Tzn. odczytałem prawidłowo, ale nie byłem tego pewien i musiałem doczytać wyjaśnienia w komentarzach dla pewności. 

Początek wziąłem za opowieść o czerwonoarmijcach, o tym że trafili do chatki pięknej dziewczyny, a ich przywódca wyczuwa w niej coś niepokojąco niebezpiecznego. I zaraz myślałem, że ona się zamieni w coś, że ich potruje albo co. Ale potem już moje dywagacje poszły właściwym tropem.  

Z przeczytanych do tej pory Twoich opowiadań, Bemik, to jest moim zdaniem napisane najlepiej pod względem językowym. Znakomicie znalazłaś się w tej stylizacji, w tych opisach wiejskich, pięknie to nakreśliłaś, pięknie namalowałaś obrazki w mojej głowie.

Fabuła rzeczywiście może nieco zawiła i nie dla wszystkich oczywista, ale język! Język bogaty, soczysty, literacki, czysta przyjemność dla oka i ucha gdy się poczyta na głos.

Chata na ilustracji drewniana, ale biblioteka murowana. Klikam i życzę powodzenia w konkursie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Chata na ilustracji drewniana, ale biblioteka murowana. – bardzo to ładne mr.marasie! Dziękuję!

A sądzę też, że gdybyś się nie próbował na początku domyślać, kto jest kim i co się wydarzy, gdybyś nie tworzył własnej historii, nie byłoby problemów ze zrozumieniem. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A ja mam jak Maras. Zgadłam, ale pewna nie byłam. Ta chusteczka należała do którejś z kobiet dowódcy? Sześć złotych monet to raczej królewska zapłata za nocleg.

Jest jakaś historia, trochę sztampy, trochę twistu.

Skoro wiedźmin słyszał, że córkę Gawriłły spotkała krzywda, to dlaczego wziął Tamarkę za nią? OK, mógł myśleć, że to o gwałt poszło, ale czy za to ojciec mściłby się tak intensywnie?

No i prawdziwy wiedźmin chyba ludzi tak bez porządnej przyczyny nie zabijał… Degrengolada.

Dobrze napisane, ale to wiadomo.

Babska logika rządzi!

Zły bemik, źle pisze, skoro czytelnicy nie rozumieją

Bez przesaaaady, żeby osiągnąć MÓJ poziom niezrozumiałości, będziesz musiała jeszcze duuuuużo ćwiczyć, młoda damo! ;)

Teraz kapuję. Hmm. Trudności miałem chyba dlatego, że zachowanie Gawriłły wydaje mi się… mało rozsądne. Ale to może dlatego, że mnie potwór nie rozszarpał córki ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Finkla – dzięki. Przede wszystkim nigdzie nie napisałam, że to wiedźmin. Nawet tak nie pomyślałam – to zwyczajny najemnik. Znowu czytelnik puszcza w ruch wyobraźnię, nie bacząc na to, co pisze autor :-) 

Count młoda damo! ;) – noż kurczaczki, prawie mnie zabiłeś tym stwierdzeniem. Śmiech jest dobry, ale bez przesady!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

I zwyczajny najemnik powiesił siedmiu zabijaków, którzy dawali radę potworom i nieźle strzeżonym panom?

Babska logika rządzi!

Finis non coronat opus… Jest tak niejasny, w sensie, kto i dlaczego dokonał egzekucji tej grupy, i jak to zrobił, że mała głowa.

Mogło być znacznie lepiej.

Pozdrówka.

Tekst poważny, smutny i – z czym pewnie nie każdy się zgodzi – z pewnym nieoczywistym,  oniryzmem (dostrzegam go w przeczuciach opisanej dziewczyny). Fantastyka bardzo umowna, bestię pomijam, bo bez grafiki równie dobrze można by ją zinterpretować jako człowieka, którego tak długo torturowano, aż oszalał. Więcej takowego dostrzegam w właśnie w elementach wizji, przeczuć itp. Zwłaszcza, ze jest kilka elementów naprowadzających – wzmianka, ze herszt widzi, co inni nie widzą (w kontekście, ze dziwnie na nią spogląda), przeczucie w momencie oglądania monet itp.

Opowiadanie z klimatem, mimo wrażenia, że jakiś fragment z niego wycięto pod kątem limitu.

Co do tożsamości bohaterki – że nie ta z masakry, to szybko można było dostrzec. Natomiast przez moment zastanawiałem się, czy nie miał dwóch córek. Albo czy ta jest dziwnie podobna do jego córki. Niedomówienie jest tu jednak dobre. Nigdzie nie powiedziano, że opowiadanie nie może pozostawić czytelnika z pytaniami.

Jest zresztą i trzecie wyjaśnienie. Mocno niepasującym elementem tekstu jest prowadzenie domostwa na uboczu przez samotną kobietę, która nie boi się obcych. Niby nie napisano, że na uboczu, ale we wsi pewnie kto inny by ich przyjął. No i tutaj herszt mógł zwyczajnie pomyśleć o gospodyni jako o tej, której zagrażają ludzkie potwory.

I tylko co się stało, ze groźną i skuteczną bandę jeden gość ot tak pokonał? Ale to już kwestia historii, która później pewnie w legendę lokalną powinna obrosnąć… Choć z punktu widzenia czytelnika mimo wszystko zostaje takie “czegoś zabrakło”.

 

Plus za staropolski, wiejski wątek kulinarny. Lebioda, mąka żołędziowa… i pokrzywa, o której już mało kto pamięta, ze nie tylko do naparów, ale i do potraw była używana.

 

Finklo – a czemu nie? Gawriło zabił tylko jednego potwora, wtedy, gdy oszalał z bólu, a potem zabijał ludzi.

RR – miło, że wpadłeś. No i oczywiście, że zawsze może być lepiej.

Wilku – no tak – ilu czytelników, tyle interpretacji. Dziękuję.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jakoś to wszystko nie po kolei…

O tym kim są Gawriło i jego banda dowiadujemy się późno, w połowie tekstu, z przedsennych wspominek. Wcześniej faktycznie wyglądają na krasnoarmiejców – może to wina innych opowiadań konkursowych, ale np. sformułowanie “dowódca kompanii” wskazuje na charakter wojskowy grupy a nie luźną zbieraninę stanowiącą mariaż ekipy Janosika z bandziorami Jakuba Szeli. 

Sam tajemniczy mściciel wyskakuje z pudełka w finale i jest… tajemniczy. Jego wypowiedź jest przyt tym dla mnie zupełnie niejasna – skoro wcześniej nie wierzył w motywację Gawriły, to czemu w nią uwierzył spotkawszy przypadkową dziewczynę (która jeśli byłaby tym za kogo ją wziął, to powinna już nie żyć). Tytułowe sześć monet to chyba jego zapłata, nie wiem czemu porzucił je w nocy przed chatą bohaterki. Imię tej dziewczyny ujawniasz dopiero w finale, co sugeruje, że ma ono jakieś kluczowe znacznie, zmieniające sens tekstu. A jednak nie ma ;(

Pomysł ze słowiańskim Frankensteinem fajny, ale trochę ginie w tym chaosie. Osobiście zacząłbym opowiadanie od sceny ujawniającej charakter działań Gawriły, potem dopiero wprowadziłbym dziewczynę, a Wiedźmina nie wyjmowałbym z kapelusza, tylko zakamuflowałbym jako zdrajcę w Oddziale, który po zamordowaniu kompanów eliminuje dziewczynę jako niewygodnego świadka.

Ale mam też milsze wiadomości – poszczególne elementy, choć nie składają mi się w zrozumiałą całość, napisane jak zwykle bardzo dobrze (to wiadomo), ale też… niebemikowo. No z wyjątkiem opisu posiłku – tego na portalu nikt, tak jak Ty, nie potrafi napisać ;)

Coboldzie – na początek dziekuję, że chciało Ci się czytać i zostawiać komentarz.

ale np. sformułowanie “dowódca kompanii” wskazuje na charakter wojskowy grupy – takie sformułowanie rzeczywiście mogłoby świadczyć na wojskowy charakter grupy. Problem polega na tym, że czytasz to, co chciałeś przeczytać – nigdzie nie ma użytego “dowódca kompanii”. 

I również nigdzie nie nazwałam najemnika wiedźminem.

 

No to mam nie lada zagwozdkę: opowiadanie wydawało mi się prościutkie, jak konstrukcja cepa, ale widać niekoniecznie wszyscy muszą wiedzieć, jak taka konstrukcja wygląda wink

Cieszę się jednak mimo wszystko, że znalazłeś coś, co Ci się spodobało.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Problem polega na tym, że czytasz to, co chciałeś przeczytać

To byłby jeszcze mniejszy problem, kłopot w tym, że wcale nie chciałem, ale coś mi kazało… No cóż, przepraszam, w tekście jest “dowodzący oddziałem”. Myślę, że moje skojarzenie rzeczywiście wzięło się z sąsiedztwa innych opowiadań + wschodnich nazwisk, ale myślę też, że mi w tym zejściu na złą drogę nie przeszkodziłaś ;)

A z wiedźminem to skrót myślowy, odnoszący się do ilustracji. Bo tekst nie ofiarowuje zbyt wielu informacji na temat tej postaci.

Za przeczytanie opowiadania nie musisz mi, Bemik, dziękować. Są autorzy, których się nie odpuszcza.

Cep, cep… To ten z takimi małymi kółeczkami i światełkiem na końcu?

smiley

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Podoba mi się to, że nie patyczkujesz się i zdecydowanie tekst jest dla dorosłego czytelnika. Nie pojawiają się naiwne fragmenty, tylko konsekwencja do zakończenia. Choć czasem nabieram wątpliwości, czy nie za dosadnie to wychodzi z Twoim sugestywnym stylem. Bo opowiadanie w sumie smutne w puencie. Do tego stopnia, że po lekturze zostałem z: ale dlaczego, to niesprawiedliwe! Buu…

A ja na to Twoje “buu” krzyczę radośnie hurra!

Dzięki, Blackbirnie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Aż się prosiło, żeby to chusteczka Tamary zdradziła Katię przed zabójcą. Jeśli dobrze zrozumiałem znaczenie tego rekwizytu (naładowana złą energią rodzinna pamiątka?), to mogłaś go nieco lepiej wykorzystać.

Odpowiedni dobór słów (np. panowie zamiast ludzie) mógł nieco rozjaśnić zakończenie. Dołączam do grona skołowanych, ale nie będę się upierał, bo nigdy nie byłem szczególnie bystrym czytelnikiem opowiadań.

Trochę rozbawiły mnie “mocne zęby”. Domyślam się, że ludzie Gawriły nie jadali zbyt wielu słodyczy.

Zabrakło mi kropli kontekstu do wschodniosłowiańskich imion, dlatego tak jak cobold na początku pomyślałem o grupce sowieckich żołnierzy.

 

Oprócz powyższych uwag, to ładnie napisany tekst i całkiem ciekawa historia.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Parę jajek do tego, resztka mąki wymieszanej z żołędziową, co mi z łońskiego roku się ostała[+,] i obiad jak się patrzy.

Wg mnie zabrakło przecinka kończącego wtrącenie.

 

Najpierw dopadł bestię i zabił jednym strzałem. Ale później opamiętanie przyszło; zrozumiał, że stwór tej masakry nie jest winien, a ten, co go stworzył. I dopiero wtedy polowanie na prawdziwe potwory rozpoczął.

***

Odeszli goście przed świtem, nie budząc panny.

Sugeruje wydzielenie gwiazdek enterami i wyśrodkowanie ich dla estetyki układu tekstu.

 

Na podwórku zasypała tlące się resztką sił ognisko, zebrała pozostałe gałęzie, by niewykorzystany opał zanieść do kuchni[+,] i wtedy zobaczyła nieduży mieszek.

Przecinek. Fragment “by niewykorzystany opał zanieść do kuchni” jest podrzędny w stosunku do “zebrała pozostałe gałęzie”, natomiast “i wtedy zobaczyła nieduży mieszek” jest równorzędny, stąd przecinek, aby wyróżnić, ze te fragmenty zdania nie znajdują się na tych samych poziomach.

 

Też miałem delikatne problemy z odszyfrowaniem zakończenia, ale komentarze wszystko wyjaśniły. Ciekawy klimat i fajna stylizacja, spodobała mi się postać Katii, zrobiło mi się jej trochę żal, że zginęła przez pomyłkę.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Wiecie, chyba dawno (a może nawet nigdy) nie napisałam tekstu, który spowodowałby tyle nieporozumień.

Nevaz: Chusteczka nie należała do Tamary – została zrabowana przy okazji jakiegoś napadu na kolejny dwór. 

Wicked: Twoje przecinkowe uwagi jak najbardziej słuszne, tak samo zresztą jak układ z gwiazdkami. Poprawiam.

Dzięki za wizytę, komentarz i ostatniego klika. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Napisane ładnie i w sumie mi się podobało, ale postać dziewczyny jest tak naiwna, że aż niewiarygodna – mieszka sama gdzieś na skraju lasu, zupełnie nie boi się bandy obcych mężczyzn, i właściwie nic nie robi tylko gapi się w darowaną chusteczkę…

Za to pozostałe postacie wypadły niepokojąco, mrocznie i wiarygodnie i to one sprawiają, że chce się czytać :-) Udało Ci się też stworzyć bardzo “odczuwalny” klimat.

Zakończenie – mniej więcej zrozumiałam, ale wolałabym zrozumieć więcej niż mniej ;-)

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dogsdumpling – to oczywiście moja wina, że wrzuciłam czytelnika w środek jakichś wydarzeń, stąd powstało wrażenie, że dziewczyna się nie boi, ale zabrakło mi limitu znaków na prawdziwe wprowadzenie czytelnika.

Dzięki!

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Tekst tak dobrze napisany, że postawiłabym go na poziomie profesjonalnych autorów. Świetna atmosfera, doskonała stylizacja języka, dialogi przez które dobrze prezentują się charaktery bohaterów. Ogólnie – od względem literackim dla mnie majstersztyk.

Inna sprawa to fabuła. Przeczytałam całość dwa razy myśląc, że jestem za głupia by zrozumieć zakończenie. Choć opcja pierwsza wciąż nie odpada ;), mam wrażenie, że tak jak sama to ujęłaś –

Cóż, nie zawsze to, co dla autora jest jasne, takie samo będzie dla czytelnika

Dokładnie. Sama orientujesz się świetnie w historii ( i pomysł też wydaje się niezły), ale czytelnikowi brakuje info żeby połączyć kropki. Czekam na więcej!

ps. ktoś wspomniał o naiwności te dziewczyny – faktycznie postać dość niewiarygodna.

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Staruchu, dziękuję Ci bardzo ! 

Cyjan – niestety, pozostaje mi się tylko kajać, że nie wywiązałam się z zamierzonego zadania. A za pochwały dziękuję serdecznie.

Cieniu Burzy – dziękuję Ci za kropkę, dawno żadnej nie otrzymałam!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Hej:) Wygląda na to, że ekipa wyłuszczyła wszystko jak trzeba. Jest dobrze ale zabrakło czytelności przekazu – być może forma zjadła treść a może treść nie dorównała formie. Tyle ode mnie, a pisał to ja, Czwartkowy Dyżurny ;) Pozdrawiam :)

Dzięki, Czwartkowy Dyżurny!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Brzmi jak tytuł filmu!

"Blacktom przypadkowo odkrywa maszynę do podróżowania w czasie. Ma już dość czwartku, więc przenosi się do piątku. W głębi duszy nadal jednak pozostaje Czwartkowym Dyżurnym."

Dokładnie, Wilku. Możesz zmienić dzień dyżuru ale tego że jesteś Czwartkowym Dyzurnym nigdy ! Ta funkcja to brzemię i dumą jednocześnie ;)

Ładne :)

Znam tylko pięć liter ;)

smiley

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Hmm, wedle zasad wiodącą grafiką jest pasterz i jego wierny pies, a ja odnoszę wrażenie, że znacznie mocniejszy wpływ i wymowę ma druga grafika, ta z dziewczyną. Wstawka z psem i owcami wydaje mi się taka na siłę. Czyżby to był ten nagle objawiony element fantastyczny, o który się martwiłaś?

Pomijając powyższe, napisane jest jak zawsze u Ciebie pięknie i chwytająco za serce. I aż szczerze żal dziewczyny. Zwłaszcza w zestawieniu z wydawałoby się uśmiechem losu, który ją oszczędził przed gwałtem i obdarował dobrocią i prezentami od Gawriły.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Świetny klimat, dodatkowo podkreślony stylizacją (czy poprawną, to nie wiem, ale mi pasowała). Bohaterów odrysowujesz emocjonalnych, żywych, stąd i nie dziwota, że ich polubiłem.

Pomysł na fabułę też był, ale niestety zawodzi w niektórych momentach prezentacja. Ja też nie wiedziałem, co oznacza to imię Katia na końcu. Brakuje mi też lepszego umiejscowienia świata – czy to raczej średniowiecze czy raczej renesans. Każda bowiem z tych, jak i późniejszych/wcześniejszych stylizacji pasuje.

Plus też za zakończenie, lubię odpowiednio zaaplikowany brak "happy endu" ;)

Podsumowując: mocny koncert fajerwerków, jednak w niektórych aspektach zbyt zagadkowy.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Drodzy jurorzy – serdeczne dzięki za komentarze.

Śniąca – oczywiście, że wiodącą ilustracją była dziewczyna, moja wina, że zamieściłam w odwrotnej kolejności.

NWM – ja to mam pecha – zwykle u mnie jest zbyt prosto, a tu zamotałam, choć nie było to konieczne 

smiley 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo mi się podobało. Jak zwykle u Ciebie tekst jest pełen emocji i sprawnie napisany. Przypadła mi do gustu stylizacja językowa. Nie wiem, czy dobrze wszystko zrozumiałam (pewnie nie) jednak lektura sprawiła mi dużo przyjemności. :)

 

Ech, z powodu braku czasu wszystkie mechy czytam z dużym opóźnieniem i mam wrażenie, że sporo mnie ominęło. 

 

Kurde, szkoda dziołszki, szkoda i Gawriła. Ale, prócz tej dwójki, szkoda mi i niewykorzystanych wątków fabularnych, które obiecywały zupełnie inną historię – w sumie to nie wiem, czy lepszą – a finalnie okazały się prowadzić na manowce.

Mówię tu, oczywiście, o jasnym jak słońce w pierwszy dzień lata przekazie, iż z Katią “coś jest nie w porządku”. Dowódca bandy – mylnie uznanej przeze mnie za kacapską swołocz – w pierwszej chwili sprawiał wrażenie, jakby się jej bał, a i opis jakoby niepospolitej siły dziewczęcia pozostał tu nie bez znaczenia. Zakładałem więc, iż będzie to – w sumie to któraś już – opowieść o tym, jak stare, dobre, o patriotycznym usposobieniu wilkołaki bądź strzygi gdzieś z Kresów radośnie witają Gwiazdę Czerwoną. I jak ta Gwiazda – tutaj w postaci Arseniuka – rozochocona ciepłym na pozór przyjęciem, ogrzać się przy nim postanawia bardziej, niźli dobry obyczaj pozwala, co nieuchronnie doprowadzi do przykrych i bolesnych, taktowanych na zęby i pazury rozczarowań… stanem – tudzież nadstanem – owłosienia u panny nadobnej, i to nie tylko w miejscach przez naturę wskazanych.

Jednak żadnych czynnie występujących w opowiadaniu wilkołaków i aktów zezwierzęcenia (a wedle moich przewidywań, to zasadniczo “aktów ze zwierzętami”) niet, a i rusów też niet, co w sumie, jedno z drugim, nie szkodzi zupełnie, bo historia i bez tego okazuje się bardzo wciągająca i po prostu dobra, a przy tym po Be.Mi.K.owemu ładna i klimatyczna.

Ze zgrzytów, to nie rozumiem znaczenia i symboliki tytułowych monet i chyba nie do końca jestem przekonany co do Garwiły i jego motywacji – się mszczenie na wszystkich herbowych wyglądałoby o wiele bardziej przekonująco jako “droga bez powrotu”. Czyli, że mordując jednego szlachciurę, gość świadomie skazał się na beznadziejną walkę z całą tą klasą społeczną, jako jedyny – choć oczywiście nierealny – sposób, by odzyskać spokój i wolność. Ot, wytrzebić polującą nań watahę, nim ta go dopadnie i zagryzie.

Natomiast jako skrót myślowy – Pany Złe bo żywe i złe; Pany dobre, bo złe, ale martwe – nie trafia to do mojego przekonania. Ale też i nie odmawiam takim zrywom prawdopodobieństwa czy nawet pewnej logiki.

Kolejnym, bodaj ostatnim już zgrzytem, jest najemny morderca, który, niby profesjonał, a jednakowoż nie wiedział, z ilu osób składa się banda. I mimo, że najwyraźniej czaił się na Gawriłowych w zasadzce, nie wiedział też, że oddział zaszedł w gościnę tuż obok, u jakiejś panny ze wsi (choć tej wsi to jednak jakoś nie kojarzę), i że to właśnie ta panna nadbiegła od drogi, w dodatku zdecydowanie później i zapewne w jakimś ubraniu zupełnie niepasującym do życia wagabundy. Ergo, choć oczywiście nie wykluczam i takiej możliwości, wydaje mi się jednak, że pomyłka w takim wypadku, zwłaszcza popełniona przez zawodowca, który ewidentnie musiał wiedzieć na kogo poluje i gdzie znajdzie swoją ofiarę (chyba, że napadał i wieszał wszystkich chłopów, którzy mieli nieszczęście poruszać się po okolicy większymi grupkami?), jest raczej mało prawdopodobna.

Podsumowując, choć opowiadanie fabularnie budzi kilka wątpliwości – nie na tyle dużych, by historia sama w sobie jakoś na nich traciła, jednak zauważalnych – to jednak bardzo mi się podobało. Jest naprawdę ładne, pięknie napisane i ciekawe. Takie Twoje po prostu.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieniu – Twoje komcie jak zwykle zawiłe i piękne. Jeśli kiedyś zajrzysz tu jeszcze to wyjaśniam co nieco: najemnik wiedział, na kogo poluje, bo miał jasne zlecenie – zabić całą bandę. Mylnie uznał, że Katia jest córką Gawriły i ją też zaciukał, bo jak wszyscy, to wszyscy. 

A sześć złotych monet – cóż, siła mamony. Katia leciała na pomoc swojemu dobroczyńcy, nie zastanawiając się nawet, jak ta pomoc będzie wyglądała, ot po prostu – dostała majątek, czuła, że tak powinna Gawrile odpłacić.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ojojoj! Jak dobrze się bemik czyta! ;-)

Jest i Gawriła i zaglądamy w przeszłość i wiemy dlaczego coś robi… Ale potem to się gmatwa. Zbyt niejasno to przedstawiłaś, Basiu, w końcówce opowieści – że Gawriło usiekł tworcę wilkołaka? A może nie usiekł, może cały czas polował na niego? Dlaczego mowa o gwałtach i rabunkach? 

I jakiś najemny zbir samojeden całą, zdaje się doświadczoną, kompanię powywieszał – jak, jakim cudem? Omyłkowo bierze dziewuchę za córkę Gawriły – ot, tragiczna pomyłka, która ładnie finalizuje sprawę, ale znów: skoro to jakiś profesjonał (kompania powywieszana w parę godzin! Wart pieniędzy, oj wart…), to jakim cudem nie sprawdził tej informacji, tropiąc/polując na kamarylę Gawriły?

 

I przez to zagmatwanie trochę taki jestem niedopieszczony :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki, Rybko, następnym razem postaram się dopieścić Cię bardziej wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Niepotrzebnie, a może przypadkiem skomplikowana prosta historia sprawiła, że dopiero komentarze wyjaśniły rzecz i pozwoliły mi spojrzeć na wydarzenia tak, jak to sobie założyłaś.

Jednakowoż czytało się świetnie, z dużą przyjemnością. ;)

 

ani tym bar­dziej o nie nie py­ta­ła . –> Zbędna spacja przed kropką.

 

Pa­mię­tał Gaw­ri­ło widok, który go po­wi­tał, gdy ra­do­sny z po­lo­wa­nia na skraj wsi za­wi­tał. –> Czy to celowe powtórzenie-rymowanka?

 

Stała be­stia wy­pro­sto­wa­na, dłu­ga­śne, opa­zu­rzo­ne ręce ści­ska­jąc i pro­stu­jąc… –> Ręce jakoś nie pasują mi do bestii.

Może: Stała be­stia wy­pro­sto­wa­na, dłu­ga­śne, opa­zu­rzo­ne łapska ści­ska­jąc i pro­stu­jąc

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niezawodna jak zwykle! Dzięki!

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo proszę, zawsze do usług. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka