- Opowiadanie: Finkla - Cerkiew na polanie

Cerkiew na polanie

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Cerkiew na polanie

 

Cerkiew wyłoniła się nagle. Zza mgły i zza świerkowych gałęzi gnących się pod białymi czapami. Nawet wiatr przestał nieść łowiecki zew watahy, jakby chciał otulić święte miejsce nimbem ciszy. Widok był tak nieoczekiwany, że kilku ludzi się przeżegnało.

Wyszli na polanę, teraz mogli obejrzeć cerkiew w całej krasie – drewniane ściany w kształcie języków ognia, powtarzające tę formę kopuły. Siedem, tyle ile sakramentów. Kropka w kropkę jak na obrazku przy ikonie w chatynce babci Maszy. W jakiś nieuchwytny sposób kojarzyła się z dawno minionym dzieciństwem. Jak zapach chleba wyjmowanego przez matkę z pieca albo muzyka świerszczy… Po co komu taka piękna świątynia w leśnej głuszy? Żołnierze kłaniali się do ziemi, ktoś ukląkł, ktoś cieszył się, że do tego miejsca żadne plugastwo nie będzie miało przystępu… A Wadim Fiodorowicz tyle im tłumaczył, że to opium ludu. Na próżno!

Lew Maksymowicz, otdzielennyj komandir, który dowodził ich oddziałkiem od śmierci młodszego komwzwoda, nie dumał długo:

– Zanocujemy w cerkwi. Wadim, zajmij się koniem, potem obejmij wartę.

Tak, mieli konia. Nosił amunicję, a przez kilka dni i rannego Pietię, póki ten nie skapiał którejś nocy. Zdobyli gniadosza na zabłąkanym białym. A właściwie na trupie oficera. Coś go zagryzło podczas snu. Wilki, ale nie tylko one. Mały Wowa, który przed rewolucją był pomocnikiem felczera, upierał się, że niektóre to ślady ludzkich zębów. Początkowo nikt chłopakowi nie wierzył, ale stopniowo, z każdym straconym oddziałkiem wysłanym na zwiady, z każdym czerwonoarmistą, który poszedł się odlać i nie wrócił z krzaków, durny zabobon zyskiwał zwolenników. Tym bardziej, że bestie nie ruszyły spętanego konia…

– Dlaczego ja?! – zapytał z oburzeniem Wadim. On też marzył o znalezieniu się pod dachem, o zacisznym cieple. – Teraz kolej Stiopy!

Jeszcze miesiąc temu Lew Maksymowicz, ten lubiący wyżywać się na krasnoarmiejcach łajdak z mizernymi dwoma trójkącikami na rękawie, nie odważyłby się wydać żadnego polecenia politrukowi. Nie śmiałby powiedzieć czegokolwiek do oficera politycznego, nie używając pełnej szacunku formy „wy” lub pomijając otczestwo.

Ale od tego czasu wiele się zmieniło. Biali zwyciężali, nawet proletariat jakby przestał wspierać bolszewików. Marksizm-leninizm przegrywał na wszystkich frontach. Ich oddziałek topniał jak sało na patelni. Niekiedy znajdowali zagryzionych kamratów mniej niż sto kroków od obozu. Majaczące we mgle stwory i wyjące w oddali wilki zdawały się drwić z materializmu dialektycznego i mosinów. Towarzysze zaczynali przebąkiwać, że tu trzeba srebrnych kul…

Wadim na każdym kroku musiał bronić swojego podupadającego autorytetu. I ciągle przegrywał. Teraz komandir niby mimochodem przysunął rękę do naganta i odwarknął:

– Myślałem, że nie chcesz wchodzić do cerkwi. Stiepan Michajłowicz zmieni cię o zmierzchu.

Ale jego przymrużone, lekko skośne ślepia mówiły co innego niż kłamliwe usta: „Bo cię nienawidzę, tchórzliwa swołoczy! Bo wolę stracić ciebie niż któregoś z chłopców, bo i tak nie potrafisz walczyć, bo nie chcę, żebyś przeszkadzał nam w modlitwach”.

Wadim Fiodorowicz po raz kolejny ustąpił. Mamrocząc pod wąsem na żulików w mundurach, cofnął się pod osłonę świerków. Tam rozkulbaczył konia, dał mu miarkę owsa, który znaleźli w jukach, sięgnął po zgrzebło.

Znowu zaczął padać śnieg. Wielkie, wilgotne płatki. Przynajmniej mróz zelżał. I od co najmniej godziny politruk nie słyszał wilczego wycia. O ile to wilki ich prześladowały. Coraz trudniej było w to wierzyć. Od czasu do czasu wiatr donosił od strony cerkwi strzępy okrzyków. Widać ktoś miał jeszcze manierkę z gorzałką.

Zawieja przyspieszyła nadejście mroku. Kiedy Wadim skończył oporządzać gniadosza, poprawił budionówkę i poszedł szukać Stiopy. Ledwo stanął na skraju polany, wiatr nagle ucichł, śnieg przestał sypać. Ale cerkiew już nie wyglądała jak na babcinym obrazku, choć trudno było orzec, co się zmieniło. Czy z tego okna po prawej wcześniej wystawała dymiąca rura jak od prowizorycznego piecyka w baraku? W dwóch innych szybach migotały czerwone poblaski, jakby żołnierze rozpalili wewnątrz świątyni ognisko. Tego się Fiodorowicz po zabobonnych proletariuszach nie spodziewał! Mołodcy!

Mimo to nogi nie chciały go nieść w stronę pritworu. Na tle pojaśniałego nagle nieba ujrzał, jak po dachu cerkwi uwijają się czarne, ogromne sylwetki. Jedna stanęła na zachodniej kopule, ujęła krzyż. Coś zatrzeszczało przeciągle i cały budynek uniósł się, ukazując dwie łapy kształtem podobne do kogucich, lecz gigantyczne. Stwór na kopule naparł na krzyż, jak pilot pikującego aeroplanu pcha wolant. Cerkiew z wolna ruszyła w stronę Wadima. Przy każdym kroku ziemia wibrowała, aż zaspy się trzęsły.

Politruk nie czekał. Odwrócił się, zdążył jeszcze zauważyć, że drzewa rozstępują się przed tym drewnianym monstrum. W trzech susach dobiegł do konia, w czwartym wskoczył mu na grzbiet. Gniadosz zakwiczał i pogalopował. Na brzegu nowo powstałej polany świerki zdawały się specjalnie zagradzać im drogę. Ale to był ostatni problem, o którym pomyślał Wadim.

Koniec

Komentarze

Jest ciekawy, rosyjski klimat coś jak u Pilipiuka czy Przechrzty. Odrobinę urwane zakończenie, ale rozumiem zamysł. Jak zawsze u Ciebie bardzo dobrze napisane.

Powodzenia w konkursie :)

Dziękuję, Belhaju. :-)

Fajnie, że udało się oddać rosyjski klimat. To chciałam uzyskać.

Znowu urwałam zakończenie? Mnie się wydawało, że to tylko odrobineczkę niedosłowne, ale wszystko powinno być jasne.

Babska logika rządzi!

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję, Jurorko Śniąca, spocznij. ;-)

No to czekam na zamknięcie zabawy i właściwe komentarze.

Babska logika rządzi!

Coś ostatnio penetrujesz uparcie wschodnie tereny, Finklo!

Bardzo ładne. I klimatyczne. I pięknie napisane (ale to u Finkli tautologia).

Mam tylko delikatne uwagi – skro dowódcą oddziału jest komwzwod (który – swoją drogą – paskudnie brzmi), to jest to pluton. Pluton to jakieś circa about 60-70 osób. To jakim cudem mogli pozwalać sobie na wysyłanie “oddziałków” na zwiady i gubić nie wiadomo ilu pojedynczych czerwonoarmistów. Czyli może to kompania (to byłby komkomp) albo nawet bardzo przetrzebiony batalion (ładnie brzmiący kombat).

I druga sprawa – swołocz się przypadkiem nie odmienia? Nie powinno być – “tchórzliwa swołoczy”?

Mimo mojego marudzenia – super opko. Różalski się ucieszy, gdy będzie czytał :).

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Dziękuję, Staruchu. :-)

Z tą penetracją to różnie bywa. Tekst na “Cyberpunk” był zachodni. ;-) Znam rosyjski, coś tam czytałam, to czemu miałabym od czasu do czasu nie wykorzystać?

Chciałam, żeby ostatnim dowódcą został odpowiednik kaprala – taka menda, której nikt nie lubi, a która zbyt dużej wiedzy nie posiada. Pluton wielu ludzi nie ma, ale chyba zazwyczaj nie idzie kupą przez las, tylko wysyła jakąś kilkuosobową szpicę? I to byłby taki oddziałek. Do tego wystawiają na noc warty. Ale nie mam pojęcia, nigdy nie byłam w wojsku i raczej się nie wybieram.

Komwzwod dziwnie brzmi, ale to nie ja im wymyślałam nazwy. ;-)

Masz rację, swołocz się odmienia, zaraz poprawię.

No, nie wiem czy opko dojdzie do tego etapu. Tu nie ma specjalnie fajnego pomysłu, a konkurencja zacięta.

Babska logika rządzi!

Niech będzie, choć ten komzwod brzmi… sama wiesz :P.

I, jak to godają u nos – niy lyj sie żurem! Widzę duże szanse na dziesiątkę (wg stanu na dziś, bo to jeszcze tydzień został).

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

No, zdalnie sterowanej cerkwi się nie spodziewałem. Plus za pomysł i zaskoczenie. Faktycznie trochę ucięte na końcu, zwłaszcza, że miałaś jeszcze połowę do limitu. A ciekaw jestem, na szto im ten sobor?

O, ile nowych komciów. :-) Dzięki wszystkim.

 

Staruchu, wiem, jak brzmi. Ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Nie będę dyskutować z faktami.

Wolę żur jeść niż się nim oblewać. Z jajkiem… Mmmm.

 

NoWhereManie, no to alea iacta est. Czekam na rozwinięcie.

 

Stn, fajnie, że jakieś zaskoczenie jest. Ale żeby od razu zdalnie? Stają na dachu i szarpią krzyżami jak wajchami. Prawie, jakby kombajnem kierowali. Kurczę, naprawdę powinnam wyjaśnić, co tam się w ostatnim akapicie zadziało?

A komu na szto? Wilkołakom czy czerwonym?

Babska logika rządzi!

No dobra, zdalnie to złe słowo, po prostu: kierować. Na co to komu i po co? Chyba, że chcą obwoźnie sakramentów udzielać. ;)

Kiedy widzisz, popa w tej cerkwi nie ma i nigdy nie było…

Edytka: Zmieniłam odrobinę ostatnie zdanie. Czy teraz jest bardziej wyraziście?

Babska logika rządzi!

Ruchoma cerkiew Hauru! :D

Bardzo klimatyczne, czytałem z przyjemnością i poznałem nowe słowo. Porażka dialektyki materialistycznej zawsze cieszy.

Mam zastrzeżenie do tego fragmentu:

– Zanocujemy w cerkwi. Wadim, zajmij się koniem, potem obejmij wartę.

Tak, mieli konia. Nosił amunicję, a przez kilka dni i rannego Pietię, póki ten nie skapiał którejś nocy. Zdobyli gniadosza na zabłąkanym białym. A właściwie na trupie oficera. Coś go zagryzło podczas snu. Wilki, ale nie tylko one. Mały Wowa, który przed rewolucją był pomocnikiem felczera, upierał się, że niektóre to ślady ludzkich zębów. Początkowo nikt chłopakowi nie wierzył, ale stopniowo, z każdym straconym oddziałkiem wysłanym na zwiady, z każdym czerwonoarmistą, który poszedł się odlać i nie wrócił z krzaków, głupi zabobon zyskiwał zwolenników. Tym bardziej, że bestie nie ruszyły spętanego konia…

– Dlaczego ja?! – oburzył się Wadim. – Teraz kolej Stiopy!

Kwestie dialogowe są rozdzielone długą dygresją, która ma jedynie pośredni związek z dialogiem. Żeby zrozumieć, o czym mówi Wadim, musiałem cofnąć się ponownie do wypowiedzi Lwa.

Proponuję dać obie wypowiedzi razem, a dygresję za nimi.

Dziękuję, Wisielcze. :-)

To Hauru już zbudowali moją cerkiew? Co za ludzie! Jak się okazuje, wszystko już było. Może chociaż system kierowania mieli inny…

To prawda, materializm dialektyczny przegrywa, ale nie powiedziałabym, że prawosławie zwycięża. Białego oficera też coś zagryzło…

Miejsce dygresji. Rozumiem Twoje zarzuty, ale po wypowiedzi Wadima już jest kolejna dygresja – o upadającym autorytecie politruka (a za nią kolejny kawałek dialogu). Jeśli ją odsunę od wypowiedzi Wadima, to straci na wymowie, jeśli nie na sensie. :-(

Babska logika rządzi!

Zamek Hauru to z chińskiej bajki, zresztą bardzo pięknej. Wyglądał tak:

http://www.gablescinema.com/media/filmassets/slides/bd03_original.jpg

W kwestii dialogu: masz rację. Ale mogłabyś dodać dodatkową kwestię dialogową, w której Lew powtarza polecenie. Wtedy będzie cacy.

L – Idź na wartę.

W – Dlaczego ja?

L – Nie marudź, idź na wartę.

Narrator: Jeszcze miesiąc temu Lew Maksymowicz, ten lubiący…

Mają chałupę…

Ech, nawet dym z prawej się zgadza.

OK, rozbudowanie dialogu to jest jakaś opcja. Popatrzę, co tu można zrobić.

 

Edytka: Nie, jednak nie. W tej chwili to logiczny ciąg:

– Zajmij się koniem.

Wyjaśnienie, skąd mają konia.

– Dlaczego ja?

Wyjaśnienie, dlaczego marny kapral tak traktuje politruka.

A sam dialog trwa zbyt krótko, żeby powtarzali. Ale rozbudowałam didaskalia, żeby łatwiej było sobie przypomnieć, o czym mówią.

Babska logika rządzi!

Patrzę, a tu Finkla dodała opko. Myślę – będzie śmiesznie. Czytam – nie jest śmiesznie. WTF? Do czasu. Ostatecznie wizja cerkwi sterowanej za pomocą krzyża rozwaliła mnie. Tak dobrze ci szło, ale musiałaś wcisnąć coś takiego. co potwierdziłoby, że to jest Twój tekst. :D

Napisane świetnie, fajny rosyjski klimacik i mnie również skojarzyło się z Ruchomym Zamkiem Hauru. 

Dzięki, AQQ. :-)

No, masz! Znowu rozbawiłam. Przecież to horror jest! Heloł!

Może na małym obrazku to się nie rzuca w oczy, ale wilkołaki łażą po dachu cerkwi. “Po co oni tam się włóczą?” – myślę sobie. – “Już wiem! Będą sterować i dam kościołowi kurze łapki”. A według Ciebie jak należy kierować cerkwią, żeby nie wyszło śmiesznie?

Miło mi, że klimat fajny.

Ruchomego Zamku Hauru nie znałam.

Babska logika rządzi!

Nie da się kierować cerkwią, zwłaszcza taką na kurzych łapkach tak, żeby nie było śmiesznie. Mogłaby się sama jakoś przemieszczać, jakoś sobie płynąć czy cuś? 

Cerkiew puszczona samopas nie byłaby straszna. Łatwo przed taką uciec. ;-)

Babska logika rządzi!

O, ode mnie pierwszy kliczek :)

 

Świetny pomysł z latającą cerkwią. Fajnie udało Ci połączyć klimaty wschodnie i motywy takiego… hm… mechanicznego horroru :) Tak właśnie czuję tę obraz J. Różalskiego.

Swoją drogą chyba powiększyłabym obrazek, żeby było widać wilkołaki.

 

I tak jak to u Finkli super napisane. Powodzenia w konkursie :)

Dzięki, Katiu. :-)

Zaiste, w klikach byłaś pierwsza. :-)

Ale ona nie lata. To cyrk Monty Pythona… ;-) Raptem mobilna.

Powiększanie obrazka. Najpierw planowałam, ale wstawił się taki nieduży i nie bardzo wiem, jak go powiększyć. A potem (tryb “słodkie cytryny” włączony) doszłam do wniosku, że dzięki temu nie widać, co się dzieje na dachu, a to by niezły spojler był. Wiszą sobie te strzelby na widoku, ale jednak w cieniu. :-)

Babska logika rządzi!

Zdobyli gniadosza na zabłąkanym białym. A właściwie na trupie oficera.

Nad tym fragmentem musiałam się trochę zastanowić. Mówi się zdobyć coś na?

 

nie odważyłby się wydać żadnego polecenia politrukowi. Nie śmiałby zwrócić się do oficera politycznego, nie używając pełnej szacunku formy „wy” lub pomijając otczestwo.

Wyjaśnienie niepotrzebne z punktu widzenia fabuły. Raczej przypis dla czytelników ;-)

 

Zazgrzytała mi jeszcze babcia Masza – nie lepiej babuszka/babushka?

 

Fajny obrazek Ci wyszedł :-) Klimatyczny, trochę straszny, groźny i mroźny. Świetnie pasuje do grafiki.

Też z Zamkiem Hauru mi się skojarzyło – szczególnie te cerkiewne nogi. Choć tu pewnie prędzej należałoby się doszukiwać inspiracji w chatce Baby Jagi.

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

A ja sobie wyobraziłam, że zaraz się uniesie w powietrze :) 

 

Żeby powiększyć obrazek wystarczy nie podawać jego rozmiarów, tylko wypośrodkowanie – s , ale może teraz jest lepiej :)

Dziękuję, Dogsdumpling. :-)

Zdobyć na. Aż sięgnęłam po słownik frazeologiczny, ale niestety w moim w ogóle hasła “zdobyć” nie ma. A “zdobywać się na” to jednak inna bajka. Ale w internetowym PWN wyskoczył jeden pasujący przykład z korpusu:

… a wojowano wtedy na ślicznych równinach lombardzkich – iż w wiosce zdobytej na Francuzach przez Derkaczowy batalion znaleźli żołnierze rozrzucone po domach papiery…

Otczestwo itd. Tak, to trochę jest przypis dla czytelników. Ale chyba nie każdy wie, że forma “ty” w rosyjskim może być traktowana jak obraźliwa. Tak że trochę również pokazuję stosunek dowódcy do Wadima.

Babcia czy babuszka. Sama nie wiem, zastanawiałam się nad tym.

Cieszę się, że wyszło fajnie i pasuje do grafiki.

Tak, nogi cerkwi są bezpośrednio inspirowane chatką z piernika. :-)

 

Katiu, nie, nie planowałam lotów. Ty wiesz, jaką cerkiew ma kiepską aerodynamikę? Przy większych prędkościach wieżyczki się łamią… ;-)

Babska logika rządzi!

:):):) Ach, a ja już widziałam taką rakietę kosmiczną w kształcie cerkwi…

Aaa, jako rakieta… No to już bardziej. Przy pionowym starcie aerodynamika będzie lepsza. ;-)

W sumie, można patrzeć na gotyckie katedry jako rakiety wynoszące człowieka do nieba.

Babska logika rządzi!

Coś w tym jest :)

A ja miałam taką wizję, że cerkiew popyla na tych kurzych nóżkach, a od czasu do czasu przystaje, znosi jajko, z którego wylęga się wilkołak. :D

:):):) AQQ, Dobre…

Widzę, że wizja mobilnego kościoła ma coraz więcej aspektów i… wyznawczyń. ;-)

Babska logika rządzi!

Gdyby tak kościoły po domach chodziły, to pewnie byłoby mniej heretyków. :P

A ja miałam taką wizję, że cerkiew popyla na tych kurzych nóżkach, a od czasu do czasu przystaje, znosi jajko, z którego wylęga się wilkołak. :D

Bzdura. Z jajka wykluwa się nowa cerkiew, oczywiście.

AQQ, oczywiście. Większość zginęłaby w zdeptanych domach. ;-)

Wisielcze, nieee. Wtedy po lasach kręciłoby się pełno cerkiewek. Chyba że coś by się tymi jajkami żywiło…

 

Jeszcze parę komciów i rozpykamy ze dwa ekosystemy i założymy nową religię.

Babska logika rządzi!

XDDDDDDDD

 

Edit:

 

Wtedy po lasach kręciłoby się pełno cerkiewek.

To zostaje tylko chów klatkowy, żeby się pętały po lesie. ;)

Przejmuję w imię Inkwizycji zwrot “tchórzliwa swołocz” i od dzisiaj będę tak nazywać każdego, kto nadepnie mnie w autobusie.

 

Klimatycznie i wygodnie, język i stylistyka tam gdzie być powinny, co tworzy ładną, zamkniętą całość. No i oczywiście zima… Głosuję na zmianę nazwy konkursu na “Miechy na zaśnieżone strzechy”, bo ta pora roku zdecydowanie przoduje ;) Czuć zimno i strach, a to zdecydowanie me gusta :) Tylko takie coś krótkawe, czy tylko ja mam takie wrażenie?

 

Dziękuję, Żongler. :-)

A bierz, jeśli Ci się przyda. Że swołocz, to rozumiem. Ale dlaczego tchórzliwa?

Miło, że z klimatem wyszło. Tak zimowym, jak rosyjskim.

Gdyby na obrazku była wiosna, to bym trochę podniosła temperaturę. ;-)

Owszem, krótkie, w połowie limitu się zmieściłam. Ale nie wydaje mi się (na razie), że tekstowi czegoś brakuje. Jak czujesz niedosyt, możesz poczytać komentarze. ;-)

Babska logika rządzi!

Fajny króciak, ważne: historia zamyka się w 10k, ma początek, rozwinięcie i zakończenie (dość przewidywalne, ale ładnie opisane). Fajna scena z krzyżem potraktowanym jak joystick.

 

Nie wpisujecie tylko w google: komwzwod…

Dziękuję, Algirze. :-)

Miło, że znalazłeś wszystkie niezbędne części. Inna sprawa, że mój bohater prawie całą akcję przegapił. ;-)

Oj tam, od razu joystick. Ja go widziałam w roli wolantu.

Oczywiście, że natychmiast wpisałam. Taaaaak. Wyszukiwarki są pożyteczne, ale to nie zmienia faktu, że głupie. No i cytat Lema o Internecie się przypomina.

Babska logika rządzi!

To zdecydowanie pierwsze opowiadanie o mobilnej cerkwi kierowanej krzyżem przez wilkołaka na dachu, jakie przeczytałem. Profit: spodobało się. Brak profitu: ciężko będzie o tekst z podobnym bohaterem.

Nie bacząc na zwody i wzwody, stwierdzam, że przyjemnie spędzony czas. ;)

Dziękuję, Ac. :-)

Chyba muszę przyznać, że i ja wcześniej nic podobnego nie czytałam. Ale może w rosyjskich fandomach… Kto wie.

Miło, że czas spędziłeś przyjemnie.

Babska logika rządzi!

Aż mnie naszła chęć przeczytać Dostojewskiego, co to go kupiłem i leży. W zasadzie czuję się, jakbym już zaczął. Klimat jest, z grozą trochę gorzej, ale to nie jest łatwe w tekstach. Ostatnia scena robi wrażenie. No i aż się boję, cóż się mogło stać biednym czerwonym w paszczy tej cerkwi. Wszystko na swoim miejscu, błędów nie widzę. Klikałbym.

In a perfect world man like me would not exist. But this is not a perfect world.

Dziękuję, Kordylianie. :-)

Fiodora możesz przeczytać. Wprawdzie mi się wydaje, że zazwyczaj jest nudny (niekiedy pierwsza 1/3 książki wciąga), ale facet ma wielu zwolenników. Podejrzewam jednak, że style mamy bardzo różne, więc nic nie zacząłeś. ;-)

Los czerwonych w cerkwi zostawiam wyobraźni Czytelników. Ja nie opiszę takich okropieństw, jakie Wy potraficie wymyślić. :-)

Babska logika rządzi!

Sam pomysł z cerkwią na kogucich nogach nie do końca mnie kupił, dla mnie było to jednak trochę za bardzo groteskowe. ALE. Kurczę, Finklo, jakiego Ty mi smaka zrobiłaś na takie klimaty. W sumie jakbyś pociągnęła to opowiadanie na kilkadziesiąt tysięcy znaków, tobym przeczytała. Uwielbiam wszystko, co związane z Rosją, a tu jeszcze zima i wojaki <3 Bardzo ładnie napisane, sam motyw cerkwi pośrodku niczego też wyjątkowo nastrojowy, całkiem oryginalne to, że nie wrzucasz bohatera w środek akcji. Klikam biba.

Na początku też myślałam, że urwane zakończenie, ale już ogarniam.

Może nie kusi mnie, by czytać teraz Dostojewskiego jak Kordylian, ale za to zatęskniłam za Buranem Grzędowicza.

Dziękuję, Teyami. :-)

Ech, nie miało być groteskowe, tylko… Nieważne.

Cieszę się, że z rosyjskim klimatem wyszło. Gdybym jeszcze wiedziała, jak ja to osiągnęłam… Wystarczyło wrzucić kilka rosyjskich słów czy to coś więcej… Pokazanie fragmentu mentalności miałkiego czynownika, który się znęca, bo może?

Opowiadanie na kilkadziesiąt kilo też będzie. Pisze się na konkurs Darcona. Wprawdzie już bez cerkwi, ale inne świątynie będą. ;-) Zapraszam.

Bohatera odizolowałam od akcji. Raz, że nie cierpię opisów walk i ciągle nie mogę się przemóc, żeby popróbować. Dwa, że Wasze wyobraźnie wyciągną z tej scenki więcej niż moje ewentualne wiadra flakowo-krwawej mieszanki. :-)

Czyżbym wynalazła sposób na poprawianie czytelnictwa? ;-)

Babska logika rządzi!

Jak przeczytałem komwzwod, to zacząłem liczyć na nieco inny gatunek literacki. Ale cóż, fantastyka też może być. ;)

Czemuż, ach, czemuż, droga Finklo, nie rozwinęłaś tego tekstu! Zwłaszcza, że zostało jeszcze pyat tysyatz znakow. Zaciekawił mnie, a później nagle skończył niestety. 

Wydaje mi się, że nie do końca zrozumiałem zakończenie. Albo zrozumiałem, ale nie jestem pewien, że czy o to Ci chodziło.

Tekst dobrze napisany, ale to, jak już ktoś zauważył, tautologia w przypadku Twoich opowiadań. Na początku tylko trochę myliły mi się imiona postaci.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dziękuję, El Lobo. :-)

A na coś liczył? Komwzwod to po prostu komandir wzwoda, czyli po naszemu plutonowy. ;-)

Wydaje mi się, że już powiedziałam wszystko, co miałam do powiedzenia. Co będę lać wodę.

Hmmm. Może pytaj, co było niejasne. A nuż jednak powinnam ze dwa zdania dopisać.

Babska logika rządzi!

Komandir wzwoda. Ano tak, to już nie budzi żadnych skojarzeń. Żadnych. :)

Ja zrozumiałem tak: grupa wojaków pod pretekstem odsuwa od siebie Wadima, który nie jest wtajemniczony w ich ukrytą agendę. Wchodzą do cerkwi, przemieniają się w wilkołaki i używają cerkwi jako jakiejś machiny bojowej. Bo te wszystkie dziwne stwory porywające żołnierze, to byli właśnie tacy przemienieńcy.

Ewentualnie druga opcja: żołnierze wchodzą i zostają zabici przez wilkołaki, które zaczynają operować cerkwią. A Wadim przeżył, bo miał szczęście w nieszczęściu.

Tylko że jakoś nie jestem przekonany, że o to chodziło. 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Nie ja wymyślałam nazwy stopni w Armii Czerwonej. ;-)

Druga opcja. Tylko wilkołaki już wcześniej operowały cerkwią. I to szczęście Wadima szybko się skończyło.

Pierwsza odpada, bo już wcześniej, kiedy Wadim miał (prawie) wszystkich na oku, słychać było wycie. No i często znajdywali zagryzionych kumpli. A przecież swoich by nie pogryźli. Ani oni by się nie dali tak łatwo pokonać.

Babska logika rządzi!

Fajne :)

Dzięki, Anet. :-)

Babska logika rządzi!

“Cerkiew wyłoniła się nagle. Zza mgły i zza świerkowych gałęzi gnących się pod białymi czapami. Nawet wiatr przestał nieść łowiecki zew watahy, jakby chciał otulić święte miejsce nimbem ciszy. Widok był tak nieoczekiwany, że kilku ludzi się przeżegnało.

Wyszli na polanę, teraz mogli obejrzeć cerkiew w całej krasie – drewniane ściany w kształcie języków ognia, powtarzające tę formę kopuły.”

O jedną cerkiew za dużo… Istnieje przecież wyraz “świątynia”.

Pozdrówka. 

Dziękuję, Rogerze. :-)

Owszem, istnieje wyraz “świątynia”, ale już użyłam “świętego miejsca”, więc powtórzenie byłoby jeszcze gorsze. A “kościoła” wolę w tym tekście nie używać, bo to jednak inne konotacje.

Babska logika rządzi!

Tak jest, ale istnieje także wyraz “monastyr”. To nie jest dokładnie to samo, co cerkiew, ale może być. Podobnie jest z koniem. Przynajmniej raz śmiało można by użyć wyrazu “walach”, a potem zwrotu “wytrzebiony ogier”.

Obowiązuje limit znaków, ale wyraźnie tekst jest ucięty. Zabrakło jednak zakończenia, czyli jeszcze jednego, dwóch akapitów. 

Pozdrówka. 

Hmm, w takim razie zostaję przy zdaniu, że coś niecoś więcej by się przydało. Podobnie jak Roger odbieram tekst jako ucięty, jakby było to tylko jedno zdarzenie z dłuższej historii.

Nie zgadzam się natomiast co do powtórzeń. IMO nie ma co przesadzać z szukaniem synonimów, jeśli powtórzenia nie przeszkadzają. Inaczej tekst może tracić na klarowności. A tutaj, przynajmniej mi osobiście, nie przeszkadzają wcale.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Nie, monastyr to klasztor, całkiem inne miejsce niż cerkiew z mojego opowiadania. Kilka budynków, nie jeden. Tam musiałoby się kręcić paru mnichów, opowieść by przybrała inny kształt. Zresztą, nie przesadzajmy, że trzy zdania między jednym użyciem słowa a ponownym, to już powtórzenie.

Konia przeplatam z gniadoszem, musi wystarczyć. Tak Bogiem a prawdą, nie wiem, co tam na oryginalnym obrazku jest. Może ogier, a może klacz…

Trochę zgadzam się z Jerohem, że szukanie synonimów na siłę to też przesada. Czasami powtórzenie wygląda naturalnie.

Mogłam opisać, jak wilkołak zeskakuje Wadimowi na plecy, jak wypruwa mu flaki, ale po co? Zostawię to domyślności i wyobraźni Czytelników. Prawdziwa puenta to funkcja cerkwi, a nie los jednego żołnierza.

Babska logika rządzi!

El Lobo, powiedzmy, że to epizod z dłuższej walki wilkołaków z ludźmi. I w moim tekście bitwa się zakończyła. Nie ma historycznego znaczenia, czy świadek klęski uciekł, czy nie. Nawet jeśli udało mu się zwiać, to długo nie pożyje. Acz wydaje mi się, że wystarczająco jasno sugeruję, jak się skończył ten galop.

Babska logika rządzi!

To, jak się skończyło jest jasne, tutaj nie mam zastrzeżeń. Chodziło mi o to, że to pojedyncze wydarzenie, a nie historia. Chciałoby się zapytać: “I co dalej?” Przynajmniej w moim mniemaniu. Ale dobra już tam. ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Jeśli zakończenie jest jasne, to nie bardzo rozumiem.

Powinnam dopisać coś w stylu “wilkołaki zatarły łapy i skierowały cerkiew na północ. Wataha wysłana na zwiady donosiła, że kręci się tam około stu żołnierzy w mundurach z dwugłowym ptakiem”? O coś takiego chodzi?

Wprawdzie POV nagle się zmienia (więc zastanawiam się, czy warto psuć jednolitość), ale to jest do zrobienia.

Babska logika rządzi!

Może ujmę to inaczej: mało się wydarzyło. W zasadzie była to jedna scena. WIlkołaki przejęły kontrolę nad cerkwio-potworo-machiną i ruszyły do boju. Nie znając kontekstu nie wiem, czy mam się tym faktem zmartwić, czy może ucieszyć. Czy jest to coś niesamowitego, czy wręcz przeciwnie – standard i codzienność (choć to pewnie nie, bo wtedy żołnierze nie weszliby do niej tak beztrosko). 

Wadim zginął, ale jest to postać z którą, że się tak wyrażę, nic mnie nie łączy i nie znam jego historii. Ani mnie jego śmierć grzeje, ani ziębi. Stąd odczucie, że jest to pojedyncze zdarzenie, scena czy może prolog, a nie historia, która, jak to historia, winna się toczyć. ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Tak, w tym sensie to jest jedna scena. Nie oczekuj księgi Genesis tego świata w kilku tysiącach znaków. ;-)

Wilkołaki przejęły kontrolę? A może to one ją zbudowały? Albo zabrały ją od jeszcze jakiejś innej siły? Tego najstarsze wilki nie wiedzą.

Rozumiem, że Wadim nie budzi gorących uczuć. To politruk, a myśmy nigdy za nimi nie przepadali. Po prostu zastanów się, zanim wejdziesz do budynku zbudowanego przez diabli wiedzą kogo. ;-)

Babska logika rządzi!

Księgi Genesis nie, ale może chociaż takiego Listu do Tesaloniczan. ;)

A co do budynków szemranego pochodzenia to prawdę powiadasz. Nawet jeśli nie napadną Cię wilkołaki, to zawsze może sufit spaść na głowę. ;)

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Uważam, że fragmentów Listu do Tesaloniczan można się doszukać:

Wilkołak w lesie przychodzi jako złodziej w nocy.

Tylko cymbał brzmiący ładuje się do nieznanego budynku. A nie, sorki, to już do Koryntian było. Tylko nie pamiętam: do cór czy do synów. ;-)

Babska logika rządzi!

Ciekawostka z tymi Twoimi opowiadaniami, Finkla. Część z nich zupełnie mi nie leży. Często na tyle, że tak naprawdę nie powinno leżeć żadne, jeśli czujesz, o czym mówię. Ale niektóre rzeczywiście mi się podobają, tak jak te. :) W pięciu tysiącach znaków wplotłaś kawał fajnego świata, klimatu i bohaterów. I podobało mi się, mimo, że naprawdę nie lubię tematów ruskich itepe (swoją drogą, to masz jakieś korzenie rosyjskie, studiowałaś rosjoznawstwo, czy tata był tam dyplomatą? To już któryś tekst z ruskimi).

Ten las i śnieg brzmią niezmiernie realistycznie, szło wczuć się w klimat. No i ta kurza chatka, pomysł w dechę. :) Bardzo mi się podobało.

 

Dziękuję, Darconie. :-)

Staram się pisać różne rzeczy. Przy takim rozrzucie muszę niekiedy trafić, choćby przypadkiem. ;-)

Ten tekst nie jest typowy dla mnie (acz podobno finklowe cechy się pojawiają ;-) ), próbowałam zagrać klimatem, stworzyć nastrój, wczuć się w rosyjską duszę politruka… Akcji tu bardzo mało. No i wyszło jak wyszło.

Przez jakiś czas pracowałam na Ukrainie, to i rosyjski sobie przypomniałam, książek nakupiłam, liznęłam klimat…

Fajnie, że pomysł się spodobał. :-)

Babska logika rządzi!

I wszystkie te biblijne nawiązania w 5 tys. znaków. No, no. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Zaprawdę, powiadam Ci, dużo można zmieścić w 5 kilo znaków, jeśli mowa Wasza jest: tak, tak, nie, nie. ;-)

Babska logika rządzi!

Nawet wiatr przestał nieść łowiecki zew watahy, jakby chciał otulić święte miejsce nimbem ciszy.

:O Jakie to ładne! I nie znałem słowa nimb. Zaczynasz z wysokiego C, Finklo! ;D

 

Hm. Chyba dopiero na tak małej objętości mogłaś pokazać pełnię mocy swych słownych wodotrysków i zastosować niezaprzeczalnie zachwycające ich stężenie. Jest statycznie, właściwie nic się nie dzieje oprócz finału z tyłka, ale ten szorciak jest taką ucztą dla oka, że ostatecznie mi się podobało.

Dziękuję, Panie Jasnostronny. :-)

Mnie to zdanie również się podoba. :-) Chciałam stworzyć wrażenie ciszy i spokoju, jak z kolędy “Cicha noc” albo ze świątecznej pocztówki.

Człowieku, a co się w dribblach dzieje! ;-)

Oj, wcale nie jest z tyłka. Mrugam wcześniej do Czytelnika – że po co komu cerkiew w środku lasu, że wiatr donosił okrzyki…

Fajnie, że ostatecznie się spodobało.

Babska logika rządzi!

Zatem zabrakło mi, że cerkiew była z piernika, jeśli dobrze rozumiem. ;D

Bardzo dobrze zrozumiałeś. :-) Piernik jest na dzieci. Dorosłych kusi się innymi rzeczami.

Babska logika rządzi!

A tak w ogóle – Finklo, wiesz, że gość na obrazku nosi cylinder i ma jakiś miecz na plecach? Coś mi się to kłóci z krasnoarmiejcami :P!

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Cylinder widziałam. Co do miecza – myślałam, że to strzelba albo karabin. No trudno, nie można mieć wszystkiego, trochę od oryginału musiałam odejść.

Babska logika rządzi!

Początek niemal poetycki, aż zerknęłam czy to Ty. ;)

Bardzo fajny pomysł, a ponieważ obrazowo opisany, od razu wyobraziłam sobie mobilną świątynię. Jak już ktoś zauważył, bardzo dobrze wychodzą Ci wschodnie klimaty (wspominam jeszcze opowiadanie o Avidzie). Podsumowując, podobało mi się. :)

Proste, a bardzo fajne. Trochę widać Finklo, ze nie przeczytałaś tekstu  po sobie, ale to się każdemu  bez wyjątku zdarza :-) Na odbiór treści to jednak nie rzutuje, czytało się przyjemnie. I tylko w szałtboksie napotkałem spoilera tuż przed otwarciem Twojego opowiadania :( 

Dziękuję, Rosso. :-)

A to ja. :-)

Cieszę się, że pomysł przypadł, a i wyobrazić sobie było łatwo. No, kiedyś tam byłam, potem trochę czytałam, więc jakoś idzie. :-)

Miło, że pamiętasz ten stary tekst.

Babska logika rządzi!

Bardzo mi się podobało: efektowne, nastrojowe, a jednocześnie z suspensem. Człowiek czyta, i zastanawia się “OK, co tej bandzie antypatycznych postaci zrobi krzywdę i jak bardzo się tego wystraszę?”

Dziękuję, Ninedin. :-)

Miło mi, że się tekst spodobał. No i jak, wystraszyłaś się? ;-)

Babska logika rządzi!

O, umknął mi komentarz Wilka-zimowego. Przepraszam i dziękuję, że zajrzałeś.

O co chodzi z nieprzeczytaniem tekstu po sobie?

Fajnie, że było przyjemnie.

Tak, ja też widziałam spojlery w SB. Nieładnie, ale co zrobić? Gdybym tam zaczęła marudzić, to jeszcze bym podkreśliła i palcem pokazała, do czyjego tekstu to odsyła. :-(

 

Babska logika rządzi!

Dwa fragmenty wyglądały trochę jak typowe “w trakcie pisania coś zdekoncentrowało”, musiałbym przeczytać jeszcze raz, zeby znaleźć (tak, wiem, ze szort). Niemniej to w żaden sposób nie psuło płynności czytania. Takie typowo kosmetyczne kwestie.

Hmmm. Może i coś zdekoncentrowało. Może fragmenty są słabsze albo były na szybko poprawiane. Ale możesz mi wierzyć, że czytałam całość po napisaniu. I to więcej niż raz. :-)

Babska logika rządzi!

Co mogę powiedzieć – mi się parę razy zdarzyło, ze w wyniku poprawek coś innego nadpisywałem :) Ale bywa i tak, że coś wydaje się błędem wyłącznie ze względu na inny sposób wysławiania się :) 

Poprawki, które są popsujkami, pewnie każdemu się zdarzają. ;-)

Że każdy ciągnie w stronę własnego stylu, to też zrozumiałe.

Babska logika rządzi!

 

Mimo mikroskopijnej objętości udało się stworzyć fajny klimat. Nie pasi mi jednak modlitewny zapał krasnoarmiejców na widok świątyni. Końcówka rozwaliła wszystko wink

Dziękuję, Zrywosławie. :-)

Cieszę się, że klimat przypasował. Uznaję, że to o końcówce to komplement. :-)

Zapał modlitewny. To dopiero początek rewolucji – ciągle trwają walki z białymi, a część żołnierzy to chłopi, wcześniej raczej religijni. Po drugie – od dłuższego czasu coś im zagryza oddział, a “jak trwoga, to do Boga”.

Babska logika rządzi!

Jak dla mnie zbyt dosłownie potraktowałaś założenia konkursu. 

Nie rozumiem też, co wynika z tej historii. Co z tego, że cerkiew okazała się wielkim mechem? 

Dzięki, Fun. :-)

Hmmm. Chyba lubię dosłownie traktować założenia konkursów. To inni zbytnio je naginają. ;-)

Od razu mechem. Rozsuwające się drzewa i kogucie łapki miały sygnalizować magię.

A co wynika z historii? To samo, co z większości horrorów – bohaterowie wleźli w niebezpieczne miejsce, więc coś ich zabiło. Ewentualnie możesz dopatrzyć się morału “nie wchodź do podejrzanych kościołów” albo “jeżeli coś wygląda zbyt pięknie, żeby było prawdziwe, najprawdopodobniej nie jest prawdziwe”. ;-)

Babska logika rządzi!

Wydaje mi się raczej, że w konkursach chodzi o puszczenie wodzy wyobraźni, a nie ścisłą interpretację tematu. 

A co do horrorów, to raczej nie o chodzi o to, co napisałaś, nie można ich odbierać tak dosłownie. Właściwie żadnych historii nie powinno się tak odbierać. To tak jakby “Władcę Pierścieni” zinterpretować: “jeśli jest jakiś magiczny pierścień do zniszczenia, to przyda się niziołek”. A przecież to historia o przyjaźni, odwadze, przełamywaniu własnych ograniczeń.

W horrorach element fantastyczny służy – jeszcze bardziej niż w fantasy czy sf – pokazywaniu ludzi. Zmierzam do tego, że nawet najbardziej odjechany, niestworzony pomysł nie wyda mi się ciekawy, dopóki autor nie pokaże mi, jakie może mieć on konsekwencje dla człowieka. I przez “człowieka” nie rozumiem tutaj tylko bohatera opowieści, ale też odbiorcę, który powinien zadać sobie pytanie: co zrobiłbym w takiej sytuacji, jakbym się czuł? Albo jeszcze lepiej: co zrobiłbym/czułbym w podobnej sytuacji? Bo w takiej sytuacji, jak konkretne miejsce, konkretny czas, konkretne okoliczności, mało kto się znajdzie. Nie wejdę do opuszczonego domu w Anglii dwieście lat temu, ale mogę wejść do opuszczonego domu teraz, w Polsce. 

Horrory bazują na pierwotnych instynktach i na tysiąc sposobów o tych instynktach mówią. A ludzie oglądają/czytają sto kolejnych rzeczy o nawiedzonych miejscach i wciąż ich (niektórych) to jara. Wydaje mi się, że w horrorze pomysł jest drugorzędny, a pierwsze skrzypce gra nawiązanie tajemnej nici porozumienia między twórcą a tym po drugiej stronie ekranu/kartki. 

Zatem to jednak trochę więcej niż “nie wchodź do podejrzanych kościołów”.

Wydaje mi się raczej, że w konkursach chodzi o puszczenie wodzy wyobraźni, a nie ścisłą interpretację tematu. 

A czy jedno musi wykluczać drugie? Zdaje się, że mobilna cerkiew, sterowana z dachu to nie jest popularny motyw. ;-)

Fun, ja zazwyczaj wszystko interpretuję dosłownie. Tak, Tolkiena też. Zapewne dlatego nie po drodze mi z wierszami. I z mętnymi, niejednoznacznymi tekstami źle się czuję. Za to piszę ładne zdania. Taki typ umysłu mi się trafił i tego nie zmienisz.

A o porządniejszej interpretacji tego tekstu napiszę Ci PW, żeby tutaj nie wyłupywać kawy na ławę. Ale jakaś tam w zamierzeniu była. I odnosiła się nie tylko do magicznego rosyjskiego lasu podczas rewolucji.

Babska logika rządzi!

Pomysł jest całkiem, całkiem. Nie podejrzewałabym, że można coś takiego zrobić z cerkwią. Szkoda, że takie krótkie. I zadam tylko jedno pytanie: jakim to cudem napisałaś horror? ;>

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dziękuję, Morgiano. :-)

Fajnie, że pomysł daje radę. A wiesz, że ja też nie podejrzewałam, dopóki na to nie wpadłam? ;-)

No, nie lubię horrorów, niewiele ich czytam, nie znam się, ale to przecież jeszcze nie powód, żeby nie spróbować, co nie? Czasem zdarza mi się popełnić jakieś straszydełko. Na obrazkach do wyboru dominują mechy, a że ja z militariów jestem jeszcze słabsza niż z horrorów, trzeba było brać wilkołaki…

Babska logika rządzi!

Jak dla mnie wystarczyłoby zakończyć na tym, że cerkiew była pułapką, bo bardzo dobrze się czytało, wciągnęło, a na koniec jakiś trans-cerkwio-formers. I zastanawiam się, o co kaman. Niezły klimat, choć przydałby się o stopień dwa gęściejszy, a na koniec wydało mi się wszystko dowcipem, bo wilcy krzyżem wysunęli kurze nogi. Ę? 

Ogolnie podobały mi się klimat większości szorta, tempo narracji i stylizacja. Zakończeniem oberwałem jak obuchem w czoło i zostałem tak z dziwną miną. No, ale to tylko mój odbiór. 

Dziękuję, Blacburnie. :-)

Ech, kolejnego sterowanie krzyżem rozbawiło. Ty wiesz, jaki prawosławny krzyż jest poręczny? Tyle rączek, mnóstwo funkcji można obsłużyć. A nogą wciska się się “fire” – to ta najniższa poprzeczka.

A tak poważniej – na małym obrazku to się nie rzuca w oczy, ale na grafice po dachu cerkwi łażą wilkołaki. No to musiałam im dać jakiś powód do tego łażenia. A mobilna pułapka wydaje mi się rozsądna. Toż gdyby była ciągle w jednym miejscu, wszyscy okoliczni mieszkańcy wiedzieliby, że tam nie można chodzić. No to ruchoma. A jak ruchoma, to trzeba jakoś nią kierować. Przecież nie lejcami! To by dopiero było zabawne – wilkołak potrząsa liną od dzwonnicy i mówi “wio, święta!”. A gdyby kurze łapki były widoczne od początku, chyba jednak czerwonoarmiści by do środka nie weszli. To już nie wiek Jasia i Małgosi.

No, ale masz niezbywalne prawo do własnego odbioru. Rozbawiło obuchem, to rozbawiło…

Babska logika rządzi!

Domyślam się, że to nawiązanie do Jasia i Małgosi, ale zakończenie zupełnie zmieniło nastrój. Nie twierdzę też stanowczo, że to zły pomysł, ale nie byłem przygotowany na taki zabawny w tym horrorze obrót sprawy. To nie zagrało, jak dla mnie.

No cóż, po raz kolejny poczucie humoru odbiorców mnie zadziwia. :-) Wcześniej nawet przez myśl mi nie przemknęło, że to może być śmieszne… Ale zdaję sobie sprawę, że śmiech jest wrogiem horroru. “Riddikulus!” i czar pryska.

Babska logika rządzi!

Uważniej obejrzałam grafikę i tam rzeczywiście wilkołak coś majstruje przy krzyżu. Może nawet steruje cerkwią. Teraz wyraźnie widzę, że to zakończenie nie jest takie zdupywzięte. :D

No. Jeden wręcz siedzi na krzyżu.

Na obrazku też Was to bawi? ;-)

Babska logika rządzi!

Może ja mam tak dziwnie, kto wie. Z góry przepraszam, ale nie obejdę tego. Może te nogi za szybko wyskoczyły? A gdyby pojawiały się stopniowo, sypał się tynk… Nie wiem, ale jakoś inaczej i na  pewno bez wilka, który steruje krzyżem, No chyba że też zbliżenie jak przestawia wajchy – które imitowały krzyż. Z innej perspektywy. Znowu mam wrażenie, że psuję zabawę, więc już zamilknę, mając nadzieję, że mój odbiór będzie niszowy. 

Oj, no przecież nie masz za co przepraszać. Ludzie różnie reagują na te same bodźce i to nie jest niczyja wina.

Tynk raczej nie wchodzi w grę – mam wrażenie, że ta cerkiew jest drewniana. Ograniczyłam się do skrzypienia.

Acz też mam nadzieję, że Wasz odbiór będzie niszowy. :-)

Babska logika rządzi!

Oj tam, po pierwsze groteska, po drugie rozwiązania przekombinowane w iście słowiańskim stylu, czyli wszystko na miejscu :) 

Jaka znowu groteska? To normalny horror miał być…

Z przekombinowaniem mogę się zgodzić. :-)

Babska logika rządzi!

A czy groteska nie może być horrorem, a rzeczywistość straszną groteską? Użyłem nieszczęsnego skrótu myślowego, ale nie chodziło mi o groteskę w sensie “wykrzywienia”. Problem w tym, ze brak bardziej zbliżonego słowa dla “groteskowe, ale straszne, ale to się dzieje”.

Hmmm. Mnie się wydaje, że groteska może pojawić się w rzeczywistości, ale horror rozwala na strzępy. Chyba że “i śmieszno, i straszno”. To w końcu możliwe…

Babska logika rządzi!

Nie, nie, chodziło mi o groteskę w znaczeniu nieśmiesznym. Wiem, ze to nie do końca zgodne ze znaczeniem tego słowa, ale jest ono najbliższe opisanemu powyżej znaczeniu. Coś, co opowiedziane komuś wydałoby się absurdalne i śmieszne, a na żywo straszne. Tak jak ta historia – jeśli wczuć się w postać, wychodzi strasznie i jest horror. Bez wczucia – można prychnąć. Taki dualizm.

Aha, tak to rozumiesz… OK. Aż się dziwię, ale ja się w Wadima politruka chyba wczułam.

Babska logika rządzi!

Ha, całkiem mnie zaskoczyło to co się tu wydarzyło :) 

Bardzo udany szorciak. Taki, hmm… gęsty. 

Dziękuję, Werweno. :-)

Wyobraź sobie, jak biednych czerwonych musiało zaskoczyć. ;-)

Jak się ma limity, to nie ma co rozwadniać.

Babska logika rządzi!

Na dobrą sprawę w dłuższych tekstach też lepiej jest bez wody :-) 

Zgadzam się, ale niektórym trudno się opanować, kiedy nie czują, że jest im ciasno. ;-)

Babska logika rządzi!

Finał bardziej dziwny niż straszny, ale spodobało mi się. Też lubię rosyjskie klimaty : ).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dziękuję, Nevazie. :-)

No dobra, uznaję odpowiedź. ;-)

Lepiej dziwny niż straszny.

Rosyjskie klimaty nie są złe. Dopóki można zachować dystans. Tak z pięćset kilometrów…

Babska logika rządzi!

uznaję odpowiedź

xD

 

A znasz ten dowcip?

Do tawerny wchodzi staruszka z papugą na ramieniu i mówi:

– Jeśli ktoś zgadnie, jak nazywa się zwierzę, z którym przyszłam, będzie mógł spędzić ze mną upojną noc.

Któryś bardziej pijany marynarz zażartował:

– Aligator!

– Jestem skłonna uznać odpowiedź.

Babska logika rządzi!

– Dlaczego ja?! – oburzył się Wadim. On też marzył o znalezieniu się pod dachem, o zacisznym cieple. – Teraz kolej Stiopy!

Jeszcze miesiąc temu Lew Maksymowicz, ten lubiący wyżywać się na krasnoarmiejcach łajdak z marnymi dwoma trójkącikami na kołnierzu, nie odważyłby się wydać żadnego polecenia politrukowi. Nie śmiałby zwrócić się do oficera politycznego, nie używając pełnej szacunku formy „wy” lub pomijając otczestwo.

Ale od tego czasu wiele się zmieniło.

Trochę dużo “się” blisko siebie.

 

Kupiłaś mnie pomysłem z cerkwią-mechem, spodobało mi się. Czuć klimat grozy dzięki potworom i duchowym rozterkom komunistów. Plus za oddanie realiów historycznych i wstawki z rosyjskiego. Napisane jak zwykle bardzo sprawnie, plastyczne porównania.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dziękuję, Wickedzie. :-)

OK, spróbuję coś zrobić z tą siękozą.

Tak właściwie, to cerkiew miała być poruszana magicznie, nie mechanicznie, ale już mniejsza o spiritus movens.

Tych realiów to tam jest garstka – nie próbowałam umiejscowić akcji w konkretnym lesie, konkretnego dnia…

Babska logika rządzi!

Bardzo przyjemne. Bardzo. Ale jest jeden zauważalny błąd merytoryczny: Oznaczenia "stopni", a właściwie funkcji, na kołnierze trafiły gruuubo później. Od 1919 roku, kiedy weszły w ogóle do użycia w RKKA, umieszczao te trójkąty i rombyWYŁĄCZNIE na bodajże lewym rękawie, o ile pamiętam. I duuuże były;). I tak aż do drugiej połowy lat dwudziestych, czyli długo PO rewolucji.Pozdr.

 

Dziękuję, Rybaku. :-)

Tylko na rękawie? I to jednym? Głupio. Jak się dwóch żołnierzy spotkało, to musieli się oblecieć dookoła, żeby sprawdzić, kto komu ma zasalutować… A gdyby komu granat rękę urwał, to już anonimowość. Cóż, to nie byłby jedyny durny pomysł… OK, przeniosę mendzie trójkąty.

Babska logika rządzi!

Tylko na rękawie. Na tym lewym rękawie, poniżej łokcia toto noszono, tak nieco od frontu. Nad nimi naszyta była gigantyczna czerwona gwiazda. Poważnie. Dodatkowym oznaczeniem funkcji, rodzaju wojsk itd. była (dopiero od roku 1919) metalowa odznaka z gwiazdą, przypinana na piersi. Miała różnorakie obramowanie (kłosy, liście dębu – jak u pokrewnych socjalistów Hitlera, wewnątrz symbole rodzaju służby itp. itd. No i kolor metalu, niczym na medalach… Też się różnił zależnie od funkcji. Im wyższa, tym bardziej gwiazda była złocistsza;). Sęk w tym, że RKKA nie miała w najkrwawszych latach wojny domowej ( 1917-1919) w ogóle jednolitych mundurów w praktyce. Każdy łaził jak mógł i w czym miał, początkowo odróżniając się czerwonymi opaskami (jak u Hitlera), naszytymi gdzie popadnie gwiazdami i z czasem owymiż odznakami metalowymi w kształcie gwiazdy. Jednolite umundurowanie to w RKKA w praktyce dopiero lata 1920-21, czyli końcówka komunizmu wojennego, choć oczywiście wzory, ze sławetną spiczastą czapą (piekielnie praktyczną, nawiasem mówiąc, wprost wzorowaną na hełmach wojów z czasów Rurykowiczów jeszcze), opracowano i zatwierdzono właśnie w roku 1919. Dopiero, więc jesli ktoś dziś kręci film o przewrocie bolszewickim w roku 1917 i umieszcza w nim zołnierzy w tych dziwnych nakryciach głowy, to nie odrobił lekcji po prostu;).

W czasie samej rewolucji (czyli puczu pażdziernikowego 1917, tak naprawdę) w Gwardii Czerwonej, a później RKKA, zniesiono wszystkie stopnie wojskowe. Obowiązywały tylko dwie funkcje – sałdat (bajec) i kamandir (plus jako trzecie niezbędna – żeby pilnować kamandira – sławetny politruk, zwany jeszcze wtedy jakoś inaczej, bodajże komissarem właśnie).

Trójkąty i romby na kołnierzach weszły dłuuugo później. O ile pamiętam, na przełomie lat 20 i 30 dopiero. A oficerskie i generalskie stopnie wojskowe – jak zapewne wiesz – dosłownie w przededniu II wś. Wcześniej nie było nawet kapitana. był lejtnant, starszy lejtnant, major, starszy major, potem kombryg, komdyw, komkor, komandarm (zastąpieni po czystce 1937-39 generałem majorem, generałem lejtnantem i generałem dywizji oraz marszałkiem. Dla Stalina wymyślono po wojnie generalissimusa, żeby go od armijnych marszałków odróżnić.

Wierzę Ci. Jak piszę, że głupio, to nie o Tobie. :-)

I to jeszcze poniżej łokcia? Jak szwej rękawy podwinął, to już nie do odróżnienia. Już na bicu byłoby rozsądniej…

No tak – znieśli normalne stopnie i teraz mi tu czytelnicy rechoczą z komwzwoda…

Nie, nie wiedziałam. Nigdy się nie interesowałam ewolucją Armii Czerwonej. Ani jakiejkolwiek innej, tak po prawdzie.

Babska logika rządzi!

Oznaczenia były głównie na szynelach, noszonych latem też, więc podwinąć rękaw było w nich dość trudno;). Szeregowi żołnierze z szynelami długimi tak do kostek prawie, się nie rozstawali nawet latem, bo służyły jako przykrycie nocami w polu. Pałatek i namiotów wtedy raczej nie znano, a jeśli nawet – to nie używano, bo wojna domowa była głównie manewrowa. A ten wzwod – to było coś w rodzaju drużyny/plutonu. Czyli dosłownie kilkunastu żołnierzy zazwyczaj.

I jeszcze drobiazg, ale rzutujący na wiarygodność: – w RKKA w czasie rewolucji używanie otczestwa było uważane zdecydowanie za kontrę;), jako tradycyjny burzuazyjny przesąd i oznaka przedrewolucyjnych zabobonów i rugowane jak tylko mozna (że potem do tego wrócono, no cóż…;). . Niżsi rangą do wyższych rangą zwracali się służbiście: towariszcz + funkcja. Czyli – towariszcz kamandir, towariszcz kommisar, itd., a do siebie po imieniu, albo – wtedy często – partyjnym pseudonimem, albo ksywką/przezwiskiem nadanym przez innych, jak i dziś w każdej armii.

Ale to co, nie myli się w ogóle? Nie golili, czy też w szynelu? Nie zdejmowali do na przykład rąbania drewna?

Że młodszyj komwzwoda był odpowiednikiem plutonowego, to wiem.

Babska logika rządzi!

Szynel wieloczynnościowy był;). A powiedzonka “Ciągnie się jak smród za ruskim wojskiem” to nie znasz?;))). Rąbanie drewna to nie czynność wojskowa, ale cywilna, rozpoznawanie stopnia przy takiej niekonieczne. He, he, golenie się w armii czerwonej podczas rewolucji… Też mi coś… Pad stienku srazu za eto, kontru sobaczuju! Nie wymagaj od bandytów, czerni i lumpenproletariatu, bo tymże była głównie gwardia czerwona i RKKA w początkowym rewolucyjnym etapie , kultury, na Boga!. Regularne zabiegi higieniczne u kompletnie zdeprawowanego chamstwa, trzymanego za mordę wyłącznie przez zezwierzęcenie ich dowódców, podejmującego nagminnie w podbitych miastach uchwały “rewolucyjnego kolektywu” o upublicznieniu wszystkich kobiet w wieku 15-55 lat i powszechnie nadziewającego jeńców wojennych na pal… Napatrzyłaś się na “Białe słońce pustyni”, Finklo, chyba za bardzo…” ;P ;)

Powiedzonko znałam, ale bez “ruskiego”, myślałam, że to każdej armii dotyczy. I w koszarach też się nie myli?

Nie znam się, ale wydawało mi się, że żołnierze na zdjęciach nie są brodaci jak chińscy mędrcy, więc chyba jednak przynajmniej od czasu do czasu coś z zarostem robili. Ale może to propaganda… Nie upieram się, żeby od razu regularnie.

Bardzo wątpię, że “Białe słońce pustyni” mi zaszkodziło, bo nie wiem, co to takiego. ;-)

Babska logika rządzi!

To może “Jak hartowała się stal” albo “Młoda gwardia” :P?

Bo “Białe słońce…” to taki western sławiący rewolucję.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

O “Jak hartowała się stal” słyszałam. Ale nie pamiętam, żebym oglądała.

Babska logika rządzi!

Do uroczystego zdjęcia to nawet i ja zgolę brodę;)

A Białe słońce pustyni tak czy siak polecam, jest na youtube. Oraz jego współczesne rosyjskie parodie (program Bolshaya Raznitza). Czy wiesz, że ten film obowiązkowo jest oglądany przez rosyjskich kosmonautów, od zawsze, po dziś dzień, wieczorem przed startem? Jako taki ichni kulturowy amulet? No i świetny utwór Okudżawy tam jest… Ale… to właśnie taki nieprawdziwy western (a raczej ostern). Rzeczywistość i dzień powszedni rewolucji były podłe, nędzne, krwawe, głodne i śmierdzące. Polecam film “Czekista”, ale uprzedzam, że wstrząsający i możesz potem mieć koszmary.

E, nie, to książki. Jak to wspaniale rodziła się Rosja Radziecka. Choć, zdaje się, obie zekranizowane.

A, jest jeszcze “Samotny biały żagiel”, ale to o rewolucjoniście, jak mgliście pamiętam.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

A czy ja jestem rosyjskim kosmonautą, żebym się musiała katować propagandówkami? I jeszcze może rakietę powinnam obsikać? ;-)

Babska logika rządzi!

Z książek o radzieckiej armii to chyba wystarczy mi Suworow.

Babska logika rządzi!

Ale Suworow to dopiero lata 30-te i 40-te. A przegapiasz jakże fascynujący okres “budzenia się” proletariatu. Wtedy wykuwały się i NKWD, i Krasna Armia, i polityczny kierunek działania Sowietów – rewolucja wszechświatowa (żeby wszystkim było równie źle, jak Rosjanom).

Ech, jednak Stalin ma u mnie pierwsze miejsce na liście zbrodniarzy wszechczasów!

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Obsikiwać nie wolno. Zamarznięty mocz (powierzchnia rakiety kosmicznej jest pieruńsko zimna) może uszkodzić to i owo. I będzie zonk!

Staruchu, a czy Ty czytałbyś z zainteresowaniem o ewolucji haftów i sukienek noszonych przez rosyjskie wieśniaczki? Wy macie swoje zabawki, my mamy swoje… Jeszcze jak mignie gdzieś tam informacja czy zdjęcie, to w porządku. Ale skondensowane?

 

Rybaku, wydawało mi się, że Gagarin przed samym startem coś tam olał.

Babska logika rządzi!

Jakby było o ewolucji dekoltów (z przykładami), to czemu nie :P?

A historia ogólnie jest ciekawa. A najciekawsza – właśnie tych zwrotnych momentów w historii. Jak to się mogło stać, że banda zwyrodnialców i kryminalistów o mało nie opanowała połowy świata?

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Bo wcześniej zacofane “elyty” przyznały sobie takie prawa, że każda zmiana wydawała się zmianą na lepsze…

Ale masz rację, historia jest ciekawa. Problem w tym, że nie tylko ona… Fizyka też nie od macochy, genetyka, psychologia… Militaria mnie wyjątkowo mało rajcują.

Babska logika rządzi!

Zacofane elyty…. hahahahaha! Dobry dowcip:))) Daj Panie Boże dzisiejszym elytom, od lewa do prawa, takie “zacofanie” jakie było udziałem elit europejskich i rosyjskich przed I wojną światową!

I daj nam Panie Boże taką wolność, jaka była udziałem poddanych tych elit przed I wojną światową! Siedmiokrotnie niższe niż dziś podatki. Pensja rodzinna. Wolność przekraczania granic nie mniejsza niż dziś. Wolność słowa większa niż dziś. Swoboda gospodarcza wielokrotnie większa niż dziś. Poziom szkół ludowych jak dziś liceów, liceów jak dziś uniwersytetów. Matura ówczesna trudniejsza , bo dająca więcej wiedzy, niż dziś doktorat. Na wyższych uczelniach CK Monarchii, Prus i Rosji carskiej większy procentowo udział dzieci chłopskich niż u schyłku “postepowego” PRL-u! Ba! Kiedy na przełomie XIX i XX wieku jedna taka oszołomka, czyli anarchistka czy bolszewiczka, zastrzeliła carskiego generała i przed sądem powiedziała, że to z racji poglądów i sprzeciwiania się (wg niej) złu, carski sąd, wojskowy nota bene, ją UNIEWINNIŁ! Zacofane…. Dooobre, mocne! :D

A pańszczyzna? Chłop pańszczyźniany też mógł swobodnie przekraczać granice? A samowola czynowników?

Co z tego, że podatki niższe, skoro dochód prawie żaden?

Nie znam się, ale nie chce mi się wierzyć, że te wszystkie przykłady ciemnogrodu opisywane w pozytywistycznych nowelach to ściema i bolszewicka propaganda.

Skąd brali się ci chamscy i prymitywni czerwonoarmiści, skoro lud był tak świetnie wyedukowany jak obecni maturzyści?

Babska logika rządzi!

Pańszczyzna – po powstaniu styczniowym znieśli ją w Kongresówce sami Rosjanie (bo u siebie zrobili to sporo wcześniej). Ukazem carskim, nawiasem mówiąc. swoją drogą – Aleksandrowi Wielopolskiemu Polacy powinni dziś pomniki stawiać, zamiast go opluwać. No ale historii uczy się ZAWSZE z tezą, a nie zgodnie z faktami. Od bandy do bandy, nigdy prosto.

Samowola carskich czynowników na przełomie wieków XIX i XX – jak myslisz, która większa: ich wtedy, czy naszych, w wolnym kraju , obecnie, niezaleznie od opcji? Ofe miałaś? MIAŁAŚ. Ale już nie masz. To dopiero skok na kasę, Furda tam carscy czynownicy. Detaliści. Dochód prawie żaden a jakie ryzyko…

Chamscy i prymitywni czerwonoarmiści brali się stąd, że w czasie rewolucji byli nimi głównie , a już prawie zawsze nimi dowodzili, kryminaliści z carskich wiezień. dawniej pruli kasy (Stalin), wymuszali haracze (Kotow) i okradali biedaków (Budionny i masa mu podobnych). Łamali oficerskie słowo honoru, wiejąc z bezdozorowej niewoli (tuchaczewski), etc. etc… Mierzwa, która dzieki rewolucji dorwała się do władzy, rabunku i mordowania. I tylko dlatego, że robiła to koncertowo, zastraszając całą reszte, wygrała rewolucję i utopiła Rosję i potem pół świata we krwi. Rosyjskich maturzystów rewolucjoniści zwyczajnie rozstrzelali. A potem zrobili to samo z wyedukowanym chłopstwem. Naprawdę polecam Ci film “Czekista”. Codziennie 200-300 rozstrzelanych w podziemiach byle gubernialnego gmachu Czeki. W jednym z wielu, wielu podobnych miast Rosji… Cała technologia. Wyprowadzić z cel, przepędzić do piwnic, kazać się rozebrać i stanąć przy ścianie, tyłem do oprawców, potem na komendę salwa w tył głów, zawiązanie liną nóg, wciągnięcie przez okno piwniczne blokiem do góry i wrzucenie na wóz i wywózka za miasto do masowych grobów. I tak przez pięć, dziewięć, piętnaście miesięcy dzień w dzień… Aż do skutku i klasy wrogie zostały doszczętnie wyeliminowane… A pozostała sama mierzwa i czerń… Gestapo przy nich to były małe pikusie. W sieci są zdjęcia nabitych na gałąź nagich polskich żołnierzy, w roku 1920. naprawdę nie widziałaś?

Pozytywistyczne nowele dotyczyły głównie POŁOWY wieku XIX i to na najwiekszym zadupiu. Oraz zgodnie z zasadą: człowieke pogryzł psa. Przełom wieków XIX i XX znacznie prawdziwiej lepiej pokazuje serial “Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”. Polecam!

 

 

Dobra, to o zacofaniu napisałam na podstawie lektury “Wojny i pokoju”. Jak sobie porównałam konserwatywnego głupka Bezuchowa z Tadeuszem i Zosią u Mickiewicza… Ale możliwe, że Tołstoj złośliwie obsmarował arystokrację.

Co do skoku na kasę, to nie od dziś wiadomo, że “prawnik ze swą teczką może ukraść więcej niż tysiąc ludzi z pistoletami”. Chodziło mi o drobne szumowiny, detalistów, z którymi stykała się ludność u Czechowa, Gogola…

Kryminaliści, powiadasz? No, to by wiele tłumaczyło, nawet uwagi o “zakazanych mordach”… Ale, kurczę, ktoś ich musiał z więzień wypuścić. I aż tylu zakapiorów znaleźli? Przecież tam miliony żołnierzy było.

Zdjęć naprawdę nie widziałam, a i polecany film mnie nie nęci. To już chyba wolałabym w ogóle nieśmieszne komedie romantyczne. Dziękuję, postoję.

Babska logika rządzi!

Bezuchow był NAJMĄDRZEJSZYM człowiekiem w całej WiP. I piszę to z całą powagą. Ale ja stary, to swoje już wiem. Poza tym kiedy WiP, a kiedy Fin de Siecle!? Sto lat różnicy przecież! cały wiek pary i elektryczności plus edukacji powszechnej!

 

A kryminalistów z więzień wypuściła rewolucja lutowa, czyli idioci i impotenci Kiereńskiego. W ramach amnestii wypuścili na Rosję… więźniów kryminalnych i bolszewików… Czyli bandytów i jeszcze wiekszych bandytów. Mniód i małmazyja… A kiedy garstka bolszewików zrobiła w Pitrze lokalny pucz, nazwany potem wielką Socjalistyczną rewolucją Pażdziernikową, pierwsze co zrobili, to wypuścili kryminalistów ponownie i zaprosili do siebie. Jako dowódców. Zresztą, bandytów kryminalnych władza radziecka nawet w obozach Gułagu traktowała delikatniej, jako pokrewnych klasowo, w przeciwieństwie do wieżniów z paragrafów politycznych.

A Kiereński był jełop skończony. Nożżż mieć bandytów od Lenina i Trockiego w jednym pociągu (tak naprawdę tych pociągów było kilka, ale najwazniejsi leninowcy-trickistowcy przyjechali w jednym) i ich nie rozwalić pod nasypem, tuż po przekroczeniu granicy przez nich zaledwie jedną sotnią kozaków… To trzeba być zdolnym.

Powiem ci więcej – wiesz po co Leninowi był najfatalniejszy jak tylko mozna pokój z Niemcami? Mimo że rok póxniej mógł mieć wszystko, wraz z reparacjami od Niemiec? Wyłącznie po to, by wypuścić do domów całe rosyjskie wojsko Z BRONIĄ. W mysl hasła leninowców: “Pokój chatom, wojna pałacom”, nawiasem mówiąc. Rzecz bez precedensu. Jak Anglicy wracali w 1918 za Kanał, broń zabierano im skrupulatnie PRZED wejściem na statki płynące do Albionu. No ale Lenin wiedział, co robi. Miliony zrewoltowanych zołnierzy z giwerami buszujące po całej Rosji… Gwałcących, mordujących i rabujących co popadnie… I rewolucja napędza się sama… Wystarczy pomoderować troszkę…

Dobrze że filmu i zdjęć nie widziałaś, bo zachowałaś trochę idealizmu nt rewolucji i lewicy. Żle że filmu i zdjęć nie widziałaś, bo zachowałaś za dużo idealizmu nt rewolucji i lewicy…

Niewykluczone, że Bezuchow był najmądrzejszy w WiP. Ale i tak jego głupota mogła się równać z porożem. Według mnie tylko młody Bołkoński prawie się nadawał na bohatera pozytywnego.

No tak, minął cały wiek, ale nie bardzo wiem, co tam się u nich działo. No, wojna z Japonią. Zdaje się, że ostatni car niczym nie błyszczał. A może nie miał farta…

 

O Kiereńskim się nie będę wypowiadać. Z perspektywy to może inaczej wyglądać…

To chyba nie byli normalni ludzie. Rozpuścić armię z gnatami po własnym kraju…

Wolę swój idealizm. :-) I brak zaufania do armii.

Babska logika rządzi!

“To chyba nie byli normalni ludzie. Rozpuścić armię z gnatami po własnym kraju…”

 

Toż właśnie po to ich Lenin i jego banda rozpuścili. Z gnatami. Żeby wstępnie zdemolowali kraj. Bo tylko w zdemolowanym mogli bolszewicy w ogóle myśleć o wygranej tzw. rewolucji.

Jesli chcesz pojąc, co tam się działo przez sto lat od wojny z Napoleonem – serdecznie ci polecam Wzgórze Błękitnego Snu Igora Neverly. Kapitalna książka. Beletrystyka najwyższej próby, ale doskonale podbudowana merytorycznie. Czy Ty np wiesz, że tylko syberyjskie spółdzielnie mleczarskie PRZED rewolucją i I wojną światową przynosiły rosji więcej złota (ich eksport masła na zachód) niż CAŁY ówczesny rosyjski przemysł wydobycia złota? (zdanie z przemówiania premiera Stołypina w Dumie). Ten kraj rozwijał się na początku XX wieku, przed I wojną, znacznie szybciej niż ówczesna Ameryka. A bolszewicka banda po prostu Rosję zabiła. I nas przy okazji, wybijając nam wespół z Hitlerem elity. Do dziś się z tego nie podnieśliśmy. Tak więc, tego… pan Przechrzta ma absolutną rację w swoim Gambicie Wielopolskiego… I nie tylko.

Widzisz, wiekszość Polaków śmiała się za PRL-u z tzw. lekcji filozofii marksistowskiej. Albo z lekcji o historii ruchów rewolucyjnych. A przecież to nie było nic smiesznego, tylko DOSŁOWNA nauka terroru i wygrywania przez bolszewickie szajki w normalnych krajach. Najpierw zamieszac ludziom w głowach, nazywając czarne białym i odwrotnie. Potem jeszcze bardziej im zamieszać, nazywając najczystsze popapranie normalnością. i zrobić bordello maximo, opierając się na pozytecznych idiotach. Potem doprowadzić do eskalacji terroru. Biorąc władzę od razu pozabijać albo w inny sposób wyeliminować opozycję, czyli tzw. wrogie klasy. I w końcu małymi siłami wziać władzę. By już jej nie oddać i dopiero wtedy dokonać hekatomby…

Czysta rewolucyjna praktyka, której – gdy ją wykładano na uczelniach w tzw demoludach – nikt nie brał powaznie.

A przecież to, co się dziś dzieje – czyli lewactwo plus genderyzm i pokrętna nowomowa – to DOKŁADNIE to samo co robił Lenin. Czysty marksizm… I jesli to wygra, także skończy się hekatombą…

To zapoluję na “Wzgórze”. Albo przeczytam jakąś historię Rosji…

Lekcje marksizmu szczęśliwie mnie ominęły, więc nie wiem, czego tam uczono.

Ale we współczesną politykę lepiej nie wchodźmy.

Babska logika rządzi!

Wzgórze to jego najlepsza książka. Warto, naprawdę:)

No to się za nim rozejrzę.

Babska logika rządzi!

. (spóźniona, ale szczera)

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

!

No, tak mi się wydawało, że mnie przegapiłeś. Tak długo pisałeś komentarz, że Ci zeżarło? ;-)

Babska logika rządzi!

Nie, jest – jak na mnie – raczej krótki.

Po prostu zapomniałem zostawić Ci Kropka do przygarnięcia (tudzież nie zauważyłem, że kropek sobie poszedł i nie został), przepraszam.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Toć się nabijam. Niejeden Twój komentarz czytałam… ;-)

Kropka przygarniam i już mu nie pozwolę uciec.

Babska logika rządzi!

I niejeden faktycznie mi zeżarło.^^

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cosik mi się widzi, że jak opko jest za długo otwarte, to w końcu robi się głodne i zżera komentarze.

Babska logika rządzi!

Tobie się tak cosik widzi, a ja to po prostu wiem i to od lat.^^ I już prawie nie zapominam skopiować tekstu przed kliknięciem w “gotowe”. A jak zapomnę, to – na szczęście – prawie zawsze wystarczy wrócić do poprzedniej strony. Za tę jedną pierdołę chętnie postawiłbym brajtowi piwo.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Moje komcie krótkie, to i doświadczenie z pożarciami mniejsze. Acz zdarza mi się zasnąć nad tekstem.

Babska logika rządzi!

Dzięcioł :P? Musisz mieć podziurawione biurko…

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Niee… Czytam na leżąco, z laptopem na brzuchu.

Babska logika rządzi!

Leniuszek ;). Ale opracuj jakąś alternatywę, bo jak przytyjesz, to lapek się będzie zsuwał :P.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Kiedy nie chce mi się nawet wstać, żeby coś zjeść… To i nie tyję. ;-)

Babska logika rządzi!

Zawsze uważałam, że fotosynteza to wspaniały wynalazek. ;-)

Niestety, nie mam ogrodu.

Babska logika rządzi!

Rzeczywiście, jak zwykle jakiś finklowski element nieco rozbija budowany wcześniej nastrój grozy ale za to wprowadza pewien niepokojący klimat. Akurat w tekście osadzonym w tamtej kulturze, te kogucie (kurze) stopy pasują. 

Szort napisany jest bardzo gęstym i bogatym językiem. Szacun za realia, detale, wstawki językowe. Może nie nawciskałaś ich tyle co Staruch, ale to przynajmniej nie powoduje wrażenia ciężkości tekstu, więc dobrze to wyważyłaś.

Opowiadanie napisane jest też takim męskim, cedzonym przez zęby językiem, co z kolei dobrze współgra z bohaterami – bolszewikami z ludu pracującego miast i wsi.

Gdzieś tam w tle tego alternatywnego świata majaczy historia, w której Czerwoni dostają łupnia. I to chyba za sprawą zaangażowania sił wilkołaczych, wyposażonych w cerkwie kroczące. Kto im je dostarczył? Baba Jaga? Sami przecież nie zbudowali. 

Przyjrzałaś się ilustracji dokładnie i chyba dostrzegam ten moment twórczy, gdy wpatrując się w obraz Finkla zauważa wilkołaka na dachu, trzymającego krzyż, kojarzy krzyż z wajchami, wajchy służą do kierowania cerkwią, cerkiew to broń-pułapka, powstaje ładnie nakreślony pejzażyk zimowy i poszło!

Krótkie ale fajne. I to zakończenie też nie potrzebuje niczego więcej.

Po przeczytaniu spalić monitor.

No! Warto było czekać. Dzięki, Marasie. :-)

Po raz któryś powtarzam, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że to może śmieszyć. Jak wygląda wilkołak na dachu cerkwi, każdy widzi. ;-)

Powiadasz, że kogucie/ kurze nóżki są rosyjskie? Legenda o Twardowskim jest raczej polska. Oni też coś takiego mieli?

Wbrew pozorom tych realiów wcale nie ma dużo. Jest kilka rosyjskich słówek, trochę starych, słowiańskich, kojarzących się z rosyjskim – na przykład “durny”, otczestwa. I tyle.

W bolszewików, a w szczególności w politruka, próbowałam się wczuć i oddać ich punkt widzenia. Cieszę się, że wyszło.

Nieee, to nie wilkołaki przechyliły szale historii – one zagryzają białych równie chętnie jak czerwonych. Już raczej pośrednio – widać, że plugastwo łazi po świecie, to trudniej uwierzyć w materializm dialektyczny. A może biali lepiej znają się na cerkwiach i nie lezą bezmyślnie w pułapki?

Zbudowanie cerkwi. W mojej wizji to magia (drzewa się przed nią rozstępują) nie mech. Diabli wiedzą, kto zbudował, pewnie ta sama brygada, która stawiała chatkę z piernika. Ale nie zamierzam nikomu narzucać interpretacji. :-)

Z momentem twórczym to niezupełnie tak było. Od początku oglądałam większy obrazek, tam od razu widać wilkołaki, także te na dachu. Potrzebowałam jakiegoś sposobu sterowania cerkwią. Przez chwilę nawet wyobrażałam sobie wilkołaka z monstrualnymi lejcami – to dopiero byłoby śmieszne. I potem mnie olśniło – krzyż jako połączenie kierownicy i dźwigni zmiany biegów. :-)

Cieszę się, że znalazłeś tyle plusów dodatnich. :-)

Babska logika rządzi!

Chatka na kurzej stopce może być elementem nawet przed-rosyjskim i przed-polskim. A pojawia się np. w ludowej baśni rosyjskiej, którą opracował Aleksy Tołstoj (tylko kurcze, nie wiem który).

TU masz oryginał (na obrazku).

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

O, myślałam, że to u braci Grimm było, jak prawie wszystko.

Babska logika rządzi!

Chatkanakużnóż – czyli megamotyw powieści Strugackich Poniedziałek zaczyna się w sobotę…

Do dziś mi się czasem przypomina cmykanie zębem (A cmykać będziesz? – zapytała podejrzliwie staruszka…) oraz: “Ech, poigrałbym sobie ze zzrrazikami!…” I rzecz jasna – umklajder! No i w części drugiej – Bajka o trójce – cudowny (ksiązka jest z 1968, wydana jeszcze w ZSRR, no i to zdanie, które jako rybak też zapamiętam na zawsze: “Nikt w tę propozycję nie wierzył (w Instytucje Badań czarów i Magii – przyp. mój), a już szczególnie profesor Wybiegałło, ktory w tym czasie kończył wielką pracę nad wytworzeniem drogą samokształcenia robaka samonadziewającego się na haczyk.” Gdyby ktoś z młodych czytelników nie złapał tego, co w tym jednym zdaniu polska cenzura złapała, przez co “BoT” ukazała się u nas dopiero po 1989 roku, to jedno zdanie jest napisaną ezopowym językiem najostrzejszą satyrą na komunizm, jaką kiedykolwiek ujrzalem w sci-fi zza Buga.

Hmmm, “Poniedzielnik” ciągle na półce z książkami czekającymi na swoją kolejkę…

Babska logika rządzi!

No to masz już na półce dwie z tego cyklu, a co jedna, to lepsza. Modelowy człowiek radziecki upostaciowany jako samodziewający się na haczyk robak (drogą w dodatku samokształcenia) – perełka!

Ale nie spojluj mi!

Babska logika rządzi!

Opowiadanie krótkie, ale pełne treści, stosownej horrorowej atmosfery, że o należycie niesamowitym zakończeniu nie wspomnę. Może ono i urwane, ale bardzo umiejętnie i w całkiem dobrym miejscu. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, Reg. :-)

Miałam nadzieję, że tym razem liczba trupów Cię zadowoli. ;-)

Miło mi, że się tekścik spodobał.

Babska logika rządzi!

I owszem, tekścik trupami nasycon. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie żałowałam cerkwi. Czerwonoarmistów to rzadko komu żal. ;-)

Babska logika rządzi!

Ja pamiętam z dzieciństwa cudownie magiczne baśnie rosyjskie w telewizji, chyba głównie w Teleranku. I stamtąd też pamiętam sporo obiektów architektonicznych osadzonych na kulasach specyficznych dla drobiu.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Hmmm. No to tego nie oglądałam. A przynajmniej nie przypominam sobie takich baśniowych konstrukcji w “Wilku i zającu”. ;-)

Babska logika rządzi!

Maras już stary, pewnie pomyliło mu się ze zdjęciem trzonolinowca z Wrocławia :P Co prawda nie na kurzej stopce, ale wiele mu nie brakuje do takiej wizji :P 

Myślisz, Wilku, że Wrocław pokazywali w teleranku? Nic takiego nie pamiętam… ;-)

Babska logika rządzi!

Nie wiem, pamiętam tylko, z e kogut biegł na zachód.

To od tej cywilizacji, co musi być na wschodzie, tak wiał. ;-)

Babska logika rządzi!

Podobało mi się!

Fajnie, Finklo, wypadasz w tych wschodnich klimatach, a i Bułhakowem powiało.

Kogucich łap się nie spodziewałem, a są przecież bardzo na miejscu.

Aż mnie wzięła chętka też coś w rosyjskiej scenerii napisać…

Dziękuję, Coboldzie. :-)

Lubię Bułhakowa (polecam jego muzeum w Kijowie), ale aż tak? Hmmmm…

Nikt się nie spodziewał, a najmniej biedni czerwoni.

A pisz, pisz, z chęcią poczytam. Ciekawe, których ludzi wybierzesz… Rasputin aż się prosi. ;-)

Babska logika rządzi!

Jak się zaczęło coś ciekawego to nagle był koniec :( Podobał mi się język i radziecka stylizacja, spoko, widać oblatanie we wschodnich klimatach. Jeśli główną atrakcją miał być wilkołaczy mech, to gdyby nie sympatia do ciebie i stosunkowo mała objętość tekstu to do niej bym nie dotrwał. Nie połknąłem przynęty, nie zaciekawiła mnie historia. I tak jak przez większość tekstu pozostawało mi delektować się warsztatem, rosyjskimi minami językowymi oraz momentami zbyt poważną narracją, tak na koniec w głowie pozostaje mi dość komiczna wizja wilkołaka szarpiącego za krzyż, chcąc przejechać kościołem biednego Wowkę :D Wincy mecha i szybci następnym razem, a i grozy trochę od początku. Bo backstory babci Maszy, choć zgrabnie napisane to mało podniecające ;)

Myślę, że godne wykorzystanie tej pracy Różalskiego, choć bardziej dla wielbicieli słowa pisanego, niżeli głodnych ciekawej historii.

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Dziękuję, Shadziowaty. :-)

Ha, jednak wspólny obrazek zwabił.

Szkoda, że nie połknąłeś przynęty. Bywa i tak.

To właściwie nie miał być mech, tylko magia (drzewa się rozstępują przed cerkwią), ale skoro widzisz mechanizmy, to niech Ci będzie.

Taaak, niektórych ten wilkołak na kopułce bawi. Nie spodziewałam się takiej reakcji.

Wow(k)a to zdrobnienie od Wołodimira.

Mechów ci u nas dostatek, strasznie latoś obrodziły. ;-)

A historia jest, tylko mój gapowaty protagonista jej nie zauważył.

Babska logika rządzi!

Spokojnie, nie przejmuj się, że tym razem mnie nie kupiłaś. Jestem strasznie kapryśnym konsumentem. Niezła incepcja, bo ja nie zauważyłem protagonisty. Może w tym szkopuł. W jakość tekstu nie wątpię, mogę się tylko podzielić swoimi wrażeniami ;)

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Próbuję się nie przejmować. Chyba już dawno nabrałam dystansu do własnych tekstów.

Pst! Protagonistą jest politruk. ;-)

Dzięki, że się dzielisz wrażeniami.

Babska logika rządzi!

 

 

drewniane ściany w kształcie języków ognia, powtarzające tę formę kopuły

Jak mogą być drewniane ściany w kształcie języków ognia? Chyba, że cerkiew stoi w płomieniach. Być może mogą przypominać kopuły. Choć nigdy nie widziałem płaskich ścian przypominających kopuły.

 

Siedem, tyle ile sakramentów. Kropka w kropkę jak na obrazku przy ikonie w chatynce babci Maszy

U babci Maszy było siedem sakramentów przy ikonie?

 

Mały Wowa, który przed rewolucją był pomocnikiem felczera…

“mały” w sensie wzrostu czy wieku. Jakoś trudno wyobrazić sobie dzieciaka w roli pomocnika felczera. Ale może. Kto ich tam w Rosji wie.

 

z każdym czerwonoarmistą, który poszedł się odlać i nie wrócił z krzaków…

Naprawdę uważasz, że do załatwienia tej prostej potrzeby należy udawać się głęboko w las? Ruski gieroj sikał przy swoich kumplach, może odwrócił się tyłem. Wiedzieliby zatem, kto go zaatakował, porwał, anihilował. 

 

Ich oddziałek topniał jak sało na patelni…

“sało” na patelni nie topnieje lecz topi się. Może to to samo, a może nie. Nie miałem siły sprawdzić. 

 

świerki zdawały się specjalnie zagradzać im drogę. Ale to był ostatni problem, o którym pomyślał Wadim

Jeśli ktoś ucieka, wszystko co zagradza drogę zdaje się nabierać pierwszorzędnego znaczenia. 

 

Na pewno ładnie napisana historia o samobieżnej cerkwi. Na pewno dużo tu intrygujących detali. Na pewno może się podobać. Ale, kurczę, chciałbym wiedzieć, dlaczego nagle cerkiew dostała nóg i pognała przed siebie. No i dokąd było jej tak prędko lecieć. Same pytania. A odpowiedzi… jak ci czerwonoarmiści, którzy giną przy sikaniu, zwyczajnie ich brakuje.

 

A jednak pozostaję zadowolony z lektury. Dziwne, no nie? :-)

Dziękuję, Corneliusie. :-)

Ciekawe uwagi zgłaszasz.

Dlaczego cerkiew dostała nóg? Od dawna je miała. Teraz tylko pokazała, bo tak chciał wilkołak na dachu. A dlaczego on chciał? Odpowiedzi mogą być różne – cerkiew już strawiła czerwonoarmistów, więc zaczęła przenosić się na inne miejsce, gdzie widziano kolejny oddział. Albo zamierzał dogonić/ przestraszyć Wadima.

Jak mogą być drewniane ściany w kształcie języków ognia?

Tak się ten kształt w architekturze nazywa (przynajmniej tak mi się wydaje, bo obrazek zamglony). Jak przekrój cebuli albo płomień świecy.

Sakramenty u babci. Hmmm. Chodziło mi o to, że cała cerkiew, z kopułami włącznie, wyglądała jak cerkiew na obrazku u babci. Po konkursie popatrzę, czy można to było lepiej ująć.

“mały” w sensie wzrostu czy wieku.

Raczej wzrostu. Ale mogło być również tak, że w oddziale było dwóch ludzi o tym samym imieniu i na jednego wołali “mały” dla odróżnienia.

Sikanie. Nigdy żaden ruski gieroj przy mnie nie sikał, więc wiedzy z pierwszej… ręki nie mam. Ale chyba nawet prawdziwy gieroj nie leje tuż obok miejsca spania ani przy ognisku, na którym grzeje się żarcie? Żeby nie śmierdziało. Odchodzili kawałek od obozu (przynajmniej na początku), a potem nie wracali. A może oni tam za grubszą potrzebą chodzili, nie podglądałam.

Sało na patelni. Hmmm. Fakt, że się topi, ale nie mogłam napisać, że oddział się topił, bo narzucałoby się całkiem inne znaczenie. Topnienie to w końcu zmiana stanu skupienia. I sało na patelni chyba to robi.

Jeśli ktoś ucieka, wszystko co zagradza drogę zdaje się nabierać pierwszorzędnego znaczenia. 

W tym przypadku “ostatni” nie znaczy “najmniej ważny”. :-)

Babska logika rządzi!

Dzień dobry, Finklo. Dziękuję za wyjaśnienia. Jest w nich prawda i moc. Dobrego dnia:)

O, szybko spałeś. Dobrego dnia. ;-)

Babska logika rządzi!

Czytało się fajno, sprawnie odmalowałaś nastrój tekstu i chłopaków z Armii Czerwonej. Pomysł z cerkwią na nóżkach i sterem-krzyżem… z potencjałem.

Warsztatowo bez zgrzytów, cieszę się też, że przeczytałem ten tekst dopiero po napisaniu swojego – przynajmniej ogarniałem słowa w rodzaju “otczestwo” ;)

Z minusów – tekst bardziej sprawia na mnie wrażenie szerszego opisu ilustracji niż samodzielnej opowieści. Jest zbyt wyrwany z wszelkich kontekstów, stąd oceniam go najwyżej na dobry.

 

Trzym się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dzięki, Luki. :-)

Sam opis ilustracji, powiadasz? Twoje zbójeckie prawo tak sądzić, ja zostanę przy własnym zdaniu. ;-)

Miło, że fajnie się czytało, a pomysł ma potencjał.

Nie wiedziałeś, co to otczestwo? W Primagrodzie nie macie uchodźców ze wschodu? ;-)

Babska logika rządzi!

Zimno mi się zrobiło od tego czytania. Piękną grafikę sobie wybrałaś i pięknie się zainspirowałaś. Nad warsztatem w Twoim przypadku nie się co rozwodzić, a pomysł świetny. I wiało grozą do momentu, gdy cerkiew wstała. Chyba już wyrosłam z bajek o Babie Jadze w chatce na kurzej nóżce, bo groza rozwiała się, lub raczej stopniała. I wyszło z humorem – czy tego chciałaś, czy nie. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki, Jurorko Śniąca. :-)

Ale wiesz, że w powyższych komentarzach ustaliliśmy, że ten efekt zależy od Czytelnika? Jeśli się przejął losami Wadima, któremu coś zeżarło towarzyszy, to wcale mu nie do śmiechu. ;-)

Już wyjaśniałam, że na grafice wilkołaki łażą po dachu cerkwi. Chyba mają w tym jakiś cel, bo wilkołaki to nie koty i nie wspinają się wysoko tylko dlatego, że mogą. No to im cel wymyśliłam.

Babska logika rządzi!

Dyskusję z grubsza czytałam i niby tak. Jednak akurat w moim przypadku całą grozę stopiły kurze nogi, bo losami towarzyszy nie zdążyłam się przejąć. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

W sumie wiem, że trudno się przejąć losami czerwonoarmistów i politruka. Nie lubimy ich za bardzo – nagrabili sobie.

Doszłam do wniosku, że stacjonarna drapieżna cerkiew nie będzie groźna, bo wśród miejscowych rozejdą się plotki, że w to miejsce nie można łazić i pozamiatane. No a opcje dla mobilności są ograniczone: cerkwiopodobny mech (nieee, tyle było mechów…), koła (były kiedyś u Syfa), gąsienice albo organiczne nogi. Magia mi tu najlepiej pasowała, bo załatwiała problem z drzewami. Niby jeszcze może się teleportować, ale to już takie czary, że aż superwypasione, bo i jak przed czymś takim uciec?

Babska logika rządzi!

Nawet takiego, co sobie nagrabi, da się często polubić :) Tu raczej za mało było na to czasu. 

Ja na Twój tekst nie narzekam, tylko pokazuję, jak go odebrałam. A że i ja mam nierzadko skrzywione poczucie humoru i czasem śmieszą mnie dziwne rzeczy, to już nic na to nie poradzę ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Mnie się wydaje, że sama mam obszerne poczucie humoru, tysiące dowcipów mieści, ale sterowanie cerkwią na kurzych łapach mnie nie bawi i takiej reakcji naprawdę się nie spodziewałam. A tu się okazuje, że popularne podejście…

Babska logika rządzi!

Interesujący pomysł na stwora i horror. Czuć rosyjski klimat, choć czasem mam wrażenie dochodzi do głosu Twój domyślny styl – lekki, żartobliwy, nie całkiem na serio. Ale to raczej echo, które wychodzi z niektórych zdań.

Pomysł na fabułę fajny, choć po zakończeniu czytania czułem, że to jakby scenka. Jednak fabuła na swój sposób jest kompletna, więc to raczej moje odczucie.

Podsumowując: dobry koncert fajerwerków, mający specyficzny, rewolucyjny klimat, choć czasem w trybach mi co nieco chrzęściło jako samodzielny tekst.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki, Jurorze NoWhereManie. :-)

Miło, że pomysł interesujący i rosyjski klimat dał się odczuć.

Czyli niby zamknęłam, ale posmak epizodyczności został? Mogło tak być…

A możesz powiedzieć, co chrzęściło? Pytania naprowadzające: brak tła (nie wiadomo, co się zmieniło, że czerwoni dostają po tyłkach), bezwolny bohater, który o niczym nie decyduje czy jeszcze coś innego?

Babska logika rządzi!

Tło nie przeszkadzało – w czasie Wojny Domowej w Rosji armie tyle razy szły do przodu i się cofały, że nie miałem problemu z usadowieniem.

Raczej chrzęściło to poczucie braku celu postaci – uciekają, ale nie wiadomo, dokąd. Nie mają planu, ale nie próbują go formułować. Koniec końców reagują jedynie na zewnętrzne impulsy – bohater zajmuje się końmi, jego kompani wchodzą do świątyni, zaczyna się rozróba, tamten ratuje się ucieczką.

Tak to odczułem na koniec lektury – ładny prolog, a na właściwą akcję przyjdzie później czas.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Aha, o to poszło. Chyba rozumiem. Oni za bardzo nie mieli tworzyć planów. Weź pod uwagę, że prawdziwy dowódca (też nie żaden orzeł – zwykły plutonowy) padł, został ktoś w randze naszego kaprala – taka mała menda, co się zna na musztrze, a nie na taktyce. Pewnie mają jakieś tam rozkazy, żeby iść w którąś stronę i połączyć się z większym oddziałem.

Babska logika rządzi!

Generalnie od strony logicznej wszystko się zgadza, Finklo, i do niej uwag nie mam. Ale odczucie na koniec jest jakie jest ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ech, te czucia, odczucia i inne emocje. Nie rozumiem dziadostwa, nie lubię, nie umiem z tym walczyć… ;-)

Babska logika rządzi!

Dwieście!

 

To nie walcz, poddaj się i pozwól płynąć z nurtem tego, co Ci wychodzi.

 

Albo czasem powalcz, co Ci szkodzi ;) 

 

A najlepiej, to nie słuchaj żadnych rad. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ano, dwie stówki pykły.

Ja bym chciała potrafić wykorzystać emocje Czytelników. Zagrać na nich, popłynąć na ich fali… Ale te chwyty, które znam, wydają mi się takie płytkie i właściwie nie fair, jak cios poniżej pasa. :-(

Nie no, gdybym nie słuchała rad, stałabym w miejscu.

Babska logika rządzi!

Ja Ci nie doradzę nic, bo ja sama omijam temat raczej, niż próbuję konkretnie grać na emocjach. Nie czuję się na siłach. 

 

 

PS. I na ten dwusetny komentarz się czaiłam już do chwili :D

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

No, ale jak jest emocji, to też marudzicie, zamiast podziwiać warsztat, pomysły i takie tam rzeczy, które łatwo ogarnąć. ;-)

To zaiste musiałaś być czujna, bo dzisiaj w opkach konkursowych ruch jak na dworcu. ;-)

Babska logika rządzi!

Jak było 198, to już się od tekstu nie ruszałam :) 

 

Bo ciężko wyczuć, co którym razem zagra u czytelnika. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Po sobie wiem, że reaguję w zależności od wielu czynników – nastroju, pogody za oknem, humoru szefowej (a właściwie jego wpływu na mnie), ilości i tempa czytanych ostatnio tekstów w podobnym klimacie/tematyce, i tak dalej i te pe. Poza tym, ileż można podziwiać sam warsztat i takie tam rzeczy, jeśli one są cały czas na bardzo wysokim poziomie (co innego, gdy obserwuje się czyjąś wspinaczkę, ale akurat Ciebie to nie dotyczy). Staje się to pewną normą i zaczyna się szukać czegoś nowego i czasem nawet marudzić.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

No tak, jednostka jest poddana wielu losowym wpływom i naciskom. Ale w zbiorowości to się powinno uśredniać.

Przynajmniej staram się włączać chociaż jakieś oryginalne elementy. Wydaje mi się, że znudzenie tematyką to niewielki problem.

Babska logika rządzi!

A tu, widzę, tradycyjnie: obrodziło komentarzami jak Internet memami o polskiej piłce. Ten jednak nie będzie najradośniejszym ze wszystkich, jakie tu przeczytałaś.

 

Ekhem, ekhem…

Opowiadanie by było. Naprawdę, by było, bo jest tu wszystko, czego trzeba: i świetny klimat (zarówno jeśli chodzi o budowanie napięcia jak i o podstępną – acz nieskuteczną – próbę rusyfikacji Cienia), i miodne wykonanie, i niezły pomysł; stary, ale zawsze na propsie, i wilkołaki, i trupy, i konik nawet – koniki fajne są. Ale jest też, niestety, zakończenie, które, prawdę mówiąc, wprawiło mnie w sporą konsternację. Bo nie wiem, czy się śmiać, a potem krzywić, czy jednak lepiej odpuścić sobie to pierwsze.

Napisane jest to niby tak na serio zupełnie, ale, kurcze, mam wrażenie, że jednak robisz sobie jaja. No bo samobieżna świątynia – niechby, że to nie tyle znikąd wytrzaśnięta chatka Baby Jagi, (tyle, że bez Baby Jagi), a jakaś wariacja mecha bojowego (zupełnie, skądinąd, nie pasująca do czegokolwiek tutaj) – sterowana przez wilkołaka za pomocą krzyża-wolantu? Serio? Całość trochę przypomina słabe parodie legend miejskich w stylu: Poszła babka do lasu za potrzebą i nie wróciła…, albo – co bardziej chyba odpowiada prawdzie – próbę skupienia uwagi niesfornych przedszkolaków za pomocą strasznej historii z dowcipem w ramach puenty. A dowcipy, to Ty lubisz.

Ja z kolei lubię, kiedy Ty dowcipy opowiadasz. Choć – jak się okazuje – nie zawsze (jeśli to jednak nie miał być żart, to przepraszam i proszę o jedno: nie wyprowadzaj mnie z błędu ;).

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki, Cieniu. :-)

No i co ja powinnam odpisać, skoro mam nie wyprowadzać z błędu?

Może tak: sam się wyprowadź i przypomnij sobie ten tekst przy najbliższej okazji przed wejściem do kościoła?

Babska logika rządzi!

Cześć!

Bardzo dobrze napisany szorcik z jakuckim klimacikiem. No i do tego oddziałek czerwonoarmistów stale uszczuplany przez “nieznane” potwory. Super! :)

Jai guru de va!

Dziękuję, Rokitniku. :-)

Miło, że klimat podszedł. Czerwonoarmistów nikomu nie żal. Przynajmniej wilkołaki coś przegryzły… ;-)

Babska logika rządzi!

Oj, nie żal…

Aczkolwiek Biali nie wygrali by nawet dysponując mechami :/

Jai guru de va!

Chyba już to mówiłam, ale nagrabili sobie.

Babska logika rządzi!

Finkla, znalazłem coś dla Ciebie ;)

 

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Śliczne. :-)

To pewnie świeżo wykluta cerkiewka – gdzieś w komentarzach rozpatrywaliśmy opcję, że one znoszą jajka.

Ale że aż sześć nóg? Musi jaki mutant, panie. ;-)

Babska logika rządzi!

Całkiem fajny pomysł z tą cerkwią, ale najbardziej podobał mi się klimat. A jako że niedawno skończyłem trylogię “Materia prima” Przechrzty (nie wiem, czy czytałaś, ale klimatem całkiem zbliżone do Twojego szorcika) i bardzo się wciągnąłem, tym bardziej czytało mi się przyjemnie. No i jak zawsze napisane bardzo dobrze :D

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Dziękuję, Soku. :-)

Coś Przechrzty czytałam, ale dawno temu i tytuł nie brzmi znajomo.

Miło mi, że czytało się przyjemnie.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka