- Opowiadanie: Sarajas - Człowiek jest nagi

Człowiek jest nagi

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Człowiek jest nagi

Człowiek jest nagi

Oczywiście, czara goryczy była wypełniania regularnie, czy to ze względu na stale rosnące roszczenia Syriuszan, lub też z winy nieustannych perfidii ze strony Krabian i Herkulian.

Przedostatnie posiedzenie RIRG – Rady Istot Rozumnych i Godnych – było tragiczne w skutkach przez niezdolność ludzi do rozbicia monopolu na kopalnie Irydowe i Cynowe. Natomiast ostatnie było już zwyczajnie śmieszne.

Wszystko zaczęło się od tego, że ludzkość zaledwie kilkanaście lat temu zmobilizowała się i założyła jednolitą jednostkę administracyjną w postaci Federacji Ziemskich.

Co prawda rasy starsze o całe eony nadal wyśmiewały ludzi za przywiązanie do tak archaicznych wartości jak: rodzima planeta, czy też unitarny język. Wydawało się to absurdalne, gdy można wszystko łatwo zakomunikować specyficznymi dozownikami feromonów lub ich składem na łączach dalekich. Jednak ostatecznie uznano, że ludzkość jest gotowa, by stać się najmłodszym członkiem szanownego gremium RIRG.

Przez ostatnie lata ludzie stale wysyłali swoje delegacje, misje ambasadorskie i kolumny robotnicze do prac zbiorczych. To długa historia, ale przynoszenie ciasta w gości okazało się być zwyczajowe tylko dla ludzi, inne rasy wykształciły tradycję wkładania fantów do puli przy każdym spotkaniu i losowania nagród przy pomyślnym zakończeniu, zmieniając wszelkie kontakty w gry hazardowe. Dziwnym trafem w najlepszym tonie było wysłać trochę własnych mieszkańców jako tymczasowych, darmowych pracowników. Choć niezręcznie było – co powiedzieć rodzinom? – gdy w losowaniu nie otrzymywało się ich z powrotem, a na przykład dostawało komory medytacyjne Syriuszan. Mimo wszystko inne rasy nie traktowały tego jako niewolnictwa, to tylko Federacja widać nie umiała się bawić.

Ludzie aklimatyzowali się, jak to zwykle: opornie, nieskutecznie i z dużą dozą narzekań. Natomiast robili to, czego nie można powiedzieć o wszystkich rasach kosmosu. Toteż tym większe było zdziwienie ambasadora Aureliusza, gdy dowiedział się, że szampański nastrój istot pozaziemskich na widok ludzi nie jest skutkiem uroczej dziecinności cywilizacji Homo sapiens, ale – po prostu – golizny.

Otóż tak się niefortunnie złożyło przez te wszystkie lata, zgodnie z błędem atrybucji myślano, że obce rasy wyśmiewają ludzkość przez swoje poczucie wyższości. Prawda była jednak taka, iż ludzie byli zwyczajnie nadzy. No, niedosłownie nadzy – Syriuszanie na ten przykład byli stosunkowo podobni do ludzi, też widzieli w spektrum barw widzialnych dla człowieka i nawet nie różnili się za bardzo fizjonomią.

Tego ostatniego powiedzieć nie można jednak o innych członkach rady, postrzegających świat w podczerwieni, ultrafiolecie czy w postaci czegoś, co najbliżej byłoby wielkiego rezonansu magnetycznego, widzącego przez wszystkie warstwy odzienia.

Zatem nic nie dawał fakt, iż ludzie ubierali się w kombinezony kosmiczne czy luźniejsze fizycznie, choć nadal oficjalne stroje wizytowe na stacjach orbitujących, gdzie zbierało się gremium. Dla co najmniej połowy członków rady człowiek nadal był nagą małpą o nazbyt poważnym wyrazie twarzy.

Doniesienia ambasadora Aureliusza dotarły w ekspresowym tempie do senatu Federacji Ziemskiej, która wzorem starych czasów powołała komisję, złożoną z antropologów, ksenobiologów i socjologów – którzy wreszcie w tych ciekawych czasach mieli ręce pełne roboty – by zaradzić problemowi.

Komisja uradziła wreszcie rozwiązanie ostateczne kwestii negliżu i skontaktowawszy się ze ścisłymi umysłami Federacji, opracowała projekt stroju, pod który nie można zajrzeć na żadnym paśmie częstotliwości.

Przynajmniej tak się wydawało, dopóki ktoś przytomnie nie zauważył, iż wiodący nader pustelniczy w świecie dyplomacji styl życia Skorpidzi są w stanie obserwować świat od fal Hertza po mikrofale. Ktoś dorzucił od razu, iż Rufidzi, są w stanie dostrzec delikatne zawirowania w promieniowaniu alfa, beta i gamma. Ktoś przytomnie jeszcze dodał, że wypadałoby wyposażyć kombinezon w niewielkie zakłócacze fal radiowych, na tyle elastyczne, by interferować z każdą częstotliwością, a zarazem na tyle ograniczone, by nie zakłócać przekazów dookoła noszącego.

Tak więc projekt wrócił do powtórnego przejrzenia, a wyprodukowane egzemplarze testowe kazano dezintegrować, by nie budziły poczucia wstydu.

Powstał więc oto strój może i niezbyt wygodny, wymagający sporego wysiłku w poruszaniu, powolny a co najważniejsze: sprawny. Wypróbowano go więc na najbliższej misji dyplomatycznej, aż na kolonii przemysłowej Lutnidów.

Tutaj jednak wyszedł pierwszy mankament stroju. Otóż dziwnym trafem Lutnidzi na swój sposób wydzielali światło. Nie odbijali go, tylko świecili własnym jak żarówki.

Nie byłoby w tym nic problematycznego – wszak wystarczy oczy zasłonić – gdyby nie to, że ktoś nieopatrznie pominął ważny aspekt, przy testach długotrwałego użycia. Kombinezon zdawał się działać jak radiometr Crookesa. Światło padające na niego zmieniało się w energię cieplną. Niby nic, taka zwykła drobnostka, przecież każdemu jest ciepło jak się na niego świeci.

Jednak kombinezon był dobrze – a raczej właśnie niedobrze – wyizolowany i nie radził sobie z gromadzącą się temperaturą. Wizyta przebiegła tak, iż ambasador jak poparzony domagał się rozcięcia stroju, co skończyło się hospitalizacją i sporą gafą, która nie przeszła bez echa w massmediów Lutnidów, traktujących to jako osobisty przytyk.

Zatem wrócono do skrupulatnego spisywania możliwych scenariuszy, długotrwałych testów i rozrysowywania prototypów, gdy attaché nadal byli obiektami kpin i pośmiewisk. Zdawało się, że ludzkość jest skazana na wieczną śmieszność – zagładę nigdy nieprzewidzianą, ostracyzm.

W końcu powstał kombinezon trzeciej generacji, pieszczotliwie nazwany przez modela testowego Puszkiem.

Puszek miał dobre cztery metry średnicy i z grubsza rzecz biorąc był kulą, w której stał człowiek. Niewidzialny w każdym spektrum poza właściwym człowiekowi – a żeby nie zniknął przypadkiem, bo głupio by było – nieprzepuszczalny dla fal radiowych, rezonansów magnetycznych, utrzymujący stałą, optymalną temperaturę i możliwości komunikacji z otoczeniem.

Komunikacji owszem, ale nie interakcji, jak się ją potocznie rozumie, gdyż był zbyt nieporęczny do samodzielnego używania. Wyszło to na jaw w czasie ostatniego spotkania RIRG, gdy to eskortowany przez cztery androidy ambasador Aureliusz – przypisany do tego zadania na własne polecenie, by zmyć plamę na honorze – został wtoczony na salę obrad i ulokowany na podium, niby wielki globus, albo rzeźba ozdobna.

Ambasador mówił całkiem do rzeczy, więc nikt nie śmiał się odezwać ani słowem. Z jego popisów oratorskich można było wnioskować, iż Federacja nie próżnowała i nowy sposób produkcji antymaterii, był może i właściwie ludziom pozbawiony polotu, ale o dziwo skuteczny. Nikt nie wpadł do tej pory na tak innowacyjny i niewymagający zaawansowanej technologii proces, toteż można było wielokrotnie zwiększyć wydajność, budując stosunkowo tanie w utrzymaniu placówki na jałowych planetach i asteroidach.

Czas przemowy dobiegał końca, gdy Aureliusz zamilkł na moment. Obserwator Federacji – również przystrojony w Puszek – obawiał się, iż doszło do awarii zewnętrznych głośników, jednak po chwili kombinezon drgnął i jakby podskoczył na piedestale, niby wykluwające się jajko w gnieździe. Wtem coś trzasnęło głucho, podpora pękła i ambasador stoczył się w dół sali plenarnej, siejąc panikę.

Czterometrowa kula, ważąca blisko półtorej tony zmiażdżyła dwa androidy asystujące, stół z poczęstunkiem i pierwszy rząd ławek, zmuszając pysznych Tukanikdów do ucieczki na czterech, krótkich nóżkach.

Tocząca się zagłada zatrzymała się nagle, stoczyła ze schodków i wybiła głęboką szczerbę w podium. Szanowne gremium z trwogą wypatrywało, czy to zamach, czy też może jakieś wydarzenie politycznie-artystyczne, jakich pełno ostatnimi czasy było na posiedzeniach. Kilku dostojników odsunęło się od obserwatora Ziemi, bojąc się, iż ten również zacznie się kręcić i turlać na najbliżej stojących.

Syknęło powietrze pod ciśnieniem i Puszek rozhermetyzował się, pstrykając odskakującym włazem. Ze środka wyłonił się nagi, jak go Wielki Wybuch stworzył, ambasador Aureliusz, który stanął z trudem balansując na niestabilnej kuli.

Marszałek rady rozejrzał się po pobojowisku i zawiesił wzrok na dwóch zgniecionych na placek androidach, które nieudolnie próbowały rozłączyć się, każdy ciągnąć w inną stronę.

– Zabierzcie stąd te droidy. – Mruknął do ochrony oburzony. – Przecież to jest śmieszne.

Koniec

Komentarze

Przeczytałam i doszłam do wniosku, że to nie jest opowiadanie, a raczej jakiś rodzaj relacji o nieprzystosowaniu się ludzi do współistnienia z innymi istotami zasiedlającymi kosmos, a rzecz została sprowadzony do problemu odzieży.

Czytało się źle – tekst jest dość zagmatwany, a wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

czy to ze wzglę­du na stale przy­by­wa­ją­ce rosz­cze­nia Sy­riu­szan… –> Roszczeń może przybywać, ale roszczenia chyba nie przybywają.

Może: …czy to ze wzglę­du na stale wysuwane/ rosnące/ zgłaszane rosz­cze­nia Sy­riu­szan

 

gdy w lo­so­wa­niu nie utrzy­my­wa­ło się ich z po­wro­tem… –> Literówka.

 

Po­wstał więc oto strój […] o wy­glą­dzie co naj­mniej nie­zręcz­nym, jed­nak spraw­ny. –> Na czym polega niezręczność wyglądu stroju?

 

tylko bar­dziej jak przy­nę­ty Żab­nic… –> Dlaczego wielka litera?

 

nie prze­szła bez echa wśród mass–me­diów Lut­ni­dów… –> …nie prze­szła bez echa wśród mass me­diów Lut­ni­dów

 

ska­za­na na wiecz­ną śmiesz­ność – za­gła­dę nigdy nie prze­wi­dzia­ną… –> …ska­za­na na wiecz­ną śmiesz­ność – za­gła­dę nigdy nieprze­wi­dzia­ną

 

Czte­ro­me­tro­wa kula, wa­żą­ca bli­sko pół­to­ra tony… –> Czte­ro­me­tro­wa kula, wa­żą­ca bli­sko pół­to­rej tony

 

To­czą­ca się za­gła­da za­trzy­ma­ła się nagle, sto­czy­ła ze schod­ków… –> Skoro się zatrzymała, to chyba się nie stoczyła.

 

ja­kieś wy­da­rze­nie po­li­tycz­nie–ar­ty­stycz­ne… –> …ja­kieś wy­da­rze­nie po­li­tycz­nie-ar­ty­stycz­ne

W tego typu połączeniach używamy dywizu, nie półpauzy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo dziękuję za wszelkie uwagi. Chociaż przyznaję, że nie zrozumiałem „doszłam do wniosku, że to nie jest opowiadanie, a raczej jakiś rodzaj relacji”

 

Co do „zatrzymała się” to może rzeczywiście nie dość dokładnie opisałem. Kula przetoczyła się po powierzchni pochylonej nieco sali plenarnej, więc zgodnie z prawami fizyki musiała się zatrzymać, a następnie zawrócić – grawitacja.

 

Jeszcze raz: doceniam wypunktowania literówek i pozdrawiam serdecznie.

Cho­ciaż przy­zna­ję, że nie zro­zu­mia­łem „do­szłam do wnio­sku, że to nie jest opo­wia­da­nie, a ra­czej jakiś ro­dzaj re­la­cji”

No cóż, takie odniosłam wrażenie – przeczytałam bowiem zaledwie krótki opis niełatwej adaptacji Ziemian do wymogów, którym muszą sprostać w nowej dla nich sytuacji, przy czym okazało się, że największym problemem jest kwestia stroju.

Zaznaczam, że to tylko moje odczucie, inni czytelnicy mogą odebrać Twój tekst zupełnie inaczej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ale to co w takim razie mają na sobie wszystkie inne rasy?

I would prefer not to.

^ Cieszę się, że zostało pytanie w głowie. :)

Ale czemu ludzie nie zadali go sobie wcześniej i nie próbowali stworzyć kombinezonu na obraz i podobieństwo innych? I czy obcy samych siebie nie widzieli jako nagich?

I would prefer not to.

Mnie się podobało, wymyśliłeś nietypowy problem w kontaktach z innymi rasami. No, a skutki prób jego rozwiązania…

Faktycznie, prostsze byłoby skopiowanie ubranek innych ras. Ale jeśli tekst ma być śmieszny, to przecież proste rozwiązania nie wchodzą w grę. ;-)

Napisane całkiem przyzwoicie.

Z jego popisów oratorskich można było wnioskować, iż Federacja nie próżnowała i nowy sposób produkcji antymaterii, był może i właściwie ludziom prostoduszny, ale o dziwo skuteczny.

Nie rozumiem tego zdania. Szczególnie “prostoduszny” wydaje się zgrzytać.

Czterometrowa kula, ważąca blisko półtora tony zmiażdżyła dwa androidy asystujące,

Tona jest rodzaju żeńskiego.

Babska logika rządzi!

ale jakby ludzie wytworzyli jakąś hybrydę to też byłoby pole do komplikacji – bo a to płetwy za duże, a to czułki w zestawieniu z tym kolorem obraźliwe etc – i wcale nie byłoby prosto ;)

I would prefer not to.

No, ale chociaż sam materiał to już jakiś punkt wyjścia. Zresztą, sami ludzie chyba też byliby niewidzialni dla niektórych ras? Zaiste, ciekawe zagadnienie.

Babska logika rządzi!

Nie rozumiem większości zarzutów wobec tekstu de facto bardzo żartobliwego i płynnego, ale też ja się nie nam i stażu imponującego na forum nie mam. :v 

No, dobrze, a inne stworzonka pod odzieniem są ubrane? Absurd absurdem, ale to się nazywa podwójny standard. Wredne ufoki :P

 stale przybywające roszczenia Syriuszan

Roszczenia nie przybywają (bo i czym? pociągiem?), a najwyżej przybywa roszczeń. Mogłeś napisać: stale napływające.

 z winy nieustannych perfidii

Perfidia jest singularis tantum i nie oznacza konkretnego działania, tylko cechę działającego. "Złośliwości" byłyby bardziej na miejscu.

 tragiczne w skutkach przez niezdolność ludzi do rozbicia monopolu na kopalnie Irydowe i Cynowe.

Kopalnie irydu i cyny. I co ten nierozbity monopol takiego strasznego zrobił?

 Natomiast ostatnie, było już zwyczajnie śmieszne.

Nie rozdzielaj przecinkiem podmiotu od orzeczenia.

 unitarny język

Co to jest?

 zakomunikować specyficznymi dozownikami feromonów lub ich składem na łączach dalekich

Feromonów – na łączach? Poza tym, że każdy gatunek powinien wydzielać własne, dla innych obojętne (albo szkodliwe), to co ma do tego dozownik?

 specyficzne tylko dla ludzi

Wystarczy: specyficzne dla ludzi. Lepiej byłoby: specyficznym zwyczajem ludzi.

 nie utrzymywało się ich z powrotem

Literówka (otrzymywało).

 aklimatyzowali się jak to zwykle: opornie

Aklimatyzowali się, jak zwykle.

 z dużą dozą narzekania

Z dużą dozą narzekań. Albo po prostu: marudząc (tę obserwację o H. sapiens potwierdzam w całej rozciągłości – obserwator z ramienia Syriusza).

 Natomiast robili to, czego nie można powiedzieć o wszystkich rasach kosmosu.

Niezręczne. Ja dałabym tak: Ale z drugiej strony, były też gatunki, które nie chciały mieć nic wspólnego z galaktyczną wspólnotą.

 tym większe zdziwienie było ambasadora

Składnia: tym większe było zdziwienie ambasadora.

 dowiedział się, iż widok ludzi nie wprowadzał większości ras w szampański nastrój ze względu na ich niedojrzałość jako cywilizacji, a ze względu na goliznę.

Mętne – trzeba przeczytać dwa razy, żeby wpaść, o co chodzi. Consecutio temporum nie występuje w polszczyźnie. Moja wersja: dowiedział się, że szampański nastrój nieziemców na widok ludzi nie jest skutkiem uroczej dziecinności cywilizacji Homo sapiens, ale – po prostu – golizny.

 złożyło przez te wszystkie lata, zgodnie z błędem atrybucji myślano, iż

"Iż" jest pretensjonalne, a Ty wciskasz za dużo pobocznych informacji. Ten błąd atrybucji tylko mąci wodę.

 konstatujących świat w podczerwieni

Postrzegających, obserwujących, percypujących. https://sjp.pwn.pl/slowniki/konstatować.html

 rezonansu magnetycznego, świdrującego rzeczywistość warstwa po warstwie.

W jakiejś długości fali wszystko jest przezroczyste. I "świdrowanie" to wiercenie – jesteś pewien, że o to Ci chodzi?

 Nadal człowiek dla co najmniej połowy członków rady był nagą małpą o nazbyt poważnym wyrazie twarzy.

Składnia: Dla co najmniej połowy członków rady człowiek nadal był nagą małpą o zbyt poważnym wyrazie twarzy.

 xenobiologów

Ksenobiologów.

 wiodący nader pustelniczy w świecie dyplomacji styl życia

… hę?

 Skorpidzi, są w stanie

Przecinek między podmiotem, a orzeczeniem.

 Ktoś przytomnie wspomniał od razu, iż Rufidzi, są w stanie

W poprzednim zdaniu też był przytomny. Może tak: Ktoś inny dorzucił, że Rufidzi są w stanie… To powtarzające się "przytomnie", jeśli miało dać efekt komiczny, to nie spełniło zadania.

 powolny a co przy tym ważne

Powolny, a przy tym. I bez dwukropka.

Zatem wdrożono go do użycia w najbliższej misji dyplomatycznej, aż na kolonii przemysłowej Lutnidów.

"Zatem"? Może tak: Wypróbowano go więc w następnej misji dyplomatycznej na odległą kolonię Lutnidów.

 Nawet nie tak jak robią to wszystkie ciała odbijające, tylko bardziej jak przynęty Żabnic, albo wprost nawet trywialnie jak żarówki.

Ciała odbijające światła nie wydzielają, tylko odbijają. Żabnica, jeśli nie stoi (pływa?) na początku zdania pisze się mała literą, jest bowiem rzeczownikiem pospolitym. Bioluminescencja wydaje mi się też bardziej prawdopodobna od organizmu, który rozgrzewa się do 3000 C.

 wszak wystarczy oczy zasłonić

Hę? A co to ma do rzeczy?

 Kombinezon zdawał się działać jak radiometr Crookesa.

Czyli wirował po oświetleniu.

 Światło padające na niego, zmieniało się w energię cieplną. Niby nic, taka zwykła drobnostka, przecież każdemu jest ciepło jak się na niego świeci.

Zbędny przecinek w pierwszym zdaniu, w drugim powinien być przed "jak". Światło, padając na cokolwiek, zmienia się w ciepło – praw fizyki pan nie zmienisz.

 wyizolowany i nie radził sobie z gromadzącą się temperaturą

Dobrze zaizolowany (wyizolowany = oddzielony). "Temperatura" się nie gromadzi (teorię cieplika porzuciliśmy w XIX wieku). Poza tym, gdyby był dobrze zaizolowany, to ciepło właśnie nie przechodziłoby z powierzchni do środka – patrz: termos.

 wśród mass–mediów

W mass-mediach, albo wśród Lutnidów.

 obiektami kpin i pośmiewisk

Pośmiewisko jest singularis tantum. Oni byli pośmiewiskiem, czyli obiektem wyśmiewania.

 ostracyzm przymusowy

A jest inny?

 nazwany przez modela testowego: Puszkiem.

Niepotrzebny ten dwukropek.

 kulą, w której zatopiony był człowiek, pośród bezmiaru augmentacji

…? Zatopienie w tym kontekście przywodzi mi na myśl muchę w żywicy. "Bezmiar augmentacji" nic nie znaczy – jeśli to skrót myślowy, to go rozwiń.

interakcji jako potocznie rozumianej

Interakcji, jak się ją potocznie rozumie.

przypisany do tego zadania na własne polecenie

Który sam zgłosił się na ochotnika do tego zadania.

 mówił całkiem do rzeczy, więc nikt nie śmiał się odezwać ani słowem

… oglądałeś kiedyś obrady parlamentu?

 można było wnioskować, iż Federacja nie próżnowała i nowy sposób produkcji antymaterii, był może i właściwie ludziom prostoduszny, ale o dziwo skuteczny.

Mętlik: można było wnioskować, że Federacja nie próżnowała, opracowując nowy sposób produkcji antymaterii, owszem, dziecinnie prosty, jak to u ludzi, ale skuteczny.

 na swoich czterech, krótkich nóżkach

Na czyich nóżkach mieli uciekać? Niepotrzebny przecinek.

 wypatrywało, czy to zamach

Nie po polsku.

 politycznie–artystyczne

Polityczno-artystyczne.

 nagi jak go Wielki Wybuch stworzył ambasador

Wtrącenie: nagi, jak go Wielki Wybuch stworzył, ambasador.

 zgniecionych w placek androidach, które nieudolnie próbowały rozłączyć się od siebie, każdy ciągnąć

Zgniecionych na placek. Próbowały się rozłączyć, albo rozdzielić, ale nie od siebie, tylko po prostu.

 

Rzeczywiście, historyjka jest absurdalna, także z punktu widzenia fizyki. Coś jakby tu przebłyskiwało, może to moje pobożne życzenia. Ale jeśli kogoś to bawi. Styl jest całkiem jajcarski.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

A mi historyjka przypadła do gustu i rozbawiła. Rzeczywiście, zdania, które podkreśliła Tarnina, warte by były rozwinięcia, bo pomysł ciekawy.

Ludzie to zawsze mają pod górkę, kombinowali w duchu NASA i długopisów ;)

Tekst ciekawy, fajnie ubierasz w absurd motyw komunikacji między ludźmi i obcymi. Tylko że czytając co i rusz potykałem się o jakieś dziwne konstrukty czy urwane zdania, który chrzęściły. Przydałoby się to wygładzić. Gdyby nie to, całościowo koncert fajerwerków wypadłby bardzo dobrze. A tak treść okej, ale forma wymaga jeszcze doszlifowania.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Poprawki językowe chętnie przyjąłem i oczywiście zedytowałem już u siebie. Dziękuję za odzew i pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy poświęcili swój czas, by mi napisać mi tak cenne porady.

Poprawki językowe chętnie przyjąłem i oczywiście zedytowałem już u siebie.

Co z tego, że w siebie już zedytowałeś, skoro tutaj nie poprawiłeś niczego i kolejnym czytelnikom przyjdzie zmagać się z tekstem pełnym błędów, usterek, źle skonstruowanych zdań i z fatalną interpunkcją.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ty poprawiaj tutaj, niech ludzie widzą, że komentarze odnoszą skutek. I niech nowi szukają nowych błędów, nie starych.

Babska logika rządzi!

Całkiem przyjemny i zabawny tekst.

Nowa Fantastyka