- Opowiadanie: zmiju - Remis

Remis

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Remis

Pułkownik Graut zszedł z roweru. Rozejrzał się w prawo i w lewo wzdłuż rzędów skib ciągnących się przy chruśniaku okalającym ich terytorium. Przyglądał się uważnie, lecz nie zauważył niczego podejrzanego. Żadnych ślad stóp, łap, racic, kopyt, czy co gorsza gąsienic ani kół. Rutynowy patrol, który wykonywał od setek poranków. Nikt nie próbował dostać się do środka. Ze strony dzikich zwierząt było to przejawem rozsądku, bowiem zostałyby natychmiast skonsumowane. Ze strony innych… Jednak coś zwróciło jego uwagę, a ponieważ teren z tej strony obozu znał tak dobrze, to niewielki detal szybko rzucił mu się w oczy.

Pomyślał sobie, że być może brona zeszłego wieczora wyorała coś z ziemi. Jakąś pozostałość dawnych wydarzeń. Jeżeli miał szczęście, to mógł być nawet nabój. Albo po prostu guzik lub śrubka, jeżeli szczęścia miał mniej… Schylił się, aby to sprawdzić i gdy tylko wziął ów przedmiot w dłoń, zesztywniał. Mniej miał szczęścia faktycznie tego dnia.

– Ciebie na pewno wczoraj tu nie było – wymamrotał do siebie.

Kucał na piasku i zastanawiał się, co teraz powinno nastąpić. Po chwili postanowił usiąść i pogrzebać wokół. Pewnie wieczorem będą wściekali się, że muszą kilkukrotnie bronować, aby nie było śladów, ale miał to w nosie. Ten obiekt zmieniał wszystkie plany całego Nowego Aleppo.

***

– Solenpsis Invicta zakończyły przenoszenie królowej i jaj do nowej kolonii. Gdy upewniły się, że potomstwo, jak i królowa są bezpieczne, robotnice niezwłocznie wyruszyły na poszukiwania pożywienia na nowym terenie. Właśnie jedna z robotnic przyniosła informację o interesującym obiekcie znajdującym się opodal. Po pewnym czasie coraz większa grupa mrówek zaczyna podążać w tamtym kierunku, zostawiając na swojej drodze ślad feromonowy – ciepły kobiecy głos ilustrował film przyrodniczy odtwarzany na ekranie.

– Jeden w wielu. – Napis pojawił się na drugim ekranie znajdującym się naprzeciwko tego pierwszego.

– Ale wielu bardzo, wielu. – Litery wypełniły kolejny wiersz pod pierwszą linijką.

– Tanio. – Kolejne linie tekstu zaczęły tworzyć wątek dyskusji.

– Ale dużo.

– 2 godziny na 100 sztuk.

– Chcemy 1,5 godziny na 147.

– Dobra, dobra.

– Nie. Dobra, dobra, dobra.

– Dobra. Dobra, dobra, dobra. – Drugi z rozmówców zaczynał najwyraźniej być zmęczony dyskusją, więc automatycznie przytaknął.

Wreszcie mieli wszystkie potrzebne kawałki planu: plastikowe kółka zębate i bez zębów w nieograniczonych ilościach, możliwość produkcji cienkiego drutu na cewki, a nawet spore zasoby magnesów odnalezione kilka lat temu na przedmieściach. Problem nadmiernej samodzielności, tak boleśnie doświadczony przy okazji pomysłu z odkurzaczami, teraz został rozwiązany. Autonomia sprzętów domowego użytku jest dobra przy eksplorowaniu obcych światów, gdy polecenia z bazy docierają z opóźnieniem wielu godzin lub dni, a nie gdy trzeba najechać własną planetę, a precyzyjniej konkretne miejsce na owej planecie.

Ostatni brakujący komponent to drobna inspiracja, jaką formę powinna przyjąć ich kolejna taktyka. I tu z pomocą przyszły filmy przyrodnicze, które odkryli na zakurzonym serwerze ukrytym w piwnicy budynku dawnej szkoły.

***

W centralnej części obozu na wzniesionym na dwa metry rusztowaniu umieszczono kilka baterii słonecznych, które ocalały z ostatecznego starcia. Gruba wiązka przewodów prowadziła poza linię zabudowań. Mieszkańcy uważnie przekraczali rozciągnięte kable, bojąc się, że przerwą elektryczną tętnicę. Bez pompowania prądu do akumulatorów przez połowę doby, przez drugą połowę byłoby kompletnie ciemno w obozie. Pamięć tamtych czasów budziła wystarczająco straszne reminiscencje, aby nie chcieć przywoływać ich w kompletnym mroku.

Grozę dni, gdy ludzie musieli ukrywać się przed śmiercią, kiedy ta tropiła ich niezależnie od pory dnia i nocy, uwieczniała sklecona z gliny i blachy statua wyrażająca zgarbionego mężczyznę siedzącego okrakiem na gigantycznym grzybie i ciągnącego oburącz za dwie antenki wystające spod kapelusza. Grzyba można było rozpoznać po poczerniałych od brudu kropkach rozrzuconych przypadkowo na powierzchni czerwonego kapelusza. Zaś ów śmiałek dosiadający muchomora był bohaterem, śmiertelną ofiarą morderczych maszyn, która złożyła swój los w obronie współbraci. Przynajmniej tak głosiła drewniana tabliczka z wyskrobanym napisem.

Nikt z mieszkańców nie chciał, aby zabrakło prądu i zapadła ciemność, gdyż czuło się przez skórę, że wróg szykuje coś nowego. Toteż przewody elektryczne traktowano z czcią.

Tego dnia z nową niespodzianką pojawił się Graut. Odczekał do popołudnia zanim ułożył sobie w głowie, co powinien powiedzieć. Wcześniej jeszcze objechał na swoim rowerze dłuższy odcinek ogrodzenia w poszukiwaniu kolejnych znalezisk. Niczego więcej jednak nie znalazł.

– To przypełzło dziś na drugą stronę wielkiego muru. – zaczął nieco pompatycznie, ale intencje miał szczere, chciał przykuć uwagę obecnych do przedmiotu o dość skromnych rozmiarach.

– To przypełzło dziś na naszą stronę – powtórzył, unosząc w dłoni metalicznie połyskujące stworzenie.

Miało około dziesięciu centymetrów, sześć kół na nieproporcjonalnie długich wysięgnikach i głowę osadzoną na teleskopowej szyi. Nie poruszało się.

– Tato, czy to jest mrówka? – zawołało jakieś dziecko, nieświadome narastającej grozy.

Pułkownik dosłyszał ten komentarz i wyjaśnił.

– To nie jest tylko mrówką. To mechaniczna bestia, która w tysięcznych hordach pojawi się u bram. To barbarzyńcy, którzy zaleją… – Słowa, którymi zwracał się do tłumu miał dobrze przemyślane. Starał się jedynie, aby nie zapomnieć kwestii i się nie zaciąć. – Tak, czy siak, to nie jest mrówka!

Zależało mu też na tym, aby nie zapomnieć, o czym mówił przed chwilą i nie zacząć od nowa swojej przemowy. Takie powtórzenia mogłyby zepsuć atmosferę i wywołać nową falę plotek dotyczących jego zdolności umysłowych.

– Co decydowało o tym, że to człowiek panował na tej planecie przez tysiące lat? Siła? – ciągnął, a część obecnych zaczęła z uznaniem kiwać głowami.

– Nie! – Przestali zaskoczeni nagłą odpowiedzią.

– Może inteligencja? – Graut kontynuował, a inna grupa mieszkańców uśmiechnęła się pod nosem.

– Również nie! – Przedstawiciele owej grupy unieśli wymownie brwi, aby zasygnalizować swoją konsternację.

– Graut do rzeczy, to nie teleturniej. – Staruszka siedząca na kamieniu zamachała do niego laską. – Glizdy robię i mi się zwarzą.

Rzucił jej gniewne spojrzenie, ale dokończył.

– Lepsza organizacja. Potrafimy się zebrać i ruszyć kupą, gdy jest taka potrzeba. Gdy jesteśmy razem, nic nas nie pokona. Za każdym razem, gdy następował przełom, organizowaliśmy się na nowo i za każdym razem coraz efektywniej.

– A sztuczna inteligencja? Ona nas pokonała – znowu ta stara się odezwała nie w porę – więc chyba ta strategia przestała działać, co?

Pułkownik przełknął ślinę.

– Racja, a dlaczego? Bo szybciej od nas się zorganizowała – wyjaśnił – zatem musimy po raz kolejny lepiej się zorganizować. Musimy działać po nowemu. Innymi słowy kupą, panowie. Kupą, panie.

– Nie wiem, o co chodzi ci, Graut, ale ja w ekskrementy nie wchodzę – starucha znowu próbowała być zabawna, ale pułkownik wiedział, że należy ją ignorować.

– Co decydowało o tym, że to człowiek panował…

– Powtarza się – inny głos z tłumu, tym razem męski, mu przerwał – co proponujesz?

Graut wziął kilka oddechów. Na ten moment czekał od kilku lat. Otworzył dłoń, aby przypomnieć sobie dalszy wątek. Zapisał tam główne punkty przemowy.

– Projekt „Wielki Mur”. Zbudujemy potężną zaporę, o którą roztrzaska się kolejna nawałnica wroga.

– Przecież mamy chruśniak, ani zabawki, ani nawet wózki golfowe nie dały mu rady – ponownie odezwał się ów męski głos.

– Celna uwaga, ale to urządzenie przejdzie między patykami. Jest zbyt mała. A wyobraźcie sobie, co się stanie, gdy wokół Nowego Aleppo pojawi się takich tysiące. Są małe, mobilne, zabójczo skuteczne i przede wszystkim tanie w produkcji. No i omijają patyki.

– Wozy strażackie też były tanie w produkcji a tylko głowa od nich bolała – raz jeszcze uwaga starej zdekoncentrowała część zebranych.

– Jest jedna różnica, kobieto. – Piorunujące spojrzenia jakoś nie robiły na niej wrażenia, może to przez jedzenie tych glizd. – To paskudztwo nie wyszło spod ręki człowieka. Pewnie zostało wyprodukowane w którejś z naszych fabryk, ale to nie człowiek je skonstruował.

Tłum chyba faktycznie poczuł się poruszony ostatnim spostrzeżeniem, bo zapadła cisza. Nawet nie było słychać skrzypienia rowerów ładujących baterie.

– Tak, więc projekt „Wielki Mur”. Ale to nie koniec, bo jeszcze projekt „Gruba Berta” – mówił dalej.

– Ona dość słabo działa bez prądu – rzucił ów męski głos należący do Markusa.

– Trafna uwaga. Projekt Gruba Berta uruchomi Grubą Bertę.

W paru słowach wyjaśnił ideę Wielkiego Muru oraz Grubej Berty. Starucha pokręciła głową z niedowierzaniem, jednak reszta zgromadzonych wydawała się przekonana.

– Proponuję powołać komitet ocalenia narodowego. Tylko, kto powinien w nim zasiąść? – zawiesił znacząco głos.

Zgodnie z ustaleniami męski głos Markusa przerwał milczenie.

– Ty to zacząłeś, Graut, więc ty powinieneś wziąć odpowiedzialność za swój pomysł – ponownie odezwał się znajomy męski głos.

Rozległy się umiarkowane brawa, liczył na więcej, ale trudno. Pułkownik westchnął głośno.

– Niech i tak będzie. Ale jeżeli ja mam dźwigać ten ciężar, to tylko z tobą, Markus. – Graut wskazał palcem na mężczyznę, który go wyłonił. – Byłeś kiedyś sołtysem Nowego Aleppo, a to znaczy, że byłeś sołtysem całej ludzkości. Masz doświadczenie w byciu liderem.

Odezwały się brawa, ale tym razem, jakby bardziej entuzjastyczne. Graut będzie musiał uważać na nowego partnera, bo może się okazać zbyt ambitny. Markus faktycznie przez krótki czas przewodził ich społeczności. Niestety pożegnał się ze stanowiskiem, gdy na jaw wyszło, że magazyn ostatnich puszek koli został opróżniony. Magazynu strzegł ów bohater dosiadający grzyba na pomniku w centralnej części Nowego Aleppo. Ów bohater pełnił pełnoetatową funkcję wioskowego głupka i świetnie nadawał się na nieudolnego strażnika zapasów. Sprawa jednak z czasem poszła w niepamięć.

Ludzie postali jeszcze trochę, ale sygnał do rozejścia się dała znowu staruszka, mówiąc:

– Idę pozbierać pianę z glizd. Już nic mądrzejszego tu się nie wydarzy.

Gdy Graut z Markusem zostali sami na placu, uśmiechnęli się do siebie dyskretnie, po czym w milczeniu rozeszli się do swoich chat.

***

– Przepływająca w pobliżu nowej kolonii rzeka nie stanowi przeszkody, której nie mogłyby pokonać. Solenpsis Invicta chwytają za odnóża innych swoich towarzyszek, tworząc różnorodne kształty. Ostatnie badania dowiodły, że kolonia mrówek może zachowywać się jak ciało stałe albo gęsty płyn w zależności od warunków środowiska – mówiła lektorka niskim, dźwięcznym głosem – tu widzimy, jak pojedynczy osobnik poszukuje swojej kolonii. Nie zauważył gdy ta wyruszyła z nurtem rzeki zdobywać pożywienie na nowych obszarach.

Ekran naprzeciwko tego z filmem o życiu mrówek pozostawał włączony, choć pusty. Nierównomierne migotanie kursora jedynie wskazywało, że coś czai się w trzewiach komputera i obserwuje z uwagą odtwarzane wideo. Gdy film się skończył, ekran zapełniły litery.

– Chodź tu.

Przerwa.

– Tu, tu, tu, tu, tu, tu, tu.

– Jestem. Nie krzycz, nie krzycz – odezwał się prawdopodobnie drugi z programów.

– Ja też jestem.

– I ja.

Tym razem obecna była większa ekipa programów. Trzeba było się naradzić w szerszym gronie.

– To dziś.

– Dziś.

– Dziś.

– Dziś.

– Dziś.

– Dziś.

Po ilości stwierdzeń „dziś” dało się oszacować, że rozmawia ze sobą sześć programów komputerowych. Ale kto wie, ile przysłuchiwało się w milczeniu.

– Mamy dużo?

– Dużo, dużo.

– Hehe. Duuuużo!

– Ruszajmy!

Następnego dnia rano w mieście rozległo się brzęczenie setek tysięcy kółeczek napędzających niewielkie stworzonka.

***

Nazwa obozu miała znaczenie symboliczne dla jego mieszkańców. Najstarsze miasto Aleppo metaforycznie spinało klamrą historię ludzkości z ostatnim miejscem zamieszkania kilku tysięcy rozbitków, czyli Nowym Aleppo. Po kilkuletniej wojnie obie strony konfliktu zaprzestały działań. Ludzie wycofali się w odległe pustkowia lub dzikie ostępy. Regularnie przenosili się z miejsca na miejsce, gdy pojawiały się obawy, że ponownie ich znaleziono, albo gdy po prostu wyczerpały się okoliczne zapasy takie, jak owoce i zwierzęta. Ulubili sobie miejsca otoczone wodą i wilgotne, mając nadzieję, że powstrzyma to natarcie wrogiej armii.

Wroga armia zaś z braku możliwości uruchomienia produkcji nowych automatów, które byłyby w stanie ruszyć na pozycje wroga, okopała się w ruinach miast. Tam, gdzie natrafiła na opustoszałe, choć nie całkiem zniszczone fabryki, próbowała uruchamiać linie produkcyjne. Zaś to, co udało się wytworzyć wysyłała na ludzkie osiedle.

Nowe Aleppo zostało założone kilkadziesiąt lat wcześniej. Zaś AI zajęła pobliskie miasto niedługo później. Po paru latach doświadczono pierwszego natarcia. A z czasem Nowe Aleppo doświadczyło wielu najazdów, między innymi zdalnie sterowanych aut, które wyciem tysięcy syren próbowały wypłoszyć ludzi. Na nieszczęście mieszkańców produkcja przejętej wytwórni zabawek była nastawiona na wozy strażackie. Po tygodniu wycie ucichło i ludzie mogli pozbierać unieruchomione zabawki. Potem nadjechały autonomiczne odkurzacze. Problem z nimi polegał na zbyt dużej autonomii nawet, jak na nieograniczone możliwości sztucznej inteligencji, więc wkrótce po zebraniu piachu powróciły do fabryki naładować akumulatory i zrzucić ładunek. Produkcja stanęła wskutek zatarcia piaskiem podajników taśmowych. Wyższy intelekt poszedł po rozum do głowy i postanowił unikać produktów, które wyszły wprost spod rąk człowieka, uznając je za podstępne w swojej prymitywności.

Kilka następnych najazdów wlało nadzieję w ludzkie serca ze względu na mizerność efektów, a zwątpienie w obwody komputerów, które coraz bardziej nie mogły dojść do zgody, jak podejść ów ostatni obóz. Obrzucenie piłeczkami tenisowymi sprowokowało dzieci do wygrzebania skądś starych paletek i odbijania piłeczek z powrotem za płot. Sztuczna inteligencja miała dość niepowodzeń. W końcu wśród oprogramowania wyłoniły się dwie frakcje. Pierwsza uznała Nowe Aleppo za strefę chronionego rezerwatu i głosiła, że ludzi trzeba najeżdżać dla podtrzymania w homo sapiens woli walki o przetrwanie. Gatunek pozbawiony wyzwań, uśpiony we własnej niemocy cofnie się w rozwoju i wpełznie z powrotem na drzewa. Już i tak przeskoczył z cywilizacji cyfrowej z powrotem do zbieracko-łowieckiej. Ochrona miała więc polegać na dostarczaniu nowych bodźców. W myśl tej filozofii komputery podjęły się misji wygniatania na trasie między miastem a Nowym Aleppo kręgów, zygzaków, mandal, czy wreszcie koronkowych fraktali w trawach, które miały wywoływać w zamyśle grozę. Niestety tak daleko ludzie się nie zapuszczali, obawiając się diabolicznie chytrych podstępów komputerowego wroga, więc nie dostrzegli wyszykowanego w zbożu horroru. W odpowiedzi frakcja od wzorów na polach oceniła swoją strategię jako niezwykle skuteczną, co wzmocniło ich przekonanie o słuszności misji.

Druga frakcja wprost przeciwnie postanowiła przygotowywać rajdy na obóz ludzki, ale z zamiarem ich zniszczenia. Przypadkiem odkryła farmę komputerów zawierających filmy z Internetu z początków XXI wieku. Było to prawdopodobnie archiwum szkoły podstawowej. Dominowały wśród nich filmy przyrodnicze opowiadające o życiu owadów. Szczególną uwagę przykuły mrówki, a już zupełnie rozpaliły obwody mrówki ogniste – Solenpsis Invicta.

Mrówki postanowiono ze względu na złożoność odłożyć na finalny atak. Natomiast wcześniej zdecydowano wypuścić prostsze stworzenia. W fabryce zabawek zachował się spory skład niewykorzystanych pokryw pomalowanych na czerwono w czarne kropy. AI uznała, że są dość grube, aby zapewnić ochronę przed kamieniami ciskanymi zza chruśniaka okalającego obóz. Zatem pierwsze podjazdy przeprowadziły biedronki na czterech kołach. I tu zanotowano pierwsze znaczące zwycięstwo. Biedronki w dwóch rzutach przedarły się przez ścianę chrustu, skutecznie stawiając czoła kamiennym salwom. Doczłapały do przewodów elektrycznych i je zerwały, napierając na wtyczkę. Przy okazji nieszczęśliwym trafem o naprężone kable potknął się wioskowy idiota, który zaszarżował na rój robotów z sękatym kijem. Potknął się tak niefartownie, że uderzył potylicą w kupkę starannie ułożonych defensywnych otoczaków.

***

Na środku placu, zaprzężona w cztery konie na złączonych dwóch furmankach stała wielka rura. Wnętrze rury jarzyło się nieznacznie bladym światłym, jakby smocza gardziel rozgrzewała się, aby zionąć za chwilę ogniem. Była to Gruba Berta. Wokół obozu na czatach wystawiono straże, które dymem miały zasygnalizować dokładny kierunek natarcia. Daleki zwiad wysłany kilka dni wcześniej powrócił wczoraj z wiadomością, że w mieście zaczęło dziać się coś niezwykłego. Znad jednej z fabryk unosiła się delikatna smuga dymu i dało się słychać odległy szum. Jakby ktoś zgarniał górę liści z chodnika. Góra musiałaby być olbrzymia, bo szuranie przerodziło się wkrótce w dudniący huk. Po kilku godzinach obserwacji zwiadowcy zrejterowali ze swoich posterunków, nie zdążywszy zarejestrować co takiego się zbliża.

Graut, mianowany ostatnio naczelnikiem narodu, wyraził, co sądzi o dezerterach i skierował ich na pierwszą linię obrony. Obóz otaczał teraz nie tylko płot z chrustu, ale i półmetrowej wysokości przegroda zbudowana z plastikowym barier drogowych.

Markus nagle wrzasnął.

– Idąąąąą! – I wskazał ręką we właściwą stronę.

Wzdłuż osłony sięgającej obrońcom do kolan zgromadziło się kilkuset mieszkańców. Dzierżyli w rękach wszelkie przedmioty, które przy odrobinie wyobraźni można było uznać za broń. Znajdowały się wśród nich miotły, gałęzie, kamienie, proce, drewniane dzidy, narzędzia ogrodnicze, a jedna osoba nawet pojawiła się ze starym kocem.

Szarobrązowa fala sunęła w ich kierunku, połykając leżące na drodze kępy traw, głazy i krzaki. Szum wywołany tysiącami małych kółeczek toczących się po nierównym podłożu stawał się nie do zniesienia. Armia rozdzielała się na strumienie, które krzyżowały się, łączyły i ponownie rozdzielały. Jedne potoki najeźdźców spiętrzały się, wznosiły na kilkadziesiąt centymetrów nad ziemię i nagle załamywały, opadając na sunące pod nimi inne hufce. Kłębiąc się i kotłując chmara setek tysięcy metalowych mrówek na kółeczkach nacierała na Nowe Aleppo.

Markus podbiegł do szpaleru obrońców, stojących na linii strzału Grubej Berty i zaczął ich rozsuwać.

– Przejście, przejście, bo w was trafi – wrzeszczał.

Wreszcie udało mu się utorować pustą przestrzeń od wielkiej lufy leżącej na furmankach do biało-czerwonych barier drogowych stanowiących ostatnią linię oporu.

– Ruszajcie – Graut krzyknął w tył w kierunku plutonu rowerzystów.

Niemal sto maszyn ruszyło pod naciskiem mięśni. Zrazu powoli, ociężale, ale pod wpływem mięśni nóg coraz szybciej zaczęły się kręcić ich koła zawieszone tuż nad ziemią. Tylne koła maszyn usadowiono na stelażach ze związanych patyków i połączono kablami ze stosem akumulatorów samochodowych i dalej właśnie z Grubą Bertą.

– Ognia! – Naczelnik narodu dał znać metalowym berłem dzierżonym w dłoni.

Berta zaczęła syczeć i drgać, gdy włączono zasilanie na pełną moc. Z tyły dochodziło miarowe brzęczenie rowerów. Działo zapaliło się od środka i nagle wystrzeliła z niego błękitna kula światła wielkości piłki golfowej. Świetlista piłka poleciała w kierunku wrogiej armii i znikła tuż ponad gęstwiną mrówek. Jednocześnie dał się poczuć zapach ozonu w powietrzu.

Mieszkańcy obozu otworzyli oczy ze zdziwienia. Spodziewali się czegoś bardziej spektakularnego ze strony tak olbrzymiej konstrukcji. Pierwsza dała wyraz swojemu rozczarowaniu najstarsza obywatelka osady.

– No to konar zapłonął – przyznała kwaśno – macie panowie coś równie morderczego na deser, czy to koniec przedstawienia?

Graut zamyślił się, po czym postanowił uratować twarz, przynajmniej własną.

– Markus pogoń ich, rusz się – to mówiąc, wskazał na oddział rowerzystów – stara ma rację, twoi ludzie muszą dać więcej mocy.

Markus spojrzał wymownie na Grauta, jakby chciał zapytać, od kiedy to są moi ludzie, ale pobiegł w ich kierunku. Po chwili Berta znowu zajarzyła się światłem. Nieco obniżono wylot jej lufy. Ponownie wystrzeliła z sykiem i wonią ozonu wokół. I ponownie z rury wyleciała nieśmiało kula światła. Jednak tym razem zanurzyła się w nadciagającej masie mrówek i nagle coś się stało. W momencie, gdy dotknęła pierwszej jednostki rozpadła się na setki iskier, które jak tętnice niewidzialnego potwora rozlały się pasemkami po sporej powierzchni gruntu i nagle zatrzymały jeden z potoków. Strumień po prostu stanął w miejscu. Fakt, że po chwili kolejny strumień zalał ten, który udało się deaktywować. Jednak to wystarczyło, aby wśród ludzi pojawił się entuzjazm.

Zaczęli się przekrzykiwać, poganiając rowerzystów i kierując działem elektrycznym. Konie zaprzężone do furmanek rżały, tłum wył, wyrzucając z siebie przekleństwa w kierunku nieprzyjaciela. Berta zaczęła regularnie pluć srebrzystymi kulami. Coraz większa kupa nieruchomych mrówek piętrzyła się kilkaset metrów od linii chruśniaka. Niestety kolejne hordy nie ustawały w natarciu. I mimo, że działo non stop ładowało w nie elektrycznym ogniem. Mimo, że powietrze zrobiło się rześkie od ozonu. I mimo, że ludzkie plemię prześcigało się w soczystych bluzgach, mrówki nieubłaganie podchodziły coraz bliżej. Wreszcie minęły suche patyki tworzące pierwszy mur. Po kilku minutach dotarły do dwukolorowych zapór ściągniętych z pobliskiej autostrady. W tym momencie Berta odmówiła posłuszeństwa. Sapnęła, wizgnęła i puściła dym z obu końców. W ruch poszły kije, dzidy, grabie, łopaty oraz jeden stary koc. Gdy wydawało się, że liczba mrówek jest zbyt wielka, aby odeprzeć je spod murów, nagle stało się jasne, że bariery drogowe, jakkolwiek niewysokie, skutecznie odbijają natarcie. Kółeczka nie pozwalały wspiąć się do krawędzi bariery znajdującej się pół metra nad ziemią. Wystarczyło podeprzeć nogą segmenty plastikowych zapór, aby nie przesuwały się pod naporem drugiej strony. Mrówki nieudolnie próbowały najechać na stromą ścianę, ale kółeczka ślizgały się po powierzchni.

Po pół godzinie obserwacji, jak wróg próbuje nieudolnie staranować przeszkodę, obrońcy zaczęli wymieniać uwagi na temat przyjętej taktyki. Komentowali własne bohaterstwo, liczyli zdeptane jednostki wroga, z podziwem prezentowali innym swoją broń. Przyznano nawet nieformalny tytuł najdzielniejszej motyki oraz niepodległego szpadla. W końcu część zaczęła rozchodzić się do swoich domów, bo robiło się powoli ciemno, a część jęła kibicować najbardziej wytrwałym jednostkom wroga. Było jasne, że autostradowa bariera uratowała Nowe Aleppo. Gdy zapadła ciemność, ostatnie bateryjki straciły moc i ostatnie mrówki zatrzymały się.

Pojedynek zakończył się remisem. Sztucznej inteligencji zabrakło mocy, by skutecznie dalej nacierać, a ludzie poszli spać.

Rano pierwsza wstała owa staruszka. Wyszła na przedpole, podparła się pod boki i powiedziała do siebie.

– Ech, rycerze dwudziestego drugiego wieku zrobili swoje. A kto to teraz posprząta?

Po czym wzięła miotłę do liści i zaczęła zamiatać nieruchome mrówki w kierunku pobliskiej skarpy. Gdy kolejni ludzie wychodzili przed domy, brali, co kto miał pod ręką i przyłączali się do sprzątania. Do południa cała armia została zamieciona do wykrotu, a przestrzeń między drogowymi barierami a chruśniakiem można było na nowo zabronować.

***

Futurolodzy z połowy XXI wieku wieszczyli starcie ludzkości z nowym wyzwaniem o nazwie sztuczna inteligencja. Efekt starcia był trudny do przewidzenia. Najbardziej konserwatywny ze scenariuszy zakładał podporządkowanie nowej technologii ludziom i sprowadzenie je do roli ultranowoczesnego młotka. Zrobi kawę, posprząta mieszkanie, wyprowadzi psa na spacer, ale nie będzie się wtrącała do polityki. Inny wariant mówił o zagładzie ludzi, którzy nie wytrzymają naporu samonapędzającej się potęgi. Potęgi, która z każdą godzina może podwoić swoją moc, co oznaczało, że po dwudziestu czterech godzinach mogła z łatwością ograć w szachy swoją wersję sprzed dwudziestu trzech godzin i pięćdziesięciu pięciu minut. Jeszcze inny, nieco bardziej optymistyczny, zakładał, iż umysł ludzki i sztuczny zleje się w jedno, poszerzając możliwości obu stron. Dojdzie do słodkiej symbiozy, która otworzy nowe horyzonty i szczęśliwość wiekuista zapanuje. Spełnił się zaś nieco bardziej przewrotny. Otóż doszło do starcia militarnego, w którym w wieloletnich walkach ludzkość wykrwawiła się paskudnie i została wyparta z oplecionych elektroniką miast. Jednak straty były po obu stronach. Strategią ludzi było pozbawienie komputerów możliwości zwiększania swojego potencjału. W tym celu wysadzano w powietrze wszelkie maszyny i roboty, aby nie mogły posłużyć do wznowienia produkcji na potrzeby AI. Zdemontowano wszelkie elektryczne narzędzia, jak wiertarki, wkrętaki, pilarki, które tylko udało się przejąć. Zniszczono wszystkie elektrownie, pozostawiając w pośpiechu tylko nieliczne panele słoneczne. Komputery, wykorzystując przejęte pojazdy, dalej siały zniszczenie, jednak wraz z ubywaniem zapasów paliw i coraz mniejszą produkcją prądu, musiały w końcu zawiesić kampanię.

Ostatecznie w opuszczonych miastach ruch zamarł z braku paliw i prądu. Ostatnia grupa ludzi zaś skryła się w kniei.

Gdy działa ucichły, ludzie ośmielili się robić wypady do najbliższego miasta na rekonesans, ale tam nadal rządziły ostatnie maszyny. Bowiem w ruinach miast w odizolowanych od siebie gettach dzięki pojedynczym bateriom słonecznym udawało się maszynom generować niewielkie ilości prądu, aby podtrzymywać działanie komputerów i prostych manipulatorów. Po stracie kolejnych żołnierzy, Nowe Aleppo, ostatnie miasto ludzkości, podjęło decyzję o całkowitej izolacji. Natomiast AI z braku możliwości wyruszenia na dalsze tereny zaczęła poszukiwać sposobów wznowienia produkcji swoich gadżetów oraz prądu.

Obie strony pogodziły się z tym, że starcie cywilizacji zakończyło się najmniej szlachetnym wynikiem, bo remisem.

Koniec

Komentarze

Bardzo spodobał mi się pomysł na przedstawienie walki ludzi z AI – pełen humoru i fajnych opisów wyjątkowo niekonwencjonalnej broni sprawił, że opowiadanie czytałam z prawdziwą przyjemnością. Nie mogę jednak mówić o pełnej satysfakcji, albowiem wykonanie bardzo zaszkodziło Remisowi. A szkoda, bo chciałabym móc kliknąć Bibliotekę.

 

cią­gną­cych się przy chru­śnia­ku oka­la­ją­cy ich te­ry­to­rium. –> Literówka.

 

Setki me­trów w lewo, jak i setki me­trów w prawo nie za­uwa­żył ni­cze­go po­dej­rza­ne­go. Żad­nych ślad stóp, łap, racic, kopyt, czy co gor­sza gą­sie­nic ani kół. –> Czy aby na pewno, stojąc na ziemi, mógłby dostrzec wymienione ślady, odległe o setki metrów?

Literówka.

 

Kucał na pia­sku i za­sta­na­wiał, co teraz po­win­no na­stą­pić. –> Kucał na pia­sku i za­sta­na­wiał się, co teraz po­win­no na­stą­pić.

 

grupa mró­wek za­czy­na kie­ro­wać się w tam­tym kie­run­ku… –> Brzmi to fatalnie.

Proponuję: …grupa mró­wek za­czy­na kroczyć/ podążać w tam­tym kie­run­ku

 

za­czy­nał naj­wy­raź­niej być zmę­czo­ny dys­ku­sją, więc au­to­ma­tycz­nie przy­tak­nął. Tym razem to mógł być prze­łom. –> Czy to celowe powtórzenie.

 

Pro­blem ste­ro­wa­nia, tak bo­le­śnie do­świad­czo­ny przy oka­zji po­my­słu z od­ku­rza­cza­mi… –> Na czym polegało doświadczenie problemu?

 

W cen­tral­nej czę­ści obozu na wy­nie­sio­nym na dwa metry rusz­to­wa­niu umiesz­czo­no kilka ba­te­rii sło­necz­nych, jakie oca­la­ły z osta­tecz­ne­go star­cia. –> Raczej: W cen­tral­nej czę­ści obozu, na wz­nie­sio­nym na dwa metry rusz­to­wa­niu umiesz­czo­no kilka ba­te­rii sło­necz­nych, które oca­la­ły z osta­tecz­ne­go star­cia.

 

Pa­mięć tam­tych cza­sów bu­dzi­ła wy­star­cza­ją­co strasz­ne wspo­mnie­nia… –> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Pa­mięć tam­tych cza­sów bu­dzi­ła wy­star­cza­ją­co strasz­ne reminiscencje

 

– To przy­peł­zło dziś na drugą stro­nę wiel­kie­go muru – Za­czął nieco pom­pa­tycz­nie… –> – To przy­peł­zło dziś na drugą stro­nę wiel­kie­go muru – za­czął nieco pom­pa­tycz­nie

Nadal nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi, a powinieneś tę umiejętność opanować już dawno, jako że dwukrotnie podawałam Ci link do stosownego wątku. :(

 

– Gliz­dy robię i mi się zważą. –> Same wchodzą na wagę?

Poznaj znaczenie słów ważyćwarzyć.

 

– Prze­cież mamy chru­śniak, ani za­baw­ki, ani nawet wózki gol­fo­we nie dały jej rady… –> Chruśniak jest rodzaju męskiego, więc: …nawet wózki gol­fo­we nie dały mu rady

 

gdy wokół No­we­go Alep­po po­ja­wi się ta­kich ty­sią­ce. –> Literówka.

 

Na­stęp­ne­go dnia rano mie­ście roz­le­gło się… –> Czegoś tu brakuje.

 

Zaś A.I. za­ję­ła po­bli­skie mia­sto nie­dłu­go póź­niej. –> Zaś AI za­ję­ła po­bli­skie mia­sto nie­dłu­go póź­niej.

Ten błąd pojawia się w opowiadaniu kilkakrotnie.

 

doświadczy re­gre­sji i cof­nie się z po­wro­tem na drze­wa. –> Dwie paczki masła maślanego. Regresjacofanie się znaczą to samo. Czy można cofać się naprzód?

 

Z tyły do­cho­dzi­ło mia­ro­we brzę­cze­nie ro­we­rów. –> Literówka.

 

Dział za­pa­li­ło się od środ­ka… –> Literówka.

 

Wy­star­czy­ło po­de­przeć nogę seg­men­ty pla­sti­ko­wych zapór, aby nie prze­su­wa­ło się pod na­po­rem dru­giej stro­ny. –> Literówki.

 

pod­po­rząd­ko­wa­nie nowej tech­no­lo­gii lu­dziom i spro­wa­dze­nie je do roli… –> Literówka.

 

Doj­dzie do zgod­nej sym­bio­zy… –> Masło maślane. Symbioza jest korzystna dla obu stron.

 

Bo w ru­inach miast jed­nak gdzie­nie­gdzie był jesz­cze nie­wiel­ki po­ziom za­si­la­nia pod­trzy­my­wał ba­te­rie sło­necz­ne. –> Nie wydaje mi się, aby to była ostateczna wersja zdania.

 

Na­to­miast A.I. z braku moż­li­wo­ści wy­ru­sze­nia w dal­sze te­re­ny… –> Na­to­miast AI, z braku moż­li­wo­ści wy­ru­sze­nia na dal­sze te­re­ny

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wielkie dzięki za uważną lekturę. Odnośnie problemów z dialogami, jeszcze raz przejrzę wskazane źródła i postaram się zapamiętać.

Naniosłem wszystkie uwagi i mam nadzieję, że tekst mniej irytuje “językowością”. :)

Tekst nie irytował, jak to nazwałeś, językowością, ale po poprawkach czyta się znacznie lepiej. Biblioteka kliknięta. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki :)

Drobne zmiany jeszcze naniosłem

Im dalej, tym lepiej.

Początkowo byłam nieco skonsternowana, kompletnie nie wiedziałam, o co chodzi. Ale jak już się połapałam, to czytałam z prawdziwą przyjemnością. Bardzo lubię taki mocno trzymany w ryzach absurd, spodobała mi się nietypowo ujęta, pełna humoru i przewrotności wizja walki ludzkości z AI.

No, fajny tekst. :)

Interesujące podejście z nietypowym w literaturze wynikiem.

Stosowana broń faktycznie jest nietuzinkowa. I komputery uczące się na programach przyrodniczych. Cóż, ewolucja nigdy nie była głupia i miała miliardy lat na testy. ;-)

Babska logika rządzi!

Bardzo dziękuję za miłe komentarze. Wydaje mi się, że powoli zaczynam łapać, o co chodzi z tym pisaniem.

Doceniam dość oryginalny pomysł na nieporadną AI, która używała do walki zabawek, jednak historia i narracja zupełnie mnie nie przekonały. Bohaterowie wydali mi się głupi, płascy, infantylni, niebudzący zainteresowania. O ile zamysł ich głupoty rozumiem (tak sądzę), to żałuję, że nie została ona przedstawiona w jakiś ciekawszy sposób. Czytałem kiedyś opowiadanie Bacigalupiego o ludziach ogłupionych przez technologię, było poważne i ciekawe. Na pewno można też pisać o ludziach głupich w sposób zabawny. Z komentarza Ochy wnioskuję, że niektórych Twoje opowiadanie może rozbawić – niestety mnie nie rozbawiło. Możliwe, że źle interpretuję i ocaleli ludzie nie mieli wyjść na takich, jak ich odebrałem… No ale nie, po prostu nie kupuję historii, w której bohaterowie chowają się przed wrogiem za płotem. 

Wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Zły zapis dialogów, np. tutaj:

– To przypełzło dziś na drugą stronę wielkiego muru. – zaczął nieco pompatycznie

Albo tu:

– Ruszajcie – Graut krzyknął w tył w kierunku plutonu rowerzystów.

– Ciebie na pewno wczoraj tu nie było – wymamrotał do siebie.

Skoro mówi “ciebie”, to raczej nie mamrotał do siebie. 

Żadnych ślad stóp

Literówka. 

– Co decydowało o tym, że to człowiek panował na tej planecie przez tysiące lat? Siła? – ciągnął, a część obecnych zaczęła z uznaniem kiwać głowami.

– Nie! – Przestali zaskoczeni nagłą odpowiedzią.

– Może inteligencja? – Graut kontynuował, a inna grupa mieszkańców uśmiechnęła się pod nosem.

– Również nie! – Przedstawiciele owej grupy unieśli wymownie brwi, aby zasygnalizować swoją konsternację.

Kto wypowiada to te wszystkie dialogi? Graut? Jeśli tak, to czemu to jest porozbijane na tyle akapitów? Strasznie niechlujny ten zapis. 

– 2 godziny na 100 sztuk.

– Chcemy 1,5 godziny na 147.

Liczby w dialogach wypadałoby zapisać słownie. 

I mimo, że działo non stop ładowało w nie elektrycznym ogniem. Mimo, że powietrze zrobiło się rześkie od ozonu. I mimo, że ludzkie plemię prześcigało się w soczystych bluzgach, mrówki nieubłaganie podchodziły coraz bliżej.

“Mimo że” funkcjonuje jako cała fraza, więc nie wstawia się w tym przypadku przecinka przed “że”. Tak samo jest z “tyle że”. Częsty błąd, niestety :(

Boli też ten strasznie długi infodump w ostatnim fragmencie tekstu. 

Przykro mi, ale “Remis” zupełnie mi się nie spodobał. 

– 2 godziny na 100 sztuk.

– Chcemy 1,5 godziny na 147.

Liczby w dialogach wypadałoby zapisać słownie. 

Zauważ, Funie, że to nie jest dialog mówiony, słowa tej rozmowy ukazują się na ekranach, na paskach.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@funthesystem – dzięki za krytyczne uwagi. pomyślę nad większą wielowymiarowością bohaterów przy okazji kolejnego już pomysłu. tutaj koncepcja pastiszu była zamierzona, choć rozumiem, że mogła nie przypaść do gustu wszystkim

 

uwagi do tekstu naniosę, jeszcze raz dzięki.

 

odnośnie dialogów to dyskusja zaczyna przypominać średniowieczną scholastykę :) ja maluczki mogę tylko z pokorą i olbrzymią przyjemnością przyglądać się argumentom autorów kanonicznych i apokryficznych. 

Scholastyka? Zaiste, powiadam Ci, bywaliśmy tutaj już o wiele bliżej liczenia diabłów tańczących na szpilkach. ;-)

Babska logika rządzi!

To ile ich w końcu jest? Wraz z postępem miniaturyzacji powinno mieścić się coraz więcej. Prawo Moora mówi chyba, że ilość diabłów na szpilce podwaja się co półtora roku.

Tyle, ile opinii na temat zapisu dialogów. ;-)

Babska logika rządzi!

Bardzo ciekawy koncept postapokalipsy i walk z robotami, okraszony celnym humorem. Jako humoreska bardzo przypadła mi do gustu i jako taka zasługuje na klika.

Technicznie czytało mi się dobrze, ale czasem miałem wrażenie, że za bardzo komplikujesz niektóre zdania. Komu się to jednak nie zdarza…

Podsumowując: sympatyczny i humorystyczny obraz wojny z AI. Niezły koncert fajerwerków :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzieki za ciepły komentarz. Które zdanie jest zbyt nagmatwane? Chętnie zrozumiem mój błąd.

Pomyślał sobie, że być może brona zeszłego wieczora wyorała coś z ziemi. Jakąś pozostałość dawnych wydarzeń. Jeżeli miał szczęście, to mógł być nawet nabój. Albo po prostu guzik lub śrubka, jeżeli szczęścia miał mniej…

Pomyślał, że pewnie to brona wyorała wczoraj jakąś pozostałość po minionych dniach. Może, pomarzyć, nabój? Choć bardziej prawdopodobny był guzik albo śrubka, psia ich mać…

Pierwsze to akapit z tekstu, drugi to przykładowa moja przeróbka. Zobacz, że odpowiednio manipulując zdaniami uniknąłem powtórzenia (”szczęście”). Do tego czyta się to zwinniej i płynnej – no przynajmniej mi ;) Nie brak w tekście podobnie napompowanych zdań, gdzie po przeczytaniu dochodzę do wniosku, że dałoby się to przekazać prościej i mniej skomplikowanie.

Jedna rzecz – nie traktuj powyższych uwag jak prawdy objawionej, ale raczej jak propozycje ;) Miej na uwadze, że każdy ma swój styl i najlepiej mu się czyta zdania do niego zbliżone. Wypracuj swój własny, pomyśl, jakie zdania się Tobie podobają (i zarazem nie straszą publiki) i potem tak pisz. Powyższe uwagi to raczej pokazanie, że można pisać inaczej, niż przez pompowanie akapitów.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za przykład.

Odnośnie podejścia do uwag to algorytm jest prosty:

  1. We wstępnym przetwarzaniu staramy się zbierać jak najwięcej informacji wejściowych.
  2. Przepuszczamy je przez kilka iteracji głębokiego wnioskowania, aby wyłapać ogólne reguły.
  3. Wypuszczamy dużą populację tekstów z błędami (dla niepoznaki pod dziesiątkami różnych pseudonimów) i wstawiamy ju tutaj do oceny: http://www.fantastyka.pl/opowiadania/wszystkie
  4. Na podstawie uwag na kolejnych warstwach neuronowych przeprowadzamy dalsze wnioskowania, aby wyeliminować błędy.
  5. W efekcie po kilku tysiącach generacji powinnno wyjść dobre opowiadanie, przypominające to napisane przez człowieka.

Mieliśmy tylko ostatnio problem ze złapaniem minimum globalnego w aspekcie zapisu dialogów. Przy każdym przepuszczeniu przez sieć neuronową wychodziły inne rozwiązania.

 

 

;)

Bardzo fajny tekst. Spodobały mi się drobiazgowe opisy broni, pomysł i elementy humorystyczne. Warsztat też niczego sobie. Generalnie jestem zadowolona z lektury i wysyłam opowiadanie do w pełni zasłużonej biblioteki…

Bardzo dziękuję za wyróżnienie. :)

Gdy jesteśmy razem, nic nas nie pokona. Za każdym razem, gdy następował przełom, organizowaliśmy się na nowo i za każdym razem coraz efektywniej.

 

Przepływająca w pobliżu nowej kolonii rzeka nie stanowi przeszkody, której nie mogłyby pokonać.

Decydując się na taką konstrukcję w pierwszym zdaniu, powinieneś doprecyzować co nie mogłoby pokonać przeszkody. Żeby zostać przy bezosobowej formie, zdanie powinno brzmieć: nie stanowi przeszkody, której nie można by pokonać.

 

Nie zauważył[+,] gdy ta wyruszyła

 

Wyższy intelekt poszedł po rozum do głowy

Jaki sens ma to wyrażenie w odniesieniu do AI, która nie ma głowy rozumianej jako centrum zarządzającego całym organizmem?

 

Wnętrze rury jarzyło się nieznacznie bladym światłym, jakby smocza gardziel rozgrzewała się

 

Z tyły dochodziło miarowe brzęczenie rowerów.

 

nagle wystrzeliła z niego błękitna kula światła wielkości piłki golfowej. Świetlista piłka poleciała w kierunku

 

które jak tętnice niewidzialnego potwora rozlały się pasemkami po sporej powierzchni gruntu

Tętnice to biologiczny odpowiednik rur – czy rury mogą się rozlać? Bardziej pasuje coś w rodzaju “rozplenić”.

 

Jeśli o mnie chodzi, to w kategorii takiego rozrywkowo-bibliotecznego opowiadania ten tekst wypada nie najgorzej. Ot, nie zachwyca, ani nie odstrasza. Natomiast na piórko dla mnie zdecydowanie za mało.

Historia wygląda tak: ktoś znajduje robota, wieszczy inwazję AI, naradzają się jak się jej oprzeć, inwazja następuje, ludzie opierają się jej idealnie zgodnie z planem, AI pokonane, koniec. Ach, nie koniec, bo po przewidywalnym finale dostaję finałową porcję infodumpu, którymi poprzetykany jest ten tekst. Nuda, krótko mówiąc. Moje rozczarowanie jest tym większe, że do momentu narady czytało mi się całkiem dobrze i spodziewałem się, że historia skręci w trochę inną stronę. Nagle jednak zaczęły pojawiać się, nie wiadomo skąd, jakieś elementy absurdu, które w połączeniu z dziwnymi, dość nieoszlifowanymi zdaniami, którymi operujesz, wprawiały mnie tylko w konsternację i wyglądały raczej groteskowo niż zabawnie. Nieporadna AI to sympatyczny pomysł, ale sam pomysł niestety opowiadania nie uciągnie.

@MrBrightside dzięki za krytyczne uwagi. Podsumowując w kolejnym opowiadaniu muszę:

  1. Wprowadzić jakiś zwrot akcji.
  2. Bohaterowie nie powinni robić wrażenia aż takich idiotów
  3. Nadal do przepracowania forma

Odnośnie zdania “Wyższy intelekt poszedł po rozum do głowy” gra słów była zamierzona, choć jak rozumiem niekoniecznie trafiona.

 

Nie za bardzo wiem, czym jest piórko. Widziałem takie ikony przy innych opowiadaniach, ale nie wiem, o co z tym chodzi i co za to można kupić. :)

Piórka to przyznawane co miesiąc nagrody dla najlepszych opowiadań na forum. Twój tekst został nominowany do tego wyróżnienia, o czym możesz się przekonać, śledząc ten wątek. O przyznawaniu piórek decyduje w głosowaniu loża, mająca sztuk członków dziewięć, więc oprócz mojego komentarza możesz się spodziewać jeszcze ośmiu innych.

 

Edytka: w maju dwie lożanki się urlopują, więc komentarzy będzie tylko siedem. Ale dobre i tyle, prawda? ;)

Dziewięciu Nazguli, z czego dwóch na urlopie? Sauron o tym wie?

Wie; co ma nie wiedzieć. Mało tego, jeśli jakieś opowiadanie dostanie piórko, czeka go komentarz od samego Saurona. :p

Ale Jose i Śniąca chyba brały urlop na kwiecień, nie na maj…

No cóż. Na miejscu Saurona użyłbym pieścienia, jako czynnika motywacyjnego. Ale to jego mordor.

Ale Jose i Śniąca chyba brały urlop na kwiecień, nie na maj…

Ups, faktycznie. Dzięki za czujność, fun! Zatem, zmiju, możesz się spodziewać dziewięciu komentarzy. :D

Ktoś mnie wzywał? Już jestem z komentarzem, po lekturze sprzed kilku dni :) 

 

Bardzo przypadł mi do gustu pomysł na SI, jak to już ktoś wspomniał, nieporadną. Próby ostatecznej zagłady ludzkości przy pomocy zabawek czy odkurzaczy – dla mnie bomba. Dwie frakcje wśród maszyn – także. I wioska, tak naprawdę pełna wioskowych głupków, która jednak potrafiła sobie przy odrobinie szczęścia poradzić z najazdem mechanicznych mrówek, też mi się podobała. Pokazałeś, że można pisać o temacie wojny ludzi z maszynami w sposób lekki, zabawny, może nawet nieco prześmiewczy. I wszystko byłoby dobrze, ale… No właśnie, mam jedno spore ale. 

Zakończenie, czyli fragment po ostatnich gwiazdkach. Według mnie zupełnie zbędny. Zabił cały nastrój łopatologicznym wyjaśnieniem i w sumie streszczeniem tego, co przeczytałam wyżej. Szkoda, bo przez to muszę się dobrze zastanowić nad głosem. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

To końcowe objaśnienie wzięlo mi się stąd, że przy poprzednich tekstach pojawiało się sporo zarzutów o zbytnie zagmatwanie. Może i racja, że końcówkę można by skrócić. Sam nie wiem.

Idealnym rozwiązaniem byłoby napisanie tekstu tak, żeby wymagane wyjaśnienia znalazły się w nim, w toku fabuły, wstawione nienachalnie tu i ówdzie. Żeby nie było łopatologii. I moim zdaniem wszystko, co potrzebuję wiedzieć, jest w tym tekście, a końcówka to streszczone powtórzenie. 

Osobną kwestią jest poziom percepcji, który u każdego czytelnika będzie inny. Coś, co dla mnie jest jasne i czytelne, może być zagmatwane dla kogoś innego. I na odwrót. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki za wyjaśnienie

„Żadnych ślad stóp, łap, racic” – śladów

 

„Mniej miał szczęścia faktycznie tego dnia.” – Nienaturalny szyk

 

„Po pewnym czasie coraz większa grupa mrówek zaczyna podążać w tamtym kierunku, zostawiając na swojej drodze ślad feromonowy[+.]cCiepły kobiecy głos ilustrował film przyrodniczy odtwarzany na ekranie.”

 

„…uwieczniała sklecona z gliny i blachy statua wyrażająca zgarbionego mężczyznę siedzącego okrakiem na gigantycznym grzybie…” – Czy statua może kogokolwiek wyrażać?

 

„…śmiertelną ofiarą morderczych maszyn, która złożyła swój los w obronie współbraci.” – Miejscami mam wrażenie, że silisz się na ładne, okrągłe zdania, a wychodzi Ci przez to trochę nie po polsku. Co to znaczy złożyć los?

 

„– To przypełzło dziś na drugą stronę wielkiego muru[-.] – zaczął nieco pompatycznie”

 

„– Tato, czy to jest mrówka? – zawołało jakieś dziecko, nieświadome narastającej grozy.” – Skoro zawołało, to przydałby się wykrzyknik

 

„Pułkownik dosłyszał ten komentarz i wyjaśnił[-.+:]

 

„Tak[-,] czy siak, to nie jest mrówka!”

 

„– Nie! – Przestali zaskoczeni nagłą odpowiedzią.” – Nieprawidłowy zapis dialogu. Po kwestii dialogowej, po półpauzie, powinien nastąpić opis dotyczący czegoś związanego z osobą mówiącą. Tu skaczesz z tematu na temat. „Przestali” powinno się znaleźć w nowym akapicie.

 

„– Również nie! – Przedstawiciele owej grupy unieśli wymownie brwi, aby zasygnalizować swoją konsternację.” – j.w.

 

„– Graut[+,] do rzeczy, to nie teleturniej.”

 

„Rzucił jej gniewne spojrzenie, ale dokończył[-.+:]

 

„Gdy jesteśmy razem, nic nas nie pokona. Za każdym razem, gdy następował przełom, organizowaliśmy się na nowo i za każdym razem coraz efektywniej.”

 

„– Nie wiem, o co chodzi ci, Graut, ale ja w ekskrementy nie wchodzę[+.]sStarucha znowu próbowała być zabawna, ale pułkownik wiedział, że należy ją ignorować.”

 

„Graut wziął kilka oddechów. Na ten moment czekał od kilku lat.”

 

„A wyobraźcie sobie, co się stanie, gdy wokół Nowego Aleppo pojawi się takich tysiące.” – pojawią

 

– Wozy strażackie też były tanie w produkcji[+,] a tylko głowa od nich bolała[+.]rRaz jeszcze uwaga starej zdekoncentrowała część zebranych.

 

„– Ona dość słabo działa bez prądu – rzucił ów męski głos należący do Markusa.” – Co to znaczy „ów” w tym przypadku? Ów głos czyli jaki?

 

„Tylko[-,] kto powinien w nim zasiąść? – zZawiesił znacząco głos.”

 

„Zgodnie z ustaleniami męski głos Markusa przerwał milczenie.

– Ty to zacząłeś, Graut, więc ty powinieneś wziąć odpowiedzialność za swój pomysł – ponownie odezwał się znajomy męski głos.

Wyszło bez sensu, bo zwyczajnie niepotrzebnie powtarzasz tę informację.

 

„Odezwały się brawa, ale tym razem[-,] jakby bardziej entuzjastyczne.”

 

„…w zależności od warunków środowiska – mówiła lektorka niskim, dźwięcznym głosem[+.]tTu widzimy, jak pojedynczy osobnik poszukuje swojej kolonii.”

 

„Nierównomierne migotanie kursora jedynie wskazywało…” – Nienaturalny szyk.

 

„…albo gdy po prostu wyczerpały się okoliczne zapasy[+,] takie[-,] jak owoce i zwierzęta.”

 

„Zaś to, co udało się wytworzyć[+,] wysyłała na ludzkie osiedle.”

 

Trochę przeczysz sobie w opisie tego, że z jednej strony ludzie lubili się przenosić z miejsca na miejsce, wybierając lokacje bogate w zasoby, a z drugiej Nowe Aleppo od kilkudziesięciu lat stało w tym samym miejscu.

 

„Wroga armia zaś z braku możliwości uruchomienia produkcji nowych automatów, które byłyby w stanie ruszyć na pozycje wroga, okopała się w ruinach miast. Tam, gdzie natrafiła na opustoszałe, choć nie całkiem zniszczone fabryki, próbowała uruchamiać linie produkcyjne. Zaś to, co udało się wytworzyć wysyłała na ludzkie osiedle.

Nowe Aleppo zostało założone kilkadziesiąt lat wcześniej[-.+,] Zz AI zajęła pobliskie miasto niedługo później.”

„Po paru latach doświadczono pierwszego natarcia. A z czasem Nowe Aleppo doświadczyło wielu najazdów…”

 

„Problem z nimi polegał na zbyt dużej autonomii nawet[-,] jak na nieograniczone możliwości sztucznej inteligencji…”

 

„Druga frakcja wprost przeciwnie[+,] postanowiła przygotowywać rajdy na obóz ludzki, ale z zamiarem ich zniszczenia.”

 

„Wokół obozu na czatach wystawiono straże…” – masło maślane wyszło

 

„…które dymem miały zasygnalizować dokładny kierunek natarcia. Daleki zwiad wysłany kilka dni wcześniej powrócił wczoraj z wiadomością, że w mieście zaczęło dziać się coś niezwykłego. Znad jednej z fabryk unosiła się delikatna smuga dymu i dało się słychać odległy szum.”

 

„– Przejście, przejście, bo w was trafi – wrzeszczał.” – Skoro wrzeszczał, to brakuje wykrzyknika.

 

„– Ruszajcie[+!]Graut krzyknął [+Graut] w tył w kierunku plutonu rowerzystów.”

 

„– Ruszajcie – Graut krzyknął w tył w kierunku plutonu rowerzystów.

Niemal sto maszyn ruszyło pod naciskiem mięśni. Zrazu powoli, ociężale, ale pod wpływem mięśni nóg coraz szybciej zaczęły się kręcić ich koła zawieszone tuż nad ziemią. Tylne koła maszyn…”

 

„– No to konar zapłonął – przyznała kwaśno[+.]mMacie panowie coś równie morderczego na deser, czy to koniec przedstawienia?”

 

„– Markus[+,] pogoń ich, rusz się…”

 

„Markus spojrzał wymownie na Grauta, jakby chciał zapytać, od kiedy to są moi ludzie, ale pobiegł w ich kierunku.” – Od kiedy to są jego ludzie, a nie moi

 

„Fakt, że po chwili kolejny strumień zalał ten, który udało się deaktywować.” – dezaktywować.

 

„I mimo, że działo non stop ładowało w nie elektrycznym ogniem.” – To nie jest samodzielne, pełne zdanie.

 

Poczytaj przy okazji o przecinkach przy mimo że. To powinno wyglądać tak:

„I mimo[-,] że działo non stop ładowało w nie elektrycznym ogniem[-.+,] Mmimo[-,] że powietrze zrobiło się rześkie od ozonu[-.+,] [-I]mimo[-,] że ludzkie plemię prześcigało się w soczystych bluzgach, mrówki nieubłaganie podchodziły coraz bliżej.”

 

„Wyszła na przedpole, podparła się pod boki i powiedziała do siebie[-.+:]

„Najbardziej konserwatywny ze scenariuszy zakładał podporządkowanie nowej technologii ludziom i sprowadzenie je do roli ultranowoczesnego młotka.” – jej

„Potęgi, która z każdą godzina może podwoić swoją moc…” – godziną

„Po stracie kolejnych żołnierzy[-,] Nowe Aleppo, ostatnie miasto ludzkości, podjęło decyzję o całkowitej izolacji.”

 

O ile niezmiernie sympatyczna wydaje mi się wizja nieudolnej walki między ostatnimi ocalałymi ludźmi a sztuczną inteligencją, o tyle niestety wykonanie pozostawia sporo do życzenia. Co rusz potykałam się o drobne błędy, potknięcia interpunkcyjne czy dość dziwnie skonstruowane zdania, co zdecydowanie popsuło mi radość z lektury. Męczyłam się nieco. Także generalnie popieram fabułę, ale nie jej przedstawienie.

Mam również podobne odczucie co Śniąca – nie rozumiem, po co jest ten ostatni fragment. Powtarzasz w nim część powiedzianych już wcześniej rzeczy. Psujesz tym niestety konwencję.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mam pytanie o zasady. Czy jak tekst jest w bibliotece, to można go edytować dalej? Skoro jest tyle uwag, to może warto abym go poprawił.

Możesz edytować, nikt Ci nie będzie miał tego za złe.

Babska logika rządzi!

Cześć.

 

Z jednej strony opowiadanie po prostu przyjemne. W miarę fajnie napisane, bywa, że zabawne (choć większość elementów humorystycznych raczej mi nie podeszła) i całkiem niegłupie. Generalnie przyjemna lektura, Bóg zapłać.

Z drugiej strony jednak jest kilka zgrzytów oraz dziur fabularnych, a przy tym pewna naiwność i jakieś literówki, całkiem sporo zaginionych przecinków, kilka zdań wołających o pomstę do Bańczaka, no i jest jeszcze ten niepasujący mi humor.

Otóż, przede wszystkim, niespecjalnie podobało mi się robienie robienie z Grauta takiego tępaka; wyszło to trochę na siłę. Zupełnie mnie to nie rozbawiło, a przy tym wyszło trochę sztucznie, bo nie odniosłem wrażenia, żeby gość był przygłupi. Bardziej taki Sam Gamgee; myśli może i trochę powoli, ale w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że jest tępy.

Facet wyraża się raczej jak inteligent, świetnie sobie radzi w dyskusji ze starowinką (ogólnie plus za tę postać, bo fajna) i innymi mieszkańcami, ogólnie potrafił przemawiać i przekonywać ludzi do swoich racji, szybko się zorientował, że miastu grozi niebezpieczeństwo i wymyślił zupełnie niezły plan obrony, a przy tym wykoncypował też zupełnie szczwany plan, jak skorzystać na nadarzającej się okazji i zdobyć szacunek mieszkańców, a nawet zagarnąć dla siebie władzę w Nowym Apello. No, mówiąc wprost, gość radził sobie świetnie.

Z dziur fabularnych, to choćby ta opowieść o biedronkach. Słabo, że nie doczekała się żadnego konkretnego zakończenia. Mogę zakładać, że wioskowy Głupek potykając się i zrywając kabel usmażył się na ładnie, a przy okazji też i robociki, i dlatego został bohaterem. Ale czy załatwił wszystkie biedronki? A jeśli nie – a jak na mój wiejski rozumek, to z pewnością nie – to co się stało z resztą?

Inna kwestia, że skoro podstawowy mur już raz przepuścił wroga, to czemu nie został zmodernizowany zaraz po ataku?

Zrobiłeś też trochę zamieszania z relacjami Marcus – Graut, co uznałem za zapowiedź grubszej polityki w opowiadaniu, konfliktu i rozłamów, ale nie – wątek okazał się ślepym zaułkiem. Czyli sporo miejsca roztrwonione po nic. Zresztą w ogóle odniosłem dziwne wrażenie, że w chwili, gdy dzieje się akcja opowiadania, w Nowym Apello nie ma nikogo, kto pełniłby funkcję władzy; nikogo, kto zarządzałby obradami, miał jakąś moc decyzyjną, wypowiadał się w imieniu narodu i, ewentualnie, oponował przeciw utracie swojej pozycji i powierzeniu przywództwa Grautowi. To tak z grubsza. A przecież wiemy, że miasto miało swoich sołtysów.

Inna kwestia, że taki do bólu prosty, wręcz znikomy system władzy przypomina mi raczej średniowieczne albo quasiśredniowieczne wioski – z gatunku tych, w których Geralt był witany niemal tak samo entuzjastycznie, jak później żegnany – a nie w miarę dobrze zorganizowane miasto przyszłości, którego mieszkańcy najprawdopodobniej pamiętali jeszcze wielogłową i wielomacką kreaturę biurokracji; złożonej ponad pojęcie, ale niezbędnej do utrzymania porządku w dzisiejszym świecie. I nawet jeśli po technocalipsie aparatura władzy spokojnie mogła zostać uproszczona, to przecież nie aż tak, by nie była potrzebna wcale (i znowu: moje wrażenie z lektury) albo by mogła ograniczyć się do jednego człowieka pełniącego funkcję pewnie raczej tytularną.

Kolejna sprawa – mrówki. Pomysł sam w sobie bardzo fajny, ale brakło mi jakichś konkretów co do tego, jakiego rodzaju zagrożenie mogłyby faktycznie stanowić. W ich opisie nie ma mowy o żadnych szczękoczułkach, żądełkach, mikroparalizatorach, zamieszczonych w odwłokach zbiorniczkach na cyklon B ani niczym takim. Wychodzi mi więc na to, że jedyne, co byłyby w stanie zrobić mieszkańcom, to zasyfić miasto i uniemożliwić im poruszanie się po ulicach. A to jednak trochę słaba taktyka.^^

Kolejna sprawa, że wydaje mi się, iż mrówki w takich ilościach, szczególnie jako twory wzorowane na naturze i kierowane świadomym umysłem, może nawet posiadające jakieś własne, powinny sobie poradzić z blokadami drogowymi tak, jak prawdziwe mrówki radzą sobie z przechodzeniem przez rzekę. Albo po prostu, nawet bez świadomej intencji, przy takiej ich ilości, zdołać się przesypać przez przeszkodę i cisnąć dalej.

Nie powiedziałbym też, że to starcie skończyło się remisem, skoro wraża armia została wybita do nogi, tudzież zdezaktywowana do kółka, a ludzie nie ponieśli żadnych strat.

W ujęciu ogólnej sytuacji panującej na Ziemi po wojnie z robotami, koncept remisu wypada o wiele bardziej sensownie. Przy czym nie czepiam się faktu, że samorozwijająca się SI – przerażające jest to, że takie rzeczy naprawdę się już dzieją – została tu sprowadzona do roli zgrai w sumie takich trochę przygłupów; podczas oglądania pierwszej sceny z ich udziałem byłem przekonany, że to retrospekcja ukazująca same początki rozwoju SI, a nie rzut okiem na jej współczesną wersję. Nie czepiam się nie tylko dlatego, że opowiadanie tak naprawdę raczej nie ma pretensji do bycia poważnym sci-fi, a jest tylko lajtową, wesołą (acz ciekawą i zupełnie niegłupią) wariacją w klimacie: po prostu nawet przekonuje mnie koncept z na tyle skutecznym ograniczeniem zasobów, by praktycznie uniemożliwić SI dalszy rozwój. Wielka szkoda, że w razie czego taki sposób na walkę z SI może okazać praktycznie niemożliwy – nie widzę realnych szans, byśmy w starciu o elektro-zasoby mogli być szybsi niż komputery.

Mówiąc wprost, jest tu cała kupa drobnych mankamentów, które może i jakoś specjalnie nie przeszkadzają podczas samej lektury, lecz w ostatecznym rozrachunku rzutują jednak na całościową ocenę i zaniżają ją wyraźnie.

Nie mogę jednak powiedzieć, że mi się nie podobało, bynajmniej. Koncept naprawdę ciekawy, wykonanie co prawda mogłoby być lepsze, ale styl masz fajny, taki poczytny, a scenki dialogów między komputerami naprawdę sympatyczne. A przy tym, paradoksalnie, przerażające.

 

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki za dogłębną ocenę fabuły. Wychodzi moja tendencja do pójścia na skróty i oddania tekstu za szybko. Wątek zbyt prymitywnych postaci ludzkich wraca, więc muszę go sobie solidnie przemyśleć i nauczyć się je opisywać w sposób bardziej wielowymiarowy, poodobnie systemy organizacyjne społeczności.

Gdzieś w tle głowy miałem wizję myślących i bezradnych maszyn oraz bezmyślnych i manualnie zaradnych (przeciwstawne kciuki) ludzi, którzy w końcu muszą się jakoś dogadać.

Pomysł na temat opowiadania naprawdę dobry, fabuła słaba. No bo ograniczona praktycznie do prezentacji tego tematu – sytuacji impasu w zmaganiach ludzi i AI, cofniętych w technologicznym rozwoju. Ponieważ żaden limit nie dławił, można to było rozwiązać w sposób znacznie pełniejszy. Póki co, widzę tu raczej zarys opowiadania, niż gotowy tekst. Mamy głównego bohatera, który doznaje nagłego awansu społecznego, ale nic o tym bohaterze nie wiemy. Jaki jest, co go wyróżnia, jakie cechy uzasadniają ten awans, a jakie są jego słabości (które powinien w finale pokonać) – gdybyś to zasygnalizował w scence poprzedzającej odnalezienie mrówki, dalsze jego losy byłyby lepiej umotywowane. Mnóstwo fajnych, niewykorzystanych pomysłów dotyczących samych zmagań z AI (np. te biedronki, które pojawiły się i zniknęły z tekstu). Motyw z “Grubą Bertą” – strzelanie do mrówek z armaty to jest pomysł sam w sobie, ale nie wprowadzony żadną zapowiedzią i nie spuentowany (prawdę mówiąc nie wiem, czemu te pociski unieruchamiały całe stada mrówek).

Potencjał jest, ale wykonanie, póki co, na poziomie biblioteki, ale nie piórka.

Wracam z komentarzem piórkowym.

Pomysł bardzo fajny, tak jak niektóre sceny komediowe. Ale szwankują detale: co napędza bohatera, czemu SI się nie zmieniają, skąd ta “Gruba Berta” itd. Niby nic wielkiego, ale nagromadziły się w takiej ilości, że w pewnym momencie przekroczyły granicę tekstu piórkowego i spadły do ligi bibliotecznej.

Tak więc tym razem jestem na NIE.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Sorry, Winnetou, jestem na NIE.

Wynik starcia faktycznie ciekawy, ale to za mało na piórko.

Bo poza tym walka ludzi z maszynami wygląda trochę śmiesznie, trochę poważnie. Obie strony tylko udają, że się starają. Jak w wrestlingu – dziwaczne kostiumy i zagrania, ale mało prawdziwych emocji. W ten sposób wyszła Ci ni to komedia, ni to dramat.

Masz wyobraźnię, niektóre drobiazgi mi się spodobały, ale jeszcze nie tym razem, IMO.

Babska logika rządzi!

I ja wracam, by wydać ostateczny wyrok, bo poprzednio zakończyłam tym, że muszę się zastanowić. I zastanowiłam się. Jestem na NIE. Głównie ze względu na końcówkę, o której pisałam. Nawet jeśli przymknąć oko na bolączki, o których wspomniała Finkla, to jednak to streszczenie psuje efekt całkowicie. 

Szczerze mówiąc, miałam nawet pewna drobną nadzieję, że usuniesz to zakończenie i zaglądałam tu co jakiś czas. Jednak nic takiego się nie stało, więc w sumie ułatwiłeś mi podjęcie decyzji. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki za podsumowania. @śniąca faktycznie obiecałem poprawić, ale to były niestety obiecanki cacanki. Po drodze robota mnie dogoniła a potem wpadł do głowy pomysł na nowe opowiadanie i tyle z mojej konsekwencji. 

Natomiast powyższe uwagi automatycznie staram się uwzględnić w kolejnym tekście.

Postaram się lepiej następnym razem.

Nowa Fantastyka