- Opowiadanie: Ober - Всіма богами, королями і слугами

Всіма богами, королями і слугами

To moje pierwsze opowiadanie-szort na łamach Fantastyki, proszę więc o wyrozumiałość : ) Przyznam, że wena przyszła z zaskoczenia, jak tylko sie obudziłem i jest bardzo na czasie (przypominam, że kończy się termin składania PITów za 2017! :D)

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

JeRzy, Finkla, katia72

Oceny

Всіма богами, королями і слугами

Stał wśród szarego tłumu, ludzi-pionków, którzy żyją od pierwszego do pierwszego. Pomyślał – co ja robię pośród tej hołoty? Nie po to robiłem MBA, studiowałem zarządzanie w Szanghaju i bankowość na Harwardzie. Anna, jego sekretarka, oczywiście wymyśliła sobie, że urodzi dwa tygodnie wcześniej, pozostali podwładni wzięli na życzenie urlopy przed majówką, a w natłoku spraw zapomniał, że musi złożyć PITa. Teraz trzeba babrać się w tym śmiesznym systemie chorej, polskiej biurokracji. Już dawno miał stąd wyjechać, wciągać koks i robić interesy z poważnymi biznesmenami w Azji, ogrywać szejków w squasha i jeść sushi podawane na ciałach nagich modelek.

– Niech podejdą! – zagrzmiał śpiew okienkowej syreny, diwy urzędu skarbowego. Na oko sześćdziesiąt lat, odmładzane trwałą szopą na głowie, domalowanymi brwiami i krzywym tipsem. Co to w ogóle za forma – pomyślał. No tak peerelowskie przyzwyczajenie do bezosobowego nazywania obywateli.

– Czego sobie życzą? – skąd ona się wzięła, jeszcze z tym śmiesznym akcentem? Z Ukrainy? Hehehe – zakpił w duchu.

– Tu mam Informację o przychodach z „innych źródeł oraz niektórych dochodach z kapitałów pieniężnych” – PIT-8C, bo wie pani, zarabia się tu i ówdzie. Tu mam prywatny PIT-37 z przekazem na fundację Wspomagania Innowacyjnych Startupów. Tylko tutaj, w CIT-6R pani wypisze ile mam wyliczyć z otrzymanych dywidend. Poza tym, powinienem wypełnić zeznanie o wysokości osiągniętego dochodu z zagranicznej spółki, ale nie mam czasu, bo lecę zaraz na samolot i wie pani, czas to pieniądz, a mój czas to o wiele większy pieniądz niż pani.

Kobieta lekko zaniemówiła, ale zaraz odparła z grymasem – informacja w pokoju 3B, pomoc urzędnicza działa do czternastej trzydzieści w pokoju 17, na pierwszym piętrze, niestety Halina wyjszła jakiś kwadrans temu.

– No chyba sobie żartujesz babo, mój kwadrans to tysiące złotych! Za to co miesięcznie zarabiam mógłbym kupić waszą budę.

Tłum kolejkowy, co prawda stał kawałek dalej i nie wszystko słyszał, ale już zaczynał przebierać nerwowo nogami i coraz głośniej komentował zachowanie buca.

– O, paniska chcą mie tu poniżać? – zapytała kąśliwie, ale zaraz po tym usłyszała od petenta wiązkę porównań, odniesień do polityki, religii, zacofania kraju – wszystko ozdobione siarczystymi przezwiskami.

Tego było za wiele. Spojrzała na niego krzywo, jej pulchne, stare poliki zadygotały, podrapała się pod swoją komiczną trwałą, po czym sięgnęła po czystą kartkę. Kolejkowy wojownik był za bardzo zaaferowany opisem lenistwa za poprzedniej władzy i niską wartością pracy za „tysiąc pincet”, aby zwrócić uwagę na działania swojej ofiary. Urzędniczka tymczasem coś na szybko zapisała ołówkiem, po czym starła gumką i czarne wióry zdmuchnęła w jego stronę. Nagle wyrwany z monologu chciał coś powiedzieć, ale poczuł, że jakiś pył wpadł mu do oka i nieprzyjemnie szczypie. Zaczął przecierać oczy i tylko przez łzy zauważył, że baba przybija na zabazgranej kartce, dużą pieczęć z fikuśnymi zdobieniami. Zadzwoniły jej kiczowate łańcuszki na przegubie, wyciągnęła grubą łapę do niego i wręczyła papier – Niech czyta!

Co to za kulfony? Zaczął po cichu i po chwili powtórzył na głos – „w nawiązaniu do pisma US z dnia 18.06.2013, punkt 12, paragraf 3, dyrektor jednostki… wsima bogamy, koroliamy i slugamy, wsima zmijamy, sziszimoramy i skarbnykamy proszu – pryjdy, pryjmy, wysluchaj i proswity mene” – haha, zachciało się babie jakąś łacińską poezję pisać!

Z wyjątkową uprzejmością odpowiedziała – niech czytają do końca, pośmiejemy się razem.

Czemu nie, przecież może być już tylko śmieszniej – pomyślał i jął z udawaną powagą czytać dalej – „Kościju Bezsmertnyj, synu Moru i gospodariu prywydiw, widkryj moji oczy, otoczy opikoju, pryjmy w obmin son”.

Kończąc to, zapłakał kroplą krwi z przetartego oka, a ta spadła prosto na kartkę. Jednocześnie poczuł oddech na swoim ramieniu. Myśląc, że to ktoś z kolejkowej hołoty, zrobił ostentacyjny gest strzepywania brudu z ramienia, po czym odwrócił się z zamiarem wrzucenia ciekawskiemu. Zastygł w tej samej chwili. Patrzyła na niego jego własna twarz, taka sama, a jednak starsza i cała szara, pozbawiona wyrazu i z pustymi oczami. Odskoczył, a twarz razem z nim sus do przodu. Krzyknął, ale w połowie szara ręka zasłoniła jego usta.

– Ciii – tu jest urząd… tu musimy być cicho. Cichooo – odpowiedział jego głos odegrany jakby ze starego gramofonu i wychodzący z nieruchomych, na wpół otwartych usta szarego sobowtóra. Z przerażeniem otworzył na oścież oczy, spojrzał w dół. Z jego cienia wyrastała para szarych stóp, długie nogi, na których osadzony był worek na ciało i ta potworna głowa, kalka jego najbrzydszej wersji.

– Proszę bardzo. Szanowny panie, tu jest potwierdzenie przyjęcia dokumentów, PIT-37, PIT-8C. CIT-6R uzupełniłam za pana jak najlepiej umiałam, a do pomocy z PITem CFC zapraszam jutro od ósmej trzydzieści. A teraz niech odejdą, bo kolejka się robi.

– Coś ty zrobiła? – bez nonszalancji i wywyższania się, bez lekceważenia w głosie wyszeptał. Szare, kościste łapy pojawiły się w jego kieszeniach, chłodny oddech zipał na kark.

– Ja? To przez was zrobione. Poprosiliście Kościeja aby widzieć, no to widzicie. Twoje maniery, kultura i pokora od zawsze wyrastały na zewnątrz. Swoim targiem właśnie je powlekłeś ciałem. A teraz niech odejdą.

Rżana baba spojrzała za niego, zmierzyła wzrokiem zanudzoną i poddenerwowaną kolejkę i zaśpiewała swoją zwrotkę – następny!

 

– Przemysław "Ober" Oberbek

 

Tłumaczenie z ukraińskiego: W imieniu bóstw, królów i sług, w imieniu żmij, sziszimor i skarbników – przybądź, przyjmij, posłuchaj i rozjaśnij mnie. Bezśmiertny Kościeju, synu Mora i panie upirów, otworzy me oczy, otocz opieką, przyjmij w zamian sny.

 

Za tłumaczenie dziękuję Żenia Starodiedov. Tytuł jest parafrazą zwrotki zaklęcia z piosenki KATa “Ojcze Samotni”.

Koniec

Komentarze

Oj, aż mnie głowa rozbolała od tych wszystkich dokumentów. Jakiś humor do mnie dotarł, ale mam wrażenie, że części nie wyłapałem.

Ogólnie dobrze się czytało, bo ładnie napisane. Sobowtór nie przestraszył – szkoda, a opisana scenka wciągnęła umiarkowanie. Układ irytujący bohater, a potem kara –  wyszło okej.

Dzięki za komentarze i uwagi!

 

Od dokumentów i biurokracji zawsze boli głowa ;p

 

Co do sobowtóra, to rzeczywiście mógł być straszniejszy wizualnie, ale to nie jest upiór, to nie jest zresztą do końca sobowtór. Jego potworność polega na tym, że jest bardzo brudną częścią bohatera, oblepiającą, za którą dodatkowo zapłacił wysoką cenę.

Przemysławiony na wieki

Techniczna uwaga – chyba w niektórych miejscach jest problem z zapisem dialogów. Ale ja specjalistą  w tej materii nie jestem.

Tego akurat jestem pewny. Tekst pisałem szybko, miałem strumień świadomości i nie ma szans, by nie było w nim błędów technicznych. Douczę się i poprawię.

Przemysławiony na wieki

Interesujący pomysł. Cóż, dobrze tak bucowi.

Mam wrażenie, że rozwinięcie historii mogłoby być ciekawe. Jak oni we dwójkę samolotem polecą? I co zrobi bohater, kiedy się dowie, czym zapłacił?

Tak, na dialogi warto jeszcze rzucić okiem.

Ale że klik od RedNacza? Fiu, fiu… Musiała Redaktorowi biurokracja dopiec. ;-)

Babska logika rządzi!

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Kliczek za pomysł. I kiedy myślę o pitach to mnie brzuch zaczyna boleć :)

– Szanowni państwo, witamy na pokładzie Polskich Linii Lotniczych Lot. Niebawem rozpoczniemy kołowanie. Dziś realizujemy lot z Warszawy do Rzymu. Ja nazywam się Natalia Finkla i będę dziś państwa pilotem…” – słuchał jak powitanie pani kapitan zamieniało się w standardowe informacje pogodowe. Zbliżał się już na swoje miejsce i chciał odłożyć do schowka plecak, jednak wszystko było pozapychane walizkami, torbami i pakunkami. Oczywiście, klasyczne polaczki. – pomyślał – na trzy godziny lotu nie mogą spakować swoich drogocennych kapci i tandetnych łachów do bagażu nadawanego. Trochę się w nim zagrzało, ale przemilczał. Potrzyma plecak pod nogami, to zresztą jest najmniejszy problem. Bardzo możliwe, że już jutro czegoś się dowie o tym ruskim przekleństwie, może nawet zostanie wyleczony i w końcu położy się na bardzo długą drzemkę. Taką na przykład wieczną.

Zrobił ruch do swojego miejsca i dosłownie przed nim starsza kobieta upuściła kubek od termosu z herbatą. Sporo bordowego płynu poleciała mu na nogawkę. – No klasyka, w samolocie są darmowe napoje, a jędza musi mieć własne zaopatrzenie, bo pewnie nikomu nie ufa – pomyślał zirytowany – niech jeszcze zaraz wyjmie kanapki i gotowane jaja.

Nachylił się, przetarł spodnie i miał ją już skarcić, ale ktoś go z tyłu przepchnął uderzając przy tym walizką. Na jego i sąsiednim miejscu rozgościła się komiczna, głośno rozgadana parka – spocony gość z pomarańczowym irokezem i wytatuowaną lalą przypominająca ludka Michelin na meksykańskim festynie. Tego już za wiele! Otworzył szeroko usta, aby zacząć przekrzykiwanie instrukcji bezpieczeństwa intonowane przez stewardów. Miał w głowie gotowy zestaw najcięższych inwektyw, rozwarł wargi, wypuścił głośne, nieme K i zastygł. Przeciągły, trzaskający szept wsączył się do jego ucha. Poczuł jak ciepłe powietrze wypełnia jego nogawki, pod koszulą robi się przesadnie wilgotno, a koścista, niewidoczna dla innych dłoń ląduje na twarzy.

– Nieee, nie krzyczyyymy na współpaaasażeeerów. Podziękuuujmy im zaa obecnoość, łaadnie przeeeprośmy. Przeprosiiimy, prawda? Zaapewne chcą byyyć raaazem, zabaawiać nas roozmową przessss całą drogę.

Szara dłoń syjamskiego upiora zatkała jego buzię środkowy palec wsunął się jak haczyk do ust i ciągnąc w dół zmusił ciało do pokornego ukłonienia się. Wiedział, że nie może się przeciwstawić. Patrząc w ziemię przywitał się, przeprosił i a następnie z trzęsącym głosem zapytał, czy może usiąść. Parka lekko skonfundowana parsknęła śmiechem i wskazała miejsce pod oknem.

– Koleś, wyobrażasz sobie, że dostaliśmy dwa miejsca oddalone od siebie? Niby tak to jest, jak kupujesz bilety na ostatnią chwilę, ale było warto, bo to taki last minyt. – irokez mrugnął znacząco okiem, po czym wziął wdech, spoważniał i wrócił do introdukcji – wiesz koleś, Dżesi nie lubi przy oknie, bo jej słońce przeszkadza. Poza tym, często musi wstawać do toalety, zawsze przed lotem łoimy browarki na rozluźnienie. Usiądź na jej miejscu, ok? Ja w środku, bo chyba tu nikt nie siedzi, a przecież nie będziesz bezpośrednio przy mojej panience? Nie wypada koleś.

Szara łapa wystająca z jego rękawa pokiwała za niego głową po czym wysunęła się z ust pozostawiając na brodzie oraz szyi polepioną ślinę. Ostrożnie się przecisnął, aby nie przeszkadzać współpasażerom. Odłożył na podłogę plecak i usiadł. Jego ubranie powolnie falowało jakby miało własne płuca. Nienawidził tego uczucia, jakby siadał na ogromny, niedopompowany materac. Szorstko pod tyłkiem, ubranie tak jakby wypchane gotowanymi kiełbasami i ta druga głowa wystająca z kołnierzyka jak balonik.

– Moooże przymknieeemy oczęttta mój słooodki ksiąszeeę? Moooże się troochę przeeśpiimyyy? Naaasi przyjaaaciele narzekaaają, że ostatniooo ich nie odwieedzdzdzasz.

 

 

---

Droga Finkla, tak mniej więcej to sobie wyobrażam, mam nadzieję, że odpowiedź satysfakcjonuje i nie jesteś urażona awansem na stanowisko kapitana lotu.

 

Co do RedNacza, to nie ma w tym wielkiej magii, no może tylko mała, taka papierowa. Poznaliśmy się lata temu, zapytałem go o opinię na temat szorta i namówił mnie do publikacji tutaj.

---

Anet, dzięki :)

---

Katia72, bardzo miło. Ci do pitów, to jakoś mi wczoraj szybko poszło. Przed deadlinem najlepiej ;p

Przemysławiony na wieki

Odpowiedź w pełni satysfakcjonująca, ale jesteś naprawdę okrutny dla swoich pasażerów, jeśli to ja mam pilotować ten samolot. Mam nadzieję, że chociaż porządne polisy im wykupiłeś i przynajmniej spadkobiercom zrobisz dobrze. ;-)

Babska logika rządzi!

No pomysł jest. Parę żartów zacnych. Za to przydałoby się wygładzić wykonanie.

Podsumowując: jest okej, ale bez wielkich fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Po to tu jestem, aby nauczyć się wygładzania : ) Fajerwerki może też przyjdą z czasem.

Przemysławiony na wieki

Przyznam się uczciwie, że to ja namówiłem Przemka, żeby tutaj zamieścił swój tekst i zaczął się udzielać. Znam go od lat, jest pracowity, utalentowany i szybko się uczy na błędach, więc wierzę, że jeśli go dobrze pokierujecie i nabierze warsztatowych szlifów, na fantastyka.pl wyrośnie kolejny talent. :)

Finał mi się spodobał, sam szort już mniej. Ciekawa ukraińska wstawka i fajnie, że dałeś tłumaczenie, bo po pierwszym czytaniu wzruszyłem ramionami. ;)

Faktycznie, mimo średnio ciekawej, acz błyskotliwej formy, wydaje się, że możesz pisać fajne rzeczy, tylko czy cierpliwości starczy? :)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

A gdyby to wydłużyć? Scenka z samolotu pokazuje, że ma to potencjał, żeby stać się większą historią.

To będzie większa historia, tylko bardzo powoli i ostrożnie kluje się w mojej głowie i w notatniku : )

Przemysławiony na wieki

Zabawna scenka nasycona specyficznym humorem. Przeczytałam bez przykrości, ale na dłużej chyba nie zapamiętam.

Tu dowiesz się, jak zapisywać myśli: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/;10328

a tutaj jak zapisywać dialogi: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

że musi zło­żyć PITa. Teraz musi ba­brać się… –> …zło­żyć PIT-a.

Czy to celowe powtórzenie?

 

z po­waż­ny­mi gra­cza­mi z Azji, ogry­wać szej­ków w squ­asha… –> Nie brzmi to najlepiej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za komentarz i przydatne linki. Powtórzenia niestety przypadkowe, muszę je poprawić.

Przemysławiony na wieki

Nowa Fantastyka