- Opowiadanie: Issander - Bang

Bang

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Bang

Na początku był zbiór pusty. Wtedy Bóg powiedział: „Niechaj jeden będzie zbiorem, którego elementem jest zbiór pusty!”. I stało się jeden.

Dzięki rekurencji zaraz pojawiło się dwa, trzy, cztery… dalej poszło już z górki i wszystko niewyobrażalnie się rozrosło. Jako, że nie istniał jeszcze czas, zdążyło sięgnąć nieskończoności – a wtedy wybuchło z wielkim „bang!”.

Koniec

Komentarze

Długo nie byłem pewien, czy dodać tę miniaturkę. Polega ona na wiedzy, która co prawda nie jest jakoś przesadnie zaawansowana, ale jednak wśród generalnej populacji dość rzadka… Ot, pierwszy wykład z Teorii Mnogości. Tak więc jeśli ktoś potrzebuje wyjaśnienia:

W matematyce od wieków istnieje na wpół filozoficzny spór, czy liczby i inne koncepty są tak jak prawa fizyczne faktyczną własnością Wszechświata, czy też może są tylko tworem człowieka i nie mają twardego związku z rzeczywistością. Chyba jasne jest, ku której opcji skłaniam się ja :)

Do matematyki podchodzi się aksjomatycznie. To znaczy, przyjmuje się kilka bardzo prostych stwierdzeń oraz pojęć, i wychodząc z nich definiuje się coraz więcej. W szczególności, liczby naturalne definiuje się z wykorzystaniem pojęcia zbioru i zbioru pustego, a z ich pomocą wyprowadza się kolejne pojęcia matematyczne. Czyli, upraszczając, matematykę wyprowadza się z niczego, a zatem jest to możliwe nawet poza Wszechświatem – zbiór pusty jest nawet wtedy naturalnym konceptem. A gdy już istnieje matematyka, musi powstać jakiś Wszechświat, żeby ją pomieścić :)

ironiczny podpis

Wszystko jest liczbą :) Nawet mi się podobało.

 

że nie istniał jeszcze czas, zdążyło się

 

Jak nie istniał czas to jak coś mogło zdążyć (albo nie zdążyć)?

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Bo mowa jest w kontekście powstania czasu. Tutaj chodzi raczej o kolejność wydarzeń niż o ich odległość w czasie (a to mogą być rzeczy niezależne od siebie). 

Na przykład, fotony nie doświadczają czasu. Dosłownie w tym samym momencie (z ich perspektywy) zostają emitowane i absorbowane. Pomiędzy początkiem a końcem ich “życia” upływa zero czasu. Mimo to zawsze kolejność wydarzeń jest zachowana: najpierw są emitowane, a dopiero potem absorbowane. Czyli można powiedzieć, że jakiś foton zdążył zostać wyemitowany przed zaabsorbowaniem… W tym kontekście kolejności wydarzeń użyłem też takich słów, jak “dalej”, “wtedy”.

ironiczny podpis

Ok, komentarz tłumaczący jest ciekawszy od miniatury :D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mytrix, niestety nie mam możliwości zaprezentować tego tekściku gronu osób, dla których informacje z komentarzy są czymś oczywistym… Dlatego też nadal nie jestem pewien, czy dobrze zrobiłem publikując go tutaj, czy może powinien trafić do szuflady. Osobiście jestem z niego zadowolony, ale ciekawi mnie bardzo, jak zostałby przyjęty w takim gronie :)

Czy jest na sali matematyk? x)

ironiczny podpis

Issander, zrozumiałam, o co chodziło. Po prostu słowo zdążyć jednoznacznie kojarzy mi się z czasem a nie kolejnością. (Patrząc na definicję słownikową nie tylko mnie ;))

 

https://sjp.pwn.pl/szukaj/zd%C4%85%C5%BCy%C4%87.html

 

fotony nie doświadczają czasu. Dosłownie w tym samym momencie (z ich perspektywy)

 

A skąd wiesz czego “doświadczają” fotony, albo że w ogóle mają perspektywę? Nie chodzi mi o istotę zjawiska tylko sposób opisu. Bardzo ludzkie te sformułowania.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nasz język niestety powstał w celu opisywania zjawisk z ludzkiego punktu widzenia. Jak wpiszesz w google “time photon” (nie czytam o takich rzeczach po polsku, ale pewnie jest podobnie, bo większość to tłumaczenia :)), to wszystkie wyniki mają wyrażenia w stylu “do photons experience time?”, “photon’s point of view”.

Język jest zwyczajnie ułomny w tych kwestiach, a jakoś trzeba o nich mówić :)

ironiczny podpis

Z ciekawości wrzuciłam time photon w google i rzeczywiście wyskakują takie pojęcia, tylko że na szczycie listy wyszukiwania pojawiają się raczej artykuły popularno-naukowe niż naukowe. Co oczywiście nie wyklucza, że i w naukowych tekstach podobnych sformułowań się używa. Ale nie chciało mi się grzebać, żeby to sprawdzić :P

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Fajne :)

 

Chyba niepotrzebnie masz wątpliwości, czy powinieneś wstawiać. Myślę, że każdy zrozumie, ponieważ kluczowe słowo było właściwie tylko jedno – zbiór pusty, który, według mnie, każdy zrozumie intuicyjnie (albo po prostu sprawdzi, czym jest). A jako że wyobraźnię raczej każdy tutaj posiada, sprawa będzie jeszcze bardziej uproszczona. No, ale ja coś tam liznąłem matematyki, więc może mam mylne wyobrażenie, jeśli chodzi o starcie humanistycznych głów z liczbami :P

Zgadzam się z Mytrixem, że Twoje wyjaśnienie jest bardziej zajmujące niż sam tekst, który jednak jakoś mnie zaintrygował. Zawsze żałowałam, że jestem takim jełopem z matmy, a ostatnio na forum tak popularne zrobiły się teksty o matematycznej tematyce, że czuję się z tym jeszcze gorzej, bo zwyczajnie trudno mi to oceniać. Niemniej z punktu widzenia matematycznego jełopa, mogę powiedzieć tyle, że podoba mi się Twój sposób postrzegania matematyki i jej miejsca oraz wagi we Wszechświecie. Ja chyba jednak będę się skłaniać ku teorii, że to ludzki wymysł, inny rodzaj języka, stworzony do opisywania abstrakcyjnych konceptów. W jednym i drugim ujęciu matematyka jawi się jednak jako coś niezwykłego i powiem szczerze, szkoda, że żaden napotkany przeze mnie nauczyciel tego przedmiotu, nie przedstawiał go w tak ciekawy sposób. Może chciałoby mi się wtedy bardziej do tego przykładać. 

Mam wątpliwości, czy to szort, bo jest tak krótkie, że bardziej przypomina drabble. 

Technicznie chyba nie było żadnych usterek, ale trudno się ich doszukiwać w tych kilku zdaniach. 

Pozdrawiam, 

Matematyczny Jełop

Fajnie, że są pozytywy :)

Zawsze myślałem, że drabble muszą mieć dokładnie sto słów i pod kątem tego wrzucałem miniaturki do kategorii “szort”. Natomiast po powyższym komentarzu poczytałem trochę i rzeczywiście czasami przyjmuje się za definicję teksty do stu słów i wtedy oczywiście masz rację, rosebelle. Pytanie, jakie są wytyczne portalowe.

ironiczny podpis

Nie jestem pewny, czy mi się podobało czy nie :]

Literacko mnie nie rusza, niemniej – intelektualnie owszem. Tak, masz rację. Koncepcja liczby jeden w matematyce jest koncepcją istnienia jako takiego. Jest najpierwotniejszą z kategorii, a pytanie o jeden jest w gruncie rzeczy pytaniem o to, dlaczego istnieje cokolwiek (pierwotne pytanie filozofii).

W pewnym sensie liczba jeden, jako reprezentacja istnienia, jest pierwotniejsza od zera i nieskończoności, bo te, bez niej, nie mają najmniejszego sensu.

Dzięki, postaram się zachwycić cię literacko jakimś tekstem dłuższym niż 50 słów :) Flash fiction traktuję raczej jako formę prezentacji koncepcji, więc cieszę się, że spodobała ci się ta stojąca za powyższym tekstem. Być może za parę lat dam radę ubrać ją w lepsze słowa :)

ironiczny podpis

Dzięki pierwszemu komentarzowi mogę powiedzieć, że chyba rozumiem, co przeczytałam, choć mam tak jak Rosebelle. ;)

 

…czasami przyjmuje się za definicję teksty do stu słów i wtedy oczywiście masz rację, rosebelle. Pytanie, jakie są wytyczne portalowe.

Drabble zawiera sto słów, dribble – pięćdziesiąt, a droubble – dwieście.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Spodobał mi się ten szorcik, bo sam lubię aluzje matematyczne (pomimo, że nie zawsze je kumam, ale co tam). Aż ciekawym, czy dałbyś radę go zamienić w drabelka ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Fajna koncepcja, spodobała mi się.

Podobno “Liczby naturalne stworzył dobry Bóg. Wszystkie pozostałe – ludzie”. ;-) To by się zgadzało.

Mój znajomy fizyk stwierdził kiedyś, że Bóg jest pasjonatem matematyki. Coś w tym jest.

A jak wytniesz kilka słów, będziesz miał dribelka.

Babska logika rządzi!

Przeczytawszy, skrzywiłem się pompatyczności. Zauważam fascynacje, idee, myśl, koncepcję. Inna sprawa to obudowanie tego w historię. Stąd skrzywienie.

 

Edit: :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Czy jest na sali matematyk? x)

 Jest. ;) Całkiem ciekawe, trochę kojarzy mi się z hipotezą Tegmarka, że w zasadzie wszystkie matematycznie spójne struktury istnieją w tym samym sensie, co drzewa, śledzie i kalosze. I choć aż tak hardkorowo się na to nie zapatruję, to w kwestii sporu wspomnianego w pierwszym komentarzu, serce mam po stronie platonizmu i pewnej niezależności matematyki. W ogóle ciekawe, jak wytłumaczyć znajdywanie zastosowań bardzo abstrakcyjnych teorii zgłębianych z czysto estetycznych pobudek po setkach lat.

Ale z drugiej strony, no nie wiem, jakieś to takie konspektowate, i tekst w zasadzie jest bardziej przedstawieniem pomysłu (nie powiem, interesującego) i nie pozwala się zanurzyć. Ogromny plus za promowanie matematyki na forum. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Całkiem, całkiem ten szorcik. Naszły mnie takie dwie refleksje:

– Gdybyś dodał jeszcze jedno zdanie, opisujące co zdarzyło się chwilę po, to mogłoby być bardzo ciekawie.

– Skoro jesteśmy przy liczbach naturalnych, to czemu zbiór pusty a nie zero?

Pozdrawiam

Przeczytałem i od razu pomyślałem o Szyszkowym – dla niego ten tekścik ;)

Dla Counta jakby mniej. Tematykę uwielbiam i się nią trochę interesuję, ale chciałbym na jej podstawie dłuższe, pełnoprawne opowiadanie. Wtedy łykałbym jak pelikan… rybę. No!

Dla tego szorta – meh.

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Ciekawe :)

Nie jest dobrze, kiedy komentarz tłumaczący jest dłuższy od opowiadania ;)

Ale to nie przytyk do szorta, tylko do Twojej niewiary w czytelników. Ja, na przykład, o rekurencji nie mam pojęcia, co nie przeszkadza mi cieszyć się zdaniem “Jako, że nie istniał jeszcze czas, zdążyło sięgnąć nieskończoności”.

Meh. Też wolałbym dłuższy, fabularyzowany esej albo opowiadanie na ten temat. Tutaj jest nawet elegancko, i ostatnie zdanie rzeczywiście fajne, tak jak początek.

Nowa Fantastyka