- Opowiadanie: Sebastian B. - Ty zawsze przy mnie stój

Ty zawsze przy mnie stój

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy, mr.maras

Oceny

Ty zawsze przy mnie stój

 

Bogowie przychodzą i odchodzą, a ludzie zostają – krzyczał z radia wokalista zespołu BARON DE MANGRO, kiedy Jakub leżał na podłodze, w swoim mieszkaniu, czekając aż przyjdzie po niego śmierć.

Nie wiedział jak to jest umierać, więc założył, że właśnie tak. Czuł mrowienie w całym ciele, jakby przepuszczano przez niego słaby prąd, serce waliło mu nierówno – raz gwałtownie przyspieszając, by po chwili dramatycznie zwolnić – a wirowanie w głowie wprawiało go w stan otępienia, który zidentyfikował jako symptom ustawaniu funkcji życiowych. Miał też problem z oddychaniem, gdyż czuł w gardle uścisk.

Z jednej strony ogarnęło go zrozumiałe przerażenie, ale nie umiał wyzbyć się swego rodzaju ulgi, że jego parszywa egzystencja właśnie dobiega końca.

Jednak nie skonał. Stało się coś o wiele gorszego.

Żył dalej.

 

~:~

Wyczerpany ciągłym „umieraniem”, Jakub zebrał się na odwagę i odwiedził lekarza. Po serii badań, okazało się, że ból w boku, który odczuwał przez wiele lat, to nie rak jelita grubego. Wykluczono też cukrzycę, zwyrodnienie kręgosłupa, nowotwór w kolanie, zanik mięśni i guza mózgu. Wyniki EKG także nie poszły po jego myśli – serce było w porządku.

Wobec braku fizycznych źródeł złego samopoczucia, pan doktor zasugerował, że może to nie ciało choruje i zaproponował pacjentowi odwiedzenie Centrum Terapii Nerwic.

„To chyba są jakieś żarty” – pomyślał, kiedy lekarz wypisywał skierowanie.

Centrum Terapii Nerwic kojarzyło mu się z przybytkiem dla ludzi szurniętych, a on z całą pewnością za takiego się nie uważał.

W drodze do domu zaczął się jednak zastanawiać, czy wędrujące bóle, sytuacje kiedy wydawało mu się, że tracił przytomność, rzucanie przedmiotami i beznadziejny smutek, który ciągle go ogarniał, mógł być spowodowany czymś innym niż wiek, pogoda, czy pora roku.

Pomimo targających nim wątpliwości, postanowił skorzystać ze skierowania, chociaż początkowo, zależało mu tylko na potwierdzeniu, że wszystko z jego głową w porządku.

 

~:~

Po wstępnej rozmowie z psychiatrą przystąpiono do oceny, jak poważny był problem. Jakub traktował wszystkie te badania, wywiady i ankiety z przymrużeniem oka. Na nową sytuację, reagował rozbawieniem, kiedy wszyscy próbowali się dowiedzieć, jak bardzo chce się zabić, w skali od jeden do pięć i co czuje do swoich rodziców. Nie przyznawał się otwarcie do tego przed sobą, ale patrzył na tych ludzi z góry, żeby nie powiedzieć, że trochę pogardza ich profesją. Nie mając jednak nic do stracenia, współpracował, chętnie odpowiadając na wszelkie pytania.

Kiedy jego dane zostały przeanalizowane, ponownie spotkał się z psychiatrą. Po krótkim wstępie, przemiła kobieta pokazała mu jakiś wykres, a jego dolna wartość obrazowała głęboką depresję. Wyniki badań Jakuba wskazywały, że właśnie w tym miejscu się znajdował.

Według specjalistów, był na samym dnie.

W konfrontacji z tą miażdżącą diagnozą, Jakub poczuł się niepewnie. Dobry humor, którego używał jak tarczy, do obrony przed nieznaną sytuacją, gdzieś uleciał.

Pani doktor zaproponowała leczenie farmakologiczne i terapię, a przed oczyma Jakuba stanęły te wszystkie ofermy z filmów, które chodzą do obcych ludzi i za grube pieniądze opowiadają im o tym, że skrycie pożądają swoich matek, a ojców najchętniej skazaliby na powolną śmierć w męczarniach. Bronił się przed tym resztkami sił, a jednak wizja wyswobodzenia się z lat wstydu, porażek, niepewności, męczącego zadowalania innych i egzystowania na krawędzi życia i śmierci, wydawała mu się kusząca.

Jakby nie on, podjął ryzyko i zdecydował się na terapię.

 

~:~

Doktor Julia Kwietniewska, nie miała z nim łatwo – tak to sobie przynajmniej wyobrażał. Nigdy nie był gadułą a fakt, że miał teraz zwierzać się komuś obcemu ze swoich sekretów, nie ułatwiał sprawy. Jednak kości zostały rzucone. Płacił za każdą godzinę, więc milczenie odpadało – robił to od wielu lat w zaciszu domowym, pielęgnując w sobie duchowego pokraka, który zdawał się przejmować kontrolę nad jego ciałem.

Powoli jednak kruszył mury wstydu i coraz chętniej wyławiał trapiące go myśli, aby, poprzez zwerbalizowanie ich, sprowadzić je do poziomu przeciwnika, któremu mógł spojrzeć w oczy i stoczyć z nim walkę. Traktował to jako jako katharsis i coraz bardziej się w tym rozsmakowywał.

Jednak początkowy entuzjazm Jakuba, szybko został wystawiony na próbę, kiedy natknął się na kokon, którym otoczył prawdziwe wspomnienia z dzieciństwa. Przebiwszy się przez jego twardą skorupę, odkrywał, z niedowierzaniem, swoją historię. Okazało się, że to, w co latami wierzył, co wydawało mu się pewne i stanowiło fundament, na którym budował dorosłe życie, okazało się iluzją, pielęgnowaną przez niego tak pieczołowicie, że sam, w pewnym momencie, jej uległ, biorąc ją za prawdę.

Po każdej sesji kurtyna opadała coraz bardziej, a Jakub zaczął rozumieć, dlaczego jest jaki jest, skąd się wzięły jego fobie, niepewność, nieustanne poczucie zagrożenia, zbyt emocjonalne reagowanie na błahostki, deprecjonowanie własnych sukcesów i wyolbrzymianie drobnych porażek. Momentami, doznawał niesamowitego uczucia, że własnymi ustami opowiada historię obcego mu człowieka. Łoskot, z jakim upadały aureole jego najbliższych, zdawał się być czasami nie do wytrzymania.

Pomimo tych trudności robił kolosalne postępy. Wiedział, że prawda, nawet najbardziej bolesna, była dla niego lepsza niż kłamstwa, którymi przez lata się karmił.

Jednak stało się coś nieoczekiwanego.

Jakub utknął w martwym punkcie, docierając do drzwi, których nie umiał sforsować. Najpierw potraktował to jako wyzwanie. Próbował rozmaitych sposobów, eksplorował różne drogi, aby dotrzeć do nieuświadomionego problemu. Wszystko na nic.

Po kilku miesiącach prób, był wyczerpany, a stare demony cierpliwie czekały, by upomnieć się o jego udręczoną duszę. Szamotał się jak zwierzę złapane we wnyki, które czym bardziej próbuje się wyrwać, tym większą robi sobie krzywdę.

Porzucił terapię.

Stara królowa, rozpacz, wróciła rozwścieczona z tymczasowego wygnania na swoje włości i zaczęła rządy terroru.

 

~:~

Trudno w to uwierzyć, ale ta jedna porażka, utuczona przez fantazję Jakuba do niebywałych rozmiarów, obróciła wniwecz wszystko, co udało mu się osiągnąć na terapii. Czuł, jakby z jakiegoś powodu, wcześniejsze sukcesy uskrzydliły go tylko po to, żeby teraz mógł runąć do piekła, na samo dno. Jego wysoko wykwalifikowana w tej materii wyobraźnia podpowiadała mu najgorsze scenariusze: Był ofiarą gwałtu. Widział coś strasznego. Może to on był autorem czegoś potwornego? Zranił? Zabił?

Upiór, który zrodził się z niewiedzy zaczął konsumować jego duszę kawałek po kawałku.

 

~:~

W pierwszych tygodniach, po porzuceniu leczenia, jeszcze dawał sobie radę z udawaniem przed ludźmi, że wszystko w porządku, ale trwało to bardzo krótko i szybko zdał sobie sprawę, że dłużej nie podoła temu zadaniu. Zerwał więc wszelkie kontakty z rodziną i przyjaciółmi. Nie chciał słyszeć nawet o wizycie matki, którą pewnego razu spotkał na ulicy. Obawiając się jej najścia, zażądał wtedy, aby niezwłocznie zwróciła mu jego klucze do mieszkania, które kiedyś u niej zdeponował. Przestał też odbierać telefony i nie otwierał nikomu drzwi.

Pewnego dnia, postanowił w ogóle nie wychodzić z domu, tłumacząc sobie, że to tylko tak na chwilę, żeby dojść do siebie, jednak w głębi duszy sam w to nie wierzył.

W sadomasochistycznym transie pożądał samotności, która wysysała z niego życie. Ulegając namowom swojej mrocznej połowy, osuwał się w kierunku szaleństwa, rozluźniając tym samym więzy łączące go z rzeczywistością.

Na końcu zakleił okna gazetami, przez które słońce, jego wróg, wdzierało się nieproszone do mieszkania, aby go szpiegować.

 

~:~

Jakby w najczarniejszym koszmarze Chronosa, dni Jakuba kurczyły się do sekund, a minuty osiągały rozmiary miesięcy.

Była noc, wieczór, albo wczesny poranek. Wszystko już mu się mieszało. W każdym razie, panowała ciemność. Spał na podłodze, a może tylko leżał z zamkniętymi oczami.

Obudził go metaliczny dźwięk, a potem kroki i szuranie. Po chwili, ktoś nachylił się nad nim i coś powiedział. Jakub nic nie widział, lecz mógłby przysiąc, że zna tę osobę. Poczuł rękę na policzku, a serce zaczęło mu tłuc się w piersi, jakby chciało wyskoczyć. Nie wiedział jak to możliwe, ale miał przed sobą największego wroga i najlepszego przyjaciela w jednym. Pragnął uciekać, ale coś kazało mu zostać na miejscu. Przezwyciężając lęk, złapał głaszczącą go rękę. Zrobiło mu się ciepło na sercu. Poczuł błogostan, jakiego nie zaznał od bardzo dawna. Uwolniony od całego balastu, który go przykuwał do ziemi, uniósł się.

Pod nim przestrzeń zaczęła się zmieniać. Wyglądało to tak, jakby ktoś wycinał jej fragmenty, a następnie na ich miejsce wstawiał inne. Krok po kroku, z tych puzzli wyłonił się jakiś pokój.

Jakub upadł dokładnie na jego środek.

Kiedy się rozejrzał, zrozumiał, że zna to miejsce. To był jego dawny azyl, miejsce w którym miał swój świat wolny od tego wszystkiego, co działo się za ścianą.

Znajdował się w swoim pokoju z dzieciństwa.

 

~:~

Wszystko było dokładnie tak, jak zapamiętał – łóżko stojące pod oknem, ciemnobrązowa szafa na ubrania, pokryta nalepkami z niemieckiego BRAVO, stolik nocny, na którym stały figurki z serialu HE-MAN i WŁADCY WSZECHŚWIATA, biurko, zielony dywan i wielki obraz na ścianie. Na podłodze stał nawet jego czerwony tornister z odblaskową klamrą.

Jakub rozglądał się zafascynowany. Czuł radość, że znowu może tu przebywać, ale z drugiej strony bał się poznać powód, dla którego się tu znalazł. Zwrócił oczy na obraz, wiszący nad łóżkiem. Śródziemnomorska sceneria, z górami w tle, a na pierwszym planie drzewo oliwne, pod którym słodko spało pulchne dziecko. Nad nim zaś, czuwał ON, dumny, budzący zaufanie, ale także respekt, Anioł Stróż.

Znał każdy detal tej sceny. Miał czas, żeby się jej nauczyć, gdy w czasach pacholęcych klęczał przed tym malowidłem każdego poranka i wieczora, pokornie odmawiając pacierz. Wierzył wtedy głęboko, że przy nim także stoi taki strażnik, który niejednokrotnie jako jedyny był po jego stronie, kiedy w brutalny sposób poznawał świat dorosłych.

Jakub zaczął pociągać nosem, na samą myśl o tamtych czasach, a po policzkach spłynęły mu łzy. Zacisnął mocno zęby, bo chciało mu się wyć i to właśnie zrobił – krzyknął ile sił w płucach, jakby chciał, żeby jego głos trafił aż pod niebiosa, jak oskarżenie pod adresem najwyższej instancji. Kiedy skończył, zapadła cisza, którą mącił tylko ledwo słyszalny szept. Rozejrzał się, ale nikogo nie zobaczył.

Jednak coś się działo.

Pokój zadrżał, a z sufitu zaczęły odrywać się kawałeczki tynku. Jak płatki śniegu, spadały na łóżko i obok niego. Początkowo, część drobinek zdawała się zatrzymywać w powietrzu, ale po kilku minutach było już jasne, że tynk osadza się na czymś, co wcześniej było niewidzialne.

Z nicości wyłaniało się śpiące w łóżku dziecko i nachylająca się nad nim postać – anioł, który cichutko mówił mu coś do ucha. Jakub znał to dziecko bardzo dobrze – to był on sam.

Szept boskiego wysłannika, wcześniej brzmiący jak szelest suchych liści, pękających pod czyimiś butami gdzieś w dali, teraz brzmiał tak klarownie, że Jakub mógł wychwycić każde słowo, a to co usłyszał zmroziło mu krew. Niebieski protektor nie koił jego duszy, przeciwnie, zapamiętale dyktował mu do ucha, wszystkie rzeczy, z którymi mężczyzna musiał sobie później radzić, żeby móc funkcjonować w miarę normalnie w życiu. W przeciągu kilku chwil, Jakub zobaczył, jak przez całe dzieciństwo anioł utrwalał mu poczucie wstydu, porażki i czarnowidztwo, a także brak nadziei, poczucie odpowiedzialności za wszystkich wokół, strach i bezkrytyczne poddawanie się wyrokom boskim.

To porażające odkrycie sprawiło, że zamarł na chwilę.

Kiedy Anioł Stróż skończył sączyć jad, podniósł głowę, a Jakub zobaczył, że ma on twarz jego matki.

Wiedząc, że nie może inaczej, doskoczył do niej, jak dzikie zwierzę, łapiąc ją za gardło, a następnie ścisnął ile sił w rękach. Trzymał matkę mocno, patrząc z satysfakcją, jak ucieka z niej życie, trzepocząc wielkimi skrzydłami. Kiedy to robił, pokój zaczął falować, jakby też tracił oddech, jednak jego to specjalnie nie zajmowało Z każdą sekundą zaciskał dłonie coraz mocniej, aż poczuł, nie bez satysfakcji, że zmiażdżył jej krtań.

Pewny, że już nie żyje, rzucił nią, a ona padła na podłogę, jak szmaciana lalka.

Dysząc głośno, Jakub patrzył na swoje dzieło, a z ust ciekła mu ślina.

Przez chwilę panowała cisza, która powoli zamieniała się w brzęczenie. Wszystko wokół, włącznie z Jakubem, wpadło w wibracje, jakby każda cząsteczka materii, znudzona dotychczasową konfiguracją, zapragnęła się uwolnić i polecieć w sobie tylko znanym kierunku. Napięcie narastało do momentu, kiedy nastąpiła gwałtowna eksplozja, w której wszystko się rozpadło i nastała ciemność, podziurawiona gdzieniegdzie przez świecące fragmenty, jak nocne niebo.

 

~:~

Jakub nie spał tak dobrze od niepamiętnych czasów i nie przeszkadzało mu, że leżał na podłodze. Kiedy otworzył oczy przeciągnął się, aż strzeliły mu kości i z uśmiechem pomaszerował do łazienki, gdzie ogolił się i wziął odświeżający prysznic.

Po ablucjach, udał się do sypialni, żeby założyć świeże ubranie. Był sam, więc nie zawracał sobie głowy zakładaniem szlafroka. Mijając lustro, wiszące w przedpokoju, zatrzymał się, żeby zerknąć na siebie w pełnej okazałości. Przez chwilę naprężał muskuły, a następnie stanął bokiem, żeby nacieszyć oczy swoim profilem. Kiedy to robił, zauważył krew, która zaczęła lecieć mu ze stopy.

– A to, co? – powiedział i, stojąc na jednej nodze, wyciągnął z pięty duży fragment szkła, po czym odrzucił go do pokoju, przez otwór w drzwiach, pozostałości po wybitej mrożonej szybie.

Kawałeczek wylądował bezgłośnie na brzuchu, leżącej na plecach, martwej kobiety. Miała otwarte usta, a wokół szyi siny ślad. Spod jej pleców wystawały zaschnięte kałuże krwi, sugerujące, że musiała upaść na kawałki szkła, które ją przebiły. Nie można się było oprzeć wrażeniu, że kształt tych plam przypominał małe skrzydła.

Kiedy Jakub patrzył na ten widok, całe jego ciało wydawało się radować.

– To będzie piękny dzień – powiedział i poszedł się ubierać, zastanawiając się na jakie śniadanie ma ochotę.

Koniec

Komentarze

Całkiem niezłe, przyjemnie się czytało. Zakończenie zdecydowanie wywołało we mnie emocje. Najpierw poczułem pewną satysfakcję, że bohater uporał się ze swoimi demonami, ale potem pojawiło się martwe ciało i nastąpiła gwałtowna eksplozja, w której wszystko się rozpadło i nastała ciemność. ;)

Pierwsza część, z diagnozą, psychiatrami, psychoterapią itd., fajna, choć może niepotrzebnie aż tak rozbudowana. Mnie ten temat interesuje, ale jak kogoś niekoniecznie to może się znudzić.

Masz bardzo oryginalny styl stawiania przecinków. xD Warto byłoby nad tym popracować, bo zgrzyta przy czytaniu.

Poniżej jeszcze kilka wybranych:

 

pielęgnując w sobie duchowego pokraka – chyba duchową pokrakę?

 

Po każdej sesji kurtyna opadała coraz bardziej – unosiła się?

 

Trzymał matkę mocno, patrząc z satysfakcją, jak ucieka z niej życie, trzepocząc wielkimi skrzydłami. – Rozumiem, że życie trzepotało wielkimi skrzydłami. Ewentualnie Jakub. Jeśli nie to miałeś na myśli, bo trzepotała matka, to zapodział Ci się podmiot.

 

Po ablucjach, udał się do sypialni – Strasznie wyszukane słowo. ;) Wg mnie nie pasuje tutaj.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Przyznam szczerze: ani opowieść mnie nie wciągnęła, ani twój styl nie zachęcił mnie do czytania. Pomimo mrocznego klimatu i nietuzinkowego tematu, pierwsze co przyszło mi do głowy: “ot, kolejna historyjka”. Bardzo interesuję się psychologią i problemami duszy, że się tak wyrażę, ale już chrześcijańskimi motywami nie za bardzo, więc może stąd to wrażenie. Naprawdę nie lubię wystawiać negatywnych ocen, bo wiem, że nikt nie lubi ich dostawać, ale nie podobało mi się :(

Z przecinkami faktycznie masz problem. Nie jest ich za mało, ale wręcz przeciwnie: za dużo. Wiem, że są w wielu miejscach źle postawione, ale tym może niech lepiej zajmie się ktoś, kto b. dobrze się na tym zna. To jest jednak coś, nad czym koniecznie musisz popracować. Wiadomo – trudno, żeby było idealnie, ale w obecnej formie naprawdę ciężko jest się skupić na fabule.

Oprócz interpunkcji nie podobały mi się również pewne zdania, tj. źle brzmiały w głowie. Na przykład:

„To chyba są jakieś żarty” – ja napisałabym: “To są chyba jakieś żarty”.

 

Tu jeszcze takie dwie drobnostki, które szczególnie rzuciły mi się w oczy:

 

Jego wysoko wykwalifikowana w tej materii wyobraźnia podpowiadała mu najgorsze scenariusze: Był ofiarą gwałtu. – tutaj za to zdanie po dwukropku powinno być z małej litery. No że postawić kropkę po “scenariusze” zamiast dwukropku.

 

– A to, co? – zdecydowanie bez przecinka :)

 

Podsumowując: musisz popracować nie tyle na wymyślaniu fabuły, bo to kwestia subiektywna, ale nad warsztatem. Żeby czytało się z przyjemnością :)

 

"Określać znaczy ograniczać" ~Lord Henryk Wotton, Portret Doriana Graya

Dziękuję bardzo za poświęcony czas i cenne uwagi. Pozdrawiam.

A ja się nie interesuję zbytnio psychologią, ale… nie przeszkadzało mi to. Nie znam się, więc podejrzewam, że łatwiej mi przyjąć “wnętrze” bohatera. Nie powiem, że mi się podobało, bo tekst raczej ponury. Ale dobrze napisany (drobne technikalia zgrzytały). Trzymał – w sensie zainteresowania, nie napięcia. I nie rozczarował. Po prawdzie też nie usatysfakcjonował, ale to chyba efekt ciężaru fabularnego.

@ El Lobo Muymalo

pielęgnując w sobie duchowego pokraka – chyba duchową pokrakę?

Podejrzewam, że jest to nawiązanie do bodajże “Pulp fiction” – tam chyba trzymali pokraka w skrzyni.

Czy to jest sygnaturka?

Ten moment, kiedy w filmie jeden z bohaterów uderza w głowę Pokraka palcami, za każdym razem bawi mnie do łez. Takie proste mam poczucie humoru. Pozdrawiam.

Pulp Fiction oglądałem ze sto lat temu i ta scena kompletnie wyleciała mi z pamięci.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Ciekawie napisane. Jakoś tak, że wciągnęło i utrzymywało zainteresowanie. A przedstawiona historia jest bardzo ponura. Mam do niej ambiwalentny stosunek z przechyleniem na nie – nie takie chciałbym czytać. Elementy fantastyczne postrzegam jako urojenia bohatera, przez co brakuje mi fantastyki. 

Ogolnie bardzo dobrze się czytało, ale historia i brak fantastyki ujmują tekstowi. Przy czym zaznaczam, że to subiektywna subiektywność.  

Nie zainteresowały mnie problemy psychiczne Jakuba, nie znalazłam nic zajmującego w części opisującej terapię bohatera, a dręczące go urojenia, które doprowadziły do uduszenia matki, trudno uznać za fantastykę. Innymi słowy – opowiadanie zupełnie nie przypadło mi do gustu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mnie też zabrakło fantastyki.

Początek tak rozbudowany, że aż podejrzewałam Autora o reklamowanie psychoanalizy. Może przez to ciągnięcie wątku zaburzeń odebrałam paskudnego anioła jak urojenia. Bez tego przygotowania wizja mogła wypaść ciekawiej.

Faktycznie, przecinki bawią się dobrze. ;-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałem z zainteresowaniem, choć opowiadanie, koniec końców, zawiodło. Spodziewałem się nieco więcej po wstępie, skupiłeś się jednak na matni, w jakiej tkwi schorowany umysł bohatera i w sumie… nic z tego nie wynikło.

Spodziewałem się jakiejś fantastyki, tej jednak zabrakło.

Rozbawiła też ostatnia scena, w której chłopina zauważył krew i dopiero wtedy skapnął się, że wdepnął w szkło – jest chyba jakiś odnerwiony, skoro nic nie poczuł XD

Natomiast to zdanie naprawdę mi się spodobało:

Jakby w najczarniejszym koszmarze Chronosa, dni Jakuba kurczyły się do sekund, a minuty osiągały rozmiary miesięcy.

Napisane momentami niezręcznie, ale czytało się sprawnie.

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Początek jest bezemocjonalny, co niestety zaważyło na odbiorze dalszych scen. Do rzucenia kuracji czytałem wszystko niczym suche streszczenie, nie potrafiłem zacząć troszczyć się o bohatera. Końcowa scena snu miała dla mnie potencjał, ale od momentu zabicia anioła-matki już czułem nosem, czym to się skończy. 

Czytało się jednak sprawnie, parę błędów interpunkcyjnych czy innych grudek nie przeszkadzała.

Podsumowując: początek mnie nie wciągnął, a potem już padła reszta. Przyzwoicie, ale bez wciągających fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

No, raczej bez szału… Technicznie zgrzytało, i to miejscami dość mocno, ale nie na tyle, by utrudniać odbiór tekstu. Utrudnia go raczej fakt, że opowiadanie jest w zasadzie suchym opisem wydarzeń – nawet emocje są opisane w sposób… wyprany z emocji. Dostrzegam istnienie jakiejś metafory, ale nie mam pojęcia, jakiej.

Potencjał jest niezerowy, że się tak wyrażę :) Pisz dalej, może kiedyś coś z tego wyniknie.

Precz z sygnaturkami.

Bardzo mi się podobało. Niewiele tak naprawdę zdradziłeś, jeśli chodzi o traumę bohatera, oprócz osoby jego matki, a jednocześnie zbudowałeś niesamowity klimat psychicznego kanału dorosłego już człowieka. Przejście od pełnego zadowolenia, czy też wydawałoby się, pełni władz umysłowych, po rozpacz i zabójstwo w afekcie, napisane pieczołowicie i bardzo detalicznie, wzbudza mą zazdrość tak łatwe manipulowanie uczuciami za pomocą literek. Kolejny już raz nie łapię, dlaczego tekst taki jak ten, nie dostaje punktów do biblioteki. Ode mnie masz, nawet dwa, gdybym mógł. :) Pozdrawiam.

Bardzo dziękuję wszystkim za poświęcony czas i cenne uwagi. Pozdrawiam, Sebastian. 

Nie wiem co technicznie zgrzytało innym komentującym. Mi nie zgrzytało. Opowiadanie jest napisane bardzo dobrze. Stadium zatracania się w obłędzie, aż do finałowego zabójstwa własnej matki w jakimś szalonym odlocie, opisane ciekawie i z wyobraźnią (nie podejrzewam autora o podobne przeżycia). 

Za jakość tekstu, styl, język i warsztat spokojnie bym kliknął do biblioteki. Problemem jest tylko ewidentny brak fantastyki. Trudno za takową uznać widzenia czy wizje przedstawiające anioła stróża. Nie jest wszak fantastyką opis obłąkańczych przewidzeń, tak jak nie byłby nią opis halucynacji na narkotycznej fazie. Za łatwo by było ;). 

Biorąc jednak po uwagę fakt, że na tym fantastycznym portalu roi się od powszechnie akceptowanych tekstów, w których fantastyka jest tylko umowna, pełno jest tekstów alegorycznych, poetyckich itd, a opowiadania z motywami anielskimi, abstrakcyjnymi, surrealistycznymi itp. są nader częste i spotykane także w bibliotece, dam tego klika.

 

edit. Interpunkcja nieco szwankuje. Gdzieś tam zauważyłem nawet brak kropki na końcu zdania.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Fajne, tylko zwracaj uwagę na przecinki ;)

Zrobię, co w mojej mocy. Dzięki.

Nowa Fantastyka