- Opowiadanie: soku1403 - Mój rozum

Mój rozum

Kolejny z moich pierwszych kroczków w science-fiction. Wysłałem ten tekst do pewnego czasopisma, odpisano mi, że nie zostanie opublikowany, ale “widać potencjał” :)

Życzę przyjemnej lektury. 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Mój rozum

Wysmarował dolną część twarzy pianką do golenia i chwycił maszynkę. Wystarczyło kilkanaście porządnych ruchów, by James doprowadził się do porządku. Później założył elegancki, krojony na miarę garnitur oraz czarne, wygodne buty.

Skierował się do drzwi.

 

Uwaga!

Opuszczasz nieruchomość na ulicy Dependside trzynaście. Obecna osobowość: nieformalna, dostosowana do domowych obowiązków i przyjemności. Za chwilę wyjdziesz na zewnątrz. Czy udasz się do biurowca Wellsmana samochodem, czy pieszo?

 

– Samochodem – odparł James.

 

Rekomendowana osobowość: nieformalna, dostosowana do pozadomowych obowiązków i przyjemności z naciskiem na umiejętność prowadzenia pojazdów silnikowych. Czy przyjąć tę osobowość?

 

– Tak, przyjmij, Holly.

 

Uwaga!

Następuje zmiana osobowości. Prosimy o cierpliwość przez następne dziesięć sekund.

 

James spokojnie przeczekał rutynowy zabieg.

 

Osobowość została zmieniona pomyślnie. Skieruj się teraz do audi R11 i przyjmij pozycję kierowcy.

 

Mężczyzna znów zastosował się do poleceń. W firmie Harry’ego Trumana wszyscy byli wyposażeni w najnowszą wersję MySimpleMind – 5.1, pieszczotliwie nazywaną "Holly". Zwykli zjadacze chleba mogli sobie pozwolić co najwyżej na wersję 3.7.

Wjechał na parking i zatrzymał się na jednym z niewielu wolnych miejsc. Cały czas towarzyszył mu kojący głos Holly w jego głowie.

 

Uwaga!

Opuszczasz audi R11, znajdujące się na parkingu przed biurowcem Wellsmana. Obecna osobowość: nieformalna, dostosowana do pozadomowych obowiązków i przyjemności z naciskiem na umiejętność prowadzenia pojazdów kołowych. Za pięć minut rozpoczyna się uroczysty bankiet w biurowcu Wellsmana, na który jesteś zaproszony. Rekomendowana osobowość: formalna, dostosowana do przyjaznych rozmów, gestów i czynności z naciskiem na ograniczone spożywanie napojów alkoholowych. Czy przyjąć tę osobowość?

 

Część Jamesa odpowiadająca za samodzielne myślenie nie chciała się ograniczać. To jednak nic nie znaczyło w obliczu potężnego oprogramowania.

– Tak, przyjmij, Holly.

Po tym, jak wchłonął nową osobowość, wszedł do środka. Biurowiec zawierał kilkaset rozmaitych pomieszczeń. Sala bankietowa znajdowała się na najwyższym piętrze.

James okazał zaproszenie stojącemu przed wejściem ochroniarzowi. Po chwili znalazł się w krainie muzyki popularnej, różnorodnego jedzenia i śmiechów.

 

Harry George Truman rozmawia z małżeństwem Johnsonów na drugim końcu sali. Poczekaj, aż skończą się witać i podejdź do niego. Będziesz się uśmiechać i co jakiś czas opowiadać dyskretne żarty. Gdy Harry Truman zaproponuje ci lampkę wina, nie odmówisz, ale będzie to jedyna porcja alkoholu, jaką spożyjesz tego wieczoru. Po upływie dwóch godzin, licząc od teraz, pójdziesz nabrać świeżego powietrza. Na koniec pożegnasz się z Harrym Trumanem i udasz się do audi R11. Ja się wyłączam. Osobowość formalna, dostosowana do przyjaznych rozmów, gestów i czynności z naciskiem na ograniczone picie napojów alkoholowych, pozostanie aktywna. Życzę miłej zabawy.

 

Gary i Jane Johnsonowie wkrótce udali się do stołu ze smakołykami. James wykorzystał okazję i zbliżył się do szefa.

– Dobry wieczór, panie Truman.

– Dobry wieczór, James. Jak ci się podoba?

– Bardzo. Mam nadzieję, że będę się dobrze bawić.

– Też mam taką nadzieję, James. Zechcesz się napić?

– Z miłą chęcią.

Harry sztywnym gestem przywołał do siebie kelnera. James wziął lampkę wina z tacy i podziękował.  

– Jak żona, panie Truman?

– Dobrze. A twoja, James?

– Gdybym ją miał, panie Truman, pewnie powiedziałbym to samo.

Truman wydał z siebie coś na podobieństwo smutnego śmiechu; ciągle powtarzającej się sylaby: ha, ha, ha, ha.

– Wybacz, James. Myślałem, że znalazłeś już wybrankę swojego życia.

– Niestety nie, panie Truman.

– Przepraszam cię – Harry rozejrzał się, błądząc pustym wzrokiem po gościach – ale muszę jeszcze zamienić słówko z innymi zebranymi.

– Oczywiście, panie Truman.

James oddalił się, znikając w tłumie. Przez następne dwie godziny zajadał się pysznymi przekąskami i popijał je dostępnymi napojami bezalkoholowymi. Potem wyszedł na balkon.

Miasto nie okryło się całkowicie ciemnością. Liczne bilbordy i lampy uliczne dostarczały sporą ilość światła.

– Pięknie to wygląda, prawda?

James odwrócił się. Starszy, siwy mężczyzna o lasce uśmiechał się do niego szeroko.

– To fakt.

– Nazywam się Michael Hope.

– James Taken.

Uścisnęli sobie dłonie.

– Prawda, że nasze miasto jest wyjątkowe, panie Taken?

– Ma nietuzinkowy urok, panie Hope.

– Tak myślisz? – Starzec uniósł brwi.

– Do czego pan zmierza?

– Pytam tylko, czy ty tak myślisz. Czy to twoja opinia, a nie linijka w kodzie, napisana przez jednego z tych mózgowców.

– Przykro mi, ale nie rozumiem, panie Hope.

– Bo to coś w twojej głowie nie chce, żebyś zrozumiał – stwierdził. – Pamięta pan jeszcze te stare filmy science-fiction? Jak „Łowca androidów” albo „Ja, robot”? Oglądając je po raz pierwszy myślałem „Co za głupstwo, przecież nigdy nie dojdzie do tego, że maszyny przejmą kontrolę nad światem. Przecież coś, co stworzył człowiek, nie może być od niego inteligentniejsze”. Później okazało się, że nie miałem racji. Rasa ludzka umiera, panie Taken. Przyzwyczajamy się do tego głosu w naszych głowach. Do faktu, że nie musimy myśleć, że coś pomyśli za nas. I obawiam się, że za, nie wiem, tysiąc, może dziesięć tysięcy, może sto tysięcy lat, ewolucja odbierze nam to, co nas dotychczas wyróżniało – zdolność logicznego myślenia.

– To ciekawa teoria, panie Hope.

– Nie przejmuje się pan tym. Wcale nie mam tego panu za złe, bo wiem, że to nie jest pańskie zdanie. Coś panu powiem: Trzeba przerwać to szaleństwo. Jedna osoba nie wywoła rewolucji, ale gdy będzie takich osób więcej… cóż, wtedy można zdziałać naprawdę wiele.

James uśmiechnął się i kiwnął głową.

– Miło mi było pana poznać, panie Hope.

***

Uwaga!

Wchodzisz do nieruchomości na ulicy Dependside trzynaście. Obecna osobowość: nieformalna, dostosowana do pozadomowych obowiązków i przyjemności z naciskiem na umiejętność prowadzenia pojazdów silnikowych. Rekomendowana osobowość: nieformalna, dostosowana do domowych obowiązków i przyjemności. Czy przyjąć tę osobowość?

 

I wtedy ta drobna, samodzielna cząstka Jamesa odezwała się:

– Nie przyjmuj żadnej osobowości, Holly.

 

Czy na pewno nie chcesz przyjąć żadnej osobowości?

 

– Tak – wypalił szybko.

 

Uwaga!

Następuje usuwanie osobowości.

 

Minęło dziesięć sekund.

 

Usuwanie osobowości zakończono pomyślnie.

 

James westchnął. Po raz pierwszy od dawna miał wrażenie, że oddycha własnymi płucami, że czegoś chce, że ma marzenia. Wreszcie mógł je wszystkie spełnić. Wyjechać z kraju, może nie na całe życie, ale chociaż na kilka miesięcy, i poznać różnorodne kultury, języki, zabytki, ludzi. Pozbyłby się łatki biurokraty, zacząłby żyć pełnią życia. Czerpać z niego jak najwięcej.

Tyle perspektyw na niego czekało, tyle planów, miejsc, osób, zdarzeń…

– Holly – powiedział po chwili. – Przyjmij rekomendowaną osobowość. 

Koniec

Komentarze

Podobało mi się ponadprzeciętnie. Lubię “implantologiczne” klimaty. A z implementowaniem osobowości się jeszcze nie spotkałem (albo nie pamiętam), zatem masz dodatkowe punkty.

Zwłaszcza końcówka przypadła mi do gustu. Ja mam odchyły czy fobie bardziej w kierunku wolnościowych, więc zamknięcie, mimo iż rozczarowało (decyzja bohatera), to nie rozczarowało (Twój pomysł).

Czy to jest sygnaturka?

Koncept mi się spodobał, choć wiadomo – pierwszej świeżości on nie jest, aczkolwiek widać że jesteś tego świadom. Czytało się również bardzo miło :) Mam jednak taką uwagę – wszystko to co napisałeś można by przekazać w znacznie krótszym szorcie, nawet bez tworzenia jakieś udawanej fabuły. Bo co nam dała postać Trumana? No i postać Michaela – on miał Holly, czy może ją zdezaktywował?

Plus strasznie irytująca ta Holly ze swoimi formułkami – przeciętny współczesny człowiek wyrzuciłby to dziadostwo do kosza po pierwszych pięciu minutach ;D Cóż, może w przyszłości sztuczna inteligencja nauczy ludzi cierpliwości.

Verman

Dzięki, Kchrobaku. Fajnie, że się aż tak przypadło Ci do gustu :)

pierwszej świeżości on nie jest, aczkolwiek widać że jesteś tego świadom

Serio, widać takie rzeczy? :D

No i postać Michaela – on miał Holly, czy może ją zdezaktywował?

Zdezaktywował ją (SPOJLER ALERT), tak samo jak główny bohater, tyle że wykazał się większą siłą woli :)

Plus strasznie irytująca ta Holly

Nie wiem, co mam z tymi irytującymi postaciami płci żeńskiej. Nawet tymi niematerialnymi :P

Dzięki za uwagi, Vermanitusie. Pewnie dałoby się przekazać historię w jeszcze krótszej formie, ale chciałem pokazać trochę więcej z życia bohatera oraz otaczających go ludzi. Oczywiście nie twierdzę, że nie masz racji :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Oczywiście nie twierdzę, że nie masz racji :)

To nie jest kwestia racji bądź “nieracji”, a kwestia gustów i guścików :d

A jeszcze jedna rzecz mi teraz przyszła na myśl – czy oni korzystając z audi R11 żyją w uniwersum “Ja, Robot”, jednocześnie będąc świadomym tego, że taki film powstał? :d W sumie pan Hope niemalże potwierdził ten fakt wprost, ale jakoś to mną wstrząsnęło ;D

Verman

Eee, nie do końca rozumiem, o co Ci chodzi, bo chyba nie o to, że to fanfik (bo nim nie jest) :) I co ma z tym wspólnego Audi?

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Kupiłeś mnie pomysłem programowalnej osobowości. Niesamowite możliwości! Chcę zrobić wrażenie na szefie – ładuję przebojowego prawie-geniusza z żelaznym etosem zawodowej hierarchii. Chcę wyrwać laskę w knajpie – wgrywam inteligentnego podrywacza z przeogromnym ego. Idę na obiad do mamy – przykładny family guy. Świetne! A to, że ktoś/coś myśli za mnie? I dobrze. Jestem zbyt leniwy, żeby męczyć się samemu. I znosić to, że inni są lepsi/mądrzejsi/szybsi/sprawniejsi/atrakcyjniejsi… 

Fajne. Przede wszystkim ze względu na zakończenie, niejednoznaczne zresztą. To, że koleś zrazu przestraszył się ogromem dzikich, nieuporzadkowanych możliwości, to nie znaczy, że bakcyla wolności nie złapał. 

 

Choć motyw – jednostka, nagle dostrzegająca prawdziwą naturę rzeczy, jest stary jak Biblia, tobie udało się rozegrać go całkiem ciekawie. Aż szkoda, że forma tak krótka, jeno zasygnalizowanie pomysłu. Poczytalbym więcej. 

Aha, na miejscu bohatera ja bym odpuścił. Myślenie mnie męczy. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Hmmm. Z jednej strony – poruszasz bardzo stary problem. Z drugiej – robisz to w ciekawy sposób. Spodobał mi się pomysł wgrywania osobowości w zależności od potrzeb. Jak zmienia się ubrania. To jest świetne. Z trzeciej – jakoś czuję się niezaspokojona fabularnie.

Nie bardzo rozumiem, dlaczego bohater poddał się tak szybko. No, zanim pojawiły się jakiekolwiek trudności, już się zwinął.

Później ubrał elegancki, krojony na miarę garnitur i założył czarne wygodne buty.

Ubrań się nie ubiera.

Uwaga!

Opuszczasz nieruchomość na ulicy Dependside 13.

To jest wypowiadane czy wyświetlane? Jeśli pierwsza opcja, to jakimi dźwiękami oddaje się 13?

Babska logika rządzi!

Nie bardzo rozumiem, dlaczego bohater poddał się tak szybko. No, zanim pojawiły się jakiekolwiek trudności, już się zwinął.

Znam osoby w naszych współczesnych czasach, którzy twierdzą, że myślenie boli i nie chcą tego robić samodzielnie. Może James należy do takich? Niby by chciał, może, ale jednak się boi… A może musi do tego dojrzeć. 

 

Ciekawy pomysł ciekawie rozegrany. 

Zaintrygowała mnie jedna rzecz. Holly przy wejściu na bankiet mówi Jamesowi co ma robić i jak się zachowywać, a potem się wycofuje i zostawia go samego. Co by było, gdyby on się zapomniał i np. wypił drugi kieliszek wina? Albo zrobił cokolwiek innego, nie “zaplanowanego” przez Holly? 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Soku, po raz kolejny stwierdzam, że Twoje umiejętności pisarskie rozwijają się naprawdę szybko. ;)

Udany szort, ciekawie rozegrany problem. Końcówka rewelacyjna, podobała mi się chyba najbardziej. Wydaje mi się, że “Łowca androidów” to nie najszczęśliwszy przykład na opisanie tego, co dzieje się w Twoim szorcie. ;)

No i również zaciekawiła mnie kwestia, o którą Śniąca pyta w ostatnim zdaniu.

Ale nawet nie widać tego bólu myślenia i egzystencji. Jest fajnie, marzenia i plany na przyszłość, więc trzeba je wyłączyć. No, dlaczego?

Babska logika rządzi!

Kilka usterek, które zauważyłam w czasie lektury:

“James spokojnie odczekał rutynowy zabieg.” → wydaje mi się, że odczekuje się okres czasu, nie wiem, czy nie lepszym słowem byłoby tutaj “przeczekał”?

 

“Wjechał na parking i zaparkował” → tutaj mi się zdaje, że to trochę masło maślane, które nie brzmi zbyt dobrze. Może zamiast “zaparkować na parkingu” mógł “zatrzymać pojazd”?

 

“James wręczył stojącemu przed wejściem ochroniarzowi zaproszenie.” → wydaje mi się, że tutaj gdzieś powinien być przecinek, ale nie dam głowy…

 

“istnej krainie muzyki popularnej, różnorodnego jedzenia i śmiechów.” → osobiście, niespecjalnie podoba mi się określenie “istna kraina”

 

“mącąc pustym wzrokiem po gościach” → sądzę, że wzrokiem można “błądzić”, ale niekoniecznie “mącić”

 

“Jedna osoba nie wywoła rewolucji w dzisiejszych czasach, ale gdy będzie takich osób więcej…” → wydaje mi się, że w jakichkolwiek czasach potrzeba więcej niż jednej osoby, by wszcząć rewolucję

 

 

Podsumowując: Naprawdę fajne opowiadanie. Bardzo ciekawa wizja świata, która wydaje się przerażająco bliska rzeczywistości. Mądra refleksja nad człowiekiem, jego samodzielnością i chęcią zrzeczenia się odpowiedzialności za podejmowane wybory. Moim zdaniem jego rezygnacja i wrócenie do trybu “osobowości”, jest czymś bardzo naturalnym. Życie pełne możliwości przytłacza, stresuje… O ileż łatwiej byłoby po prostu zdać się na system, który sam mówi nam, co mamy robić, zwłaszcza, że nie odczuwamy wtedy tęsknoty za tym, czego nie robimy? Fajne… Naprawdę fajne i dojrzałe. 

Co do pytania Śniącej… Czy to nie jest tak, że gdy osobowość zostanie zaprogramowana, on nie może zrobić niczego, na co nie zezwala? Nie jest do końca bezwolny, ale nie posiada samodzielnych myśli, co sugeruje Hope. A propos pana Hope, dobrze wybrane nazwisko dla człowieka, który reprezentuje nadzieję na powrót do dawnych obyczajów i ludzkiej samodzielności. 

Naprawdę udany tekst. Gratuluję :)

 

Na takim krótkim dystansie rozegrane bardzo dobrze, takie powinny być shorty – trzeba w nich powiedzieć tylko tyle, ile trzeba, a nie więcej, wyjaśnić jeden konkretny koncept i go rozegrać aż do puenty. To się udało super.

A z drugiej strony – ileż w tym potencjału na pełnokrwiste opowiadanie na kilkadziesiąt tysięcy znaków, klasyczną fantastyczną historię, taką neo-dickowską, A.D. 2017. Ech, rozmarzyłem się i bym chciał.

Taken i Hope – ja osobiście nie lubię nazwisk, które są znaczące (właśnie czytam książkę o Kubie Wirusie i poruczniku Dziarskim, więc mam przesyt), ale to kwestia gustu.

Bardzo dobry tekst.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Dobra, komentarzy się nazbierało, to trzeba zacząć odpowiadać.

Dzięki, Thargonie. Jeśli chodzi o science-fiction, to na razie tylko takie wprawki w moim wykonaniu. Niewykluczone, że kiedyś powstanie coś więcej :)

Dzięki, Finklo. Zaraz poprawię błędy.

Śniąco i Ocho, Rosebelle w sumie odpowiedziała na Wasze pytanie. Nic dodać, nic ująć :)

Dzięki, Cerlegu. Szkoda, że narobiłem Ci smaka, a nie zaspokoiłem Twojego apetytu, ale, jak już pisałem, może kiedyś, coś… któż to wie? :)

Dzięki wszystkim za opinie :)

EDIT: Poprawki już są wprowadzone. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

A ja bym opublikowała Twoje opowiadane :) Pewnie dałoby się tu i ówdzie poprawić, coś dopisać, ale i bez tego jest super :) Brawo za pomysłowość :)

Podoba mi się motyw asystenta osobowości, podpowiadający, jak powinien zachować się człowiek z danej sytuacji. Wizja świata całkiem nieźle zarysowana. Motyw faceta o imieniu Hope, który wygłasza wypowiedź o umieraniu rasy ludzkiej, wyszedł interesująco poprzez właśnie tę grę nazwisko-treść.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje puenta – smutna i przerażająca zarazem.

Podsumowując: okej, z paroma eksplozjami.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki, Annn :)

Dzięki, NoWhereManie, za, jak zwykle, treściwy komentarz i za klika :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

I co ma z tym wspólnego Audi?

Audi momentalnie skojarzyło mi się z filmem “Ja, robot” :d W dodatku po wpisaniu w Google Audi R11 wyskakuje niemalże identyczne jak to z filmu właśnie :d Ale to tylko takie luźne skojarzenie ;)

Verman

Aaaa, okej, już rozumiem :) Nie znam się na motoryzacji, po prostu wpisałem losową markę auta i losowy model :D

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Soku, ten kroczek w sf, to wg mnie całkiem porządny krok. ;) Chociaż tekst jest krótki, objętość została dobrze wykorzystana. Pomysł jest ciekawy, czytało mi się bardzo dobrze. :)

Całkiem porządny szort oparty na niezłym pomyśle. Wizja programowania ludzi wydaje się tyleż kusząca, co przerażająca.

Powodzenia w dalszej pracy twórczej. ;D

 

Wy­sma­ro­wał dolną część twa­rzy pian­ką do go­le­nia i chwy­cił za ma­szyn­kę. –> Wy­sma­ro­wał dolną część twa­rzy pian­ką do go­le­nia i chwy­cił ma­szyn­kę.

 

Skie­ruj się teraz do Audi R11 i przyj­mij po­zy­cję kie­row­cy. –> Skie­ruj się teraz do audi R11 i przyj­mij po­zy­cję kie­row­cy.

Nazwy aut zapisujemy małą literą. http://sjp.pwn.pl/zasady/;629431

Ten błąd pojawia się jeszcze dwukrotnie w dalszej części opowiadania.

 

James wrę­czył sto­ją­ce­mu przed wej­ściem ochro­nia­rzo­wi za­pro­sze­nie. –> Raczej: James okazał za­pro­sze­nie sto­ją­ce­mu przed wej­ściem ochro­nia­rzo­wi.

 

Licz­ne bil­bo­ar­dy i lampy ulicz­ne… –> Licz­ne bil­bo­r­dy i lampy ulicz­ne

Używamy pisowni spolszczonej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Rossa :)

Dzięki, Reg. Naniosłem poprawki :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

OK. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo udany short oparty na ciekawym pomyśle. Wyraźnie nakreślony świat. Szczególnie spodobało mi się zakończenie. Wykonanie również niezłe. Jestem usatysfakcjonowana lekturą. Ogólnie wizja trochę przerażająca, ale dobrze mi się czytało. Klik do biblioteki :)

Czuję się strasznie niezaspokojony fabularnie. Takiej fajne pomysły, a tak niewykorzystane. Myślę, że gdybyś to rozwinął, magazyn przyjmie opowiadanie. 

Wgrywanie osobowości jest super pomysłem. Ciekawy koncept. Scena z Hope’m też świetna i prowadzi do dobrego zakończenia. 

Ale tego jest za mało.

Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Dzięki, Katio i Pietrku. Cóż, chyba trzeba poważnie pomyśleć nad dość grubawym remakiem ;)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Gratuluję biblioteki, Soku :)

Dzięki :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Później założył elegancki, krojony na miarę garnitur oraz czarne[+,] wygodne buty.

Przecinek.

 

MySimplyMind

Ta nazwa brzmi dziwnie. Albo zamień przysłówek na przymiotnik “Simple”, albo przenieś go przed zaimek dzierżawczy.

 

Liczne bilbordy i lampy uliczne dostarczały mu sporą ilość światła.

Zaimek moim zdaniem zbędny.

 

Ciekawe opowiadanie, interesujący pomysł na kontrolowanie ludzkich zachowań przez AI i wymowne zakończenie. Choć nie do końca zgadzam się z przekazem tekstu, przyznam, że jest dobry.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dzięki, Wickedzie. Wprowadziłem sugestie. Cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Rzeczywiście, potencjału odmówić nie sposób, choć sam tekst, poza niezłym pomysłem i pointą, która gubi szablonowość (już myślałem, że skończy się na mdłym – Ojej, ale świat jest piękny, ja chcę żyć!), co najwyżej średni.

Co nie zmienia faktu, że gdyby obudować to mroczną cyberpunkową (lub sci-fi) fabułą, mógłby powstać interesujący kawał literatury ;D

Sama Holly – wkurzająca, oszalałbym od tych wszystkich “przebieranek” ;P

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dzięki, Count :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Ciekawy pomysł, chociaż podobnych było już sporo (ale samego programowania ludzi chyba nie). Przesłanie proste, ale kilka ostatnich akapitów sprawia, że człowiek zaczyna myśleć o tym, że można coś zmienić w życiu. Zgadzam się z Vermanitusem, że każdy pozbyłby się Holly po kilku minutach użytkowania. Takiego potoku robocianego języka chyba nikt by nie wytrzymał :)

Ale ogólnie to mi się podobało :)

Zgadzam się z Vermanitusem, że każdy pozbyłby się Holly po kilku minutach użytkowania. Takiego potoku robocianego języka chyba nikt by nie wytrzymał

Może i tak, ale z drugiej strony pewnie wiele osób zapłaciłoby najwyższą cenę, byleby tylko ktoś myślał za nich.

Dzięki za przeczytanie i opinię :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Myślenie jest fajne, ale żeby ktoś moim ciałem robił różne pierdoły myślenia niewymagające – zmywanie, prasowanie, takie tam… Hmmm.

Babska logika rządzi!

Mam dziwne wrażenie, że takie głębokie rozkminy źle wpłyną na mój tekst, więc… proszę nie rozkminiać :P

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Świetny szort! Bardzo oryginalny pomysł z wymianą osobowości. Sama końcówka mnie zaskoczyła, ale po chwili namysłu stwierdziłam, że dla samego Jamesa było to najlepsze wyjście… Bo najprostsze ;)

Szczególnie, że jestem świeżo po obejrzeniu “Łowcy androidów” to łatwiej mi było wczuć się w wykreowane przez Ciebie uniwersum. 

Pozdrawiam!

Dzięki, Nerisso. Fajnie, że Ci się spodobało :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Ciekawy pomysł, zakończenie nieschematyczne, podobało mi się :)

Dzięki, Anet :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

To Twój kolejny porządny utwór, Soku. Ciekawy pomysł, dobrze rozpisany, jedyne do czego bym się przyczepił to poważna, osobista refleksja dziadka do zupełnie obcego mu mężczyzny (mimo próby zbliżenia ich do siebie przedstawieniem się). Gdybyś tylko umotywował to bardziej, niż pozostawił przypadkowi, jak ma to często miejsce w amerykańskich filmach, byłbym bardziej ukontentowany.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dzięki, Darcon. Na pewno przemyślę Twoją sugestię :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Niezłe. Solidne, choć skromne fabularnie. I przychylam się do tego, że sytuacja na balkonie jest typowym, średnio uzasadnionym popychaczem akcji.

Dzięki za opinię, Lordzie Vedyminie. Zdaję sobie sprawę z wyglądu tej sceny na balkonie, ale jakoś zbytnio nie widzi mi się jej zmienianie. Może kiedyś rozwinę pomysł, wtedy już się obędzie bez balkonów ;)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Ciekawe opowiadanie, podobało mi się. Zastanawiam się jednak czy słowo “osobowość” pasuje w tym tekście. Bardziej mi się tu widzi “wizerunek” ew. charakter.

Dzięki, że wpadłeś, Blacken. Nikt się nie skarżył na “osobowość”, mi także pasuje, więc raczej tak to zostawię, ale przemyślę to :) 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Nowa Fantastyka