- Opowiadanie: RogerRedeye - Końcowe rozstrzygnięcie

Końcowe rozstrzygnięcie

Kiedyś zastanowiłem się, co by się stało, gdyby świat ogarnęła nuklearna pożoga. Taka możliwość wcale nie jest tak bardzo hipotetyczna, jak nam się wydaje...

Poniżej efekt tych rozważań.

Tekst opublikował “Szortal”, potem ukazał się w “Szortalu na Wynos”.

Spokojnej lektury o tym, co nie musi, ale może się wydarzyć. 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Końcowe rozstrzygnięcie

– Chyba ulokowano tutaj centralę dowodzenia. – Fenrir rozejrzał się uważnie. Pokręcił głową. – Warto zajmować się tym złomem? Mam wrażenie – kontynuował z niesmakiem – że ten zakichany krążownik zaraz pójdzie na dno. Razem z nami.

– Przecież doskonale pływamy. – Zachs z uwagą studiował plany okrętu. Ocalały w budynku położonym na przedmieściach.  – Basen portowy jest płytki – ciągnął. – Kadłub osiądzie na dnie. Wspaniała jednostka!

Mocno postukał w nisko zwieszony metalowy strop kabiny. Odpowiedziało dźwięczne echo, poprzedzone tumanem kurzu.  

Fenrir i Zachs zgodnie kichnęli.

– Nie rozumiem, czemu chcesz odrestaurować pozostałość po dawnych czasach. – Fenrir wyraźnie się skrzywił. – Kupa szmelcu… Do niczego nam się nie przyda. Mamy inne, ważniejsze zadania.

Obaj niespodziewanie usłyszeli podniecone okrzyki. Reszta ekipy penetrowała dolne pokłady. Wyglądało na to, że grupa zwiadowcza znalazła coś naprawdę ciekawego. Może dotarła już do reaktora.  

Gąszcz grodzi tłumił przekaz, jednak głosy wyraźnie emanowały wielkim zadowoleniem.  

– Kupa szmelcu? – z irytacją powtórzył Zachs. – Po wodowaniu nikt już nie dokończył budowy. Zabrakło czasu. Jednak jest sprawny.

Przez ekran czytnika przesuwały się szczegóły konstrukcji. Zachs wyregulował ostrość obrazu.

– Potrzebujemy go dla celów strategicznych. Wielu okrętów… – ciągnął. – Nie mówimy o tym głośno, jednak zbliża się końcowe rozstrzygnięcie. Nadchodzi.

 Pokręcił głową.

– Fenrir, dziwię się, że tego nie rozumiesz. – Nasilił głos. –  Mam wrażenie, że chciałbyś żyć jak dawniej – pod ziemią, w tunelach, składach i schronach. Pragnie tego wielu… To się już nieodwołalnie skończyło.

Wzrok Zachsa skierował się na wysokie przedmioty przed wypiętrzoną konstrukcją.  Jeden górował nad resztą.

– Musimy przetrwać, Fenrir. Trudne zadanie. – Szef ekipy ciężko westchnął. – To, zdaje się, jest fotel dowódcy? Stoi, co oczywiste, przed pulpitem kierowania.

Wskazał największy postument. Kolejne pacnięcia wyzwoliły nowe obłoki pyłu.

Zachs rozsiadł się wygodnie.

– Wielu zadowala obecny stan – ciągnął suchym tonem. – To prawda, że osiągnęliśmy bardzo dużo. Jednak nic nie jest dane raz na zawsze. Toczymy ciężką i krwawą wojnę. Składamy daninę ofiar… Z trudem wygrywamy tę walkę.  

Przerwał. Może chciał precyzyjnie sformułować kolejne zdania.

– Zastanawiam się – kontynuował – czy gdzieś indziej nasi bracią zwyciężają? Nie mamy takiej pewności. Fenrir, po prostu myśl w większej skali.

Towarzysz wolno pokiwał głową. Niepewnym gestem potarł czubek wąskiego nosa.  

– Podejmiemy nową ekspansję? – spytał z wahaniem. – Mamy naprawdę spory obszar do zasiedlenia. Cały kontynent, a nawet dwa! Wystarczy.

Nie czekając na odpowiedź, zabrał się za ścieranie kurzu z plakietki, wieńczącej górny rant pulpitu. Odsłonił metalową płaskorzeźbę i łukowaty napis.

– USS „Wichita”… – wolno przeczytał inskrypcję. Fenrir błyskawicznie nauczył się języka wymarłych mieszkańców kontynentu. – Jeśli dobrze pamiętam, to nazwa miasta. Od dawna są już nasze.

– Były nasze – poprawił go Zachs. –  Niemało z nich straciliśmy. Te skurwysyny uparcie atakują – i odnoszą sukcesy. Chcą zapewnić sobie bazy aprowizacyjne i bezpieczne miejsca pobytu.  

Fenrir z trudem poskromił rozbawienie. Rozśmieszyło go, że jego przełożony używa przekleństw stosowanych przez ludzi.  Często się z tym spotykał.

– Wrogowie mogą ściągnąć posiłki. Z pozostałych kontynentów, jeśli jeszcze istnieją, archipelagów, pojedynczych wysp… Potrzebujemy okrętów! – Zachs wrócił do poprzedniego wątku rozmowy. – Przeciwnicy szybko się rozmnażają i równie szybko mutują. Bez przerwy olbrzymieją, a jeszcze nie osiągnęli finalnego stadium. Tak twierdzą nasi uczeni.

Chrząknął.

– Rozbijemy ich konwoje i poślemy na dno. Przewidywanie i planowanie, Fenrir. – Zachs formułował zdania tak, jakby prowadził wykład. – Nie możemy wykluczyć żadnej możliwości. I wtedy wygramy.

Fenrir przez chwilę przetrawiał usłyszane słowa.

– Jeżeli dobrze pamiętam, karaluchy boją się wody. Chyba przesadzasz. –  Fenrir skupił się na wyraźnym sformułowaniu przekazu. Uznał, że może być ważny. – Wybiegasz w odległą przyszłość.  Przedstawiasz bardzo mgliste spekulacje.  

W ślepiach Zachsa zapaliły się czerwone ogniki. Znamionowały gniew.

– Za bardzo wybiegam w przyszłość? – powtórzył. – Pamiętasz, jak my, szczury, zmieniliśmy się? Jak przepoczwarzyła nas nuklearna pożoga, stulecia radiacji i walka o przetrwanie?  

Przekaz nabrał siły.

– Od dawna przesyłamy sobie myśli. Urośliśmy, jesteśmy o wiele doskonalsi od ludzi. Zapominasz, że karaluchy przeszły tę samą drogę. Może nawet zmieniają się szybciej od nas. O wiele szybciej…

Poprawił ułożenie ogona na siedzisku.

– Zbliża się ostateczne rozstrzygnięcie – ciągnął z namysłem. – Musimy wygrać, inaczej sczeźniemy. Z „Wichitą” nasze szanse wielokrotnie rosną.

Przez kilkanaście sekund milczał.

– Gdy nauczymy się mówić – Zachs wyszczerzył kły w przypominającym uśmiech grymasie potężnego pyska – przez lata będziemy śpiewali pieśni o naszym tryumfie…

 

29 października 2015 r. Roger Redeye

 

Jako ilustrację wykorzystałem zdjęcie, przedstawiające nieukończony i całkowicie zapomniany krążownik rakietowy “Ukraina”. Pozostałe trzy jednostki tej klasy nadal pełnią aktywną służbę w marynarce wojennej Federacji Rosyjskiej. 

 

Źródło – http://www.smartage.pl/zapomniany-krazownik-rakietowy-ukraina/

Koniec

Komentarze

starą pozostałość po dawnych czasach. – chyba trudno, żeby pozostałość po dawnych czasach była “nowa”?

 

Opowiadanie ciekawe, długo trzyma w niepewności, a gdy już wyjaśni się kim są interlokutorzy, a kim ich wrogowie przychodzi dziwna refleksja, cień rozczarowania. Chciałoby się, żeby byli kim innym, a jednak są tym kim są… W pewnym momencie podmiot trochę mi się zgubił, ale potem zrozumiałam, że cały czas mówił ten sam jegomość. Podsumowując: ciekawa koncepcja, dobrze napisana, świeższe spojrzenie na tematykę postapo. Podoba mi się. :) 

Podobało sie. I mimo że gdzieś tam domyślałem się kierunku, w którym to idzie, to czytało się tak dobrze, że nie mam uwag.

Czy to jest sygnaturka?

Rzeczywiście, przymiotnik “starą” był niepotrzebny. Usunąłem. Przy okazji, dzięki Twojemu komentarzowi, przypomniało mi się, że istnieje określnik tekstu “postapokalipsa”, więc go dodałem. 

W tej miniaturze opowieść przedstawia narrator zewnętrzny. Patrzy z zewnątrz i opisuje, co się dzieje. A że bohaterowie tacy, a nie inni? Cóż, już dawno temu twierdzono, że światową wojnę nuklearną przeżyją tylko szczury i karaluchy.

Cieszę się, ze tekst się podobał.

Dzięki za komentarz. Pozdrawiam. 

​Bardzo dobry short. Nowe podejście do postapo. Poważne podejście do problemu nuklearnego. Ciekawa historia. Mam tylko uwagi, co do zakończenia. Wojna między szczurami i karaluchami jest znakomita, mamy przecież problem Czarnobyla i zagrożenie wojny nuklearnej. Ale wyjaśnienie jest trochę niezręczne, jakby na siłę. Fajny pomysł, ale przedstawiony w złym miejscu.

Technicznie jest dobrze, bez zauważalnych błędów.

Jak dla mnie tekst jest biblioteczny. Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Podobało mi się. Chociaż zwykle mam problem z tego typu tematami, Twój szort naprawdę przypadł mi do gustu. Dialogi, chociaż tak poważne, nie przesiąknęły nadmiernym patosem – wszystko jest na miejscu. No i tekst czyta się bardzo płynnie.

Swoją drogą, pomysł jest o tyle oryginalny, że chętnie przeczytałabym nieco dłuższy tekst z jego wykorzystaniem.

Zgodzę się, masz materiał na dłuższy tekst.

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Kchrobak, Pietrek Lecter, Rossa – dzięki za komentarze. Cieszę się, że miniatura przypadła wam do gustu. Zakończenie jest takie, a nie inne, bo chciałem jasno zamknąć opowieść. Na “Szortalu” dla miniatur mamy limit pięciu tysięcy znaków i nie mogłem końcówki bardziej rozbudować i zniuansować.

Może i to jest temat na dłuższe opowiadanie, pewnie tak, ale ten tekst od dwóch lat żyje już własnym życie. Za jakiś czas może do niego wrócę.

Pozdrawiam.

Przeczytałam z zainteresowaniem. Tak, po ewentualnej wojnie nuklarnej największe szanse na przeżycie mają karaluchy i szczury. Przypomniałam sobie książkę i film pt. “Ostatni brzeg”. Niestety nie można wykluczyć i takiej wersji zagłady. Pozdrawiam.

Książkę czytałem, jest bardzo dobra, chociaż już chyba mocno zapomniana. Nevil Shut umiał pisać. Ciekawe, że angielski tytuł “Ostatniego brzegu” jest inny. Shut bardzo dobrze wykreował świat, czekający na zagładę i opisał zachowanie ludzi, którzy zdają sobie sprawę, że ten świat nieuchronnie i szybko się skończy, ale nie przyjmują tego do świadomości. Świetna powieść. Chyba w jakiejś mierze stanowiła daleką inspirację do mojej “Czerwonej poświaty”.

Ten motyw przetrwania szczurów i karaluchów jest znany, ale spojrzałem na to zupełnie inaczej. Myślę, że ciekawie.

Dzięki za komentarz. Pozdrawiam.

Drugą powieścią, którą przypomniał mi twój szort to powieść Żwikiewicza pt. “Delirium tharsis”, w której zmutowane szczury walczą z ocalałymi ludźmi. Jak kiedyś czytałam karaluchy i szczury są wielokrotnie bardziej odporne na skutki promieniowania jonizującego. P.

Ha ha… Podoba mi się smiley

Przyznam szczerze, drogi Rodżerze, że chwilkę musiałem myśleć i wracać do tekstu, żeby zczaić bazę. Zajrzałem też do komentów.

 

W pewnym momencie myślałem: a gdzie tu człowiek? Chyba już wiem… Nie ma. Dobrze myślę?

Zostały tylko karaluchy i szczury, chociaż ździebkę wyewoluowane.

 

Chyba wszyscy na początku pomyśleli, że to ludzie rozmawiają.

Nie mam uwag go technicznej strony tekstu, ale nie jestem w tej dziedzinie autorytetem.

 

Zgłaszam do biblioteki smiley

 

Howgh!

Pisanie to zadawanie pytań, a czytelnik zawsze zna odpowiedź.

Karolino, tej powieści Zwikiewicza nie znam. Ale umiejętności adaptowania się szczurów do ekstremalnie trudnych warunków są naukowo zbadane i znane. Pamiętam taki film z badań, w którym szczury przebywały w komorach szklanych wypełnionych wodą. Większość całkowicie, kilka do połowy. Była tylko jedna droga wyjścia, pełna wody. I one ją znajdowały, i to szybko. Stąd wiem, że świetnie pływają.

Pozdrówka.

Właściwie mogę skwitować falloutowym: “Wojna… Wojna nigdy się nie zmienia” ;)

Sam tekst podoba mi się, zwłaszcza końcowe ujawnienie adwersarzy. Choć można by mieć pytania do kwestii “science”, to taga “hard s-f” nie widzę, toteż nie ma co się czepiać. [Tak, tekst ma klasyfikację “inne” – szczerze to nie zwróciłem na to uwagi ;) ]

Czytało się gładko i płynnie.

Podsumowując: dobrze napisany szort z ciekawym zwrotem fabularnym na koniec. Mocny wybuch na niebie – może nawet atomówki ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Fajny pomysł z “rozmową”, umiejętnie prowadzisz dialog, żeby nikt się nie domyślił. Ale im dłużej myślę o dialogu, tym więcej mam wątpliwości. Czy można prowadzić rozmowę – przy pomocy słów – przed opanowaniem języka? Łatwiej byłoby mi to przełknąć, gdyby rozmówcy komunikowali się na przykład obrazami, emocjami, zapachami… A oni posługują się raczej abstrakcyjnymi pojęciami.

Babska logika rządzi!

Chyba gdzieś to już czytałem…

O abstrakcyjności języka, to już ktoś wspominał.

 

Jak przepoczwarzyła nas nuklearna pożoga, stulecia radiacji i walka o przetrwanie? – I tu widzę największy problem w opowiadaniu. To moja działka więc się trochę wymądrzę.

Niekonserwowany metal, czyli kadłub statku utlenia się stosunkowo szybko. Najlepsze farby dla środowiska korozyjności C5 czyli wody morskiej, obszarów przybrzeżnych i oddalonych od brzegu, o dużym zasoleniu oraz budowli i obszarów z prawie ciągłą kondensacją i dużym zanieczyszczeniem obecnie maja najwyżej 15 lat gwarancji. Kadłub okrętu, jeśli nie byłby zrobiony grupy metali szlachetnych (a wątpię żeby użyli złota lub srebra), to po kilkuset latach nawet na złom by się nie nadawał. Do tego przeczytali napis “USS Witicha” na plakietce – Nawet jakby była aluminiowa, na wolnym powietrzu przetrwałaby góra 200 lat, nie mówiąc już o jakości inskrypcji.

Także, tak.

Ale czytało się świetnie. :)

Pozdrawiam.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Czytało się nieźle, bo szort jest napisany porządnie, ale obyło się bez większej niespodzianki w finale. W przedmowie zapowiedziałeś bowiem pożogę nuklearną, co, w połączeniu z tagami groteskamutacja, pozwoliło snuć pewne przypuszczenia i sprawiło, że zakończenie okazało się ich potwierdzeniem.

 

Mocno po­stu­kał w nisko zwie­szo­ną me­ta­lo­wą po­wa­łę. – Czy to na pewno była powała?

Za SJP PWN: powała  1. «drewniany strop; też: warstwa desek ułożona na belkach takiego stropu»

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Finkla, @Zalth, wasze zastrzeżenia co do prawdopodobieństwa fabuły – posługiwanie się słowem oraz zbyt krótki upływ czasu – istnienie wraku statku są w założeniu słuszne, ale autor w tak krótkim utworze musiał zdecydować się na pewne skróty fabularne. Gdyby tak czepiać się fabuł większości utworów science fiction, to prawie żaden nie wytrzymałby krytyki logicznej i merytorycznej. W szorcie liczy się przede wszystkim pomysł, a niedostatki logiczne trzeba, moim zdaniem zaakceptować. Na tym polega urok fikcji literackiej. Pozdrowienia.

Przybyło trochę komentarzy. Może odpowiem po kolei.

Piotrze, a ten brak ludzi z jednoczesnym podobieństwem bohaterów do ludzi to było bardzo świadome, celowe i przewrotne założenie. Logiczne, bo Zachs wyraźnie wspomina, że przeszli bardzo długą drogę mutacji i ewolucji zarazem, wymuszoną okolicznościami. Wspomina też okres trwania tych zmian.

Nie ma już ludzi… Wyginęli. Teraz tylko istnieją karaluchy i szczury.

\Świetnie, że początkowo miałeś wrażene, że rozmawiają ludzie. Cieszę się, że tekst, krótki, bardzo się podobał.

NoWhereMan – może nie ma tu zwrotu fabularnego, tylko raczej odkrycie tajemnicy, kim są bohaterowi, co zamierzają, do czego byłaby potrzebna “Wichita”. A to na pewno jest już spore zaskoczenie, i to zrobione celowo. 

Doskonale, że ta objętościowo skromna miniatura przypadła ci do gustu. 

Dzięki za komentarze i kliknięcia. Pozdrawiam.

Karolino, zastrzeżenie Finkli odnośnie sposobu porozumienia się bohaterów nie są słuszne, ale odpowiem na nie w kolejnym komentarzu.

 

A propos sposobu porozumiewania, to mi się wydaje, że chłopaki telepatycznie się porozumiewają. Stąd też bierze się wzmianka o konieczności nauki mówienia, w celu śpiewania ;)

I to był jedyny zgrzyt, hmm… może nawet nie zgrzyt, ale miejsce, w którym wybito mnie z rytmu czytania na korzyść (niekorzyść?) myślenia. Bo zacząłem się zastanawiać, czy aby na pewno nie da się śpiewać telepatycznie?

 

Czy to jest sygnaturka?

Finklo, a niby dlaczego? Oni przeszli bardzo długą i stosunkowo szybką drogę ewolucji, połączoną z mutacją. Porozumiewali się poprzez przekaz myśli, czyli telepatycznie, co jasno wynika z tekstu, chociaż nie wprost. Byli poddani długotrwałemu promieniowaniu, a o tym, jak długiemu, wspomina Zachs. Wykształcili taką umiejętność, to jest możliwe, chociaż naturalnie obecne niesprawdzalne. Ale telepatia jest pojęciem znanym. Nie widzę tutaj błędu.

Kchrobak, dokładnie tak. Tyle, że trudno poprzez przekaz myśli śpiewać… Ale Zachs przypuszcza, że w końcu nauczą się mówić. Dlaczego nie, chociaż to wymagałoby poważnych zmian w budowie ciała szczura. Ale kiedyś bardzi daleki przodek człowieka wyszedł był sobie z wody…

Pozdrówka.

Dlatego, że telepatycznie przekazuje się myśli. Można myśleć obrazami, dźwiękami, matematykom pewnie zdarza się myśleć równaniami, co kto lubi… Mnie najłatwiej myśli się słowami, ale to nie ma znaczenia. W jaki sposób można przekazać abstrakcyjne pojęcia (rozumiesz, danina ofiar, triumf, przewidywanie i planowanie – łącznie z różnicą między nimi), nie znając słów? W jaki sposób młode uczą się telepatycznego porozumienia, nie używając słów? Jak można przeczytać “Wichita” bez słów?

Babska logika rządzi!

.A odnośnie powały metalowej – tak, to prawda, i dobrze o tym wiedziałem. Ale spróbowałem nadać inne znaczenie temu pięknemu wyrazowi poprzez dodanie przymiotnika. Kiedyś podobnie miałem z wyrazem spłacheć. Odnosi się do skrawka, kawałeczka ziemi, gruntu. A ja wprowadziłem jego nowe znaczenie – spłacheć tkaniny. Przeszło, i stosuję taki zwrot nadal.

To nie słownik kształtuje język, tylko zwyczaj językowy i autorzy. Tak właśnie jest. Doroszewski posiłkuje się cytatami z poszczególny dzieł literackich.

Ale rzeczywiście, to może nieco razić, więc przemodelowałem to zdanie, wprowadzając określenie strop. Metalowy, bo na okrętach wojennych bywają i inne.

Finklo, zna wyraz “Wichita”, bo nauczył się języka… Popełniasz często spotykany błąd. Aktualne rozumienie jakiegoś zjawiska, w tym przypadku telepatii, przykładasz do sytuacji dziejącej się w bardzo odległej przyszłości, do stworzeń, które przeszły proces ewolucji, połączonej z mutacją, i poddane promieniowaniu, i to przez wiele setek lat. Jasne, że ich mózgi musiały się zmienić, inaczej nie byliby istotami, którymi się stali.

Prawda? No więc mogą używać znaczne szerszego zakresu telepatii. I używają.

Został jeden komentarz, odpowiem następnym razem. 

Pozdrówka.

Rogerze, możesz “użyć” do budowy statku tzw. materiałów kompozytowych, a konkretnie stopów strukturalnych. Cały powstają nowe rodzaje, a ich właściwości ciągle są badane.

To rozwiązałoby ten drobny problem trwałości względem korozji.

Pozdrawiam.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

A to znana sprawa, od dawna do budowy okrętów wojennych wprowadza się elementy kompozytowe. Tak samo jest z samolotami i śmigłowcami. Materiały kompozytowe mają wiele zalet, w tym jedną, bardzo ważną– wydatnie zmniejszają echo radarowe. Ale nie da się uniknąć stosowania metali, zwłaszcza przy budowie kadłubów dużych jednostek, a tym bardziej przy budowie reaktorów.

Wracając do problemu – no, nie wiem, czy “Wichita” nie mogła przetrwać okresu kilkuset lat. Wraki okrętów, zatopionych w bitwie jutlandzkiej, mają się całkiem dobrze, co dokumentują zdjęcia i filmy. Podobnie jest z wrakiem “Titanica”. Pamiętaj, że to daleka przyszłość, i uszlachetnianie marali mogło być wzbogacone środkami, jeszcze teraz nieznanymi. Prawda? Nie miało sensu o tym pisać, bo to byłaby łopatologia.

A jak długotrwałe promieniowanie wpływa na strukturę i odporność metalu? Sprawdzono?

Dzięki za przeczytanie i komentarze.

Uff, odpowiedziałem na wszystkie posty.

Pozdrówka.

Czytałem już w Szortalu.

Ciekawe spojrzenie na postapokalipsę, pomysł może nie jest oryginalny, ale wprowadza lekki powiew świeżości. Zaskoczenie tożsamością bohaterów przyszło odrobinę za wcześnie, według mnie lepiej byłoby zdradzić ją w ostatnich zdaniach.

 – witaj. Chyba tak, rys odmienności w tym opowiadaniu jest wyraźnie widoczny, bo nie ma w nim ludzi. Nie ma, bo już nie istnieją, i to od dawna.

Ne wiem, czy dla wszystkich czytelników łatwo było odgadnąć, że bohaterami nie są ludzie. Sądząc po komentarzach, na pewno nie. Bardzo dobrze.

Miło, że ta miniatura nadal wywołała pozytywne wrażenie. Jak widać, wytrzymała próbę czasu. 

Dzięki za komentarz. Pozdrawiam..

Szczury, o dziwo niegadające, zaskakują. I podoba mi się, że w całej atomowej rewolucji, ktoś pamięta o ewolucji. A krążownik ze zdjęcia widziałem jakieś dwadzieścia pięć lat temuBył w nieco lepszym stanie.

F.S

Witaj, Foloinie. A to jest ciekawy problem. Zycie na Ziemi w sumie rozwinęło się, jak twierdzi wielu, chociaż nie wszyscy, drogą ewolucji, od bardzo prostych organizmów. I człowiek też powstał jako wytwór ewolucji. W sytuacji, opisanej w miniaturze, mamy tylko dwa gatunki, bardzo szybko ewoluujące. To jest założenie mocno futurystyczne, ale cz na pewno nierealne? Lepiej tego nie sprawdzać… 

ale prawdą jest, że spotyka sie już szczury-olbrzymy, a szczury wielkości wyrosłego kota wcale nie są rzadkością. 

Dzięki za komentarz. Chyba tekst przypadł ci do gustu.

Pozdrawiam.

Rogerze, bardzo przypadł.

F.S

Zmakomicie.

Ciekawe, że “Ukraina” była już ukończona prawie w 95 procentach… Po prostu rządowi ukraińskiemu zabrakło pieniędzy. A “Moskwa” i inne jednostki tego typu nadal służą Rosji. “Moskwa” ostatnio wsławiła się rejsem na Morze Śródziemne, demonstrując mobilność i siłę uderzeniową rosyjskiej floty. Nie pamiętam, czy ostrzeliwała rakietami albo z armat pozycje fundamentalistów islamskich.

Pozdrawiam.

Niestety, “Ukraina” skończy w stoczni rozbiórkowej gdzieś w Azji. Ta akurat jednostka jest już przestarzała i remont jest kosztowniejszy niż wybudowanie nowej. Chociaż, gdyby łaskawie Rosja ruszyła się po swoje, to może, może…

F.S

N pewno nie. Rosjanie mają dość kłopotów ze swoja flotą.

Foloinie, coś poza tym portalem publikujesz?

Od dłuższego czasu nie. Wcześniej tylko drobne rzeczy i zaledwie trzy, może cztery. Za to Ty sukcesywnie publikujesz, czego gratuluję.

F.S

Rzeczywiście, coś niecoś stale publikuję, można uznać, że systematycznie. Ale kilku autorów, stale odwiedzających ten portal, znajduje się w takiej samej sytuacji. Po prostu – trzeba wysyłać, tyle, że najpierw trzeba napisać. Ciekawe, że w jednej redakcji nie przyjmują tekstu, a w drugiej budzi on zachwyt. Ale tak często bywa.

Pozdrówka.

PS. Więcej niż kilku. Kilkunastu.

Ciekawy szort i chętnie poczytałabym więcej.

Nie zorientowałam się, że chodzi o szczury, dopóki nie powiedziałeś tego wprost, a wtedy od razu skojarzyło mi się z Laboratorium numer 8 ;)

Podobało mi się :)

To prawda, można by go rozwinąć, wprowadzając bohaterów z obozu karaluchów. Płyną okrętem podwodnym…I już mają torpedy.

W miniaturze umieściłem jedno zdanie w środku, informujące, że bohaterowie nie są ludźmi, chociaż zachowują się jak ludzie. Wypowiada je Zachs. No, a potem trzeba było wyjaśnić, kim są. Bardzo dobrze, że stanowiło to zaskoczenie.O to między innymi chodziło.

Dzięki za komentarz. Fajnie, że tekst się podobał. 

Pozdrawiam.

Nowa Fantastyka