- Opowiadanie: soku1403 - Robot idealny

Robot idealny

Moje pierwsze kroki w gatunku Science-Fiction oraz moja pierwsza bajka. Napisane podczas twórczej niemocy (która, o zgrozo, ciągle trwa), ma za zadanie umilić czas. Mam nadzieję, że się udało.

Życzę przyjemnej lektury.

PS. Możliwe, że tekst skojarzy się z “Bajkami robotów” Lema, ale, wstyd się przyznać, nie czytałem, więc wszelkie podobieństwa są niezamierzone :)

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Robot idealny

Za gwiazdami, za asteroidami na niewielkiej, nawet nienazwanej, planecie żyło sobie małżeństwo wynalazców – Pan Wynalazca i Pani Wynalazca. Oboje tworzyli skomplikowane maszyny, których wspaniałości nikt nie śmiał podważyć. Mieli jednak pewną żelazną zasadę: gdy jedno wpadało na pomysł, ono i tylko ono go realizowało. Nie oznaczało to jednak, że się wzajemnie nie wspierali, wręcz przeciwnie. Pan Wynalazca kochał i otaczał opieką Panią Wynalazcę, a Pani Wynalazca kochała i otaczała opieką Pana Wynalazcę. I mimo że na ich skromnej planecie nie istniały inne życia, czuli się szczęśliwi i spełnieni.

Pewnego ranka Pan Wynalazca, leżąc w łóżku, krzyknął „eureka!”, zbudziwszy tym samym panią Wynalazcę. Ta przetarła zaspane oczy i spytała męża:

– Co się stało?

– Wpadłem na genialny pomysł! – odrzekł i, pełen entuzjazmu, wyskoczył spod pierzyny, by od razu udać się do swej pracowni. Nie wychodził stamtąd ani na chwilę, póki nie nadszedł wieczór. Wówczas, cały zasapany i spocony, pojawił się w kuchni i poprosił Panią Wynalazcę o szklankę wody. Pomimo usilnych nalegań ze strony małżonki, Pan Wynalazca nie pisnął słówkiem na temat swojego tajemniczego projektu.

– Zobaczysz jutro – powiedział tylko, po czym znów zaszył się w warsztacie.

Następnego ranka Pani Wynalazca po przebudzeniu nie znalazła u swego boku Pana Wynalazcy. Kilka minut później usłyszała wołanie:

– Małżonko, wstałaś?! Jeśli tak, to zejdź do pracowni!

Pani Wynalazca nałożyła na siebie szlafrok, wsunęła bose stopy w kapcie i podreptała w kierunku największego pomieszczenia w całym domu.

Pan Wynalazca stał przy czymś nieco od niego niższym i schowanym pod białym nakryciem. Odchrząknął uroczyście i rzekł:

– Chciałbym zaprezentować jedno z moich najwspanialszych dzieł. Powiedz co o nim sądzisz, małżonko.

Pociągnął za nakrycie, odsłaniając znajomy Pani Wynalazcy kształt. Robot do złudzenia przypominał chłopca w wieku około dziesięciu lat. Widywała takich podczas wizyt na innych, większych planetach, tyle że żywych i prawdziwych. Zawsze marzyła o dziecku, lecz Pan Wynalazca usilnie twierdził, że potomek to jedynie zbędny balast.

– To nie koniec prezentacji. – Pan Wynalazca nacisnął niewielki guziczek na szyi androida. Robot zaczął funkcjonować. Wykonał parę kroków, zatrzepotał rzęsami i zwrócił się do Pana Wynalazcy:

– Czekam na polecenia, ojcze.

– Przygotuj nam śniadanie – rozkazał Pan Wynalazca.

– Przyjąłem polecenie.

Nie minął kwadrans, a robot-chłopiec przyniósł im dwie tace z perfekcyjnie usmażoną jajecznicą, soczystymi kiełbaskami, świeżymi pajdkami chleba i sokiem z dopiero co wyciśniętej pomarańczy. Przeszli do salonu, gdzie ze smakiem spożyli posiłek.

– Zrobi wszystko, co mu powiem – stwierdził Pan Wynalazca z uśmiechem. – Posprząta, skosi trawnik, pójdzie po zakupy. I jak ci się podoba, małżonko?

Pani Wynalazca pokręciła głową w zamyśleniu.

– Wcale.

– Co? – zdziwił się Pan Wynalazca. – Ale jak to? Przecież on jest idealny! Nic na świecie nie jest idealniejsze od mojego robota!

Pani Wynalazca jednak nie dała się przekonać.

– Nie podoba mi się, mężu.

– Ale dlaczego?

– Poczekajmy z tym do jutra – zaproponowała Pani Wynalazca, a Pan Wynalazca niechętnie na to przystał.

Następnego ranka Pana Wynalazcę obudził krzyk. Trochę czasu zajęło mu, zanim zorientował się w sytuacji. Robot-chłopiec skakał po sypialni, nucąc pod nosem jakąś dziecięcą piosnkę. Pani Wynalazca towarzyszyła mu w dziecięcych zabawach.

– Coś ty narobiła? – zwrócił się do Pani Wynalazcy Pan Wynalazca, przecierając oczy ze zdumienia. – Mój android już nie jest idealny!

Pani Wynalazca uśmiechnęła się.

– Nie?

Koniec

Komentarze

Nie obraź się, ale koło “Bajek robotów” to to nawet nie leżało. Absolutnie inne podejście. U Lema punktem centralnym są roboty. Bladawce to istoty słabe, dziwne, a może nawet legendarne.

Niemniej jednak bajeczka jest całkiem sympatyczna. Spodobało mi się zróżnicowanie w definiowaniu ideału. :-)

Babska logika rządzi!

Dzięki za opinię i klika. Nie czuję się obrażony, po prostu wolałem zaznaczyć na wstępie moje wątpliwości. Cieszę się, że bajka przypadła Ci do gustu :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Czy dobrze rozumiem, że Pani Wynalazca złamała żelazną zasadę małżonków?

Lektura okazała się miła, więc w drodze rewanżu życzę Ci, Soku, aby kryzys twórczy skończył się jak najszybciej. ;)

 

Pan Wy­na­laz­ca obu­dził się i krzyk­nął „eu­re­ka!”, zbu­dziw­szy… –> Nie wygląda to najlepiej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo sympatyczna bajka. Fakt, każdy ma inne pojęcie tego, co doskonałe.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Czy dobrze rozumiem, że Pani Wynalazca złamała żelazną zasadę małżonków?

Ano, taka niedobra :P

Przytoczony fragment poprawiłem.

Dzięki, Reg i Bemik. Fajnie, że się spodobało :)

 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Fajna bajka, z wyraźnym morałem. Ale niestety, nie zauroczyło, choć kącik ust lekko drgnął.

Dzięki, Stn. Szkoda, że nie zauroczyło, będę starać się dalej ;)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Oczywiście, zapraszam głębiej w rejony sci-fi, bajka to zdecydowanie za mało na mój apetyt, stąd też i moja jedyna uwaga. ;)

soku, czy Ty na pewno masz szesnaście lat? Ta historyjka jest bardzo dorosła, a do tego całkiem dobrze napisana. No, może zabrakło mi mocniejszego emocjonalnego ukazania, że Pani była smutna, że nie ma dziecka. Wtedy zakończenie miałoby jeszcze mocniejszy wydźwięk.

Ogólnie bardzo mi się podobało.

Stn, coś tam napisałem, ale bardzo eksperymentalne, może kiedyś ujrzą światło dzienne, ni wiem.

Blackburn, odkryłeś mój sekret… ;P

Nie wiem, z czego wynika moja dojrzałość, chociaż mogę zgadywać. Jak jeszcze nie miałem szesnastu lat, to oglądałem dużo filmów z kwadracikiem (kiedyś był trójkącik, R.I.P trójkącik) 16+, może przez to? :D 

Nad sferą emocjonalną tekstu jeszcze popracuję, ale trochę później, teraz znikam :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Nie zachwyciło, ale czytało się bez bólu. Niezłe. Krótkie, a jednak dojrzale podchodzi do tematu definicji ideału. Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Sympatyczna i jakże prawdziwa opowiastka. Mam trochę podobnie jak Stn, bo bajka to za małe danie na mój apetyt, ale jako przystawka jest bardzo przyjemna.

Morał na swój sposób w punkt, chociaż, nie wiedzieć czemu, historia od razu skojarzyła mi się z Pinokiem, stąd i zaskoczenia nie było, gdy Pan Wynalazca zdjął płachtę. No i po pierwszym fochu Pani Wynalazcy też już wiedziałem, gdzie to zmierza. Ale w niczym nie ujęło to przyjemności końcowej puenty :)

Czytało mi się gładko i bez większych problemów.

Podsumowując: całkiem fajna baśń, choć bez specjalnych fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nareszcie utworek młodego autora, w którym nikt nikogo nie zabił, nie torturował, nie więził. Cieplutka bajka z morałem. Pozdrawiam młodego “wynalazcę”.

“których wspaniałość nikt nie śmiał podważyć.” – wspaniałości

 

“Pan Wynalazca nacisnął nieznaczny guziczek na szyi androida.” – Czepiam się, wiem, ale słowo “nieznaczny” w odniesieniu do guzika dziwnie mi brzmi. Wydaje mi się, że to określenie raczej pasuje do pojęć bardziej, hm, abstrakcyjnych niż materialnych. “Uśmiechnął się nieznacznie”, na przykład. Ale nieznaczny w sensie mało dostrzegalny jak “nieznaczny guziczek” na szyi androida mi po prostu nie pasuje.

 

Sympatyczna bajka, niemniej jak dla mnie – tylko tyle, do zapomnienia. Zgadzam się z Blackburnem, że wydźwięk byłby mocniejszy, gdybyś dał odczuć, że Pani Wynalazca bardzo chciała mieć dziecko, a nie mogła. Czytało się jednak miło. Obyś przełamał niemoc twórczą ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Sympatyczne opowiadanie, miło się czytało ;) Dziwne tylko dla mnie jest, że jedno z osób w małżeństwie wynalazców dopiero po jakimś już czasie współżycia wpadło na zrobienie sobie androida-sługi (gdybym ja potrafił konstruować takie roboty, byłaby to pierwsza rzecz, którą bym zrobił ;D ) . Plus nie do końca zajarzyłem, czy małżonka jakoś zaingerowała w robota męża, czy jest tam jakieś inne przesłanie jeszcze (dowiedziałem się dopiero z Twojego późniejszego komentarza, z tekstu to nie wynika, a na początku została postawiona przecząca temu, “żelazna” zasada ;D). Ogólnie bardzo fajnie :)

Verman

Dzięki wszystkim za komentarze :)

Nareszcie utworek młodego autora, w którym nikt nikogo nie zabił, nie torturował, nie więził.

W sumie fakt, trochę nudny mi ten szort wyszedł ;P

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Jak na okres twórczej niemocy to całkiem, całkiem. Ciężko powiedzieć o tekście coś więcej, niż to, że jest lekki, przyjemny i ma ładny morał. Odniosłem wrażenie, że bajka jest przeznaczona dla czytelnika (czy nawet słuchacza) bardzo młodego, zastanawia mnie, czy zrozumiałby on, niepowiedziany przecież wprost, przekaz.

Dzięki za komentarz, Reinee. Chciałem stworzyć narrację typowo bajkową, ale nie chciałem trafić do bardzo młodych czytelników, ale może kiedyś przerobię tekścik na przystępny dla dzieci. Któż to wie? :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Bardzo sympatyczna bajeczka. Morał jest, lekko się czyta – czego chcieć więcej? ;) 

Dzięki, Rosso. Fajnie, że Ci się podobało :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Przyjemna, pozytywna w odbiorze bajka. Nieźle się czytało, aczkolwiek zgodzę się z opinią, że małżeństwo wynalazców dawno powinno mieć robota-sługę. Puenta lekko przewidywalna od momentu kiedy Pani zaczyna wątpić w wspaniałość dzieła męża.

Ogólnie na plus.

Pozdro!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dzięki, Zalth :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Nieźle Soku, nieźle :)

Co prawda taka forma nigdy nie była mi bliska, dalej nie umiem wybaczyć Lemowi, że marnował potencjał na takie “bajdurzenie”, ale zrobiłeś to tak jak trzeba– zgrabnie i sprawnie :)

Teraz spróbuj zachować głębię przesłania i dobuduj do niej ciekawy świat (oczywiście już w innym opku), a będziesz miał naprawdę dobre sf . Sama wiza przyszłości i świata nieważne jak unikatowe i swieze bez dobrego przesłania, ideii ,nawet jeżeli miałaby się ograniczać do zwykłych prawd o człowieku, są słabe. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej ;)

Byle tak dalej :)

 

Edit: No i fabułę wymyśl cacy bo publika potrzebuje fajerwerków ;)

Dzięki, Blacktom. Jak mi się w mózgu coś odblokuje, to postaram się napisać coś z cacy fabułą, cacy światem i ogólnie cacy wszystkim ;)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Bajek robotów też nie czytałem (generalnie nie trawię Lema i wcale nie jest mi wstyd z tego powodu), więc porównania nie mam, ale powiem Ci jedno: bardzo ładna, świetnie napisana i jeszcze lepiej spuentowana bajka. Klikam i znikam.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki, Cieniu :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Najbardziej spodobało mi się, że jednak Pani Wynalazca (a nie Wynalazczyni).

A nad wiek dojrzała młodzież na portalu już mnie przestała dziwić ;)

Najbardziej spodobało mi się, że jednak Pani Wynalazca (a nie Wynalazczyni).

Ale że w jakim sensie? Że poprawnie, że lepiej brzmi czy po prostu nie jesteś zwolennikiem równouprawnienia? ;P

Dzięki, że wpadłeś, Coboldzie.

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

W sensie, że po polsku.

Okej :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Bardzo miły tekst na początek dnia. Dziabnęła mnie tylko ta „małżonka” – to raczej określenie cudzej żony, chyba że miało to podkreślać emocjonalny dystans między nimi. Pozdrawiam :)

Dzięki, Sznurku. Nie wiem, mi tam “małżonka” pasuje, ale jak ktoś się jeszcze sprzeciwi, to zmienię :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Nie, dlaczego? Ile się Fedorowicz nagadał o “koleżance małżonce”… ;-)

Babska logika rządzi!

No, no, no Soku. Lekkie i dojrzałe. Na wesoło, z humorem i z morałem. Bajka naprawdę mi się podobała :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dzięki, Darconie. Fajnie, że się podobało :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Sympatyczne :) I mnie też się spodobała Pani Wynalazca :)

Dzięki, Lenah :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Świetny szort :) Mam wrażenie, że gdzieś czytałam/widziałam coś podobnego, ale to nie szkodzi. W opowiadaniu “Czego tylko pragniesz” Justyna była zbyt idealna. Tutaj mamy idealnego robota, którego bardzo słusznie Pani Wynalazca odidealniła. I to jej retoryczne pytanie na koniec – tak prawdziwe, proste a jednocześnie tak wzruszające. Stworzyłeś bardzo dojrzały i bardzo ładny szort, soku, dziękuję za przyjemną lekturę. 

P.S. Chociaż czasami żałuję, że na przykład potomstwa nie da się chociaż na parę dni przestawić na tryb “idealny” w tym pierwszym znaczeniu :D

Dzięki, Iluzjo. Fajnie, że szorciak aż tak Ci się spodobał :)

Mam wrażenie, że gdzieś czytałam/widziałam coś podobnego

Nie, niemożliwe :P

Chociaż czasami żałuję, że na przykład potomstwa nie da się chociaż na parę dni przestawić na tryb “idealny” w tym pierwszym znaczeniu

Pewnie gdyby się dało, to byś narzekała, że zbyt idealne ;)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

No przecież piszę, że “na kilka dni”, chociaż pewnie jak podrośnie, to zmienię to na “na kilka miesięcy” ;)

Soku, mi też opowiadanie się bardzo podobało, krótkie, ale treściwe, i takie życiowe. I życzę powrotu weny twórczej, bo widzę w Tobie duży potencjał. Pozdrawiam serdecznie.

Dzięki, Katio.

I życzę powrotu weny twórczy

Coś się zaczęło dziać, więc dzisiaj znowu siądę do pisania :)

 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Och, fajne to było! Już sobie myślałam, że jutro przeczytam mojemu synkowi, jak powinno zachowywać się dziecko… tfu, robot idealny, ale niestety Pani Wynalazca (chociaż ja tam wolałabym Wynalazczyni;)) zepsuła wynalazek i stworzyła antymorał. ;)

Soku, bardzo sympatyczna historia Ci wyszła, a widzę, że i warsztat coraz lepszy.

Dzięki, Ocho. Cóż, zawsze możesz przeczytać do pewnego momentu ;)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Tak, zrobię, Soku, tak zrobię. ;)

Żartuję, oczywiście. Dzieci–małpiszony są najlepsze. :)

Czyżby jakaś stała kosmologiczna? A może, Ocho, jesteś Panią Wynalazcą? ;-)

Babska logika rządzi!

Ech, no niezgrabnie to napisałam. Wszystkie dzieciaki mają potencjał, ale dorośli często go dewastują. :) I tak, mam nadzieję, że jestem Panią Wynalazczynią. ;)

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Dzięki, Anet :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Fajne, fajne. Właściwie nie ma się czego przyczepić, ale gdybym miał sobie czegoś życzyć to więcej niezwykłości: trzy zdania o przykladowych wynalazkach, zamiast kapci jakieś turbo-laczki itd. Może wtedy byłoby bardziej plastycznie i bardziej zapadałoby w pamięć :)

Dzięki, Fun. Pomyślę nad Twoimi sugestiami (ale turbo-laczki sobie odpuszczę ;))

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Fajne, choć przypomniało mi nie tyle "Bajki robotów" Lema, ile raczej jeden z odcinków serialu "Star Trek: Voyager". Ten mianowicie, w którym lekarz pokładowy (Awaryjny Hologram Medyczny?) postanowił stworzyć sobie wirtualną ludzką rodzinę. W pierwszej wersji była ona wcieleniem ideału, działając jak doskonały mechanizm. Ludzcy członkowie załogi stwierdzili jednak, że jest to nie do zniesienia i nie ma nic wspólnego z prawdziwym funkcjonowaniem rodziny. Jeden z załogantów dokonał więc poprawek w programie symulacji, czyniąc ją bardziej realistyczną, ale też ciężką do zniesienia dla lekarza, który był w coraz bardziej sfrustrowany. Cała historia zakończyła się tragedią i skasowaniem symulacji. A rozpisałem się na ten temat po to, aby Ci zwrócić uwagę, że zakończyłeś swoją opowieść w najciekawszym momencie, przed ukazaniem prawdziwej różnicy między ideałem dziecka a dzieckiem realnym.

Dzięki. Tak myślałem, że gdzieś już coś podobnego było. 

A rozpisałem się na ten temat po to, aby Ci zwrócić uwagę, że zakończyłeś swoją opowieść w najciekawszym momencie, przed ukazaniem prawdziwej różnicy między ideałem dziecka a dzieckiem realnym.

Nie wiem, czy uznajesz to za plus, ale pisząc ten tekst miałem inne podejście. Od początku chciałem spuentować to w ten sposób, a ukazanie dalszych losów uznałem za zbędne przedłużanie. No chyba że chodzi Ci bardziej o sam pomysł, tak jak Blacktomowi, niż o tekst. Niewykluczone, że kiedyś do tego konceptu dołożę jakiś świat i fabułę :)

 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Przeczytałem trochę połączenie Małego księcia z Bajkami robotów Lema. Bardzo ładny szorcik!

Dzięki :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Nowa Fantastyka