- Opowiadanie: Fantazjel - Bajka o biegnącym chłopcu

Bajka o biegnącym chłopcu

Czasem nastaje marcelinowy dzień nostagii, kiedy przywdziewa się zbroję melancholii i przy akompaniamencie spokojnego indie komponuje się krótkie formy literackie.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Bajka o biegnącym chłopcu

Oryginalna czcionka: Yu Gothic UI Light, 11

 

Bajka o biegnącym chłopcu

Pewnego razu, za siedmioma zniszczonymi marzeniami, za siedmioma zapomnianymi przyjaźniami, za siedmioma bólami egzystencjalnymi był sobie mały chłopiec.

Nasza bajka zaczyna się w miejscu, gdy stworuch–śmieciuch wyskakuje z jamy podziemnej w moczarach i mówi do chłopca w te słowy: Chłopcze, biegnij. Biegnij, chłopcze. Uciekaj! i zakłada na jego stópki butki–niezmęczuchy, zaklęte całą magią wszystkich stworuchów–śmieciuchów butki, które pozwalają istocie naprawdę maleńkiej bieg bez zmęczenia w nieskończoność.

I chłopiec słucha rady i biegnie przed siebie. Tap, tap, tap, tupoczą butki na drodze. Tap, tap, tap, maleńkie stópki wybijają rytm, ręce szeroko migają jak skrzydła. Chłopiec ma na plecach niebieski plecak, ma w nim kanapki i termos z herbatą, a robi się troszeczkę głodny… ale biegnie dalej, dalej wytrwale.

Lecz co to? Zła wróżka–postmoderniuszka wyciąga po chłopca swe łapczywe szpony. Uciekaj, chłopcze, szybciej, SZYBCIEJ! Wykrzesz ze swych małych stóp nową siłę i biegnij naprzód do utraty tchu! Nie pozwól, by i ciebie zabrała nam zła wiedźma – krzyczy stworuch–śmieciuch.

A chłopiec biegnie, poza zasięg szponów wybiega i starucha nie może go dogonić. Lecz co to? Wróżka ma jeszcze piękne, czułe słówka, które dotrzeć do uszu chłopca mogą i spowolnić. Nie dajmy jej! – tak krzyczą wszystkie śmieciuchy, a jeden z nich wychyla się z podziemnej groty, wyskakuje z wodą gejzeru i, lecąc w powietrzu, zakłada chłopcu słuchawki na uszy, po czym upada na ziemię i nie rusza się. Oto tarcza ochronna! A z taśmy słychać głos innego chłopca i oplatają słowa uszy jak kokon, przerywają zaklęcia wiedźmy. A słowa tego chłopaka brzmią tak:

 

Mój mały chłopcze biegnij

uciekać nie przestawaj

nie daj się zatrzymać

wymazać się nie dawaj

 

Też byłem małym chłopcem

złapali mnie w dorosłość

pomalowali na szaro

i wtopili w ścianę

 

Dlatego biegnij dalej

ja ochronię cię, ze świata

z tęczą w trójkolorze

i trójkątnych gór i linii

 

I biegniemy, i biegniemy, i biegniemy, i biegniemy, i biegniemy, i biegniemy, i biegniemy, dopóki nie przebijemy się.

A musimy pobiec z chłopcem do ciemnego lasu, gdzie nikt nas nie znajdzie i wdrapać się do domku na drzewie, gdzie spędzimy resztę czasu.

Chłopiec musi tam dotrzeć! A podeszwy butów już się rozklejają, wycierają, nikną. Stworuchy–śmieciuchy zaczynają panikować. Jeśli butki zniszczą się, zniszczą się, chłopiec nie dotrze na miejsce.

A zaraz Słońce zajdzie i zacznie królować mrok, a na świat zejdą Zwierzęta Nocy, okrutne Nokturnale, bezduszne poczwary artystyczne, które plują, przeżuwają i niszczą. Są ślepe, bo oczy ich zwrócone są na własne ciało, ale mają dobry węch. Ich nie pokona głos z kasety, gdyż są powietrzem i wodą zatruwają żyły.

A my musimy uratować naszego chłopca! Ty musisz to zrobić. Jesteś bliżej, bliżej niego. Oddychasz nim, twoja pieczara przecina mu drogę. Przekaż mu hełm i tarczę, by osłonić jego wrażliwy byt. Jak najszybciej, jak najszybciej. To twój wybór.

 

A – To obłęd. Jesteś kłamstwem. Twoje słowa to jad śmieciucha, myślisz, że ich posłucham? Rezygnuję z twojej misji podłej, lepiej dla chłopca, by się zatrzymał. Jego nogi zaraz pękną, niech zwierzęta złapią go i oddadzą w modernart. Wybieram zakończenie 1.

B – To mój wybór. Akceptuję. Wierzę w twoją troskę nad nim. Sam zakładam moje rogi, wyskakuję z jamy stwora, moją skórę sierść pokrywa, biegnę do naszego chłopca. Hełm zakładam mu na głowę, tarczę w rękę przekazuję i od teraz może walczyć, noc pokonać, dobiec w las. Wybieram zakończenie 2.

 

Zakończenie 1

Chłopiec zdradzony! Nadzieja wszystkich w pół drogi stanęła i odmówiła przekazania daru, który ocaliłby naszego malca.

Zdarły się podeszwy butów i uleciała nasza magia, a chłopiec upadł na ziemię. Zaraz też mgła zaczęła się podnosić, a z niej kształty różnorakie formować.

To Nokturnale przebrzydłe otaczają w krąg leżącego chłopca, wyciągają swoje łapska.

Jeden z nich wyciąga ramę, drugi nożyce. O nie! Tylko nie to. Straszna męka, niewypowiedziana żałość, wycinają go, dopasowują. Łzy bezowocne na twarzy malucha, szyją już na jego miarę skórę opinającą każdy jego cal istnienia.

Szepczą mu do ucha słowa – do lewego frazesy „byt, przetrwanie, pieniądze, strach, odpowiedzialność, powierzchnia, wyścig”, do prawego ekscesy „zmiana, postęp, lawirowanie, kariera, samorozwój, przeprowadzka, cele”. I chłopiec rośnie i rozwija się w mgnieniu oka. Rozrywa się, rozszerza i zrasta. Ręce stają się dłuższe, nogi stają się dłuższe, barki stają się większe. Usta pełne, kły gryzące, nos węszący. Tylko oczy blakną i szkliste stają się jak u ryby.

I powstaje chłopiec, nie, to już nie on, odziewają go w szatę czarno-białą, wiążą powróz u szyi i wkładają w trzyścienną trumnę. Blady ekran monitoruje oczy, by nie odzyskały blasku, wygodny fotel sprawia, że nogi zapominają jak się biega, ręce wiążą klawisze, uszy gwałcą komendy „Dasz radę, do przodu, przyj, rozwijaj się, odnoś sukces”. Tworzy to, co mu przykazali.

Chłopiec pęka i ugina kręgosłup.

Jego serce toczy jad Nokturna.

 

Zakończenie 2

Chłopiec dzierży w dłoni tarczę, a na głowie hełm spoczywa. Misja nasza wypełniona. Dzięki ci, o stworuchu, dumny z ciebie cały ród śmieciuchów.

Nokturnale przebrzydłe budzą się wraz z mgłą, dłonie ich wystają z ziemi, ale chłopiec biegnie dalej i o własnych siłach, ścina palce swoim mieczem!

Dalej, chłopcze, z posad świata! Uciekaj. Oto czarne kształty formują postaci, a te ciskają w chłopca nożyce. Lecz on ma naszą tarczę i odbija ataki raz po raz. Nie straszna mu rama, którą mu przygotowali, przecina ją swym ostrzem. Nasz zuch, nasz bohater!

Ostatni mój gest dla niego uczyniony, posyłam mu kruka, niech wskaże mu bezpieczną drogę.

I oto jest, chłopiec podąża za kruczyskiem wprost do Lasu. Tak! Mija drzewa, mija pierwsze, drugie, Nokturny nie mają tu władzy, cofają się, wygrana nasza!

Kruk ulatuje w górę i siada na gałęzi, a chłopiec wspina się na drzewo po szczeblach przybitych na gwoździe wprost do domku na drzewie.

Zwyciężyliśmy! Uratowaliśmy chłopięcą chłopięcość. Możesz już przestać, usiądź i odpocznij. Wyjmij ze swojego plecaka termos i kanapki, i zjedz swój ostatni posiłek.

Co?

Dziwisz się temu, co powiedziałem? Las nie ma pożywienia dla takich malców. Chłopiec umrze w tym domku na drzewie, czysty i nieskalany.

Lepsza śmierć tutaj niż niewola Nokturnów.

Będzie nam symbolem, czystością w praktyce, a jego białe kości chwalić będą ideę chłopięctwa po wsze czasy!

Zwyciężyliśmy!

Koniec

Komentarze

Przeczytałam już tydzień temu, teraz mam okazję się wypowiedzieć :)

Wydaje mi się, że w przypadku wszystkich takich określeń: stworuch – śmieciuchbutki – niezmęczuchywróżka – postmoderniuszka konieczne jest zastąpienie półpauzy łącznikiem (dywizem), bez spacji, czyli tak: stworuch-śmieciuchbutki-niezmęczuchywróżka-postmoderniuszka (ale może ktoś nieco bardziej kompetentny najpierw się wypowie i potwierdzi).

Nie pozwól, by i ciebie zabrała nam zła wiedźma [bez kropki w tym miejscu] – krzyczy stworuch – śmieciuch.

I powstaje chłopiec, nie, to już nie on, odziewają go w szatę czarnobiałą, wiążą powróz u szyi i wkładają w trzyścienną trumnę.

czarnobiałą → czarno-białą

 

Tyle wyłapałam, resztę zostawiam Reg, jeśli tu zajrzy :D

 

To opowiadanie przypadło mi do gustu się bardziej od tego drugiego. Może dlatego, że tutaj forma jest przystępniejsza i przekaz jaśniejszy. A może dlatego, że mam sentyment do chwytu z dwoma wariantami zakończeń :) Styl interesujący, klimat baśniowo-surrealistyczny, nastrój i puenta nieco przygnębiające – ale, koniec końców, podobało się. Czekam na więcej.

Panta rhei (choć niekoniecznie z mainstreamem)

Dziękuję za krytykę i za szybkie wyłapanie błędów.

Chciałem się obronić licentia poetica w tych neologizmach ze średnikiem i poetycką prozą, ale przemyślałem to (przez chwilę) i nie jestem już pewien. Na razie niech zostaną, bo podoba mi się ich przejrzystość przestrzenna w tekście. Resztę zaraz wymażę.

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

Hmmm. Bardzo mroczne przesłanie – co by chłopiec nie wybrał, będzie miał przerąbane. Nie podoba mi się taka alternatywa. No, optymistka wewnątrz mnie się buntuje.

Napisane bardzo przyzwoicie.

gdy stworuch – śmieciuch wyskakuje z jamy podziemnej w moczarach

Zgadzam się z Natarelą – dywiz i bez spacji. W pozostałych przypadkach też.

Dalej chłopcze z posag świata!

Hę? BTW – przecinki przy wołaczu.

Babska logika rządzi!

W takim razie zostawię spacje.

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

Odbieram ten tekst jako dramatyczne rozważanie na temat dorosłości, bo jak zauważyła Finkla, czegokolwiek by się nie wybrało, nie sposób wybrać dobrze. Kilka bardzo fajnych smaczków udało Ci się zawrzeć w tej historii; prostych, ale bardzo prawdziwych. Dwa zakończenia robią dobrą puentę. Podobało mi się.

Wybrałem 2.

Nie będzie nam tu postmoderna chłopca formatować!

Masz czytelnika, Fantazjelu.

Klik!

Cieszy mnie to. wink

Chłopiec z posad świata poprawiony. Faktycznie mały chochlik namieszał.

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

Smutne chyba… Dawno, dawno temu napisałam tekst, w którym mężczyzna po prostu biegnie i w ogóle się nie zatrzymuje, żeby uciec przed życiem, przed którym chyba nie ma ucieczki. Podobało mi się, refleksyjne opowiadanie. Pozdrawiam.

Witaj, Fantazjelu. Podoba mi się język, styl w jakim piszesz, podoba mi się beznadziejna alternatywa dwóch złych zakończeń. Podobają mi się metafory, lecz czuję niedosyt, mam wrażenie że są ładnymi słowami za którymi nie ma głębi. Samo signifiant, ale nie wiem do czego się odwołuje… chyba że sam tekst naznaczyła wróżka-postmoderniuszka, mieszająca w znaczeniach, pozostawiając nam tylko poczucie, że jest coś więcej, a tam tylko pustka przebrzmiałych znaczeń :)

Cóż, musiałam po tym zamieszaniu zajrzeć do opowiadania Viagrazje… znaczy, Fantazjela ;) Całkiem zgrabny szorcik, podoba mi się jego pesymistyczna wymowa. Co nie zrobi to i tak niedobrze, pytanie, które niedobrze jest gorsze ;p Choć ja sama to i zwiałam przed Nokturnami i przeżyłam ;)

Ja wybrałem 1. Od dawna wiadomo, że jestem jakiś spaczony ;D

 

Ciekawy tekścik, taki niecodzienny, artystyczny. Konsekwentny język sprzyja immersji, a dwa zakończenia sprawiają, że szort niesie za sobą pewien ładunek nieprzewidywalności i przewrotności. Tempo akcji dość senne, ale to nawet pasuje do pesymistycznego wydźwięku – coś jak koszmar senny, w którym to uczestnik zawsze jest spowolniały…

Z kwestii technicznych – zmieniłbym jednak ten półpauzy na dywizy. Trochę mnie wkurzały i zaburzały rytm czytania – myślałem, że zaczyna się/kończy jakaś wypowiedź, wystąpi jakaś zmiana perspektywy…

 

Tyle od Counta. Podobało się, na stempel jakości szorcik w moich oczach zasługuje.

I mam nadzieję, że nie uraziłem tym “Viagrazjelem”. Miało być po prostu zabawnie, jeśli jednak… to przepraszam :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Bajka to wielce osobliwa – nie poleciłabym jej dzieciom, bo bardzo by je zasmuciła, raczej tylko dorosłym, choć tych też zasmuca.

Fantazjelu, napisałeś tę bajkę w sposób tyleż oryginalny, co utrudniający czytanie i właściwe zrozumienie Twoich intencji. I tak np. wielość powtórzeń zdaje się być nieprzypadkowa, ale miejscami irytuje i każe wątpić w ich potrzebę. Przyjmuję jednak do wiadomości, że najpewniej wszystko co przeczytałam, napisałeś świadomie i z pełnym przekonaniem o zamierzonej celowości tych zabiegów.

 

Chciałem się obronić licentia poetica w tych neologizmach ze średnikiem i poetycką prozą, ale przemyślałem to (przez chwilę) i nie jestem już pewien. Na razie niech zostaną, bo podoba mi się ich przejrzystość przestrzenna w tekście.

Obawiam się, Fantazjelu, że chyba mylisz znaki interpunkcyjne i średnikiem (;) nazywasz półpauzę (), w miejscu której powinien być dywiz (-).

Obawiam się też, że inaczej postrzegam przejrzystość tekstu – mam wrażenie, że Twoja licentia poetica sprawiła, iż tekst stał się mniej czytelny.

 

Wy­krze­saj ze swych ma­łych stóp nową siłę… – Wy­krzesz ze swych ma­łych stóp nową siłę

 

Szep­czą my do ucha słowa… – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jam to (nie chwaląc się), w zachwyt popadłszy – choć melancholii nutą wybrzmiały, to jednak szczerszy niż westchnienie – dzieła dopełnił i bibliotece Cię przedstawił.

 

Piękne opowiadanie. Zachwyca formą, porusza treścią, jako całość – fascynuje. Wybrałem zakończenie drugie i nie żałuję. Co więcej, trzymałem w kciuki nadzieję szczerą, że to nie okaże się dobry wybór, że takowego wcale nie będzie. W duchu zgadzam się jednak ze Śmieciuchami.

Jedno, co mi się nie podobało, to trywialność drugiego zakończenia. Śmierć z głodu jest tu po prostu zbyt prosta i odstająca przesłaniowo od reszty, jeśli wiesz, co mam na myśli. Ot, fałszywa nuta realizmu w cholernie metaforycznym, może nawet alegorycznym opowiadaniu. Znacznie ciekawiej by to wszystko wyglądało, gdyby chłopiec, na przykład, utknął na wiekuistość w tym domku, samotny – bo wszyscy inni dali się złapać – opuszczony i cholernie nieszczęśliwy. Jestem zdania, że takie zakończenie miałoby o wiele większą moc. Niemniej – jak się już rzekło – i tak odnajduję opowiadanie… brakuje mi słowa oddającego mój zachwyt, a jednocześnie wyrażającego nie radość, a smutek wynikający z lektury; smutek, z którym teraz stąd odejdę.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Miałem coś truć o tych spacjach i półpauzach zamiast dywizów, ale Autor nic sobie z tego nie robi, więc powiem tylko, że dla mnie to było mało przejrzyste, nieczytelne i właściwie w każdym przypadku użycia utrudniało lekturę. Nie zdziwiłbym się, jakby to było celowe denerwowanie (?) czytelnika ;)

Poza tym nawet fajne. Wybrałem 2.

I nie zgodzę się z Cieniem. Prozaiczna śmierć z głodu jest świetnym przełamaniem. Inne rozwiązanie mogłoby się okazać przekombinowane. 

Ośmielę się też zapytać: Fantazjelu, wszystkie teksty masz na modłę powyższego? 

Tak się składa, że czytałam ostatnio Władcę Much i nie sposób nie skojarzyć z nim twojego opowiadania. Golding, komentując swoją książkę, powiedział: “Dzieci uratowali dorośli. Kto uratuje dorosłych?” – i twoje opowiadanie przywiodło mi na myśl te słowa. Ciekawy tekst, ja jednak nie kupuję takiego rpgowego angażowania czytelnika. Czytelnik angażuje się ewentualnie i dowolnie, a tu – konieczność.

Bardziej to zabawianie niż filozofowanie (a w szatę filozofowania się przebiera), ale ogólnie zrobiło na mnie dobre wrażenie ;)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Ciekawt tekst. Pokazuje, że wybory są trudne, czasami czekogolwiek nie wybierzemy, spotka nas zły los. Ja tam optymistą nie jestem, lubię takie zakończenia, więc mi się podobało :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Przepraszam za absencję, chillowałem kilka dni bez dostępu do Nowej Fantastyki.

Dziękuję za bibliotekę, Cieniu Burzy, Shadowstormie. Pozostałym również za próby odczytań, pochwały, nagany, humorek.

Zaraz poprawię pozostałe błędy.

średnikiem (;) nazywasz półpauzę (), w miejscu której powinien być dywiz (-). – A, istotnie nazwałem średnikiem półpauzę, w miejscu której powinien być dywiz. Tak, mój błąd.

I mam nadzieję, że nie uraziłem tym “Viagrazjelem”. – Spoko, loco.

Fantazjelu, wszystkie teksty masz na modłę powyższego? – Trudno mi ocenić. Jest dużo płaszczyzn, na których mogą wystąpić podobieństwa. Poza tym ja to ja; w przeciwieństwie do czytelników, wszystko, co moje, wydaje mi się w jakimś stopniu spójne. Zazwyczaj staram się eksperymentować, ale nigdy nie wiem, w którą akurat stronę pójdę. Dlatego odpowiem wytartą maksymą starożytnych lechitów – Pożyjemy, zobaczymy.

Z resztą zamilknę. Nie chcę nic narzucać.

 

 

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

Pomysł ciekawy, podoba mi się jego wieloznaczność i element "podwójnej krytyki". Choć myśl nie jest szczególnie oryginalna, bo to przecież stary dobry konflikt między kulturą a naturą i konstatacja, że ślepy zachwyt nad tym drugim, jest tak samo niebezpieczny, jak foremki socjalizacji.

Najgorszy aspekt tekstu to wykonanie. Frazy w wielu miejscach bardzo nieprzyjemne dla ucha, jakieś ćwierć-rymy niby przypadkiem, niby nie. Męczące.

Treść sama w sobie to standardowa baśń z dosyć fajnym światem – jednak to forma jest tu daniem głównym i muszę przyznać, że pewne wrażenie na mnie zrobiła. Sprawdza się ona bardzo dobrze w tak surrealistycznej bajce, podkreśla jej walory. Definitywnie najmocniejsza strona.

Wykonanie dla mnie przyzwoite – nic nie przeszkadzało mi czytać tekstu.

A moje zakończenie? Jestem chciwy, wybrałem oba. Że nie pasują do siebie? A czemu nie – wszak to baśń ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ciekawe, bardzo ciekawe i w treści i w formie. Trochę nie pasuje mi termos i kanapki, ale zdołam przełknąć i popić ;) Znakomicie przedstawiłeś problem/konieczność dorosłości. Wiersz bardzo dobry, a środkowa zwrotka szczególnie zapada w głowie. Gratulacje.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Mam jeszcze jedno pytanie: o co chodzi z tą oryginalną czcionką? Piszesz teksty różnymi czcionkami? 

Tak, piszę teksty różnymi czcionkami i to opowiadanie oryginalnie jest w podanej wyżej. Oprócz tekstu, wygląd czcionki i rozmieszczenie przestrzenne tekstu, to jest to, czym czasem gram.

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

Czytając miałam przed oczami pewien filmik lub teledysk. Dokładnie już nie pamiętam, co to było i nie znajdę linka. Ale scena po scenie to były te same obrazy. Inspirowałeś się nim może? 

O ile do momentu wyboru odbieram tekst jako klimatyczną i ciekawą formę baśni, to zakończenie do wyboru mi nie podchodzi. Niby wiem, co chciałeś pokazać, ale jakoś pachnie mi to brakiem zdecydowania, a tego nie lubię. Mogłabym się nie zgadzać z zakończeniem podanym przez Autora, ale wolę, gdy jest ono jedno i konkretne. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

pewien filmik lub teledysk […] Inspirowałeś się nim może?

Blisko, że aż parzy. Mocna inspiracja, nieukryta, wyraźna. Aż przyklasnę Twej spostrzegawczości.

Jednakowo waży czerpanie z klasyki i popu.

Nic więcej nie powiem.

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

“gdy stworuch – śmieciuch wyskakuje” – stworuch-śmiechiuch

 

“z jamy podziemnej w moczarach” – raczej: na moczarach

 

“Chłopcze, biegnij. Biegnij, chłopcze. Uciekaj! i zakłada na jego stópki…” – Masz tu nowe zdanie, które powinno zaczynać się wielką literą. A jeszcze lepiej, gdyby zostało oddzielone od słów np. półpauzą.

 

“butki – niezmęczuchy” → butki-niezmęczuchy

 

“Zła wróżka – postmoderniuszka” → wróżka-postmoderniuszka

 

“Nie pozwól, by i ciebie zabrała nam zła wiedźma – krzyczy stworuch – śmieciuch.” – Skoro krzyczy, to przydałby się wykrzyknik. No i stworuch-śmieciuch.

 

“Stworuchy – śmieciuchy zaczynają panikować.” – j.w.

 

“A zaraz Słońce zajdzie” – słońce małą literą

 

“Ich nie pokona głos z kasety, gdyż są powietrzem i wodą zatruwają żyły.” – To zdanie jest lekko bez sensu

 

“otaczają w krąg leżącego chłopca” – otaczanie w krąg wydaje mi się strasznym masłem maślanym

 

“każdy jego cal istnienia.” – jego cal, czy raczej jego istnienia?

 

“Szepczą mu do ucha słowa – do lewego frazesy „byt, przetrwanie, pieniądze, strach, odpowiedzialność, powierzchnia, wyścig”[+,] do prawego ekscesy „zmiana, postęp, lawirowanie, kariera, samorozwój, przeprowadzka, cele”.”

Dałabym też dwukropki po “frazesy” i “ekscesy”, ale nie upieram się.

 

“uszy gwałcą komendy „Dasz radę, do przodu…” – Ale tu nie mam wątpliwości, że przydałby się dwukropek po “komendy”.

 

“chłopiec biegnie dalej i o własnych siłach[-,] ścina palce swoim mieczem!”

 

 

Miejscami bardzo drażnił mnie szyk przestawny – zdaje się, że chciałeś pobawić się w stylizacje, ale niektóre zdania są po prostu dziwaczne. Niełatwo się przez nie czasem przedzierać. Nie pomagają również liczne powtórzenia.

Bajka-nie bajka ponura, zdecydowanie nie dla dzieci. Szkoda, że nie ma żadnego dobrego wyjścia…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Skoro igranie z przestrzenią nikogo nie zajmuje, za to wielu drażni niepoprawność, będą w końcu dywizy. (Chociaż szpetne to będzie.)

Moczary, Słońce, zatruwanie wodą żył, krąg, cal istnienia i brak dwukropków oraz małą literę celowo pomijam/zostawiam.

 

“chłopiec biegnie dalej i o własnych siłach[-,] ścina palce swoim mieczem!”

Chłopiec:

a) biegnie o własnych siłach dalej

b) ścina palce swoim mieczem

 

PS. Muszę być prawdziwym wrzodem na czterech literach edytorów, skoro dyskutuje z zasadami, z którymi się nie dyskutuje, tylko przyjmuje.

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

Hmmm. Jeśli “o własnych siłach” dotyczy biegania, nie ścinania, to powinno być przed “i”.

Babska logika rządzi!

Chwila. O własnych siłach ma być przed “i”, tak?

Teraz pokornie analizuje, proszę mnie poprawić, jeśli czegoś nie dostrzegam – Chłopiec biegnie dalej i o własnych siłach, ścina palce swoim mieczem!

Chłopiec (co robi?) biegnie, ścina. Biegnie (gdzie?) dalej i (jak?) o własnych siłach, ścina (co?) palce (czym?) swoim mieczem. Czyli dwa współrzędne zdania oddzielone przecinkiem. I oznacza współrzędność dwóch działań – tego, że biegnie dalej i o własnych siłach.

Chyba, że to “i” ma sygnalizować drugie orzeczenie i ich współrzędność.

Chłopiec biegnie dalej o własnych siłach i ścina palce swoim mieczem.

Nie, gubi się całkowicie stylizacja i wygląda to na przeciętne prozatorskie nic. Niech zostanie na moją odpowiedzialność, niech naraża się na poprawnościową śmieszność, ale niech brzmi (jak mantra człowieka, który mówi coraz szybciej i szybciej, wpada w słowotok, nawet jeśli nie do końca wycyzelowany).

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

No, dla mnie właśnie “i” sygnalizuje złożenie i współrzędność zdań. Co na lewo od niego – pierwsze zdanie. Ale Tyś jest Autor, bądź wola Twoja.

Babska logika rządzi!

Ale nie jesteś na mnie zła? :)

Nie chcę być twoim najgorszym koszmarem i upartym ignorantem, po prostu mam swoje brzmieniowe powody.

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

A niby czemu miałabym być zła? Dla mnie logika zdania jest ważniejsza niż brzmienie. A że Ty masz inną hierarchię wartości… Gdyby się okazało, że nie cierpię Twojej ulubionej zupy, byłbyś na mnie zły? ;-)

Babska logika rządzi!

A można nie lubić czerwonego barszczu!? :O

 

Tak poważnie, po prostu chciałem tylko powiedzieć, że zdaję sobie sprawę z twojej (i reszty) pomocy i wskazówek, i jeśli je omijam to nie ze względu na bufonadę twórcy, tylko z powodu pewnych założeń, co do tworzywa/opowiadania.

Innymi słowy, nie lekceważę logiki zdania, ale jeśli widzę, że jej brak nie przeszkadza lub mi służy, to idę w to.

(Chociaż i tak w tym zdaniu nie widzę nic złego)

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

Bardzo interesujący tekst i ciekawe zakończenia. Koncepcja w stylu jaki lubię, czyli ze sporą dawką absurdu.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Powtarzano mi zawsze, że jest trzecia droga. I dlatego nie wybieram żadnego zakończenia. Mam własne, ani pierwsze, ani drugie. Swoją drogą – tekst ładny, z jednej strony budujący, z drugiej dołujący, jednak oba zakończenia jakieś takie przewidywalne, proste. Mimo tej prostoty (w sumie w dobrym znaczeniu) tekst porządny, pięknie napisany i zabarwiony neologizmami. Zwłaszcza te ostatnie sprawiają, że tekst jest magiczny, że się go czuje tak bardziej w sobie.

F.S

To jest dozwolone. Trzecia droga… chociaż jej nie ma. Może jest. Nie wiem. Jestem tylko bajarzem.

Dziękuję za podzielenie się swoimi przeżyciami czytelniczymi dwóm wędrowcom nade mną.

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

Przeczytałam pierwsze zdanie i pomyślałam – będzie świetnie. Przez kilka kolejnych tak było, potem przez chwilę wydało mi się nazbyt pretensjonalnie, ale to wrażenie dość szybko minęło. Po przeczytaniu całości jestem gotowa o nim zapomnieć. Bo gdy dotarł do mnie temat, przesłanie, sens formy – kurna, to zrobiło na mnie wrażenie, zwłaszcza, że dotyczy tematu, który bardzo mnie porusza. I choć też buntuje się przeciwko temu pesymizmowi, to tak czy inaczej to piękny tekst jest, a ja zostałam z ruszonymi emocjami. Dziękuję.

 

I mam skojarzenie z tą krótka animacją – polecam ;)

Sorry, Winnetou, jestem na NIE.

Nie podoba mi się brak dobrego rozwiązania. A jeśli wiadomo, że go nie ma, to po cholerę było zmuszać dzieciaka do tego całego biegania?

Co gorsza, czuję się, jakbyś próbował zwalić na mnie odpowiedzialność za chłopca. O nie, to nie ja go wplątałam w tę paskudną sytuację.

Wolę wierzyć w trzecią drogę. A nawet w czwartą.

Babska logika rządzi!

Werwena – zobaczyłem animację, przyjemna na popołudnie. Dziękuję za ciepłe słowa.

 

 

Finkla, powieje teraz mocnym banałem, ale nie zawsze wybieramy sytuacje, w które wpadamy. Chłopiec zostaje wikłany w tę sytuację za każdym razem, gdy ktoś czyta. Czytelnik wraz z nim. Tak jak Roland zawsze wchodzi do Wieży, gdy czytamy epilog.

Po cholerę on biegnie? Nie mogę powiedzieć, ale kilka osób nad nami już to rozgryzło.

A domaganie się dobrego zakończenia to trochę czytelnicza strefa komfortu zupełnie jak ze wskrzeszeniem Sherlocka Holmesa. Chociaż (i tu dochodzimy do sedna) bunt w przypadku tej bajki mieści się pożądanych reakcjach (twoje NIE to TAK). Tak samo jak własne szukanie trzeciej drogi, ale nigdy jej nie dodam, bo jej nie ma. Przynajmniej nie w warstwie tekstowej.

Jeśli się dyskutuje z tekstem to chyba dobrze dla tekstu. Wywołuje reakcje, o to chodzi.

No i oczywiście należy rozdzielić autora i podmiot czynności twórczych.

 

A na koniec uśmiech :) , bo nie mówię tego z zadufaniem i pompą.

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

Po co chłopiec biegnie, to ja mniej więcej wiem. Wkurza mnie, że ktoś (tak, ten wredny Autor ;-) ) zmusza go do wysiłku, który nie ma sensu, bo na mecie tak cudne nagrody, że już lepiej się zastrzelić pistoletem startowym… ;-)

Nie zawsze wybieramy sytuacje, to prawda. Ale dziwnie często sytuacja, w której się właśnie znajdujemy, wynika z naszych wcześniejszych wyborów.

Babska logika rządzi!

W tym przypadku jest to wybór przeczytania Bajki o biegnącym chłopcu tego wrednego Autora. :P

Nie wiem, wszystko zdaje się ograne.

Napisane całkiem nieźle, fajny pomysł z dwoma zakończeniami – właściwie to dla mnie najmocniejsza strona tekstu, bo poza tym nie jest specjalnie oryginalny. Można by ten trik w ogóle ciekawej wykorzystać – jako element fabuły, a nie po prostu do wyboru dla czytelnika. Ogólnie nie zapadnie mi raczej w pamięci.

Tylko nie "Tęcza"!

Chciałam skrobnąć jeszcze, dlaczego nie dałam taka w głosowaniu – ponieważ na taka było tu według mnie za mało fabuły, tła (tylko metaforyczne i w domyśle), opowieści, zakończenia, a przede wszystkim merytoryki. No i te filozoficzne wtręty wyglądają tylko na zabawę (np. utożsamienie postmodernizmu ze złem jest dość powierzchowne). Tak samo jak forma. Ciekawie przedstawiłeś swój pomysł, ale zbyt oszczędnie i IMO niekonsekwentnie. Btw., gdzie tutaj jest oniryzm?

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Nowa Fantastyka