- Opowiadanie: Natan - Interes życia

Interes życia

Choćbyś miał złota skrzynie, śmierci się nie wywiniesz.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Interes życia

Długa kolejka ustawiła się przed nowo otwartym biurem. Zygmunt Itarski nie miał zamiaru w niej stawać, jednak tabliczka w oknie wystawowym przykuła jego uwagę.

Śmierć też chce mieć wolne – wołały wielkie litery. Mniejszym drukiem dookreślono nagłówek: Opłać jej urlop w czasie swojego kresu, aby przeżyć więcej niż jest Ci pisane.

Kolejka sprawnie przesuwała się do przodu. Zygmunt zbliżając się do wejścia zauważył, że ludzie wychodzący z biura są przeważnie posępni i tylko na co poniektórych twarzach można było dostrzec uśmiech.

Przekraczając próg biura Itarski zauważył cztery boksy, przy których obsługiwano petentów. Kobieta około pięćdziesiątki właśnie wstała z krzesła, co Zygmunt wykorzystał czym prędzej zajmując jej miejsce.

– Witam szanownego pana – powiedział pracownik w nienagannie skrojonym garniturze. – Mam na imię Damian i będę pana dzisiaj obsługiwał. Jak rozumiem chcemy przesunąć datę swojej śmierci. Bardzo proszę o dowód osobisty.

Zygmunt nie mógł oderwać wzroku od pracownika, dlatego tylko wymacał dowód w portfelu i przesunął go po blacie. Palce Damiana zaczęły mknąć po klawiaturze spisując dane.

– Przepraszam… Nie chciałbym być niedyskretny, ale czy przypadkiem nie jest pan… – Itarski delikatnie dotknął dłonią swej skroni. Dokończył szeptem: – Rogaczem?

– Ach, o to chodzi. – Damian pogładził palcem lewy róg. Uśmiechnął się z dumą. – Wiele lat pracy, ale w końcu się udało, jeszcze trochę i może zaczną mi się robić na nich zawijasy.

Zygmunt chwilę zastanawiał się nad położeniem, w jakim się znalazł. Chwilowo nie był niepokojony przez Damiana, gdyż ten wciąż wklepywał jego dane w komputer.

– Nie oddam duszy! – niemal syknął.

Stuk klawiatury ustał, a oczy pracownika skierowały się na petenta.

– Miło mi to słyszeć – odpowiedział Damian. – Może pan nie uwierzyć ile osób tutaj chce nam opchnąć swoją duszę. Naprawdę, utrapienie pańskie. Jakby diabeł nie mógł popracować na boku.

– Na boku? – Zygmunt czuł, że jego mózg, do tej pory w pełni kompetentny do wykonywania swoich funkcji, zaczyna gubić się w surrealizmie całej sytuacji.

– Widzę, że bardzo chce się pan zapoznać z naszą ofertą, już spieszę z wyjaśnieniem. Jesteśmy firmą reprezentująca Związek Zawodowy Śmierci, w skrócie ZZŚ.  Zarząd związku uznał, że urlop przekładany z wieku na wiek jest pogwałceniem praw związkowców. Góra była jednak nieugięta wobec takiego roszczenia, dlatego ogłoszono strajk.

– Strajk? – powtórzył Zygmunt. – Chyba byłoby wiadomo, gdyby nagle ludzie przestali umierać.

– Trafił pan w sedno! – Ucieszył się Damian. – Wynikł problem logistyczny, o którym raczył pan wspomnieć. I tu do akcji wkraczamy my. W związku z tym, że jest to strajk, pracodawca nie pokryje kosztów podróży i zakwaterowania, a urlopy na Ziemi nie są tanie. Dlatego postanowiono wyznaczyć wysoką cenę na przedłużenie życia, aby zapobiec masowej, niekontrolowanej nieśmiertelności.

– Rozumiem – powiedział Zygmunt, co dziwne, mówił absolutnie szczerze. – Ile w takim razie to będzie kosztować?

– Kontraktujemy umowy na małe skrzyneczki złota, dlatego cena może się minimalne wahać w zależności od kursu tego kruszcu. Jeśli mówimy o złotych polskich kwota powinna wynieść mniej więcej tyle – to mówiąc diabeł chwycił długopis leżący do tej pory na biurku i napisał na karteczce liczbę. Zygmunt odebrał papier i długo wpatrywał się kwotę.

– Dużo tych zer – skwitował w końcu.

– Zaiste – zgodził się Damian. – Wyjaśniłem panu już powody takiej ceny.

– Można wziąć na raty? – zapytał posępnie Zygmunt.

– Na jaki okres ratalny chce pan rozłożyć płatność?

– Jakieś, bo ja wiem… Dwadzieścia lat?

Palce diabła znów powędrowały po klawiaturze. Zygmunt cierpliwie czekał na wyrok.

– Mam dla pana dobrą nowinę. – Uśmiechnął się Damian. – W pana przypadku jest to możliwe. Jak rozumiem drukować umowę?

Zygmunt nieśmiało kiwnął głową.

– Podpisać krwią? – spytał Itarski po przeczytaniu dokumentów.

– No gdzież pan… – zdziwił się Damian. – Nawet pan nie przypuszcza jakie kiedyś były z tym problemy. Teraz na szczęście wystarczy zwykły atrament.

To powiedziawszy diabeł podał mężczyźnie długopis. Zygmunt namyślał się kilka sekund, aż w końcu podpisał.

***

Wróciwszy do domu Zygmunt schował umowę do teczki, którą z kolei ukrył na dnie szafy. Postanowił nie chwalić się rodzinie interesem życia. Namyślał się, czy wtajemniczyć w sprawę Magdę, swoją żonę, jednak uznał, że po pierwsze nie stać ich na dwie skrzyneczki złota, a poza tym w takim wypadku formuła „dopóki śmierć nas nie rozłączy” mogła oznaczać bardzo długo. Gdy już się spłaci to kto wie, może czekać go będzie drugie życie, czyli i być może druga żona – nie ma co się ograniczać.

– Cześć, skarbie – odezwała się Magda, gdy Zygmunt pospiesznie zamykał szafę. – Jak minął ci dzień?

– Zwyczajnie – skłamał. – Bez żadnych rewelacji. Co tak ładnie pachnie?

– Obiad, chodź póki wszystko gorące.

Zygmunt usiadł do stołu i zobaczył na talerzu swój ulubiony kotlet schabowy. W piekarniku dostrzegł pieczeń. Wolno przeżuwając posiłek zastanawiał się nad kosztami posiłków. Mięso było dość drogie – może by tak na tym zacząć oszczędzać? Tylko jak przekonać do tego Magdę…

***

Magda siedziała z Pauliną, swoją najlepszą przyjaciółką, w jednym z pubowych ogródków sącząc powoli złocisty trunek i delektując się słoneczną pogodą.

– Świetnie wyglądasz, Madziu – zauważyła jej kompanka. – Jak ty to robisz?

– Wiesz, że zawsze myślałam o tym, żeby zostać wege. W końcu udało mi się przekonać do tego Zygmunta. Nie chwaliłam się tym wcześniej, ale myślę, że po roku już mogę.

– Serio? – zdziwiła się Paulina. – Przekonałaś tego mięsożercę? Jesteś cudotwórczynią?

– Powiedzmy, że mistrzynią perswazji – uśmiechnęła się Magda. – W sumie sama nie wiem jak mi się to udało, ale ostatnimi czasu bardzo się zmienił. Sprzedał nawet telewizor, bo stwierdził, że lepiej czytać książki z biblioteki, niż karmić oczy jakąś audiowizualną papką. To naprawdę niesamowite.

– Ty to masz szczęście – westchnęła Paulina. – Mój Stach po pracy tylko wyro, browarek i telewizor.

Magda zastanowiła się przez chwilę, czy powinna zwierzyć się koleżance ze wszystkich zmian. Zdecydowała, że jednak z kim, jak z kim, ale z Pauliną może być szczera.

– Przynajmniej często go widujesz – powiedziała cicho. – Zygmunt znalazł jakieś dodatkowe fuchy na budowie. Naprawdę nie wiem czemu tyle pracuje. Ledwo co wpadnie do domu, zje coś szybko i już biegnie do następnej pracy. Cały czas mówię, żeby się nie przemęczał, ale w ogóle mnie nie słucha. Najgorsze jest to, że gdy już w nocy przychodzi do domu, myje się i od razu idzie spać. Codziennie!

– Cóż, teraz nie wygląda to tak różowo. Mam nadzieję, że to tymczasowe.

Cisza zawisła w powietrzu. W końcu Magda postanowiła ją przerwać:

– A mówiłam ci, że ta zołza z trzeciego piętra znowu coś namieszała w papierach… – Temat pracy był o wiele weselszy.

***

Mina Magdy mówiła wszystko. Po dziesięciu latach wspólnego życia Zygmunt umiał wyczytać z twarzy żony każdą emocję. W tym momencie była zła i tylko chwila dzieliła ją od furii. Łudził się, że zdąży się odkuć, jednak w głębi duszy wiedział, że ten dzień musiał nadejść.

– Zastawiłeś nasz dom! – krzyknęła Magda zgodnie z przewidywaniem. – Rozum ci odjęło. To dom twoich rodziców.

– Kochanie… – Zygmunt chciał załagodzić sytuację, ale żona mu przerwała:

– Nie wyskakuj mi z żadnym „kochaniem”, powiedz tylko jaki masz problem? Ponoć pracujesz od rana do nocy, prawie cię nie widuję, ale jak się okazuje nie mamy żadnych oszczędności. Na co przepuszczasz te wszystkie pieniądze?

Złoto podrożało. Można było się tego spodziewać, gdyż ten kruszec zawsze drożeje. Dlatego raty też wzrosły. Jak mógłby powiedzieć jej prawdę – widzisz, kochanie, spotkałem diabła, który pracuje dla Związku Zawodowego Śmierci i muszę spłacać raty za skrzynkę złota, aby przedłużyć swoje życie. Nie, to zdecydowanie nie wchodziło w grę.

– Hazard – powiedział po dłuższej ciszy Zygmunt. – Karta się odwróciła i przez chwilę będzie ciężko, ale niedługo się odkuję.

Magda spojrzała na niego tak, jak jeszcze nigdy. Zastanawiał się co ta mina może znaczyć. Litość? Żal?

– Wracam do mamy. Jeśli się nie opamiętasz, to będzie nasz koniec.

Magda chwyciła przygotowaną wcześniej walizkę i wyszła z domu. Zygmunt wiedział, że powinien za nią pobiec, obiecać poprawę. Ale nie chciał już dłużej kłamać.

Czuł, że żona do niego nie wróci. Jak się później okazało, miał rację.

***

Zygmunt otworzył oczy, dzięki czemu mógł podziwiać śnieżnobiały kolor. Zastanowił się chwilkę. Przecież w sypialni miał żółty sufit.

Świadomość powoli zaczęła do niego dochodzić. Chciał szybko wstać z łóżka, w którym się znajdował, jednak ciało odmówiło mu posłuszeństwa. Mógł się tylko powoli unieść o kilka centymetrów, co wystarczyło żeby się rozejrzeć. Zgodnie z przypuszczeniem znajdował się w szpitalu.

Dopiero w tym momencie zorientował się, że cały czas słyszy miarowe pikanie dobiegające z urządzenia obok.

– Panie doktorze! – Usłyszał kobiecy głos. – Pacjent się przebudził.

Kilka szybkich wdechów i Zygmunt był w stanie przyjąć pozycję siedzącą na łóżku. W samą porę, gdyż do sali, sądząc po uniformach, wszedł lekarz, a zaraz za nim w pomieszczeniu pojawiła się pielęgniarka.

– Witamy wśród żywych – odezwał się lekarz. – Proszę więcej się tak nie przemęczać. Po pierwszym zawale ryzyko kolejnego wzrasta dwukrotnie.

– Miałem zawał? – zastanawiał się na głos Zygmunt. Po chwili wspomnienia zaczęły do niego wracać. – A tak, zdążyłem zejść z drabiny.

– Dokładnie, miał pan szczęście, że pracodawca umiał rozpoznać objawy zawału, inaczej mogło być krucho. Chce pan powiadomić kogoś z rodziny lub przyjaciół, że jest pan cały i zdrów?

– Nie – odpowiedział bez wahania pacjent. – Nie mam nikogo takiego. Kiedy mogę stąd wyjść?

– Powinien pan leżeć przez tydzień, ale myślę, że za trzy dni może pan wrócić do domu.

Mężczyzna skinął głową, a lekarz po dłuższej ciszy wyszedł z sali. W głowie Zygmunta odbywały się szybkie rachunki ile pieniędzy straci przez swoje głupie ciało. Działania zawsze dawały ten sam wynik – za dużo.

Zawał nie zrobił na nim zbytniego wrażenia – wiedział, że diabeł nie zgodziłby się na rozłożenie rat na dwadzieścia lat, gdyby wcześniej miał kopnąć w kalendarz. Stąd wniosek, że ma przed sobą jeszcze przynajmniej trzy lata życia.

Trzeba było się spieszyć z pracą, aby nie tylko spłacić skrzyneczkę, ale też mieć dość pieniędzy, aby w pełni korzystać z drugiego życia.

Zygmunt westchnął do swoich myli. Odczeka te trzy dni i znów ruszy do pracy.

***

Damian z uśmiechem uściskał dłoń Zygmunta.

– Interesy z panem to prawdziwa przyjemność, gratuluję spłacenia wszystkich rat. Skrzyneczka ze złotem już powędrowała do przydzielonej panu śmierci.

– Też się cieszę, w końcu będę mógł wypocząć. Pozwolę sobie zauważyć, że różki ciekawie się zaokrągliły od naszego ostatniego spotkania

– A dziękuję. Życzę panu wypoczynku z całego serca.

Zygmunt z uśmiechem na ustach wyszedł z biura w ciemną noc. Damian posortował wszystkie dokumenty, zgasił światło i również wyszedł z budynku, zamykając za sobą drzwi. Zygmunt był jego ostatnim klientem w tym dniu.

Już miał wracać do siebie, gdy zaczepił go chudy mężczyzna w hawajskiej koszuli z walizką w ręku. Kilka sekund zajęło mu ustalenie kogo ma przed oczami.

– Heniek! – zawołał w końcu diabeł i objął starego znajomego. – To ty jeszcze nie na wakacjach? Nie mów żeś całą skrzyneczkę złota zdążył przepieprzyć.

– Nie no skąd – uśmiechnął się śmierć. – Na lotnisko idę. Przechodziłem to pomyślałem, że wpadnę. Kasy powinno mi starczyć na trzy lata. Klient powinien być zadowolony. Wielkie dzięki za pomoc przy strajku.

Słysząc to Damian pierwszy raz tego dnia szczerze się uśmiechnął.

– Cała przyjemność po mojej stronie, dosłownie. Niby klient zarzekał się, że duszy nie sprzeda, a napracował się, aby mi ją za darmo oddać.

Przyjaciele jeszcze długo śmiali się, jakby Damian opowiedział właśnie wyborny żart.

Koniec

Komentarze

Jeszcze tydzień do zakończenia konkursu, a tutaj prawdziwe bombardowanie pracami. I to jeszcze na moim dyżurze! ;)

Puenta na koniec – w punkt. Absurd podany w dobrych ilościach, bardzo ubawiła mnie rozmowa z diabłem, ten ZZŚ, opłacanie skrzynki. Zachowanie Zygmunta takie życiowe, znam ludzi którzy też spłacają tak swój kredyt, stając się pracoholikami. Technicznie też nic nie przeszkadzało w czytaniu.

Podsumowując: jest okej i z fajerwerkami! ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Tytuł dobrany idealnie. Fajny pomysł. Szkoda, że w starożytnej Grecji nie wpadli na takie rozwiązanie, gdy Syzyf uwięził Hadesa ;) Morał przekazany w przyjemny sposób. Jeden błąd strasznie rzucił mi się w oczy:

– Obiad, chodź puki wszystko gorące. – póki

Krótko – niezły tekst.

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Bardzo mi przyjemnie, że tekst się podoba. Z powodu błędu kajam się i już poprawiam.

“Kolejka sprawnie przesuwał się do przodu.” → przesuwała

 

“Kobieta około pięćdziesiątki właśnie wstała z krzesła, co Zygmunt wykorzystał czym prędzej zajmując jej miejsce.” – W sumie to w połączeniu ze wzmianką, że bohater nie planował stawać w kolejce, brzmi tak, jakby tę kolejkę ominął i się przed kogoś po prostu wcisnął ; p

 

“Itarski delikatnie dotknął dłoniom swej skroni. W końcu dokończył szeptem. – Rogaczem?”

  1. Dłonią, nie dłoniom. 2. “W końcu dokończył” to powtórzenie. 3. Po “szeptem” dwukropek, a nie kropka.

“Damian uniósł dłoń dotykając lewego rogu.” – Powtórzenie “dłoni”, która dopiero co padła.

 

“Zygmunt chwilę zastanawiał się nad położeniem[+,] w jakim się znalazł. Chwilowo nie był niepokojony przez Damiana, gdyż ten wciąż wklepywał jego dane w komputer.

– Nie oddam duszy! – niemal syknął Itarski.” – Dookreślenie, kto syknął, jest zbędne.

 

“…to mówiąc chwycił długopis i karteczkę leżące do tej pory na biurku i napisał na nim kwotę. Zygmunt odebrał papier i długo wpatrywał się w kwotę.”

  1. Tu dookreślenie jest potrzebne. Kto chwycił długopis? Ostatnim podmiotem był Zygmunt. 2. Napisał na niej, na karteczce, nie na nim. 3. Powtórzenie “kwotę”.

“– No gdzież pan… – Zdziwił się Damian.” – Zdziwił małą literą.

 

“Wróciwszy do domu Zygmunt schował umowę do teczki, która z kolei ukrył na dnie szafy.” – którą

 

“Postanowił nie chwalić się rodzinie z interesu życia.” – Nie chwalić się interesem, a nie z interesu

 

“dopóki śmierć nas nie rozłącz” – rozłączy

 

“– Cześć[+,] skarbie – odezwała się Magda…”

 

“Nie chwaliłam się tym wcześniej, ale myślę[+,] że po roku już mogę.”

 

“– Powiedzmy, że mistrzynią perswazji –uśmiechnęła się Magda.” – brak spacji

 

“– A mówiłam ci, że ta zołza z trzeciego piętra znowu coś namieszała w papierach[+…]tTemat pracy był o wiele weselszy.”

 

“…widzisz[+,] kochanie, spotkałem diabła, który pracuje dla Związku Zawodowego Śmierci i muszę spłacać raty za skrzynkę złota, aby przedłużyć swoje życie. Nie[+,] to zdecydowanie nie wchodziło w grę.”

 

“Jeśli się nie opamiętasz[+,] to będzie nasz koniec.”

 

“…jednak ciało odmówiło mu posłuszeństw.” – posłuszeństwa

 

“– Miałem zawał? – Zzastanawiał się na głos Zygmunt.”

 

“Trzeba tylko było się spieszyć z pracą, aby nie tylko spłacić skrzyneczkę…”

 

“Damian z uśmiecham uściskał dłoń Zygmunta.” – uśmiechem

 

“Zygmunt z uśmiechem na ustach wyszedł z biura w ciemną noc[+.] Damian posortował wszystkie dokumenty, zgasił światło i również wyszedł z budynku[+,] zamykając za sobą drzwi.”

 

“…gdy zaczepił go chudy mężczyzna w hawajskiej koszuli i [+z] walizką w ręku.”

 

“– Heniek! – zawołał w końcu diabeł i objął starego znajomego[+.]

 

“Słysząc to Damian pierwszy raz tego dnia  szczerze się uśmiechnął.” – zbędna spacja

 

Melduję, że przeczytałam ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Przykro mi, że w tak krótkim tekście udało mi się nagromadzić tyle błędów. Dziękuję za ich wytknięcie. Melduję, że już zostały usunięte. 

Bardzo udane opowiadanie. Przyjemnie się czytało i przysłowie dobrze zobrazowane, i trochę absurdu… Pozdrawiam.

Tak jakoś podejrzewałam, że w tym interesie musi tkwić jakiś haczyk ;)

Znalazłeś ciekawy pomysł, żeby przedstawić wybrane przysłowie, fajnie je wykorzystałeś, dobrze zrealizowałeś (dobrze mi się czytało).

Podobało mi się :)

Znam tylko pięć liter ;)

Przeczytane. Miła lektura, fajny pomysł. Spodobało mi się Twoje podejście do przysłowia.

Niezły pomysł i takież wykorzystanie przysłowia. Choć wykonanie mogłoby być lepsze, czytało się całkiem miło. :)

 

Na­zy­wam się Da­mian i będę pana dzi­siaj ob­słu­gi­wał. – Czy Damian to nazwisko? Jeśli nie, winno być: Mam na imię Damian i będę pana dzi­siaj ob­słu­gi­wał.

 

ile osób tutaj chce nam opchać swoją duszę. – …ile osób tutaj chce nam opchnąć swoją duszę.

 

Góra była jed­nak nie­ugię­ta przed takim rosz­cze­niem… – Góra była jed­nak nie­ugię­ta wobec takiego rosz­cze­nia… Lub: Góra nie chciała się jed­nak ugiąć przed takim rosz­cze­niem

 

Chyba by­ło­by wia­do­mo, gdyby nagle lu­dzie prze­sta­li­by umie­rać.Chyba by­ło­by wia­do­mo, gdyby lu­dzie nagle prze­sta­li­ umie­rać.

 

Magda sie­dzia­ła z Pau­li­ną, jej naj­lep­szą przy­ja­ciół­ką… – Magda sie­dzia­ła z Pau­li­ną, swoją naj­lep­szą przy­ja­ciół­ką

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za wskazanie kolejnych błędów – staram się poprawić warsztat, ale niestety nie przychodzi to łatwo.

Istotnie, nie jest to łatwe, jednakowoż nie ustawaj w staraniach, a na pewno doczekasz się efektów. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mam taką nadzieję – mimo, że nie jest najlepiej było zdecydowanie gorzej :P

Fajny tekst. Lubię takie lekkie, sympatyczne, z przymrużonym okiem.

Ech, ile można ludziom tłumaczyć, że nie podpisuje się umów z diabłami. A ci swoje…

Babska logika rządzi!

O, bardzo mi się. Niby absurdalne, ale z dużym sensem. 

Dodaję klika.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Spodziewałem się innej puenty, ale Twoja jest zdecydowanie lepsza. Powoduje, że opowiadanie staje się czymś więcej niż prostą humoreską.

Stylistycznie – lekko, ale gdyby dojrzało jeszcze kilka dni, byłoby pewnie… dojrzalsze.

Bardzo dziękuję za ciepłe przyjęcie tekstu i kliki do biblioteki – ale jestem dumny :D 

Coboldzie – dziękuję za wiarę w możliwość zmienienia tego tekstu w bardziej dojrzały. Muszę jednak stwierdzić, że zwykle potrzebuję dłuższej przerwy, żeby tekst poprawiać na świeżo, a jednak konkursy na portalu nie są tak długie. Mam nadzieję, że przyszłe teksty będą lepsze warsztatowo.

Tekst czytało się bardzo przyjemnie, tylko w jednym miejscu coś mi zgrzytnęło:

“Jeśli mówimy o złotych polskich kwota powinna wynieść mniej więcej tyle – to mówiąc diabeł chwycił długopis i karteczkę leżące do tej pory na biurku i napisał na niej liczbę.”

Musiałem przeczytać to zdanie kilka razy, żeby zrozumieć co się stało. Ale może to tylko mój niedobór porannej kawy :)

Mam nadzieję, że chodzi o ten niedobór. Nikt się wcześniej nie uskarżał na to zdanie.

Trochę nad tym jeszcze myślałem dziś rano i może posłużę się przykładem. Które z tych dwóch zdań jest wg Ciebie przyjemniejsze w odbiorze:

“Wziął patelnię i jajko i rozbił je na niej.”

czy może:

“Postawił patelnię i rozbił na niej jajko”

Mnie zdecydowanie łatwiej czyta się to drugie ;)

 

Doprawdy jesteś niczym Sokrates, który jedynie pomaga naprowadzić na pomysł, a nigdy nie podaje gotowej odpowiedzi.

Zdanie zmieniłem na “to mówiąc diabeł chwycił długopis leżący do tej pory na biurku i napisał na karteczce liczbę.” – mam nadzieję, że przez zmianę wiadomo, że karteczka też gdzieś tam w pobliżu była. Chyba, że to jeszcze nie to?

Jak dla mnie – o wiele lepiej smiley Teraz mogłem przeczytać płynnie, bez robienia przystanku.

Czasem nie trzeba dokładnie wszystkiego tłumaczyć, można polegać na archetypach (fajnie pisał o tym Pilipiuk w cz. 7 swojego artykułu/poradnika “Piszemy bestselera”, który można znaleźć na sieci).

W tym przypadku – mamy urzędnika przy biurku. Raczej oczywiste, że ma gdzieś pod ręką kartkę i długopis ;)

Dzięki za wskazówkę.

No faktycznie – interes życia ;) Bardzo sympatyczny tekst z ciekawym zakończeniem.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Melduję, że przeczytałam :) Dłuższy komentarz po zakończeniu konkursu.

Lekki, przyjemne, podane z fajnym humorem. Tu i ówdzie można by dopieścić, ale całościowo jest nieźle. Miła lektura. A imię Damian to przypadkiem, czy celowo?

Miło mi, że lekko się czytało. Co do Damiana to imię było przypadkowe, pierwsza literka mogła skojarzyć się z demonem :P

Damian to cholernie szatańskie imię, zawsze kojarzy mi się z tym dzieciakiem z filmu “Omen”:)

Haha, ja miałem w podstawówce Damiana w klasie, więc może dlatego mi się nie kojarzyło :D

Podobało mi się. Główny bohater jest everymanem, ale do tej historii pasowało to jak ulał. Momentami relacje międzyludzkie wydały mi się zbyt sztuczne. Ale całość wypada dobrze. Jest fajny pomysł, jest fajne przedstawienie przysłowia, jest puenta, jest przesłanie. 

Jestem zadowolony z lektury :)

Udane opowiadanie!

Napisane lekko, czytało się sprawnie. Rozrywkowe, a zarazem życiowe :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Nadrabiam:

 

Sympatyczne opowiadanko, choć pointa mnie nie rzuciła na kolana. Smutno jakoś, że Zygmunt tak bardzo egoistycznie się zachował, nawet nie pomyślał o żonie… I nie żałował najwidoczniej jej odejścia. W czytaniu przeszkadzały wymienione przeze mnie wcześniej potknięcia, jednak lektura ogólnie na plus, do uśmiechnięcia.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki za komentarz.

Jednak Zygmunt pomyślał o żonie, jednak widać nie uważał jej za miłość swojego życia. Dodatkowo brak wielkiego żalu po odejściu żony można tłumaczyć albo przeskokami w czasie i swoje odcierpiał, albo “syndromem utraconych środków” – może doszedł do wniosku, że wszystko odzyska w drugim życiu. Kto wie?

Bardzo sympatyczne opowiadanko.

Fajnie, że przedstawiłeś fragment historii z perspektywy Magdy, dodało to nieco humoru i smaczku (oj, faktycznie udało jej się “namówić” męża na wegetarianizm ;)). Sam pomysł ze śmiercią na urlopie i sposobem na uniknięcie masowej nieśmiertelności – super. Podobała mi się też postać Damiana, ale też miałam skojarzenie z “Damienem”z Omenu.

Natomiast muszę się przyznać, że chyba nie do końca zrozumiałam. Czy chodzi o to, że bohater przez 20 lat harował, żeby przedłużyć sobie życie o 3 lata?

Ogólnie – pomysł fajny, wykonanie trochę kulało, ale dobrze, że poprawiłeś, jednak mi zabrakło tego “czegoś”, co by mnie z kapci wyrwało :)

Dzięki za komentarz.

I muszę stwierdzić, że dobrze zrozumiałaś – zyskał tylko trzy lata życia harując dwadzieścia. 

Ło matko, toż to niezły szwindel! Amber Gold to przy tym pikuś ;)

A mi się pomyślało, że nic nie zyskał – że zawierali umowy tylko z tymi, którzy mieli jeszcze sporo życia przed sobą. Bohater miał bodajże 23. Z tego dwadzieścia przeharował za bezdurno…

Babska logika rządzi!

Jak to pisał Cobold – czytelnik ma zawsze rację. Każdy, nawet jeśli tezy czytelników są przeciwstawne.

Bardzo fajne opowiadanie. I świetnie napisane, i wybitnie mocno niegłupie, i, generalnie, cholernie sympatyczne. Zdecydowanie jeden z moich faworytów w konkursie.

Gorzej, że finał, a ściślej: ta wzmianka o oddawaniu duszy, ni w ząb mi nie pasuje do niczego. Przekaz, zwłaszcza w zestawieniu z tytułem (któremu dodaje kilka grubych punków do ironicznego geniuszu) jest cudownie oczywisty, a to zdanie samo w sobie jest po prostu kwintesencją zajebistości (i, swoją drogą, powinno zamykać opowiadanie. Gdyby tak wywalić to, co potem, efekt byłby jeszcze lepszy), ale nie potrafię go połączyć w sensowną całość z warunkami umowy czy też czymkolwiek innym. I to, niestety, psuje odbiór w sposób dosyć wyraźny. Nie na tyle jednak, żeby opowiadanie skreślać, szczególnie, że obok świetnej fabuły mamy i rewelacyjne wykonanie. Zarówno każda pojedyncza scena, jak i tekst w całości po prostu cieszą oko. A to fajnym, leciuchnym stylem, a to błyskotliwymi, a przy tym niezwykle naturalnymi (jak na takie tematy, rzecz jasna) dialogami, a to zdaniami-perełkami właśnie w stylu tego już wspomnianego.

Nawiązanie do przysłowia, choć z reguły wolę w tym punkcie mniej dosłowności, również bardzo mi się podoba.

Nie mogę Ci pogratulować podium, ale pozwól, że nim odejdę, pogratuluję chociaż świetnego opowiadania. Tak więc: gratuluję.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dziękuję. Bardzo cieszę się, że nie uznałeś czasu spędzonego przy tym opowiadaniu za stracony.

Twój komentarz mobilizuję do dalszego tworzenia.

Nowa Fantastyka