- Opowiadanie: annyonne - Dziewczyna na brzegu

Dziewczyna na brzegu

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Dziewczyna na brzegu

Ta historia wydarzyła się w czasach, gdy morze było jeszcze bardzo młode i nieujarzmione. Wzgórze, na którego zboczach dzisiaj wznosi się piękne miasto, było tylko wyspą otoczoną w całości przez fale. Na wyspie i wybrzeżu mieszkał naród rybaków i kupców, ludzi którzy we krwi mieli morską sól i kochali zew wiatru wzywający ich ku dalekim horyzontom. Pokojowo nastawionym ludem rządził Król z Wyspy. Wieże jego zamku były drogowskazem dla marynarzy i rybaków, wracających do domu czy to za dnia, czy w nocy. Właśnie córka ostatniego Króla z Wyspy jest bohaterką tej opowieści…

***

Królewna była nieco rozpieszczoną i niekiedy nazbyt samodzielną, lecz przyjaznego usposobienia dziewczynką. Lubiła wymykać się z zamkowych murów i sobie tylko znanymi ścieżkami wędrować na małą, ukrytą przed oczami postronnych plażę. Wypatrywała stamtąd rybaków wypływających rano na połów i wracających wieczorem z ciężkimi sieciami; wyczekiwała widoku wielkich, wzdętych od wiatru żagli kupieckich statków płynących z odległych krain; śledziła ulotne ścieżki, którymi krążyły nad wodą mewy i rybitwy, i zbierała wyrzucone przez morze skarby. Był to jej azyl, samotnia i tajemnica. Największym zaś sekretem był chłopiec, którego niekiedy spotykała na brzegu. Idąc na plażę, nigdy nie wiedziała, czy tego dnia go ujrzy. Czasami nie widywali się przez całe miesiące, by potem spotykać się niemal dzień w dzień. Miał włosy wypłowiałe do białości i oczy jasne niczym najczystsza woda, zaś jego gibkie ciało było złociste jak drobny piasek na plaży. Bawili się razem całe dnie, brodzili w płytkiej przybrzeżnej wodzie, łowili maleńkie rybki i morskie ślimaki, zbierali muszle i kamienie, które potem chowali w zakamarkach skał. Z chłopcem córka króla nie bała się wspinać po stromych urwiskach w poszukiwaniu gniazd morskich ptaków. Nie znali swoich imion, lecz dzieci nie potrzebują ich do nawiązania przyjaźni.

W miarę jak dziewczynka rosła, rodzice i wychowawcy zwracali coraz baczniejszą uwagę na jej zachowanie. Wymknięcie się na ulubioną plażę było coraz trudniejsze, i coraz rzadziej widywała chłopca. Kiedy zaś się spotykali, atmosfera między nimi także była inna, mniej radosna, podszyta niewypowiedzianą urazą.

Pewnego dnia przyszła na plażę w porze odpływu. Cofająca się woda odsłoniła szeroki pas mokrego piachu, pełnego wodorostów, muszli, porzuconych na piasku meduz, które powoli wysychały w słońcu i rozmaitych morskich śmieci. Przeszła kilka razy wzdłuż brzegu, lecz nie miała chęci do poszukiwania skarbów. Od nieświeżego, słono-zgniłego zapachu powietrza robiło jej się trochę niedobrze. Już chciała wracać, gdy zza wielkiego głazu wyszedł chłopiec. On również sprawiał wrażenie, jakby nie był w dobrym nastroju. W ręce niósł kij, którym dźgał mokry piach, jednak nie zatrzymywał się i nie sprawdzał, czy coś wykopał.

– Znalazłeś coś? – spytała bez zainteresowania.

– Nic dziś nie ma. Tylko wodorosty i śmieci – mruknął pochmurnie i stanął obok niej, wlepiając spojrzenie w zamglony horyzont. – Długo cię nie było.

– To ciebie długo nie było – odparowała, nagle dotknięta. Spojrzała na niego z ukosa. Białe włosy miał potargane, i dopiero teraz dostrzegła, że tkwiły w nich zielone niteczki wodorostów. Skrzywiła się mimowolnie i odsunęła o krok.

– Nie chciałaś przyjść do mnie. Nie chcesz już tu przychodzić. Nie obchodzę cię! – wybuchnął nagle, smagając kijem kłąb zbrązowiałych morskich traw.

– Jak śmiesz! Tak się składa, że jestem córką Króla z Wyspy i nie muszę się tobą przejmować. Nie muszę się przejmować niczym ani nikim! – syknęła.

Wbił w nią spojrzenie zmrużonych oczu.

– Tak się składa – wycedził przez zęby – że ja również władam królestwem. I nie będę się przejmował jakąś rozkapryszoną dziewuchą!

Nim zdążyła ochłonąć, odwrócił się do niej plecami, odrzucił kij w morze i znikł między skałami. Została na plaży aż do zmroku i odeszła dopiero, gdy do brzegu przybiły rybackie łodzie z sieciami ciężkimi od udanego połowu.

***

Minęło kilka lat, a królewska córka nie wracała na swoją plażę. Wspomnienie rozstania z towarzyszem zabaw początkowo było zbyt żywe, zbyt przykre; później zaś zbladło, a dorastającą dziewczynę pochłonęły inne zajęcia i rozrywki. Pewnego dnia, a było to kilka miesięcy po jej pierwszym krwawieniu, gdy stała się kobietą, wspomnienia niespodziewanie wróciły. Przypomniała sobie ukrytą plażę i zapragnęła ją odwiedzić.

Przyszła w porze przypływu, o zachodzie słońca. Usiadła na skałach i patrzyła w zadumie na spokojne, szmaragdowe wody. Nagle ujrzała wychodzącego spomiędzy skał młodzieńca. Miał złote włosy o czerwonawym odcieniu, układające się w miękkie loki, i najpiękniejsze jakie kiedykolwiek widziała oczy w odcieniu morskiej wody. Zaczęli rozmawiać, żartować i śmiać się razem, i nim nastała noc, królewska córka pokochała nieznajomego całym sercem. Gdy wzeszedł księżyc, i dziewczyna musiała już wracać do zamku, młodzieniec ucałował ją czule.

– Za każdym razem, gdy przyjdziesz na tę plażę w porze przypływu, ja będę czekał na ciebie. – Odszedł między skały. Zawołała za nim, by poczekał, powiedział jak ma na imię i skąd przyszedł, ale nie dosłyszał wołania. Od tej pory córka króla marzyła tylko o chwili, w której ponownie ujrzy swego kochanka. Trudniej było jej się jednak wymknąć, niż w czasach, gdy była dzieckiem. Z niecierpliwością wypatrywała odpowiedniej pory na potajemne spotkanie.

Nim ten dzień nastąpił, ściany jej domu spłynęły krwią.

***

Przybyli zza linii horyzontu, a na karminowych żaglach nieśli złociste słońce zbroczone krwią. Byli ludźmi morza, ale innymi niż spokojny lud zamieszkujący wybrzeże i archipelag. Rodzili się i umierali na morzu, nigdzie na stałym lądzie nie mając domu. Karmili morskie fale ciałami pokonanych wrogów i tej nocy nakarmili je ciałami poddanych Króla z Wyspy. W zamku broniono się najdłużej, lecz wyspiarze nie mieli szans w starciu z bezwzględnymi najeźdźcami. Król zginął jako pierwszy, z gardłem rozpłatanym krzywą szablą. Na jego pierś upadła królowa, przeszyta rapierem. Królewską córkę do ostatniej chwili próbowali osłaniać wierni strażnicy, ale i oni w końcu ugięli się przed wrogiem. Przerażona i zrozpaczona, kierowana ślepym przerażeniem, wybrała jedyną drogę której nie obstawili jeszcze najeźdźcy i umknęła na sekretną plażę.

Morze było granatowe i groźne, a spod chmur wiał ostry, zimny wiatr. Przestraszona stała na skałach, na próżno próbując przeniknąć wzrokiem ciemność przedświtu, beznadziejnie wypatrując drogi ucieczki, której być tam nie mogło. W uszach wciąż słyszała krzyki umierających i dzikie wrzaski korsarzy. Wiedziała, że nie minie wiele czasu, a dopadną także i ją. Usłyszała ochrypłe głosy, dostrzegła ciemne sylwetki morskich zabójców w zejściu na plażę. Weszła po kolana w wodę, gotowa rzucić się w spienione fale, gdy drogę piratom zastąpił potężny wilk morski. Ramiona mężczyzny były wytatuowane w ciała morskich potworów, miał gęste czarne włosy i dzikie spojrzenie ciemnych oczu. Nie znała go, lecz on widząc jej strach skłonił się niczym przed królową i z wojennym okrzykiem rzucił na korsarzy. Walczył zaciekle i nim sam padł na ziemię, położył wielu napastników. Wielka fala przetoczyła się przez plażę i zabrała ciała poległych. Dziewczyna uchwyciła się przybrzeżnej skały, gotując się na śmierć, gdy na plażę wyszedł strojnie odziany mężczyzna. Jego szaty zdobne były w znak krwawego słońca. Choć otaczali go zakrwawieni wojownicy, jego samego nie splamiła ani kropla. Jego czarne, długie włosy zdawały się wchłaniać słaby blask wschodzącego słońca, matowe niczym noc. Kapitan korsarzy zwrócił się do sparaliżowanej strachem dziewczyny.

– Córko Króla z Wyspy, jeśli pójdziesz teraz ze mną i poślubisz mnie, oszczędzę twój lud i jego domostwa. Ich życie spoczywa teraz w twoich rękach.

Fale przyboju łomotały wściekle o brzeg, gdy dziewczyna o pustych oczach podała dłoń mordercy swojej rodziny i poszła wraz z nim do zamku, by go poślubić i ocalić pozostałych jeszcze przy życiu poddanych ostatniego Króla z Wyspy.

***

Od strasznej nocy mordów, na szczycie wyspiarskiego zamku łopotały karminowe flagi. Światło w najwyższych wieżach wskazywało teraz drogę już nie rybakom i kupcom wracającym do domu, lecz korsarzom objuczonym krwawymi łupami. Kapitan Krwawe Słońce cieszył się swoją zdobyczną żoną przez kilka miesięcy, lecz zew morza w jego duszy był zbyt silny. Nim nadeszły zimowe sztormy, odpłynął na wyprawę. Pustooka królewna nie odzywała się do nikogo. Poddani jej unikali, a siepacze męża budzili w niej wstręt. Z początku chodzili za nią krok w krok, pilnie strzegąc skarbu swego kapitana, lecz im dłużej nie wracał, tym bardziej dyscyplina wśród strażników ulegała rozluźnieniu, aż wreszcie pewnego dnia żona korsarza zdołała się wymknąć z zamku.

Nogi poniosły ją na plażę, jedyne miejsce na wyspie, do którego mogła pójść. Morze było posępne, zielonoszare fale pod zachmurzonym niebem toczyły się ociężale i z hukiem rozbijały o przybrzeżne skały. Pragnęła być sama, lecz na skałach siedział siwy starzec o oczach w kolorze ołowiu i długich włosach i brodzie, zaplecionych w grube warkocze. Młoda kobieta usiadła obok. Chciała milczeć, lecz gdy spojrzała w bezmiernie stare i mądre oczy starca, wyznała mu cały ból, łzy i smutek, które przeżyła. Podzieliła się też tajemnicą, która ciążyła jej w sercu niczym ogromny głaz.

– Jestem brzemienna. Noszę w łonie dziecko zabójcy mojej rodziny, człowieka który zniszczył mój lud – wyznała starcowi w rozpaczy. – Pragnę umrzeć, już nic nie czuć. Kiedyś sądziłam, że kogoś pokochałam, lecz było to tylko złudzenie. Nie obronił mnie, a teraz nie ma już kogo ratować.

W oczach starca widziała ból i żal nad swoim losem.

– Nie mam mocy, by cię powstrzymać, nieszczęsna. Nie mnie też oceniać, ile jeszcze cierpienia dasz radę znieść. Lecz ty już raz wybrałaś życie, by ocalić swoich poddanych. Czy teraz naprawdę chcesz oddać to, już raz uratowane życie, morzu?

Królewna siedziała obok starca przez cały dzień, wpatrując się w posępne, ołowiane fale. Nie zamienili już ani jednego słowa, lecz gdy wieczorem rozbłysły światła powracających z morza okrętów, kobieta wstała i bez słowa pożegnania odeszła między skały.

***

Spokojny lud, przetrzebiony przez korsarzy, żył w ich cieniu, nie wchodząc im w drogę. Rybackie łodzie wciąż wypływały w morze, i tylko kupcy nie wrócili na szlaki handlowe, przegonieni przez piratów. W swoim czasie na świat przyszło dziecko i rozwijało się zdrowo, niepomne na okoliczności, w jakich zostało zrodzone. Wzrastało wśród morskich opowieści ojca i jego kamratów, kołysane do snu przez milczącą matkę, której oczy zawsze były zwrócone ku morzu. Królewna z czasem nauczyła się unikać wchodzenia w drogę siepaczom swego męża i tak jak w dzieciństwie wymykała się na sekretną plażę, szukając tam samotności i ukojenia. Z dala od zamku, niegdyś swego domu, a teraz więzienia, spędzała wykradzione godziny na wpatrywaniu się w linię horyzontu, tam gdzie niebo dotyka morza.

Nadszedł wreszcie taki dzień, że przyszła na plażę w porze przypływu, o zachodzie słońca. Czerwony blask kładł się miękko na falach, leniwie tańczących u jej stóp. Stanęła w niemym zachwycie, zatopiona w pięknie otaczającego świata. Nagle ujrzała wyłaniającą się z morza znajomą sylwetkę, złote loki i oczy w kolorze morskiej toni, a jej serce ścisnął ból. Młodzieniec podszedł i zamknął ją w ramionach, a wtedy cały świat przestał istnieć. Dopiero gdy zmęczeni miłością leżeli na piasku, powrócił do niej cały ból, strach i świadomość czasu, który przeminął. Spojrzała na swoje ciało, które wydało na świat dziecko, skórę poznaczoną już drobnymi śladami przez upływający czas i dostrzegła, że jej kochanek jest równie piękny i młody jak w dniu, w którym spotkali się po raz pierwszy. Pośpiesznie zakryła suknią swą nagość.

– Kim jesteś? Skąd się tutaj wziąłeś i dlaczego przez tyle lat cię nie spotkałam? Gdzie byłeś, gdy korsarze mordowali moją rodzinę, gdy uciekłam tu ze swoim wstydem i gdy potrzebowałam twojej miłości? – wykrzyknęła w przestrachu i gniewie.

Młodzieniec zaśmiał się głosem leniwym niczym szmer fal, jakby nie potrafił poważnie traktować jej słów.

– Jestem królem trytonów, a zmienne morze jest moją naturą i jedynym domem. Czekałem na ciebie za każdym razem w takim wcieleniu, jakie narzuciło mi morze. W każdym z nich moja miłość do ciebie pozostaje tak samo mocna. Czyż nie dotrzymywałem ci towarzystwa, gdy byłaś dzieckiem? Nie uratowałem przed siepaczami, byś miała szansę zachować życie? Nie wsparłem radą, gdy przyszłaś tutaj cierpiąca i zbolała?

Zerwała się i tupnęła nogą, pewna, że młodzieniec kpi. Za jej plecami fale się wzburzyły, a chmury zakryły słońce.

– Drwisz ze mnie okrutnie, bawisz się bólem złamanej przez życie kobiety, zmuszonej do dzielenia łoża ze znienawidzonym zabójcą rodziny! Gdybyś był prawdziwym królem trytonów, miałbyś moc, by ocalić mnie przed takim losem!

Młodzieniec pobladł i otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, lecz wtedy morze za plecami kobiety ryknęło i ujrzała ostatnie wcielenie króla trytonów. Wznosił się przed nią potężny, potworny wąż morski, utkany z wodnej kurzawy, zdobny w grzywy z morskiej piany. Przerażona królewna uciekła z plaży, a bestia otoczyła wyspę splotami ogromnego cielska.

Sztorm szalał wokół wysp i wzdłuż wybrzeża trzy dni i trzy noce. Potrzaskał rybackie łodzie i korsarskie okręty, zalał plaże i połknął co niżej położone chaty. Zamknięci w domostwach ludzie nie raz żegnali się z życiem, niezdolni przeciwstawić się szalejącemu żywiołowi. Gdy czwartego dnia zza chmur wyjrzało słońce, wszyscy ujrzeli, że morze odeszło. Wyspa, na której stał królewski zamek, stała się wzgórzem, górującym nad połaciami opuszczonego piasku, pełnego resztek roztrzaskanych okrętów, obrośniętych glonami kamieni i kup gnijących wodorostów. Rybackie wioski, położone dotąd nad brzegiem morza, teraz stały w głębi lądu i tylko porwane sieci w obejściach świadczyły o tej gwałtownej przemianie.

Większość mieszkańców przeżyła sztorm, wśród nich także kapitan Krwawe Słońce i jego mały synek. Ciała jego żony, córki ostatniego Króla z Wyspy, nie znaleziono. Kilkoro śmiałków przebrnęło przez szeroki pas odsłoniętego piachu, pełnego śniętych ryb, dotarło do odległego teraz brzegu morza i wypłynęło na jednej z niewielu ocalałych łodzi. Morze cofnęło się tak daleko, że aż odsłoniło ukryte dotąd pod falami groźne skały, które niczym zęby w paszczy morskiego potwora zamknęły jakby za kratami niegdysiejszy archipelag, a teraz szerokie wybrzeże nad brzegiem płytkiej zatoki. Żaden większy okręt nie byłby w stanie przepłynąć bezpiecznie między tym skalnymi strażnikami. Określenie, którego użyli zszokowani śmiałkowie opisując pobratymcom swoje odkrycie, szybko przylgnęło do groźnych skał i odtąd nazywano je właśnie Zębami.

Korsarze, uwięzieni na zawsze za Zębami, zmieszali się z podbitym ludem. Nie stracili jednak dzikości serca i żywotności, pleniąc się wśród dawnych wyspiarzy niczym zuchwałe, egzotyczne kwiaty duszące bujnymi splotami pospolite rośliny. Potomkowie królewny z Wyspy i kapitana Krwawego Słońca objęli panowanie, zwracając swą żądzę podboju w głąb lądu i rozpoczynając długą serię wojen w niegdysiejszym pokojowym królestwie.

***

W miarę upływu czasu, gdy wydarzenia zacierały się w ludzkiej pamięci, dwojako opowiadano tę historię. W jednej z wersji król trytonów, zraniony rzuconym mu w twarz oskarżeniem, wymierzył ukochanej straszliwą karę. W drugiej wersji uniósł się gniewem uświadomiwszy sobie cierpienia i ból, przez które przeszła. Dlatego skierował swą karzącą moc przeciwko jej ciemięzcom, odbierając im wstęp na morskie szlaki i na zawsze skazując na życie uwiązane do ziemi, takie jakim niegdyś gardzili. Król tryton, ucieleśnione morze, kochał bowiem spokojnych kupców i rybaków, nie cierpiał zaś tych, którzy wylewali krew w jego spokojne wody – tak mówili zwolennicy drugiej wersji historii.

Jaka była prawda, tego nikt nigdy się nie dowie. Być może potomkowie córki ostatniego Króla z Wyspy mogliby rzucić nieco światła na tę historię, lecz żaden nie zdecydował się podzielić rodową tajemnicą. Opowieścią o człowieku – chłopcu, młodzieńcu, wojowniku, starcu – którego spotykali niekiedy podczas samotnych wędrówek po morskim brzegu.

Koniec

Komentarze

Ładna bajka, smutna, ale w porządku. Podoba mi się wiecznie zmienne morze.

To cofnięcie nieco zgrzytnęło, ale skoro fabuła wymaga… Jak wypłynęli, skoro morza nie było? Chyba na piechotę poszli…

Babska logika rządzi!

Dziękuję za miły komentarz. Przeczytałam jeszcze raz fragment, do którego się odnosisz. Pisząc, miałam w głowie wizję, że morze się cofa odsłaniając ląd (jak w trakcie odpływu) lecz przecież nadal jest to wybrzeże. Tyle że linia wody jest dalej. Zatem można przeciągnąć łódkę na ten oddalony brzeg i dopłynąć do Zębów. Jest to rzecz do doprecyzowania.

To może doprecyzuj, jak daleko się to morze cofnęło. Ja sobie wyobraziłam pustynię ze śmierdzącymi wodorostami i śniętymi rybami. :-)

Babska logika rządzi!

Jeśli jest to akceptowany zwyczaj, ze edytuje się opowiadania już wrzucone, to przemyślę ten fragment i doprecyzuję :)

Jedna z bardziej mrocznych bajek, z którymi dane mi było się zetknąć. Pomysł niezły i szkoda, że przyjemność czytania zepsuły liczne powtórzenia, panosząca się zaimkoza i inne usterki.

Mam nadzieję, Annyonne, że lektura Twoich przyszłych opowiadań będzie bardziej satysfakcjonująca. ;)

 

Jeśli jest to akceptowany zwyczaj, ze edytuje się opowiadania już wrzucone…

Poprawianie opowiadań jest nie tylko akceptowane, ale wręcz pożądane. ;)

 

 

Księż­nicz­ka była nieco roz­piesz­czo­ną i nie­kie­dy na­zbyt sa­mo­dziel­ną, lecz po­god­ne­go uspo­so­bie­nia dziew­czyn­ką. – Czyżby rozpieszczenie i zbytnia samodzielność wykluczały pogodę usposobienia?

 

Był to jej azyl, jej sa­mot­nia i jej ta­jem­ni­ca. Naj­więk­szą zaś ta­jem­ni­cą był chło­piec… – Nadmiar zaimków. Powtórzenia.

 

czy tego dnia go ujrzy. Cza­sa­mi nie wi­dy­wa­ła go przez całe mie­sią­ce, by potem spo­ty­kać go nie­mal dzień w dzień. – Nadmiar zaimków.

 

jej ro­dzi­ce i wy­cho­waw­cy zwra­ca­li coraz bacz­niej­szą uwagę na jej za­cho­wa­nie. Coraz trud­niej było jej wy­mknąć się… – Nadmiar zaimków.

 

lecz nie miała chęci do po­szu­ki­wa­nia cie­ka­wo­stek. Po­wie­trze miało nie­świe­ży, sło­no-zgni­ły za­pach, od któ­re­go ro­bi­ło jej się tro­chę nie­do­brze. Już miała wra­cać… – Objaw miałozy.

 

nie spraw­dzał, czy wy­ko­pał coś in­te­re­su­ją­ce­go.

– Zna­la­złeś coś? – spy­ta­ła bez za­in­te­re­so­wa­nia. – Nie brzmi to najlepiej.

 

– Nic dziś nie ma. Tylko wo­do­ro­sty i śmie­ci. – mruk­nął po­chmur­nie… – Zbędna kropka po wypowiedzi.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Może przyda się ten wątek: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

Nie ob­cho­dzę cię! – wy­buchł nagle… – Nie ob­cho­dzę cię! – wy­buchnął nagle

 

Tak się skła­da, że je­stem księż­nicz­ką, córką Króla z Wyspy… – Skoro dziewczynka jest córką króla, nie jest księżniczką, a królewną. Księżniczka to córka księcia. Ten błąd pojawia się w całym opowiadaniu.

 

Od­wró­cił się do niej, wbi­ja­jąc w nią spoj­rze­nie zmru­żo­nych oczu. – Czy oba zaimki są konieczne?

 

Gdy wzszedł już księ­życ… – Gdy wzeszedł już księ­życ

 

Gdy wzszedł już księ­życ, i mu­sia­ła już wra­cać do zamku… – Powtórzenie.

 

– Za każ­dym razem, gdy przyj­dziesz na tę plażę w porze przy­pły­wu, ja będę cze­kał na cie­bie. – i od­szedł mię­dzy skały. Za­wo­ła­ła za nim, by po­cze­kał, po­wie­dział jej swoje imię i skąd przy­szedł na tę plażę… – Powtórzenie. Źle zapisany dialog.

 

We­szła po ko­la­na w wodę, go­to­wa rzu­cić się w spie­nio­ne fale, gdy drogę za­stą­pił im po­tęż­ny wilk mor­ski. – Z kim była królewna?

 

Nie wi­dzia­ła go wcze­śniej, nie znała go, lecz on wi­dząc jej strach skło­nił się jej ni­czym kró­lo­wej… – Nadmiar zaimków; czy wszystkie są niezbędne?

 

choć ota­cza­li go zbro­cze­ni krwią wo­jow­ni­cy, jego sa­me­go nie spla­mi­ła ani jedna kro­pla krwi. – Masło maślane i powtórzenie. Być zbroczonym, to być zabrudzonym krwią.

 

Ka­pi­tan Krwa­we Słoń­ce o dło­niach nie­spla­mio­nych krwią cie­szył się swoją zdo­bycz­ną żoną przez kilka mie­się­cy, lecz zew morza w jego krwi był zbyt silny. – Powtórzenia.

 

Jej pod­da­ni uni­ka­li jej, a sie­pa­cze jej męża byli jej wstręt­ni. – Kolejny przykład nadmiaru zaimków.

 

lecz nim dłu­żej nie wra­cał, tym bar­dziej dys­cy­pli­na wśród straż­ni­ków ule­ga­ła roz­luź­nie­niu… – …lecz im dłu­żej nie wra­cał

 

ba­wisz się bólem zła­ma­nej przez życie ko­bie­ty, zmu­szo­nej do dzie­le­nia łoża ze znie­na­wi­dzo­nym za­bój­cą mojej ro­dzi­ny! – …za­bój­cą jej ro­dzi­ny!

 

Wzno­sił przed nią swoje po­tęż­ne ciel­sko po­twor­ny wąż mor­skiciele utka­nym z wod­nej ku­rza­wy, zdob­ny w grzy­wy z mor­skiej piany. Prze­ra­żo­na, ucie­kła z plaży, a wąż mor­ski oto­czył wyspę splo­ta­mi swo­je­go ogrom­ne­go ciel­ska. – Powtórzenia. Zbędne zaimki.

 

groź­ne skały, które ni­czym zęby w pasz­czy mor­skie­go po­two­ra za­mknę­ły nie­gdy­siej­szy ar­chi­pe­lag wysp… – Masło maślane. Archipelag to wyspy leżące blisko siebie.

 

W miarę gdy czas za­cie­rał ludz­ką pa­mięć… – Czas może coś zatrzeć w pamięci, ale czy można zatrzeć pamięć?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chylę czoło przed krytyką i cóż, planuję zabranie się do edycji ;)

E: Czy wypada (i w jaki sposób) zaznaczyć, że tekst był edytowany?

Bardzo się cieszę, jeśli w czymkolwiek pomogłam. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Opowiadanie jest interesujące i jakoś tak kojarzy mi się z Kretą

 

Bardzo się cieszę, jeśli w czymkolwiek pomogłam. ;)

 

Oczywiście, przed publikacją przeczytałam ten tekst kilkanaście razy i uznałam, że sama już nic więcej nie dam rady w nim znaleźć do poprawy. Kilka przykładów i już widzę mnóstwo rzeczy laugh

W takim razie ciszę się jeszcze bardziej! ;D

 

Annyonne, między kolejnymi czytaniami opowiadań staraj się robić kilkudniowe przerwy. Jeśli tekst odleży dwa do trzech tygodni, łatwiej będzie Ci dostrzec usterki i niezgrabności.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

E: Czy wypada (i w jaki sposób) zaznaczyć, że tekst był edytowany?

Edytowanie tekstów jest u nas na porządku dziennym i nikt nie oczekuje zaznaczania. Gdyby to był tekst na jakiś konkurs, to można spytać jurorów, co o tym sądzą, ale nawet wtedy opcja domyślna dopuszcza wprowadzanie poprawek aż do zamknięcia.

Niektórzy wspominają w przedmowie, że to wersja numer jakiś tam, ale to nie jest obowiązkowe.

Babska logika rządzi!

To wszystko jasne!

PS. Ależ się podlizuję, żeby Loża nabrała do początkującej sympatii :P

Myślisz, że Loża zapamiętuje wszystkie świeżynki? Dzieciaku… ;-)

Babska logika rządzi!

Bardzo ładna i ciekawa baśń. Spodobał mi się całościowy los księżniczki – nie przesłodzony, ale też nie całkowicie do czterech liter :) Zakończenie też ładnie podsumowujące treść.

Technicznie nic mi nie przeszkadzało płynnie czytać, choć nadmiarowe zaimki rzucały się mocno w oczy.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nadmiarowe zaimki mnie też przeszkadzały, ale bajka naprawdę ładna, ujmująca za serce. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

I ja dołączę do grona zadowolonych :) Zresztą, trudno, żeby było inaczej w przypadku ciekawej baśni :)

Czytałam kilka dni temu, więc już tak dokładnie nie pamiętam, co mi bardziej zagrało, a co nie. Z tych zaimków i powtórzeń, to pamiętam, że troszkę zgrzytało. Ale styl ogólnie na plus. Taki bajkowy, no :) Zakręciłam się też przy opisach chłopaka, w sensie, że na początku miał białe włosy z wplątanymi wodorostami (od razu przyszli mi na myśli mieszkańcy Atlantydy z Zaginionego Lądu, którzy byli tacy opaleni, mieli białe włosy i niebieskozielone pasemka :)), a jak był młodzieńcem, to już złote loki. Rozumiem, że to tak jakby ta sama postać (starzec też itd.), ale te włosy jakoś tak szczególnie mi zgrzytnęły.

 

Fabuła interesująca, lekko zasmucająca (ale się zrymowało;)). W morskim i smutnym klimacie widziałam spory potencjał, który chyba nie został do końca wykorzystany. A szkoda, bo z dobrej baśni mogłaby być naprawdę piękna :( Ale generalnie to misie, więc już nie narzekam :)

Dziękuję za wszystkie komentarze i słowa krytyki. Idąc ich tropem, przejrzałam i poprawiłam tekst, faktycznie liczba zaimków była zatrważająca :O Mam nadzieję, że lepiej się teraz czyta.

 

Zakręciłam się też przy opisach chłopaka, w sensie, że na początku miał białe włosy z wplątanymi wodorostami (od razu przyszli mi na myśli mieszkańcy Atlantydy z Zaginionego Lądu, którzy byli tacy opaleni, mieli białe włosy i niebieskozielone pasemka :)), a jak był młodzieńcem, to już złote loki. Rozumiem, że to tak jakby ta sama postać (starzec też itd.), ale te włosy jakoś tak szczególnie mi zgrzytnęły.

Powierzchowność króla trytonów jest w założeniu zmienna, zależna od stanu morza. Dlatego również włosy ma za każdym razem inne. Osobiście moment, gdy królewna dostrzega wodorosty we włosach przyjaciela kojarzy mi się z tym niezręcznym momentem dorastania gdy nagle pewne rzeczy zaczynamy postrzegać/odbierać inaczej. Pozdrawiam!

Przerażona i zrozpaczona, kierowana ślepym przerażeniem, wybrała jedyną drogę, której nie obstawili jeszcze najeźdźcy i umknęła na sekretną plażę.

 Usłyszała ochrypłe głosy, dostrzegła ciemne sylwetki morskich zabójców w zejściu na plażę. Weszła po kolana w wodę, gotowa rzucić się w spienione fale, gdy drogę piratom zastąpił potężny wilk morski. Ramiona mężczyzny były wytatuowane w ciała morskich potworów, miał gęste czarne włosy i dzikie spojrzenie ciemnych oczu.

Dlatego skierował swą karzącą moc przeciwko jej ciemięzcom, odbierając im wstęp na morskie szlaki i na zawsze skazując na życie uwiązane do ziemi, takie jakim niegdyś gardzili. 

Literówka.

Fajny pomysł. Dla mnie chłopiec od początku był jakimś władcą morza lub kimś w tym stylu, więc tutaj mi nie przeszkadzało, że zmienia się w różnych sytuacjach, jakoś to było ze sobą powiązane.

I nie bardzo wiem, o co chodzi, bo przecież to jest ładnie opisana bajka, skończona, w sumie smutna, bo i rzeź rodziny, i kobieta w związku, który jej nie pasuje, tylko jakaś taka obojętna, nie wiem sama.

Znam tylko pięć liter ;)

Anet, dziękuję bardzo za przeczytanie i szczery komentarz. Pomysł na tę historię jest dość stary (pierwotnie, spisany w innym kontekście, miał tak z pół strony), jednak lubiłam go na tyle, że po dłuższej przerwie w pisaniu postanowiłam go przerobić. Czuję, że nie mam jeszcze na tyle praktyki i umiejętności, żeby zrobić z tego pełnowymiarową opowieść, dlatego zdecydowałam się napisać tak, jak na tę chwilę potrafię i myślę, że stąd ten dystans.

Żeby nie było: nominowałam.

I biorąc pod uwagę pozostałe komentarze, nie przejmuj się moim, każdemu nie da się dogodzić ;)

 

Znam tylko pięć liter ;)

Jejku, dziękuję! Nie przejmuję się, każdy komentarz analizuję ;)

było tylko wyspą otoczoną w całości przez fale. Na wyspie i wybrzeżu mieszkał naród rybaków i kupców

W zasadzie to chyba powtórzenie, ale poza tym po łapance Reg nic innego nie rzuciło mi się w oczy. Ot, błahostka. Widzę, że jesteś ciągle w fazie usprawniania warsztatu, ale momentami udawało Ci się kreować nastrój opowieści poprzez sugestywne opisy.

A tu na przykład mi się nie spodobało:

w niegdysiejszym pokojowym królestwie

Klimat się “krztusi”.

 

Wrażenia z lektury raczej pozytywne. Spodobał mi się przydomek “Krwawe Słońce”, choć w pierwszej chwili atak piratów wywarł silne skojarzenia z podobną sceną z powieści Urszuli Le Guin. Najlepiej wyszło chyba spotkanie ze starcem.

 

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevazie, dziękuję za przeczytanie i komentarz. Mam nadzieję, że między innymi dzięki temu portalowi, moje pisanie będzie coraz lepsze.

 

Tak jak większość z nas : ). Trzymam kciuki.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Wydaje mi się, że w baśniach wszystko jest dopowiedziane, to znaczy

Królewna była nieco rozpieszczoną i niekiedy nazbyt samodzielną

osoby są konkretne i jasno określone, raczej nie kojarzę w nich gdybania lub stania gdzieś po środku, albo dobry, albo zły. Nie rozumiem też zamysłu nieznania imion, dzieci na ogół bardzo szybko chcą i to wiedzą :) Wolałbym jakieś imiona, albo wyciąć ten fragment, który o tym mówi.

Popracowałbym nad tym zdaniem

– Tak się składa – wycedził przez zęby – że ja również władam królestwem.

Od razu idzie się domyśleć, że chodzi o króla morza, zdałaby się kapka niepewności ;)

 

A poza tym, brawo! Oryginalne pomysły. Bardzo mi się podobało.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję za przeczytanie i komentarz, Darconie. Cieszę się, że Ci się podobało, a uwagi skrzętnie notuję w pamięci na przyszłe opowiadania.

Jeszcze co do kwestii imion, to akurat szczegół autobiograficzny – moja córka potrafi mówić o koleżance/koledze, ale gdy chodzi o imię, nie pamięta :D Zwłaszcza, gdy relacja jest jeden na jeden i można się zwracać bezpośrednio do koleżanki ;)

Nowa Fantastyka