- Opowiadanie: Yatzeck - Henryk

Henryk

Natura człowieka jest tym co sprawia, że choćbyś nie wiem co robił, nie uciekniesz od tego co lubisz robić najbardziej.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Henryk

Przebiegł już  kilkadziesiąt metrów i ciągle nic. Zupełny mrok i deszcz. Mokre liście chłoszczące twarz, chlupocząca woda w butach. Zero amunicji. Bezużyteczny M4 boleśnie obijał się o bok. Zatrzymał się.

Wypatrywanie choćby prześwitu w jednolitej gęstwinie przyprawiało o ból w głębi czaszki. Bolało całe ciało. Miał za sobą kilkanaście kilometrów dżungli. Od świtu tylko on i dzika, nietknięta stopą człowieka natura. Nagle, w zaroślach przed nim, coś się poruszyło. Znał dobrze ten rodzaj szelestu. Lekkie poruszenia w równych odstępach czasu. Delikatny, niemal niesłyszalny szelest i cisza, potem znowu i znowu, by uśpić czujność ofiary.  Był pewien, w krzakach czaił się jakiś dziki kot. Jedynym sposobem było pozostać w miejscu i czekać. Najważniejsze, nie dać się zaskoczyć. Normalnie, wymierzyłby w stronę zarośli i jednym strzałem byłoby po problemie. Ale teraz, poza tym, że nie miał amunicji, musiał zachować ciszę. Miał do dyspozycji wystarczające narzędzia załatwienia sprawy nie czyniąc zbędnego hałasu. Bojowy nóż, własne doświadczenie i sprawność wystarczą.

Poprzez wszechobecną wilgoć czuł ten specyficzny, drażliwy zapach acetonu zmieszanego z aksamitną nutą miodu. Tak tylko mogła pachnieć mokra sierść dzikiego kota.

Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, nastąpił atak. Zobaczył jarzące się ślepia. Były doskonałym punktem odniesienia. W ułamku sekundy zorientował się w wielkości zwierzęcia, kierunku jego ataku i ułożeniu ciała. To mgnienie wystarczyło, by ręka uzbrojona w ostrze wiedziała gdzie ugodzić. Jedno drgnienie wystarczyło, by każdy mięsień jego ciała wiedział jak zadziałać, z jaką siłą i w jakiej kolejności. Po sekundzie martwy jaguar padł w zarośla. Kot nawet nie zdążył się zdziwić, że w punkcie, który atakował, trafił na pustkę. Upadał już martwy. Ugodzony nożem w miejsce połączenia kręgosłupa z czaszką.

 

Nigdy nie zastanawiał się czy lubił to, co robi, czy nie. Po prostu nie umiał robić nic innego. Albo dokładniej, nie umiał nic innego robić lepiej. Jednak postanowił, że to jego ostatnie zadanie.

 

* * *

 

Znowu mu się nie udało. Nie miał pojęcia, jak rozszyfrować zagadkę gotowania jajka na miękko. Jednak jest to możliwe, wiedział o tym. Musiał zadowolić się jajkiem na twardo. Zresztą nie miał za dużo czasu na śniadanie, powinien czym prędzej brać się za sprzątanie. Małgosia miała przyjść o czwartej.

Mop doprowadzał go do szaleństwa. Zamiast czyścić rozmazywał tylko szare smugi, które z kolei rozdeptywane, czyniły jeszcze większy bałagan. Nie miał jednak czasu na kasting na sprzątaczkę. Zdany był na siebie. Kiedy po dwóch godzinach, spocony i rozdygotany, doprowadził mieszkanie do jakiego takiego porządku, zabrał się za szukanie przepisu. Stwierdził, że sam przygotuje kolację.

Kompletnie czarna magia. Cebula, pomidor, oregano, sól, pieprz to rozumiał, ale podsmażyć, zeszklić, połączyć gdy zacznie się ścinać, to było nie do ogarnięcia. Siedział naprzeciwko komputera i płakał. Łzy płynęły po jego policzkach, jakby zdziwione, klucząc, szukały drogi w dół. Nie było szans. Zadzwonił i zamówił dwie pizze.

Małgosia przyszła punktualnie. Była jak zwykle piękna. Wiele razy zastanawiał się, jak w tak małym ciele mieści się tyle kobiecości? Tak nienachalnej, delikatnej i zwiewnej, a jednak nie pozostawiającej żadnych wątpliwości. Pamiętał Małgosię sprzed lat, ale wiedział, że tego co go do niej przyciągało sam czas nie był w stanie zniszczyć. Miał rację.

Podczas spotkania sam nie wiedział, do czego dąży. Mgliste wspomnienia z czasów liceum i studiów nie stanowiły wystarczającej wskazówki, jak postępować z kobietą, jak wyrazić tkliwość, jak w cywilizowany sposób zaspokoić napięcie seksualne. Zachowywał się niezręcznie. Nie wiedział, jak zacząć ten najprostszy i jednocześnie najważniejszy na świecie zestaw zachowań. Małgosia czekała, czekała i czekała. W końcu, sama nie wiedząc  do czego to wszystko zmierza, trochę z niepewności, trochę ze strachu, delikatnie, ale jednoznacznie, wycofała się. W efekcie, Henryk do wczesnego ranka, samotnie sączył alkohol, bezmyślnie wpatrzony w ekran telewizora…

 

* * *

 

Rankiem spakował swój polowy mundur i wyposażenie. Nawet nie zamknął za sobą drzwi. Po prostu wyszedł. Pod domem czekała taksówka. Za chwilę znikała w perspektywie zalewanej deszczem ulicy, wiodącej w kierunku lotniska. Od tamtego dnia żadne ludzkie oczy nie widziały Henryka.

 

Koniec

Komentarze

Hm. Przeczytałam. Skończyłam ze wzruszeniem ramion – w sumie wystarczyłoby mi przeczytanie przedmowy ;) Chodzi mi o to, że ukazane przez Ciebie dwie scenki zilustrowały to, co napisałeś nad tekstem, ale w sumie nic więcej nie wniosły, jak dla mnie nie były nawet specjalnie interesujące. Choć potrafię pojąć ból i łzy bohatera, bo i mnie się zdarza nie rozumieć wszystkich słów w przepisach kulinarnych ;)

Przyznam, że miałam jedno skojarzenie – “The Hurt Locker”. Niestety na niekorzyść, ponieważ do formuły nie wprowadziłeś niczego nowego, albo chociaż interesującego. Bohater był uzależniony od adrenaliny etc. i w sumie, wszystko.

Jakby to powiedzieć… 

Czytało mi się bardzo dobrze.

Znam tylko pięć liter ;)

Zrozumiałam tylko tyle, że przeznaczeniem Henryka było polowanie w dżungli, najlepiej z bezużytecznym karabinkiem.

 

Nor­mal­nie, wy­mie­rzył­by w stro­nę za­ro­śli i jed­nym strza­łem by­ło­by po pro­ble­mie. – Raczej: Nor­mal­nie wy­mie­rzył­by w stro­nę za­ro­śli i jed­nym strza­łem rozwiązał problem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja nawet rozumiem, że facet umie polować na dzikie zwierzęta, a z randką sobie nie radzi, ale to trochę za mało po prostu.

Znam tylko pięć liter ;)

No dobra, a gdzie tu fantastyka?

Babska logika rządzi!

“Przebiegł już  kilkadziesiąt metrów i ciągle nic.” – zbędna spacja po już

 

“Normalnie[-,] wymierzyłby w stronę zarośli i jednym strzałem byłoby po problemie.”

 

“Miał do dyspozycji wystarczające narzędzia załatwienia sprawy nie czyniąc zbędnego hałasu. Bojowy nóż, własne doświadczenie i sprawność wystarczą.”

Pierwsze zdanie jest cokolwiek niegramatyczne.

 

“To mgnienie wystarczyło, by ręka uzbrojona w ostrze wiedziała gdzie ugodzić. Jedno drgnienie wystarczyło, by każdy mięsień jego ciała wiedział jak zadziałać…”

Uważaj na powtórzenia.

 

“Za chwilę znikała w perspektywie zalewanej deszczem ulicy, wiodącej w kierunku lotniska.” – Raczej: Po chwili zniknęła.

 

Przyznam, że choć przeczytałam bez bólu, to nie rozumiem, czemu miał służyć ten szorcik. Jakoś po prostu nie przemawia do mnie to, co przedstawiłeś. Za mało tu treści, by stworzyć sensowne opowiadanie. Zresztą… jedna randka i się facet zniechęcił? Mimo wszystko dziwne ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie bardzo wiem o czym o czym jest Twój szort. No niby o facecie, który stracił sens i odzyskał go, ale kurde… można było poszerzyć, upstrokacić postać, dodać fantastykę a nawet nadać sens traceniu sensu i jego odzyskiwaniu. Cóż nie tym razem.

F.S

Ten szort jest o tym, że lepiej jest biegać po zielonej dżungli z bezużytecznym karabinkiem niż po betonowej z równie bezużytecznym marzeniem o drugim człowieku. I w tym jest fantastyka. Bo wielu z nas nie ma o tym pojęcia nawet w najbujniejszej wyobraźni. Czysta fantastyka dla mieszczucha! Dixi.

Poezja jest chorobą niektórych ludzi, podobnie jak perła jest cierpieniem ostrygi. - Heinrich Heine

Czyli uważasz, że ta przewaga karabinka i zielonej dżungli nad marzeniem i kamienną jest bajkowa/ nieprawdziwa/ fantastyczna? ;-)

Babska logika rządzi!

@ Finkla

:) Jest nierealna w zestawie narzędzi do pojmowania dla biegających po dżungli ale i goniących za mirażami pośród betonu. ;)

Poezja jest chorobą niektórych ludzi, podobnie jak perła jest cierpieniem ostrygi. - Heinrich Heine

Dobra, niech Ci będzie. Ja się już w życiu nabiegałem z karabinem i to nic przyjemnego. Zwłaszcza jak karabin pusty – bo prawie pięć kilogramów stali dźwigać nie wiadomo po co to nic czym można się zachwycać – czy to w dżungli, czy na pustyni, czy w mieście, czy w sraczu :)

A marzenie o drugim człowieku, podszyte dobrem, zawsze jest piękne. Bez względu na okoliczności. Że tak sobie powiem górnolotnie i truizmowo :P :D

F.S

Nowa Fantastyka