- Opowiadanie: Antyradek - Na pewno nie jest pan wilkołakiem

Na pewno nie jest pan wilkołakiem

Nie lubię fantasy, dlatego przerobiłem je po swojemu i wyszło ciekawe zderzenie z fantastyką naukową.

Miesiąc temu nasz bohater został ugryziony przez wilkołaka. Dzisiaj jest pierwsza pełnia od tego czasu. Jednak coś jest nie tak, jak nakazywałaby logika.

Wersja 1.0.0 

Wersja 1.1.0 – Dodane trochę wyjaśniającego tekstu (i trochę usunięte, żeby zmieścić się w limicie).

Wersja 1.1.1 – Kilka małych błędów z niespodziewanego komentarza Regulatora.

Wersja 1.1.2 – Wysłanie błędów ortograficznych z powrotem do podstawówki.

Wersja 1.1.3 – Kilka przecinków i dodanie ilustracji.

 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Na pewno nie jest pan wilkołakiem

 Podobno nie każde ugryzienie wilkołaka naznacza człowieka. Ja jednak wolę dzisiejszej nocy nie ryzykować. Właśnie teraz mija miesiąc od tamtego pamiętnego dnia, rana się już prawie zagoiła, ale blizna zawsze będzie mi przypominać o mojej skazie. Pierwsza pełnia księżyca, tej nocy wszystko się wyjaśni.

Z samego rana spakowałem namiot, trochę jedzenia i wyruszyłem w las, aby uciec jak najdalej od wioski. Nie mogę narażać jej mieszkańców i rodziny, gdyby okazało się, że jednak jestem… tym czymś.

Rozbiłem namiot pośrodku jeziora, na małej wysepce, do której przypłynąłem kłodą drewna. Mogę mieć tylko nadzieję, że wilkołaka nie utrzyma. Dla bezpieczeństwa, przywiązałem ją łańcuchem, a klucz od kłódki opaliłem w ogniu, aby pozbawić go ludzkiego zapachu i zakopałem pod drzewem.

Zasnąłem, gdy był jeszcze dzień, miałem cichą nadzieję, że rano obudzę się w tej samej pozycji.

I tak się stało, nadal byłem w namiocie. Jednak już po kilku sekundach wiedziałem, że coś było nie tak. Kłoda drewna nadal była przywiązana do brzegu, ale z drugiej strony wyspy. Pod drzewem widniała wykopana pazurami dziura, ale klucz nadal leżał w środku. I moje paznokcie, były jakby dłuższe?

Czy możliwe było, żebym w nocy odwiązał kłodę, popłynął nią na brzeg, a potem wrócił i przywiązał z powrotem? Znacznie ciekawsze było jednak, co robiłem w lesie, polowałem, wyłem? W końcu dzień drogi, to nie tak daleko od wioski… przeszły mnie dreszcze ze strachu. Trzeba wracać. Szybko.

 

Już z daleka wiedziałem, że wczoraj w nocy jednak tu byłem. Echo gwarnej wioski niesie się przez las, ale tym razem było zupełnie cicho. Nawet ptaki zamilkły, a wiatr ustał.

Tlące się pozostałości słomianych dachów, dopełniały plamy krwi na drodze. Odwracałem wzrok od zmasakrowanych ciał, nie dlatego, że mnie obrzydzały, ale dlatego, że bałem się zobaczyć w nich członków mojej rodziny.

Każda chałupa miała wyważone drzwi, z każdej futryny wiała śmierć. Tak oto cała wioska, w jedną noc, zniknęła z map. Czy za miesiąc jeszcze jedna podzieli jej los?

Jednakże była jedna osoba, która mogła mi pomóc. Przybysz. Nigdy nie opuszczał domu i z pewnością teraz też tego nie zrobił. Pewnego razu przyszedł do naszej wioski, za pomocą dziwnych sztuczek leczył rany, odpędzał wrogów i budował mechanizmy. Zdobył nasze zaufanie i pozwoliliśmy mu osiąść nieopodal.

Wie, że zostałem ugryziony i z pewnością, jak tylko mnie zobaczy, strzeli do mnie jednym ze swoich dziwactw i zada bolesną śmierć. Ale moja śmierć nie pójdzie na marne. Jestem pewien, że zaraz potem pokroi moje truchło na kawałki i stworzy jakąś miksturę, leczącą likantropizm. Może to i lepiej, tacy jak ja powinni być usuwani ze społeczeństwa. Moja wina, trzeba było oddalić się od wioski na większą odległość. Ale jeśli istnieje cień szansy, że ostatnim tchem stworzę jakieś dobro, to trzeba iść.

Kwadratowy domek zwyczajowo świecił tajemniczą, fioletową łuną. Na dachu były takie specjalne deski, które kradną światło słońca, a potem część oddają w nurcie elektroko-jakimśtam. Nowa, kanciasta gałąź dziwacznego drzewa antony, wbita była w rogu, już czwarta z kolei. Płot iskrzył się jak pocierany koc, ale wiedziałem, że przy dotyku może zabić silnym nurtem. Magiczne, ogrodowe krasnale zaczną do mnie strzelać promieniami słońca, gdy wejdę nieproszony, zamiast użyć przycisku przy furtce.

Niepewnie dotknąłem kółka na małym pudełku. W domu rozległo się bicie dzwonków, chociaż byłem w domu Przybysza już wcześniej i wiem że na pewno nie miał żadnych dzwonków przy wejściu. Zamknąłem oczy i czekałem, aż gorący promień dokona mojego żywota.

– Witam naszego wspaniałego bohatera, ale im pan pokazałeś, no, no. – Przybysz chyba oczekiwał mojej wizyty. – Mam to wszystko nagrane, chodź, pokażę jak ratuje pan wioskę. – Odczytał zakłopotanie z mojej twarzy. – Nic pan nie pamięta? Ciekawe. Akurat wczoraj, tej samej nocy, Imperium zaatakowało. Przyjechali z wozami, żeby porwać wszystkich na niewolników kopalni. – Odsunął się, zapraszając do środka, chyba jednak nie chciał mnie zabić. – Wtedy ty się zjawiłeś, w samą porę. Wszystkie te trupy na podwórzu należą do imperialistów, naszych nie tknąłeś.

– Ale truchło naszej sąsiadki, tam leży! – odpowiedziałem z niedowierzaniem.

– To dlatego, że kilku mieszkańców okazało się agentami, to oni nas zdradzili dla Imperium. Nie martw się, każdego z nich także zmieniłeś w krwistą papkę, a domy spaliłeś, biegając z pochodnią w zębach.

Czyste, perfekcyjnie wykonane wnętrze domu przypominało gładkością mleczny lód. Magiczne przedmioty, których znaczenia mogłem się jedynie domyślać, walały się wszędzie. Na stoliku siedziała wielka, tresowana mucha z gatunku drą. Pokazywał mi kiedyś, jak głośno lata i jak potrafi przekazać potem, co widziała.

Przybysz wskazał na niezwykłe okno w ścianie, nazywał je kranem E. Pokazywało nieistniejące widoki, ale nie można było go otworzyć. Tym razem zobaczyłem na nim nocną scenę, z góry oświetloną blaskiem księżyca. Ludzie z pochodniami biegali i wchodzili do domów, wyciągając siłą mieszkańców.

Wtedy pojawił się on. Znaczy ja. Nienaturalna pozycja, lśniące futro, wielkie pazury i dzikie spojrzenie. Zamknąłem oczy, nie chciałem tego oglądać.

Gdy krzyki ucichły, wilkołak sprawdzał dokładnie każdy z domów i czasami podpalał. Mój dom także musiał zostać zniszczony. Moja własna rodzina trzymała z Imperium? Znaczy, że… musiałem ją zabić. Rozszarpałem moje własne dzieci! Łzy napływały mi do oczu i nie wiedziałem czy dlatego, że ich straciłem, czy dlatego, że prawdopodobnie oszukiwali mnie tak długi czas, a całą wioskę sprzedali Imperium. Najgorsze w tym, że podejrzewałem ich o to już od dawna, ale sercem uwierzyć nie mogłem, jak widać niesłusznie.

– Z tego co wiem, wilkołaki nie zachowują się w tak logiczny sposób. Jeśli pan pozwoli, zamierzam przeprowadzić kilka badań i pomóc Panu nad tym zapanować. – Było mi już wszystko jedno. – Możemy to wykorzystać do naszych celów, proszę sobie wyobrazić, cała armia wspaniałych bestii, może nawet obalimy Imperium! Nie będzie więcej wojny, palenia domów i najazdów, nie tylko dla naszej wioski, ale każdej! – Przybysz zachwycił się, patrząc w sufit, gdybym ja do wszystkiego miał taki optymizm, jak on. – Tu jest stół z klamrami na ręce i nogi. Przywiążę pana i zobaczymy, zapewniam, nic się panu nie stanie. Pełnia trwa dwie noce, do zachodu słońca zostało mało czasu.

Obojętnie. Nic mi się nie stanie, to dobrze, stanie mi się, to i nawet lepiej. A jak będę przywiązany, to przynajmniej nikogo więcej nie zamorduję.

Położyłem się na stole, Przybysz zapiął klamry i przyczepił mi jakieś sznurki do ciała. Na wszelki wypadek, zostawił ognistą kuszę na widoku.

Byłem za bardzo pobudzony, aby zasnąć. Wkrótce jednak zacząłem tracić przytomność. Zaczyna się.

 

Obudziłem się nadal na stole, ubrania porwane na strzępy, sznurki pozrywane, klamry przegryzione. Przybysz siedział w rogu i trzymał się za czerwony bandaż.

– Mamy mały problem. – Sięgnął do deski przycisków. – Gdybyś po prostu się zerwał i mnie ugryzł, to by było jeszcze w porządku. Ale po transformacji, zacząłeś ze mną rozmawiać i przekonywać do swoich racji.

Ze sztucznych ust przy kranie E dało się słyszeć głos Przybysza, oraz drugi, zupełnie nieludzki. Niski i ryczący, słychać było w nim echo kosmosu, dźwięk wielu zamieszkanych planet i ich słońc. Czerwony karzeł, żółty karzeł i wielka czarna dziura. Dwa księżyce, pierścienie i sztuczny twór. Miasta bogate i zdobione, pokój i szczęście mieszkańców, śmiech i radość. Ale ziemski język, którym wilkołak rozmawiał był sztuczny, ograniczony, na pewno nie polski. Skąd ja to wszystko w ogóle wiem?

– Od razu rozpocząłeś rozmowę ze mną po wspólnym, zwanym również nowomową. – Przybysz nieufnie spoglądał to na mnie, to na kran E. – Ten język powstanie dopiero za trzy tysiące lat w Ameryce, jako uniwersalny sposób porozumiewania się ludzi z różnych krajów. Nie ma jeszcze nikogo w tej chwili na świecie, kto potrafiłby się nim posługiwać. Z wyjątkiem mnie. I chyba też ciebie?

Pokręciłem głową, ja także go nie rozumiałem.

– Interesujące. – Zamyślony wstał i podał mi nowe ubrania. – Proszę wyobrazić sobie bardzo inteligentne zwierzęta. Przychodzą z bardzo daleka i chcą się od nas nauczyć części naszej kultury. Po ugryzieniu, w ciągu kilku lat, stajesz się jednym z nich. – Wskazał palcem na moje włoski na rękach, były teraz dłuższe i ciemniejsze. – Tak podbijają świat, za światem, usuwają to, co złe, zostawiają tylko to, co w ich przekonaniu dobre i przyjmują u siebie. – Wyciągnął książkę z szuflady. – To nie zadziała. Sztuczne mieszanie kultur nie zadziała. Nie można mieszać. – Uniósł się, jakby chciał mnie przekonać do czegoś, ale ja nie rozumiałem. – Uciekłem przed wymuszonym mieszaniem, uciekłem przed Nowomową, przed sztucznie poprawnym zachowaniem. To wymaga czasu, kulturę trzeba wytworzyć, a nie zdobyć. Oni upadną, tak jak my upadliśmy… upadniemy. Na własne żądanie.

W książce były ryciny spalonych domów, brudnych ulic i wojujących ludzi, ale nadal nic z tego nie rozumiałem. Przybysz patrzył się przez okno. Pierwsi ludzie wracali do wioski.

– Ale może gdyby wpierw oczyścić tę kulturę z brudu, to by zadziałało? – Patrzył na mnie, szukając potwierdzenia racji. – Jedno jest pewne. – Zgasił kran E. – Na pewno nie jest pan wilkołakiem.

– Nie jesteśmy my – poprawiłem.

Koniec

Komentarze

Niewątpliwie intrygujący pomysł na wytłumaczenie natury wilkołaków. Jak dla mnie trochę zawiodło wykonanie. Przede wszystkim sporo rzeczy zostało opisanych zbyt zdawkowo, choćby uniwersum, w którym dzieje się akcja – tu przewija się gdzieś Imperium, tam znowu nieodkryta jeszcze Ameryka, na dodatek jeszcze magia – trudno się w tym wszystkim połapać. Trochę zbędnych zaimków i brakujących przecinków.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

@Wicked G:

O to mi chodziło. Każda fantastyka naukowa ma trochę niejasności.

Chciałem, żeby czytelnik się trochę domyślił, co się dzieje. Miał własne zdanie na temat świata, również nieprawidłowe, tak samo jak główny bohater.

A ja sam nigdy nie wymyśliłem czym jest to Imperium, kim tak dokładnie jest Przybysz. Jak wyglądają planety tych wilkołaków itp.

 

Można się jedynie domyślić, że akcja dzieje się w średniowieczu, a Przybysz jest kimś z przyszłości, który przed czymś uciekł. Daje to do zastanowienia, jak będzie wyglądać przyszłość, że trzeba z niej uciekać do średniowiecza. Mówi, że uciekł przed multikulturalizmem, który wisi i nad nami.

Także daje to do myślenia, czy ta cywilizacja wilkołaków rzeczywiście upadnie, czy jednak będzie działać.

I mieszkańcy zupełnie nie rozumieją technologii, dla nich to magia. Przybysz powiedział im, jak się nazywają niektóre przedmioty (antena, panele słoneczne, ekran, dron, głośnik),  a oni zrozumieli na swój sposób (drzewo z gatunku antona o kanciastych gałęziach, szklany dach, kran E, gatunek muchy drą, sztuczne usta). Być może za mało opisałem te przedmioty, żeby od razu je skojarzyć.

Dzięki wyjaśnieniom więcej zrozumiałem, teraz przedstawiony świat jest bardziej klarowny. Na pewno ma potencjał do wykorzystania do jakiegoś dłuższego tekstu.

 

Co wyłapałem z technikaliów:

 

Dzisiaj mija miesiąc, od tamtego pamiętnego dnia, rana się już prawie zagoiła,

Zbędny pierwszy przecinek.

 

Nigdy nie opuszczał swojego domu i z pewnością teraz też tego nie zrobił. Wie, że zostałem ugryziony i z pewnością, jak tylko mnie zobaczy, strzeli do mnie swoją magią i zada bolesną śmierć. Może to i lepiej, tacy, jak ja powinni być usuwani ze społeczeństwa.

Zaimki.

 

– Witam naszego wspaniałego bohatera, ale im Pan pokazałeś, no, no. – Przybysz rozsunął drzwi na boki bez dotykania. – Mam to wszystko nagrane, choć, pokażę, jak ratuje Pan wioskę. – Odczytał zakłopotanie z mojej twarzy. – Nic Pan nie pamięta? Ciekawe. Akurat wczoraj, tej samej nocy Imperium zaatakowało.

Pan raczej z małej, wielka jest używana tylko w zwrotach grzecznościowych.

 

– Przybysz spoglądał to na mnie, to na kran E. – Od razu rozpocząłeś rozmowę ze mną po Wspólnym, zwanym również Nowomową. Ten język powstanie dopiero za trzy tysiące lat w Ameryce, taki kontynent, nie ma jeszcze nikogo w tej chwili na świecie, kto potrafiłby się nim posługiwać. Z wyjątkiem mnie. I chyba też ciebie?

Didaskalia się rozjechały.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Ja jednak wolę dzisiejszej nocy nie ryzykować. Dzisiaj mija miesiąc

Powtórzenie zupełnie niepotrzebne. Nie wzmacnia wypowiedzi, w dodatku wydaje mi się nieeleganckie.

A tu zbędne przecinki:

Płot iskrzył się, jak pocierany koc

z góry, oświetloną blaskiem księżyca

na pewno tym razem, już nikogo więcej nie zabiję.

A na koniec:

Ziemski multikulturalizm to nowotwór

Em. Słucham? Multikulturalizm istnieje na Ziemi od przynajmniej 3tys. lat i cóż, ma się świetnie, bo i też ma mocne podstawy. Ani się szczególnie nie zmienia, ani nie przyjął obecnie jakiejś drastycznej, destruktywnej formy, a gdy kiedyś znowu ją przyjmie, to przeżyliśmy na tej planecie chyba już każde możliwe g..o i… no i nic. Dalej tu jesteśmy, a wręcz pęczniejemy w liczbie jak ów nowotwór.

Nie umiem kupić ludzi “uciekających przed multikulturalizmem”. Ucieka się przed bandą morderców, którzy z potrzeby organizacji w terytorialne grupy próbują cię zabić za odmienność lub by przejąć zasoby twojego stada. Nie ucieka się przed filozofią. Nie uciekało się przed komunizmem (choć tak się mówiło), tylko przed komunistami.

Tak więc, tego… Nieakceptowalnie uproszczona to analiza, moim zdaniem, fabuła poodklejana i dziurawa, przez co druga część opowiadania odrzuca. Wchodzimy w historię o wilkołaku, wychodzimy w jakiejś asocjologicznej bajce o zmaganiach kultur. Stylistycznie dość kulawo.

Przykro mi, ten tekst nie przypadł mi do gustu.

Całkiem fajny pomysł na “kulturalnego wilkołaka”. Końcówka ” … nie jesteśmy my” uczciwie mnie rozbawiła. Muszę się jednak zgodzić z wcześniejszymi postami w kwestii zbyt lakonicznego opisu tła tej historii. Owszem można się domyślić paru rzeczy, ale wypadałoby ze strony autora nieco bardziej tą historię rozbudować. Ogólnie mówiąc, mogło być lepiej, ale nie jest źle.

Jest tu fajny pomysł, zaklęty w przyzwoitej formie. Mam jednak problemy z kilkoma detalami. Na początku bohater mnie ujął rozsądnym podejściem – znał legendy, starał się je wykorzystać. Potem jednak tak gładko zaufał Przybyszowi, że aż wydało mi się to nierealne.

No i właśnie dialogi, czy raczej monologi, tegoż Przybysza były dla mnie ością w gardle. Infodumpy, że aż hej, bryły tekstu, w których przydałby się opis jego tonu, mimiki twarzy, gestów. Mocno pachniały  przez to sztucznością.

Podsumowując: pomysł jest, wykonanie też przyzwoite, ale tekst skorzystałby na kilku poprawkach.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Przeczytawszy.

Babska logika rządzi!

Rzecz została opisana tak ogólnikowo, że opowiadanie nie jest w pełni zrozumiałe. Owszem miałeś pomysł, ale nie uznałeś za stosowne rozwinąć go, zaś wyjaśnienia podane w komentarzu są trochę jak musztarda po obiedzie.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

Na pewno nie jest Pan wilkołakiem – Popraw tytuł. Formy grzecznościowe piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie. Ten błąd pojawia się kilkakrotnie w dalszej części opowiadania.

 

klucz od kłód­ki opa­li­łem w ogniu, aby po­zbyć się ludz­kie­go za­pa­chu… – Raczej:  …klucz od kłód­ki opa­li­łem w ogniu, aby pozbawić go ludz­kie­go za­pa­chu

 

Tam, gdzie za­ko­pa­łem klucz, wid­nia­ła wy­ko­pa­na pa­zu­ra­mi dziu­ra. – Powtórzenie.

 

Klucz wi­siał na wej­ściu, żebym z pew­no­ścią go zna­lazł. – Wejście to otwór. Czy to znaczy, że klucz wisiał na otworze?

 

Tlące się po­zo­sta­ło­ści sło­mia­nych da­chów współ­gra­ły z pla­ma­mi krwi na dro­dze. – Co to znaczy, że resztki dachów współgrały z plamami na drodze?

 

Tak oto ko­lej­na wio­ska znik­nę­ła z map. Czy za mie­siąc ko­lej­na po­dzie­li jej los? – Powtórzenie.

 

Kwa­dra­to­wy domek zwy­cza­jo­wo świe­cił nie­bie­ska­wym świa­tłem. – Nie brzmi to najlepiej.

 

Nie byłem skory, ale skoro mogę wy­ko­rzy­stać moją… – Brzmi to fatalnie.

 

Na wszel­ki wy­pa­dek, zo­sta­wił mro­żą­cą kuszę na wi­do­ku. – Taka kusza-zamrażarka?

 

Ale język, któ­rym roz­ma­wiał przy­ziem­ny, ogra­ni­czo­ny, na pewno nie Pol­ski. – …na pewno nie pol­ski.

 

Od razu roz­po­czą­łeś roz­mo­wę ze mną po Wspól­nym, zwa­nym rów­nież No­wo­mo­wą.Od razu roz­po­czą­łeś roz­mo­wę ze mną we wspólnym, zwa­nym rów­nież nowomową.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za pomoc. Może rzeczywiście brzmi to trochę sztucznie. Chciałem zmieścić za dużo wydarzeń w krótkim tekście.

Zastosowałem wasze wszystkie rady, trochę uprościłem i dodałem odczucia bohaterów.

 

Jeśli coś w tekście jest niejasne, to czasem tak miało być. Na przykład “mrożącą kuszę” – tak, albo taką z lodem, albo taką zatrzymującą w czasie, albo taką usztywniającą człowieka. Nie ma znaczenia, wiemy tyle samo, co główny bohater, czyli niewiele i trzeba się domyślać wielu rzeczy, tak samo jak on. (W razie czego to też uprościłem, teraz promieniuje).

 

@varg: spokojnie, nie unoś się tak bardzo. Jednak masz rację, za mało dokładnie to opisałem i mogło być źle odebrane. Chodziło o sztuczne i wymuszone mieszanie. Teraz naprawiłem i wyszło lepiej.

Antyradku, jeśli uwagi okazały się przydatne, bardzo się cieszę i mam nadzieję, że Twoje kolejne opowiadanie będą coraz lepsze. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witaj!

Zamaluj kwadrat przy prawidłowej odpowiedzi.

Opowiadanie jest:

■ Przeczytane

□ Nieprzeczytane

Pozdrawiam!

P.S. "Mam to wszystko nagrane, choć, pokażę, jak ratuje pan wioskę." – "chodź" a nie "choć" :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Opowiadanie nie przypadło mi do gustu. Zupełnie nie kupuję świata przedstawionego. Rzucasz sobie byle jak kolejne elementy: a to jakieś Imperium, a to jakiś Przybysz, a to jakiś „kran E” i ta końcówka o oczyszczeniu z brudu. To wszystko wydaje mi się strasznie niechlujne. Nie wiem, w jakich realiach dzieje się opowiadanie. Jakieś wzmianki o językach, o nagrywaniu… Kompletny brak konsekwencji. Napisane też dosyć słabo.

Z pozytywów: w tym całym bałaganie był nawet niezły pomysł. Spodobało mi się też przebudzenie z dziurą w pamięci, jak w „Kac Vegas”.

Pierwszy raz jako pierwsza noc pod postacią wilkołaka? Moim zdaniem niewykorzystany potencjał.

Warunki konkursowe spełnione. Pierwszy raz jest, i odgrywa ważną rolę w opowieści.

Fajny pomysł zmiażdżony wykonaniem.

Podobała mi się się Twoja koncepcja wilkołaka, ładnie przeszedłeś do SF, sympatyczne żarciki typu „kranów E”… To wszystko na duży plus.

Ale warsztat leży i kwiczy. Pierwszy błąd już w tytule – w dialogach ty, twój, pan itp. piszemy małą literą. Tylko w listach dużą. Innych rzeczy też nie brakło: chodź pomylone z choć, polski z Polski, „po wspólnym”, bohaterowie, którzy nie wiedzą, czy są na pan, czy na ty…

Babska logika rządzi!

Witaj!

Zacznę od cytatu:

Moje ulubione zdanie: "Przyjechali z wozami, żeby porwać wszystkich na niewolników kopalni." Jeszcze w kontekście Imperium… wyobraziłem sobie Imperium z gwiezdnych wojen i stormtroopers wysiadających z wozów ciągniętych przez konie…

I czymże są niewolnicy kopalnii? Pewnie miało być "do"

Przez te i inne błędy w sumie sporo się naśmiałem, szkoda, że to nie celowa grafomania.

Pomysł bardzo fajny, dobrze zrobione sf z fantasy i super nazwy. Ale wykonanie i chaotyczność pogrzebały wszystkie plusy. Niemniej co się uśmiałem to moje :D Walcz i trenuj.

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Nowa Fantastyka