- Opowiadanie: pmj - Odwiedziny

Odwiedziny

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

cobold

Oceny

Odwiedziny

Budzi się i po chwili, kiedy z jego świadomości ulatują ostatnie wspomnienia snu, otwiera oczy. Jeszcze jest noc. W ciemnościach ledwie udaje mu się rozróżnić zarysy mebli. Bezwiednie przebiega po nich wzrokiem, wsłuchując się w zalegającą w domu ciszę. Jedyne co jest w stanie z niej wyłowić to oddech żony; zamknięte okna skutecznie tłumią wszelkie dźwięki z zewnątrz. W powietrzu wyczuwa lekki zaduch. Przenosi wzrok na drzwi – są zamknięte. Powinny być otwarte, żeby choć trochę świeżego powietrza mogło wpaść do sypialni. Taką mają umowę: on ustąpił w sprawie okien, ona w sprawie drzwi. Nigdy nie rozumiał jej oporów przed spaniem przy otwartych drzwiach, dlatego swoje poświęcenie zawsze uważał za istotniejsze. Tym bardziej nie rozumie, dlaczego dzisiaj je zamknęła. Może pytała, kiedy zasypiał, a on w półśnie się zgodził? Nieważne. Powstrzymuje się przed dalszym roztrząsaniem sprawy. Nie chce się rozbudzać, więc nawet nie wstaje żeby je otworzyć. Bierze głęboki wdech i – bardziej wmawiając sobie, niż faktycznie się do tego przekonując – upewnia się, że wcale nie jest tak duszno, jak mu się początkowo wydawało. Zamyka oczy i próbuje zasnąć.

Do głowy wkrada mu się myśl, czy nie powinien skorzystać z toalety. Sięga ręką do podbrzusza i lekko naciska. Czując kłucie w pęcherzu, upewnia się, że faktycznie powinien pójść. Nie robi tego w obawie, że się całkowicie rozbudzi. Gdyby była dopiero druga w nocy, to nie byłby żaden problem. Perspektywa kilku godzin snu byłaby na tyle odprężająca, że nie powinien mieć problemów z zaśnięciem. Waha się, czy spojrzeć na zegarek. Co jeżeli jest już piąta rano? Mając świadomość, że została mu tylko godzina snu, nie zmrużyłby oka. Może zamiast sprawdzać, która jest godzina, spróbowałby pójść do łazienki, nie patrząc na żaden zegarek? Może by się udało, ale na pewno spojrzy na ten nad umywalką. Woli nie ryzykować. Obraca się na bok – w tej pozycji parcie na pęcherz jest mniejsze. Liczy na to, że teraz uda mu się zasnąć.

Nic z tego. Nie może przestać myśleć o pełnym pęcherzu. Jeżeli naprawdę jest dopiero druga w nocy, to musi wstać. Wie, że jeżeli tego nie zrobi, to będzie przewracać się z boku na bok, aż w końcu i tak się na to zdecyduje. Poza tym jeżeli jest tak wcześnie i zaśnie nie skorzystawszy z toalety, to na pewno obudzi się o piątej… Sięga po zegarek. Jeszcze nie ma trzeciej. Postanawia wstać. Zsuwa nogi na podłogę i podnosząc się, siada na krawędzi łóżka. Źle rozmieszcza ciężar ciała; drewniany stelaż, na którym leży materac napręża się i skrzypi. Dźwięk nie jest aż tak głośny, ale w tym momencie brzmi, jakby łóżko pękło pod nim na pół. Zastyga bez ruchu. Słysząc spokojny oddech żony, upewnia się, że jej nie obudził.

Wstaje i kieruje się w stronę drzwi. Stąpając boso po puszystym dywanie, nie wydaje żadnych dźwięków. Sięga do klamki, ale jego ręka nieruchomieje w połowie drogi. Obraca się i wraca do łóżka, żeby założyć klapki. Przygląda się przy tym żonie, która śpi na brzuchu z głową zwróconą w jego stronę. Nie widzi jej twarzy. Zasłaniają ją włosy, które w mroku wydają się być gęstsze i ciemniejsze niż zazwyczaj. Cicho, żeby tylko jej nie obudzić, wraca i powoli naciskając klamkę, otwiera drzwi.

Odgłos niespiesznych, delikatnie stawianych kroków dobiega od strony schodów. Zamiera. Kroki są coraz bliżej. Tak cicho, jak tylko potrafi, zamyka drzwi i obraca się w stronę łóżka. Ona cały czas śpi. Podbiega do niej i lekko potrząsa za ramię. Nie budzi się. Potrząsa trochę mocniej, ale bez skutku. Rzuca szybkie spojrzenie na swoją szafkę nocną – nie ma na niej telefonu. Przypomina sobie, że zostawił go na komodzie, przy drzwiach wejściowych. Przerzuca wzrok na szafkę żony – też nic. Podchodzi do fotela i sięga po jej rozrzucone ubrania. Szybko, przez materiał, stara się wyczuć, czy ma w kieszeniach telefon. Nic nie czuje, ale dla pewności wyciąga wszystko na wierzch. Między palcami prześlizguje mu się klucz i spada na ziemię. Dywan tłumi hałas. Szybko zerka na żonę, sprawdzając czy się nie obudziła.

Teraz słyszy kroki nawet przez zamknięte drzwi. Na korytarzu zapala się światło – widać je w szparze pomiędzy drzwiami a podłogą. Ogarnia go panika – nie ma pojęcia co robić. Powodowany nagłym impulsem, chwyta lampkę, stojącą na szafce nocnej. Jest na tyle przytomny, że wyjmuje wcześniej wtyczkę z kontaktu. Zwija kabel i chowa go w tej samej dłoni, w której trzyma lampę. Najciszej jak tylko potrafi, kieruje się w stronę drzwi. Słyszy, że żona porusza się na łóżku. Widzi kątem oka, jak zsuwa nogi na podłogę i wstaje.

– Cicho! – szepcze, patrząc cały czas w stronę drzwi. Czuje, że żona przybliża się, chwyta go za koszulkę i przyciąga do siebie. Nie zwraca na to uwagi, skupiając się na zbliżających się krokach. W szparze pod drzwiami pojawia się cień. Ktoś staje metr od niego, za jedyną przeszkodę mając wyłącznie cienkie drzwi. Klamka powoli opada. Podnosi lampę, szykując się do ciosu. Czuje jak żona kładzie mu rękę na ramieniu i zaciska, sprawiając ból.

Drzwi się otwierają. Jego wzrok pada na postać, która stoi w progu. Jest świadom tego co widzi, nie potrafi jednak zrozumieć, jak to jest możliwe. W tej krótkiej chwili w jego umyśle pojawia się kilka różnych wyjaśnień – żadne jednak nie jest w stanie wytłumaczyć, tego co się dzieje. W drzwiach stoi jego żona. W ręku trzyma szklankę wody. Na jej twarzy maluje się zaskoczenie, które szybko przeradza się w rozbawienie, kiedy dostrzega lampę w ręku męża. Kieruje spojrzenie w przestrzeń za jego plecami.

Widząc jej wzrok, to jak się cofa i zaczyna krzyczeć; czując dłoń na ramieniu, która zaciska się coraz mocniej, uświadamia sobie, że powinien uciekać. Powinien chwycić żonę i razem z nią zbiec jak najszybciej na dół, potem na dwór, wezwać pomoc.

Zamiast tego odwraca się.

Koniec

Komentarze

Fajne!

Dobrze, że nie przeczytałem w nocy, zaraz po publikacji.

Niby bloki tekstu, ale czyta się świetnie, a dylematy urologiczne bardzo ładnie określają bohatera.

 

Nieźle. Zręcznie opisałeś normalne myśli, które człowiek miewa w środku nocy. Klimat zbudowany drobiazgami. Na koniec był nawet dreszczyk, więc bardzo na plus. 

Masz problem z interpunkcją, Autorze. Brakuje wielu przecinków. Jeśli Cię to interesuje, mogę pomóc.

A tak poza tym – witaj na portalu :)

Bardzo fajny szorcik.

Podobało mi się :)

Znam tylko pięć liter ;)

Jedyne(+,) co jest w stanie z niej wyłowić(+,) to oddech żony; zamknięte okna skutecznie tłumią wszelkie dźwięki z zewnątrz.

“Co jest w stanie z niej wyłowić” stanowi wtrącenie, wtrącenia oddzielamy z obu stron przecinkami.

Tym bardziej nie rozumie(+,) dlaczego dzisiaj je zamknęła.

Można spróbować to zrozumieć/zapamiętać na dwa sposoby. Pierwszy to stawianie przecinka przed: dlaczego, co, że, żeby, kiedy, który itd. Choć trzeba to robić z głową, bo przecież nie wepchniemy przecinka przez “który” w zwrocie “w którym”. Drugi sposób jest taki: jeśli zdanie jest podrzędnie złożone i występują dwa czasowniki w formie osobowej (orzeczenia), gdzieś musi stać przecinek. Oczywiście nie można tego traktować zbyt dosłownie, to tylko takie grubsze zasady. 

Może pytała(+,) kiedy zasypiał, a on w półśnie się zgodził?

Jak wyżej, bo przed “kiedy”, no i zdanie jest podzielone na “może pytała”, “kiedy zasypiał” itd.

Nie chce się rozbudzać, więc nawet nie wstaje(+,) żeby je otworzyć.

Jak wyżej.

bardziej wmawiając sobie(+,) niż faktycznie się do tego przekonując

Tu już wyższa szkoła jazdy po porównanie i imiesłowy.

Gdyby była dopiero druga w nocy, to nie byłby żaden problem.

Tu akurat przecinek na miejscu, ale masz powtórzenie ;)

Perspektywa kilku godzin snu(-,) byłaby na tyle odprężająca, że nie powinien mieć żadnych problem z zaśnięciem.

Tu nadmiarowy przecinek po “snu”.

Waha się(+,) czy spojrzeć na zegarek.

Dwa czasowniki, czyli przecinek potrzebny.

 

Na razie dwa pierwsze akapity. Oczywiście nie jestem specjalistą, ale tłumaczę to sobie tak na zdrowy rozum. Spróbuj sprawdzić według tych wskazówek resztę tekstu.

Świetne! Jestem pod wrażeniem, szorcik bardzo mi się podobał. Wiem, że następnej nocy kiedy obudzę się żeby skorzystać z toalety przypomnę go sobie.

Dziękuję za miłą lekturę. 

Fajne. Najlepiej przeczytać przed snem ;-)

Bardzo przekonywujący opis zastanawiania się nad pójściem do toalety w nocy :D I generalnie podobało się, chociaż bardzo nie lubię narracji w czasie teraźniejszym ;)

Moim zdaniem – nic specjalnego. Najciekawszy kąsek (zakończenie) pozostawiłeś wyobraźni czytelnika, treść zaś opiera się na pełnym pęcherzu bohatera i rozterce, czy ma iść do toalety…

Klimacik rzeczywiście, da się wyczuć, jednak do zbudowania go nie trzeba aż 5 tysi znaków. A zatem – w mojej opinii trochę za długo. Czytało się jednak przyjemniej, to muszę przyznać.

Warsztatowo nieźle, interpunkcja słaba.

 

Tyle ode mnie, na koniec trzy “momenty”:

Bezwiednie przebiega po nich wzrokiem, wsłuchując się w zalegającą dom ciszę.

Wydaje mi się, że “zalega się” w czymś, nie coś. Czyli “w zalegającą w domu ciszę”.

Wstaje i kieruje się w stronę drzwi[+.]

Brak kropki na końcu zdania.

Ona kładzie mu rękę na ramieniu i zaciska, sprawiając mu ból, który on ignoruje.

Za dużo tych zaimków ;(

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Mam podobnie jak Count – zakończenie nic nie mówi. Zawsze przy tego typu zabiegach mam wrażenie, że Autor zwala najtrudniejszą cześć roboty na czytelnika.

wraca do łóżka, żeby ubrać klapki.

Butów (ani ubrań) się nie ubiera.

Babska logika rządzi!

Byłoby nieźle, gdyby nie irytująca niewiedza, przy czyim boku obudził się mężczyzna i czyja dłoń ściskała jego ramię…

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia. Najbardziej przeszkadzał mi nadmiar zaimków. Mam nadzieję, że kolejne opowiadania będą bardziej dopracowane.

 

Po­wstrzy­mu­je sie przed dal­szym roz­strzą­sa­niem spra­wy.Po­wstrzy­mu­je się przed dal­szym roz­trzą­sa­niem spra­wy.

 

Wsta­je i kie­ru­je się w stro­nę drzwi Sto­pa­jąc boso po pu­szy­stym dy­wa­nie… – Wsta­je i kie­ru­je się w stro­nę drzwi. Stą­pa­jąc boso po pu­szy­stym dy­wa­nie

 

szep­cze do niej, pa­trząc cały czas w stro­nę drzwi. Ona pod­cho­dzi do niego i chwy­ta go za ko­szul­kę. Ści­ska i przy­cią­ga do sie­bie. On nie zwra­ca na to uwagi, sku­pia­jąc się na zbli­ża­ją­cych się kro­kach. W szpa­rze pod drzwia­mi po­ja­wia się cień. Ktoś staje metr od niego, za je­dy­ną prze­szko­dę mając wy­łącz­nie cien­kie drzwi. Klam­ka po­wo­li opada. On pod­no­si lampę szy­ku­jąc się do ciosu. Ona kła­dzie mu rękę na ra­mie­niu i za­ci­ska, spra­wia­jąc mu ból, który on igno­ru­je. […] W drzwiach stoi jego żona. W ręku trzy­ma szklan­kę wody. Na jej twa­rzy ma­lu­je się za­sko­cze­nie, które szyb­ko prze­ra­dza się w roz­ba­wie­nie, kiedy do­strze­ga lampę w ręku swo­je­go męża. Jej spoj­rze­nie kie­ru­je się w prze­strzeń za jego ple­ca­mi. – Przykład nadmiaru zaimków.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję wszystkim za komentarze i sugestie.

 

@funthesystem – przejrzałem cały tekst pod kątem interpunkcji. Mam nadzieję, że teraz jest już o wiele lepiej. Dziękuję też za konkretne przykłady błędów.

Mam wątpliwości co do tej uwagi:

“Co jest w stanie z niej wyłowić” stanowi wtrącenie, wtrącenia oddzielamy z obu stron przecinkami.

Nie jestem pewien czy powinniśmy to traktować jako wtrącenie, bo bez niego zdanie traciłoby jakikolwiek sens. 

 

@CountPrimagen, @regulatorzy – faktycznie ten fragment, na który zwróciliście uwagę, był za bardzo przesycony zaimkami. To był zły pomysł, żeby co zdanie zmieniać podmiot (przez to musiałem skakać pomiędzy “on” i “ona”). Przerobiłem ten fragment tak, że pozbyłem się większości z zaimków. W pozostałej części tekstu też ich trochę pousuwałem.

Pomysł nie nowy, bo już kiedyś widziałem na internetach takie memy, tylko że z dzieciakiem (ale co innego coś takiego napisać, a co innego zrobić obrazek). Stawiałem na początku na chorobę psychiczną bohatera, ale wychodzi Ci na plus, że nie trafiłem.

Niemniej, doceniam, że w swojej próbie nastraszenia czytelnika nie wpadłeś w pułapkę krwi, flaków, potworów i zeznań podatkowych (te niektórych przerażają najbardziej). 

Nawet, nawet… :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Cześć.

Potencjalnie fajne. Ale nierówne.

  1. Wstawanie, zawracanie, zamykanie, otwieranie – to wszystko w tak dużych ilościach sprawiło, że się pogubiłem. Musiałem przeczytać ponownie dwa akapity, aby zrozumieć, gdzie jest bohater i bohaterka. Czyli zbyt chaotyczne kwestie lokalizacyjne.
  2. Ten przedostatni akapit… Takie zbędne “bla, bla”, które ktoś czasami uważa za fajne, potrzebne i budujące napięcie. Nie, nie buduje. Po prostu odwleka coś, na co każdy czeka. Takimi fragmentami denerwujesz czytelnika (w taki sposób, którego nie powinieneś tolerować) i sprawiasz, że chce on jak najszybciej pominąć to, by…
  3. No właśnie. Upewnić się, że – jak przypuszcza – za drzwiami stoi żona. Mamy różne doświadczenia. I przypuszczenia. Ja przypuszczam, że połowa czytających wiedziała, że za drzwiami jest żona. A Ty pewnie pomogłeś tym smęceniem z przedostatniego akapitu.

Jak napisałem: potencjalnie fajne. Jak wywalisz oczywistości i przestaniesz grać na nosie czytelnikowi, to będzie fajne.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Pi razy oko połowa tekstu to moim zdaniem zupełnie zbędne rozmyślanie nad pójściem do toalety. W pewnym momencie zaczęłam tekst skanować wzrokiem, bo się znudziłam. Potem zaczęło się robić ciekawiej i chociaż domyśliłam się, że do pokoju zmierza żona, to pewien dreszczyk był, a ostatnio u mnie taki dreszczyk wywołać nie jest łatwo, więc druga połówka to dobra robota. 

Osobną kwestią jest urwane zakończenie, który to typ z kolei nie należy do moich ulubionych. Drobna furtka dla wyobraźni jest fajna, ale zbyt szeroko otwarta brama już mnie nie cieszy.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nowa Fantastyka