- Opowiadanie: bemik - Fryderyk Frączek na wakacjach (część ostatnia)

Fryderyk Frączek na wakacjach (część ostatnia)

To już ostatnia część opowieści o Fryderyku Frączku. Kto chce, może sobie poczytać poprzednie (można znaleźć na moim profilu), ale nie jest to konieczne. 

Nie traktujcie tego zbyt poważnie, kto czytał poprzednie Frączki, ten wie. 

I tradycyjnie – fantastyki tyle, co złota pod paznokciami.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Fryderyk Frączek na wakacjach (część ostatnia)

 Pan Fryderyk Frączek stał na skraju wydmy i podziwiał widoki. Niekoniecznie ulegał urokowi krajobrazu, choć i to miało niejaki wpływ na postrzeganie przez niego świata. Bardziej niż na błękicie nieba i morza, białych koronkach fal obmywających muszelki i piaszczystą plażę skupiał się na wszystkich odcieniach brązu prezentowanego na ludzkiej skórze. Paradujące męskie ciała starannie omijał wzrokiem, ewentualnie ogniskując spojrzenie na osobnikach starszych od siebie o napęczniałych piwskiem brzuchach. Cel tej lustracji był oczywisty – dodanie sobie otuchy, że jeszcze nie jest tak źle. Porównanie z młodocianymi osobnikami prężącymi umięśnione torsy nie miało najmniejszego sensu. Zbyt wielka przepaść dzieliła porównywane obiekty. Natomiast pan Frączek, jak każdy rasowy samiec, widział wokół siebie mnogość, żeby nie powiedzieć tony, młodych damskich ciał. Wszystkie pięknie zbrązowione, jak apetycznie przyrumieniona pieczeń, pachnące olejkami, połyskujące gładzią delikatnej skórki – normalnie uczta dla zmysłów. To permanentne nęcenie, nawet jeśli mimowolne, niosło ze sobą przedziwne następstwa. Otóż Fryderyk czuł się zdołowany. Po pierwsze nadmierna ilość paradujących niemal nagich ciał spowodowała u niego pląsawicę oczną. Otumaniony mężczyzna nie potrafił skupić wzroku na konkretnym obiekcie, bez przerwy przeskakując z jednego na kolejny pojawiający się na horyzoncie. Najchętniej zaś, aby nie utracić nic z prezentowanych wdzięków, obserwowałby każdym okiem inny smakowity kąsek, to zaś powodowało, że mózg, otrzymujący zbyt dużą ilość bodźców naraz, odmówił współpracy. Gapił się więc pan Frączek na wszystko, co poruszało się w odległości nie większej niż pięćdziesiąt metrów, a jego twarz zdobił zachwycony uśmiech. Niestety, obiektywny narrator musi stwierdzić, że w tym momencie pan Frączek wyglądał jak przykładowy okaz umysłowego upośledzenia. Jakby tego było mało, Fryderyk czynił nieudolne próby przywrócenia sobie wyglądu sprzed dwudziestu paru lat, to znaczy usiłował wciągnąć fałdę brzuszną do wewnątrz. Skutek był jeszcze gorszy niż w przypadku pląsawicy – mózg pozbawiony możliwości wymiany dwutlenku na tlen przez kilkuminutowy wdech postanowił wyciąć właścicielowi paskudny numer. Pan Frączek poczuł, że nagle traci kontrolę nad ciałem. Nie tylko nad brzuchem, który wreszcie wylał się nad nieco za ścisłą gumkę spodenek kąpielowych, ale i nad całą resztą. Również ręce, nogi, tułów i głowa uznały, że nie muszą już słuchać właściciela. W związku z tym Fryderyk runął jak kloc drewna, nie wydając przy tym niemal żadnego dźwięku. Dobrze że udało mu się osunąć na swoją połowę koca, gdyż drugą zajmowała Genuchna. Leżała, naoliwiona jak samochód po przeglądzie, piekąc się w promieniach południowego słońca niczym indyk na amerykańskie Święto Dziękczynienia. Walący się mąż nie zrobił na niej szczególnego wrażenia, albowiem przysnęła nieco i nie była świadoma, z jaką prędkością małżonek zajmował miejsce u jej boku. Jedyne na co zwróciła uwagę, to ramię, które przerzucił przez jej uda. Nie poruszyła się nawet, ale przez zaciśnięte zęby wydała polecenie:

– Zabierz to łapsko, bo zasłaniasz mi słońce!

Wydawało się, że sprawa została załatwiona i Genuchna znowu może zapaść w drzemkę, ale Fryderyk chyba nie dosłyszał. Mimo niechęci do jakiejkolwiek aktywności, kobieta wstrząsnęła ciałem, usiłując pozbyć się mężowskiej kończyny, ale zabieg ten okazał się niewystarczający. Bezwład zastanowił ją na tyle, że uniosła powieki i zerknęła na męża.

– Frycek? – syknęła niezbyt głośno.

Absolutne milczenie upewniło ją, że coś jest nie w porządku.

– Fryderyk? – Genuchna uniosła się na łokciach i zerknęła na męża.

Blada twarz, przymknięte powieki i rozchylone usta nie wydały się Genowefie specjalnie dziwne; ten widok należał do codzienności, a właściwie cowieczorności. Wtedy bowiem, gdy Genuchna przeżywała perypetie bohaterki kolejnego serialu, jej małżonek zapadał w niemal katatoniczną drzemkę. Stan ten powodowały zwykle wydawane przez aktorki dźwięki, mające imitować rozdarcie duszy, oczywiście ma się rozumieć wewnętrzne rozdarcie. Dlatego Genuchna na początku nie zwróciła na wygląd Fryderyka specjalnej uwagi. Zdumiał ją natomiast całkowity brak posłuchu. Zwykle jej druga, naturalnie gorsza połowa reagowała na słowne polecenia, a tym bardziej na poszturchiwania. Nawet w czasie głębokiego snu słowa „posuń się, bo rozwaliłeś się na mojej części” wywoływały odpowiednią reakcję, to znaczy: mężczyzna turlał się na skraj wersalki. Tym razem pozostał w absolutnym bezruchu. Delikatne poszturchiwania i poklepywania nie przyniosły żadnego efektu. Mocniejsze zresztą też. Wtedy w świadomość Genuchny zaczęły wkradać się podejrzenia, że wydarzyło się coś niedobrego. Doszedłszy do takiego wniosku, kobieta zerwała się na równe nogi i rozdarła pełną piersią, co dało efekt taki, jakby na plaży pojawiła się nieoczekiwanie straż pożarna na sygnale. Ci bliżej położeni (na kocach) rzucili się do pomocy, nie wiedząc wprawdzie, na czym ta pomoc miałaby polegać. Ci nieco oddaleni naparli na tych bliższych, albowiem gnała ich chęć poznania cudzego nieszczęścia, a wszyscy wylądowali na plecach Genuchny. Kobieta stawiła dzielny opór, ale na nic się to zdało. Mdła niewiasta nie zdołała zatrzymać szarżującej tłuszczy i runęła na swojego małżonka. Efekt był piorunujący, gdyż ucisnęła klatkę piersiową Fryderyka, co spowodowało pierwszy wymuszony oddech. Następne mężczyzna zaczął wykonywać już z własnej woli.

Otworzywszy oczy, Fryderyk wydał jęknięcie pełne zachwytu. Na jego piersi spoczywała piękna syrena, a ustami niemal dotykała jego warg. Długie kosmyki łachotały go po szyi, a do nozdrzy docierał oszałamiający zapach olejku do opalania zmieszany z perfumami.

– Bogini! Kimże ty jesteś, o piękna? – spytał, wbijając niezbyt przytomne spojrzenie w oczy – jak sądził – morskiej nimfy.

Genuchna miała zamiar porządnie opieprzyć małżonka za całe to przedstawienie, ale nie byłaby kobietą, gdyby nie wyczuła w głosie Fryderyka szczerego zachwytu. Poza tym jej mąż był człowiekiem prostym, prostolinijnym, żeby nie powiedzieć prostackim i takie epitety jak „bogini” rzadko, a właściwie nigdy, nie gościły na jego ustach. Postanowiła więc wykorzystać nadarzającą się okazję i przez chwilę poczuć się jak bohaterki namiętnie przez nią oglądanych seriali. Zanim jednak odpowiedziała, jednym słowem „spadać” rozpędziła zionącą ciekawością gawiedź, a potem pochyliła się nad obliczem mężczyzny. Zachichotała frywolnie i musnęła wargami płatek ucha Fryderyka.

– Nie dręcz mnie, ty niedobra – jęknął Fryderyk. – Zdradź swe imię!

Teraz to Genuchna jęknęła, tyle że w duchu. Nie wiedziała, czy upał padł mężowi na głowę, czy to tylko taka gra, niemniej bardzo się jej to podobało. Znowu poczuła – jak dwadzieścia parę lat temu – motyle w brzuchu.

– Genia – szepnęła mu wprost do nadgryzionego lekko uszka.

– Boska Genuchna – odszepnął Fryderyk, a jego ręka powędrowała w dół, wzdłuż kręgosłupa, za nic mając przeszkody w postaci gumki od majtek i plaży pełnej ludzi.

Na szczęście Genuchna miała wszystko w porządku z głową, więc przytomnie przerwała tę wędrówkę. Trzeba jednak przyznać, że zrobiła to z ogromnym żalem.

– Nie tu i nie teraz – wydyszała Fryderykowi prosto w uchylone usta.

– To gdzie i kiedy, nimfo przecudna?

Być może Genuchna przerwałaby to bredzenie będące wynikiem niedotlenienia mózgu męża, gdyby nie poczuła, że w leżącym pod nią mężczyźnie budzi się do życia coś, co wydawało się, że już na zawsze pozostanie w letargu. Takiej chwili nie można zlekceważyć. Podjęła więc ryzykowną grę. Ryzykowną, gdyż Fryderyk w każdym momencie mógł zostać przywrócony do rzeczywistości, a ona wyszłaby wtedy na nimfomankę, a nie nimfę.

– Wieczorem na plaży, kiedy przybój toczy białą pianę po piasku…

Powiedziała i zniknęła. Miała nadzieję, że Fryderyk pozbiera wszystkie rzeczy i zataszczy je do pokoju. Sama zgarnęła tylko przezroczysty kawał materiału służący za suknię i torebkę, bo tam miała pieniądze, a bez kasy, a właściwie bez jedzenia, nie wytrzymałaby do wieczora.

***

Wynurzyła się z fal niczym Afrodyta. Fryderyk patrzył oniemiały, gdy kroczyła w jego stronę. Mokra suknia oblepiała jej ciało, pozwalając oczekującemu mężczyźnie nacieszyć oczy boskimi kształtami. Nie czekał, by wyszła na brzeg. Rzucił się i rozbryzgując fale, pokonał dzielącą ich odległość.

– Bogini! Jesteś! Chwała Posejdonowi, bo już się bałem, że się nie zjawisz!

Genuchna odwróciła nieco głowę, by dyskretnie wypluć wodę – przeceniła swoje pływackie możliwości i omal się nie utopiła.

Fryderyk odsunął mokre kosmyki, by obcałowywać policzki, usta i szyję ukochanej. Zsunął też tunikę, by dobrać się do apetycznych ramion i piersi, a potem pociągnął kobietę w dół. Woda nie była głęboka, ale zimna, jak to w Bałtyku, jednak Genuchna z przyjemnością zarejestrowała, że nie wpływa to negatywnie na… yhm… nastawienie Fryderyka.

– Wyjdźmy na brzeg – poprosiła jednak na wszelki wypadek.

Trzymając się za ręce, wybiegli na plażę, a potem Genuchna pociągnęła Fryderyka dalej od ludzkich, ciekawskich oczu. Skryli się wśród wydm. Między piaskownicą zwyczajną a turzycą piaskową odprawili najstarszy rytuał świata, a potem leżeli obok siebie, nasyceni i szczęśliwi, wpatrując się w rozgwieżdżone niebo. Genia dostrzegła nawet spadającą gwiazdę i niepomna na konsekwencje wypowiedziała życzenie:

– Chwilo trwaj!

Fryderyk nigdy już nie był dawnym Fryderykiem, a Genuchna… No cóż, ona też nie wróciła do swej jędzowatości, gdyż jeśli mężczyzna wielbi cię niczym boginię, nie wypada pokazywać mu swej prawdziwej natury. Od tamtej pamiętnej nocy Frączkowie stali się parą, jaką można oglądać tylko na Romance TV, a kiedy jeszcze okazało się, że rodzina powiększy się za dziewięć miesięcy, ich szczęście nie miało granic. Pan Frączek nigdy nie zdołał sobie przypomnieć dwudziestu paru lat pożycia małżeńskiego i traktował Genuchnę, jakby ujrzał ją po raz pierwszy tamtego dnia nad Bałtykiem. To były jego prywatne zaślubiny z morzem, znaczy z Genowefą.

I żyli długo i szczęśliwie, ale tego już nikt ani opisywać, ani słuchać nie zechce, bo historie o szczęściu są nuuuudne do bólu.

 

Koniec

Komentarze

Cóż na niewiarygodny zwrot akcji w ostatniej sekwencji opowieści o Fryderyku, jakież zaskoczenie, w dodatku z happy endem! ;)

 

ni­czym indyk na ame­ry­kań­skie świę­to dzięk­czy­nie­nia. – …ni­czym indyk na ame­ry­kań­skie Świę­to Dzięk­czy­nie­nia.

 

Ge­nuch­na od­krę­ci­ła nieco głowę, by dys­kret­nie wy­pluć wodę… – Głowa z gwintem?

Może: Ge­nuch­na od­wró­ci­ła nieco głowę, by dys­kret­nie wy­pluć wodę

 

Fry­de­ryk osu­nął mokre ko­smy­ki… – Literówka.

 

szczę­śli­wi, wpa­tru­jąc się w roz­gwież­dżo­ne niebo. Genia wy­pa­trzy­ła nawet… – Powtórzenie.

Może w drugim zdaniu: Genia dostrzegła nawet

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie!

Nie zgadzam się, żeby to już był koniec!

Nie przeczytam. Tak będę siedział!

Bardzo sympatyczne.

Uznaję, że jednak fantastyka jest – żeby facet z Fryderykowym stażem małżeńskim ślubnej nie poznał, ba! zapałał do niej uczuciami gorącymi jak lipiec nad morzem… To się nie zdarza.

Mam nadzieję, że się złamiesz i jeszcze jakiegoś midquela wypuścisz. Albo może jakieś przejścia z potomkiem?

Babska logika rządzi!

Reg – poprawię, jak tylko znajdę parę minut.

Finklo, Coboldzie _ Frączek odchodzi, bo takie jest życie.

Dzięki za wizytę.

Edytka: Reg, poprawione! Dzięki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

I ja dziękuję, że mogłam poznać Fryderyka. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie sądziłam, że dane będzie mi spotkać się z Fryderykiem raz jeszcze, choć ostatnio się zastanawiałam, dlaczego spotkania z nim się skończyły.

Jakże wspaniała historia Ci wyszła, Bemik. :) Bardzo mi się podobało, jak zresztą wszystkie przygody Fryderyka. :) I jakie słodkie zakończenie.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dziękuję, Morigano i cieszę się, że Ci się podobało.

I dodatkowe podziękowania za klik.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

W końcu mogę, a szkoda byłoby Fryderyka na poczekalnię. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Są jeszcze inne Fryderyki, które wciąż gniją w poczekalni. Tak mi się wydaje, z pamięci piszę.

Babska logika rządzi!

To prawda, rzeczywiście kilka tekstów utknęło w poczekalni.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Dzięki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przyjemne zakończenie sagi o panu Fryderyku. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dzięki Dziadku za wizytę i za klika. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zabawne i miłe, choć stereotypowe. :P Gdzieś tam, jak szanowny bohater upadał, rzuciło mi się w oczy, że niepotrzebnie kilkukrotnie powtórzyłaś, że żona nie zwróciła na niego szczególnej uwagi.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Dzięki Naz. Stereotyp? A pewnie, że tak wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo czasoumilające. Trafił do mnie humor, ludzcy bohaterowie i zasłużone, szczęśliwe zakończenie.

Tylko nie wiem, co by powiedział dyrektor urzędu morskiego na rytuały w pasie technicznym.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Na pewno nie zauważył tych działań. Dzięki za wizytę i za klika.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bogini dewastuje wydmy i nikt poza wspólnikiem nie zauważył epifanii? Ech, upada wiara w ludziach… ;-)

Babska logika rządzi!

Bo to nocą było – ludzie śpiewali, pili, w gwiazdy patrzyli albo… też niszczyli wydmy.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ooo, jakie sympatyczne :) Zachęca do sięgnięcia po prequele, bo, w przeciwieństwie do przedpiśców, jeszcze nie miałam okazji zapoznać się z perypetiami pana Fryderyka Frączka :)

Zachęcam, poprzednie części są ponumerowane. Dzięki za wizytę.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Uśmiałam się, a na koniec popłakałam ze wzruszenia :) I z żałości, że to koniec przygód przesympatycznego Fryderyka. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

No cóż, jak napisałam, cudze szczęście nie jest materiałem na dobrą opowieść. Znowu miałabym zarzuty, że jest ckliwie i mdło wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie żebym komukolwiek, zwłaszcza Fryderykowi, źle życzyła, ale gdyby kiedyś stan powyższy mu minął, to wiesz… wink

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nowa Fantastyka