- Opowiadanie: Caestrelle - Skarb Prastarych

Skarb Prastarych

Wrzucam mały eksperyment w formie dribble, jak mi się zdaje (50 słów, nie licząc tytułu). Część ćwiczeń w bardzo krótkich formach. Zachęcam do lektury i komentowania ;)

Oceny

Skarb Prastarych

 Gerrana przeszedł nagły dreszcz. Spojrzał za siebie. Podziemny korytarz spowijała ciemność. Panowała w nim martwa cisza. Wątłe światło kryształu słabło.

Przez ciało śmiałka przeszła gwałtowna fala gorąca. „Weź się w garść! Już niedaleko!”, pomyślał.

Mężczyzna odwrócił się. Przed oczami mignęły mu zakrzywione szpony.

Gerran Awanturnik stracił głowę dla skarbu Prastarych.

Koniec

Komentarze

Czy rzeczonemu Gerranowi mignął rząd szponów, czy raczej szpony w rzędzie? Skłaniałabym się ku pierwszej opcji, jako że żadne rządy nie lubią awanturników, szczególnie gdy rzecz dotyczy skarbu. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Droga regulatorzy!

 

Przyznam, że nie do końca rozumiem gdzie popełniłem błąd. Rząd szponów – chodzi o rząd (czyli rzeczy/przedmioty/itp. ustawione jeden obok drugiego – definicja SJP), a nie o rząd państwa oczywiście.

 

Może istnieć rząd krzeseł (np. na sali), może również istnieć rząd szponów na łapie jakiegoś monstrum. Może komuś to nie brzmieć bardzo dobrze, ale formalnie nie jest to błąd.

Chyba, że nie złapałem sensu, to przepraszam :P

Czym się różni martwa cisza od żywej ciszy?

Caestrelle, nie popełniłeś błędu, nie turbuj się.

To moja wina, ale właśnie tak mi się skojarzył rząd szponów i stąd ten żart słowny. Mam nadzieję, że mi wybaczysz. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Żywa cisza, Funie, to potrafi dzwonić w uszach. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Droga regulatorzy!

 

Oczywiście, że wybaczę! Żarty słowne mile widziane, jak najbardziej! Po prostu nie złapałem i już się rozgorączkowałem, że byka strzeliłem! ;)

 

funthesystem – martwa cisza, jak sądzę, tak jak grobowa cisza – może powstać z martwych i zjeść czyiś mózg!

;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przez ciało śmiałka przeszła fala gorąca, poprzedzona falą zimna

 

Wydaje mi się, że lepiej byłoby napisać “następnie” albo “potem” i obrócić kolejność. Zostałbyś w limicie, a nie byłoby nienaturalnego w moim odczuciu cofnięcia się w czasie (choć już widzę, jak niektórzy dowcipkowaliby, że fala gorąca przeszła awanturnika potem ; ))) ).

 

stracił głowę dla Skarbu Prastarych. Dosłownie.

 

Dla mnie “dosłownie” osłabia przesłanie.

 

Puenta jak puenta, raczej nie z gatunku tych najambitniejszych – wiem, bo sam popełniłem kiedyś całkiem podobną : >. Jako eksperyment może być, ale podejrzewam, że aby zadziwić czytelnika 50 słowami potrzeba prawdziwego mistrzostwa pióra.

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Mnie, szczerze mówiąc, niezbyt się podobało. Napisane w miarę poprawnie, ale od drabbli i dribbli oczekuje się, że jakoś na końcu człowiek zaskoczą, rozbawią, przestraszą, cokolwiek. Tutaj natomiast sztampowe fantasy, będące w dodatku nie tyle samodzielną opowieścią, co bardziej prologiem do innej; tej w której Coran Babarzyńca w po wielu przygodach, rozbitych łbach i zaliczonych elfkach dociera wreszcie do miejsca, w którym kończy się Twoja opowieść i potyka o ciało (względnie głowę) Garrana, co ratuje mu życie, bo szpony chybiają. Coran Babarzyńca zabija cały rząd potworów uzbrojonych w rzędy pazurów, znajduje skarb i przy okazji ratuje jakąś księżniczkę. Zakochują się w sobie, biorą ślub, mają kupę dzieci, a potem z księżniczki wychodzi straszna piczka, więc biorą rozwód, skarb idzie do podziału, królestwo zresztą też, a do tego – bo bajka też życie – trzeba jeszcze płacić alimenty…

Tak więc no, zdołowałeś mnie.^^

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieniu, dobry horror z tą piczką wychodzącą z księżniczki. Taki inny.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevaz – takie “cofnięcie się w czasie” było zabiegiem celowym, to jeden z elementów owego “eksperymentu”. Od takie próbowanie być w jakikolwiek sposób oryginalnym. Jak patrzę na teksty i komentarze pod nimi na tym portalu, to odnoszę czasem wrażenie, że celem tutaj jest wymyślenie najoryginalniejszej historii, która WSZYSTKIM by się spodobała. A przecież tak to się nie da, nawet jeśli największy mistrz zasiadł i chwycił pióro. ;)

 

Cień Burzy – przykro mi, że się nie podobało i że sztampa. Może kiedyś osiągnę poziom mistrzostwa, to mój pierwszy dribble jaki napisałem. Miałem zawsze duży problem z limitem słów. Ale podobno, żeby ten poziom mistrza osiągnąć, to trzeba najpierw dużo pisać, bo to najlepsze ćwiczenie. Takoż też czynię – piszę i te wypociny wrzucam, żeby ogarnięci ludzie mi powiedzieli czy ma to jakikolwiek sens, czy idę jakkolwiek w dobrą stronę. Zdaję sobie sprawę, że historia nie jest oryginalna ani nie jest najbardziej zaskakująca na świecie – nie miała wcale taka być. Miała wywołać jedynie mały uśmiech na twarzy i nic więcej. Natomiast Twoje dalsze dopowiedzenie jest znakiem, że bardzo dobrze jednak zadziałało ;)

Przy takim limicie słów, czytelnik musi sobie sporo dopowiedzieć sam, a jako że Ty od razu wklepałeś taką historyjkę dalszą w komentarzu – to pomimo, że mówisz, że się nie podobało, to spełniło swoje zadanie. ;)

 

Salutuję kolegom!

Spojrzał za siebie. Martwa cisza.

Cisza po spojrzeniu mi nie pasuje, bo jej nie można zobaczyć. Burzy się logiczny ciąg. Jakbyś przesunął zdanie o martwej ciszy  przed zdaniem o spoglądaniu, byłoby zgrabniej.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Ostatnie słowo faktycznie psuje efekt, jak zauważył Nevaz.

Po opisach uderzeń gorąca i zimna, liczyłem, że to jakaś szałowa czterdziestka przed menopauzą. A tu chłop. :<

Dla mnie dribelek przeciętny. Ot bez szału, bez tragedii. Sama peunta nie była jakaś wyszukana, jednak została znacznie osłabiona przez ostatnie słowo.

 

Zresztą skoro jest to dribble, to dlaczego oznaczyłeś tekst jako opowiadanie? Spokojnie możesz zmienić na drabble.

Tymczasowy lakoński król

Zaraz przemyślę uwagi techniczne. Może coś więcej się uszczknie z tych 50 słów.

 

Oznaczyć jako drabble? No dobrze, to tak też zrobię.

Wprowadziłem małe korekty – jak teraz?

Jako eksperyment niezgorszy, ale szału bez ;)

Lepiej :)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Mam odczucia podobne jak Cień – zabrakło mi jakiejś porządnej puenty w tej historyjce. A może powinnam wiedzieć, co to Skarb Prastarych (bo może i wart łba), ale nie mam pojęcia.

Babska logika rządzi!

Dołączę to tych, co im nic nie urwało

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Powiedzcie chociaż, czy “Skarb Prastarych” to termin znany wszystkim oprócz mnie, czy też inwencja Autora.

Babska logika rządzi!

Cały tekst oparty jest tylko na jednej grze słów. Jak dla mnie trochę za mało, żeby zachwycić.

Skoro ja tylko tutaj do­ro­bi­łem się Kró­le­stwa, Tronu, Wieży, a ostat­nio nawet i Słu­żeb­ni­cy – bo urzą­dzić w życiu, to się trze­ba umieć^^ – to Pra­sta­rzy, jak przy­pusz­czam, w uję­ciu świa­to­wym do­cze­ka­li się już swo­je­go wszyst­kie­go, więc na pewno i skarb nie­je­den, co to by śmiał­ków nęcił, znaj­dzie się nie­je­den. Tak więc, jeśli cho­dzi o sam tytuł, to w ca­ło­ści jest – jak dla mnie – ory­gi­nal­ny, ale ba­zu­je na mo­ty­wie na tyle zgra­nym, że tę ory­gi­nal­ność do­strzec trud­no. Mrok czy Cień™ to to jesz­cze nie jest, nie­mniej…

Poza tym, abs­tra­hu­jąc od ty­tu­łu, treść jest taka… pod­ręcz­ni­ko­wa (choć stara, przed­mar­ti­now­ska szko­ła uczy, że głów­ni bo­ha­te­ro­wie po­win­ni jed­nak prze­ży­wać;).

 

Ca­estrel­le, masz oczy­wi­ście rację, wy­cho­dząc z za­ło­że­nia, że w ja­kimś sen­sie Twój kró­ciak w moim wy­pad­ku zro­bił ro­bo­tę. A bio­rąc pod uwagę bo­gac­two ko­men­ta­rzy, to ośmie­lę się twier­dzić, że nie tylko w moim. I oczy­wi­ście ro­zu­miem, że ćwi­cze­nia, wpraw­ka i tak dalej, ale uwa­żam – i będę Cię do tego go­rą­co za­chę­cał – że po­wi­nie­neś pró­bo­wać pisać coś, co rze­czy­wi­ście wy­rwie czy­tel­ni­ko­wi nogi z dupy i da mu nimi po łbie. Bo teraz ćwi­czysz pi­sa­nie miał­ko­ści – żeby nie po­wie­dzieć: by­le­ja­ko­ści – więc, po­dą­ża­jąc tą drogą, w naj­lep­szym wy­pad­ku na­uczysz się do­brze pisać by­le­ja­kość. A po­sta­wię całą moją wy­pła­tę, że nie to jest Twoim pi­sar­skim Ka­mie­niem Fi­lo­zo­ficz­nym.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

O, drible jakby nowy, a mój pierwszy komentarz jakby bez sensu jest teraz… ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć.

Były uwagi? Były. Poprawki? Chyba też.

To dobrze.

I koniec tego, co dobre.

Tak delikatnie: bez sensu. Dosłownie: bez sensu. Tak bez znaczenia, jak “udało mu się” wyjęte z dowolnej książki.

A mimo tak krótkiego tekstu masz kwiatek typu “spojrzał za siebie” i “odwrócił się”. I nie chodzi mi o nadmiar gimnastyki w tym fragmenciku, tylko o to, że nie ułatwiasz wyobrażania sobie tego, co właściwie facet robi i w którą stronę to robi.

Mój wpis dłuższy niż Twój! Biada.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

W sumie, mógłby gość wyjąć z kiejdy kompas i powiedzieć nam, że mrok na zachodzie a szpony – północny wschód ;)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Drodzy moi!

 

Tekst miał być głównie przedbiegiem dla wyobraźni czytelnika, tak żeby mogła sobie ona swobodnie podryfować i dopowiedzieć co trzeba. Nie lubię kiedy autor nadmiernie prowadzi czytelnika za rączkę. Jestem do tego fanem angażowania wyobraźni, powodowania przemyśleń, nawet najbanalniejszych i przelotnych (choć oczywiście im głębsze i trwalsze, tym lepiej) oraz – przede wszystkim – dawania wolności interpretacji. Tak, by każdy mógł sobie co potrzeba dopowiedzieć – tak jak mu/jej się to podoba. Może ktoś mi przez to zarzuci lenistwo pisarskie – trudno ;)

W każdym razie dribble był moim pierwszym. Jeśli uważacie, że jest nieoryginalny, miałki, bez sensu – itp. – to przepraszam. Zapomniałem, że mam do czynienia z ludźmi, których niezmiernie trudno jest zadowolić, ze względu na Wasze szerokie oczytanie. Lecz przede wszystkim ze względu na, jak sądzę, Waszą ugruntowaną już silnie perspektywę oraz opinię o tym jak powinno się pisać. Nie jest to żaden wyrzut w razie czego.

Postaram się na przyszłość sprostać wymaganiom i być mniej miałkim i byle-jakim. To jednak nie miało za zadania niczego nikomu urywać – bo i jak byście potem wyglądali z tymi pourywanymi częściami ciała? ;)

 

Kłaniam się!

Pewnie masz rację – do czegoś się przyzwyczailiśmy, czegoś oczekujemy i marudzimy, jeśli tego nie dostajemy.

Ale nie zapominaj (a i my chyba staramy się o tym pamiętać), że prototyp rzadko kiedy jest genialny. Przetraw uwagi, te, które uznasz za najrozsądniejsze, wykorzystaj w przyszłości. I miejmy nadzieję, że pod drugim dribelkiem będzie mniej marudzenia. :-)

A gusty to już insza inszość. Mnie tam bajka o treści “Dawno, dawno temu…” [resztę niech sobie czytelnik dośpiewa] raczej by wkurzyła. Może rozbawiła, gdyby trafiła na wyjątkowo dobry humor. ;-)

Babska logika rządzi!

Tekst miał być głównie przedbiegiem dla wyobraźni czytelnika, tak żeby mogła sobie ona swobodnie podryfować i dopowiedzieć co trzeba. Nie lubię kiedy autor nadmiernie prowadzi czytelnika za rączkę.

 

Zgadzam się z tymi słowami, ale one nijak mają się do powyższego tekstu. Aby wyobraźnia czytelnika “dopowiedziała co trzeba”, trzeba ją najpierw pobudzić, zainspirować, pokierować, a Ty, Caestrelle, tego w tym tekście nie zrobiłeś. Rzuciłeś temat i “zaproponowałeś” czytelnikowi, aby sam sobie opowiedział historię, a to tak nie działa. Jaką myśl chciałeś odbiorcy przekazać? Do jakich wyobrażeń nakłonić?

Pisanie drabbla, czyli zawarcie treści w kilku słowach to bardzo trudne zadanie, ale i świetne ćwiczenie. Wcale nie jest tak, że czytelnik od tak krótkiego tekstu wymaga mniej. Najczęściej jest chyba odwrotnie – przy tak krótkim tekście czytelnik spodziewa się, że zostanie zaskoczony jakimś trafnym spostrzeżeniem, zarażony ciekawą myślą, zainspirowany do ciekawych rozważań, skłoniony do chwili zadumy. Pisz drabble, bo to całkiem skuteczna droga dla rozwoju warsztatu, ale za każdym razem dobrze się zastanów, co chcesz czytelnikowi przekazać, nawet jak sam będzie musiał na to wpaść.

W życiu bym nie pomyślał, że tekst liczący sobie 50 słów wywoła tak ożywioną dyskusję :O Objętość niektórych komentarzy kilkakrotnie przewyższa objętość tego… czegoś. Ja wiem, że drabble jest z natury krótkie, no ale bez przesady :)

Precz z sygnaturkami.

Czasami sto słów to za dużo na przekazanie pomysłu. :-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka