- Opowiadanie: MPJ 78 - Rusałka

Rusałka

Może niekoniecznie walentynkowe, ale też o pragnieniu miłości ;)

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Rusałka

Nadkomisarz Kazimierz Pretorowicz rozmasował skronie. Nie można powiedzieć, żeby mu to specjalnie pomogło. Głowa nadal bolała wściekle, a był to dopiero ranek. Odpowiedzialni za ten stan rzeczy, stali przed nim wyprężeni na baczność. Jeszcze raz spojrzał na leżący przed nim raport. Nie, to się kupy nie trzyma. Trzeba działań radykalnych, przedarł go więc na pół i wyrzucił do kosza. Widok zniszczonego powodu części dolegliwości przyniósł mu pewną ulgę. Następnie oznajmił.

– Powiecie mi wszystko tak jak było, potem napisze się nowy raport. Jak któreś mi skłamie, albo będzie kombinowało, to wyślę z misją szkolenia policjantów w Afganistanie! Zrozumiano!

– Tak jest – odpowiedział mu chór niepewnych głosów.

– No to od czego się zaczęło?

– Pierwsza była drogówka. – Rzucił ktoś z szeregu.

– Jasiu, coście tam zmalowali? – Nadkomisarz zwrócił się do starszego sierżanta.

– Jak pan nadkomisarz zapewne wie krajowa es ósemka od jakiegoś czasu stała się elementem szlaku zwanego via Baltica.

– Tak, dali jej łacińską nazwę kierowcom na osłodę, bo tam teraz wszędzie są roboty drogowe i ludziska stoją w niekończących się korkach.

– Nie jest tak do końca rozkopana. Pan nadkomisarz kojarzy zjazd do Ciołków?

– Owszem. – Droga prowadząca od es ósemki do posesji Ciołków była idealnym miejscem z punktu widzenia policji. Niemal do samego skrzyżowania obrastał ją gęsty szpaler bzów, umożliwiający dyskretne zaparkowanie radiowozu. Zwarta zabudowa, kończyła się jakieś pół kilometra wcześniej, jednak znak końca miejscowości był dopiero za Ciołkami. Kierowcy, którzy przyspieszali uważając, iż opuścili obszar zabudowany wpadali na stróżów prawa.

– No to właśnie tam staliśmy. Wyrabialiśmy właśnie miesięczną normę mandatów. Warunki były idealne, koniec kwietnia, kierowcy rozkojarzeni wiosną, bzy pokryte świeżą zielenią.

– Ty mi w bzy nie uciekaj, tylko na temat mów.

– Jakieś trzysta metrów dalej, przy zjeździe na leśny parking na swoich klientów polują tirówki. Tego dnia wykonywanie przez nas czynności służbowych zakłócały krzyki. Panie oferujące przy drodze swe wdzięki i wirusy zajęte były karczemną awanturą.

– Oczywiście musieliście się w to wmieszać? – Spytał z żalem Pretorowicz.

– Ależ skąd panie nadkomisarzu. Od czasu do czasu rzucaliśmy okiem na to, co się tam dzieje i to wszystko. Przecież my jesteśmy z wydziału ruchu drogowego, a przemoc i awantury, w zależności od ich efektów, to zadanie wydziału prewencji lub kryminalnego.

– Dlaczego więc słyszę, że byliście pierwsi?

– Nie tylko my rzucaliśmy okiem na szarpaninę, ale też kierowcy. Ktoś przyhamował, ktoś się zagapił i wyszła z tego stłuczka. Wtedy musieliśmy interweniować.

– Aresztowana była w jednym z samochodów?

– Nie była, ale awantura, w której brała udział uniemożliwiała wykonywanie czynności służbowych. Chcąc nie chcąc musieliśmy aresztować wszystkie tirówki i odstawić je na komisariat. Dopiero wtedy udało się pospisywać zeznania kierowców. Zrobiliśmy wszystko jak trzeba i cała afera nie jest nasza winą.

– Rozumiem – Pretorowicz skinął głową. – Kto ją przesłuchiwał?

– Ja – niemal wyszeptała posterunkowa Rydzewicz.

– I co ustaliliście?

– W awanturze brały udział znane policji Nastia Krasnolica i Andreea Golescu.

– One do tej pory grzecznie w celi siedzą. Co wiemy o tej trzeciej?

– Szefie, to była wariatka.

– Skąd ten wniosek?

– Twierdziła, że jest rusałką.

– To nie usprawiedliwia idiotyzmów w raporcie.

– Nie miała dokumentów tożsamości. Kazała mówić do siebie Nadi Rea, a nikt taki nie figurował w naszej bazie. Te dwie co nadal mamy na dołku twierdzą, iż płoszyła im klientów mówiąc, że chce mieć dziecko.

– Jak rozumiem, z tego powodu była cała awantura – stwierdził Pretorowicz.

– Tak jest panie nadkomisarzu.

– Co było dalej?

– Ponieważ z aresztowanej nic sensownego nie dało się wyciągnąć zamknęłam ją w celi. Dwie godziny później skończyła się moja zmiana i to tyle co mogę powiedzieć o sprawie.

– A wy mi co powiecie. – Zwrócił się do starszego posterunkowego.

– Melduje posłusznie, że aresztowana nie próbowała opuścić komisariatu przechodząc obok mojego stanowiska na dyżurce. Nie ma też żadnych nagrań z monitoringu, które wskazywałyby na to, iż w ogóle opuściła komisariat.

– Tyle, to ja wiem, też je oglądałem. Problem w tym, że wewnątrz budynku też jej nie ma. Możecie mi to wyjaśnić?

– Melduje posłusznie, iż nie mogę.

– Nadi Rea czy jak tam się ona nazywała została jeszcze przesłuchana przez – nadkomisarz rzucił okiem w grafik – posterunkowego Cezarego Szpona. Co wy mi powiecie na ten temat?

 

Niestety wywołany nie udzielił żadnej odpowiedzi, choć stał w szeregu. Młody policjant miał na twarzy wyraz absolutnego błogostanu. Zmięty mundur i wyciągnięta ze spodni koszula zupełnie nie pasowały do wizerunku stróża porządku. Pretorowicz zbliżył się do niego, popatrzył z bliska w niemal nieprzytomne oczy.

– On coś bierze? – spytał półgłosem.

– Szefie on ma tak od rana. Czort wie co się stało. Może ona mu coś podała? – dodał ktoś życzliwy.

– Do tej pory oglądaliśmy filmy z monitoringu zewnętrznego. Dajcie ten z pokoju przesłuchań?

– Tak jest.

 

Szybkie przejrzenie nagrania pozwoliło wysnuć wniosek, iż o ile przesłuchanie zaczęło się standardowo, to finał miało w stylu filmu dla dorosłych. Nie ulegało też najmniejszej wątpliwości, iż inicjatywa spoczywała w rękach, ustach, nogach i innych częściach ciała aresztowanej. Nadkomisarz westchnął ciężko.

– Posterunkowa Rydzewicz siądźcie do komputera i wpiszcie w bazę Nadia Rekowa.

– Tak jest. – Palce zatańczyły po klawiaturze. – Mamy ją! – w głosie policjantki słychać było triumf. – Skąd pan komendant wiedział?

– Dedukcja. Przeczytajcie, co tam o niej piszą?

– Nimfomanka, iluzjonistka, hipnotyzerka, podejrzana o gwałty i napastowanie seksualne.

– To co zrobimy?

– Na początek wyprowadzimy z hipnozy posterunkowego. – To rzekłszy nadinspektor uderzył swego podwładnego lewym sierpowym.

– Ale za co? – wyjęczał przytomniejący Cezary Szpon.

– Boś zasłużył. Teraz wszyscy wyjść i przygotować mi normalny raport.

– Tak jest.

 

Chwile później pokój opustoszał. Nadkomisarz usiadł wygodnie w fotelu przeciągnął się. Ból skroni nieco zelżał. Dzięki czemu jego zmysły wyczuły czyjąś obecność. Westchnął więc głęboko i cichutko powiedział.

– Nadi wiem że tu jesteś, ukaż się.

– Witaj Kaziu – Nagle na jego biurku zmaterializowała się dziewczyna. Zgrabna zielonooka, blondynka odziana w coś, co przypominało niemal przezroczystą sukienkę z mgły.

– Musisz być taka naga? W końcu po rodzinie jesteśmy, więc może byś pojawiła się w czymś bardziej oficjalnym?

– Wiesz straszny z ciebie maruda, ale niech ci będzie. – W jednej chwili mglista sukienka zamieniła się w białą bluzeczkę, pod którą z pewnością nie było biustonosza, granatową miniówkę do pół uda, na bosych stopach pojawiły się szpileczki. – Zadowolony?

– Ty się nigdy nie zmienisz?

– Oczywiście głuptasie, przecież my rusałki jesteśmy wieczne.

– No tak – policjant poczuł, iż rozmowa powoduje u niego narastający ból skroni. – A nie mogłabyś tak odrobinkę dostosować się do naszych czasów?

– No właśnie się dostosowałam. – Stwierdziła stanowczo boginka. – Nikt dziś nie wychodzi na łąki z kosą, nad rzekami wędkarze świata nie widzą poza spławikiem. Wzięłam to wszystko pod uwagę i wybrałam się tam gdzie są chętni na miłość.

– Na pobocze szarpać się z tirówkami. Nadi zlituj się.

– Nie ma litości. Jeszcze dziś na te głupie flądry urok rzucę, nikt ich nie zechce, za to że mi przeszkadzały. – Stwierdziła mściwie rusałka.

– Przecież tyle razy ci mówiłem, jak chcesz z kimś się kochać idź na dyskotekę. Wyrwij sobie faceta, z twoimi warunkami to będzie banalnie proste, a ja będę miał mniej problemów w pracy.

– Byłam i na dyskotece, ale to strata czasu.

– Dlaczego? – nadkomisarz był szczerze zaskoczony.

– Bo ja chcę mieć dziecko, dziewczynkę, rusałkę jak ja.

– Ale gdzie problem?

– To proste głuptasie. Pod dyskoteką nie ma żył wodnych, a to oznacza, że gdybym się tam kochała, mogłabym potem urodzić chłopca, który będzie zwykłym człowiekiem.

– Teraz rozumiem. – Rodzinną tajemnicą było, iż żyjący w siedemnastym wieku pradziadek Pretorowicza ze strony matki był dzieckiem rusałki. – Postaram się wymyślić jak ci pomóc.

– Nie musisz, już sobie poradziłam. Na szczęście pod tym budynkiem są żyły wodne. – uśmiechnęła się boginka.

– Znaczy że?

– Na wiosnę za rok będziesz mieć nową siostrzenicę. Teraz lecę pochwalić się moim siostrom, pa Kaziu.

 

Nadi nie czekając na to, co powie nadkomisarz znikła. Pretorowicz zaś począł się zastanawiać, czy nie złożyć podania o przejście na emeryturę. Przecież jak ona pochwali się rusałkom ciążą, to za chwilę na komisariacie będzie istne oblężenie ze strony boginek pragnących mieć potomstwo. Prostowanie raportów z tych wszystkich spraw, to może być stanowczo za dużo jak dla jednego policjanta. Z drugiej strony, kto jak nie on, może uratować kariery, a nawet życie nieszczęsnym tutejszym glinom. Pragnące potomstwa boginki co prawda nie łaskotały jak w legendach, ale robiły inne rzeczy, które potrafiły nieświadomego zagrożenia delikwenta zamęczyć na śmierć.

Koniec

Komentarze

Fajny pomysł i szybko się czyta. Przeszkadzają tylko literówki, jakiś zapodziany przecinek czy ogonek przy literce, które zapewne sam wyłapiesz, jak przeczytasz uważnie jeszcze raz ;)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Ponieważ to nie moje poczucie humoru, to nie będę wypowiadał się czy fajne czy nie fajne. W sumie sam koncept nawet nie najgorszy.

Pierwszy akapit taki sobie. Przydałoby się go moim zdaniem trochę rozbić i dopieścić, bo trochę odbiega jakością od reszty tekstu i nie spełnia swojej roli – czyli nie zachęca do czytania.

Jeśli chodzi o resztę, to mam problem z tym jak grubymi nićmi to jest uszyte. W sensie – nikt aż do tej chwili nie zauważył, jak wygląda ten niecnie wykorzystany przez rusałkę policjant? Nikt aż do tej chwili nie sprawdził nagrań z sali przesłuchań?

No i jest tu kilka błędów, takich które wyłapie i podkreśli choćby wbudowany w tę stronę edytor. Kilka razy widziałem też błędy w zapisie dialogów.

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

Ot, takie przeniesienie postaci z dawnych wierzeń do czasów współczesnych. Dość lekkie, w pewien sposób zabawne, ale bez przesady.

 

– Tak jest.Od­po­wie­dział mu chór nie­pew­nych gło­sów.– Tak jest – od­po­wie­dział mu chór nie­pew­nych gło­sów.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi.

 

Chcąc nie chcąc mu­sie­li­śmy aresz­to­wać wszyst­kie ti­rów­ki. Do­pie­ro wtedy udało się po­spi­sy­wać ze­zna­nia kie­row­ców. Potem od­sta­wi­li­śmy je na ko­mi­sa­riat. – Czy dobrze rozumiem, że na komisariat odstawiono zeznania kierowców?

 

– Do tej pory oglą­da­li­śmy filmy z mo­ni­to­rin­gi ze­wnętrz­ne­go. – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wskazane poprawki naniosłem.

 

Zeznania kierowców też odstawiono na komisariat ale w przeciwieństwie do tirówek nie zostały aresztowane laugh

 

Co do dialogów robiłem co tylko w mojej mocy aby tym razem były ok.

 

Madej90 przecież to portal gdzie publikuje się fantastykę a nie dokumenty. Gliny w moim opowiadaniu nie muszą być geniuszami kryminalistyki. Spójrz na to tak. Mieli problem, aresztowana znikła. Każdy skupił się na udowadnianiu, że on nie zawinił. W takim momencie przejmowanie się tym że kolega jest półprzytomny i ma wymięty mundur jest stosunkowo nisko na liście priorytetów. 

 

Ponadto protestuję z tego miejsca prze przypisywaniem rusałce z mojego opowiadania niecnych celów ona tylko szukała miłości i szans na potomstwo.  wink 

 

A może chciała powalczyć o 500+ ? Właśnie zaklepuję ten temat pod kolejne opowiadanie laugh

 

 

No dobrze, rozumiem że panowie policjanci niezbyt lotni. Ale jest sytuacja – wszyscy stają przed nadkomisarzem w szeregu. Co jest pierwszą rzeczą jaką zauważa? Wydaję mi się, że taki wymięty gliniarz by się rzucał w oczy.

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

I tu dochodzimy do czegoś co świetnie obrazuje pewien kawał.

 

Dwóch facetów na spacerze po sawannie dostrzega, że zbliża się do nich lew. Jeden z facetów poprawia zawiązanie sznurowadeł przy tenisówkach. Drugi widząc go mówi

– Chyba nie wierzysz ze zdołasz prześcignąć biegnącego lwa?

– Nie muszę go prześcignąć, wystarczy że będę szybszy od ciebie.

 

Widzieć to widzieli ale czekali aż “lew” skupi się na ich koledze. Nadkomisarzowi zaś miał na głowie przede wszystkim szukanie logicznego wytłumaczenia zniknięcia niezwykłej kuzynki.

Nadkomisarz pewnie się domyślał co się stało wymiętemu, więc jego zostawił na deser ^^

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Interpunkcja nadal nie zadowala, niestety. Sama historyjka, choć sympatyczna i przyjemnie napisana, też jakoś nie rwie, nie szarpie, nie dzióbie, nie kąsa, nie gryzie i nie odgryza niczego.

Po pierwsze, pan Nadkomisarz usłyszawszy “rusałka” powinien natychmiast wyciągnąć własne, trafne wnioski. A jeśli nie natychmiast, to w chwili, gdy usłyszał, że dziewczę spierdzieliło mu z jurysdykcji. A nawet jeśli nie w tamtym momencie, to w chwili, gdy oglądali nagrania z monitoringu. Bo te, zakładam, objęły również moment, w którym dziewczynę na komisariat zgarnięto i zamknięto w celi (choć wzmianka o monitoringu zewnętrznym cokolwiek tej logice przeczy). Tak czy inaczej opisane zdarzenie raczej źle świadczy o kondycji umysłowej nadkomisarza. A fakt, że jest on właśnie nadkomisarzem, źle świadczy o kondycji całej policji (rymuje se, bo tak właśnie chcę, oł je, oł je, oł je!).

Po drugie finał. W sumie jest jakoś spuentowany, nawet fajnie to wyszło, ale taki zupełnie… miałki. Całość pozostaje więc bardziej scenką niż pełnoprawną, sensowną opowieścią. Taki trochę odcinek 13-go posterunku. Co w sumie, jak się tak zastanowić, zdecydowanie nie jest przyganą.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Ech, opowiastka całkiem sympatyczna, wesoła, optymistyczna… Nawet mi się spodobała, ale wykonanie… Zapis dialogów, interpunkcja (MPJ, ile już razy Ci pisałam, że przy wołaczach mają stać przecinki?), jeszcze jakieś literówki…

Jeśli sam tego nie widzisz, nawet po leżakowaniu, to poproś kogoś przecinkokompetentnego o betę, a nie, po raz kolejny marnujesz fajny tekst.

Babska logika rządzi!

Cień Burzy to co pisałem miło być lekkie i zabawne. Nadkomisarz nie rozwiązywał zagadki. On po prostu naprowadzał swoich podkomendnych płci obojga na “właściwe” rozwiązanie jakie ma trafić do raportu. Skoro żadne z nich nie wpadło na nie, to rzucił odpowiednie hasło i z komputerowej bazy wyskoczyło, że zbiegła im hipnotyzerka, nimfomanka itd.

 

Tak na marginesie to opowiadanie wyszło mi przypadkiem. Taki odprysk pomysłu w jaki sposób rusałki będące wyłącznie kobietami mogą mieć dzieci. Dłubię bowiem przy czymś co ma być odpowiednio fantastyczną wersją legendy brokowskiej o tamie i idzie mi jak po grudzie. 

 

Finkla bije się uczciwie w piersi, jam błędziarz permanentny. Z betowaniem swego czasu kombinowałem, ale ludzie są zalatani. Co sam w pełni rozumiem, bo też nadmiarem czasu nie grzeszę. Na dodatek ci którzy na tym forum są w temacie przecinków najlepsi uczciwie informują, iż betować nie mogą. Natomiast rozwiązania alternatywne przećwiczyłem już chyba niemal wszystkie możliwe włączając w to pomoc kogoś po polonistyce. 

No i sam popatrz, co wychodzi z takich drobnych niedopatrzeń: napisałeś, że to ja biję się w piersi. Niedoczekanie!

Może spróbuj przed publikacją przeczytać tekst trzy razy pod kątem samych przecinków:

  1. wyszukując wołacze (np. “Jasiu coście tam zmalowali?“),
  2. wyszukując imiesłowy teraźniejsze i uprzednie (”Kierowcy, którzy przyspieszyli uważając“),
  3. wyszukując czasowniki i zastanawiając się, czy jeśli są dwa w zdaniu, to trzeba je czymś oddzielić, czy nie (”Powiecie mi wszystko tak jak było”).

Jeśli zadbasz o te trzy rzeczy to powinno być w miarę w porządku.

Babska logika rządzi!

Na początku rzuciły mi się w oczy dwie literówki:

 

Opowiedziani za ten stan rzeczy, stali przed nim wyprężeni na baczność. – Chyba odpowiedzialni

– No to o czego się zaczęło? – od

 

Fajne opowiadanko z ciekawym pomysłem. Trochę toporny wstęp, który zniechęca do czytania, ale dalej już coraz lepiej.

Biję się w piersi. Moje i tylko moje żeby nie było wątpliwości  smiley

 

ps. poprawki naniosłem. 

 

 

Zgadzam się z wytkniętymi błędami logicznymi, dodałabym jeszcze, że dialogi nienaturalne. Ale po co dodawać, skoro w tego typu humoreskach dialogi z definicji są nienaturalne. Więc może i podobnie jest z niewielkim szwankowaniem logiki. 

Czytało się nieźle, fragment ze zmaterializowaniem się rusałki na biurku nadkomisarza całkiem zabawny. Mistrzostwem świata ten tekst na pewno nie jest i zapewne Autor o tym wie oraz mistrzostwa świata zdobywać nie zamierzał. Ale było miło. :)

Autor wie, aczkolwiek rzewnymi łzami autor się oblewa, albowiem dociera powoli do niego, iż droga do stania się narodowymi wieszczem będzie dłuższa i bardziej wyboista niż to sobie wyobrażał.

wink

Jasiu,coście tam zmalowali? – spacja

 

Całkiem sympatycznie. Taka opowiastka – lekka i przyjemna – na poprawę humoru.

F.S

Dziękuje za opinię 

Fajne, zabawne, dobrze się czyta. Gdyby trafiło do antologii, byłoby rozrywkowym wypełniaczem.

Nowa Fantastyka