- Opowiadanie: Mytrix - Starość nie radość

Starość nie radość

O weteranie i walce z nazistowskim najeźdźcą.

 

Dedykuję Thrainowi. (I po troszę Fasolettiemu)

 

Miłego czytania!

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Starość nie radość

Waldemara obudziły dzikie wrzaski. Oho, mały pokurcz się zbudził. Zaskrzypiało stare łóżko. Zaskrzypiały i stare kości Waldka.

– No idźże szybciej, stary pierniku – ponagliła go żona.

Przemierzając korytarz o mało nie zderzył się z nisko przelatującym Messerem Schimdtem.

– Cho do dziadka na ręce – powiedział podnosząc wnuczę, stękając i puszczając przeciągłego bąka z wysiłku. Ty mały, gruby, niemiecki bękarcie.

Córka pana Waldemara wydała się za Niemca. Dzieciak urodził się więc, ku pognębieniu dziadka, niebieskookim blondynem. Gdzie popełniłem błąd? – często zastanawiał się staruszek. Koledzy z klubu weterana nie dawali mu żyć: “Zdrajczynię narodu wychowałeś, świnię dupodajną!” – ciągle czyniąc docinki.

Waldek położył niespełna dwuletnie wnuczę koło babci i oddalił się do kuchni, celem przygotowania małemu mleka, a sobie kawy. Zerknął na zegarek.

Czwarta rano.

Nawet w Auschwitz dawali dłużej pospać – pomyślał, odmierzając dwieście siedemdziesiąt mililitrów wody, mieszając przy tym gorącą z zimną, w odpowiedniej proporcji. Chwila nieuwagi – odwrócił się po mleko w proszku.

Mały gestapowiec, wyrósł jak spod ziemi i dosięgnął butelki, oblewając się zawartością. Tak się zaczął drzeć, że Waldemar wypuścił puszkę z mlekiem, a to rozsypało się po podłodze.

– Co żeś mu zrobił, dziadzie skończony! – wrzeszczała z sypialni babcia dziecka.

Kurwa jego mać – staruszek nie śmiał powiedzieć tego na głos.

Wziął małego skurczybyka do pokoju i rozebrał. Przy okazji postanowił mu zmienić pieluchę. Po dziesięciu minutach walki z Hitlerjugend, dwóch ofensywach frontalnych, oberwaniu nogą w oko i otrzymaniu dawki ciepłego moczu na twarz, stary weteran wezwał elitarne wsparcie. Maluch bawił się do tego czasu przednio. Babcia Różowe Berety okiełznała nazistowskiego wypierdka w minutę, sekund osiem.

Pani Eustacha wyrzygując mężowi jakim jest nieporadnym i starym dziadem, zabrała wnuczę do sypialni.

By cię pokręciło, babo! – tego także Waldemar nie odważył się wypowiedzieć na głos. Stękając i popierdując przyrządził mleko. Zaaplikował butelkę małemu pół-szwabowi, znajdującemu ukojenie w rękach jego żony.

Nareszcie, psia jucha, mogę sobie zrobić kawę. Nawet w Auschwitz dawali pół kubka gorącej czarnej kawy przed robotą, psia jego mać.

Waldek sprzątnął rozsypane mleko i przyrządził sobie aromatyczną caffe latte. Uwielbiał spienione mleko, chrobotanie młynka mielącego ziarna i ten boski zapach. Wciągnął w nozdrza powietrze, by wypełnić się tym cudownym aromatem i poczuł zgryźliwą, żrącą woń. Szambo pierwsza klasa.

Spojrzał pod nogi, a tam przykucnął ten mały, szwabski karakan.

Zesrałeś się, zasrańcu? – pomyślał, podnosząc go do góry i obwąchując pieluchę.

– O kurwa! – wypalił tym razem na głos. Poczuł także swędzenie jąder i piekącą dupę. – To nie TY!

Tak to szlag trafił poranne picie kawy pana Waldemara. Żona jeszcze go zrugała, że aż mu na plecy wylazło i żeby się wstydził tak przy dzieciątku.

– Chcesz mi łajzo dziecko zagazować?! Idźże się umyj, łazęgo stara, niedołężna! – ganiła męża aż miło. – Koniec, od jutra zapierniczasz w pieluchach!

Nieeee!

Niee!

iee!

ee!

e!

!

Koniec

Komentarze

Oho mały pokurcz się zbudził – przecinek po “oho”

Przemierzając korytarz o mało nie zderzy się z nisko przelatującym Messer Schimdtem. – chyba zderzył

 

Tak, Thrainowi się spodoba. Ale przyznaję, śmiechłem troszku.

 

F.S

Szkoda mi Włodka :( Nie zasłużył na taki los :(

 

Po dziesięciu minutach walki z hitlerjugend, dwóch ofensywach frontalnych, oberwaniu nogą w oko i otrzymaniu dawki ciepłego moczu na twarz, stary weteran wezwał elitarne wsparcie.

Z wielkiej.

Bo i o mały uśmiech chodziło. Szorcik ten to przerwa w pisaniu czegoś konkretniejszego :) Haha, dzięki za odwiedziny ;) ale żeby tak Hitlera z wielkiej? Włodek by się nie ucieszył ; (

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Ja też się nie cieszę, Mytriksie, ale od czego ma się w końcu poniedziałki? :’)

No tak, uprzedzałeś…

Nie podeszło.

Przecinkologia strasznie kuleje. Na przykład w okolicy wołaczy. Dlaczego Waldemar to Włodek, a nie Waldek?

Babska logika rządzi!

Wiesz Mytrixie, że lubię wszelkie nawiązania do Hitlera i Stalina (no i Mao Zedong ewentualnie) ;) tekścik lekki, miły i przyjemny, ale są jakieś drobne literówy. Zaraz zasiądę do laptopa to przejrzę. Tymbardziej, że jestem po kawie, bez mleka niestety, moi bracia, mini Hitlerjugendy wyżłopały (Ja mam aparycję bardziej żydowską: ciemne włosy, oczy, opalenizna, ale nochala nie mam). A co z Włodkiem? Ano można stwierdzić, że dziadzio dał gazu!

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Spieszę z przecinkami.

 

– No idźże szybciej(+,) stary pierniku – ponagliła go żona.

 

Gdzie popełniłem błąd(+?)

 

pomyślał(+,) odmierzając dwieście siedemdziesiąt mililitrów wody, mieszając przy tym gorącą z zimną, w odpowiedniej proporcji.

Mały gestapowiec, wyrósł jak spod ziemi i dosięgnął butelki, oblewając się zawartością. Tak się zaczął drzeć, że Waldemar wypuścił puszkę z mlekiem(+,) a to rozsypało się po podłodze.

– Co żeś mu zrobił(+,) dziadzie skończony! – wrzeszczała z sypialni babcia dziecka.

 

By cię pokręciło(+,) babo!

 

chrobotanie młynka mielącego ziarna, i ten boski zapach.

 

Spojrzał pod nogi, a tam przykucnął ten mały(+,) szwabski karakan.

 

Zesrałeś się(+,) zasrańcu? – pomyślał(+,) podnosząc go do góry i obwąchując pieluchę.

 

Idźże się umyj(+,) łazęgo stara

 

Szorcik nie bolał. Wczułabym się, gdyby nie te pierdy i sraczki.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Gdyby nie one nie mógłbym dedykacji poczynić ;P

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Niestety, nie trafiło, nie wzruszyło, nic.

Więcej się zastanawiałem nad tym, czy warto wspominać, że chronologia zaczyna być już lekko niewiarygodna. Ale zauważam to pewnie tylko dlatego, że coraz częściej ubolewam, że Narybek Narodu nie ma już dziadków zanudzających ich/go opowieściami o wojnie. To mimo wszystko trochę odzierało z urojeń.

Latte mi się nie podoba z innych względów, ale to już chyba włoskie z kolei skrzywienie.

Zauważyłem kilka błędów i ignorowanie interpunkcji, te zostały już jednak w większości wskazane.

Mam nadzieję, że to tylko jednorazowy skok w bok, Mytrixie :D Bo historia o dziadku, który się zesrał, to gówniana historia ;) 

 

Wziął małego skurczybyka do pokoju i rozebrał. Przy okazji postanowił mu zmienić pieluchę. Po dziesięciu minutach walki z Hitlerjugend, dwóch ofensywach frontalnych, oberwaniu nogą w oko i otrzymaniu dawki ciepłego moczu na twarz, stary weteran wezwał elitarne wsparcie. Maluch bawił się do tego czasu przednio. Babcia Różowe Berety okiełznała nazistowskiego wypierdka w minutę, sekund osiem.

Super akapit. Zmieniłbym na końcu na “w minutę i osiem sekund”, tak lepiej brzmi. 

Pozostała część tekstu średnia. Dramatyzm mnie nie ujął, stylem też nie nadrobiłeś. Ćwicz dalej. Warto w ramach treningu napisać opowiadanie pod kogoś, ale nie wchodź w taką pułapkę na dłuższą metę, bo się ograniczysz. Pozdrawiam :)

Widzę Mytrix, że ogarnęła Cię twórcza biegunka!

Nie, “minuta, sekund osiem” jest fajna. Taka stylowa.

Babska logika rządzi!

Właśnie że nie! Tutaj czas jest podany niczym wynik biegu i komentator prędzej powiedziałby “minuta i osiem sekund”. 

“Babcia Różowe Berety okiełznała nazistowskiego wypierdka w minutę, sekund osiem.”  Nie da rady inaczej tego ująć? Na przykład: Babcia, Moherowy Beret, okiełznała nazistowskiego wypierdka w minutę, sekund osiem. Tak, żeby ten Moherowy, tudzież Różowy Beret był wtrąceniem.

“Pani Eustacha wyrzygując mężowi jakim jest nieporadnym i starym dziadem, zabrała wnuczę do sypialni.” To źle brzmi i nie kojarzy się z “wypominaniem”.

No i to “wnuczę” mi nie pasuje, brzmi tak wyniośle, przynajmniej w moim mniemaniu. 

W moim odczuciu to latte do dziadka nie pasuje. Walduś, weteran po przejściach, tradycjonalista (tak przypuszczam) i człowiek, którego denerwuje wnuk powinien pić czarną. Tradycyjna, czarna kawa, oczywiście mocniejsza bardziej mi pasuje do takiego bohatera. To już jednak moje osobiste czepialstwo.

Tak że tak… Byłem, przeczytałem, skomentowałem.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

A mnie to “sekund osiem” kojarzy się z rosyjskim podawaniem przybliżonych wartości. Tak kosmopolitycznie wychodzi.

Babska logika rządzi!

A mi bardziej z wpisem w jakimś raporcie, czy coś w tym rodzaju.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Czemu latte? Bo w obozie podawali tylko czarną zawsze pół garniszka (to akurat fak historyczny) i mu czarna obrzydła. Czemu dziadek nie może mieć automatu i pić latte?

 

Funthesystem nie martw sie to taki raczej jednorazowy wybryk ;) tekst jest z dużym przymrużeniem oka więc się o mnie nie martwcie:)

Z interpunkcją jestem jak z Prusakami. “Czapki tu mamy na bakier, tu się siada Prusakom na karku okrakiem." Czy jakoś tak to szło;)

 

Vargu pijesz do przypuszczalnego wieku dziadka? Weź to za element fantastyczny ;P

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Nie zwracaj zbytniej uwagi na to moje czepialstwo względem latte. Po prostu jakoś mi do dziadka bardziej czarna pasuje, ale za to taka porządna z kilku czubiastych łyżeczek. Oczywiście dziadziuś może lubić latte, ale tak mi jakoś jego postać do tej czarnej pasuje. Ech, zostawmy lepiej już to latte.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Mytrixie, znowu rzucasz cytatami Lao Che? ;)

A, i popraw “bark” we wstępie. Muszę przyznać, że trochę liczyłem na jakiś absurdalny bark fantastyczny, a tu brak barku. 

Ano mi czarna nie obrzydnie raczej, lubię sobie siąść i napić się z mojego Putino-kubka, a że jest wielki to dla mnie jeszcze lepiej.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Z pierwszym chodzi mi tylko o to, że latte znaczy po prostu mleko. Śmieszy mnie to tylko przez moje włoskie koneksje. Ale wszystkiemu winni Amerykanie, nie Ty. (edit: aha, ktoś jeszcze pisał o latte – ok, to nie do mnie)

Drugie trafione :) Niech będzie z tym elementem fantastycznym. Gdybyś się nie zarzekał, że nie ma, może bym zaliczył wcześniej ;)

Ahym, wszystko jasne ;) zmienie później na caffe latte co by zadośćuczynić ;)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Fun, tak Lao Che, ostatnio ich płyty jeździły ze mną samochodem:) Niedługo może zmiana cytatów bo teraz jeździ System of a Down \m/, ok jak będę rano w domu i znajdę chwilkę to zmienię ten brak. Z telefonu opowiadań nie tykam ;P

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Szału bez. A nawet bardziej “meh” niż “śmiech”. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Popełniłeś, Mytriksie, tekścik, który przeczytałam bez bólu, ale w pamięci, niestety, go nie zachowam.

 

z nisko prze­la­tu­ją­cym Mes­ser Schimd­tem. – …z nisko prze­la­tu­ją­cym mes­serschmittem/ meserszmitem.

 

Za­cią­gnął w noz­drza po­wie­trze… – W­cią­gnął w noz­drza po­wie­trze… Lub: Za­cią­gnął się po­wie­trzem

 

Za­skrzy­pia­ły i stare kości Włod­ka.

Wło­dek sprząt­nął roz­sy­pa­ne mleko i przy­rzą­dził sobie aro­ma­tycz­ną latte. – Kim jest Włodek?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja tam radzę go nie zachowywać w pamięci ;-) całkiem szczerze :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Messer to imię berbecia a Schmidt nazwisko ;) a co do tego imienia to wiem, poprawię Waldemar – Waldek nie Włodek ;P

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mytrix, no to będę wypatrywał cytatów Systemu ;) Tylko nic na siłę!

Co do berbecia, Mytriksie, miałam pewne podejrzenia, że to właśnie Messer Schmidt, ale zmylił mnie rzeczonego szczyla niski przelot. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie podeszło. Choć ja ogólnie jestem raczej na “hitlerowsko-obozowy” humor odporna i oporna.

 

Uwielbiał spienione mleko, chrobotanie młynka mielącego ziarna i ten boski zapach. Wciągnął w nozdrza powietrze, by wypełnić się tym cudownym aromatem – powtórzenie

 

Podobał mi się fragment o skrzypieniu łóżka i kości – fajna analogia :)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Niemniej dzięki za opinię :) to "tym" mogëpo prostu wyrzucić :D cieszę się, że coś tam nawet jeżeli tylko jedna analogia, się spodobało :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Może nie najwyższych lotów ten tekścik i salw śmiechu nie wywołał, ale na sam koniec mały uśmieszek się pojawił. Faktycznie, starość jest paskudna w niektórych przypadkach, ale to akurat czysta prawda. Oby nas taka nie spotkała.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dzięki za odwiedziny ;) tekst z zalożenia był dolnolotny ;P Masz rację, dobrze by było, co by przyszło starość godnie spędzić :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Przemierzając korytarz o mało nie zderzył  → Przemierzając korytarz, o mało nie zderzył 

Pani Eustacha wyrzygując mężowi jakim jest → Pani Eustacha wyrzygując mężowi, jakim jest

podnosząc go do góry → brzydki pleonazm

Chcesz mi łajzo dziecko zagazować → Chcesz mi, łajzo, dziecko zagazować

 

 

Czytało się lekko i nawet przyjemnie, ale powiedzmy sobie szczerze, humor niezbyt wysokich lotów. 

Dolnolotny z zamierzenia, jednorazowo ;) dzięki za odwiedziny.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Przemierzając korytarz o mało nie zderzył się z nisko przelatującym Messerem Schimdtem.

Schmidtem ;) Ale wolałabym wersję regulatorki :)

 

Tekścik przyjemny, w sam raz na jeden uśmiech. I akurat w temacie (niestety/stety) bardzo mi bliskim, hehe ;)

Dzięki za wizytę :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Opowiadanie krótkie, dobrze napisane. Czytając je, nieźle się uśmiałem :)

Sztuka dla sztuki

Dzięki za komentarz ;)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Piemkne.

Skoncentrowany ładunek chamstwa, żółci, niechęci i ksenofobii. Czyli to, co wypaczeńcy lubią najbardziej.

Nowa Fantastyka