- Opowiadanie: Ratel - Mściciel

Mściciel

Moja pierwsza dłuższa praca, którą napisałem. Wiem, że nie jest to nic specjalnego. Umieszczenie tego tekstu tutaj, ma głównie na celu otrzymanie porad, by następna rzecz jaką napiszę była lepsza. Tak naprawdę dopiero zaczynam swoją przygodę z pisarstwem (postanowienie noworoczne), więc każda konstruktywna krytyka mile widziana.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Mściciel

Lampa uliczna zamigotała niemrawo próbując rozświetlić zaułek, do którego właśnie wstępowałem. Niestety, jedna słaba żarówka nie była w stanie wykonać tego zadania. Dalsza część uliczki niknęła w mroku. Księżyc, schowany za chmurami, również nie pomagał dostrzec żadnych szczegółów otoczenia. Poprawiłem lekko kołnierz płaszcza, ochraniając się od chłodnych podmuchów październikowego powietrza i bez wahania wkroczyłem w ciemność. Stąpałem ostrożnie, by nie potknąć się i nie narobić hałasu. Ostatnią rzeczą, jaką bym teraz chciał, to strata elementu zaskoczenia. Wzrok szybko przyzwyczaił się do otaczającego mroku. Potrafiłem już dostrzec niewyraźne zarysy przedmiotów stojących w zaułku. Do moich uszu doszedł cichy jęk. Oznaczało to, że nie pozostało mi zbyt wiele czasu. Przyspieszyłem kroku i o mało nie potknąłem się o kubeł wody, cicho przeklinając pod nosem ruszyłem dalej alejką. Jęk powtórzył się ponownie, a zaraz po nim głośny łomot ciała uderzającego o ziemię. Przeczuwając najgorsze, zacząłem biec już nie zwracając na hałas, jaki mogę spowodować. Dotarcie do zakrętu zajęło mi kilka sekund.

– Zostaw ją! – krzyknąłem, wyłaniając się z mroku zaułka.

W świetle księżyca, który postanowił wyłonić się zza obłoków, dostrzegłem jednak widok dość niecodzienny. Nad ciałem mężczyzny pochylała się kobieta, która miała być jego ofiarą, i którą starałem się uratować. Prawdopodobnie była równie zaskoczona, co ja. Zdradzały ją szeroko otwarte oczy patrzące wprost na mnie. W ręku kobiety dostrzegłem drewniany kołek skierowany w pierś nieprzytomnego, a na ziemi obok leżała linka z uchwytami po obu końcach. Prze kilka sekund milczeliśmy. Ciszę postanowiła przerwać kobieta. Szybko sprawdziła czy mężczyzna jest dalej nieprzytomny, wyprostowała się i stanęła przede mną. Dopiero teraz mogłem przyjrzeć się jej dokładniej. Długie brązowe włosy opadały lokami na ramiona. Oczy, również brązowe, skierowane były wprost na mnie. Domyśliłem się, że analizuje czy jestem dla niej zagrożeniem. Lekko zadarty nos i pełne usta dopełniały dość przeciętną twarz. Nie była brzydka, ale również nie wyróżniała się niczym szczególnym od innych dwudziesto kilku letnich kobiet, które można spotkać o tej porze w nocnych klubach.

– Czego chcesz? – zapytała melodyjnym głosem.

Dyszała lekko, prawdopodobnie zmęczona szamotaniną. Dostrzegłem, że obserwuje mnie bardzo uważnie, czekając na jakikolwiek ruch z mojej strony. Widząc, że powoli sięga za pazuchę płaszcza, nie chciałem dać jej pretekstu do użycia broni zapewne tam spoczywającej. Rany zadane ludzką bronią, choć nie mogły mnie zabić, potrafiły cholernie boleć i długo się goić. Postanowiłem zdradzić jak najmniej.

– Widziałem jak ten typ wszedł za tobą do tej alejki. – Wskazałem na w dalszym ciągu nieprzytomnego mężczyznę lezącego na chodniku. – Wydawało mi się to podejrzane, więc ruszyłem za nim.

– To bardzo miło z twojej strony – powiedziała uprzejmie, choć wiedziałem, że nie kupiła ani jednego słowa, jakie wypowiedziałem.

Jej dłoń w końcu odnalazła broń schowaną pod płaszczem. Bez zawahania wyprostowała rękę, w której spoczywał pistolet. Płynnym i szybkim gestem odbezpieczyła broń i z palcem na spuście skierowała lufę wprost w moją pierś. Starałem się nie wykonywać gwałtownych ruchów. Powoli podniosłem dłonie pokazując, że nie jestem uzbrojony. Kobieta stojąca przede mną musiała być łowcą, nie było innego wyjaśnienia. Zastanowiłem się jak zareagować na to, co się przed chwilą wydarzyło. Wyjawienie całej prawdy nie wchodziło w grę. Wielu łowców, niezbyt mnie lubiło. Było to raczej zrozumiałe, odbierałem im zlecenia, przez co tracili dużą ilość pieniędzy, do tego dochodzili ich przełożeni. Jeśli kobieta należała do tej grupy, to mogłoby się to skończyć kulką prosto w serce i wysłanie mnie na przynajmniej tygodniowy przymusowy urlop. Postanowiłem, wiec nie wyjawiać wszystkiego. Mówiąc, że jestem łowcą nie mijałem się przecież z prawdą.

– Widzę, że raczej nie uwierzyłaś w moje intencje by uratować cię przed śledzącym cię mężczyzną – zacząłem ostrożnie, nie spuszczając wzroku z lufy pistoletu. – Wiedz, że nie stanowię dla ciebie zagrożenia, też otrzymałem zlecenie na tego osobnika.

Uśmiechnąłem się nieznacznie, starając się wyglądać jak najmniej groźnie, choć moja twarz nie należała do rzeczy, które łatwo zapomnieć. Wielokrotnie słyszałem, że jest w moim spojrzeniu coś, co nie pozwala odprężyć się nawet największym twardzielom. Uważano mnie za nawet przystojnego, przynajmniej w ludzkiej postaci, ale ludzie i tak często na mój widok drżeli ze strachu. Może spowodowane było to tym, że mam prawie dwa metry wzrostu, a może tym, że wyczuwali we mnie coś pochodzącego nie z tego świata. Tak jak się spodziewałem, moje wyjaśnienia nie do końca przekonały celującą do mnie kobietę.

– Powiedzmy, że ci wierzę – powiedziała z lekkim wahaniem. – Ale jeśli naprawdę jesteś łowcą to pokaż list gończy – dodała i z wyrazem oczekiwania na twarzy poprawiła uchwyt na pistolecie.

Odetchnąłem w duchu z ulgi. Chyba nie będzie najgorzej. Ucieszyłem się, że moja słaba pamięć do twarzy najwyraźniej pierwszy raz okaże się pomocna. Powoli, by nie sprowokować kobiety do naciśnięcia spustu, sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem pomiętą kartkę papieru. Rozwinąłem ją powoli ukazując zawartość. Przedstawiała zdjęcie twarzy czarnowłosego mężczyzny uśmiechającego się lekko. Poniżej znajdował się napis głoszący, że poszukiwany jest Thomas Ramsey, wampir, który jest odpowiedzialny za przynajmniej osiem zabójstw. Oznaczono go, jako zagrożenie klasy średniej i płacono dziesięć tysięcy dolarów za jego głowę. Kobieta pokiwała lekko głową. Chyba w końcu zaczęła mi wierzyć. Z lekkim wahaniem opuściła broń.

– Myślałam, że też jesteś wampirem, ale oficjalny list gończy nie mógł trafić w ręce potwora. Swoją drogą nieźle najadłam się strachu twoim nagłym pojawieniem – powiedziała wyraźnie odprężając się. – Jestem Victoria – dodała i wyciągnęła w moją stronę dłoń.

Wiedziałem, że jest to kolejny test. Łowca z odpowiednim amuletem mógł poprzez dotyk odkryć czy potwór ukrywa się pod postacią człowieka. Bez wahania uścisnąłem jej dłoń. Według moich informacji nie istniał żaden artefakt potrafiący wykryć moje prawdziwe oblicze. Tym razem wyraźnie dostrzegłem jak napięte mięśnie Victorii rozluźniają się.

– Możesz mi mówić Al. Widzisz, ja naprawdę jestem łowcą, może lekko spóźnionym w akcji, ale jednak łowcą.

– Oczywiście nagroda idzie na moje konto, ty poza zaskoczeniem mnie, nic nie zrobiłeś.

– Oczywiście – odparłem lekko rozbawiony jej słowami. – Mi wystarczy, gdy zobaczę, jak ten wampir znika z tego świata.

Przekręciłem głowę, by zobaczyć ciało leżące za plecami Victorii. Ku mojej zgrozie, po mężczyźnie nie było śladu. Spojrzałem w mrok zaułka i ledwo dostrzegłem uciekającą postać. Bez zastanowienia ruszyłem za wampirem. Nie mogłem pozwolić mu uciec. Właśnie dowiedział się, że poszukiwany jest listem gończym. Mogę założyć się o swoją nieśmiertelną duszę, że zaszyje się gdzieś i wytropienie jego wampirzej dupy będzie praktycznie niemożliwe. Victoria widząc moją reakcję, bez słowa puściła się w pogoń moim śladem. W ostatniej chwili dostrzegłem, jak mężczyzna wbiegł w bramę kamienicy. Sekundę później wpadłem tam za nim. Podwórko spowijał mrok. Księżyc zniknął za chmurami, a jedyna lampa stojąca w kącie była rozbita. Słyszałem jedynie Victorię właśnie wbiegającą za mną na plac. Do moich uszu nie dochodził żaden inny dźwięk. Byłem pewny, że wampir musiał znajdować się gdzieś w tym mroku. Co gorsze, najprawdopodobniej właśnie w tym momencie przybierał swoją prawdziwą postać. Nie bałem się o siebie, lecz o kobietę za moimi plecami, która właśnie wyjmowała latarkę z kieszeni. Śmierć kolejnej osoby z rąk tego potwora uznałbym za osobista porażkę. Mrok rozproszyła słaba wiązka światła wydobywająca się z urządzenia spoczywającego w ręku Victorii. Do naszych uszu doszło oślizgłe mlaśnięcie, a zaraz potem chrapliwy śmiech.

– Prawie wam się udało – zawarczał wampir. – Możecie mi zaufać, że następnym razem będę ostrożniejszy.

Światło latarki oświetliło oślizgłą sylwetkę stojącą w kącie podwórka. Potwór był podobny do człowieka, lecz kończyny miał wydłużone i zakończone długimi i ostrymi pazurami. Jednak to, co naprawdę przerażało w postaci wampira to błyszcząca, przypominająca żabią skóra oraz twarz z wystającymi kłami i wielkimi oczami. Pod stopami bestii leżało w strzępach ubranie. Ponad dwumetrowe ciało nie miało prawa zmieścić się w wąskich spodniach i płaszczu. Wielokrotnie widziałem w pełni przemienionego wampira, ale za każdym razem nie potrafiłem wyjść z podziwu jak obrzydliwym jest stworem. W swojej prawdziwej postaci, także nie należałem do najpiękniejszych istot, ale jednak były jakieś granice. Victoria nie czekając na ruch potwora posłała w jego stronę serię z pistoletu. Pierwszy pocisk trafił wampira w bark, lecz kolejne chybiły celu tylko dlatego, że nie było go już w tym miejscu. W pełni przemieniony wampir, choć wyglądał pokracznie potrafił poruszać się nadzwyczaj szybko. Kątem oka dostrzegłem ruch z mojej lewej strony, a w następnej chwili zauważyłem bezwładne ciało kobiety lecące na spotkanie ściany. Musiałem zacząć działać.

– Tutaj poczwaro – krzyknąłem, by odwrócić uwagę wampira od nieprzytomnej Victorii.

Usłyszałem świszczący śmiech i poczułem podmuch powietrza na policzku. Instynktownie uchyliłem się przed prawie dziesięciocentymetrowymi pazurami potwora. Zahaczył mnie nieznacznie, ale to wystarczyło by rozorać mi brak. Płaszcz, który miałem na sobie zaczął powoli nasiąkać krwią. Nie było czasu do stracenia. Odetchnąłem głęboko i przywołałem ukrytą głęboko we mnie energię. Moje oczy zaszły mgłą jak u niewidomego. Dzięki temu mogłem dostrzec pokraczną sylwetkę ukrytą w mroku i szykującą się do kolejnego ataku. Nie musiałem w pełni się przeobrażać. Wampir nie należał do słabych przeciwników, ale także nie wykraczał ponad przeciętną. Kolejny atak uniknąłem bez trudu. Zwiększona szybkość, jaką otrzymałem przy przemianie w zupełności wystarczała. Po kolejnym chybionym ciosie potwór przystanął kilka metrów ode mnie wyczuwając, że coś jest nie tak.

– Kim jesteś? – wychrypiał z lekką obawą w głosie. Najprawdopodobniej pierwszy raz trafił na osobę, która z taką łatwością potrafi uskoczyć przed jego atakami.

– Kimś, kto skończy z tobą raz na zawsze – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

Wyczułem, że moje słowa spowodowały, że wampir zaczął się wahać. Wykorzystałem tę chwilę do przyzwania broni. Czerwone światło zamigotało wokół mojej lewej dłoni. Ułamek sekundy później dzierżyłem długi na ponad metr miecz. Poza tym, że otaczała go lekka szkarłatna poświata, nie różnił się od zwyczajnego ostrza, jakie można zobaczyć w muzeum. Wampir widząc, co przed chwilą się wydarzyło cofnął się o kilka kroków. Zmrużył lekko oczy jakby poświata bijąca z broni oślepiała go.

– Jesteś Mścicielem? – zasyczał cicho. W głosie można było wychwycić niepohamowany strach. – Nie, to niemożliwe, jesteś tylko legendą wymyśloną by odstraszać takich jak ja od tego świata.

– Muszę cię rozczarować, większość opowieści, jakie o mnie słyszałeś to prawda. Mogę zdradzić ci pewną tajemnicę, wyjdziesz stąd żywy, ale w naszym świecie czeka ciebie mały komitet powitalny. Sam jednak pewnie wiesz, przesłuchania, tortury, a potem ścięcie, oczywiście jeśli będziesz współpracował. Chyba dostatecznie sobie porozmawialiśmy. Po tych słowach ruszyłem w stronę potwora. Pierwszy cios wyprowadziłem niezbyt szybko, tylko po to by sprowokować wampira do ruchu. Ten tak jak się spodziewałem uskoczył przestraszony niespodziewanym atakiem. Kolejny, tym razem przynajmniej dwukrotnie szybszy, poszybował prosto w bok bestii. Wampir odruchowo podniósł rękę by osłonić się przed ciosem. Był to jednak błąd. Dłoń obdarzona w długie pazury upadła z głośnym plaśnięciem na ziemię. Powietrze przeciął skowyt bólu rannej bestii. Gorąca krew trysnęła prosto na moją twarz. Wolną ręką wytarłem posokę, która dostała mi się do oczu. W ostatniej sekundzie zauważyłem rozwścieczonego wampira skaczącego prosto na mnie. Każdy myśliwy wie, że ranne zwierzę staje się nieobliczalne. W przypadku potworów ta zasada także się sprawdzała. Instynkt przejął kontrolę nad moim ciałem. Uchyliłem się lekko i wykonałem piruet. Szpony wampira minęły o milimetry moje czoło. Desperacki atak nie powiódł się i potwór z impetem wyrżnął głową o kamienny śmietnik stojący obok. Lekko oszołomiony wstał i zamachał się w miejsce gdzie stałem jeszcze przed chwilą. Miecz opadł we świstem odcinając drugą kończynę. Kolejny krzyk odbił się echem od ścian kamienicy. Wampir zabulgotał cicho. Krew wypływała z jego ust. Musiał przegryźć język z bólu. Upływ posoki dostatecznie osłabił potwora, który opadł na kolana z wycieczenia.

– Trzeba było poddać się na początku. Oszczędziłbyś sobie cierpienia – powiedziałem odsyłając miecz. Wampir pozbawiony pazurów, nie mógł mi już zagrozić. – Przynajmniej do czasu przesłuchań w naszym świecie. – dodałem lekko się uśmiechając.

Podszedłem do ledwie przytomnego potwora i uniosłem jego głowę. Drugą ręką wyjąłem amulet spoczywający w kieszeni płaszcza i przycisnąłem go do czoła wampira.

– Pozdrów ode mnie Raguela. – wyszeptałem wprost do jego ucha. Wampir słysząc to imię drgnął lekko. – Jak go znam to przygotował specjalnie dla ciebie jakieś nowe zabawki do przetestowania.

Po tych słowach otworzyłem medalion, z którego zaczęło wydobywać się jasne światło. Chwilę później ciało wampira, jak i krew, którą pozostawił po sobie, zniknęła z tego świata. Odetchnąłem lekko i wróciłem do postaci człowieka. Pomasowałem ramię, które zostało zranione. Czułem lekkie mrowienie, które dawało do zrozumienia, że rana już się zasklepiła i za parę godzin zagoi się na dobre. Z kieszeni wyciągnąłem kolejny amulet. Tym razem jednak po jego otwarciu przełożyłem go do ust.

– Tak? – Usłyszałem głos wydobywający się z wisiora.

– Zadanie wykonane, nie obyło się bez małych problemów, ale nie wydarzyło się nic, czym musiałbyś się martwić – zameldowałem.

Do moich uszu doszedł pomruk aprobaty i odgłos przewracanej strony w książce.

– Bardzo dobrze, jeśli znajdziesz czas to kolejne zadanie czeka. Szczegóły dostaniesz tam gdzie zawsze.

– Przecież dobrze mnie znasz Lucyferze, nigdy nie odmówię dobrej zabawie.

– Tak, aż za dobrze. No to nie rozpraszam cie już dalej. Do usłyszenia za mam nadzieję kilka dni z kolejnymi dobrymi wiadomościami. Powodzenia.

Medalion zamknął się, a głos wydobywający się z niego umilkł. Schowałem amulet do kieszeni. O Victorii przypomniałem sobie dopiero, gdy usłyszałem cichy szelest ubrania. Spojrzałem w kierunku gdzie wcześniej leżała kobieta. Była już zupełnie przytomna, a po wyrazie jej twarzy wiedziałem, że widziała prawie wszystko, co się wydarzyło przez ostatnie kilka minut.

– A wiec ty jesteś Alastorem? – bardziej stwierdziła fakt niż zapytała.

Milczałem przez chwilę. Niezbyt wiedziałem, co mam teraz powiedzieć.

– Tak to ja – oznajmiłem w końcu – Alastor, Mściciel, demon na usługach Lucyfera, możesz mnie nazywać jak chcesz.

– Chyba zostanę przy Alu. – Uśmiechnęła się i wstała lekko się jeszcze chwiejąc. – Niby uratowałeś mi teraz życie, ale nie zapominajmy, że to przez ciebie wampir uciekł. Poza tym straciłam przez ciebie dziesięć kawałków.

– Niby masz rację, ale teraz dzięki mnie, Raguel dowie się, jaką drogą wampir przedostał się do tego świata oraz kto mu pomagał.

– Spokojnie tylko żartowałam. Nie robię tego dla pieniędzy, tylko po to by pozbyć się tego robactwa z tego świata. – Wypowiadając te słowa na ustach Victorii zagościł szeroki uśmiech.

Bardzo mało łowców reagowało na moje prawdziwe pochodzenie w taki sposób jak ona. Ba, jeśli pamięć mnie nie myliła to dopiero ósmy raz nie zostałem zaatakowany przez łowcę, który poznał moje imię. Dla ich przełożonych znajdujących się w Watykanie, byłem równie obrzydliwy, co wampir, strzyga czy upiór. Byłem plugawym demonem, zrodzonym w otchłani piekła. Choć walczyłem z potworami przedostającymi się do tego świata, to i tak w ich oczach samo moje pochodzenie i niezbyt chwalebna przeszłość wystarczało. Oficjalnie nie mogli na mnie wydać listu gończego, ale nieoficjalnie istniało przyzwolenie odesłania mnie do piekła, choćby na krótko. Tylko dzięki wstawiennictwie Lucyfera nie było gorzej.

– Cóż to miło z twojej strony – zacząłem, wyrywając się z rozmyślań. – Masz jednak rację cała ta sprawa, to moja wina. Jedyne, co mogę zrobić to dać ci ten amulet, jako zadośćuczynienie – powiedziałem wyciągając medalion, który posłużył mi do kontaktu z piekłem. Przekręciłem małe pokrętło znajdujące się z boku i wyciągnąłem dłoń w kierunku Victorii. – Oczywiście jeśli będziesz chciała – dodałem po chwili widząc wahanie w jej oczach.

– Do czego on służy? – zapytała wskazując na urządzenie leżące na mojej dłoni.

– To prosty amulet kontaktowy, gdy go otworzysz połączysz się bezpośrednio ze mną. Możesz go wykorzystać, gdy będziesz potrzebowała pomocy przy jakimś potworze. Postaram przybyć na miejsce jak najszybciej.

Dziewczyna podeszła i wzięła ode minie medalion. Zwarzyła go w ręce, po czym schowała do kieszeni.

– Dzięki, może się przydasz, jeśli będę polowała na coś trudniejszego niż dzisiaj. – Ponownie obdarzyła mnie szerokim uśmiechem.

Do tej pory nie wiem, czemu podarowałem jej ten amulet. Może, dlatego, że potraktowała nie inaczej od innych łowców. Naprawdę nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.

– Jest tylko jeden problem – ponownie odezwała się Victoria. Na jej twarzy malowało się zatroskanie.

– Jaki?

– Nie wiem, co powiem w kwaterze. Nie ma ciała, nie ma potwierdzenia wykonania zadania.

– Powiesz po prostu, że zjawił się Alastor i sprzątnął ci wampira sprzed nosa. Mojej reputacji wśród łowców nie da się zepsuć jeszcze bardziej.

– No to chyba na mnie już czas – powiedziała patrząc na zegarek i przerywając niezręczną ciszę.

– Masz rację fajnie się rozmawiało, ale obowiązki wzywają. Poza tym narobiliśmy tu trochę hałasu. Nie zdziwiłbym się, jeśli któryś z mieszkańców zadzwonił po policję. – Jakby na moje zawołanie w oddali rozkrzyczała się syrena radiowozu.

Szybkim krokiem ruszyliśmy zaułkiem, którym biegliśmy za wampirem. Po dotarciu do końca uliczki bez słowa uścisnęliśmy sobie dłonie i ruszyliśmy w przeciwne strony drogi. Gdy policja dotarła na miejsce już dawno zniknęliśmy za wysokimi budynkami okolicznych kamienic.

Koniec

Komentarze

Lampa uliczna zamigotała niemrawo próbując rozświetlić zaułek ← potrzebny przecinek. Nie mam pojęcia czy lampa zamigotała niemrawo, czy też niemrawo próbowała rozświetlić zaułek.

 

Księżyc, schowany za chmurami, również nie pomagał dostrzec żadnych szczegółów otoczenia. ← trochę takie masło maślane. Skoro księżyc jest za chmurami, to wiemy, że nie pomaga.

 

Przyspieszyłem kroku i o mało nie potknąłem się o kubeł wody, cicho przeklinając pod nosem ruszyłem dalej alejką. ← z tego pasowałoby zrobić dwa zdania. I pozbyć się słowa alejka, bo wiemy, gdzie znajduje się bohater.

 

Przeczuwając najgorsze, zacząłem biec(+,) już nie zwracając już uwagi na hałas

 

Oczy, również brązowe, skierowane były wprost na mnie. ← chwilę wcześniej użyłeś tego samego zwrotu

 

dwudziesto kilku letnich ← dwudziestokilkuletnich!

 

Widząc, że powoli sięga za pazuchę płaszcza, nie chciałem dać jej pretekstu do użycia broni zapewne tam spoczywającej. ← niezgrabne i niepotrzebne

 

– Widziałem jak ten typ wszedł za tobą do tej alejki. – Wskazałem na w dalszym ciągu nieprzytomnego mężczyznę lezącego na chodniku. ← zbędniki ucinamy, wszystko, bez czego zdanie może się obejść, co jest oczywiste

 

Wielu łowców, niezbyt mnie lubiło.

 

to mogłoby się to skończyć kulką prosto w serce i wysłaniem mnie na przynajmniej tygodniowy przymusowy urlop.

 

Mówiąc, że jestem łowcą(+,) nie mijałem się przecież z prawdą.

– Widzę, że raczej nie uwierzyłaś w moje intencje by uratować cię przed śledzącym cię mężczyzną – zacząłem ostrożnie, nie spuszczając wzroku z lufy pistoletu. – Wiedz, że nie stanowię dla ciebie zagrożenia,(+.) tTeż otrzymałem zlecenie na tego osobnika. 

 

moje wyjaśnienia nie do końca przekonały celującą do mnie kobietę. ← wiemy, że ona w niego celuje

 

Ale jeśli naprawdę jesteś łowcą to pokaż list gończy – dodała i z wyrazem oczekiwania na twarzy poprawiła uchwyt na pistolecie.

Odetchnąłem w duchu z ulgi.

 

To są tylko moje sugestie – masz nieustanne powtarzanie informacji w tekście, które stopują akcję i nie są potrzebne. Jeśli sam to zobaczysz, poradzisz sobie z ich dalszą eliminacją, więc dalej ich już nie podkreślam.

 

Pierwszy pocisk trafił wampira w bark, lecz kolejne chybiły celu tylko dlatego, że nie było go już w tym miejscu. ← bardzo niezręczne

 

– Tutaj(+,) poczwaro – krzyknąłem ← poczwaro to wtrącenie, trzeba je wydzielić przecinkiem. A skoro on krzyczy, to przydałby się też wykrzyknik.

 

– Pozdrów ode mnie Raguela. – wyszeptałem wprost do jego ucha. ← zasady zapisu dialogów! Tutaj masz jedno zdanie, kropka przed wyszeptałem/powiedziałem/stwierdziłem nigdy nie wystąpi

 

Muszę cię rozczarować:, większość opowieści, jakie o mnie słyszałeś(+,) to prawda.

 

– Przecież dobrze mnie znasz(+,) Lucyferze., nNigdy nie odmówię dobrej zabawie.

 

Tym razem jednak po jego otwarciu przełożyłem go do ust. ← przełożyłem?

 

że potraktowała nie inaczej od innych łowców. ← literówka

 

Chyba dostatecznie sobie porozmawialiśmy. Po tych słowach ruszyłem w stronę potwora. ← zgubiłeś akapit

 

Wampir zabulgotał cicho. ← :D:D:D

 

Fabuła z jednej strony jest ciekawa, bo skrojenie łowców wyszło zgrabnie, ale na mój gust bohater za mocno się nad sobą rozpływa, miejscami przegadujesz sprawę, a włączenie we wszystko Lucyfera zrobiło miszmasz. Mam mieszane uczucia. Na pewno musisz popracować nad znajomością języka i jego zasad.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Na moje oko, bardziej niż opowiadanie, jest to opis sceny spotkania i potyczki wampira i łowców. Nie przepadam za podobnymi opowieściami, więc i ta nie wzbudziła we mnie entuzjazmu, szczególnie że przebiegła dość stereotypowo, bez żadnego zaskoczenia, bez niespodzianek. Wykonanie, niestety, pozostawia wiele do życzenia.

Skoro Mściciel jest efektem postanowienia noworocznego, przypuszczam że powstał dość spontanicznie i całkiem niedawno, stąd tyle błędów i usterek. Sugeruję, abyś, nim podejmiesz kolejne próby literackie, spróbował przypomnieć sobie wiadomości wyniesione z lekcji języka polskiego – powinieneś popracować nad interpunkcją, budową zdań, starać się okiełznać zaimkozę, eliminować literówki i powtórzenia.

Może zainteresuje Cię ten wątek: http://www.fantastyka.pl/loza/17

Jestem przekonana, Ratelu, że kiedy poprawisz warsztat, Twoje opowiadania będzie się czytać z większą przyjemnością. ;-)

 

ochra­nia­jąc się od chłod­nych po­dmu­chów paź­dzier­ni­ko­we­go po­wie­trza… – Raczej: …ochra­nia­jąc się od chłod­nych po­dmu­chów paź­dzier­ni­ko­we­go wiatru… Lub: …ochra­nia­jąc się od chłod­nego  paź­dzier­ni­ko­we­go po­wie­trza

Powietrze nie podmuchuje, to wiatr powoduje ruch powietrza.

 

Przy­spie­szy­łem kroku i o mało nie po­tkną­łem się o kubeł wody… – Intryguje mnie obecność kubła z wodą, stojącego na ulicy.

 

Jęk po­wtó­rzył się po­now­nie, a zaraz po nim gło­śny łomot ciała ude­rza­ją­ce­go o zie­mię.  – Dwie paczki masła maślanego. Czy jęk mógł się powtórzyć, gdyby nie brzmiał wcześniej? Łomot jest głośny z definicji.

Czy łomot upadającego ciała też był słyszalny ponownie?

Proponuję: Jęk po­wtó­rzył się/ zabrzmiał po­now­nie, a zaraz po nim usłyszałem łomot ciała ude­rza­ją­ce­go o zie­mię.

 

krzyk­ną­łem, wy­ła­nia­jąc się z mroku za­uł­ka.

W świe­tle księ­ży­ca, który po­sta­no­wił wy­ło­nić się zza ob­ło­ków… – Powtórzenie.

 

Prze kilka se­kund mil­cze­li­śmy. – Literówka.

 

Ko­bie­ta sto­ją­ca przede mną mu­sia­ła być łowcą… – Raczej: Ko­bie­ta sto­ją­ca przede mną mu­sia­ła być łowczynią

 

choć moja twarz nie na­le­ża­ła do rze­czy, które łatwo za­po­mnieć. – Czy twarz jest rzeczą?

Proponuję: …choć moja twarz nie na­le­ża­ła do tych, które łatwo za­po­mnieć.

 

przy­naj­mniej w ludz­kiej po­sta­ci, ale lu­dzie i tak czę­sto… – Nie brzmi to najlepiej.

 

wy­ją­łem po­mię­tą kart­kę pa­pie­ru. Roz­wi­ną­łem ją po­wo­li uka­zu­jąc za­war­tość. – Powoli rozwinął kartkę, czy powoli ukazał zawartość?

Proponuję: Roz­wi­ną­łem ją po­wo­li, uka­zu­jąc treść.

Zawartość to coś, co mogłoby być zawinięte w papier.

 

pła­co­no dzie­sięć ty­się­cy do­la­rów za jego głowę. Ko­bie­ta po­ki­wa­ła lekko głową. – Powtórzenie.

 

Swoją drogą nie­źle naja­dłam się stra­chu twoim na­głym po­ja­wie­niem… – Raczej: Swoją drogą nie­źle napędziłeś mi stra­chu, pojawiając się nagle

 

– Je­stem Vic­to­ria – do­da­ła i wy­cią­gnę­ła w moją stro­nę dłoń. – Raczej: – Je­stem Vic­to­ria – do­da­ła i wy­cią­gnę­ła dłoń.

Czy przedstawiając się, mogła wyciągnąć dłoń do kogoś innego?

 

We­dług moich in­for­ma­cji nie ist­niał żaden ar­te­fakt po­tra­fią­cy wy­kryć moje praw­dzi­we ob­li­cze. – Czy oba zaimki są niezbędne?

 

Mi wy­star­czy, gdy zo­ba­czę… – Mnie wy­star­czy, gdy zo­ba­czę… 

 

Vic­to­ria wi­dząc moją re­ak­cję, bez słowa pu­ści­ła się w pogoń moim śla­dem. – Czy oba zaimki są niezbędne?

 

je­dy­na lampa sto­ją­ca w kącie była roz­bi­ta. Sły­sza­łem je­dy­nie Vic­to­rię… – Powtórzenie.

 

mu­siał znaj­do­wać się gdzieś w tym mroku. Co gor­sze, naj­praw­do­po­dob­niej wła­śnie w tym mo­men­cie… – Powtórzenie.

 

Świa­tło la­tar­ki oświe­tli­ło ośli­zgłą syl­wet­kę… – Brzmi to fatalnie.

 

Ko­lej­ny atak unik­ną­łem bez trudu.Ko­lej­nego ataku unik­ną­łem bez trudu.

 

więk­szość opo­wie­ści, jakie o mnie sły­sza­łeś to praw­da. – …więk­szość opo­wie­ści, które o mnie sły­sza­łeś, to praw­da.

 

w na­szym świe­cie czeka cie­bie mały ko­mi­tet po­wi­tal­ny. – …w na­szym świe­cie czeka na cie­bie mały ko­mi­tet po­wi­tal­ny.

 

Dłoń ob­da­rzo­na w dłu­gie pa­zu­ry… – Dłoń ob­da­rzo­na dłu­gimi pa­zu­rami

Można obdarować czymś, ale nie można obdarować w coś.

 

Lekko oszo­ło­mio­ny wstał i za­ma­chał się w miej­sce gdzie sta­łem jesz­cze przed chwi­lą. – Co to znaczy zamachać się w miejsce?

Pewnie miało być: Lekko oszo­ło­mio­ny wstał i za­ma­chnął się, kierując cios w miej­sce, w którym sta­łem jesz­cze przed chwi­lą.

 

Miecz opadł we świ­stem od­ci­na­jąc drugą koń­czy­nę.Miecz opadł ze świ­stem, od­ci­na­jąc drugą koń­czy­nę.

 

Upływ po­so­ki do­sta­tecz­nie osła­bił po­two­ra, który opadł na ko­la­na z wy­cie­cze­nia. – Z wycieczenia, jak mniemam, posoki. ;-)

Pewnie miało być: …opadł na ko­la­na z wy­cie­ńcze­nia.

 

– Przy­naj­mniej do czasu prze­słu­chań w na­szym świe­cie. – do­da­łem lekko się uśmie­cha­jąc. – Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

Z kie­sze­ni wy­cią­gną­łem ko­lej­ny amu­let. Tym razem jed­nak po jego otwar­ciu prze­ło­ży­łem go do ust. – Wyjął amulet z kieszeni, otworzył i włożył sobie do ust???

A może miało być: …po jego otwar­ciu przy­ło­ży­łem go do ust.

 

od­głos prze­wra­ca­nej stro­ny w książ­ce. – Obawiam się, że strony w książce przewrócić się nie da, a tym bardziej usłyszeć rzeczonego odgłosu. Można przewrócić kartkę, ale nie stronę.

 

nigdy nie od­mó­wię do­brej za­ba­wie. – …nigdy nie od­mó­wię do­brej za­ba­wy.

 

No to nie roz­pra­szam cie już dalej. – Literówka.

 

Nie robię tego dla pie­nię­dzy, tylko po to by po­zbyć się tego ro­bac­twa z tego świa­ta. – Powtórzenia.

 

Wy­po­wia­da­jąc te słowa na ustach Vic­to­rii za­go­ścił sze­ro­ki uśmiech. – Ze zdania wynika, że szeroki uśmiech wypowiedział słowa na ustach Victorii i zagościł. ;-)

 

w ich oczach samo moje po­cho­dze­nie i nie­zbyt chwa­leb­na prze­szłość wy­star­cza­ło. – Piszesz o dwóch czynnikach, więc …wystarczały.

 

Ofi­cjal­nie nie mogli na mnie wydać listu goń­cze­go… – Ofi­cjal­nie nie mogli za mną wydać listu goń­cze­go

 

Dziew­czy­na po­de­szła i wzię­ła ode minie me­da­lion. – Literówka.

 

wzię­ła ode minie me­da­lion. Zwa­rzy­ła go w ręce, po czym scho­wa­ła do kie­sze­ni. – Taki zwiędły i zepsuty schowała?

Sprawdź, co znaczą słowa zwarzyćzważyć

 

znik­nę­li­śmy za wy­so­ki­mi bu­dyn­ka­mi oko­licz­nych ka­mie­nic. – Masło maślane. Kamienice to budynki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tematyka strasznie wyeksploatowana, ale dodanie Lucyfera i Watykanu nieco ożywiło zmurszałą scenerię.

Też mam wrażenie, że to dopiero początek, scenka otwierająca coś dłuższego. Może dlatego, że skoncentrowałeś się na walce (która mnie zbytnio nie kręci), tylko zarysowując świat i głównego bohatera. Opisanie piekielnego sądu nad wampirem byłoby ciekawsze. O co właściwie go oskarżają? Dlaczego podlega ich prawom?

Jeśli chodzi o warsztat – interpunkcja mocno niedomaga. Czasami tworzysz kulawe konstrukcje (na przykład zgrzytnął mi atak, który szybował). Zwróć uwagę, żeby sensownie łączyć wyrazy.

powiedziała wyraźnie odprężając się.

W zdaniach złożonych z imiesłowem współczesnym konieczny jest przecinek. A oto dowód – czytelnik nie wie, czy mówiła głośno i wyraźnie, czy też odprężyła się w sposób widoczny.

Wypowiadając te słowa na ustach Victorii zagościł szeroki uśmiech.

Za to nie wolno zmieniać podmiotu, bo bzdury wychodzą.

Babska logika rządzi!

Koniec, czy początek? To pytanie przez dłuższą chwilę, po przeczytaniu tego, odrobinę mnie trapi. Hmm… Natomiast od strony technicznej jest kulawo, zwłaszcza, jeśli chodzi o przecinki, których, albo jest brak, albo są w nadmiarze. Językowo też szału nie ma i ogólnie czeka Cię sporo pracy.

Nowa Fantastyka