- Opowiadanie: FlauFly - Emilka i smoczątko

Emilka i smoczątko

Krótkie opowiadanie, które napisałem dla przyjaciółki jako drobny prezent na Boże Narodzenie. Jest to raczej dodatek do ilustracji jaką narysowałem, aniżeli w drugą stronę. Opowiadanie nie ma na celu być niczym więcej niż osobistą drobnostką w prezencie.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Emilka i smoczątko

Dawno, dawno temu na odległej planecie Zarmina żyła sobie młoda dziewczyna o imieniu Emilka. Jej planeta znajdowała się bardzo blisko słońca Gliese 581 i, zniewolona w mocnym uścisku, została wieczyście skierowana jedną stroną w kierunku gwiazdy.

Dziewczyna, podobnie jak każda istota na Zarminie, mieszkała w wąskiej przestrzeni otaczającej planetę, zwanej „pasem życia”. Tworzył granicę między półkulami – nocną, ogarniętą przerażającym chłodem i skutą ogromnymi lodowymi górami, od dziennej, wszystko topiącej morderczym żarem i aktywnością wulkaniczną.

Pas życia posiekany był ogromnymi, rwącymi rzekami, zawsze skierowanymi od strony nocnej do dziennej i wyżłobionymi przez nie w fantazyjne kształty górami i podziemnymi tunelami. Rzeki poczynały swój żywot jako małe strumyczki topniejącego lodu po ciemnej stronie planety, by kończyć jako gotujące się jeziora po jasnej stronie Zarminy. Wzdłuż rzek przeważnie wiały silne wichury, powstawały huragany i tornada.

Na powierzchni zamieszkiwała jedynie flora oraz najprostsze organizmy. Fauna tego świata, w tym i ludzie, wychodziła z podziemnych tuneli tylko w sytuacjach ogromnej potrzeby i przy relatywnie spokojnych warunkach. Gdy jednak istota ludzka wychylała się z bezpiecznej przystani swoich jaskiń, mogła podziwiać wieczny “zachód” słońca, z Gliese 581 nisko zawieszoną nad horyzontem i kolorującą niebo w czerwone i różowe barwy.

Emilka była w tym dziwnym wieku gdzieś między dzieciństwem a dorosłością. Uwielbiała wszelkiego rodzaju opowieści. Chłonęła każdą historię opowiadaną przed snem przez starszyznę przy ognisku czy też każdą balladę wyśpiewywaną przez wędrownych powieściarzy. Sekretną miłością obdarzyła między innymi historie o grupkach młodych bohaterów zabawiających się beztrosko w nieprzyzwoite sposoby (przy czym spożywanie sproszkowanych inteligentnych grzybów z Aldebarana-IV ku wywołaniu dzikich halucynacji jest tylko jednym z przykładów). Sama jednak absolutnie nie chciała stać się taka jak oni. Był jednak rodzaj historii, które obdarzała szczególnie gorącą miłością, a mianowicie opowieści o smokach.

Pewnego razu, nietypowo dla siebie, sama zaszła w rzadko odwiedzane przez kogokolwiek rejony jaskiń, aby w spokoju i samotności napawać się opowieścią umysłoserii. Gdy jednak rozsiadła się wygodnie, dostrzegła istotę, która już na zawsze miała odmienić jej życie.

Dalej w głębi planety, uwięziona w ogromnych kryształowych i kwantowych komputerach okalających podziemia, żyła sobie spora społeczność postludzka. Istoty te były tak dalece rozwinięte, że w niczym już nie przypominały swoich ludzkich przodków. Właśnie wtedy, dokładnie jak za każdym razem, raz na tysiąc obrotów rocznych Zarminy, antyczne protokoły między postludźmi a biologicznymi ludźmi, dozwalały na wykreowanie jednej, jedynej istoty, która miała swobodę wyjścia z wirtualnej rzeczywistości i zwiedzanie świata rzeczywistego.

Postludzie stworzyli szkielet osobowości i każdy z nich dał nowej istocie drobną cząsteczkę siebie, aby choć ta cząstka miała udział w życiu na zewnątrz. Dostarczyli jej bazę danych sięgającą daleko w przeszłość, duża część informacji była zatem nieaktualna, lecz to jedyne co mogli dla niej zrobić. Dla nowej istoty wybrano materialną formę w postaci szlachetnego zwierzęcia z dawnych legend, smoka, lecz czyniąc ją miniaturową, by nie wzbudzała popłochu i strachu wśród biologicznych ludzi.

Smoczątko sformowano i zmontowano za pomocą nanoassemblerów w przeciągu kilku sekund tuż przed zdumionym spojrzeniem Emilki. Z perspektywy dziewczyny mianowicie, mały smok zmaterializował się przed nią z powietrza, zupełnie bez żadnej przyczyny.

Bez odrobiny strachu, dziewczyna podeszła i podniosła smoczątko. Istota również nie odczuwała strachu, lecz wyczekujące zaciekawienie. Emilka zaczęła nosić smoczka wszędzie z sobą, opowiadając mu najprzeróżniejsze historie o młodej dziewczynie i towarzyszącym jej smoku.

Opowiadała o tym jak para służyła jako negocjatorzy między dwoma wrogimi mocarstwami na planecie Zerridan. O tym jak obydwoje uratowali księcia Fiolo i ukradli trzeci księżyc Pooh. O przegonieniu Nocnego Stwora nękającego lud wodnego świata Antaresa. O cywilizacjach zbudowanych z pieśni i melodii. O podróżach pośród cudów i dziwów wszelkich światów na niebie.

Smoczątko z początku nie rozpoznawało języka jakim posługiwała się dziewczyna, a ona za to myślała o istocie jak o dziecku, nie zdając sobie przy tym sprawy z jego niewyobrażalnego intelektu. Język ówczesnych ludzi zmienił się do tego stopnia od tysiąca obrotów, że nie pasował do żadnego z posiadanych przez niego w bazach danych. Jednak po wielu opowieściach był w stanie dokonać aproksymacji i wprowadzić ten nowy język do swojej bazy danych. Wtedy po raz pierwszy do niej przemówił:

– Niedługo opuszczę ten świat, aby zwiedzać inne. Powiedz mi, Emilko, czy twoje historie są prawdziwe?

Emilka, ogromnie zaskoczona nagłą elokwencją swojego pupilka, poczuła gwałtowne bicie serca. Zdobyła się jednak na relatywny spokój i z odwagą, choć wciąż z łomoczącym sercem, odpowiedziała poważnie:

– Mogą być prawdziwe, tylko zabierz mnie ze sobą.

 

***

 

Tak zaczęły się niesamowite przygody dwójki bohaterów. Do dziś dnia ich przeżycia odbijają się szerokim echem pośród ogromu światów kosmosu, wysławiane w wielu pieśniach i legendach. By je poznać, wystarczy, że uważnie wsłuchasz się w te głosy. Bądź też wsłuchasz się we własne serce i wyobraźnię, odnajdując tę ulubioną historię z morza ich przygód.

Koniec

Komentarze

Osobista drobnostka, a jednak pokazana światu, więc pod ocenę podpada.

 

Dawno, dawno temu, na odległej planecie Zarmina znajdującej się tak blisko swego słońca Gliese 581, że została uchwycona w uścisk tak mocny by skierowana została wieczyście jedną stroną w kierunku gwiazdy, żyła sobie młoda dziewczyna o imieniu Emilka.

Dziewczyna, jak całe życie na Zarminie, żyła w wąskim pasie otaczającym całą planetę, zwanym “pasem życia”. 

 

Te zdania są niepoprawne. Dawno, dawno temu na odległej planecie Zarmina żyła sobie młoda dziewczyna o imieniu Emilka. Jej planeta znajdowała się bardzo blisko słońca Gliese 581 i, zniewolona w mocnym uścisku, została wieczyście skierowana jedną stroną w kierunku gwiazdy. ← tak by jeszcze uszło.

 Dziewczyna, jak całe życie na Zarminie, żyła w wąskim pasie otaczającym całą planetę, zwanym “pasem życia”.  ← tego zdania nawet nie potrafię naprawić. Co to znaczy dziewczyna jak całe życie na Zarminie? Jeszcze w zdaniu trzy razy powtórzone jest słowo “życie”.

 

Pas życia posiekany był ogromnymi, rwącymi rzekami(+,) zawsze skierowanymi

 

tylko w wyjątkowych sytuacjach ogromnej potrzeby ← masło maślane, albo wyjątkowe sytuacje, albo ogromna potrzeba

 

między dzieciństwem, a dorosłością.

 

każdą wyśpiewywaną balladę od wędrownych powieściarzy. ← chyba przez?

 

Co to znaczy dyskusyjnie moralne?

 

między postludźmi, a biologicznymi ludźmi

 

Opowiadała o tym jak para służyła jako negocjatorzy między dwoma wrogimi mocarstwami na planecie Zerridan. ← para czego? Kogo? 

 

O tym jak uratowali księcia Fiolo ← kto uratował?

 

Prosta, ładna i pomysłowa bajeczka robi się nagle dość skomplikowana. Jako prezent dla dziecka ciekawa, choć momentami (zwłaszcza na początku) dość niewprawnie napisana. 

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Już miałem zaczynać łapankę, gdy zauważyłem, że Naz mnie ubiegła. :D

 

Na powierzchni żyły jedynie najprostsze organizmy, w tym rośliny.

Najprostsze organizmy to jednokomórkowce, np. bakterie, lecz zdecydowanie nie są nimi rośliny. Mogę więc tylko zgadywać, o jaki sens chodziło w tym zdaniu, ale może lepiej zamiast “w tym” użyć “a także”? Jeśli natomiast chodziło o samożywne, prymitywne, jednokomórkowe rośliny, no to należy tu chyba uściślić. No i nie wiem, czy dziecko ma w ogóle świadomość istnienia czegoś takiego… AGHHH za bardzo kombinuję!

 

Na powierzchni żyły jedynie najprostsze organizmy, w tym rośliny. Bardziej złożone organizmy, w tym i ludzie

Emilka była zawieszona w tym dziwnym wieku gdzieś między dzieciństwem, a dorosłością.

A tu to się musiałem zastanowić, na jakim wieku wisi Emilka… Może lepiej: tkwiła?

 

aby w spokoju i samotności napawać się nad opowieścią umysłoserii.

 

Chwilę wcześniej, dalej w głąb planety, uwięziona w ogromnych kryształowych i kwantowych komputerach okalających podziemia planety, żyła sobie spora społeczność postludzka. Istoty te były tak dalece rozwinięte, że w niczym już nie przypominały swoich ludzkich przodków.

 

Właśnie wtedy, dokładnie jak za każdym razem, raz na tysiąc obrotów rocznych Zarminy

 

Wykonanie mogłoby być odrobinę lepsze, ale nie jest źle. Najważniejsze, że udało mi się poczuć fascynację światami, które opisujesz. Czuć inność i tajemnicę, co budzi ekscytację. Podobało mi się.

Pozdrawiam! ;)

 

 

 

Dużo budowania świata, mało bohaterów i przygód. Właściwie to dowiadujemy się tylko, że przygody będą, a dotychczas pokazałeś wstęp.

Mam wrażenie, że używasz przekombinowanych zdań. Przez to gubi się a to sens, a to poprawność. Próbowałeś uprościć konstrukcje?

Sekretną miłością upodobała sobie między innymi historie

Czy można miłością upodobać?

Chwilę wcześniej, dalej w głąb planety, uwięziona w ogromnych kryształowych i kwantowych komputerach okalających podziemia planety, żyła sobie spora społeczność postludzka.

Chwilę wcześniej żyła – czy to znaczy, że właśnie skończyła istnieć?

Babska logika rządzi!

Osobista drobnostka, a jednak pokazana światu, więc pod ocenę podpada.

 

Oczywiście, w gruncie rzeczy po to wrzuciłem to tutaj, żeby społeczność pomogła wyłapać mi błędy. Wybaczcie jeśli to trochę instrumentalne zagranie z mojej strony, ale jestem naprawdę każdemu komentatorowi wdzięczny. W normalnych okolicznościach wrzuciłbym najpierw na betalistę, ale obecnie trochę mi się spieszy i w poczekalni spodziewałem się większego odzewu.

 

Te zdania są niepoprawne. Dawno, dawno temu na odległej planecie Zarmina żyła sobie młoda dziewczyna o imieniu Emilka. Jej planeta znajdowała się bardzo blisko słońca Gliese 581 i, zniewolona w mocnym uścisku, została wieczyście skierowana jedną stroną w kierunku gwiazdy. ← tak by jeszcze uszło.

 

Poprawiam zgodnie z sugestią.

 

← tego zdania nawet nie potrafię naprawić. Co to znaczy dziewczyna jak całe życie na Zarminie? Jeszcze w zdaniu trzy razy powtórzone jest słowo “życie”.

 

Poprawiłem na:

 

>>Dziewczyna, podobnie jak każda istota na Zarminie, żyła w wąskim pasie otaczającym całą planetę zwanym “pasem życia”.<<

 

Po prawdzie powtarza się “żyła” i “życie”, ale to już chyba nie jest tak karygodne jak poprzednio?

 

← masło maślane, albo wyjątkowe sytuacje, albo ogromna potrzeba

 

Zostawiłem ogromną potrzebę.

 

← chyba przez?

 

Tak, racja.

 

Co to znaczy dyskusyjnie moralne?

 

Wyrzuciłem ten fragment całkowicie. Myślę, że poprzednia część zdania i tak wyraża wszystko co chciałem powiedzieć.

 

← para czego? Kogo? 

 

← kto uratował?

 

To naprawdę jest niezrozumiałe? Poprzednie zdanie mówiło, że Emilka opowiadała o przygodach dziewczyny i smoka. Każde następne zdanie w założeniu miało sugerować kolejne opowiadane historie. Nie chciałem w każdym zdaniu podkreślać, że to są przygody dziewczyny i smoka, bo z kolei skrytykowalibyście powtórzenia:

“Opowiadała o tym jak dziewczyna i smok służyła jako negocjatorzy między dwoma wrogimi mocarstwami na planecie Zerridan.“

“O tym jak dziewczyna i smok uratowali księcia Fiolo”

 

Jakieś sugestie jak można to poprawić, a jednocześnie uniknąć powtórzeń?

 

Prosta, ładna i pomysłowa bajeczka robi się nagle dość skomplikowana. Jako prezent dla dziecka ciekawa, choć momentami (zwłaszcza na początku) dość niewprawnie napisana. 

 

To nieporozumienie, opowiadanie celowo wykorzystuje stylistykę baśniową (zmieszaną z elementami hard sf), ale nie jest skierowana do dziecka tylko do 16-letniej dziewczyny.

 

Najprostsze organizmy to jednokomórkowce, np. bakterie, lecz zdecydowanie nie są nimi rośliny. Mogę więc tylko zgadywać, o jaki sens chodziło w tym zdaniu, ale może lepiej zamiast “w tym” użyć “a także”? Jeśli natomiast chodziło o samożywne, prymitywne, jednokomórkowe rośliny, no to należy tu chyba uściślić. No i nie wiem, czy dziecko ma w ogóle świadomość istnienia czegoś takiego… AGHHH za bardzo kombinuję!

 

Masz rację, dokładnie ta myśl zaświtała mi w głowie podczas pisania tego zdania, ale jakoś uleciała pod natłokiem innych myśli. Do tego znowu wkrada się tu nieporozumienie jak wyżej. Adresatem opowiadania jest 16-letnia dziewczyna, nie dziecko.

Cały ustęp poprawiłem następująco:

 

“Na powierzchni zamieszkiwała jedynie flora oraz najprostsze organizmy. Fauna tego świata, w tym i ludzie(…)”

 

A tu to się musiałem zastanowić, na jakim wieku wisi Emilka… Może lepiej: tkwiła?

 

Myślę, że pozbędę się metafor i ograniczę się do samego “była”.

 

Co do powtórzenia “postludzka” i “ludzkich” – chyba jednak nie policzę to jako powtórzenie.

 

Wykonanie mogłoby być odrobinę lepsze, ale nie jest źle. Najważniejsze, że udało mi się poczuć fascynację światami, które opisujesz. Czuć inność i tajemnicę, co budzi ekscytację. Podobało mi się.

Pozdrawiam! ;)

 

Dzięki, ważny punkt dla mnie zaliczony ;)

 

Dużo budowania świata, mało bohaterów i przygód. Właściwie to dowiadujemy się tylko, że przygody będą, a dotychczas pokazałeś wstęp.

 

Po prawdzie masz rację, ale w gruncie rzeczy o to chodziło. Może uznałbym to za trafioną krytykę, ale jednak osiągnięcie takiego efektu było moim celem. Pozwolę sobie zacytować inną 16-letnią dziewczynę (nie adresatkę), która tak skomentowała Twój komentarz:

 

“Ja to interpretuję tak, że przygody same się dopowiedzą w przyszłym czasie. W tym sensie, że Emilka sama musi je stworzyć własnym życiem. To bardzo ładne.”

 

Jeśli tak odebrała to jej rówieśniczka to raczej osiągnąłem to co chciałem.

 

Czy można miłością upodobać?

 

Zmieniłem “upodobać” na “obdarzyć”.

 

Chwilę wcześniej żyła – czy to znaczy, że właśnie skończyła istnieć?

 

Usunąłem fragment “chwilę wcześniej” i wydaje mi się, że i tak przekazuję to co chciałem powiedzieć.

 

Mam wrażenie, że używasz przekombinowanych zdań. Przez to gubi się a to sens, a to poprawność.

 

Wydaje mi się, że to jest mój główny problem.

 

Próbowałeś uprościć konstrukcje?

 

Próbowałem uprościć i poprawić wszędzie tam gdzie mi wskazaliście. Tym samym na zakończenie chciałbym wszystkim komentatorom jeszcze raz serdecznie podziękować ;)

 

 

 

“Opowiadała o tym jak dziewczyna i smok służyła jako negocjatorzy między dwoma wrogimi mocarstwami na planecie Zerridan.“

“O tym jak dziewczyna i smok uratowali księcia Fiolo”

Jakieś sugestie jak można to poprawić, a jednocześnie uniknąć powtórzeń?

Dla mnie to było zrozumiałe w pierwotnej wersji. Ale skoro są wątpliwości… Może “obydwoje” w drugim zdaniu rozwiąże problem? Btw, skoro dziewczyna i smok, to chyba “służyli”.

Babska logika rządzi!

Dla mnie to było zrozumiałe w pierwotnej wersji. Ale skoro są wątpliwości… Może “obydwoje” w drugim zdaniu rozwiąże problem? Btw, skoro dziewczyna i smok, to chyba “służyli”.

 

Póki co pójdę za Twoją sugestią, dopóki nie znajdzie się jakieś inne rozwiązanie lub sugestia.

Jako taka bajkowa opowiastka nawet się sprawdza, choć sporo budowania świata. Planeta z “pasem życia” przypomina mi tą więzienną-planetę z jednej z części Riddicka.

Stanowczo za mało akcji i po przeczytaniu 1/3 tekst po prostu zaczyna nudzić.

Akcja, bo inaczej człowiek uśnie nawet na tak krótkim tekście.

F.S

Jak na opowieść o Emilce i smoczątku, bardzo tu mało Emilki i smoczątka. Mam wrażenie, że przeczytałam tylko zarys, wstęp do właściwej opowieści.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia – najbardziej przeszkadzały mi nie najlepiej skonstruowane zdania opisujące planetę i przekazujące prostą treść w dość zawiłej formie.

 

Dziew­czy­na, po­dob­nie jak każda isto­ta na Za­rmi­nie, żyła w wą­skim pasie ota­cza­ją­cym całą pla­ne­tę zwa­nym “pasem życia”. – Bardzo koślawe zdanie. Powtórzenia.

Proponuję: Dziew­czy­na, po­dob­nie jak każda isto­ta na Za­rmi­nie, mieszkała w wąskiej przestrzeni otaczającej planetę, zwanej „pasem życia”.

 

Two­rzył on gra­ni­cę mię­dzy nocną pół­ku­lą, ogar­nię­tą prze­ra­ża­ją­cym chło­dem i skutą ogrom­ny­mi lo­do­wy­mi gó­ra­mi, pół­ku­lą dzien­ną ze swoim mor­der­czym żarem i to­pią­cą wszyst­ko na swej dro­dze ak­tyw­no­ścią wul­ka­nicz­ną. – Zbędne zaimki. Powtórzenie.

Proponuję: Tworzył granicę między półkulami – nocną, ogar­nię­tą prze­ra­ża­ją­cym chło­dem i skutą ogrom­ny­mi lo­do­wy­mi gó­ra­mi, od dziennej, wszystko topiącej morderczym żarem i aktywnością wulkaniczną.

 

Sama jed­nak ab­so­lut­nie nie chcia­ła stać się taką jak oni.Sama jed­nak ab­so­lut­nie nie chcia­ła stać się taka jak oni.

 

Był także jeden ro­dzaj hi­sto­rii, który ob­da­rza­ła go­rą­cą mi­ło­ścią, a były nimi opo­wie­ści o smo­kach. – Zdanie wydaje mi się mało zgrabne. Obdarzała miłością rodzaj, czy historie?

Może: Był jednak ro­dzaj hi­sto­rii, które ob­da­rza­ła szczególnie go­rą­cą mi­ło­ścią, a mianowicie opo­wie­ści o smo­kach.

 

Emil­ka, ogrom­nie za­sko­czo­na nagłą elo­kwen­cją swo­je­go pu­pil­ka, po­czu­ła gwał­tow­ne bicie serca w klat­ce pier­sio­wej. – Chyba wystarczy: Emil­ka, ogrom­nie za­sko­czo­na nagłą elo­kwen­cją swo­je­go pu­pil­ka, po­czu­ła gwał­tow­ne bicie serca.

Czy istniała możliwość, by serce biło w innym miejscu?

 

Do dziś dnia ich prze­ży­cia od­bi­ja­ją się sze­ro­kim echem po­śród ogro­ma świa­tów ko­smo­su… – Do dziś dnia ich prze­ży­cia od­bi­ja­ją się sze­ro­kim echem po­śród ogro­mu/ ogromnych świa­tów ko­smo­su

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Poprawiłem według wskazówek.

Wiem, że to nie dla mnie i takich jak ja, ale skoro tu opublikowane, to sobie trochę pomarudzę.

Opowiastka wygląda jak wstęp, streszczenie lub może raczej zarys konkretnej historii. A tego za specjalnie nie lubię. Wolę poczytać coś, co ma mocniej zarysowaną fabułę – niech to będzie nawet scena, ale niech się tam coś dzieje. To takie moje mocno subiektywne uczucie.

Zaskoczyła mnie nagła wzmianka o postludziach i ich wirtualnej cywilizacji. Moja wyobraźnia podsunęła mi taki oko widok: jako jądro planety (lub blisko) komputer, obrośnięty skałami. I nie za bardzo przystające do siebie formy opisanych postludzi i ludzi, którzy bajdurzą przy ognisku (a przy okazji – czym palili w ogniskach?). Z jednej strony kosmiczne podróże, z drugiej prosty lud, żyjący pod ziemią. Powyższe wątpliwości chyba wynikają z lakoniczności tekstu i opowiedzenia o świecie po łebkach. Dlatego też trudno mi się zdecydować, czy jest interesująco, czy nie – za mało wiem, za słabo znam bohaterów.

Skoro jednak mnie to wszystko ciekawi i stawiam pytania, to znaczy, że jakiś potencjał jest :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Cóż, faktycznie było to bardzo szkicowe i nie zaspokajające. Zamierzam napisać opowiadanie, którego akcja rozgrywa się w takim (jednak nie dokładnie “tym”) świecie. Trochę czytałem o tidally-locked planetach w ekosferach, więc nastawiłem się na taki świat. Więc mój plan jest raczej taki, żeby naskrobać nowe opowiadanie niż dopełniać to.

Czekam więc z niecierpliwością :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Faktycznie, to tylko wstęp do opowiadania. Warto rozwinąć.

Nowa Fantastyka