- Opowiadanie: elvis_king - Wszystkie apokalipsy Józefa - Meteor

Wszystkie apokalipsy Józefa - Meteor

Przede wszystkim podziękowania dla betujących Naz i Mytrixa. Bez nich ten tekst byłby, albo raczej nie.

Poza tym ostrzegam, że może nie być to koniec, a początek serii – Józef może umrzeć jeszcze nie raz.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Wszystkie apokalipsy Józefa - Meteor

Epitafium

Pamięci miliardów ofiar, bezimiennych bohaterów, którzy poświęcili swe życie, by spełnić się mogły nasze postapokaliptyczne wizje.

 

Poznajcie Józefa. Był to całkiem zwyczajny facet. Dobrze zbudowany, krótko po trzydziestce, no i ciągle singiel. Gdyby któregoś z jego znajomych zapytać, co o nim sądzi, przede wszystkim powiedziałby, że to dobry człowiek. Nawet jego matka mawiała, że Józef to mądry chłopak, ale zbyt uczciwy, by coś osiągnąć. Pracował w branży reklamowej, ponieważ błyskotliwie umiał obchodzić się ze słowami. Być może zostałby poetą, nie miał jednak artystycznego zacięcia i odpowiednio wytrzymałej wątroby. Jeśli można w ogóle powiedzieć o kimś takim, że jest bohaterem, to raczej w typie tych „cichych”. Bez mrocznej przeszłości i fascynującej przyszłości. Zasadniczo to całkiem bez przyszłości i właśnie dlatego macie okazję go poznać.

Pewnego dnia Józef rozsiadł się na kanapie. Miał wolny wieczór, co nie zdarzało się zbyt często, więc otworzył piwo i włączył telewizor. Jeszcze nie wiedział, że właśnie dziś umrze. Zresztą uświadomić miał sobie to dopiero post factum. Wiele ważnych osób zdawało sobie z tego sprawę. Oczywiście nie z tego, że zginie dziś Józef, za bardzo się nim przecież nie przejmowali. W końcu w miarę uczciwie płacił podatki a na dodatek kupował dostatecznie dużo – konsument idealny. Wielcy tego świata świadomi byli natomiast nadchodzącej katastrofy, która odmienić miała cały glob. Nie informowali o tym publicznie, by nie wywoływać paniki. Było zbyt późno, by zrobić cokolwiek. Dla znakomitej większości ludzkości, wliczając w to naszego bohatera, nadchodził kres. Ci, którzy byli dość ważni lub dość bogaci po cichu zostali ewakuowani do przygotowanych zawczasu schronów. Józef nie spełniał żadnego z tych warunków. Jak większość mu podobnych żył w nieświadomości końca.

Wielki blok skalny, powstały przy formowaniu się Układu Słonecznego, pędził w stronę Józefa. No powiedzmy nie dokładnie. Jednak było to całkiem niedaleko. Józef nigdy nie miał szczęścia do bycia w samym centrum wydarzeń. Można wręcz powiedzieć, że ginąc tego dnia miał pecha. Choć może to jednak szczęście w nieszczęściu? Wielu bowiem z jego sąsiadów przeżyło pierwszy dzień apokalipsy. Niektórzy z nich umierali przez kilka dni pod gruzami zawalonych budynków, nie doczekawszy pomocy. Wielu wydostało się z betonowych pułapek. Poważniej ranni nie mieli w nowej rzeczywistości szans. Zasadniczo niewielu osobom starczyło czasu, by do niej się przystosować. Po dwóch miesiącach na gruzach osiedla zamieszkałego wcześniej przez kilka tysięcy ludzi wałęsało się już tylko kilka smętnych postaci.

Wróćmy jednak do Józefa. Pociągnął bowiem właśnie kolejny łyk piwa. Nie był to zwykły pilsner czy lager. Na dzisiejszy wieczór, pierwszy luźniejszy od kilku tygodni, przygotował trzy butelki Witbiera oraz kilka odcinków “Jerycho”. Jak na niego to całkiem spora dawka. Obracał w ręku szklankę z lekko mętnym płynem. Delektował się delikatnie cytrusowym, słodko-gorzkim smakiem. Bąbelki drażniły mu podniebienie. Tego właśnie potrzebował po pracowitym dniu, w którym zakończyli w firmie duży projekt. Jak on nienawidził tego słowa. Tu projekt, tam projekt – nikt już nie pracował normalnie – tworzyli projekty. W głowie czuł już delikatny szum. To on sprowadził tę plątaninę myśli. Wziął głęboki oddech, opanował chaos. Zdawało mu się teraz, że jest w siódmym niebie, wyrwany z codzienności. Jak jego wyobrażenia nieba były dalekie od rzeczywistości, miał się przekonać już za kilka chwil. Sięgnął ręką do miski z orzeszkami. Idealnie pasowały do “Jerycho”.

Gdyby teraz spojrzał przez okno pewnie zauważyłby, że coś jest nie tak. Wielu mieszkańców tej okolicy dostrzegło bowiem właśnie zbliżającą się kulę ognia. Najpierw daleką, być może nawet fascynującą, ale z sekundy na sekundę większą, groźniejszą. Jednak czy coś im to dało? Przed nadchodzącą zagładą nie było ratunku – nie było się jak ukryć czy zabezpieczyć. No może niektórzy zdążyli jeszcze zobaczyć całe swoje życie, wrzasnąć czy spanikować, obiecać poprawę jeśli przetrwają lub skierować ku niebu jakiś akt strzelisty. Józef nie miał okazji zrobić nawet tego. Udał się bowiem w miejsce ustronne, by pozbyć się nadmiaru płynów. Wtedy właśnie na niebie zrobiło się całkiem jasno, a w zetknięciu z powierzchnią rozpalona skała eksplodowała z siłą dziesiątek megaton trotylu. Nasz bohater nie miał okna w toalecie. Może tak było lepiej?

Budynek, w którym mieszkał, wyglądał solidnie, jednak przegrał z potężną falą uderzeniową. Blok z wielkiej płyty runął, jak kilka sąsiednich, osłaniając te, które znajdowały się w głębi osiedla. Jak już wiecie, Józef nie przeżył apokalipsy, podobnie jak większość jego najbliższych sąsiadów. Zapewne domyślacie się, że zginął w tym miejscu, do którego nawet król chadzał piechotą, przygnieciony tonami betonu, nie zdążywszy zorientować się, co go zabiło. Spieszę was jednak poinformować, że umarł godnie, zdążywszy przed śmiercią zapiąć rozporek i umyć ręce. Zagadką pozostaje natomiast, czy opuścił klapę, ponieważ nie wiedzieć czemu wszyscy bardziej przejmują się historią tych, którzy przeżyli koniec świata.

Koniec

Komentarze

To jest… Nie… To jest takie, że aż prychnąłem na końcu. Nie, no na serio spodziewałem się też końca w stylu “Józef uratował cały świat jednym… kichnięciem” :D

Przynajmniej porządnie napisane :)

Koncówka – miszczostwo! :D

F.S

Mnie opowiadanie zasmuciło :( Ukazuje szarość życia w niewybredny sposób. Gdzieś tam była matka, która go kochała, gdzieś tam byli wielcy ludzie rządzący światem, gdzieś tam zaczął się już koniec świata, a Józef siedział samotnie, popijając piwo i ograniczając swoje myśli do pracy. Nawet jego poświęcenie nie było takim prawdziwym poświęceniem jakie opisano w epitafium. Nie był bezimiennym bohaterem, zginął przez przypadek, o jego śmierci zdecydował margines błędu. 

To pewnie duża, oj duża nadinterpretacja, no ale wybacz mi autorze, bo tekst się spodobał nie tylko z racji tego, że był ładnie napisany i ciekawy, ale również dlatego, że dostrzegłam takie pochylenie nad losem zwyczajnych ludzi.

Pamięci miliardów ofiar, bezimiennych bohaterów, którzy poświęcili swe życie przecinek by spełnić się mogły nasze postapokaliptyczne wizje.

Ci, którzy byli dość ważni lub dość bogaci po cichu przecinek byli ewakuowani

Wielki blok skalny, powstały przy formowaniu się Układu Słonecznego, pędził – tu z kolei przecinki wydają mi się zbędne, ale ręki do ucięcia nie nadstawiam 

obiecać poprawę przecinek jeśli przetrwają

Budynek, w którym mieszkał przecinek wyglądał solidnie, 

Jak już wiecie przecinek Józef nie przeżył apokalipsy

nie zdążywszy zorientować się przecinek co go zabiło.

Zagadką pozostaje natomiast przecinek czy opuścił klapę

Wydaje mi się też, że ciut  za dużo słówka być w odmianie.

 

Ciekawy i dobrze napisany szorcik. Ostatnie zdanie daje do myślenia, ale taka jest prawda – opowiadać można o tych, którym udało się przeżyć. Ci, co zmarli, nie mają już nic do powiedzenia. No chyba że to fantastyka.

Smutne to, ale nie dlatego że Józef nie przeżył i nie dlatego, że uderzył meteor. Smutne, bo większość z nas jest takim właśnie Józefem i tylko niewielu ma talent i odpowiednio wytrzymałą wątrobę, by zostać kimś więcej niż zwykły zjadacz chleba. Z drugiej strony można być szczęśliwym Józefem, nie tworząc wcale poematów.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Twoja wizja – której początkowo nie rozumiałam, dopiero później odkryłam jej urok – jest błyskotliwa. Trudno pisać o zwykłości, zwłaszcza w apokaliptycznych okolicznościach. A tobie wyszło bardzo zgrabnie :) Bemik kliknęła, więc też już mogę (jako betująca nie chciałam wyrywać się przed szereg).

 

Bemik, tam z Układem Słonecznym jest wtrącenie, dlatego zalecałam przecinki po obu stronach. Można by ryzykować bez, ale tak jest chyba czytelniej.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Od siebie tylko dorzucę, że tekst i jego przesłanie spodobały mi się jeszcze zanim autor uwzględnił sugestie moje i Naz i wprowadził własne zmiany ku lepszemu ;)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Naz, właśnie tak myślałam, że zostało potraktowane jako wtrącenie, dlatego nie dawałam łapki do ucięcia. Sądzę, że obie wersje (z przecinkami i bez nich) mogą zostać uznane za poprawne. Mnie jakoś bardziej pasowało bez przecinków. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Duży plus za motto. Właśnie sobie wczoraj uświadomiłem, jak trudno jest mi napisać ciekawe opowiadanie, w którym nikogo nie uśmiercam!

Kilka bardzo ładnych zdań – właściwie większość pierwszego akapitu to takie perełki, podobnie zakończenie. Czyli bardzo dobrze rozłożone akcenty – tekst wsysa i pozostawia na końcu dobre wrażenie.

Straszą natomiast te puste miejsca po przecinkach, oprócz wypunktowanych przez reg, choćby tutaj: Dobrze zbudowany, krótko po trzydziestce (+,) no i ciągle singiel.

Ale wciąga, więc liczę na realizację zapowiedzi z przedmowy.

 

P.S. Też mnie wkurza mówienie o “projektach”.

Cobold, widzisz więcej niż zwykły człowiek?

Widzisz reg?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jak to możliwe, że reg tu jeszcze nie było?

 

Kajam się bemik, zwracam honor i idę na karnego jeżyka :-(

“trzy butelki Witbier’a“ – Witbiera

 

“Jak jego wyobrażenia nieba były dalekie od rzeczywistości“ – Nieba przez duże N

 

Mnie nie wkurza mówienie o projektach, za to zdecydowanie do odstrzału są kejsy i progresy ; D

 

Szort – jak dla mnie – lekko chaotyczny. Niemniej rozumiem zamysł i, jak na krótką formę, tę uważam za całkiem udaną. Tyle, że nie zostanie mi ona w pamięci. Ot, krótki przerywnik na wieczór.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

A ja się chciałem dowiedzieć, dlaczego jest mowa o meteorze? Meteor to świetlny ślad pozostawiony na niebie na skutek wejścia w atmosferę meteoroidu. I od razu dopowiem, że meteoroid na pewno nie zrobi nam krzywdy, z definicji jest zbyt mały. Myślę, że chodzi i asteroidę, czyli inaczej planetoidę. Na marginesie tutaj jest symulator, w którym można solidnie grzmotnąć w Ziemię i zobaczyć jakie będą efekty ;-)

A samo opowiadanie? Czytało się bardzo dobrze, ale jakoś nie wzbudziło moich emocji. Muszę sprawę przemyśleć.

 

EDYTKA: Jak już się czepiam, to jeszcze wspomnę, że dziesiątki megaton TNT, to apokalipsy nie wywołają. Dziesiątki tysięcy megaton TNT, poważnie sponiewierają okolicę, w której dojdzie do uderzenia. Na apokalipsę potrzeba znacznie więcej.

Przy okazji, ciekawi mnie Wasze zdanie. Czy uważacie, że w sytuacji, jak w opowiadaniu dałoby się zachować w tajemnicy fakt zbliżania się zagłady?

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Haha Coboldzie, wziąłeś Bemikowe poprawki za Reg. ? :D czyli pojechałeś na pamięć nie patrząc na znaki… oj nieładnie ;P

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

“Jedna śmierć to tragedia, milion to statystyka”, a Ty szukasz innego wyjścia? ;-)

OK, ciekawe spojrzenie na temat. Ale jakoś nie przekonało. Acz pocieszyła mnie informacja, że zdążył umyć ręce.

Plotki z SB o zbiegłych przecinkach się potwierdziły. ;-)

KPiachu, uważam, że nie dałoby się utrzymać w tajemnicy. Taki duży obiekt nie pojawił się znikąd, już od dłuższego czasu musiał być widoczny, a astronomowie niekiedy patrzą w niebo i nie mają oporów przed dzieleniem się spostrzeżeniami. Zwłaszcza, jeśli można przy tym nazwać jakiegoś kamora. Przecież na samym początku nikt nie wiedział, w co skała celuje.

Babska logika rządzi!

Dzięki za wszystkie opinie.

Szczerze KPiachu z różnicy między meteorem a meteorytem sprawę sobie zdaję – chodziło mi o to zjawisko acz nie sprawdziłem i w pierś się biję czy występuje ono w wypadku większych obiektów, które przynajmniej dla jakiegoś kawałka świata przyniosły by apokalipsę.

Finklo – przecinki powstawiane.

Joseheim – z niebem to bywa różnie w zapisie, według mojej elektronicznej wersji Biblii tysiąclecia zapisuje się je przynajmniej w kilku miejscach (całej nie przejrzałem) z małej litery.

Przeczytałam, że był sobie porządny Józef, siedział i popijał piwo, potem poszedł się wysikać, a w tym czasie ognista kula gruchnęła w blok.

Jestem nieco skonfundowana, bo wszystkim się podoba, a ja nie bardzo wiem, o co tu chodzi. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg. Wklejam moją rozkminę z bety:"Tekst jest o tym, że w opowiadaniach (filmach, grach) apokaliptycznych/post apokaliptycznych nikt nie interesuje się bohaterami, którzy zginęli w wyniku zagłady, a wszyscy skupiają się na tych, którzy przeżyli i jakoś tam sobie radzą na dłuższą lub krótszą metę (co jest w miarę logiczne, bo to właśnie kwintesencja postapo).

Tutaj autor (na przekór?), mało mówi o genezie apokalipsy a pokazuje historię Józefa, jednego z wielu, którzy w tekstach około apokaliptycznych, giną miliardami. Siłą rzeczy autor skazuje swój tekst na bycie krótkim, bo jego bohater ginie i nie ma o czym dalej pisać. Zgodnie z założeniem, żeby nie pisać o tych co przeżyli.

Jak dla mnie autoironia."

a sam autor podsumował to tak: "No pomysł powstał przy okazji mojego pierwszego tekstu postapo, kiedy to sobie pomyślałem o tych, którzy nie przeżyli."

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mam podobne zastrzeżenia co KPiach, ale tekścik napisany tak sympatycznie, że sobie kliknę.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Po przeczytaniu wzruszyłem ramionami. No zginął, i? Lekki chaos w przemyśleniach też nie dodaje tekścikowi uroku.

Dołączam zatem, do nie tyle co skonfundowanych, co nie zachwyconych. Chociaż napisane przyzwoicie, pomijając kwestie zasadnicze, co tak właściwie pierdykło – meteor czy asteroida.

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zakończenie zupełnie mnie zaskoczyło. Nie tego się spodziewałam. Sam tekst lekko napisany, ale końcówka zaskakuje i daje do myślenia. Choć mało wiarygodny dla mnie jest fakt, że Twój bohater nic nie widział i nic nie słyszał.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Marudna jestem, więc się jeszcze poczepiam ; P Elvisie, czy nie widzisz różnicy pomiędzy tymi zdaniami?

“Jak jego wyobrażenia nieba były dalekie od rzeczywistości“

“Wtedy właśnie na niebie zrobiło się całkiem jasno“

 

To dwa różne nieba. Chyba nie miałeś na myśli, że bohater ma jakieś niecodzienne wyobrażenia nieba w sensie “tego czegoś, co widzimy nad głowami, jak wyjdziemy na zewnątrz”? ; ) A powoływanie się na Biblię to akurat nieprzekonujący – przynajmniej mnie – pomysł, bo tam oczywiste jest, że mówimy o Niebie w sensie miejsca, dokąd prawi trafią po śmierci, a nie o niebie w sensie firmamentu.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Cześć.

Tak, wiem, że się narażę. Po prostu wierzę, że opinie są coś warte wówczas, gdy są rzetelne. Bez względu na to, czy ładne i miłe.

  1. Interpunkcja nieco szwankuje. Nie sprawdziłem, czy bemik wskazała wszystko, być może. Było nieźle, ale nie idealnie.
  2. Czy “Jerycho” to o serialu? A nie przydałby się cudzysłów, aby było to jaśniejsze (i do tego właściwa fleksja)?
  3. Fabuła: OK, spodziewałem się czegoś w tym stylu. Jest i to wystarczy tym razem.
  4. Humor: nie wszyscy lubią wszystko – stare porzekadło (co najmniej moje). Według mnie nie było ani zabawnie, ani oryginalnie. WEDŁUG MNIE niepotrzebne było przebijanie się przez kilka minut treści, aby dotrzeć do nomen omen “źródła”.

    Za wiele rzeczy w tekście zdradzało, że nie stanie się nic godnego uwagi. Że po prostu nastąpi koniec.

Oczywiście z łatwością da się rozpocząć temat typu: czemu obiekt z Układu Słonecznego, skoro mówi się, że jeśli walnie w nas jakiś bolid, to prawie na pewno spoza tego układu? Czemu nie było najpierw bombardowania odłamkami? Czemu obiekt nie wybuchł na chwilę przed zetknięciem z Ziemią (jak sugeruje to jakieś fizyczne zjawisko, którego nazwy nie pamiętam, a właściwe dla wielkich obiektów zmierzających do powierzchni Ziemi)? Tak, to pierdoły. Ale co komu szkodzi, by zastosować aktualne wiedzę i trendy fizyczne, miast tworzyć nowe?

 

Chyba niepotrzebnie, a jednak.

Czego zabrakło?

Według mnie starań o to, aby było oryginalniej. Gdyby miało to sens, to dałoby się łatwo znaleźć na tym forum teksty w bardzo podobnym “klimacie”, co ten. Czyli do popularnego schematu zastosowano inną fabułę (tak np. Linkin Park tworzy część swoich piosenek). Możliwe, że podczas tworzenia tekstu trafiło się grono osób o podobnym poczuciu humoru i już nie było szans na odstępstwa od konwencji. I chyba nikt nie zwrócił uwagi na to, że istnienie tekstu przed finałem też mogłoby mieć jakiś sens. Bo gdyby było inaczej, to równie dobrze można by napisać 200k znaków o zwykłym życiu zwykłego obywatela, by na koniec spuścić bombę na kibel. Prawda?

Dlatego uważam, że zabrakło kilkakrotnego postawienia pytania “po co?”.

 

Czasami o tym przypominam, aby ktoś, kto to czyta, zrozumiał moją intencję.

Czytam sporo i są to książki i inne twory o rozmaitej tematyce, jak i walorach. Sporo też oglądam, więc nie jestem skrzywiony w stronę książek. Zawsze mam wybór, czyli nie czytam dlatego, bo muszę akurat poznać treść tej czy innej umowy. Dlatego ZAWSZE odrzucam coś, co jest nudne bądź staje się nudne. Jeśli nie zainteresuje w 15 minut, to znika. Jeśli zacznie nudzić po 3 godzinach, to znika.

Moim kryterium jest głównie to, czy tekst jest ciekawy (nie to, czy jest poprawny, czy poważny, czy oryginalny). Jeśli nie jest, to autor popełnił największy moim zdaniem błąd autora, a jego dzieło zasługuje na zapomnienie.

A Waszym zdaniem?

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Joseheim – ja całkowicie rozumiem Twoje zastrzeżenia, ale tak się głośno zastanawiam (stukając w klawiaturę) czy owo rozróżnienie na niebo niebieskie i Niebo niebiańskie powinno być powodem wprowadzania zapisu małą czy dużą literą? Bo kiedy znajduję w literaturze Niebo/Niebiosa to raczej jest ono wyróżnione z przyczyn religijnych w przeciwieństwie do dwóch pozostałych eschatycznych miejsc/stanów wyróżnianych w tradycji katolickiej czyli czyścca i piekła. No chyba, że potraktujemy tutaj je jako nazwę własną konkretnego miejsca. Jako osoba zajmująca się sprawami owych stanów niemalże na co dzień zwykłem pisać niebo z małej litery, ale wiem, że w tym wypadku oba zapisy są dopuszczalne.

Szczerze powiem, że odkąd o tym napisałaś mocno się zastanawiam co z tym fantem zrobić.

 

Dalej

Piotrze – no dla mnie ten tekst jest właśnie dokładnie o tym, o czym napisałeś. O tym co jest ciekawe, ważne dla nas i jak traktujemy to wszystko co nie wybija się poza ową zwyczajność. A chyba wciąż przesuwamy granice tego co jest wstanie nas zainteresować.

Mytriksie, dziękuję za wyjaśnienia. Ideę powstania tekstu zrozumiałam, tylko że w opisanym przypadku nie widzę nic zajmującego.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tym razem komentarz Piotra podoba mi się bardzo!

 

No i KPiach przyszedł i cisnął asteroidę w tekst. Czy jednak tylko meteoroid? :)

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

@ Reg. – Zwykła sprawa, że różne rzeczy, różnych ludzi zajmują ;)

A komentarz Piotra i mi się spodobał, ciekawie przedstawił swój punkt widzenia :) a i odpowiadając na postawione przez Piotra pytanie:

Uważam, pomysł autora za ciekawy. Próba poruszenia być może irracjonalnego tematu, ale po komentarzach (owszem podzielonych) widzę, że nie tylko mi i Naz (jako betującym) tekst przypadł do gustu i nie tylko nas rozbawił, choć masz rację, humor jest sprawą bardzo indywidualną :) Po co więc napisane? A choćby po to, żeby kilka osób się uśmiechnęło. :)A także by otrzymać szerokie spektrum komentarzy i by autor mógł się rozwijać. Teraz zastanowi sie np. czy w kolejnym tekście nie wykorzystać aktualnej wiedzy z różnych dziedzin (bądź to zlekceważy) ;)

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Zasadniczo niewielu osobom starczyło czasu, by do niej się przystosować.

Zmieniłbym szyk na “by się do niej przystosować”. Spróbuj powiedzieć na głos obie wersje i zdecyduj ;)

 

Pewnego dnia Józef rozsiadł się na kanapie.

“Niesamowite zawiązanie akcji!” – tak pomyślałem, ale potem zrozumiałem, że cały tekst opisuje prozaiczne czynności w niezwykłych okolicznościach. 

 

Wielki blok skalny, powstały przy formowaniu się Układu Słonecznego, pędził w stronę Józefa. No powiedzmy nie dokładnie. Jednak było to całkiem niedaleko. Józef nigdy nie miał szczęścia do bycia w samym centrum wydarzeń.

Super kawałek. Bardzo dobrze oddałeś tym przeciętność Józefa.

 

Ogólnie to niezbyt mi się podobało. Na koniec stawiasz ciekawe pytanie, ale nie dajesz odpowiedzi. Poza tym początek jest strasznie nudny. Poświęcasz około 1/7 tekstu na opisanie bohatera, który jest nijaki, nudny. Lepiej byłoby zacząć już od drugiego akapitu – w jednym zdaniu wspominasz, że siedzi na kanapie jak Ferdek Kiepski, a w kolejnym, że zaraz umrze jak zresztą wszyscy. Opis można by przerzucić gdzieś dalej i skrócić. Albo w ogóle nie opisywać – zgodnie z zasadą “pokazuj, nie opisuj”. 

I jak się zastanowić nad odpowiedzią na końcowe pytanie, to stwierdzam, że bardziej przejmuję się historią tych, którzy przetrwali, bo są ciekawszymi bohaterami. Józefem w ogóle się nie przejmuję, bo w tej swojej przeciętności jest nijaki. A mógłby być przeciętny a przy tym jakiś. Tak więc szort właściwie nic nie wnosi. 

Podsumowując: wolałbym, żeby było krócej i mocniej. I może warto by się zastanowić nad rozbiciem tych długich akapitów na mniejsze. 

 

Dzięki wielkie za komentarze – nie spodziewałem się, że ten akurat tekst może tak bardzo podzielić czytelników, ale to chyba dobrze. Pisząc go miałem świadomość wad tego Józefa jako bohatera czegokolwiek i właśnie dlatego takowego wybrałem. Tekst miał być i humorystyczny i z bardzo konkretnym przesłaniem/pytaniem na które chyba większość czytających tak czy inaczej odpowiedziała.

Dodam, że następny Józef będzie nieco inny, bo tekst też będzie podejmować inny temat. Starałem się dopasować tego Józefa do problemu jaki pojawił się w mojej głowie i który chciałem przelać na papier. Właśnie z tego powodu opis bohatera i dość szybka informacja o jego śmierci.

Ostrzegam najbardziej krytycznych, że będą pierwsi na mojej liście zaproszonych do betowania ;-)

Dobrze zrozumiałem – będą jeszcze inne apokalipsy Józefa? Jeśli tak i jeśli tekst nie będzie dłuższy niż 10k znaków, to zapraszaj mnie śmiało, bo podoba mi się pomysł na serię :)

No pracuje nad kolejnym tekstem pewnie trochę dłuższym od tego ale nie sądzę by ostatecznie był powyżej 10k. W głowie i na kartce są natomiast dwa kolejne pomysły.

Gładko się czytało. Pochwała za warsztat i prosty, ale sugestywny styl. Kilka zdań bardzo fajnych. Tylko że szort o niczym, przez to się nie spodobał. Myślałem, że choć pokażesz jedną postapokaliptyczną wizję, a tu klops, nie ma. Bohater pił browca, wysikał się i umarł. :/

 

edek: Widzę tag “postapo” a w tekście nic takiego nie dostrzegłem.

 

 

Bo to jest preapo :D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Przyznam, ciekawe podejście do tematu :) Niezła zabawa konwencją, uczynić bohaterem postapo osobę, która zginęła w trakcie apokalipsy.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Blackurn – przeczytaj jeszcze raz – sprawie postapo poświęciłem niemalże cały akapit, w innym wspomniałem o serialu Jerycho, zresztą preapo stanowi czasem ważny element postapo. A już tak najbardziej poważnie to tekst powstał jako meta postapokaliptyczny.

Wicked G – prawdziwym sprawdzianem pewnie będzie druga apokalipsa Józefa, której UWAGA SPOILER – także nie przeżyje – KONIEC SPOILERA.

Biedny Józef. Tyle niebezpieczeństw na każdym kroku. A wszystkie śmiertelne… ;-)

Babska logika rządzi!

elvisie, jesteś autorem tekstu, więc pewnie masz rację. Ja, czytelnik, jednak zostałem odrobinę zmylony, bo nastawiłem się na świat postapo, ale nic takiego nie zobaczyłem. Epitafium i kilka rozwalonych bloków to za mało. A seriali nie oglądam.  Czytam Twój tekst, żeby zobaczyć Twoją wizję postapo, ale jeszcze raz zaznaczę, że jej nie poznałem. Dlatego taką miałem uwagę. Ale oczywiście  można przyjąć, że nie mam racji, co nie zmienia mojego odbioru opowiadania.

Krótko po trzydziestce mi raczej nie brzmi. Powinno być niewiele/tuż po trzydziestce. Rozumiem chęć pochylenia nad losem maluczkich, przeciętnych, słabych. Rozumiem jako człowiek, ale jako czytelnik stwierdzam jednak, że to nie dla mnie.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Późno bo późno, ale przychodzę!

I cóż mogę rzec? Warsztatowo lepiej, choć wciąż pojawiają się niedociągnięcia, interpunkcja średnio.

Historii właściwie nie ma, bo po prostu opisujesz śmierć Józefa… Swoją drogą, znasz Jurija Siemieckiego?

Jakbyś robił cykl o zabijaniu bohatera, to ten gość byłby jak znalazł ;)

 

Podobało mi się natomiast zakończenie – niby nic wielkiego, a jednak takie ironicznie dowcipne, sprawia, że wspomnienia z tekstu pozostają pozytywne ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Luke, świetny przykład! Niezłą grę sobie Rosjanie wymyślili…

Babska logika rządzi!

Nie znam, ale zrobię risercz. Zwłaszcza, że powoli kończę pracę nad drugim odcinkiem serii pod wszystko mówiącym tytułem “Mięso”.

Matko jedyna, spadnie mu z kosmosu udziec wołowy na łeb? ;-D

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Może coś go zeżre… ;-)

Babska logika rządzi!

Dlaczego wołowy – wolno gotowana szynka z marsjańskiej owcy – dostępna w każdej Biedronce w czasie tygodnia marsjańskiej. Nie ma tak łatwo – nie będę spoilerował.

Interesujący króciak. W dziwny sposób interesujący – czytając pierwszy akapit pomyślałam sobie “o jeżu, nudniejszego bohatera już się chyba nie da wymyślić”. Potem dotarłam do ostatniego zdania tegoż akapitu i zdanie to uśmiechnęło mnie, co udało się potem i jeszcze kilku innym zdaniom, choć zgodzę się, że ogólnie to smutna jest dola Józefa i przesłanie utworu.

Wydaje mi się, że brakuje nadal sporo przecinków. W dwóch miejscach przemyślałabym dobór słów:

 

Po dwóch miesiącach na gruzach osiedla zamieszkałego wcześniej przez kilka tysięcy ludzi wałęsało się jeszcze tylko kilka smętnych postaci.

“Jeszcze” zamieniłabym tu na “już” – bardziej kojarzy się z ubywaniem, lepiej pasuje do kontekstu.

 

Jak jego wyobrażenia nieba były dalekie od rzeczywistości, miał się przekonać dopiero za kilka chwil.

Tutaj podobnie zamiast “dopiero” proponowałabym “już”. Uzyskałbys według mnie lepszy efekt budowania napięcia. Jak słyszę “już za chwilę…”, to bardziej wyczekuję co będzie dalej, niż gdy usłyszę, że dowiem się czegoś “dopiero (gdy cośtam cośtam)” .

Werweno dzięki za opinię, która jednak skreśla Cię z listy kandydatów do betowania drugiej części (się pisze). Rzeczywiście Twoje propozycje lepiej oddają to co chciałem powiedzieć – już poprawiam.

Mnie się całkiem podobał ten przewrotny pomysł opisania szeregowego bohatera, który musiał zginąć, żeby wymiatacze  mogli walczyć o przetrwanie w postapo ;) Jest w tym coś metaliterackiego, miła zabawa konwencją. Do tego napisane poprawnie. Zresztą bohater lubi witbiery, zdecydowanie zasługuje na kliknięcie.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Mirabell – cieszę się, że trafiłem w Twój gust, zwłaszcza, że to też mój gust. Witbiera spożyję za Twoje zdrowie ;-)

Dlaczego ten tekst nie jest w biblio… och, wait.

 

Generalnie nie widzę tu nawiązania tytułu i początkowego – bardzo fajnego – epitafium do treści. Do tego brak mi wciąż kilku przecinków, głównie przy wtrąceniach i mam ciężki jak asteroida zarzut fabularny. Jeśli nie dokładnie w Józka – skuli tego imienia cały czas w tym opowiadaniu widziałem kogoś, kto kto kiedyś miał we mnie przyjaciela – ale gdzieś zupełnie niedaleko, pierdyknął meteor czy inne ciało niebieskie, który miał spowodować zagładę całej ludzkości, to po pierwsze, nie tylko z całego osiedla, ale i generalnie obszaru na co najmniej kilka kilometrów kwadratowych, nie powinno zostać absolutnie nic. Zero budynków, pod zwałami których mogłyby zginąć lub utkwić Józki tego świata, a z ruin których Niejózki mogłyby się wygrzebać. Wszystko to powinno zamienić się w parę i pył. Tak, jak to opisujesz, wygląda to raczej na katastrofę lokalną, nie globalną, szczególnie, że dziesiątki megaton to niewiele w sumie. I to naprawdę niewiele.

Jest taka zajebista stronka-symulator, gdzie można sobie pozrzucać dowolnie wybraną bombę atomową na dowolnie wybrany obszar i zobaczyć, jaki będzie obszar ulegnie pacyfikacji. 

(UWAGA! WCIĄGA!)

http://nuclearsecrecy.com/nukemap/classic/

Zresztą, jak wynika z danych z tej stronki, największa bombka, Tsar, ma moc stu megaton, a i tak nie wygląda na taką, co byłaby w stanie rozpierdzielić nam glob.

Nie wierzę też, że informacja o zbliżającym się pierdolniku zdołała aż do samego końca zostać tajemnicą. Na świecie istnieje od groma wszelkiej maści astronomów-amatorów, półprofsjonalnych, pozarządowych obserwatoriów i inne takie, więc nie ma możliwości, żeby nikt na całym globie jej nie zauważył odpowiednio wcześniej i nie zaczął siać paniki. Poza tym coś, co jest na tyle duże, by unicestwić świat, musiałoby być widoczne na niebie gołym okiem od, no mniej więcej, kilku dni.

No, ale poza tym jest fajnie.

(ACHTUNG! SPOILER! Choć i tak nie ukrywasz, jak się to skończy)

Generalnie, gdyby streścić cały ten tekst, wyglądałoby to tak: wszedł chłop do kilba i zginął, bo koniec świata. Szału bez. A jednak, oraz pomimo faktu, że już na początku zdradziłeś finał, zdołałeś zrobić z tego zupełnie ciekawą i przyjemną opowiastkę. Mamy humor bez rzucania dowcipami, mamy w tym jakąś taką mądrość mimo prostoty i pozornej płytkości, mamy kilka zdań, które same w sobie były warte przeczytania, mamy fajną, ładnie podsumowującą wszystko puentę, będącą jednocześnie komentarzem do czegoś większego. Słowem lub kilkoma, klasyczny przykład tego, co zawsze powtarzam. A powtarzam, że od dobrej historii lepsza jest dobrze opowiedziana historia.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Ach cieszę się jak małe dziecko. Jeszcze raz dziękuję betom – czyli Naz i Mytrixowi. To oni pomogli doprowadzić ten tekst do użytku. No oczywiście dziękuję też wszystkim komentujących za pozytywne i negatywne uwagi. Jeśli chodzi o pisarstwo fantastyczne stawiam pierwsze kroki więc staram się z waszych opinii wyciągnąć jak najwięcej. Co do samej katastrofy to znając karmę Józefa zabił go fragment asteroidy, która spowodowała apokalipsę. Reszta twoich uwag Cieniu pewnie zdecydowanie bardziej trafiona – jeszcze kilka lat temu coś by może się prześlizgneło – teraz musiał by to raczej być jakiś przedziwny zbieg okoliczności by walneło nas coś tak dużego bez ostrzeżenia – nawet jeśli nie mieli byśmy żadnego ratunku. Oczywiście poza Brucem Willisem. Odpaliłem sobie przy okazji Cara nad domem i kabum było naprawdę duże. Pewnie ktoś może mnie oświecić, ale przypuszczam, że eksplozja bomby przy tej samej ilości energii była by bardziej niszczycielska, choćby ze względu na optymalizację wysokości eksplozji i szersze spektrum środków rażenia. A na koniec tego przydlugiego komentarza pisanego na telefonie bije się w pierś i obiecuję poprawę w kwestii przecinków mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.

Podobało mi się :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka