- Opowiadanie: Mytrix - Kontakty międzyludzkie

Kontakty międzyludzkie

Publikacja z przymrużeniem oka. 

Szort – jaki jest każdy widzi.

 

Dzięki dla Blackburna za poprawki techniczne :)

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Kontakty międzyludzkie

Razu pewnego zawitałem w “Księgarni u Ewy”, by zakupić kalendarz. Ot, zwyczajna sprawa na przełomie roku. Przemiła Ewa zawsze dorzucała do zakupów lizaki. Jako szczęśliwy posiadacz pachnącego nowością kalendarza i lizaka, opuściłem Ewę.

Tuż po wyjściu z księgarni, napadł na mnie łysy dresiarz. W pierwszej chwili – szok! No bo skąd dresiarz pod księgarnią? Krzyczał, bym oddał mu swój telefon (bo przecież nie lizaka). Gdy chciał mnie kopnąć, wykazałem się sprytem i przytomnością umysłu. Przed nogą oprawcy zasłoniłem się moim nowym nabytkiem. Dresiarz kopnął w kalendarz. Zadowolony ze swej przebiegłości, pozostawiłem nieboszczyka przed księgarnią. Zajadając lizaka, wróciłem do domu nie nękany już przez nikogo.

Do mojego mieszkania na drugim piętrze postanowiłem wjechać windą. Drzwi windy pomału się zamykały, gdy dostrzegłem staruszkę z siódmego piętra. Biegła w moją stronę jak po złoto olimpijskie. Mówię sobie: “osoba starsza, trzeba wykazać się kulturą”. Życzliwie przytrzymałem drzwi. Gdy weszła, zapytała, czy nie mogę rzucić okiem na przyciski i wcisnąć siódmego piętra. Rzuciłem więc narządem wzroku i odbił się od ósemki opisanej “wyjście na dach”. Jako że szkoda mi było drugiego mego oka na rzut marnować, zełgałem, jakobym trafił za pierwszym razem. Pewnie się babcia zdziwi, gdy wysiądzie, że jej mieszkanie nagle stało się takie przewiewne.

Mama zawsze powtarzała mi: “nie wsadzaj niczego do kontaktu, bo cię prąd kopnie”. Ciekawość wreszcie wygrała. Kalendarz okazał się zbyt duży na dziurki w kontakcie, więc użyłem patyczka po lizaku. Wepchnąwszy plastikowy przedmiot do gniazdka, przyjrzałem się memu dziełu z zadowoleniem. Wszystko dobrze przemyślałem. Plastik nie przewodzi prądu, a patyk włożyłem niepoślinioną stroną. Jak na mój ograniczony rozum, nic nie mogło się stać. Nic bardziej mylnego. Gdy tylko odwróciłem się plecami do kontaktu, wylazła z niego wielka noga przyodziana w bucior typu glan. Takiego mi kopa w dupę zasadziła, że przez tydzień nie mogłem usiąść. Już nigdy nie zwątpię w to, co powtarzała mi mama. Prąd zdecydowanie kopie.

Koniec

Komentarze

Jest na portalu autor, który publikuje tu teksty w stylu bizarro, choć ich tak nie oznacza. Nick autora: Thrain. Jego teksty są tylko dla wytrwałych i lubujących się tej formie.

 

edit: odnośnie Twojego pytania, to odpowiedź będzie zależała od czytelnika. Jeden stwierdzi, że to omamy bohatera, a drugi uzna. Najlepszym testem jest Brzytwa Lema – definicję można łatwo znaleźć.

 

edit edyty: o masz, ale wyszło dziwnie. Mój komentarz dotyczy pytania, które autor zadał jeszcze w wątku betowania, a wylądował już w open space. 

 

 

Jeszcze jedno: po korekcie powstało bliskie powtórzenie słowa “winda”.

 

 

Co za urocza dosłowność :) Bardzo, bardzo fajne :)

F.S

@ Blackburn – coś z tą windą pomyślę, na Tharaina już się natknąłem/nadziałem? :) Brzytwę Lema właśnie googluję

@ FoloinStephanus – dzięki za ocenę

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

OK, sympatyczny tekścik. Zgadza się, dosłowne potraktowanie frazeologizmów może dać ciekawe efekty.

Ale wygląda na raczej przypadkowy zbiór gagów, przydałaby się jakaś linia fabularna.

Babska logika rządzi!

Szorciak sympatyczny, uśmiechnął nawet.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Cześć.

A według mnie gorzej niż jakaś przeciętna na tym forum.

Nudno, przewidywalnie, wręcz nachalnie. Siłowe podejście do śmiesznego tekstu. Wyszło właśnie siłowo.

Nie podobało mi się, bo to bardzo słaby i niezabawny tekst. Być może dlatego, że podobną jakość i chyba dwa z trzech “motywów” tworzyłem i wykorzystywałem już w szkole średniej w jakichś moich tekstach.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Parę zdań naprawdę fajnych i ciekawych, ale jako całość niezbyt mi się podobało.

 Dodam do tego, co pisałem w becie: jako warsztatowa wprawka, tekst jest okej. Szorty to dobra forma do treningu. Nie można jednak zapominać o czytelniku (to moja opinia – widzimisię). Nawet w krótkiej formie warto utrzymać spójność / ciągłość historii czy fabuły. A gdy okrasisz ją jeszcze ciekawym twistem, to już naprawdę nieźle. Humor ma tę specyfikę, że trafi w gust albo chybi, więc albo wyjdzie fajnie, albo tekst spalony. Nie jest źle, ale zachęcam do tworzenia spójnych historii. Pozdrawiam B. ;)

Odniosłam wrażenie, że znalazłam się w podrzędnym kabarecie i, przykro mi to mówić, nic mnie w Kontaktach międzyludzkich nie rozbawiło, a już najmniej wykorzystanie wyświechtanych związków frazeologicznych.

Do tego w dwóch pierwszych akapitach jest sporo powtórzeń: Ewa pojawia się trzy razy, kalendarz aż cztery, księgarnia też cztery, są także cztery lizaki. Jak na tak niewielki fragment, jest tego zdecydowanie za dużo.

 

W pierw­szej chwi­li – aszok! – Co to jest aszok?

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, szukam w tekście słowa “aszok”, ale nie mogę znaleźć. Sprawdzam w oryginalnej betowanej wersji i też nie ma. Gdzie znalazłaś to słowo?

No, w powyższym zdaniu był aszok, zamiast szok. Teraz go nie ma, ale kiedy czytałam tekst, przysięgam, był?

Teraz moje pytanie jest bezzasadne.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmm… Jakiś portalowy chochlik psikusy robi. ;)

Nie wykluczam też, a nawet uważam za wielce prawdopodobne, że naszedł mnie jakiś omam wzrokowy. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Szczęść Boże!

 

@aszok – ja też nie przypominam sobie bym jakiś aszok poprawiał :D, więc chyba rzeczywiście chochliki lub omamy!

@linia fabularna – kiedyś Cię znajdę! Tak Blackburn gdybym Cie posłuchał z tą fabułą… :D

@pozostali – dzięki za komentarze (ta pozytywne i negatywne ;) )

 

Jak dotąd, ja się z wami (użytkownicy forum), dobrze bawię. Choć niektórzy na razie bez wzajemności ^^ Tutaj wypada napisać przeprosiny dla reg bo nie ma szczęścia do moich tekstów a wręcz przysparzają jej sporo pracy :) Ale jest nadzieja! Nauczyłem się korzystać z opcji betowania i Blackburn padł już raz moją ofiarą. Tak więc wybaczcie, że padacie ofiarą moich literackich początków.

Tych co się jeszcze do mnie nie zrazili zapraszam w przyszłości do następnych tekstów. :)

 

Pozdrawiam i z p. Bogiem!

Mytrix

 

P.S.

Jak zwracam się w komentarzach do reg to który zapis jest poprawny?

“Reg”, “Reg.”, “reg”, czy “reg.” ?

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mytriksie, nie przepraszaj, tylko bierz się do roboty i poprawiaj umiejętności, bo ja – Reg (Regulatorzy, Regulatorka) nie mam zwyczaju gniewać się na nikogo, nawet jeśli przyjdzie mi sugerować sporo poprawek. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Frazeologizmami można się pobawić, ale warsztatu tym sposobem raczej się nie wyszlifuje.  Skoro jednak tekst się zdarzył, to go wykorzystajmy może. Tak ku rozrywce. Ktoś dokończy historyjkę?

 

“Żona kupiła mi prezent na imieniny. Otwarłem pudełko i co tchu odrzuciłem go w kąt. W środku  siedziały kalesony z ubiegłorocznej kolekcji Armaniego  i wydawały ostatni krzyk mody!  Ślubna, przekonana, że w sklepie wtryniono jej jakiś felerny egzemplarz, rzuciła się sprawdzać  drące gębę  ineksprymable i, o zgrozo, odkryła tkwiącego w ich intymnych szczegółach rozhisteryzowanego diabła.  Jazgot piekielnika stawał się nie do zniesienia, więc co tchu wetknęła mu mordę w pierwszy lepszy kubeł, jaki wpadł jej w ręce. Niestety –  wybrała ten pełen pomyj zbieranych dla sąsiadki hodującej na balkonie wietnamskie prosię. Śmierdzący wczorajszą kartoflanką, wkurwiony  bies,  przestał kwiczeć, za to w rewanżu wierzgnął w nią z kopyta, aż biedaczka runęła jak kłoda. Okazało się, że czartowski pomiot był ostro kuty na cztery nogi. Krew nie woda ciurkiem lała się z nosa mojej, chwilowo oniemiałej, połowicy. Ni stąd ni zowąd w progu pojawiła się szara eminencja w habicie, z kropidłem w lewej, a starożytnym garłaczem w prawej dłoni. I jak nie wypali z grubej rury, jak nie poprawi kropidłem …”

Ano, można się tak ładnie bawić. :-)

Babska logika rządzi!

Zgodzę się z baskerville, że na ćwiczenie warsztatu utwór raczej się nie nadaje. Mimo to spodobała mi się ta zabawa słowna. Ba, roześmiałem się nawet – a wszak o to w tym chodziło, prawda? Tak więc plus za szorcik. Nie każda forma musi być ambitna i aspirować do mistrzów pokroju Bułhakowa.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Autor, i nie tylko On, gotów pomyśleć, że rzeczywiście utwór nie nadaje się do ćwiczenia warsztatu. Więc taktowne wielce byłoby wyjaśnienie, dlaczego?

Przewrotny tytuł ;) Króciutkie i dobrze napisane, to się czyta na jeden wdech i chociaż zupełnie nie moja bajka, to całkiem mi się podobało. 

Opowiadaniu zaszkodziły: brak ciągłej fabuły (prawdziwa sztuka w tak krótkim tekście ;) ) i zbytnia dosłowność w scenkach z okiem i prądem. Natomiast podobała mi się scenka z kalendarzem, właśnie dlatego, że można ją było rozumieć zarówno dosłownie, jak i przenośnie.

Dzièki za komentarze ;) Marcinie Robercie może to dlatego, że od scenki z kalendarzem wszystko się zaczeło w mojej głowie. Co do fabuły to te trzy scenki następują zaraz po sobie, jendak fabuły rzeczywiście nie ma. Bardziej skecze ^^ Lekcję odebrałem.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Zgadzam się z Finklą: zbiór gagów, fabuły mało. Takie ćwiczonko, ale myślę, że większym wyzwaniem byłoby napisanie drabbla na takiej samej zasadzie. I potwierdza się, że lubisz kombinować Mytrixie ;)

O wpadłeś fun ;) ano ćwiczonko :) Ich mag kombiniren! :D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Nowa Fantastyka