- Opowiadanie: Piotr Tomilicz - Na razie brak tytułu

Na razie brak tytułu

Cześć.

1. Całość to horror, choć ten fragment pewnie tego nie zdradza. Stąd oznaczenie.

2. Wasze uwagi mają dużą wartość. I będą tym cenniejsze, im bardziej zrozumiałe.

Oceny

Na razie brak tytułu

Otworzyła oczy. Chrobotanie o szybę nagle stało się głośniejsze.

Wydawało się, że zaraz popłyną łzy, ale nie. Nawet teraz, spowita zapachem własnej pościeli i patrząca w sufit, czuła ich głodne spojrzenia. Patrzyli, gapili się, pochłaniali ją, a ona tylko stała. Naga.

Przełknęła ślinę i odruchowo dotknęła ust. Po czole i skroni spłynęła ciepła kropla potu.

Nienawidziła koszmarów. Nie, to nie to: nienawidziła tego koszmaru. Może to nie była najstraszniejsza rzecz na świecie, nikt nie był mordowany, nie lała się krew…, ale ten palący wstyd, ich wzrok, który stawia włosy na skórze, no i bezsilność, brak schronienia czy ucieczki były zmorą, przeklętą przyjaciółką, która nawiedzała ją co kilka nocy. Aż do dziś.

Już kilka lat temu nauczyła się, że złe myśli najlepiej odgonić poranną dawką plotek i skandali. Leżąc na plecach, sięgnęła pod poduszkę, wyjęła naprawdę starego, grubego jak książka LG i przez chwilę myślała, która koleżanka najszybciej ją rozbawi. Albo doprowadzi do furii. W tej chwili wszystko jedno. Wyszło, że Abby znowu spisze się najlepiej.

Aplikacja do wysyłania SMS-ów wymagała tylko trzech kliknięć i dziesięciu sekund, aby zareagować.

 

„Cze, dziwko. Co tam? :D”

„Wyślij”

„1 nieprzeczytana wiadomość”

„Cze, suko. Em zrwala z swoim menem, meg ma slf z jkims kuzynem z la. CIACHO! *v*”

„Daj jego fotę, plz! :D”

„Wyślij”

„Wiadomość nie została doręczona”

 

– Nie, no. Dziesięć dolców?! Już?! – wściekała się, kiedy zabytkowy smartfon odmówił współpracy.

 

Zacisnęła urządzenie w prawej dłoni i jak młotkiem uderzyła w kołdrę. Ale dość szybko opanowała gniew i teatralnie wywróciła oczami.

Kolejny trzask sprawił, że aż podskoczyła ze strachu. Spojrzała za siebie i zapewne nie tylko gałąź, ale i całe drzewo, które podczas silnych wiatrów stuka w szybę z iście aktorską zręcznością, stanęłoby w płomieniach…, gdyby miała taką moc. Ale nie miała.

Pomalowany tu i ówdzie czarnym markerem i ozdobiony różowymi naklejkami elektroniczny antyk cudem nie poszybował w ścianę, a tylko na koniec łóżka.

Jeszcze przez chwilę wyobrażała sobie, co by robiła z tym starym złomem albo rozklekotanym laptopem, gdyby miała w domu Internet jak typowa osiemnastolatka.

Zamarzyła, że kiedyś będzie Facebook i będą modne ciuchy. Chłopaki i imprezy też. Że będzie normalnie.

Ale to musi zaczekać, najpierw codzienność. Nogami zrzuciła z siebie kołdrę i poszła do łazienki, po drodze związując z tyłu długie kasztanowe włosy.

 

Dziś – wiedziała to na pewno – będzie takie samo jak wczoraj. I jak jutro. Śniadanie z wczorajszego chleba, jakieś podroby czy inna padlina na obiad, wpół do czwartej szkoła. Jeszcze chyba tabletki – wczoraj babcia wzięła ostatnią.

Wizja przystojnych studentów, tych kapitanów drużyn w czerwonych bluzach z cyframi, rozpływała się wraz z pierwszymi tygodniami nauki jak śnieg wiosną. Już traciła nadzieję na to, że tylko przedłużali swoje wakacje, a pryszczate wymoczki tymczasowo ich reprezentują.

I jeszcze ta cholerna szaruga, zasrane brzozy za oknem z ich zasranymi gałęziami walącymi o szybę! Czy wszystko musi być takie szare i nijakie?!

 

Zeszła po schodach do kuchni. Widok babci stojącej nad parującymi garnkami był dla niej czymś tak samo oczywistym jak wschód słońca.

Staruszka była zdecydowaną i rezolutną kobietą. Chudą, małą, a mimo to prawdziwym babsztylem. Lecz dla swej wnuczki wciąż pozostawała ostoją rozsądku i dobroci. Zmieniła się, to prawda. Wiek, a może choroba robiła z niej kogoś innego. Mimo to dziewczyna prawie zawsze umiała widzieć w niej tę samą strażniczkę dziecięcych sekretów, którą była przez prawie całe jej krótkie życie.

Zanim młodsza z nich wyszła po wielką kość z odrobiną mięsa, z której później ta starsza zrobi zupę na kilka dni, rozmawiały przez jakiś czas. Właściwie było to bardziej przesłuchanie, ale żadna nie miała nic przeciwko.

Już na progu seniorka zapytała dziewczynę, czy się wyspała, bo jakoś tak marnie wygląda. Dziewczyna wysiliła się na uśmiech, odpowiedziała i wyszła.

 

– Babciu, proszę cię…, tylko nie ty. Po co mnie pytasz co chwilę o to samo? – zapłakała w duchu. Przetarła palcami oczy, potem rękawem jedną z łez. Zmusiła się do grymasu w stylu „wszystko będzie dobrze, zobaczysz”. Za słabo, aby w niego uwierzyć.

Dopięła pod szyją bluzę z polaru, jakby ta była w stanie uchronić ją przed zimnym wiatrem, poprawiła obie słuchawki douszne, dzięki czemu krzyki aktualnego idola nastolatek jeszcze skuteczniej paraliżowały mózg. Obmacała kieszenie i gdy upewniła się, że reklamówka i klepiaki są na właściwym miejscu, poszła dalej.

 

„Kości zostały kupione”, jak zwykła mawiać do babci. Wielki, różowawy kawał krowiego ciała szeleścił w reklamówce i obijał kolana. Dwanaście tabletek za siedem dziewięćdziesiąt dziewięć też już miała – pomarańczowe chwile godniejszego życia. Jeszcze tylko nadłoży pół kilometra, bo w galerii Internet jest za darmo. A może spotka tam jakąś kumpelę? Może coś się w końcu wydarzy?

Trzy i pół calowy ekran koreańskiego smartfonu, tylko trochę czytelniejszy od wyświetlacza montowanego w odkurzaczach, wchłonął całą uwagę osiemnastolatki. Pewnie boski głos czarnoskórego wokalisty tak słodko piszczącego wprost do jej uszu również miał znaczenie. Nie umiała inaczej wyjaśnić, dlaczego weszła na ulicę i nawet nie spojrzała przed siebie.

Biały pas na chodniku był sygnałem, że można skręcić w lewo. No to skręciła. Trzeci krok był już na asfalcie, a wraz z czwartym coś wjechało jej w kolano, powaliło i uderzyło w czoło.

 

Chyba wreszcie wiedziała, jak to jest być w szoku. A właściwie to wiedziała, jak to jest nic nie wiedzieć w wyniku szoku. Nic ją nie bolało, niczego nie rozumiała, ostatnich kilku sekund nie pamiętała. Klęczała przed wysokim facetem, czy raczej chłopakiem, ubranym w garnitur i czapkę, taką z daszkiem. Wyglądał jak szofer, a przynajmniej tak samo, jak się ich pokazuje w serialach babci. Trzymał jej prawą dłoń, a ona widziała tylko jego piękną twarz z wyrazem szczerego zatroskania i chyba też strachu, i wchłaniała ciepło tego dotyku.

To był on. Nie jakiś konkretny „on”, tylko ideał z okładki magazynu albo z telenoweli, istota powstała nie w wyniku ewolucji, tylko z Photoshopa.

Chyba coś mówił, a ona chyba kiwała głową. Bóg jej świadkiem, że nie miała pojęcia, czego chciał. Ale kiedy dotknął jej przedramienia, poczuła ten zakazany prąd mający źródło na czubku głowy, a ujście gdzieś w podbrzuszu.

Chyba dzięki temu, że się odsunął, przestał przyćmiewać jej cały świat. Poczuła, jakby ktoś skończył odliczanie do zera i pstryknął palcami. Obudziła się, choć nie spała. Spojrzała pod nogi: stała i trzymała czarną, papierową torbę, taką samą, jaką dokłada się gratis do szokująco drogich butów. Odruchowo zmarszczyła brwi, bo coś ją szczypało na czole.

– A-ale… gdzie on jest?

 

Widziała już tylko jego czapkę znikającą za dachem idealnie matowej i czarnej limuzyny. I wciąż stała nie dalej niż dwa kroki od samochodu tak długiego jak osiedlowy autobus.

 

Nie da się pojąć tego, jak bardzo chciała go zatrzymać, krzyknąć, żeby zaczekał, a nawet skoczyć na maskę samochodu, aby tylko został jeszcze na chwilę.

Choć w swoim umyśle zrobiła już z dziesięć spektakularnych akcji zatrzymania, to w rzeczywistości nadal tkwiła tuż przy krawężniku. Nie zdołała wydać żadnego dźwięku. Dopiero gdy majestatyczne auto znikało za kamienicami z czerwonych cegieł, pisnęła, dotykając bolącego czoła:

 

– Zostań, proszę…

 

Tak było kilka godzin temu. Teraz stoi we własnym ciemnym i ponurym pokoju. Babcia nawet nie spytała, gdzie jest mięso na obiad i dlaczego przejechała je bryka dla snobów; wyszła do sąsiadki, a dziewczyna obiecała, że po zajęciach na uczelni wróci prosto do domu. Nawet nie wyszła.

Mijał drugi kwadrans, a ona wciąż stoi przed lustrem i ogląda w nim ciemnowłosą dziewczynę w sukni tak czarnej, tak odważnej i nieznośnie ekskluzywnej, że aż boi się jej dotknąć. Ponad prawą brwią małe rozcięcie i guz; zadziwiająco zmieniają twarz dziecka w coś bardziej drapieżnego. Na blacie biurka nadal leży zagięta w połowie kartka w kolorze nocy ze srebrną literą „R” na środku. Każdy wyraz, każdy przecinek tego zaproszenia na dzisiejszy bal, każdy gotycki zawijas w srebrnych i wypukłych literach jej imienia i nazwiska odcisnął się głęboko w umyśle. Resztki zdrowego rozsądku podpowiadały, że ten wieczór będzie jednak inny od wszystkich poprzednich.

Koniec

Komentarze

Tekst wydaje się językowo bardzo poprawny, ale żaden ze mnie ekspert w tej materii, stąd pominę.

Narracja dostosowana do treści, znaczy bez fajerwerków i odrobinę infantylna. Bardzo fajnie :).

 

Zastanawiam się nad targetem opowiadania. Raczej młodzieżówka? Bo jeśli masz na myśli poważniejszy horror/klimat w stylu Kinga to styl narracji się w moim odczuciu nie sprawdzi (tempo jest zresztą nieco zbyt szybkie jak na horror, takie przynajmniej odnoszę wrażenie – przez to nie odczuwa się napięcia jako takiego). 

Nie do końca jestem w stanie ocenić samą fabułę, bo wątki są ledwo napoczęte. Wizerunek bohaterki wydaje się nieco przerysowany, ale to tylko subiektywne odczucie (niespodzianka, co?). Dodałbym coś bardziej pogłębiającego jej charakter, ale wyłamującego się chociażby odrobinę z obracanego stereotypu (i nie chodzi mi tutaj o budowę tła, bo stosunek do babci to już prawie to co mam na myśli, ale wciąż nie do końca).

 

O – i tak od czapy. Chyba niepotrzebne/zbyt częste odstępy między akapitami (sam tak na początku robiłem – zanim poczułem moc z jaką można je stosować, jeśli nie robimy tego co chwila). I tak od drugiej czapy:

“wyjęła naprawdę starego, grubego jak książka LG i przez chwilę myślała,” – najpierw pomyślałem, jaka książka LG? Potem pacnąłem się w głowę. I pomyślałem, co pod poduchą robi telewizor? Pacnąłem się drugi raz. Nie wiem, czy normalni ludzie natychmiastowo mają wobec LG odpowiednie skojarzenia, ale sam bym doprecyzował, albo przerobił lekko zdanie. Ale nie piszesz przecież dla mnie, bo chyba nie jestem targetem :).

 

Nie za bardzo pomogłem, co? :P

Powodzenia przy następnych tekstach!

 

Rozbawił mnie komentarz Ingwara :-)

Fragment wygląda na początek opowieści. Autor wiedząc, co będzie dalej, traktuje ten fragment zbyt pobieżnie, jakby uważał go za mało istotny. Taki pośpiech powoduje, że czytelnik może zrezygnować z dalszej lektury. Trudno tu utożsamić się z bohaterami, bo postacie są zbyt płaskie. W zasadzie postać babci jest chyba lepiej zarysowana.

Według mnie, całość porwana zbyt częstymi akapitami, jakby autor chciał zrobić szybki szkic, pozostawiając zbyt wiele pola dla wyobraźni czytelnika. Jest to trochę chaotyczne, dlatego nie dziwi mnie komentarz Ingwara.

Te akapity, to takie “wrzutki”, które dobrze sprawdzają się w filmach, bo podbijają dynamikę, ale czytelnik nie siedzi w Twojej głowie i nie widzi Twoich projekcji.

Ja bym zwiększył treść o 1/5 objętości tekstu i wypełnił postacie.

 

– Po koszmarnym śnie pot jest raczej zimny.

– Wieprzowe mięso jest różowe. Krowie jest krwisto– czerwone.

Dziękuję.

Czytam uważnie i poważnie rozważam. Naprawdę.

Uwaga o kolorze mięsa bardzo przydatna (zastanawiałem się, jaki ma kolor akurat wołowina i sądziłem, że mogę nie trafić, założyłem jednak, że czasami mięśnie są pokryte inną tkanką, taką jasną i ona może nadawać różowy kolor. Niemniej kolor do weryfikacji. Dzięki.

A pot: nie miewam koszmarów, w efekcie których płynie mi z czoła pot. Jednak dobrze znam własną fizjologię. Nie widzę powodu, dla którego na ciepłym lub gorącym czole miałaby się znaleźć zimna kropla (musiałaby mieć około 20 stopni, aby była odczuwalna jako zimna). Częściowo chłodzona przez otoczenie (mające 19-24 stopnie) i częściowo ogrzewana przez organizm (około 37 stopni).

Mogłaby być subiektywnie zimna, gdyby organizm był rozpalony, a kropla jakoś schłodzona, ale i tak byłby to tylko efekt względny, a nie zimny pot.

Nie znajduję uzasadnienia zimnego potu innego, jak tylko literacki wymysł.

Według Google może występować w niektórych chorobach serca (czyli raczej nie tu), a i tak nic nie wskazuje na realną temperaturę potu.

 

Każda Wasza uwaga daje mi do myślenia i naprawdę za nie dziękuję.

Istnienie odstępów między niektórymi akapitami wynika stąd, że wcięcia widoczne są na tym forum, zaś niewidoczne w Wordzie/Libre Office. Również w druku na ogół nie ma wcięć (nie dziwię się, wyglądają raczej nieestetycznie). Dla potrzeb tego forum usunę je.

 

LG – oparłem wybór tej marki o statystyki popularności marek w USA + prawdopodobieństwo istnienia grubego i srebrnego smartfonu u danego producenta.

 

I jeszcze coś: pan King to wspaniała inspiracja dla wielu osób i z pewnością jeden z najlepiej zarabiających pisarzy w dziejach. Jestem pewny, że miliony, może setki milionów osób zna i ceni jego książki. Niemniej nie dążę do horroru w jego wykonaniu (mam raczej złą opinię o poziomie fabuły, którą tworzy), toteż jeżeli ktoś się doszuka u mnie podobieństw, to są całkowicie niezamierzone.

 

Targetem nie jest młodzież.

 

Raz jeszcze dziękuję i liczę na więcej.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Śmy się nie zrozumieli co do Kinga ;). Chodziło mi raczej o gatunek horroru w jakim tworzy, nie w jakiej jakości to robi (bo ta jest od dłuższego czasu dyskusyjna; sam lubię tylko wczesnego Kinga i to raczej w postaci “nieksiążkowej” – czyt. opowiadania, nowele).

Zwyczajnie zastanawiam się, czy obrany tutaj styl narracji jest w stanie wywołać pożądane przy horrorach efekty (czyt. ciężki klimat i napięcie). Jeśli wygląda to inaczej w reszcie opowiadania, to się wycofuję. Jeśli natomiast narracja się utrzymuje, a mimo tego czuć horrorowatość (huh), to chylę czoła.

Piotrze, nie bardzo wiem, jak odnieść się do przeczytanego fragmentu, bo zastanawiam się, co tu dzieje się naprawdę, co jest sennym koszmarem, co wizją będąca wynikiem szoku i czy suknia oraz zaproszenie nie są czasem omamem.

Piszesz, że dziewczyna jest studentką, a mam wrażenie, że zachowuje się i myśli dość niedojrzale, jak, nie przymierzając, gimnazjalistka

Innymi słowy – jest tu tyle niejasności, które na razie nijak nie chcą złożyć się w jakąś całość, że powstrzymam się od wyrażania opinii.

 

„Kości zo­sta­ły ku­pio­ne”, jak zwy­kła ma­wiać do babci. Wiel­ki, ró­żo­wa­wy kawał kro­wie­go ciała sze­le­ścił w re­kla­mów­ce i obi­jał ko­la­na. – Zakładam, że dziewczyna, o czym była mowa wcześniej, kupiła kość wołową, dlatego mam wątpliwości, czy o gnacie można powiedzieć kawał krowiego ciała. Gdy mowa o krowim ciele, widzę raczej sam mięsień, czyli wołowinę bez kości.

Mięso wołowe jest ciemnoczerwone, kości białe. Różowa jest cielęcina, mięso krowiego dziecka.

Wydaje mi się także, że ani mięso, ani kość, nie szeleszczą. Szeleścić może reklamówka.

 

Trzy i pół ca­lo­wy ekran ko­re­ań­skie­go smart­fo­nu… – Trzyipółca­lo­wy ekran ko­re­ań­skie­go smart­fo­nu

 

Nie chciałbym sugerować Ci czegokolwiek w sprawach interpunkcji, bo masz się w tej dziedzinie za speca, dlatego tylko nieśmiało pytam – czy właściwe jest stawianie przecinków po wielokropkach?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Regulatorzy.

Obawiałem się, że moje radykalne opinie sprawią, że nie będzie chętnych do oceniania tego, co piszę.

A szkoda.

Przecież nigdy nie oceniałem autora. I spokojnie można tak samo zrobić z tym, co piszę. Ba, nawet napisać pierdoły – po prostu ich nie skomentuję (jak pierwszy “komentarz”).

 

Od razu narzuca się, aby kilka rzeczy wyjaśnić czy sprostować, ale nie o to mi chodzi. Skoro masz zastrzeżenia do tekstu, to masz rację, a ja muszę go poprawić.

Zaś ukazanie jej (bohaterki) jako bardzo grzecznej i nieco izolującej się osoby było celowe (faktem jest, że koncepcja jest do przemyślenia [jesteś kolejną osobą, która zwraca na to uwagę]; wygląda na to, że dziś po prostu osoby o mentalności uczestniczki ruchów religijnych i zagorzałej przeciwniczki seksu przedmałżeńskiego zostały wyeliminowane z jakiegoś spektrum postrzegania i czytelnik jest bardziej skłonny uznać, że przesadzam albo podejrzewać moją bohaterkę o ociężałość umysłową. Niemniej jest to dla mnie ciekawe spostrzeżenie i muszę się podporządkować jego wnioskom).

Dziękuję za informację o kolorystyce mięsa. To z pewnością jest do poprawy (każda sugestia na temat kolorów jest dla mnie cenna).

 

Błąd z liczebnikiem – i dlatego właśnie tak ważna (według mnie) jest korekta. Dzięki.

 

Regulatorzy, przedwczoraj szukałem trochę na ten temat. Wyszło, że skłaniam się ku błędowi, ale jeszcze go nie popełniam. Byłby to błąd, gdybym stawiał przecinek po pojedynczych wyrazach zakończonych wielokropkiem. W przypadku, gdy tych wyrazów jest więcej niż jeden, człowiek z witryny PWN-u dopuszcza obie formy, choć opisuje to w taki sposób, że pewnie za krótki czas zostanie to znormalizowane do postaci bez przecinka.

Jeśli chcesz, to podeślę link.

To nie jest obrona, bo nie tworzę prowokacji, tylko zamieszczam swój tekst do wszelkiej krytyki. To była zwykła informacja, wynik bardzo krótkiego mojego badania.

Ale ten błąd liczebnikowy… Nie mam na to usprawiedliwienia.

Jeszcze raz Ci dziękuję.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Piotrze

Nawet nie pomyślałam, że bohaterka może być bardzo grzeczna i nieco izolująca się. Nie podejrzewałam jej też o ociężałość umysłową, uczestniczenie w ruchach religijnych i awersję do seksu przedmałżeńskiego – w tekście nic na ten temat nie znalazłam. Wręcz przeciwnie – poznałam zwykłą osiemnastolatkę, dla której ważne są poranne pogaduszki z przyjaciółką, rozmyślania o chłopakach, marzenia o ciuchach i normalnym życiu, słuchanie modnej muzyki, zamiar odwiedzenia galerii w nadziei spotkania znajomych i skorzystania z Internetu (to, że w domu go nie ma, nie zdziwiło mnie, bo taka mogła być decyzja rodziców). O rodzicach nic nie wiem, zobaczyłam jedynie babcię. Zobaczyłam, ale jeszcze jej nie poznałam.

Zaprezentowany fragment jest zbyt skąpy, bym mogła sobie coś wyobrażać, czegoś się domyślać. Owszem, senne koszmary wydają się równie zagadkowe jak ostatnia scena przed lustrem, ale od tego jest horror, by było zagadkowo i koszmarnie, więc na razie nie wnikam, o co tu chodzi.

 

W sprawie przecinka po wielokropku – opieram się na mądrości słowników PWN, ale znalazłam wypowiedzi nie dość jasne, pozostawiające wątpliwości. Byłam przekonana, że przecinek po wielokropku jest błędem.

 

Piotrze, zamieściłeś fragment, a te są tu traktowane raczej po macoszemu. Trudno bowiem ocenić kawałek opowiadania/ powieści na podstawie zaledwie kilku scen, nie zawsze coś mówiących. To, co na podstawie skąpego urywka pomyśli czytelnik, może być kompletnie różne od konceptu piszącego. A poza tym, co tu dużo mówić – mało kto lubi czytać opowieść, nie mając pewności, że kiedykolwiek pozna jej dalszy ciąg.

Życzę powodzenia i mam nadzieję, że dzieło, choć jeszcze bez tytułu, jest na ukończeniu.

 

PS

Odpuściłabym sobie temperaturę potu i pozostała jedynie przy kropli potu.

Chory z potężną gorączką poci się obficie, a jeśli dygocze, to pewnie nie z powodu temperatury potu. Nawet tak zwane zlewne poty towarzyszące zawałowi serca nie są zimne. Mają chyba temperaturę ciała. Jeśli chory odczuwa wtedy chłód, to z powodu parowania potu. Jestem po zawale, to zdaje mi się, że wiem co mówię. :-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O ile dobrze rozumiem, nie forsujesz tak zwanego zimnego potu (bo ze cztery razy na to wskazujesz).

Czy dobrze zrozumiałem?

 

Na co dzień chyba wszyscy mamy podobnie: “zamknij okno, bo zimno!” A za oknem jest jedynie trochę chłodniej niż w obecnym środowisku, co może oznaczać, że np. w pokoju są 24 stopnie, a na podwórku 22 stopnie i wieje wiatr. Subiektywnie: na podwórku jest zimno.

 

I chyba nie godząc się na “zimny pot” w ujęciu popularnym (”no musi istnieć, skoro piszą o nim w tysiącu książek!”), mój uczyniłem ciepłym.

Jednak sam często sugeruję, aby nie walczyć z przekonaniami ludzi, bo i tak nie da się wygrać. Pewnie więc zmienię to według Twojej sugestii w coś neutralnego.

 

(Dla jasności: fragment ten jest – siłą rzeczy i nazewnictwa – częścią większej całości. Zmiany wprowadzam nie na forum, a w pliku na dysku. Nie jest moim celem dopieszczanie tego fragmenciku, tylko uzyskanie możliwości spojrzenia na tekst cudzymi oczami, które widziały wiele.)

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Dobrze rozumiesz, Piotrze.

I całkiem zrozumiałe jest dla mnie, że, korzystając z cudzych oczu, zmieniasz, poprawiasz i dopieszczasz dzieło, a nie mały jego fragment.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tekstu, póki co, nie przeczytałem, ale dyskusja o pocie mnie rozbawiła. :)

Otóż pot potowi nie równy, a przegrzanie organizmu to nie jedyna sytuacja, kiedy się pojawia. Ludzie pocą się po zadziałaniu komponenty emocjonalnej. Któż to wie, dlaczego? Wówczas organizm nie jest rozgrzany, a mimo się poci, co wywołuje obiektywne uczucie zimna. Z kolei lęk sam w sobie wywołuje subiektywne poczucie zimna – stąd np. dreszcze podczas oglądania horrorów.

Nadmierna potliwość jest wręcz częściej kwestią psychiki, niż zepsutych gruczołów, toteż dermatolog chętniej przepisze łagodny lek uspokajający, aniżeli wyszukany antyperspirant.

Mam nadzieję, że to wyjaśnia etiologię zimnych potów pojawiających się masowo w literaturze. ;) A ciepłe poty? Wystąpią może, gdy postać się przebiegnie sprintem.

Pozdrawiam!

Fajny styl, dobrze się czytało. Przyłączam się do głosów, że bohaterka jest za bardzo infantylna, jak na studentkę. Nie dałabym jej więcej niż piętnaście lat.

Jeżeli miałabym się do czegoś przyczepić, to nie przypadł mi do gustu opis rozmowy dziewczyny z babcią, przed jej wyjściem na zakupy, ale to całkiem subiektywne odczucie, bo obiektywnie nie ma się do czego przyczepić. Ja miałam wrażenie, że nie możesz się zdecydować, czy ta pogawędka była przyjemna dla głównej bohaterki, czy nie. Bo zakładam, że jeżeli dziewczyna nie miało nic przeciwko “przesłuchaniu”, to nie powinna również irytować się pytaniem babci o to, czy jest wyspana. Nie ma chyba bardziej trywialnego pytania o poranku, a zazwyczaj nikt się na nie nie zżyma.

W każdym razie, zaciekawiło mnie i czekam na ciąg dalszy.

Podobały mi się: niektóre zdania, współczesne elementy, jak np. zapis rozmowy SMS-owej, pomysł na postać będącą ideałem z Photoshopu.

Nie podobał się: bałagan. Trochę się pogubiłem. Był wypadek, potem “on”, potem się obudziła? Wielu elementów nie zrozumiałem. Na przykład bohaterki. Nawet nie wiem, jak miała na imię. 

Wszyscy kiedyś spotkamy się pod jakimś memem.

Nowa Fantastyka