- Opowiadanie: Prorok T2 - Klucz Chaosu

Klucz Chaosu

Wiem, że temat zombi, albo inaczej – żywych trupów, dość często pojawia się w tekstach popkultury. Opowiadanie wystylizowałem, aby przypominało trochę taki thriller polityczny. Inspirowałem się tutaj sytuacją w Syrii, problemem terroryzmu na świecie i książką Jakuba Pawełka – “Wschodni Grom”. Proszę o wyrozumiałość, jeżeli gdzieś pojawią się błędy. Pisząc opowiadanie starałem się bardzo uważać, ale być może mogłem coś przeoczyć. Mimo to mam nadzieję, że nie odbiorą przyjemności z czytania.

 

Życzę miłej lektury.

 

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Klucz Chaosu

1: Pacjent Zero

 

Osiedle, Opuszczony Czarnobyl, Ukraina I 22 lipca 1995, godzina 15:08

Miejsce to, którym było kiedyś miasto, znacząco zmieniło się pod wpływem tragedii. Drzewa wraz z roślinami, tryumfalnie zajmowały dawne budynki mieszkalne, a wokół panoszyły się dzikie zwierzęta, szukające pożywienia. Kilka wron zaskrzeczało, gdy nagle pojawiła się czwórka ubranych na czarno mężczyzn, dzierżących w dłoniach karabinek – beryl, polskiej produkcji. Nerwowo reagowali na każdą obecność zwierząt, niemal prawie dotykając spustu i chcąc wystrzelić śmiercionośną serię, mogącą unieszkodliwić przeciwnika. Celowali za pomocą mechanicznych przyrządów celowniczych, umocowanych na szynie broni. Sprawnie przedzierali się przez gęstwinę traw i zmutowanej roślinności, docierając do osiedla, gdzie zauważyli tylko pusty placyk zabaw i opuszczone blokowisko.

– Kurwa, jaka cisza. – Jeden z nich wskazał na osiedle, a następnie obejrzał się dokoła, wsłuchawszy się w przerażającą ciszę.

Usłyszeli rozmowę toczoną po rosyjsku. Uciekli do jednego z opuszczonych bloków i skryli się w ciemnościach, czekając, aż patrol w końcu ich minie. Wyszli po chwili, mijając opuszczone osiedle.

***

Dalszy etap podróży toczył się niedaleko wesołego miasteczka. Ich celem było odzyskanie jednej z walizek, gdzie mogła znajdować się dosyć niebezpieczna broń masowego rażenia. Wskoczyli niczym dzikie pantery do jakiejś opuszczonej zielarni, gdzie wszyscy powoli pozajmowali swoje stanowiska.

– „Sigil”! Podsłuchaj ich – rozkazał dowódca grupy, w randze porucznika.

„Sigil” był młodym rekrutem. Na plecach posiadał strzelbę tayphoon–05, produkcji amerykańskiej z przeziernikiem i szczerbinką. Wyciągnął on z kieszeni spodni, niewielki ekran z wbudowanym głośnikiem i anteną. W ciągu kilku sekund, rozłożył on sprzęt szpiegowski, a na ekranie ukazał się obraz ze spotkania dwóch mężczyzn.

***

Na niewielkim placu, spotkało się dwóch mężczyzn. Jeden z nich, miał ogoloną głowę, prawdopodobnie był koło trzydziestki, a w dłoni trzymał srebrną walizkę, mogącą zawierać pieniądze na transakcję. Drugi z nich przybył w asyście dwóch młokosów, dzierżących AK–47 z magazynkami przewiązanymi taśmą. Miał krótkie, brunatne włosy i porozumiewał się w języku rosyjskim z arabskim akcentem. Również posiadał srebrną walizkę.

– Jesteś sam? – zapytał nieufnie.

– Tak – odparł twierdząco drugi, łysy mężczyzna.

– Jeżeli dowiem się, że mnie kantujesz, to nici z transakcji, panimajesz?

– Rozumiem – powiedział łysy, po czym dodał: – W walizce jest milion dolarów w żywej gotówce, więc jak będzie?

– Masz. Broń jest zabezpieczona i gotowa do użycia, kiedy tylko chcesz. – Mężczyzna z brunatnymi włosami, wręczył mu walizkę, zawierającą tajemniczy pakunek.

***

Pocisk wystrzelony z jednego z karabinów, wbił się w głowę łysego, tworząc niewielką wyrwę widoczną po obu stronach głowy. Dwójka strażników, asystująca drugiemu mężczyźnie, otworzyła ogień do widocznych w oknie komandosów, nieco komplikując misję. Dowódca grupy nakazał ucieczkę, świadczącą o niepowodzeniu misji. W międzyczasie, gdy oni uciekali, tajemniczy Rosjanin, z arabskim akcentem wziął obie walizki i wsadził do sprawnego, czerwonego auta, rosyjskiej marki Łada. Odjechał z piskiem opon, a na jego miejscu pojawiła się cała armia Rosjan.

– Odłamkowym! – krzyknął dowódca.

Huk słychać było w całej okolicy, a wybuch odrzucił idących w ich kierunku żołnierzy i zabił. Była to dość widowiskowa scena, jakiej nie powstydziłby się żaden z filmów akcji.

„Sigil” przeładował karabinek, wciąż chowając się za rogiem jednego z budynków, aby po chwili móc oddać śmiercionośną serię, dzięki której udało mu się zabić ścigającego go żołnierza. W między czasie wyciągnął strzelbę i huraganową serią, zaczął ostrzeliwać znajdujących się blisko jej zasięgu najemników. Z zarośli nagle wyskoczył jeden z nich, uzbrojony w nóż. Młody rekrut powalił go jednym ciosem dżudoki i podciął gardło. Gdy uporał się z wszystkimi, dołączył do grupy, aby móc przedrzeć się z powrotem do lasu.

***

Las był pełen drzew o karmazynowej barwie, przypominającej wręcz krew. Trawa sięgała do kolan, ale w końcu udało im się dotrzeć do niewielkiej polany, gdzie mieli się zgłosić po wykonanej misji.

Baza? Tu Alfa, zgłoś się! Odbiór! – lider grupy, próbował wywołać kogoś z dowództwa.

Alfa? Słyszę cię… – powiedział niewyraźny głos w słuchawce.

Misja nieudana, przesyłka utracona.

Przez chwilę w słuchawkach zapanowała cisza, po kilkunastu minutach, głos odezwał się ponownie.

Rozumiem, Alfa. Wysyłamy po was transport.

Będziemy czekać. Alfa, Bez odbioru.

***

Po niedługim czasie oczekiwania, upragniony transport pojawił się, a jednostka wróciła do domu. Ściągnęli kominiarki i wyraźnie przygnębieni, byli na siebie źli za spieprzenie misji.

 

Wiadomości TVN24 I 15 grudnia 2016, godzina 19:03

…Niedobitki żołnierzy z Państwa Islamskiego, zdają się jeszcze bronić na południu Syrii, co można uznać za niewątpliwy sukces w walce z tą terrorystyczną organizacją. Nowo wybrana prezydent USA – Hillary Clinton, wyraziła nadzieję, że wkrótce zostanie przywrócona stabilność w tej części regionu Syryjskiego, a jednocześnie zapewniając o udzieleniu pomocy w odbudowie państwa ze zniszczeń wojennych. Tymczasem w Meksyku, miał miejsce zamach terrorystyczny z wykorzystaniem broni biologicznej, znanej jako – C.E.L.L. W wyniku wybuchu zginęło pięć tysięcy ludzi, natomiast liczba zarażonych jest nadal nieznana. Choroba wywołana wirusem, powoduje: groźną wysypkę mogącą doprowadzić do powstania groźnych dla życia ropni, które pękając tworzą niezabliźnione rany, i w dalszym kontakcie, mogą doprowadzić do zanieczyszczenia krwi, a także krwawe wymioty, wywołujące ciężkie odwodnienie organizmu, w efekcie czego następuje śmierć. Osoby, które zauważyły u siebie niepokojące objawy, są zobowiązane do natychmiastowego udania się do lekarza w celu poddania się leczeniu. W związku z tym tragicznym wydarzeniem – Unia Europejska, postanowiła przyjąć rezolucję, na mocy której, państwa członkowskie, są zobowiązane do pomocy humanitarnej wszystkim poszkodowanym i udzieleniu natychmiastowej opieki medycznej. Dla TVN24 – Justyna Szapłowska.

 

Centrum Operacyjne Jednostki „Klucz”, Ankara, Turcja I 15 grudnia 2016, godzina 20:55

Granatowy Ford Fiesta, zmierzał do tajnej siedziby jednostki „Klucz”, jadąc z umiarkowaną prędkością i sprawnie omijając korek na tureckiej autostradzie tego wieczora. Na ulicach nadal krążyli jeszcze ludzie, spacerując, albo tocząc rozmowy między sobą. Kierowca obserwował jak na chodniku, idzie para zakochanych, obdarzająca się czule pocałunkami i trzymająca się za ręce. Dziewczyna była młoda, miała chyba koło osiemnastu lat, chłopak wyglądał, co najmniej na dziewiętnaście i był dobrze zbudowany. Mężczyzna skręcił w lewo, dojeżdżając przed gmach siedziby. Wysiadł z pojazdu i z kieszeni swoich niebieskich spodni wyciągnął paczkę papierosów, zapalając raz po raz zapalniczkę, a w końcu podpalając wyciągnięty papieros. Z ust puścił niewielki obłoczek siwego dymku. Gdy wypalił, spokojny wkroczył w progi siedziby.

Budynek z zewnątrz przypominał trochę bank. Ale był szary i wypłowiały. W oknach nikt się nie poruszał, a wejścia strzegły ciężkie drewniane drzwi.

W środku także panowała pustka, a pozostałe – także pracujące wydziały – były tak ciche, że trudno było dostrzec ich obecność w opuszczonym niemal molochu. Mężczyzna szedł karmazynowym korytarzem w kierunku biura głównodowodzącego, czyli szefa całej tej organizacji.

– Sierżant Josuf Al–Ifnat Garani, pseudonim „Hassid” – przedstawił się żołnierz.

– Spocznijcie. – Gestem ręki, mężczyzna wskazał chłopakowi miejsce na drewnianym taborecie.

Miał ciemną karnację skóry, był grubo po pięćdziesiątce i posiadał krótkie, czarne włosy. Charakterystycznym dla szefa jednostki, był tatuaż na prawym policzku z symbolem jednostki – kluczem.

W rogu znajdował się włączony telewizor, skąd przebiegała relacja z pogrążonego w chaosie Meksyku. Widoczna na ekranie reporterka, mówiła w swoim ojczystym o sytuacji w tym kraju, która była nie najlepsza. Młody sierżant zauważył to, nie zwracając na nic więcej uwagi i przysłuchując się ubranej elegancko kobiecie. Ściany były pomalowane na stalowy odcień szarości, sprawiając wrażenie metalowego bunkra. Podłoga złożona była z paneli, a za siedzącym przy biurku szefem jednostki, znajdowało się jedno, duże, prostokątne okno, wychodzące na jedną z ulic Ankary. Mężczyzna o ciemnej skórze wyciągnął z szuflady biurka plik dokumentów, zawierający określone informacje o jednej z misji, której nie udało się ukończyć pomyślnie.

– Dwanaście godzin temu, w stolicy Meksyku, wybuchła bomba zawierająca broń biologiczną, zabijając dużą liczbę osób i zarażając bliżej nieokreśloną ilość ludzi – wyjaśnił osobnik, znany jako Szef.

– O, mój Boże… kto… kto to mógł zrobić? – młody chłopak był w szoku po tym, co zobaczył i jeszcze przez chwilę nie mógł dojść do siebie.

– Wywiad próbuje to ustalić, na razie mamy siedzieć cicho i czekać na następne informacje. Wtedy wkroczymy.

– A… czy wiesz Szefie, kto może być następnym celem?

– Nie wiem. Choć to pozostaje w sferze domysłów.

– Jakie mam zadanie?

– Będziesz dowodził grupą, której zadaniem będzie rozbrojenie bomby.

– Kiedy wyruszam?

– Wkrótce. Gdy tylko wywiad ustali miejsce kolejnej detonacji.

Młody żołnierz zasalutował, po czym wyszedł i wsiadł do auta, jadąc z powrotem do domu.

 

Klub nocny „Gobelin”, Istambuł, Turcja I 15 grudnia 2016, godzina 23:30

Budynek był miejscem spotkań wielu prominentnych polityków, a także szemranych osób, należących często do przestępczego półświatka. Wnętrze rozjaśniały fioletowe, neonowe światła, a w regularnych odstępach były rozłożone stoliki, przy których siedzieli stali bywalcy. Była tu także zarezerwowana specjalna strefa dla wyjątkowych gości. Wokół na rurach swój pokaz wykonywały skąpo ubrane tancerki, a zadowoleni goście z radością zostawiali swoje pieniądze.

– Stój! – powiedział ochroniarz, ubrany w garnitur.

W niewielkim pokoiku dla VIP–ów, za mężczyzną, siedział siwy staruszek z długą białą brodą, oglądając prywatny pokaz, który wcześniej opłacił dużą sumą pieniędzy. Widząc małe zamieszanie w przejściu, pilnowanym przez mięśniaka, postanowił zainterweniować.

– Wpuść go! – krzyknął. – Jest czysty.

Chłopak nazywał się Mehmed, miał śniadą cerę i był szatynem. Ubrany był zwykłe niebieskie spodnie i białą koszulę.

– Allach akbar, przyjacielu – powiedział serdecznie witając się ze starszym człowiekiem.

– Allach akbar – odparł mężczyzna.

Gdy chłopak usiadł, tancerka kontynuowała przerwany występ, ku zadowoleniu obydwu mężczyzn.

– W Meksyku zapanowała panika, dużo zginęło, a wielu zostało pozarażanych.

– Detonacja bomby zawierającej gaz z wirusem, to nie wszystko – zaczął wyjaśniać powoli staruszek. – W jego kodzie genetycznym zawarty jest patogen, umożliwiający reaktywację zwłok.

– CO?!

– Tak… stworzyliśmy wirusa, aby wyniszczył niewiernych. Jeżeli nie potrafią przyjąć naszej religii, niech sczezną jak psy.

Nagle do pomieszczenia weszła barmanka, niczym niewyróżniająca się od wykonujących swoje pokazy tancerek. Postawiła ona na stoliku dwa eleganckie kieliszki i nalała do nich wody. Obaj wzięli głęboki łyk i kontynuowali dalszą rozmowę.

– Zombie? Żywe trupy? – powiedział z niedowierzaniem Mehmed.

– Zombie… to określenie wykute przez niewiernych z zachodu. Zostańmy przy trupach, drogi Mehmedzie.

– A, więc… te trupy…?

– Te trupy jeszcze dziś zaatakują ludzi – oświadczył starzec. 

– Mamy antidotum?

– Tak, owszem. Mamy.

Mehmed spędził dobre kilka godzin w klubie, w towarzystwie swojego starszego znajomego. Wyszedł dopiero po piątej, nadal będąc zszokowanym planem jaki mu przedstawił.

 

Narodowy Szpital Publiczny, Mexico City, Meksyk I 16 grudnia 2016, godzina 08:10

Szpital przepełniony był chorymi ludźmi. Przebywali tutaj ludzie z drobnymi dolegliwościami, jak i ci z poważnymi problemami zdrowotnymi. Jednak dużą liczbę zajmowały osoby, które ucierpiały na skutek wybuchu bomby, zawierającej gaz z wirusem, który wywoływał bolesne objawy. Lekarze krzątali się po sterylnie białych korytarzach, nosząc przy tym pomarańczowe kombinezony, mające ich chronić przed jakimkolwiek kontaktem z zarażonymi. Stolica Meksyku obecnie była obsadzona też specjalnym batalionem zwalczającym zagrożenia biologiczne. Także i tu, znalazło się kilku żołnierzy, pochodzących z niego.

Lekarze wieźli właśnie jednego z pacjentów, zarażonego tajemniczym wirusem, aby przywrócić prawidłową akcję serca. Będąc już na sali, mężczyzna w średnim wieku dostał drgawek, przez co musiał zostać przypięty pasami do łóżka.

– Cholera! – powiedział jeden z lekarzy, o specjalizacji kardiologa. – Szybko, zestaw do reanimacji!

Pielęgniarka przyniosła, przypominające wielkie pudło maszynę, z dwoma wystającymi uchwytami przewodzącymi prąd. Włączyła je, a kardiolog mógł wystrzelić impuls.

Pierwszy strzał…

Na ekranie kardiomonitora wyświetlała się prosta, zielona kreska, oznaczająca brak reakcji.

Drugi strzał…

Powtórnie lekarz zaobserwował na ekranie brak jakiejkolwiek reakcji.

Trzeci strzał…

Nagle wszyscy znajdujący się w środku usłyszeli dziwny charkot. Skóra mężczyzny przybrała siwy – pozbawiony tlenu – kolor, a tęczówka zabarwiła się na biało. Mężczyzna wyrywał się, a na ekranie nadal widniał brak pulsu. Lekarze byli zdumieni zjawiskiem, ale postanowili wypuścić mężczyznę.

To był poważny błąd.

***

Pacjent rzucił się na grupę niczego nieświadomych lekarzy i całkiem zniszczył ich kombinezony, tworząc podobne ku sobie istoty. Ruch potworów był powolny i ociężały, na ciele nadal widniały ropnie, powstałe z wysypki, a z ust lała się krew. Wyszli na korytarz, gdzie wojska zaczęły pacyfikować przemienionych.

Salwy oddawane przez piechurów, co rusz przerywały charczenie stworów. Meksykańscy żołnierze ubrani w specjalne mundury z maskami i ciężkie zbroje, korzystali z lekkich karabinów maszynowych MGX – 50, rodzimej produkcji. Zombiaków było coraz więcej, korytarze zapełniały się krwią, a żołnierze zostali całkowicie odcięci z dróg ucieczki. Jeden z nich, wyciągnął granat i rzucił pod nogi. Ogromny wybuch zabił większą część żywych trupów w szpitalu, lecz reszta wyszła na ulice, gryząc i zarażając następnych ludzi.

***

Posterunek znajdował się gdzieś na przedmieściach. Był to jeden z ostatnich, które w ostatnich godzinach udało się utrzymać. Dowodził nim oficer sztabowy Juan Antonio. Na sobie miał podstawowy mundur z kamuflażem moro, hełm i kamizelkę kuloodporną. Siedział w swoim biurze i dopalał papierosa, gdy nagle jeden z jego podwładnych wbiegł do pomieszczenia.

– Co jest? – zapytał, wypuszczając dymek z ust.

– Zarażeni! Przebili się – wykrzyczał spanikowany.

– Co, kurwa? To niemożliwe – powiedział oficer, myśląc, że się przesłyszał. – Nikt tego nie broni?

– Połowa posterunków padła, jesteśmy ostatnim przyczółkiem, w tym mieście.

– Zaraz przyjdę. Szykujcie bewupa! Ewakuacja za piętnaście minut. – rozkazał.

– Tak jest! – żołnierz zasalutował i odmaszerował, wracając na swoje miejsce.

Oficer spojrzał na mapę miasta, rozłożoną na niewielkim stoliku. Dogasił peta w popielniczce i spalił mapę, wrzucając ją do kosza. Wziął z szuflady biurka swój ulubiony pistolet Beretta M9A1 – hybrydowy pistolet samopowtarzalny i wyszedł na zewnątrz.

***

Wieżyczki okopane kilkoma workami z piaskiem, niemal nieustannie wydawały z siebie groźny warkot, wystrzeliwanych morderczych serii. Liczba żywych trupów rosła bez końca, a kul w magazynku zaczęło wkrótce brakować. W międzyczasie, uzbrojony pustynny bewup, podjechał z piskiem opon i zabrał część żołnierzy wraz z oficerem na lotnisko.

 

Wiadomości TVN24 I 16 grudnia 2016, godzina 16:30

Po zamachu terrorystycznym w Meksyku, chaos w mieście pogłębił się jeszcze bardziej. Stolica stała się miejscem umarłych… i to dosłownie. Zarażeni tajemniczym wirusem, w wyniku wybuchu bomby biologicznej zaczęli przejawiać agresywne zachowanie i atakować zdrowych ludzi na terenie całego kraju. Część personelu wojskowego i sam prezydent wraz ze świtą, ewakuują się do bezpiecznego miejsca ustalonego na południu USA. Prezydent Hilary Clinton poddała pod głosowanie w sejmie, decyzji o udzieleniu militarnej pomocy Meksykowi. Ostatecznie dwustu czterdziestoma głosami na sto trzydzieści, zdecydowano się jej udzielić. Szef NATO – Jens Stoltenberg, wyraził głębokie zaniepokojenie i zaapelował do Rady Europejskiej o głosowanie w sprawie wzmocnienia granic i wysłania większej ilości wojsk do wschodnich i zachodnich flanek sojuszu. Przewodniczący Rady Europejskiej – Donald Tusk, zaznaczył, że decyzja o głosowaniu w tak ważnej sprawie nie zostanie przeoczona i w najbliższym terminie odbędzie się posiedzenie wraz z głosowaniem. Przechodzimy do wiadomości sportowych…

 

Centrum Operacyjne Jednostki „Klucz”, Ankara, Turcja I 20 grudnia 2016, godzina 18:00

 – „Hassid”, wezwałem cię, bo wywiad ustalił w końcu położenie drugiej bomby.

Za oknem niebo płomiennie rozświetliło się zachodzącym słońcem. Siedzący przy biurku sierżant, z uwagą słuchał ustaleń poczynionych przez agentów.  

– I?

– Wysyłam twoją drużynę do Polski, a konkretnie do Krakowa.

– To pewne? Nie mylisz się? – zapytał zaskoczony „Hassid”.

– Chłopaki z wywiadu to pracoholicy, oni praktycznie nigdy nie śpią.

– Jaki jest plan?

– Rano, wsiądziecie do samolotu AC–140 i polecicie nad terytorium polskim – zaczął mówić Szef. – Uzbrojeni w specjalne egzoszkielety, zeskoczycie z niego i dostaniecie się do miasta. Tam znajdziecie broń i ją zneutralizujecie. Czy rozkazy są jasne?

– Tak, szefie.

– Mów mi… „Sigil”.

 

2: Nocny Szturm

 

Przestrzeń powietrzna Polski, 35 Kilometrów do celu I 21 grudnia 2016, godzina 17:55

Najnowszy samolot transportowy, produkcji amerykańskiej – AC–140, był potężnym kolosem, z trzema silnikami po obu skrzydłach, wzmacnianym tytanowo kadłubem i pancernymi szybami. Od dołu znajdowała się mini–wieżyczka, obsługiwana ręcznie z poziomu kabiny pilotów. W środku natomiast, znajdowała się grupa Alfa, dowodzona przez „Hassida”. Sierżant oglądał swój hybrydowy rewolwer z wymiennym magazynkiem bębnowym – M9A2, marki Beretta. Na sobie miał założony ciemnozielony egzoszkielet, przypominający ten ze znanej gry komputerowej – „Crysis”. Jedyne, co go wyróżniało, był hełm wizjerem umożliwiającym różnorodne przybliżanie.

Członkowie grupy Alfa, zachowywali spokój. Mimo napiętej sytuacji na świecie i chaosie, jaki zapanował po wybuchu epidemii żywych trupów, zdawali się nie zwracać na to szczególnej uwagi. Christopher Connor, był Amerykaninem; którego specjalnością była walka wręcz. W rękach dzierżył on karabin AK–47, z celownikiem holograficznym i tłumikiem. Podobnie jak reszta ubrany był w specjalny skafander, mający zapewnić im przewagę nad terrorystami. Connor był nowym członkiem „Klucza”. W Stanach był Rangerem, o stopniu starszego szeregowego, a do Turcji też przeniósł się dość niedawno wraz z rodzicami.

Właz ogromnego transportera otworzył się. Wszyscy uruchomili swoje egzoszkielety, a na wizjerach przeleciał im gąszcz danych, po czym uruchomiły się najważniejsze funkcje skafandrów. Zeskoczyli w dół.

***

Lecieli szybko i nieskoordynowanie, cały czas szybko spadając w dół. Po chwili wszyscy otworzyli spadochrony i rozproszyli się lądując w różnych miejscach okolicznego lasu.

***

– Kurwa! – zaklął „Hassid”, którego spadochron zahaczył o gałęzie drzew.

Sierżant wyciągnął nóż i odciął blokujące go sznurki. Spadł gwałtownie w dół. Na szczęście egzo wydało się być nieuszkodzone. Komputer został zrestartowany i po chwili funkcje znów się włączyły. „Hassid” wziął swój wytłumiony karabin M4A1, z celownikiem czerwona kropka i uchwytem. Podążał za śladem GPS, swoich członków grupy, widocznym na wizjerze hełmu. W końcu udało mu się dotrzeć, po przedarciu się przez gęstwiny roślin i trawy. Namierzył on w trybie kamuflażu kolejnego z członków swojej grupy, Turka pochodzenia polskiego – Gustawa „Szahira” Najah–Nour. Jego matka była Polką, a ojciec Turkiem. Urodził się gdzieś na południu kraju, w małej mieścinie. Jego specjalnością stała się elektronika, co bardzo go interesowało po zakończeniu szkoły średniej. Do „Klucza” wstąpił przypadkiem, gdy jego zdolności do konstruowania różnych gadżetów zauważył agent wywiadu.

„Szahir” trzymał w dłoniach mały pistolet maszynowy – MP–78, z wbudowanym tłumikiem i uchwytem, z prostymi mechanicznymi przyrządami celowniczymi.

– Kontakt! – powiedział do ukrytego w hełmie mikrofonu i wydał rozkaz zastrzelenia dwóch osobników mówiących po arabsku, posiadających broń.

Rozległ się dźwięk stłumionych strzałów. Ubrani na czarno napastnicy zginęli od pocisków, które trafiły ich między żebra i w głowę. Po zneutralizowaniu patrolu, przeszli dalej.

 

Wiadomości TVN24 I 21 grudnia 2016, godzina 23:05

Kilka godzin temu, na terenie Polski doszło do wybuchu ładunku wybuchowego zawierającego ładunek biologiczny, podobny do tego, jaki został przeprowadzony w Meksyku. W wyniku detonacji, śmierć poniosło kilka osób, a reszta uległa zakażeniu. Wedle niepotwierdzonych źródeł, na terenie Grobli Małej – małego miasteczka, leżącego pod Krakowem, wylądowała tajna jednostka specjalna o niepotwierdzonych powiązaniach. Tymczasem sytuacja w Meksyku, osiągnęła stan krytyczny. Mimo udzielonej pomocy ze strony USA, liczba żywych trupów wciąż nie topnieje. Na terenach objętych epidemią, szerzą się liczne kradzieże i morderstwa. Grupy ocalałych od wirusa, tworzą prowizoryczne „osady”, odgradzając się od zarażonych i przemienionych, jak często zwą, owe monstra. Decyzją ubiegłego głosowania w Radzie Europejskiej, zadecydowano o podwojeniu wojsk na obydwu flankach Sojuszu Północno –Atlantyckiego. Justyna Szapłowska, TVN24.

 

 Przedmieścia miasta, Grobla Mała I 21 grudnia 2016, godzina 23:15

Spóźnili się. Wybuch odrzucił ich z ogromną siłą do tyłu, a ci uderzyli o ścianę jakiegoś budynku. Gdy wstali widzieli przerażonych ludzi, próbujących zrozumieć sytuację, duszących się i niemogących złapać oddechu. Widzieli jak się przemieniają i chcąc oszczędzić im cierpień, zabijali ich pojedynczym strzałem. Weszli w głąb mieściny, zbliżając się do rynku głównego.

***

 Na miejscu zostali zaatakowani przez grupę zombiaków. Byli to przemienieni cywile z potarganymi ubraniami, krwią na ustach, wystającymi kośćmi i święcącymi się na czerwono ślepiami. „Hassid” wraz ze swoją grupą, oddał w ich kierunku kilka strzałów, które jednak nie wystarczyły, gdyż dwa z nich jeszcze się poruszały, pełzając za pomocą rąk po powierzchni chodnika. Connor wyciągnął nóż i pewnym ruchem wbił go w tył głowy, podobnie czyniąc z drugim trupem.

Centralnym punktem rynku była studnia, w której zamiast wody była krew i kilka ciał jakichś nieszczęśników. Na górnym poziomie znajdowała się większość sklepów i kilka ławek oraz schody z przejściem na dolny poziom rynku, na którym znajdował się bar i mały oddział bankowy „ING”. Księżyc rzucił swój złowieszczy cień na dolną część, gdzie duża grupa żywych trupów konsumowała ciało.

– To potworne… ci ludzie…

– Ci ludzie, Connor… – urwał „Hassid”. – już dawno nimi nie są.

Nagle natrafili na duży oddział policji, posługujący się pistoletami automatycznymi – Glock 17, z ciemną obudową. Nie zauważyli oni jednak czwórki komandosów ukrytych pod płaszczykiem kamuflażu. Gdy funkcjonariusze ostatecznie ich minęli, weszli do opuszczonego sklepu z biżuterią.

***

Sklep był pełen różnych błyskotek, pozamykanych w gablotach na cztery spusty. Światło nie działało, co w sumie nie było żadnym utrudnieniem. Cała czwórka zajęła pozycję, aby zabezpieczyć przyczółek. Ćwiczyli ten manewr codziennie w specjalnym ośrodku na Cyprze.

– Connor! Sprawdź tyły, jeżeli ktoś wydaje niepokojące dźwięki, od razu eliminujesz – rozkazał „Hassid”.

– Tak jest!

– „Szahir”! Trzymasz wartę i zabezpieczasz to miejsce od strony północnej.

– Aj, aj szefie!

– „Freud”! Rozłóż mi tu zestaw komunikacyjny.

„Freud” – czy też Joachim Grenn, był imigrantem z Niemiec. W wyniku kryzysu bawarskiego, który doprowadził do przejęcia władzy przez komunistów, mężczyzna został zmuszony wyjechać w poszukiwaniu lepszych warunków bytowych. Takim krajem stała się Turcja, która po nieudanym puczu, zaczęła rosnąć w siłę i powoli wracać do autorytaryzmu, co nie spodobało się sojusznikom z NATO. Miał trzydzieści pięć lat i służył w GSG­–9, legendarnej jednostce antyterrorystycznej lata temu. Co go skłoniło do wejścia w szeregi „Klucza”?

Lepsze zarobki, dobra praca… I przy okazji możliwość zwiedzenia krajów. Plus ogromne ryzyko, wynikające z możliwości postrzału…

– Już się robi!

***

– Rozkazy były proste! –krzyczał przez mikrofon „Sigil” – szef jednostki. – Mieliście przechwycić tę pierdoloną bombę!

Ktoś nas musiał uprzedzić, szefie – próbował uspokoić sytuację, „Hassid”. – Goście od wywiadu, musieli spierdolić swoją robotę!

– Kurwa… ci goście od wywiadu… wypierdoliłbym ich na zbity ryj!

– Co teraz mamy robić?

– Kierujcie się na Kraków – polecił „Sigil”. – Grobla Mała jest oddalona, tylko kilka kilometrów stąd. Tam spróbujcie poszukać Garłowa – to Rosjanin i wisi mi kilka przysług… przynajmniej dzięki temu was stamtąd wydostanę.

– Wirus… osiądzie na naszych skafandrach.

– I na to znajdzie się metoda. Na miejscu będzie na was czekać także, specjalna maszynka, która ściągnie to chujostwo z waszych egzoszkieletów. „Sigil”, bez odbioru.

– Bez odbioru.

 

Centrala GROM, Warszawa, Polska I 22 grudnia 2016, godzina 02:30

Telefony, ani na chwilę nie dawały odpocząć, zmęczonemu oficerowi głównemu sił specjalnych. Jan Cichy, pseudonim „Cień”, miał pięćdziesiąt pięć lat na karku, przyciemnioną skórę i siwe grube wąsy i krótkie włosy. Na biurku, gdzie w tej chwili panował nieład, znajdował się laptop, często używany do wideokonferencji, powiązanych z ważnymi misjami lub… sytuacjami kryzysowymi.

– Co się dzieje! Żądam wyjaśnień!

– Panie ministrze, ja…

– Jakieś siły specjalne, o bliżej nieokreślonej narodowości i… żywe trupy… mam panu jeszcze wymieniać, generale?

– Słyszałem o tym, robię, co mogę, nie potrafię się rozdwoić.

– Lepiej dla pana, żeby udało się coś wymyślić, inaczej będę zmuszony wnioskować o pana dymisję.

– Zaraz skieruję wszystkie dostępne siły GROM–u, aby zajęły się tą sprawą.

– Liczę na to. Dobranoc.

– Dobranoc – odrzekł oschle „Cień”.

 

Droga, 15 kilometrów do Krakowa, Polska I 22 grudnia 2016, godzina 02:55

Connor podjął walkę z napotkanym zombiakiem, nieco silniejszym od tych spotkanych w miasteczku. Niestety, jego skafander uległ uszkodzeniu, a on sam został ugryziony przez żywego trupa w odsłonięty kawałek ciała. Komandos zawył z bólu, gdy nagle „Hassid” wyciągnął swój rewolwer i jednym strzałem zabił potwora.

– Dzięki… kurwa… – powiedział Connor, wymiotując krwią. – Chyba… nie masz… wyjścia… ja się przemienię… Khy, khy… wiedziałem na, co się piszę… – Chłopak uśmiechnął się.

„Hassid” przyklęknął przy rannym koledze. Zmuszony był do dokonania ciężkiej decyzji.

– Na pewno jest…

– Nie… ma… – Connor znów zwymiotował krwią. – lekarstwa. Proszę… zrób to… nie chcę dłużej cierpieć…

Sierżant wycelował w głowę, pozbawioną hełmu. Przyłożył zimną lufę do skroni i odciągnął kurek. Pociągnął za spust i padł strzał. Głuchy i nieprzyjemny.

– „Sigil”?

– Co się stało? – zapytał wywołany w słuchawce szef jednostki.

– Connor nie żyje.

Grupa oddała hołd zmarłemu koledze i spaliła jego ciało, niszcząc wraz z nim skafander. Wkrótce ruszyli kierując się w stronę miasta.

 

3: Klucze i Drzwi

 

Ruiny Aleppo, Kalifat Syryjski, Państwo Islamskie I 1 września 2017, godzina 08:09

Żołnierze ubrani na czarno modlili się. Pogoda dopisywała, słońce swym delikatnym blaskiem, lekko ocieplało wizerunek ruin dawnego miasta, a białe niczym puch – chmury, poruszały się po jasnym niebie. W prowizorycznym namiocie wojskowym pojawił się starszy mężczyzna, życzliwie witając się z młodym szeregowym.

– Allach akbar, przyjacielu.

– Allach akbar.

Znajomi usiedli i pili wodę.

– W taki dzień, drogi Mehmedzie, należy pić dużo płynów, a zwłaszcza dużo wody.

– Oj, tak… sytuacja na frontach jest sprzyjająca. Wkrótce nie tylko Syria będzie nasza.

– Wiesz… gdyby nie te trupy, które odwróciły uwagę świata, od tego, co się dzieje, może nigdy ten dzień by nie nadszedł.

– Prawda, Hasanie, prawda…

– Ujrzeliśmy drzwi i dopasowaliśmy do nich klucz – powiedział starszy mężczyzna, zwany Hasanem. – Trzeba umieć interpretować wolę bożą, drogi Mehmedzie… trzeba znaleźć klucz i pasujące do niego drzwi, wtedy tylko wystarczy przekręcić, a ukażą się odpowiedzi.

– Zgadzam się z tobą w całości, przyjacielu.

W ten dzień, dwójka mężczyzn świętowała początek triumfu Allacha, a także tymczasową klęskę zachodnich innowierców, którzy poświęcili się walce z plagą zombie, wywołaną przez terrorystów z Państwa Islamskiego.

Koniec

Komentarze

ojej, ale pulpa. opisy broni leżą i kwiczą, nie piszesz ile waży spłonka. czy proch jest progresywny, czy degresywny. Jakim ogniem to strzela. automat, półautomat, czy machine pistol jak dajmy na przykład glock 19, albo mac 10. zasięg skuteczny. ogólnie to tekstu nawet nie przeczytałem. za dużo nazw, za małomechanizmów działania broni.  Nie wiem ile waży 100  000000 dolców. ale w skupie makulaturę biorą po 20 groszy, żeby się zmieściło w walizeczce, to musiałby by być wzbogacony uran. jakieś osiem do dziesięciu kilo. nie znam masy krytycznej ale jakby wstrzelić w siebie nawzajem po jakieś 3,7 kg w ruże kanalizacyjnej za pomocą 8 funtów trotylu. to chyba teoretycznie powinno zadziałać. tylko cena za niska..

Nie tylko braki warsztatowe stanowią problem. Mnie osobiście te wszystkie nazwy broni zniechęcały. Zwłaszcza, że często nie mają znaczenia dla fabuły. Równie dobrze mógłbyś podawać numery butów. Obawiam się, że najgorzej jest z ogólnym przemyśleniem tekstu. Czy TVN ma tylko jedną reporterkę? Czy z Meksyku, czy spod Krakowa – ta sama kobieta. Dlaczego amerykańscy żołnierze wykonują jakąś misję w Polsce? Dlaczego posługują się kałachami, nie mają własnej broni? Nie znam się, może i faktycznie tego używają na co dzień.

Tekst sprawia wrażenie chaotycznego, jakby był zlepkiem widowiskowych scenek, a nie świadomym prowadzeniem czytelnika przez opowieść.

Osiedle, Czarnobyl, Ukraina I 22 Lipca 1995, godzina 15:08

Dlaczego lipiec dużą literą?

Czwórka komandosów z Berylami

Dlaczego nazwa broni dużą literą? Później kałasznikowy już piszesz małą…

–Sto milionów dolarów w żywej gotówce. Wszystko się zgadza.

Jaką to ma objętość? Toż widać, czy kontrahenci przytachali tyle makulatury. I jeden człowiek może mieć spory problem z zabraniem…

Prezydent USA – James Clark,

Podajesz konkretne, bliskie dosyć daty. Znamy już nazwiska kandydatów na prezydenta USA. I Clarka tam nie ma. Nawet wśród wiceprezydentów.

oni ubrali na siebie specjalne, ciemnozielone egzo–szkielety,

Nie ubiera się egzoszkieletów. Można je założyć.

Babska logika rządzi!

Cześć, Finklo. Poprawiłem wskazane błędy, co do treści opowiadania… Rzeczywiście, te wszystkie nazwy broni mogą zniechęcać, ale chciałem po prostu w ten sposób wskazać jaką bronią posługują się główni bohaterowie opowiadania, czyli jednostka “Klucz”.  Natomiast, co do chaotyczności, to rzeczywiście jest pewien nieład, bałagan, spowodowany wieloma wydarzeniami, które chciałem ukazać z różnych perspektyw, przez co mogą przypominać pewne widowiskowe scenki. Jednostka “Klucz” nie ma określonej narodowości, można ją określić jako niezależnych od państwa sił specjalnych. Jeżeli chodzi zaś, o wiadomości TVN, to owszem stacja ta posiada więcej niż jedną reporterkę/ -ra , ale są to po prostu informacje przekazywane gdzieś tam w telewizji, widoczne na ekranie telewizora. 

"Póki w sercu płonie ogień, póki temu dusza tworzy."

Hmmm. Myślałam, że łączą się z jakimś Maksem Kolonko i on opowiada, co się dzieje na miejscu, a ci stacjonarni nie przedstawiają się po każdym niusie. Ale nie oglądam telewizji, więc mogę się mylić.

Babska logika rządzi!

@burk – Cześć. Je­że­li cho­dzi o opisy broni, to po pro­stu nie wpro­wa­dzi­łem ich, bo mo­gły­by stać się nudne. Rze­czy­wi­ście, licz­ba pie­nię­dzy była prze­sa­dzo­na, po­pra­wi­łem błąd.

"Póki w sercu płonie ogień, póki temu dusza tworzy."

Mnie także, Anonimie, opowiadanie wydało się strasznie chaotyczne, a miejscami mało czytelne. Podpisuję się pod zastrzeżeniami Finkli, dotyczącymi szczegółów związanych z bronią i sprawami technicznymi.

Wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia. Zdarzają się nieczytelnie skonstruowane zdania, powtórzenie, zbędne zaimki, źle zapisane dialogi. Mam też wrażenie, że czasem używasz słów, których znaczenia chyba nie rozumiesz.

Przed Tobą, Anonimie, sporo pracy, ale jestem przekonana, że jej podołasz. ;-)

 

– Kurwa, jaka cisza – prze­cią­gnął nie­znacz­nie jeden z nich… – Co przeciągnął?

 

spo­glą­da­jąc po tro­chu na okien­ni­ce blo­ków i małe po­dwór­ko do zabaw dla dzie­ci. – Co to znaczy spoglądać po trochu? Czy okna bloków mają okiennice?

 

Facet był koło trzy­dziest­ki, był ogo­lo­ny na łyso… – Fatalne powtórzenie i masło maślane. Czy można być ogolonym nie na łyso?

Za SJP: ogolić «usunąć zarost, włosy, ścinając je ostrym narzędziem przy samej skórze»

 

„Sigil” wy­po­sa­żo­ny był – oprócz be­ry­la – w strzel­bę Tay­pho­on–05… – …w strzel­bę tay­pho­on-05

 

–A ty? – Brak spacji po półpauzie.

 

– Mi­lion do­la­rów w żywej go­tów­ce. Wszyst­ko się zga­dza.

– Dobra, bierz. – Męż­czy­zna wrę­czył mu swoją wa­liz­kę. – Wcześniej napisałeś: miał przy sobie srebr­ną wa­liz­kę z nie­zna­ną za­war­to­ścią. – Dlaczego, skoro teraz się okazuje, że wiadomo co zawiera walizka.

 

a męż­czy­zna z ob­cię­tą fry­zu­rą… – Obcina się włosy, nie fryzurę.

 

padł na chod­nik, z dziu­rą mię­dzy oczy. – …padł na chod­nik, z dziu­rą mię­dzy oczami.

 

rzu­ci­li się w po­go­ni za ucie­ka­ją­cy­mi… – …rzu­ci­li się w po­go­ń za ucie­ka­ją­cy­mi

 

w tej czę­ści re­gio­nu Sy­ryj­skie­go. – …w tej czę­ści re­gio­nu sy­ryj­skie­go.

 

Młody chło­pak miał osiem­na­ście lat. – Czy osiemnastoletni chłopak mógł być stary?

 

Co tam się wy­da­rzy­ło?

– Nie dalej jak dwa­na­ście go­dzin temu, na­stą­pił tam atak z uży­ciem broni bio­lo­gicz­nej zna­nej jako C.E.L.L. Broni, któ­rej nie udało się nam prze­chwy­cić dawno temu– Brzmi to nie najlepiej.

 

We­wnątrz świe­ci­ły się fio­le­to­we, neo­no­we świa­tła… – Powtórzenie.

Może: Wnętrze rozjaśniały fioletowe, neonowe światła

 

a w re­gu­lar­nych od­stę­pach były roz­ło­żo­ne sto­li­ki, przy któ­rych sie­dzie­li stali by­wal­cy. – Czy to były stoliki turystyczne? Jeśli nie, to wystarczy je ustawić.

 

Była tu także spe­cjal­na stre­fa VIP, za­re­zer­wo­wa­na tylko dla spe­cjal­nych gości. – Nazwa strefy, VIP, mówi dla jakich gości jest przeznaczona.  

 

Po­wo­ła­li­śmy wi­ru­sa, aby wy­nisz­czył nie­wier­nych. – Czy wirusa można powołać?

 

Bar­man­ka skąpo ubra­na, przy­nio­sła wodę do loży VIP – owskiej, po­da­nej w ele­ganc­kich kie­lisz­kach. – Ze zdania wynika, że loża została podana w eleganckich kieliszkach.

Barmanka, to ta pani, która stoi za barem. Potrawy i napoje roznosi kelnerka.

 

Wkrót­ce wy­buchł alarm. – Alarmy chyba nie wybuchają.

 

Jeden ze zmar­łych pa­cjen­tów wy­rwał się i ugryzł do krwi, jedną z pie­lę­gnia­rek. – Powtórzenie.

Czy ktoś trzymał zmarłych pacjentów, skoro jeden zdołał się wyrywać?

 

Przy uło­żo­nych wa­łach z pia­sku, sta­cjo­no­wa­ły wie­życz­ki… – Co to znaczy, że wieżyczki stacjonowały?

Za SJP: stacjonować «zwykle o oddziałach wojska: przebywać gdzieś przez jakiś czas, mieć postój»

 

ci, któ­rzy nie mogą się wy­do­stać, pro­sze­ni są o uda­nie się do spe­cjal­nych punk­tów, gdzie le­ka­rze prze­ba­da­ją or­ga­nizm pod wzglę­dem wi­ru­sa. – Raczej: …gdzie zostaną przebadani na obecność wirusa…

 

za­ło­ży­li na sie­bie spe­cjal­ne, ciem­no­zie­lo­ne egzo–szkie­le­ty… – …za­ło­ży­li na sie­bie spe­cjal­ne, ciem­no­zie­lo­ne egzoszkie­le­ty

 

Co jakiś czas zwie­rzę­ta po­ru­sza­ły li­ść­mi… – Dziwne… Zazwyczaj liśćmi porusza wiatr.

 

Choć po ulicy nadal po­ru­sza­li się – ni­cze­go nie­świa­do­mi – prze­chod­nie. Cała czwór­ka włą­czy­ła nie­wi­dzial­ność i ostroż­nie po­ru­sza­ła się… – Powtórzenie.

 

i coś wy­bu­chło. Wy­buch od­rzu­cił ich… – Nie brzmi to dobrze.

 

na­da­jąc nowy ton dla ich za­da­nia. – …na­da­jąc nowy ton ich za­da­niu.

Ton nadaje się czemuś, nie dla czegoś.

 

za­py­tał pa­nicz­nie jeden z człon­ków grupy. – Można się czegoś panicznie bać, ale nie można panicznie zadać pytania.

Sprawdź znaczenie słowa paniczny.

 

nie­ma­ją­ce­go tak tyle do­świad­cze­nia… – …nie­ma­ją­ce­go tyle do­świad­cze­nia

 

„Has­sid” oddał kilka cel­nych strza­łów z ka­ra­bi­nu i zabił zom­bia­ka. – Potrzeba było aż kilku celnych strzałów, aby zabić jednego zombiaka?

 

…a do „Klu­cza” do­łą­czył oka­zjo­nal­nie. – Na czym polegała okazjonalność dołączenia?

Za SJP: okazjonalny  1. «odnoszący się do określonej okazji – okoliczności, sytuacji» 2. «nieczęsto się zdarzający, spotykany»

 

Jego oj­ciec był w Ma­ri­nes i uczest­ni­czył za­wsze w jakiś wiel­kich ope­ra­cjach. Także jego cią­gnę­ło do woj­ska. Jego spe­cjal­no­ścią… – Jego ojciec był w marines

Czy wszystkie zaimki są niezbędne?

 

Jego spe­cjal­no­ścią stała się walka wręcz, którą ćwi­czył bez wy­tchnie­nia i w wol­nym cza­sie. – Skoro ćwiczył bez wytchnienia, to chyba nie miał wolnego czasu.

 

Na­tra­fi­li na duży od­dział po­li­cji, uzbro­jo­nej w pi­sto­le­ty Gloc­k17… – …w pi­sto­le­ty gloc­k17

 

Mie­li­ście prze­chwy­cić, tą, pier­do­lo­ną, bombę! – Mie­li­ście prze­chwy­cić pier­do­lo­ną bombę!

 

które ścią­gnie to chu­jo­stwo z wa­szych egzo–szkie­le­tów. – …które ścią­gnie to chu­jo­stwo z wa­szych egzoszkie­le­tów.

 

Te­le­fo­ny dzwo­ni­ły cały czas, nawet nie za­trzy­mu­jąc się na mo­ment. – Czy telefony były w ruchu?

Proponuję: Te­le­fo­ny dzwo­ni­ły cały czas, nie ustając nawet na mo­ment.

 

– Mamy licz­ne do­nie­sie­nia o… Zom­bie. – Dlaczego zombie napisano wielka literą?

 

Zaraz zor­ga­ni­zu­ję wszyst­kie od­dzia­ły GROM–u… – Zaraz zor­ga­ni­zu­ję wszyst­kie od­dzia­ły GROM-u

 

biur­ka i za­klął pod nosem na mi­ni­stra obro­ny na­ro­do­wej. – Można na kogoś kląć, ale nie można zakląć na kogoś.

 

Licz­ba ofiar w Mek­sy­ku i w Pol­sce, zdaje się ro­snąć i nie widać ku temu końca. – …i nie widać jej końca.

 

„Has­sid” wy­cią­gnął re­wol­wer M9A2 i wy­ce­lo­wał w skroń głowy… – Czy istniała możliwość, by wycelował w inną skroń, nie na głowie?

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzię­ki, Reg. Już się biorę za po­pra­wę błę­dów.

 

"Póki w sercu płonie ogień, póki temu dusza tworzy."

Facet był koło trzydziestki, był ogolony na łyso… – Fatalne powtórzenie i masło maślane. Czy można być ogolonym nie na łyso?

Reg, chyba można być ogolonym na brodzie, a na łbie mieć bujne loki. Wydaje mi się, że to akurat nie pleonazm.

Babska logika rządzi!

Anonimie, jeśli poprawki przydały się, to bardzo się cieszę. ;-)

 

Finklo, łysina odnosi się chyba do owłosienia na głowie, nie do zarostu. Nie słyszałam, aby jakiś pan mówił, że ma łysą brodę, albo łyso pod nosem.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No właśnie, Reg. Samo “był ogolony”, IMO, sugeruje, że facet nie miał zarostu. A po dodaniu “na łyso” wiadomo, że to głowę ogolił, nie żuchwę.

Babska logika rządzi!

No, prawdę powiedziawszy, jeszcze nie goliłam sobie włosów na głowie, a i zarostu nie muszę, więc całkiem możliwe, że nie znam się na rzeczy. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Rzeczywiście, Reg. Teraz widzę, że tekst jest zbyt bardzo chaotyczny. Postaram się go nieco bardziej rozbudować i poprawić tkwiące w nim nadal błędy. Na razie odstawię go z poczekalni, aby móc nad nim popracować i wkrótce z nim wrócić.

"Póki w sercu płonie ogień, póki temu dusza tworzy."

Ależ nie musisz odstawiać z poczekalni, żeby edytować…

Babska logika rządzi!

Życzę Ci, Anonimie, powodzenia w pracy. ;-)

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Finkla – Aha… Dzięki, Finklo. W takim razie zostawiam opowiadanie :)

@regulatorzy – Dzięki, Reg. Postaram się :)

"Póki w sercu płonie ogień, póki temu dusza tworzy."

Cześć. Opowiadanie poprawione.

"Póki w sercu płonie ogień, póki temu dusza tworzy."

Tak się składa, że właśnie wróciłam z Czarnobyla. Jest tu sporo błędów technicznych – przesada z dziką zwierzyną, rudy las już praktycznie nie istnieje, i dlaczego tam są ruscy?!!!

 

Nad niejednym twoim tekstem już się pastwiłam i znam to twoje składanie historii ze zlepków kompletnie różnych wątków. Chciałbyś dużo pokazać i powiedzieć i robisz to w urywanych fragmentach – nie jest to najlepsza metoda. 

 

Poprawki daję tylko na wyrywki. Dobrze wiesz, jakie twoje teksty są czasochłonne, zwłaszcza z przecinkami…

 

Lecieli szybko i nieskoordynowanie, cały czas szybko spadając w dół (można w górę?). Po chwili wszyscy otworzyli spadochrony i rozproszyli się(+,) lądując w różnych miejscach okolicznego lasu.

 

Na ulicach nadal krążyli jeszcze ludzie, spacerując, albo tocząc rozmowy między sobą. Kierowca obserwował jak na po chodniku, idzie para zakochanych, obdarzająca się czule pocałunkami i trzymająca się za ręce Niezręczne cholernie, poza tym ten opis jest zbędny, skoro wiemy, że to para zakochanych.

 

odcięci z dróg ucieczki. ← pierwszy raz widzę odciąć z, a nie odciąć od

 

Po zamachu terrorystycznym w Meksyku, chaos w mieście pogłębił się jeszcze bardziej. ← unikaj zbędników, powtarzania oczywistych rzeczy, które wcześniej zaznaczyłeś – skoro chaos się pogłębił, to wiadomo, że jeszcze bardziej

 

 

Masz nadal ogromny problem ze stawianiem przecinków. Czasem kilka zdań pod rząd jest okej, a potem nagle twór z samymi kulfonami. Proszę cię, wrzucaj krótsze teksty, szorciki, i na tych szorcikach będziemy się uczyć przecinków ;) Takich tekstów najzwyczajniej nie chce mi się poprawiać w całości, bo naprawdę męczy przebudowywanie cudzej pisaniny, kiedy jest tak rozbudowana i chaotyczna – mnóstwo danych, pełno wpadek, a nikt nam za to nie płaci. Moja dobra wola, jakkolwiek spora, jest za mała na te ilości tekstu ;) W życiu książek nie napiszę, jak będę utykać na takich tworach.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Cześć, Naz. No, przyznam szczerze, że chciałem spróbować swoich sił z dłuższą formą. Chyba jednak nie przewidziałem, że tak słabo to wyjdzie. Z przecinkami staram się walczyć… acz chyba nie do końca tak walka wychodzi :) Hm… Chyba na razie usunę opowiadanie z poczekalni, jak je dopracuje, to znowu wstawię z powrotem. 

"Póki w sercu płonie ogień, póki temu dusza tworzy."

Przecież możesz edytować bez usuwania.

Babska logika rządzi!

A, racja… Zapomniałem przez chwilę :) 

"Póki w sercu płonie ogień, póki temu dusza tworzy."

Nowa Fantastyka