- Opowiadanie: Kruczoczarny - Ku przygodzie

Ku przygodzie

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Ku przygodzie

"Ostatni Tarczownik" stał dumnie na ogromnej skale, leżącej na granicy wioski. Niegdyś na jego miejscu znajdowała się stara strażnica, wieśniacy do tej pory szeptali o starożytnych kazamatach, które miały się pod nią znajdować. Dzisiaj jednak jego kryty łupkami dach trząsł się od gwaru dobiegającego z jego wnętrza. Ciepła, pogodna noc spędziła z okolicznych pól i warsztatów wielu mieszkańców spragnionych kufla zimnego piwa. Jeżeli kto zajrzałby jednak przez okno, zauważyłby grupę wyraźnie odróżniającą się od bawiącego się towarzystwa. To, stłoczone wokół ustawionego w centrum, otoczonego niskim murkiem paleniska zachowywało pełen szacunku dystans.

Przy stojącym z dala od największej ciżby stole siedziały trzy osoby, dwóch mężczyzn i kobieta. Starszy już wiekiem mężczyzna o bystrym wejrzeniu i bujnej brodzie opróżniał właśnie kolejny z rzędu kufel, sprzeczając się z barczystym najemnikiem siedzącym naprzeciwko. Tamten, szerszy niż wysoki, z kilkukrotnie połamanym nosem i licznymi bliznami, perorował o czymś zawzięcie, wymachując przy tym niebezpiecznie glinianym naczyniem. Po prawej od nich siedziała kobieta, huśtając się na krześle, opierała się o ścianę, z pobłażaniem obserwując świętujących ludzi. Dosyć młoda, o spojrzeniu drapieżnika, bawiła się krótkim, piekielnie ostrym nożykiem.

Była to grupa poszukiwaczy przygód, którzy nie dalej niż księżyc wcześniej przybyli na wieść o kłopotach ludzi z wioski. Teraz, w spektakularny sposób wykonawszy zadanie, przepijali wypłatę, racząc się przy tym doskonałą pieczenią, serwowaną przez karczmarza. I jemu należy poświęcić kawałek tej historii. Weteran kilku wojen, czego dowodem był wyraźnie zużyty ekwipunek zawieszony na jednej ze ścian, prowadził ten przybytek od kilkunastu już lat. Lubiany przez miejscowych, posiadał największą z cnót, jaką mógł posiąść karczmarz. Nie rozwadniał piwa.

– Al, wracając do tematu, nie ma sensu zostawać w tej budzie. Żadnego wąpierza tu nie ma, rozhisteryzowani topielcami wieśniacy wymyślają sobie kolejnego potwora, a my tylko tracimy tu czas.

Starszy mężczyzna pogładził się po brodzie, strząsając przy okazji kropelki pozostałego na niej trunku.

– Sądzę, że powinniśmy tu zostać dzień czy dwa, to nie wyglądało jak odparzenie skóry, ale prawdziwe ukąszenie. Magiem jestem, znam się na tym.

Kobieta odepchnęła się od ściany i prychnęła.

– A ten ze swoim stałym argumentem, jak mu się kończą inne, to wyskoczy jak diabeł z pudełka z takim. Ale do rzeczy, zostańmy tu dzień lub dwa, i chłopi się ucieszą, i mój brzuch, bo żona kucharza, trzeba jej przyznać, gotuje świetnie.

– To może byś się napiła z nami, zapewniam cię, że piwo też mają tu doskonałe.

Mówiąc to, najemnik uśmiechał się złośliwie, znając nieszczęsną przypadłość swojej towarzyszki. Ta bowiem nie tolerowała alkoholu, no, może poza delikatnymi elfimi winami.

– Sam sobie pij te szczyny, zobaczymy, kto ci będzie rano balie przynosił, panie rzygam dalej niż widzę.

– Ooo moja droga, ale piwa w to nie mieszaj, Nor ma rację, naprawdę jest dobre.

Mag nazywał się Alverion, co jednak często skracano do samego Ala. Wbrew obiegowej opinii, i swojemu wyglądowi, był prawdziwym dyplomowanym magiem po Uniwersytecie, chociaż zwykł ukrywał swoją prawdziwą moc, która w stanach upojenia alkoholowego potrafiła być iście imponująca. Najemnik był nordem, pochodził z chłodnej północy, przez co przezywano go per Nor. Przeżył podobno więcej wojen niż miał lat. Imienia kobiety nikt nie pamiętał, nawet ona sama, przylgnęło zatem do niej przezwisko sprzed lat, gdy jako dzieciak przypałętała się do awanturniczej pary. Nowa. 

***

Drzwi otworzyły się gwałtownie, uderzając z rozmachem o ścianę. Przeciąg zdmuchnął pozapalane na stołach świece, i stłumił ogień paleniska, pogrążając karczmę w ciemności i kłębach dymu. Na tle księżyca, który na chwilę wychynął spośród powstałej kurzawy, ukazała się sylwetka, błyskawicznie jednak zniknęła nie pozwalając biesiadnikom przyjrzeć jej się dokładniej.

– Wąpierz!!!

Histeryczny wrzask kowalowej wyrwał tłuszczę z otępienia, powodując lawinę zdarzeń, która przetoczyła się wraz z krzykiem po wielkiej izbie. Ludzie zbijali się  w grupy, wrzeszczeli, popychali, starając dostać jak najdalej od wejścia. Jakiś zapobiegliwy pachołek pochwycił krzesło naprędce przygotowując zgrabny kołek. Wprawdzie nie osikowy, a dębowy, ale kapłan obiecywał kiedyś, że w potrzebie i taki zadziała. 

Przeciąg uspokoił się, pozwalając żarowi z murowanego paleniska rozbłysnąć ponownie. Miękkie światło rozlało się wokół ukazując powód zamieszania. Postać, która mignęła uprzednio w drzwiach, wcale nie zniknęła, po prostu zwaliła się na ziemię, tak jak stała. Po krótkich oględzinach, poprzedzonych zapobiegawczym poszturchaniem kołkiem, rozpoznano czeladnika młynarza, młodego chłopaczka o burzy brązowych loków. 

Karczmarz przepchnął się przez tłum, klękając obok chłopaka i podnosząc nieco jego głowę, obejrzał ją dokładniej. Bystre oczy weterana natychmiast dostrzegły dwa niewielkie nakłucia na szyi chłopaka, znajdujące się nieco pod żuchwą. Znak, że został on zaatakowany od tyłu, w innym wypadku znajdowałyby się gdzie indziej.

– Wąpierz, wąpierz wam mówię, ludziska.

– Maga, maga tu dajcie!!

Ale starego nigdzie nie było. Na próżno ludzie szukali go po całej izbie, zarówno pod stołem jak i we wszystkich jej kątach, czarodziej wyparował.

– Jak potrzebny to znika…

– Co ty mówisz, on przecie swój chłop jest, pewnie już bada co i jak, albo i nawet goni winowajcę.

– Pewny jesteś? Na moje oko odespać poszedł, mocno się już na nogach chwiał.

Gorączkowe szepty niosły się wszędzie wokół, nic więc zatem dziwnego, że zarówno Nor jak i Nowa wyślizgnęli się bez przeszkód. Udało im się uniknąć dzięki temu trudnych pytań, które na pewno musiały paść. Kto? Gdzie teraz jest? Kto się nim zajmie? A gonienie za wampirem, głodnym w dodatku, bo ofiara mu uciekła, było ostatnią rzeczą na jaką mieli ochotę. Tylko, że Stary zniknął, i byli teraz w kropce. Zostawić go nie lza, ale jak go teraz po nocy znaleźć?

– Nowa, masz jakiś pomysł?

Wojownik odezwał się pierwszy, gdy stanęli by odsapnąć za tartakiem, kawałek od głównej ulicy. Zdjął kapelusz, przecierając wyciągniętą znikąd szmatką spocone od biegu czoło.

– Niech mnie leszy jeśli tak, zrzęda nie mógł znaleźć lepszego momentu na pijackie wycieczki…

– Szukamy go? Czy liczymy, że sam się znajdzie?

Fuknęła, poprawiając ułożenie pochwy. Rękojeść szabli groźnie zalśniła, odbijając wąski sierp księżyca.

– Widziałeś ślad, gdzieś tu lata wąpierz, albo jeszcze lepiej strzyga, znając nasze szczęście. Jest wściekła i głodna, a Al zostawił księgę w pokoju. Jak wpadnie na nią albo północnicę to dopiero będzie jazda.

– Wystarczyło powiedzieć, szukamy… Głowa mi pęka, więc bez skomplikowanych wyrażeń poproszę.

Widząc zbliżające się światło pochodni, schowali się głębiej w cieniu. W miasteczku wrzało, ludzie biegali wokół, zbierali się w grupki poszukiwawcze, czy też po prostu upewniali, że u sąsiadów wszystko w porządku. Faktem jednak było, że przez to poruszenie ciężej im będzie zarówno znaleźć  wąpierza, jak i uniknąć ludzi. Nie raz to już widzieli, jeśli w wiosce działo się coś magicznego, lub zwyczajnie złego to wpierw obwiniało się za to obcych. Oni obcymi do końca nie byli, ale z braku innych możliwości…

– Nor, idziemy na pola, musimy się upewnić, że stary tam nie poszedł odpocząć, jeszcze gotów zapomnieć, jaka godzina się zbliża.

– Chcesz złą czy gorszą wiadomość ?

Z zezowała na niego, z zaniepokojeniem przyglądając się jego twarzy. 

– Gorszą najpierw.

– Szczać mi się chce…

– A ta zła ?

– Zapomniałem toporka z karczmy… Jakoś tak, zapodział mi się.

Westchnęła ciężko, wkładając w dźwięk całe swoje nieszczęście spowodowane nieudolnością partnera. 

– Szczaj, zaraz coś ci skołuję.

 ***

Przycisnęła głowę wojownika do ziemi, w ostatniej chwili unikają zauważenia. Ten  podziękował jej tylko skinieniem, ściskając w dłoni tasak do mięsa. Wyważony był katastrofalnie, w dodatku upaprany jakąś posoką, ale nie było czasu marudzić. 

Zjawę zauważyli na szczęście pierwsi, przynajmniej Nowa zauważyła, w innym wypadku nie wiadomo, czy bez pomocy maga udałoby im się uciec. Północnica unosiła się pośród łanów wysokiej pszenicy, spod zwiewnej płachty białego materiału jakim była okryta, wystawały zasuszone kończyny zwieńczone szponami. Za życia musiała być piękna, jednakże teraz, jako demon, z pewnością budziła jedynie obrzydzenie.

Wojowniczka gestem pokazała tył, nakazując mężczyźnie wycofanie się. Nie podnieśli się, aż do momentu gdy zbliżyli się do linii zabudowy.

– Tam go nie było, ale następnym razem trzymaj ten ceber nieco niżej, jeśli łaska.

Nor prychnął tylko, machając z irytacją ręką. Obciągnął wymiętą tunikę, i rozejrzał się dookoła. Wieśniacy nie uspokoili się, za to zorganizowali, metodycznie przeszukując okoliczne łąki. Z dala widać było blask licznych pochodni, odbijających się od różnego rodzaju broni.

– Jak sądzisz, wpadną na nią ?

– Raczej nie, prędzej zejdzie im z drogi, nie będzie jej się chciało zabić tak wielu.

– Może i masz rację. Masz jakiś pomysł gdzie szukać teraz ?

Otworzyła usta aby odpowiedzieć, nie zdążyła jednak. Ich głowy przeszyła nagle myśl, pojedyncze słowa w krótkich odstępach. "Piwnica. Jestem. Karczma. Przygotujcie. Konie." Zamarli, czując w głowach paskudne wibracje, skutek uboczny użycia telepatii na nieprzygotowanych osobach. Nie musieli się ze sobą komunikować, lata wspólnej podróży sprawiły, że nie zastanawiali się nad tym, co każde z nich musi zrobić. 

Kiedy Nowa wyprowadzała konie ze stajni, mężczyzna zręcznie wspiął się na drugie piętro karczmy, zaprzeczając tym samym mitom, iż masywni mężczyźni nie są zbyt dobrymi wspinaczami. Z góry dobiegły dźwięki szybkiego pakowania, brzęk karafki i ciche przekleństwa. Już kilka chwil później schodził na dół, zjeżdżając najpierw po krótkim daszku, następnie skacząc prosto na ziemię.

– Idziemy po niego? Mam księgę, tak na wszelki wypadek.

– Widzę, topór też, gdzie tasak?

– Zostawiłem wbity w strop, tak, żeby mieli zagadkę. Ciężki był.

– Na Swaroga, ty naprawdę jesteś kretynem, wiesz ?

Pozostawili konie przywiązane przed karczmą, dzięki temu, że większość mieszkańców uganiała się za wąpierzem po polach, nie było ryzyka, że je ktoś ukradnie. W milczeniu skierowali się ku bocznemu wejściu do piwniczki. Miała ona bowiem dwa wejścia, jedno, z karczmy, prowadziło do jej płytszej części i znajdowało się niedaleko paleniska, dlatego nie było możliwym z niego skorzystać w dyskretny sposób. Drugie prowadziło do jej starszej części, której karczmarz używał do przechowywania wina. Było tam zimno, ale w miarę sucho co stanowiło odpowiedni klimat by trunek się nie zepsuł.

Kamienne schody okazały się tragicznie śliskie, zaś półmrok zmusił do schodzenia po nich po omacku. Światowidowi dzięki, że nikt nie zginął.

Ciemność zniknęła gwałtownie, gdy pod jedną ze ścian rozbłysnął ogień. Nie była to może efektowna kula ognia, a jedynie pełzające po ręce płomienie, ale dawały jasne, choć nieco nierówne światło, więc nadawały się idealnie. Stary mag wstał opierając się o ścianę, a niejakimi trudnościami utrzymując równowagę.

– Zanim zapytacie, goniłem wąpierza. Nie, nic mi nie jest, dzięki za troskę.

– Pfff, a kto by się tam tobą przejmował stary pryku. Po prostu masz nasze pieniądze…

Mimo tego co powiedziała, na twarzy Nowy malowała się wyraźna ulga, zaprzeczająca jej słowom. Tymczasem Nor wszedł do piwnicy, rozglądając się dookoła.

– I co, masz go? Zniszczeń brak, więc pewnie go jeno przegnałeś.

– Ją. To jest ona, i chciałem wam moi drodzy przedstawić naszego nowego towarzysza.

Dziewczyna odwróciła się do wojownika który z wyrazem całkowitego zszokowania spoglądał na czarodzieja.

– Przywalił głową o co? Nor, rychtuj się, wiązać go trzeba będzie.

Mag roześmiał się, wzmacniając przy tym siłę płomieni, pełgających między palcami. Te uniosły się wyżej, przeganiając cienie. Wysoka postać wychynęła z kąta, stając naprzeciwko dwójki najemników, jakby z obawą wyglądając zza pleców starego.

– To Chyża, jak sami widzicie, wąpierz. 

– Oczadziałeś baranie??? Strzygę z nami brać chcesz?! Wiesz co nam chłopi za nią zrobią jak zauważą?

– Chyża uśmiechnij się, proszę.

Zrzucony z głowy kaptur, odsłonił burzę czarnych loków i wielkie ciemnobrązowe oczy. Pełne wargi rozchyliły się delikatnie, ukazując normalne, ludzkie zęby.

– Jak widzicie, jest tylko półwąpierzem, potrafi kryć to kim jest, a i magom tak łatwo jej wykryć nie będzie.

– Dobra, dobra. Zrozumiałam, ale po kiego czorta brać ją z nami chcesz? Młodych się zachciało zbereźniku?

– Cóż… Jakby wam to powiedzieć, my się z Chyżą znamy, tak już z pięćdziesiąt lat. Po raz pierwszy spotkaliśmy się chyba podczas Nocy Stosów, kiedy ocaliła mi życie. Więc jak sami widzicie, mam powody, aby teraz pomóc jej.

Kobieta milczała, wodząc oczami od maga do dziewczyny. Ile ona mogła mieć lat? Mimo wszystko wyglądała na góra szesnaście ale przecież stary mówił… Zmarszczyła gniewnie brwi i spojrzała na Ala.

– A co jeśli powiem, że nigdzie z nią nie jadę?

***

Kobyła Nowej wesoło zarżała, gdy w polu widzenia pojawiła się reszta grupy. Klacz Chyżej niespokojnie stroszyła uszy na swojego jeźdźca, niepojętym szóstym zmysłem wyczuwając niebezpieczeństwo. Nor wlókł się na samym końcu, lekko zielony na twarzy.

Kawalkada wjechała właśnie na wzgórze, z którego rozpościerał się szeroki widok na gościniec, prowadzący aż pod góry Ostre. Wschodzące słońce oświetlało ich sylwetki. 

– Jaki kierunek Al?

– Ku przygodzie Nowa, jak zawsze, ku przygodzie.

Nikt nie zauważył nagle posmutniałej twarzy wampirki i nostalgicznego spojrzenia maga, utkwionego gdzieś przed siebie.

Koniec

Komentarze

Bardzo mi przykro, Kruczoczarny, ale znowu muszę powiedzieć, że ten tekst czyta się bardzo źle. Choć tym razem błędów jest mniej, to nadal masz problem z budowaniem poprawnych, czytelnych zdań. Interpunkcja także do dopracowania.

Nie nazwałabym Ku przygodzie opowiadaniem. To, moim zdaniem, zaledwie dość rozbudowana scena – owszem, opisuje jakieś wydarzenie w karczmie, ale to wszystko. Nie dopatrzyłam się tutaj żadnej opowieści, żadnej skończonej historii.

Ze sposobu w jaki piszesz wnoszę, że chyba jesteś jeszcze dość młody. Mam więc nadzieję, że z czasem, wytrwale pracując, posiądziesz umiejętności, które pozwolą Ci pisać coraz lepiej.

 

Dzi­siaj jed­nak jego kryty łup­ka­mi dach trząsł się od gwaru do­bie­ga­ją­ce­go z jego wnę­trza. – Czy ci, których dźwięk dobiegał, tkwili we wnętrzu dachu?

 

pe­ro­ro­wał o czymś z za­wzię­ciem… – …pe­ro­ro­wał o czymś za­wzię­cie

 

Była to grupa po­szu­ki­wa­czy przy­gód, któ­rzy nie dalej niż księ­życ wcze­śniej przy­by­li na wieść o kło­po­tach ludzi z wio­ski. – Co to znaczy, że przybyli nie dalej niż księżyc wcześniej?

 

-Al, wra­ca­jąc do te­ma­tu… – Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza. Ten błąd powtarza się w całym opowiadaniu.

Nadal źle zapisujesz dialogi. Proszę raz jeszcze, zastosuj się do rad zawartych w tym wątku: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

to wy­sko­czy jak leszy z pu­deł­ka z takim. – Z pudełka wyskakuje diabeł, nie leszy.

Wyskoczyć jak diabeł z pudełka, to związek frazeologiczny, czyli forma ustabilizowana, utrwalona zwyczajowo, której nie korygujemy, nie dostosowujemy do współczesnych norm językowych ani nie adaptujemy do aktualnych potrzeb piszącego/ mówiącego.

 

za­pew­niam cię, że piwo tez mają tu do­sko­na­łe. – Literówka.

 

gdy jako młody dzie­ciak przy­pa­łę­ta­ła się do awan­tur­ni­czej pary. – Czyżby zdarzały się także stare dzieciaki?

 

stłu­mił ogień pa­le­ni­ska, za­nu­rza­jąc karcz­mę w ciem­no­ści i opa­rach dymu. – Raczej: …stłu­mił ogień pa­le­ni­ska, pogrążając karcz­mę w ciem­no­ści i kłębach dymu.

Zanurzyć można coś w czymś. Opary nie są postacią dymu.

 

-Wą­pierz!!!!!– Wą­pierz!!!

Brak spacji po dywizie. Zazwyczaj stawiamy jeden wykrzyknik, w uzasadnionych przypadkach trzy. Stawianie pięciu wykrzykników jest pewną przesadą.

 

po­chwy­cił krze­sło na pręd­ko przy­go­to­wu­jąc zgrab­ny kołek. – …po­chwy­cił krze­sło, napręd­ce przy­go­to­wu­jąc zgrab­ny kołek.

 

Mięk­kie świa­tło roz­la­ło się wokół uka­zu­jąc powód za­mie­sza­nia. Po­stać, która uka­za­ła się w drzwiach… – Powtórzenie.

 

w innym wy­pad­ku znaj­do­wa­ły by się gdzie in­dziej. – …w innym wy­pad­ku znaj­do­wa­łyby się gdzie in­dziej.

 

-Maga, maga tu daj­cie !! – Brak spacji po dywizie. Zbędna spacja przed wykrzyknikami.

 

Na moje oko to się odlać wy­szedł, czy coś w ten deseń. – To wyrażenie nie ma racji bytu w tej opowieści.

 

Fuk­nę­ła po­pra­wia­jąc uło­że­nie po­chwy. – ???

 

"Piw­ni­ca. Je­stem. Karcz­ma. Przy­go­tuj­cie. Konie. " – Zbędna spacja przed zamknięciem cudzysłowu.

 

i wiel­kie ciem­no brą­zo­we oczy. – …i wiel­kie ciem­nobrą­zo­we oczy.

 

jest tylko pół wą­pie­rzem… – …jest tylko półwą­pie­rzem

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W założeniu tekst miał być nieco stylizowany na staropolski, służyć temu miała między innymi inna miara czasu, właśnie księżyc. Być może użyłem tego słowa niepoprawnie ale o ile dobrze pamiętam księżyc znaczyło po prostu miesiąc. Z tym czy jestem młody można polemizować, dwunastu lat nie mam. Regularnie pisze jednak od niedawna, choć stanowi to marne usprawiedliwienie do notorycznych błędów. *chlip* 

Błędy oczywiście będą poprawione, szczerze dziękuję za przebrnięcie przez moja dzieło. ;)

 

P.S

Przepraszam za brak odpowiedzi na poprzedni komentarz, nie do końca ogarniam działanie komentarzy na tej strony i nie wiem czy dotrze on w ogóle do Ciebie. :P

Regulatorzy zrobiła wstępną łapankę, więc postaram się nie powielać tego, o czym już wspomniała – przy czym również zaznaczę, że w oczy zdecydowanie rzuca się nieprawidłowy zapis dialogów. Pamiętaj, by nad tym popracować.

 

“"Ostatni Tarczownik" stał dumnie na ogromnej skale, leżącej na granicy wioski. Niegdyś na jego miejscu znajdowała się stara strażnica, wieśniacy do tej pory szeptali o starożytnych kazamatach, które miały się pod nią znajdować.“ – powtórzenie

 

“Po prawej od nich siedziała kobieta, huśtając się na krześle, opierała się o ścianę“ – no to huśtała się czy opierała?

 

“największą z cnót, jaką mógł posiąść“ – nie wydaje mi się, żeby cnotę można było “posiąść” ;)

 

“…zostawać w tej budzie. Żadnego wąpierza tu nie ma, rozhisteryzowani topielcami wieśniacy wymyślają sobie kolejnego potwora, a my tylko tracimy tu czas.

(…)

-Sądzę, że powinniśmy tu zostać dzień czy dwa, to nie wyglądało jak odparzenie skóry, ale prawdziwe ukąszenie. Magiem jestem, znam się na tym.

(…)

-A ten ze swoim stałym argumentem, jak mu się kończą inne, to wyskoczy jak leszy z pudełka z takim. Ale do rzeczy, zostańmy tu dzień lub dwa“

 

“żona kucharza, trzeba jej przyznać, gotuje świetnie“ – genialne ;D A sam kucharz? Domyślam się, że miało być: żona karczmarza? :)

 

“kto ci będzie rano balie przynosił“ – balie w liczbie mnogiej czy jedną balię?

 

“…a Al zostawił księgę w pokoju. Jak wpadnie na nią albo północnicę to dopiero będzie jazda.“ – brzmi to tak, jakby miał wpaść na księgę.

 

“Faktem jednak było, że przez to poruszenie ciężej im będzie“ – nie ciężej, tylko trudniej

 

Najpierw jest Stary, potem stary. To pisze się go wielką czy małą literą?

 

“Z zezowała na niego“ -?

 

“Przycisnęła głowę wojownika do ziemi, w ostatniej chwili unikają zauważenia.“ – Raz, że to bardzo niezgrabne zdanie, dwa, że literówka: unikając

 

“Obciągnął wymiętą tunikę, i rozejrzał się dookoła.“ – w 99% przypadków nie stawia się przecinka przed “i”. To jeden z nich.

 

“-Jak sądzisz, wpadną na nią ?“ – zbędna spacja przed znakiem zapytania, w kilku przypadkach zresztą widziałam zbędne spacje przed znakami interpunkcyjnymi

 

“Światowidowi dzięki, że nikt nie zginął.“ – Przepraszam, ale ta wstawka jest absurdalna. Mamy dwoje poszukiwaczy przygód, zaprawionych w bojach, a bogom trzeba dziękować, że nie pozabijali się schodząc po schodkach do piwnicy? Nie, nie i jeszcze raz nie.

 

“Ciemność zniknęła gwałtownie, gdy pod jedną ze ścian rozbłysnął ogień. Nie była to może efektowna kula ognia

 

“Mimo tego co powiedziała, na twarzy Nowy malowała się“ – Nowy czy Nowej?

 

“Kobieta milczała, wodząc oczami od maga do dziewczyny.“ – W tym zdaniu nie wiadomo, kto wodzi od kogo do kogo. Nowa jest kobietą, a pięćdziesięcioletni wampir dziewczyną? Bo tak mi wychodzi z kontekstu (że to Nowa wodzi od maga do do nowej znajomej), a to chyba bez sensu…

 

“-Jaki kierunek[+,] Al?

-Ku przygodzie[+,] Nowa, jak zawsze, ku przygodzie.“

Przed bezpośrednim zwrotem do kogoś (wołaczem) praktycznie zawsze powinien być przecinek.

 

Twoje opowiadanie faktycznie ma znamiona twórczości kogoś, kto – niekoniecznie będąc bardzo młodym, oczywiście – dopiero przygodę z pisaniem zaczyna. Chociażby to, że zaczynasz od karczmy… Robisz sporo drobnych błędów, styl masz rozchwiany i niewprawny, wiele jeszcze będziesz musiał się nauczyć o prowadzeniu narracji, konstrukcji dialogów (nie mówię tylko o zapisie), tworzeniu opisów i tak dalej. Ale każdy kiedyś zaczynał, więc to nie powód do zniechęcenia, tylko do podejmowania dalszych prób. Powodzenia.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jak zawsze dziękuję za chęć przeczytania i poprawki. :3 Co do praktyki, będzie to oznaczało więcej tekstów takich jak ten. Mam tylko nadzieję, że szybciej poprawię swój warsztat, niż Wy zniechęcicie się do czytania moich wypocin. :D

Co do dziękowania Bogom za bezpieczne zejście, próbowałeś zejść kiedyś w stanie upojenia po schodach? Może tylko ja jestem tak utalentowany ale zdarzyło mi się spaść po takich zwykłych, na trzeźwo. Te w piwnicy były zaś strome i mokre.

Karczmy przyrzekam już nie używać, nie żebym nie wiedział jak bardzo oklepany jest to schemat w fantastyce, po prostu nie mogłem się powstrzymać. 

 

Pozdrawiam :)

Ja jeszcze zarzucę dłużyzny, szczególnie, przegadane dialogi.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Tekst nie jest napisany źle. Czytając go wiem, że jeśli popracujesz, to będzie naprawdę dobrze. Było trochę nudnawe, bo to raczej fragment niż skończone opowiadanie. Z takich uwag technicznych: stawiasz za mało kropek, np. “– Co ty mówisz, on przecie swój chłop jest, pewnie już bada co i jak, albo i nawet goni winowajcę.” Zdanie dużo lepiej by wyglądało tak: “– Co ty mówisz… On przecie swój chłop jest. Pewnie już bada, co i jak albo nawet goni winowajcę.” Czy: “– Al, wracając do tematu, nie ma sensu zostawać w tej budzie. Żadnego wąpierza tu nie ma, rozhisteryzowani topielcami wieśniacy wymyślają sobie kolejnego potwora, a my tylko tracimy tu czas.” Takich zdań jest więcej. Nie jest to coś, co miałbyś teraz poprawiać, ale pamiętaj o tym przy pisaniu kolejnego tekstu ;) 

 

Nie spodobało mi się również to:

– Wąpierz, wąpierz wam mówię, ludziska.

– Maga, maga tu dajcie!!

Chodzi mi o te powtórzenia. Są celowe, wiem, ale one brzydko wyglądają, kiedy są tak blisko siebie.

 

Co do uwagi joseheim, to pamiętam jak swoje pierwsze, “poważne” opowiadanie fantasy też zaczęłam od karczmy. Miałam wtedy 12-13 lat i na polskim dostaliśmy do napisania właśnie opowiadanie. Bardzo się tym przejęłam, napisałam na kilka kartek i dostałam szóstkę. Nie chwalę się, bo dostanie w gimnazjum dobrej oceny z pracy pisemnej to żaden wyczyn. Wspominam o tym, bo właśnie wtedy, dzięki mojemu opowiadanku (z uniwersum Wiedźmina tak na marginesie), zaczynającego się od wędrowca wchodzącego do karczmy, złapałam bakcyla na pisanie, bo nauczycielka bardzo je pochwaliła. Już wcześniej coś tam bazgrałam, ale nie na poważnie. 

Chodzi oto, że patrzę przychylnym okiem na karczemne opka, bo do tej pory niezwykle miło wspominam moje :)

 

No ale to taka dygresja, nieistotna zresztą. Pisz dalej, drogi Kruczoczarny i hajda ku przygodzie!  

"Określać znaczy ograniczać" ~Lord Henryk Wotton, Portret Doriana Graya

@LanaVallen Czyli, że jest dla mnie nadzieja? Jupi :D Co do kropek, oryginalnie było ich więcej, ale trochę ich pousuwałem, bo bałem się żeby z nimi nie przesadzić. 

No, teraz już tekst wygląda w miarę przyzwoicie, chociaż interpunkcja nadal momentami szwankuje i trafiają Ci się powtórzenia. Historia szału nie robi, ale to już wiesz.

bo żona kucharza, trzeba jej przyznać, gotuje świetnie.

A dlaczego kucharz nie gotuje sam? ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka