- Opowiadanie: belhaj - Przypowieść o kupcu i rybaku

Przypowieść o kupcu i rybaku

Szort ukazał się w kwietniowym numerze Szortala na Wynos

http://szortal.com/node/9704

Mam nadzieję, że się spodoba :)

Tekst inspirowany piosenką Łony – Biznesmen

Z podziękowaniem dla bemik za jak zawsze nieocenioną pomoc w wyłapaniu błędów :)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

RogerRedeye

Oceny

Przypowieść o kupcu i rybaku

W Karingen, stolicy Doliny Sześciu Miast, żył pewien kupiec imieniem Hukosz. Po ojcu odziedziczył niewielki tartak leżący na skraju Sosnowej Kniei. Dzięki sprytowi, szczęściu i smykałce do interesów w kilka lat stał się jednym z najbogatszych i najbardziej wpływowych mieszkańców miasta. Pierwsze duże pieniądze zarobił, sprowadzając spoza doliny heban. Przy tartaku postawił stolarnię i budował z ciemnego drewna meble cieszące się wśród karingeńskich elit olbrzymią popularnością. Za zarobione pieniądze kupił podupadającą kopalnię miedzi. Po kilku miesiącach wydobycia w jednej z odnóg znaleziono złoża złota. Hukosz, wykorzystując koniunkturę, założył znany w całej Dolinie sklep jubilerski. Jego wyroby noszone były przez damy dworu, a nawet samą królową. Kolejną inwestycją był kamieniołom. Z wydobywanych w nim granitu, marmuru i piaskowca powstawał kolejny gród, po tym jak ogłoszono budowę siódmego miasta w Dolinie. Majątek Hukosza systematycznie rósł, a on potrafił utrzymać się na powierzchni w meandrach kupieckiej rzeki.

Pewnego wiosennego dnia kupiec otrzymał wiadomość, że w Pustelniczym Jarze napadnięto na jego transport. Heban został ukradziony, a kilku pracowników zginęło. Na tę wieść Hukosz poczuł dziwne kłucie w klatce piersiowej. Nie mógł złapać oddechu, czując duszności. Wezwany na miejsce medyk po oględzinach chorego stwierdził:

– Ma pan kłopoty z sercem. Stan przedzawałowy.

– Co pan radzi? – zapytał wystraszony kupiec.

– Powinien pan odpocząć. Ma pan żonę, dzieci. Radziłbym wyjechać w jakieś zaciszne, spokojne miejsce na kilka tygodni. A potem oszczędzać się, nie denerwować.

Hukosz, mimo że kupiecki kunszt był wszystkim, co potrafił, wziął sobie tę radę do serca. Zostawiał interesy pod opieką najstarszego syna. Zabrał małżonkę i dwójkę najmłodszych pociech do Oss, położonego nad Wilskim Jeziorem kurortu wypoczynkowego.

 Wynajął piętro w położonej tuż przy rynku karczmie Pod złocistą wzdręgą. Dni mijały mu spokojnie. Oddawał się lekturze, zwiedził położony na pobliskim wzgórzu zameczek, a także udał się na wycieczkę do elfich ruin w niedalekim lesie. Spędzał więcej czasu z dziećmi, które dotąd zaniedbywał. Z żoną na nowo odkryli uroki alkowy.

W pewne słoneczne, bezwietrzne popołudnie udał się na spacer brzegiem jeziora. Było olbrzymie, jednak na przystani przycumowano niewiele łódek. Tubylcy zajmowali się głównie rybołówstwem i turystyką. Szczególną estymą cieszyła się żyjąca jedynie w Wilskim Jeziorze wzdręga złota, posiadająca niezwykle walory smakowe. W całej Dolinie cena osiągała niebotyczne rozmiary, a jadało się ją nawet na królewskim dworze. Hukosz miał okazję jej spróbować, gdyż  gospodyni karczmy czasem serwowała ten rarytas na obiad.

Oddalając się od miasta, wędrując wzdłuż brzegu, kupiec natknął się na leżącego na piasku mężczyznę. Nieopodal przycumowana była niewielka, nadszarpnięta zębem czasu łódka. Widać było wystające z niej sieci, a wokół unosił się charakterystyczny rybi zapach. Rybak popijał z pokaźnego bukłaka i zaciągał się wonnym dymem z fajki wypełnionej liśćmi tytoniu.

– Witaj – zagaił Hukosz, podchodząc.

– Ano witaj. – Mężczyzna popatrzył na zbliżającego się kupca mrużąc oczy. – Chybaście nietutejszy?

– Pochodzę z Karingen, jestem w Oss od dwóch tygodniu. Na urlopie. Zatrzymałem się Pod złocistą wzdręgą.

– O. – Rybak rozpromienił się na te słowa. – Toście próbowali złowionych przeze mnie rybek. Co dzień przynoszę Larinie nową dostawę.

– Łowicie?

– A i owszem. Wypływam co rano. Na łódce mnie wykołysze, więc kac szybko przechodzi. – Mężczyzna pociągnął z bukłaka solidny łyk. Wyciągnął rękę z trunkiem w stronę kupca, ale ten przecząco pokręcił głową. Rybak za to sobie nie żałował i napił się ponownie. – Popływam ze dwie godziny, a to, co złowię, zanoszę do karczmy. Larina daje mi jedzenie i bukłaczek winka. I tak dzień leci.

Hukosz, słysząc te słowa, wyczuł możliwość zarobku. Kupiecka żyłka podpowiadała mu, że można ubić świetny interes.

– Mógłbym ci coś zaproponować?

– Mów. – Rybak kolejny raz uraczył się winem.

– W Karingen znalazłoby się wielu chętnych na mięso wzdręgi. Zamiast łowić dwie godziny, połowiłbyś od świtu do zmierzchu. Zatrudnilibyśmy ludzi, można przecież łowić na kilka łódek. To świetny interes, mówię ci.

– Muszę przyznać, że pomysł jest niezły. Ale co ja będę w tym czasie robił?

– Jak to co!? – nieomal krzyknął kupiec. – Będziesz odpoczywał, popijał wino, pławiąc się w promieniach słońca.

– Taa… – Rybak spojrzał na niego rozbawiony. – A co ja teraz robię?

Koniec

Komentarze

Cześć.

Na początku trochę klimatu fantasy.

Potem wdarła się jakaś przesada w zastosowanym słownictwie, a wraz z nią uleciał klimat fantasy (i czytało się to od teraz jak coś współczesnego). Klimat dobił “stan przedzawałowy”.

Na końcu było ostatnie zdanie.

 

A gdzie jakieś zakończenie? Morał? Żart? Zaskoczenie?

To niczym fragment raczej nudnej powieści urwany w przypadkowym miejscu.

 

Poprawny tekst. Reszta opinii będzie dobitniej negatywna, więc tu kończę.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Piotrze jeśli ostatnie zdanie nie jest morałem, żartem, zakończeniem to nie wiem co nim jest.

Oj, Belhaju…

Po pierwsze: w pewnym sensie zgodzę się z Piotrem, “stan przedzawałowy” nie pasuje do klimatów fantasy.

Po drugie (taki, tam szczegół): Dzięki sprytowi, szczęściu i smykałce do interesów… – spryt, to synonim smykałki. http://synonim.net/synonim/smyka%C5%82ka

Po trzecie: twój tekścik spory to plagiat “Biznesmena” – Łony. :(

https://www.youtube.com/watch?v=SmrFYM7wFZw

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zalthcie inspirowany ową piosenką to fakt.

To może warto o tym wspomnieć we wstępie?

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dodałem w przedmowie :)

Piosenki nie znam, ale od razu skojarzyło mi się z opowieściami o Indianach południowoamerykańskich – Hukosz to biały człowiek, a rybak to Indianin. Kropka w kropkę ta sama gadka. 

Piotrze, ja bym się morału czy żartu nie czepiała – według mnie jest on wystarczająco czytelny. A rozwlekanie ostatniego zdania w tłumaczenie dlaczego byłoby tylko popsuciem efektu. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Też uważam, że nadmierne rozciągniecie zakończenie nie wyszłoby na dobre.

Fajne porównanie z Indianami i białymi ludźmi. Takie zderzenie kultur i mentalności :)

Paru podróżników o tym pisało. I zastanawiałam się, czy którejś z pozycji nie czytałeś przypadkiem :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nie czytałem. Akurat tego okresu w historii świata zbyt szczegółowo nie zgłębiałem :)

Mamy różne pojęcie żartu i morału. Dla mnie jeżeli ów żart zupełnie nie jest śmieszny (tu bawi jedynie wypowiadającego), to nie jest żartem (tutaj jest to jakieś stwierdzenie i tak samo ono śmieszne, jak np. “A po co mam to robić?” – całkowicie neutralne stwierdzenie). Jeżeli morał według mnie nie stanowi żadnej puenty, to nie jest morałem (skoro widzę przez całą scenę, co robi ten rybak, to w jakim stopniu jego wypowiedź jest dla mnie zaskoczeniem? W zerowym).

 

Jeżeli był żart czy morał, to według mnie był nieudany. Jeżeli był u dany, to przede mną kolejny dowód o zróżnicowaniu gustów.

 

I, śniąca, Ty byś się nie czepiała. Ja także się nie czepiam. Po prostu wyrażam opinię.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Gdzieś tu ostatnio był taki szorcik czy drabble o trollach… Ale do rzeczy.

 

Bardzo miło zobaczyć inspirację Łoną – może nie są to przesadnie głębokie teksty, ale prawdziwe i zabawne w swej prostocie. I tutaj jest podobnie – ja nie widzę żadnych uchybień :) To zadanie, którego tekścik się podjął, zostało zgrabnie wykonane w stu procentach.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Enazet Łona to jeden z najbardziej niedocenionych polskich raperów. Ostatnia płyta też zapowiada się miodnie. Ogólnie ja lubię inspirację polskim hip-hopem. Na przykład w tekstach donguralesko można znaleźć wiele odniesień do fantastyki, za co go uwielbiam.

Cieszę się, że się podobało :)

Piotrze, nie czepiam się, też wyrażam swoją opinię.

I w jednym z pewnością mamy całkowitą zgodność – gusta są różne :) 

Gdy po raz pierwszy, ładnych kilka lat temu, przeczytałam taką historię właśnie jako opowieść ze zderzenia kultur gdzieś w Amazonii, to najpierw się uśmiałam. A po chwili nadeszła refleksja. I można zacząć się zastanawiać nad sensem życia konsumpcyjnego, spędzonego w pogoni za dobrami materialnymi, które teoretycznie mają nas doprowadzić do punktu wyjściowego – czyli żyję spokojnie, niczym się nie martwię. W temat wchodzić głębiej nie będę, bo od filozofowania jest tu ktoś inny ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

W dzisiejszych czasach jednak bliżej do konsumpcyjnego trybu życia, niż tego wyznaczanego przez naturę i pory roku. A szkoda, sam lubię od czasu do czasu zagłębić się w zaciszny las, pochodzić, pooddychać świeżym powietrzem i oczyścić głowę :)

Z jednej strony fantastyka i realia naszych czasów są ciekawą hybrydą. Z drugiej, pod koniec czytania zacząłem się zastanawiać po co Ci w ogóle w tym opowiadaniu fantastyka. Jak dla mnie bez “Karingen, stolicy Doliny Sześciu Miast“ czy elfkich ruin tekst byłby równie atrakcyjny. W pewnym momencie (jakoś na wysokości przedzawałowej diagnozy) mój mózg zaczął wręcz odsedzać treść z fantastycznych fusów. Pewnie dlatego, że nie jestem wielkim fanem fantasy (chyba, że jest wyjątkowo bliskie “jesieni średniowiecza”). Możliwe, że Piotrek miał odwrotnie – początek nastroił go na Fantasy, a dostał rzeczywistego moralniaka. 

Jeśli chodzi o “morał” – dotarł do mnie :) Może nie jest wyjątkowo wyszukany, ale nie zawsze o to chodzi. Czytało mi się “miło i bez zatrzymywania na głębszy oddech”, dlatego uważam, że szort w takim wymiarze jest w porządku.

Fantastykę często traktuje jako dodatek do tekstu. Tu rzeczywiście można by się było bez niej obejść. Piosenka, którą się inspirowałem nie zawiera fantastyki więc tutaj dla odmiany jej dodałem. Dzięki grucho za opinię ;)

Ja już Ci powiedziałam w czasie bety, belhaju: zgrabnie napisany tekst, ale dla mnie nic specjalnie nowego. 

A co do dyskusji na temat ostatniego zdania – popieram Śniącą.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Sprawnie napisana opowieść, chociaż w kilku momentach językowo do dopracowania. W pierwszych zdaniach blisko siebie, na przykład, wyraz “pieniądze”. Według mnie, stylizację języka narracji należałoby przemyśleć, bo później pojawia się bardzo współczesna “koniunktura”. Warto byłoby wpleść w opowieść jakieś archaizmy. 

Kompozycja – widać, że  miniatura to trochę za mało w stosunku do tego, co Belhaj zamierzał opowiedzieć. Bo tak – mamy długą w sumie opowieść o losach kupca, ciekawą – ale co z niej wynika? W sumoe jest to długi wstęp, opis postaci i jego losów.  A potem w końcówce  incydentalnie pojawia się postać rybaka. Ergo – opis losów kupca jest rozdęty, a postać rybaka nie do końca wygrana.  

Najważniejszym minusem tekstu jest słaba końcowka. Taka na byle zbyć i jak dla mnie, nieprzekonywująca. 

Nie jest to zły tekst, co więcej, wyróżnia się dopracowaniem, potoczystością narracji i niezła dynamiką. 

Ja bym go wykasował i rozwinał w nieco dłuższą opowieść. Dwóch bohaterów  kupiec i rybak, naprzemiennie.  To samo, co jest w tekście, tyle, że poprzeplatane ze sobą. Opowieść o rybaku bardziej rozwinięta. W końcu się spotykają.

A finał?

A taki – matko i córko, obie piękne kobiety, ciekawa propozycja, tyle, że wtedy w trymiga wyłowią wszystkie złote wzdręgi. I co ja będę robił, czyli nic nie robił? Świnie pasał? W życiu…

A kupca nagle znowu nachodzi duszność…

I ładny, mocny bon-mot rybaka o tym, że nie warto się cały czas sprężać. Byłby ciekawy morał. Chyba, tak myślę. 

Pozdrawiam.  

Bemik dzięki za komentarz :)

Rogerze nie chciałem rozwijać opowieści ponad miarę, ot przypadkowe spotkanie dwóch osób o skrajnie różnym światopoglądzie. No, cóż szkoda, że nie pykło…

Opowiadanie jest naprawdę niezłe, ma dobry klimat, taki ciepły, przyjemny w odbiorze. Czytało się bez zgrzytów.

Tyle, że, jak dla mnie, mogłoby być po prostu o wiele bardziej ciekawe. Z tego pomysłu można było chyba dużo więcej wycisnąć. 

Ale to tak zawsze jest… Prawda jednak jest taka, że napisany i dopracowany tekst należy odłożyć co najmniej na dwa tygodnie.  Wtedy widać, co trzeba byłoby jednak zmienić.

Pozdrówka. 

Owy szort odleżał już dość długo. Spłodziłem go bodaj grudniu zeszłego roku. Może kiedyś zastanowię się nad jego rozwinięciem, na razie mam rozgrzebanych kilka innych (większych) projektów.

Dzięki za bibliotekę Rogerze :)

Czy to na pewno przypowieść?

Jak na mój gust raczej taka sobie opowiastka, trochę przydługa i mało odkrywcza.

 

Przy tar­ta­ku po­sta­wił sto­lar­nię i bu­do­wał z ciem­ne­go drew­na meble… – Mebli się chyba nie buduje.

 

Hu­kosz, mimo że ku­piec­ki kunszt był wszyst­kim, co po­tra­fił… – Czy kunszt jest czymś, co można potrafić?

Proponuję: Hu­kosz, mimo że ku­piec­two było wszyst­kim, co po­tra­fił

 

Za­brał mał­żon­kę i dwój­kę naj­młod­szych po­ciech do Oss, po­ło­żo­ne­go nad Wil­skim Je­zio­rem ku­ror­tu wy­po­czyn­ko­we­go. – Masło maślane. Kurort jest wypoczynkowy z definicji.

 

Wy­na­jął pię­tro w po­ło­żo­nej tuż przy rynku karcz­mie Pod zło­ci­stą wzdrę­gą.Wy­na­jął pię­tro w po­ło­żo­nej tuż przy rynku karcz­mie Pod Zło­ci­stą Wzdrę­gą.

 

Szcze­gól­ną es­ty­mą cie­szy­ła się ży­ją­ca je­dy­nie w Wil­skim Je­zio­rze wzdrę­ga złota, po­sia­da­ją­ca nie­zwy­kle wa­lo­ry sma­ko­we.Estyma to poważanie, szacunek. Czy ryby rzeczywiście poważano i szanowano, a potem zjadano? ;-)

Może: Szczególnym uznaniem/ wzięciem/ powodzeniem cieszyła się

 

W całej Do­li­nie cena osią­ga­ła nie­bo­tycz­ne roz­mia­ry, a ja­da­ło się ją nawet na kró­lew­skim dwo­rze. – Z tego wynika, że na królewskim dworze jadano cenę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg dzięki za komentarz. Szkoda, że ci się nie spodobała :( Nie miała być ani odkrywcza, ani długa.

Mam nadzieję, Belhaju, że Twoje kolejne opowiadania będę czytać z zainteresowaniem. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja również :) 

złoża złota – żyła złota brzmiałaby lepiej

napadnięto na jego transport. – bez “jego” też byłoby zrozumiałem, tak mi się wydaje

Na tę wieść – na tę wiadomość zakodowało mi się w głowie, na tę wieść brzmi dziwnie

Zostawiał interesy pod opieką najstarszego syna – Zostawiał? To jeździł tam więcej niż raz?

gdyż  gospodyni karczmy czasem serwowała ten rarytas na obiad. – rarytas, serwowany na dworach, a niebagatelnie wysokiej cenie, serwowany przez gospodynię w karczmie? Jestem na nie.

 

Gdzieś mi śmignęło tam jeszcze kilka powtórzeń. Z początku nie domyślałem się, że to “to”, a gdy już się domyślałem, wzruszyłem ramionami – ot powtarzana historyjka. Natomiast jeśli stworzył ją Łona, to Twój tekst jest plagiatem – bo parodią raczej nie. To, że ma trochę więcej słów, fantastyki, nie jest rapem, a bohater nazywa się inaczej i w ogóle dodałeś jakieś szczegóły, nie zmienia faktu, że skopiowałeś rdzeń cal w cal – a jeśli to nie plagiat, to nie mam pojęcia, co nim jest. Nawet powód wyjazdu ten sam co w piosence… Cóż, bardzomisię nie podoba.

 

Swoją drogą – Łona wydał całkiem niedawno nowy album, możecie zerknąć.

 

 

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Podejrzewam, że Łona nie miałby nic przeciwko takiej inspiracji. W moim mniemaniu plagiat to za wielkie słowo. A co do nowego albumu to owszem słuchałem :) Jak zwykle wysoki poziom.

Podejrzewam, że Łona nie miałby nic przeciwko takiej inspiracji.

O nawet jakby miał, to co tam trzy lata.

 

1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Czy przywłaszczyłem sobie autorstwo. Chyba nie po prostu wykorzystałem pomysł pokazując go w innych, fantastycznych, realiach. 

Zdecydowanie podoba mi się sposób myślenia rybaka.

Podejrzewam, że Łona nie miałby nic przeciwko takiej inspiracji.

Dopóki go nie spytasz, możesz tylko podejrzewać. Gdybym napisał książkę, a ktoś nakręcił jej ekranizację i nawet puszczał ją za darmo w kinach – czerpie przychód? nie? to jaki problem? – to raczej bym się wku****, aniżeli cieszył, gdyż zmniejszyłaby się szansa, że ktoś jeszcze to zrobi w wariancie, w którym dostaję pieniądze.

Też nie wierzę, że Łona będzie chciał swoją historię rozpisywać albo ekranizować, niemniej, jest ona jego, a ty ją przywłaszczyłeś, z tego, co rozumiem, przed komentarzem Zaltha nie dając nawet odnośnika do oryginału. 

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Cóż pozostaje mi się tylko ukorzyć.. 

Cóż, na Twoim miejscu po prostu usunąłbym tekst ze strony i dysku i miał nadzieję, że Łona nie kryje się tu pod jakimś nickiem, wypisując pozew, a z tego co wiem, jest prawnikiem :)

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Strafer mi też zdecydowanie bliżej do takiej życiowej filozofii ;)

Po przeczytaniu miałam wrażenie, że skądś to znam – chyba właśnie z tych anegdot o Indianach, niemniej pomysł spodobał mi się. Nie znałam piosenki, ale zerknęłam z ciekawości na tekst – no i przykro mi, że pomysł okazał się nie Twój :( Mi też często zdarza się inspirować piosenkami, bardzo często chwytam jakiś fragmencik jako “zahaczkę” i coś tam z niego rzeźbię alb inspiruje mnie generalne przesłanie utworu, więc szukanie pomysłów w muzyce doskonale rozumiem, ale tutaj rzeczywiście zbyt dosłownie pojechałeś moim zdaniem :( A i przez to fantastyka taka nieco na siłę, w dodatku jak na lekarstwo. Gdyby chociaż nie rybak tylko jakiś łowca bazyliszków czy innych wróżek, gdyby nie tartak, stolarnia i kopalnia a jakieś magiczne cuda, albo w ogóle nie kupiec tylko mag w pogoni za karierą na dworach władców, no nie wiem, jakaś z większym rozmachem ta fantastyka, jakiś może ciut inny powód wyjazdu i dialog, do którego dodałbyś coś od siebie. Albo chociaż inna kompozycja, narracja z jakieś innej perspektywy – bo pod tymi względami również szorcik zbyt podobny do piosenki…

To już abstrahując od tego, napisane ogólnie w porządku, całkiem elegancko, choć zgadzam się z Rogerem, że razi brak proporcji między jedna a drugą postacią – przy tak skonstruowanym tytule oczekuje się, że obie postaci będą równorzędne. 

Faktycznie mogłem bardziej odróżnić szorta od piosenki. W każdym razie dzięki za przeczytanie Werweno :)

Jak to przeczytałem przypomniały mi się żydowskie kawały ;)

Dzięki za komentarz o ocenę MPJ. No akurat źródło było trochę inne :)

Pomysł chyba bardzo stary. Wydaje mi się, że przed wieloma laty czytałam dowcip oparty na tym motywie. Tylko tam był Meksykanin i jakiś makler z USA.

Fantastyka sprawia wrażenie wciśniętej na siłę dekoracji.

Zastanawiałam się nad geologią krainy kupca. Miedź i złoto chyba jeszcze można pogodzić. Nie znam się. Ale marmur, granit i piaskowiec w jednym kamieniołomie? I może jeszcze ropę naftową wydobywał?

W całej Dolinie cena osiągała niebotyczne rozmiary, a jadało się ją nawet na królewskim dworze.

Czy jeśli cena jest słona, to od razu smaczna? ;-)

Babska logika rządzi!

Tego dowcipu nie znam. Dzięki za uwagi i komentarz :)

Nie wypowiadam się na temat praw autorskich, bo nie jest to dziedzina prawa w której się specjalizuję ;-). Na drugi raz sugerowałbym od razu wyraźną adnotację, albo zmianę oryginału w stopniu dostatecznym, żeby uciąć krytykę :D.

Tekst czytało się całkiem nieźle, a myśl przewodnia jest w równym stopniu prosta i dająca do myślenia (chwalę i Ciebie i Łonę ;-)). Nie zmienia to faktu, że fantastyka pozostaje elementem zupełnie zbędnym, a po zdiagnozowaniu stanu przedzawałowego lekarze stwierdzili zgon klimatu z przyczyn tragicznych.  

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Fantastyka faktycznie jest tylko dodatkiem i bez niej tekst bardzo by się nie zmienił. Ale jako, że jestem wierny swojemu ulubionemu gatunkowi jakieś akcenty musiałeś wpleść. Dzięki za przeczytanie Nevazie :)

No jak musiałem, to wplotłem ; ))

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nie musiałem, ale chciałem :)

Faktycznie opowieść nie kończy się jakimś mocnym uderzeniem. W każdym razie przesłanie niesie, choć kupiec nawet na urlopie pozostał kupcem :-)

Dzięki za przeczytanie :)

Nowa Fantastyka