- Opowiadanie: rethray - W samo popołudnie

W samo popołudnie

Oto jest grafomaństwo mniej napuszone, posypane popiołem i przytłumione. Zapraszam. 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

W samo popołudnie

Szeryf Lonstar czuł już od wczesnych godzin porannych, że coś się święci i nie chodziło wcale o odbywające się w okolicznej kaplicy nabożeństwo. Obudził się z powodu natarczywego pęcherza i udał się boso do wychodka. Załatwiwszy sprawę, wrócił do chaty na uboczu i ubrał się czym prędzej w swój legendarny prochowiec z postrzępionym dołem. Materiał u dołu płaszcza jest porwany ponieważ sięga do samej ziemi i trze o klepisko, gdy Lonstar się przemieszcza. Buty Lonstar miał zwyczajne, w przeciwieństwie do pasa z bronią i kabury, które to wykonała jego babka z najlepszego stopu skór stąd do Wyoming. Szeryf spakował wierny sześciostrzałowiec do omawianej kabury i jak to miał w zwyczaju rozpoczął obchód miasta od szklaneczki whisky w saloonie Grubej Berty. Gdy okazało się, że skończył się jego ulubiony gatunek, Lonstar zmarszczył jeszcze bardziej i tak już marsowe na co dzień czoło i choć gotował się wewnętrznie bardzo mocno, na głos wypowiedział jedynie:

– Nie po to pozbyłem się rano szczyn, by teraz z powrotem je wypić.

Nagle drzwiczki saloonu rozwarły się zamaszyście, policzkując ściany po obu stronach. Szeryf nawet nie mrugnął, był z natury spokojny, a niedawno rozpoczął piąty krzyżyk i nie jedno już widział. Indywiduum w drzwiach zaczęło krzyczeć:

– Pomocy, pomocy, trup!

Lonstar wciąż nawet nie zaszczycił spojrzeniem nowoprzybyłego. Jego jedyną reakcją było filozoficzne beknięcie. Dopiero kiedy wrzeszczący, krzyczący i wyraźnie wstrząśnięty obywatel dzikiego zachodu zwrócił się bezpośrednio do szeryfa:

– Szeryfie, morderstwo!

Lonstar wstał i odrzekł:

– Pokaż gdzie.

Poszli razem i wzburzony mieszkaniec pokazał miejsce zbrodni. A było na co popatrzeć. Dotarli do pokoju 3203 w okolicznym domu uciech. Ściany wysmarowane były krwią, a zwłoki prostytutki walały się po całym pomieszczeniu. Z trudem domyślili się gdzie jest dół, a gdzie góra. Szeryf Lonstar nie dał się zbić z tropu. Nie zwrócił uwagi na fałszywe tropy, choć domagały się jego uwagi jak wygłodzone psy swej miski. Ponad smrodem strachu, bólu i cierpienia oraz zatęchłej krwii unosił się nieubłagany i intensywny aromat śmierdzącej farby. Szeryf niemal od razu zrozumiał. Sprawcą całego zamieszania jest niejaki Billy Malarz. Lonstar pożegnał miejsce zbrodni i osłupiałego mieszkańca tym samym ponurym spojrzeniem i ruszył do hotelu, w którym zwykł przesiadywać Billy Malarz.

Preria  wyraźnie czuła na sobie ciężkie kroki szeryfa. Wywnioskowała, że kulał na jedną nogę, gdyż stawianie stopy prawej bolało ją bardziej. Ziemia cierpiała, nie domyślając się, że już za kilka lat czeka ją większy koszmar w postaci pierwszych samochodów hańbiących i strzępiących podłoże – jej ciało.

Lonstar kroczył pewnie ku motelowi. Zawołał głośno:

– Billy, wiem, że to ty! Wyłaź, cholero!

Billy nie był tak ciężki jak szeryf, toteż preria obdarzyła go większą sympatią. Co więcej jego powłóczące kroki miło masowały powierzchnię jej ciała. Tak, preria od razu polubiła Billego.

W przeciwieństwie do Lonstara. Ten nie polubił okrutnego mordercy. Od tej pory wszystko potoczyło się szybciej niż czas potrzebny do opróżnienia przez szeryfa ulubionej butelki whisky. Kule wystrzelone z obu luf antagonistów świszczały w powietrzu i omiatały okoliczne tereny. Jedna utkwiła w ścianie domu, inna przebiła czarne serce Billego na wylot i poleciała dalej w kierunku zachodzącego słońca. Niestety jedna z kul, wystrzelonych przez Malarza dosięgnęła Lonstara w gardło. I tak oto pomalował szeryf prerię swoją krwią, niczym malarz farbą duży pokój. A farba ta kończyła się szybko.

Niezadowolona, mokra preria zawyła we wśkiekłości…

 

 

Koniec

Komentarze

Fajne, lecz krótkie.

Ignorancja to cnota.

Dzię­ku­ję, to praw­da.

EDIT: W sensie, że krótkie ;).

Nie da się ukryć, że preria jest tutaj główną osobą dramatyczną, a jej uczuciowość nadaje opowieści gołębi.

Gołębi oraz jednego nosorożca. Uczuciowości pocisków niestety nie uchwyciłem. Może jutro.

Prawdziwie wspaniały łestern. Bez sztucznie pompowanych niedorzeczności i wielu błądów. I rzeczywiście spokojnie można by było poczytać jeszcze sporo dalej, choć może nie do Wyoming.

Czy to jest sygnaturka?

Może nie do Wyoming, ale do Radomia faktycznie. Z drugiej strony wartka akcja i dramat dramatyczny ucierpiałyby na wydłużeniu.

Ucierpiały by albo i by nie. Bo jakby jeszcze jakieś indiany przyjechały krzycząc i‘ha i szczelając to może by ucierpiały ale inne osoby a nie akcje. Ale to pytanie do niejakiego rethray‘a…

Insza inszość, że rzeczywiście jest tak jak w baśniach z 1001 nocy, że się kończy jak się chce jeszcze żeby się nie kończyło i to jest dobrze. Bo się chce jeszcze, tak jak osioł w Shreku, co chciał jeszcze raz. Zatem podtrzymuję swoją (słuszną) opinię, że to dobre było. A ponadto znacznie lepsze niż poprzednie… Dużo znacznie!

Czy to jest sygnaturka?

Jak i dużo znacznie to i dużo dziękuję! Osła nakarmię, Shreka przytulę, a indianie nie zdążyli na popołudnie. Opinie z natury winny być słuszne to i Kchrobakowa takowa być musi, ot co!

Choć dzień ledwie się zaczął, uchwyciłeś wszystkie potrzebne szczegóły i choć szeryf Lonstar jeszcze o tym nie wiedział, mam wrażenie, że był gotowy na wszystko, dlatego krwiste morderstwo przyjął z takim spokojem jakby był stoikiem, a ponieważ był rano wysikany, głowę miał jasną i dlatego tak łatwo odkrył kto się za tym ukrył. No cóż, a potem to już sprawy potoczyły się swoim dzikozachodnim rytmem, choć w samo południe, a nie 15:10 do Yumy.

Nie można nie wspomnieć o Pani Prerii, która w opowiadaniu zajmuje szczególne miejsce, a jej niebawem zbezczeszczenie kołami samochodów napawa mnie prawdziwym smutkiem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie podobało sie mi, bo nie było tych fajnych, turlających krzaczków, indianinów i samego południa. A przecier wsyzscy wiedzą, że akcja każdego westerna, żeby nie wiem jak był długi (albo krótki), dzieje się dokładnie w samo południe.

Ale poza tym szeryf taki, że i Jan Łajn by się nie powstydził.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

A krzaczków i indianów nie było, bo ich pojawię, jak już zarobię miljjjony na pierwszym tomie. W drugim i trzecim będzie Preria dorastająca wśród wspomnianych indianowskich krzaczków. 

No no jestem, pod wrażeniem. Ten zabieg z Prerią, która czuje i ma samą siebie świadomą jest genialny, chociaż już tak robił Szczepan Twardoch, ale Twoja wersja jest bardziej naemocjonowana.

 

Właśnie o naemocjonowanie chodziło! Cieszę siem, że moją wizję artytystyczną wydobyto na powidok publiczny. 

Uwielbiam prerię. Bardzo stylowy i wypieszczony tekst. Straszne! :)

Strasznie i przerażająco wypieszczony! Wypieszczenie podchodzi pod horror wręcz! Dziękuję za miłe słowo. W imieniu Prerii.

Preria świetna. Nie kumam, czemu nie popsuła tych wszystkich samochodów co ja szargają. Samo popołudnie tez nie złe; dodaje dramatu, chodź w cale już nie trzeba.

Babska logika rządzi!

Dramatu ci u nas dostatek. A preria to bohater tragicznie tragiczny, chce, odczuwa, ale nie może.

Nowa Fantastyka