- Opowiadanie: jeroh - [15+!!!] Z serii o mrocznym inspektorze de Kondorze: Królestwo nie z tego świata. Prolog: Niesamowita klientka

[15+!!!] Z serii o mrocznym inspektorze de Kondorze: Królestwo nie z tego świata. Prolog: Niesamowita klientka

OK. Wymyśliłem całą serię o inspektorze de Kondorze, ale na razie napisałem tylko ten Prolog. Macie niewątpliwy zaszczyt zapoznać się z nim jako piersi w Internecie.

 

Uwaga, ze względu na duży dramatyzm psychologiczny, złe nałogi i aluzje do zboczeń i seksownych wyglądów oraz zachowań to opowiadanie jest od 15 LAT!!! I to tylko, jeśli spytasz rodzica, bo inaczej to od 25!!!

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

[15+!!!] Z serii o mrocznym inspektorze de Kondorze: Królestwo nie z tego świata. Prolog: Niesamowita klientka

Prolog: Niesamowita klientka

 

Inspektor de Kondor był tego dnia bardzo ponury i zmęczony jeszcze zanim się obudził. Dlatego też pierwszą rzeczą, którą przedsięwziął, kiedy się obudził, było sięgnięcie po papier osy, gdyż zamierzał się pobudzić i być rześkim, a nie ponury i zmęczony.

Chwycił paczkę papierosów, podważył wieczko kciukiem prawej dłoni, wyjął papierosa lewą ręką, odkładając paczkę na kwadratowy stolik o czterech bokach i czterech rogach, z którego przedtem ją podniósł. Potem przełożył rurkę do prawej i włożył tenże badylek tą że prawą ręką do ust, jednocześnie, lewą, sięgając po zapałki do tylnej kieszeni spodni. Następnie, trzymając już krewniaka cygara w ustach, stuknął paznokciem wskazującego palca prawej ręki w zadnią część pudełka zapałkowego, gdy luźno przytrzymywał je palcami lewymi… i zaklął! Bardzo brzydko i głośno.

Bo stuknął zbyt mocno. Zapałki sypnęły się. Wprost na ziemię. A właściwie na pokrytą perskim dywanem podłogę, prezent od klientki, dla której wyśledził pokrywacza jej perskiej (tak samo jak dywan) kotki. Za co ta była jemu wdzięczna, więc dała mu dywan, perski. Inspektor schylił się, dalej przeklinając, ale mimo to dalej trzymając tubusek w ustach. Mógł tak przeklinać, gdyż lata praktyki spowodowały, że umiał rozmawiać, i to biegle, z papierosem. Podniósł zapałki, na wszelki wypadek trzy, i potarł mocno ich siarkowymi łepetynkami o swój własny bardzo szorstki, duży łeb, a dokładnie o zarost na prawym policzku. Zapłoniły się. Żywą, jasną furią płomienistego blasku. Jak to zapałki.

Wtedy przyłożył je do czubka nikotynowego wałeczka i znowu zaklął. Przez nieuwagę i roztargnienie włożył sobie ruruchnę do ust odwrotnie.

Ale inspektor miał sposób na takie zbuntowane papierosy. Sprytnie podniósł ku sufitowi twarz, wypluł z dołu do góry półsaltem i złapał z naprzeciwka. Prosto między wargi. Inspektor de Kondor uśmiechnął się z satysfakcją cyrkowca, którym był w młodości i skąd go wyrzucili za molestowanie słoni. To wszystko było oczywiście oszczercze. Wszystko to stało się dlatego, że lubił zwierzęta, ale wcale nie w taki sposób. Tak naprawdę po prostu nie pozwalał treserowi walić konia, a oni bezczelnie go wrobili. Napoili słonie dużą ilością wódki, żeby jakoby były szalone od podobno molestowania, a potem wyrzucili trupy.

W tej chwili, kiedy zapałki już prawie parzyły mu palce (ale detektyw miał grubą skórę – jak słonie, boże, biedne słonie!) przyłożył te zapalczywe, intensywnie pachnące, świecące główki zapałek do czubka wsadzonego w inspektora de Kondora pręta (to znaczy wsadzonego w siebie, chociaż sam się tak w myślach nie nazywał, myślał po prostu: ja). A rurcia wtłoczona była już teraz do ust we właściwą stronę. Zawęził usta ku centrum swojej własnej twarzy, zwinął wargi w trąbkę… I znowu, znowu, na Boga, znowu przypomniały mu się te nieszczęsne słonie! Ale zwalczył w sobie zimny dreszcz, który by nim potrząsnął i utrudnił zapalenie cigarette, jak to nazywają Anglicy. Po czym zassał płucami do środka swojego organizmu, w czasie gdy do małego przedmiotu w kształcie walca był przyłożon ogień, i papieros wreszcie zaczął się żarzyć i dymić.

 

 

Nagle zapukała i weszła do niego klientka. Wyglądała na ponurą i zmęczoną. Spojrzała na inspektora de Kondora, a ten, wyraźnie już pobudzony, pociągał.

– Czy może uraczy mnie Pan swoją gorącą pałką? – spytała klientka, bo była blondynką.

– To się nazywa papieros. Tak, proszę – ogłosił inspektor.

– Ciągle zapominam. Dziękuję – podziękowała z wdzięcznością.

– Też czasem zapominam – oszukał perfekcyjnie zełgawszy de Kondor, by ją pocieszyć.

Przychodziło mu to z łatwością, bo kiedy był chłopcem, musiał kłamać, żeby przeżyć. Ojciec pijak zatłukł całą jego trójkę rodzeństwa, bo kiepsko zmyślali, dlaczego nie przynieśli mu alkoholu. W takich warunkach egzystencji człowiek uczy się dobrze kłamać albo zdycha.

– Będę waliła prosto z takiej deski, co się ją rozciąga nad wodą.

– Ubikacja jest zaraz przy wejściu, po prawej.

– Co? A nie, nie. Chodziło mi o coś takiego jak na rzece Kwai.

– Most.

– Ano właśnie, będę to robiła pod mostem. Pewnie mi Pan nie uwierzy. A w takim wypadku nie ma sensu, żebym owijała w gumę. Tylko straciłabym czas.

– Słucham – zaintrygował się inspektor. – Niech pani mówi śmiało.

– A więc, panie inspektorze, jestem królową elfów. Zabłądziłam. Nie mogę trafić z powrotem do swojego królestwa – rzekła. Rzekła to ponurze i zmęczenie, mimo że paliła dobre i mocne papierosy de Kondora.

A inspektor uwierzył, zanim jeszcze odsłoniła uszy. Dzięki sztuce dedukcji zrozumiał nagle, że jej dziwne pomyłki językowe wynikały stąd, że była obcokrajowczynią, a nie blondynką. Zaś skoro pochodziła z innego kraju, to mogła być królową elfów. Bo ów królowa również jest z innego kraju. Logiczne – podsumował w myślach inspektor de Kondor.

– Wierzę – wyemitował z dymem dzielny detektyw. – I pomogę Pani wrócić do domu.

Ucieszona elfka mrugnęła do inspektora, na co ten zaczerwienił się jak burek.

Tak właśnie zaczynała się jedna z najtrudniejszych i najmroczniejszych spraw inspektora de Kondora. Wówczas jednak nie mógł on sobie z tego zdawać sprawy. Zaciągnął się więc tylko trzymanym w palcach zwitkiem tytoniu ulubionej marki – słomcią swoją jednorazową, grubiutką, ukochaną – trzy razy, beztrosko. A potem poprosił elfkę o szczegóły.

Koniec

Komentarze

Ponieważ ukończyłem już 25 lat, przeczytałem bez pozwolenia rodziców. Uśmiałem się i uważam ten utwór za zasługujący na umieszczenie go w “złotej serii”, najlepszych kryminałów wszechczasów. Chociaż jestem niepalący, dostrzegam mistrzostwo inspektora, byłego cyrkowca w żonglowaniu papierosem, zapałkami i tajemniczą klientką. Oburzają mnie niecne pomówienia dotyczące praktyk seksualnych bohatera. Podobało się. Pozdrawiam.

A dziękuję, dziękuję. Od razu widać, że jesteś znawcą, smakoszem i kustoszem, bo poznałeś się na dobrej i wybitnej literaturze w stylu Dostojewskiego, tylko że kryminalno-fantastycznej i z wartkszą akcją. Pozdrawiam również.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jerohu – jestem pod rażeniem, z jaką eksterminacją unikasz powtórzeń.

Cieszę się, że zauważyłeś, Unfallu! Wiadomo, że za wszelką cenę trzeba unikać powtórzeń, bo to największy błąd i już w szkole go uczą, ale byle lafik nie zwraca na takie rzeczy uwagi, że nie ma powtórzeń. Po prostu myśli, że wszystko jest normalnie, bo nie musi myśleć, jak warsztat jest dobry jak mój. Dlatego punkt dla Ciebie.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Wróżę Ci wielką niską karierę księcia kryminaełów :)

Tak mnie zdołowałeś wstępem, że nie zaczęłam lektury. Jak można przypominać kobiecie, że ma ponad ćwierć wieku, i to w tydzień po jej corocznym dniu starzenia się… :(

Tylko nie "Tęcza"!

Oraju, znakomity tekst! Chcę więcej poczytać o Kondorze i jego klijętce!

Serio, to najlepszy opis zapalania papierosa jaki czytałam. I jak budujesz na pięcie!

I ta głębia bohatera. Historia ze słoniami jest niezwykle, niezwykle poruszająca. 

 

Brawo :D

Z różnych typów, podtypów i śródgatunków grafomaniii ten lubię najbardziej. Bardzo zabawne.

Bardzo pochwalam zaczęcie powieści od drobiazgowych opisów poczynań dnia codziennego od rana, bo nigdy nie wiadomo, co w gordyjskim węźle splątanych tajemnic kryminalnych może mieć znaczenie, a co jest zapychaczem treści książkowej. Ale chyba lepiej napisać więcej i niech sobie czytający osobiście wybierze, co mu się podoba najbardziej i to sobie zapamięta.

Dobrze też że nakreśliłeś rys życiorysu pana inspektora, bo też teraz wiem co lubi i co pociąga od rana i co go pociąga od cyrku, kiedy w nim był.

Pani klientka interesująco na mnie wpłynęła i teraz chciałabym wiedzieć co będzie dalej, czyli potem.

Z zastrzeżeniem podchodzę tylko do jednego zdania, a miano wicie tego: A wła­ści­wie na po­kry­tą per­skim dy­wa­nem pod­ło­gę, pre­zent od klient­ki, dla któ­rej wy­śle­dził po­kry­wa­cza jej per­skiej (tak samo jak dywan) kotki. – Bo zdaje mi się, że Persji to już nie ma od dawna i teraz jest tam Iran. To dywan jeszcze mógł być perski, taki stary, bo sobie tylko leżał, to i przetrwał, ale wydaję mi się, że Kotka to by tyle lat nie przeżyła, od kiedy nie ma Persji i ona musiała być już Kotką irańską, żeby żyć i żeby jej móc wyśledzić pokrywacza.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sirin, dziękuję, choć wiem, i mam nadzieję, że spytałeś kogo trzeba, czy możesz przeczytać, bo jesteś jeszcze młody.

Tensza, nie rozumiem. To chyba dobrze, że jest się sędziwym i wiekowym (specjalnie tak piszę, wrażliwie, żeby nie używać słowa stary, którego się chyba wstydzisz), bo wtedy wolno bez pytania mamy albo taty, albo np. babci, przeczytać moje świetne dzieje inspektora de Kondora???? Poza tym w mojej powieści występuje elfka, która jest od Ciebie dużo wiekowsza, czego jeszcze nie ma w tekście, ale którą tajemnicę mogę Ci w drodze wyjątku zdradzić, żeby Cię pocieszyć. I mimo, że jest taka posunięta, to niezły z niej lachon.

Werwena, dzięki, opisy to podstawa, jesteś bardzo mądrym i dojrzałym czytelnikiem, podobnie jak Tensza, która jednak mam nadzieję przeczyta :)

Zygfryd :)

regulatorzy, ogólnie masz rację. Bystro, podobnie jak Werwena, zauważasz, że dokładne opisy to podstawa, a ja umiem je opisać. Niestety nie wiem czemu uznałaś za stosowne, oskarżyć mnie, że nie ma Persji. Przecież to Autor decyduje, co jest, a co nie. Poza tym, jak to takie ważne, to korektor w wydawnictwie może zmienić, że kot jest irański. Pisarz nie musi znać się na geografii, bo jest Pisarzem, a nie geografem.

Ogólnie spodziewam, że poprawisz się jako czytelnik i wierzę, że tak się stanie, bo dobrze rokujesz czekając, co będzie dalej, czyli potem, jak to ładnie szczegółowo napisałaś będąc chyba pod wpływem, moim.

Na koniec, trochę poruszony przypadkiem Tęczy, chciałem przeprosić wszystkie dziewczęcia, że napisałem je grubą czcionką, ale wtedy je lepiej widać.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jerohu, Wielki Autorze, chyba muszę się bardzo zmitygować, że powzięłam podejrzenie, iżbyś mógł ściągać co z Atlasów, geografii i innych map zamiast z głowy, tak jak Ci rozum wespół z talentem pisać pokazują. Przykro mi, że zachciało mi się ignorować w Twoje dzieło głupim zagadnieniem o Kotce irańskiej. Jestem przy nadziei że wpuścisz ten incydentalny epizod do głębokiej czeluści niepamiętania, głębokiej jak studzienka głęboko kopana.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tensza nie dosyć, że przeczyta, to jeszcze kliknie :P Za najbardziej efektywno-efektowne zapalanie papierosa w dziejach literatury.

Tylko nie "Tęcza"!

regulatorzy, okej, to cieszę się, że możemy już zakopać studzienkę wojenną onąż głęboką.

Tenszo, to super, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Albo nie, nie wszystkiego najlepszego, bo nie chcę Ci przypominać! (kurde, o mało bym gafę strzelił).

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wierzę – wyemitował z dymem dzielny detektyw. Ja również wierzę,  a do niedawna również emitowałam z dymem, ale teraz nie emituję, bo dla zdrowotności niejako wzięłam rozbrat z tym że, więc ja również wierzę, że podium masz gwarantowane. A jak nie podium to przynajmniej proscenium, bo Twój dramat kryminalny jest bardzo nowatorski, nadmieniając przede wszystkim elfią królową, co się z reguły w zwykłych kryminałach nie zdarza, a Twój jest niezwykły. yes

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ja również wierzę,  a do niedawna również emitowałam z dymem, ale teraz nie emituję

To chyba dobrze, ale inspektor by tak raczej nie mógł, gdyż bez tego jest albowiem ponury i paradoksalnie jeszcze bardziej mroczny, co mogłoby być za dużą dawką dla przeciętnego umysłu klienta albo czytelnika. Dzięki, bemik :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Grubo. Powinno być 18+, bo bez środków zmieniających świadomość nie da się czytać :P

Nie powiem jak za pierwszym razem przeczytałem imię protagonisty, bo to nieładnie się nabijać z nazwisk :)

lol

Podobało się ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Janadalbert – oburzające… Proszę czytać inspektora nie nabijając się i nie nabiwszy się pierwej jakimś świństwem!

Jose – dzięki za lajka ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jestę zmiażdżon.

 

To był piękny słoneczny dzień, ptaszki ćwierkały, przyjemnie grzało, szum drzew  – a tu jak mię nie pieprznie miażdżyca!

 

Wprasowałeś mię w namiot cyrk owy zapalaniem papierosa, które było zupełnie nie jak w polskim filmie, który to powoduje że ja wstaję i wychodze, a atrakcyjne bardzo i dodeptałeś słoniową żaluzją, która świadczy o ciepłym stosunku inspektora do słoniny ogólnej.

 

Pikne!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki, PsychoFishu! Gdy takie komentarze przeczytuję, wtedy czuję, się też trochę zmiażdżony i przytupany, niczym pluskiew na chodniku, ale tak pozytywnie.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

To znaczy, że miażdży Cię dobry a nie zły bo zły przecież nie byłby pozytywny cholesterol? ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ani chybi, o rybi. Tak właśnie słyszałem, że fishe mają dużo dobrego chorelesterolu ;>

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Zasłużona biblioteka dla takiego Chandlera. Idę zapalić pałeczkę w towarzystwie blądynki.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Thx. Chciałem życzyć zapału bez przypału, ale pewnie już ci się udału.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dla ciebie spalam się – nuciła pałeczka do blądy uczącej języka eldarskiego :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo żeluję, że dotarłam tu dopiero te ras, i nie mogłam poznać się pierwsza w internacie. A nawet nie musiałam pytać rodzica o zgodę… Taka szansa!

Zapłonełam zapałem do twojego opisu zapalania zapałkami.

Cholercia, jak trud no jest unikać po wtórzeń! Szacun, że Cie się tak dobrze udawa.

Babska logika rządzi!

No… Bardzo sprawnie napisana opowieść, jednakowoż z poważnym błędem – brakuje kropki na zakończenie tytułu. No, ale ten defekt gramatyczny ostatecznie można przebaczyć, bo historia jest i wciągająca, i intrygująca, i klimatyczna. Chandler się chowa… 

Pozdrówka.

Finkla, ano co prawda to prawda, szkoda że nie byłaś tu wpierw, ale niezależnie od czasomierzy miło mi się zetknąć z takim Twoim pryskającym płomieniami przyjęciem i z Twą ognistością :) Aż się musiałem napić zimnej orenżady.

 

Roger, mówisz, że się chowa? Chandler? Nie znam tego usera. Ale może ma chandrę, hehehe, że nie pisze dobrze jak ja. Rozumiesz? :))) Taka gra słów: Chandler ma chandrę, heheheh. Śmieszny nick.

Rzeczywiście nie ma kropki. No to wtopa. Później się poprawi. Thx.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Łoo, matko! Padłem. Padłem wielokrotnie, jedynie po to, by wstać i paść znowu. Pomysł z unikaniem powtórzeń – potęga. ;) Nie mogłem przestać rechotać. Najbardziej jednak rozbił mnie moment, w którym pani – ni w c… ni w oko – ogłosiła, że jest królową elfów. :D:D Mistrzostwo, Jerohu, mistrzostwo. Gratuluję i dziękuję za ubaw!

Hej-ho!

Sorry, taki mamy klimat.

:-)

Cześć, Sethraelu.

Z perspektywy – sądzę, że dałoby się z pomysłu wyciągnąć więcej, i w ogóle można było Inspektora w stosownie wygłupnym stylu dopracować. Tym bardziej cieszy, że tekst cieszy, celnie trafiając. W gusta co poniektóre.

Może to jednak dobrze, że poszedłem na spontan. Znaczy – tekst pisałem szybko i prawie od razu po napisaniu wrzuciłem go na stronę. Zachowanie godne prawdziwego grafomana! I może to był właśnie najlepszy ruch. Diabli wiedzą. Czytelnicy pewnie też coś tam wiedzą ;)

Swoim komentarzem, Sethraelu, dostarczasz mi więc cennej wiedzy, która, jak wiadomo, jest potęgą. Zarazem, wywołując pychę, przybliżasz mnie do piekła – gdzie żyją mądre diabły. Czuję się teraz bardzo pokrzepiony poznawczo i potężny. A potencjalnie nawet bardziej. Dziękuję.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Znakomite:) Najpiękniejszy i najpełniejszy opis zapalania papierosa ever. No i końcówka – pełen zaskok.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Bardzo fajne #zaśmiane ;]

Skromny fp: www.facebook.com/Eivrelinho

:) Alexo, Eivrelu – dzięki

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Przez nieuwagę i roztargnienie włożył sobie ruruchnę do ust odwrotnie.

 

– Będę waliła prosto z takiej deski, co się ją rozciąga nad wodą.

– Ubikacja jest zaraz przy wejściu, po prawej.

Te dwa cytaty mnie rozbroiły. Zacny prolog! ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Te dwa cytaty mnie rozbroiły.

Ten cytat mnie rozbroił. To teraz wręcz ;)

 

Dzięki, Morgiano.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jerohu szanowny! (A może Jerosze?)

Bardzo podobał mi się Twój wstęp! Aż drżę z ciekawości, jakąż świetną i światłą treść może rozpoczynać! :)

Ubawiłem się przednio, zainteresowałeś mnie opowieścią i jestem pod wrażeniem Twojego zasobu synonimów ;)

Zacnie, zacnie, prze-zacnie, bym powiedział!

 

Pozdrawiam!

Jai guru de va!

A spytałeś Rodzica? ;-)

Babska logika rządzi!

Tak jest, ma się rozumieć proszę Panią! ;)

Jai guru de va!

A dziękuję Ci, Rokitniku niecodzienny (czemu nie, może być Jerosze, może być również Heronie, Herole albo Hirołsie, tak z hiszpańska ;). Miło, że zaszedłeś w moje i Kondora skromne progi i wzruszon jestem takim pozytywnym odzewem z Twej strony. Pozdrawiam również :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nowa Fantastyka