- Opowiadanie: FoloinStephanus - Tajemnica Pałacu Sybilli

Tajemnica Pałacu Sybilli

Pół dnia zastanawiałem się, jaki tytuł nadać temu opowiadaniu i nic lepszego nie wymyśliłem. Pierwotnie miało być “Obudź się”, ale wydało mi się to tak nieoryginalne... :)

Tak samo z tagami, nigdy nie wiem co dodać...

Miłej lektury.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Tajemnica Pałacu Sybilli

Obudził się w środku nocy. Nie mogąc już zasnąć, beznamiętnie patrzył w sufit. Od jakiegoś czasu nie potrafił znaleźć w sobie sił. Nie wiedział, czego ma się chwycić. Wszystkie tropy sprawdził po sto razy. Notatki znał na pamięć. Każdy, kto mógł mu pomóc albo milczał, albo powtarzał to, co już Michał wiedział. Boże, to już prawie rok, pomyślał.

Pogrążał się na powrót w śnie, gdy dosłyszał dobiegające z kuchni odgłosy tłuczonego szkła. W pierwszej chwili pomyślał o Zosi, ale ona nie skradałaby się w środku nocy. Gdyby wróciła…

Coś było nie tak. Tknięty złym przeczuciem wyjął spod łóżka broń. Wycelował w drzwi i czekał. Nagle czarna postać ukazała się w przejściu – Michał nie wahając się strzelił. Huk rozdarł ciszę, ciało opadło na podłogę i Michał w tej samej chwili zapalił światło. Podszedł do truchła, nadal w nie celując. Raptem trup wyciągnął rękę i chwycił za broń, a Michał otworzył oczy.

 

Obudził się z samego rana, w przepoconej pościeli, zmęczony. We śnie nigdy nie mógł zobaczyć, kogo zabijał. Choć pochylał się nad ciałem, a później wywoził je do lasu i zakopywał, nie mógł zapamiętać twarzy.

Usiadł i zrezygnowany spojrzał na drugą połowę łóżka. Bał się, że znów coś pójdzie nie tak. Ile razy będzie jeszcze próbował? Czy kiedykolwiek ją znajdzie? Od roku, dzień w dzień, szukał choćby śladu istnienia Zosi. Zdjęcia, ubrania – tylko to po niej zostało. Pewnego dnia po prostu zniknęła. Bez słowa. Nie zostawiła żadnej wskazówki. Nie miał pojęcia, gdzie jej szukać.

Po porannej toalecie założył garnitur i czarny płaszcz, po czym zszedł do samochodu. W czasie jazdy uspokoił się trochę i z nieudawaną obojętnością stawił się na pogrzebie ojca. Wszedł do kaplicy w chwili, gdy zaczęto wynosić trumnę. Nikt nie zauważył jego spóźnienia.

Ceremonia trwała krótko. W przeciwieństwie do matki Michał nie szlochał, nie mdlał. Nie żegnając i nie opłakując ojca, beznamiętnie przyglądał się, jak zasypują dół. W końcu, pomyślał Michał na widok grabarza, przyklepującego kopiec.

Po wszystkim udał się na stypę. Nie mogąc znieść kłamliwych opowiastek o wspaniałości zmarłego, zajął miejsce jak najdalej od matki. W pewnym momencie dosiadł się do niego mężczyzna w sile wieku, ostrzyżony na jeża – Szruta, pomocnik ojca w interesach. Mężczyzna przez długi czas patrzył na Michała z wyższością.

– Jak poszukiwania? – odezwał się dopiero po kilku minutach. Miał nieprzyjemny gardłowy głos.

– Dobrze – odparł Michał, przypatrując się pokaleczonym dłoniom Szruty. Tamten speszony schował je pod stół.

– Powinieneś zapomnieć o niej. Ona odeszła. Twoja matka się martwi.

– Zaginęła – przerwał mu Michał. Szruta zignorował go.

– Ja i współpracownicy twojego ojca, chcemy żebyś przejął interes. Przyjdź jutro do agencji. Pokażę ci co i jak…

Michał przestał słuchać. Dopiero teraz skojarzył… Nie sądził, że Szruta mógł być do tego zdolny, ale z drugiej strony… Agencje towarzyskie, dziewczyny, które Szruta sprowadzał dla ojca. Czemu wcześniej na to nie wpadł? Może nie chciał. Wolał myśleć, że Zosię to ominęło, że… Nie, nie mógł wątpić, że nic jej nie jest, że ją odnajdzie.

Po stypie wrócił do domu, obmyślił plan. Już wiedział czego nie zrobił i następnego dnia postanowił to zmienić.

 

Obudził się w samochodzie. Przetarł oczy, zapalił papierosa i chwilę przyglądał się psom biegającym wzdłuż ogrodzenia. Niby nic się nie działo. Żadnych świeżych śladów na śniegu, w oknach domu paliły się światła, a za zasłonami można było dostrzec ruch, ale Michał wiedział, że on tam jest.

Powoli zapadła noc. Michał palił papierosa za papierosem, czekając, aż domownicy pójdą spać. Po kolejnej godzinie drzwi garażowe otworzyły się i blade światło zalało podjazd. Chwilę później z wnętrza wytoczył się niebieski ford escort.

– Nie pieprzy się – stwierdził pogardliwie Michał na widok nowiutkiego samochodu. Szruta wyprowadził auto na jezdnię, pomachał do kobiety zamykającej garaż i odjechał.

Michał odczekał chwilę i ruszył za nim ośnieżoną polną drogą prowadzącą do Szczodrego. Ciemność lasu pochłaniała jasne, samochodowe światło. Michał jechał zaledwie kilkanaście metrów za fordem, gdy nagle na drogę wybiegła sarna. Mężczyzna przycisnął hamulec, ale leciwy mercedes w jednej sekundzie obrócił się wokół własnej osi, a w następnej leżał już w rowie.

 

Obudził się z ostrym bólem w skroniach i metalicznym smakiem w ustach. Językiem wyczuł ranę na wewnętrznej stronie policzka. Półprzytomny otworzył okno i splunął krwią. Dopiero po kilku minutach dotarło do niego, co się stało.

– Szlag by to! – Wściekły uderzył dłonią w kierownicę. Po chwili zastanowienia wysiadł. Z bagażnika wyciągnął latarkę oraz szalik i rękawiczki. Pozamykał samochód, po czym ruszył w kierunku wsi.

Grząski, mokry śnieg dawał się we znaki. Z każdym krokiem Michał był coraz bardziej zmęczony. W pewnym momencie na drodze od strony Bykowa zamajaczyły światła. Cienie zatańczyły na bieli, a po kilkunastu sekundach Michała oślepiły halogeny czarnego bmw. Samochód zatrzymał się tuż przy mężczyźnie, boczna szyba opadła i ze środka doleciało chrapliwe:

– Wsiadaj! Podwiozę cię!

Wewnątrz samochodu panował chłód, nie mniejszy niż na dworze. Nieznajomy widząc, jak Michał rozciera ręce, włączył ogrzewanie.

– To twój wóz? – spytał i przechylił głowę do tylu. Czarne długie włosy odsłoniły jasną, niepoddającą się ciepłemu światłu twarz. Michał zauważył, że prawy policzek mężczyzny pokrywa paskudna blizna po oparzeniu.

– Tak. Sarna wybiegła mi przed maskę. – Odwrócił wzrok.

– Mam na imię Filip. Jak dojedziemy do pałacu, każę moim ludziom się nim zająć. – Długowłosy spojrzał na niego, uśmiechając się dość pokracznie, ni to serdecznie, ni kpiąco.

– Michał – rzekł po chwili. Naraz dotarło do niego, co tamten powiedział. – Do pałacu? Nie jedziesz do Szczodrego?

– Nie, dzisiaj świętujemy – odparł enigmatycznie brunet. Michał o nic więcej nie pytał. Zimne spojrzenie Filipa odebrało mu resztki odwagi.

Po paru minutach wjechali w boczną alejkę prowadzącą do pałacu Sybilli i zaraz po tym znaleźli się na terenie ogrodu. Michał nigdy tu nie był, nawet w okolicach, mimo to, miejsce wydało mu się znane. W świetle halogenów rozpoznawał zarysy alejek, wiedział dokąd prowadzą i że zaraz skręcą, a następnie podjadą pod główne wejście. Z zamyślenia wyrwał go nieprzyjemny głos Filipa:

– Chodź do środka. Napijesz się czegoś ciepłego. – Jego słowa brzmiały jak rozkaz i Michał poczuł się nieswojo. Nie mając jednak wyboru, wszedł za Filipem do posępnego, pałacowego skrzydła.

Długim, obdartym z dawnej świetności korytarzem, oświetlonym przez różnego rodzaju karbidówki przeszli do sporej wielkości sali. Wnętrze mieniło się w czerwonym świetle stroboskopów, a z głośników leciało dudniące, industrialne techno.

– Usiądź! – krzyknął do niego Filip. Michał posłusznie zajął miejsce przy jednym z wielu stolików, rozstawionych pod ścianą. – Pogadam z chłopakami i za pół godziny będziesz miał samochód!

Filip zniknął w tłumie. Zaraz po tym obok Michała stanęła kelnerka.

– Proszę. – Postawiła przed nim szklankę, wypełnioną czerwoną breją. Popatrzył osłupiały na jej zasklepione podłużnymi bliznami powieki i kikut lewej ręki.

– Miłego wieczoru – rzekła, uśmiechając się szeroko i odeszła.

Michał spojrzał na szklankę i upił łyk krwistej mazi – miała przyjemny, poziomkowy smak. Napój rozgrzał Michałowi dłonie i wypełnił przyjemnym gorącem ciało.

W oczekiwaniu na Filipa, mężczyzna rzucił okiem na niewysoki parkiet pośrodku sali. W rytm ciężkiego, technicznego basu poruszało się kilkanaście kobiet. W czerwonym świetle Michał widział zaledwie zarysy sylwetek, ale im dłużej się przyglądał tym więcej dostrzegał. Powykręcane twarze rozorane głębokimi bliznami. Puste oczodoły, zaszyte powieki i usta. Niektórym brakowało rąk, uszu. Były jak szmaciane lalki uszyte przez niezdarne dzieci.

– Obudź się – usłyszał naraz i światła zgasły.

 

Obudził się nagle – otoczony ciemnością, z ostrym bólem głowy i smakiem krwi w ustach. Rana po wewnętrznej stronie policzka piekła nieznośnie. Po chwili zrozumiał, co się stało. Zapalił przednie światła. W zimnym blasku zobaczył, że samochód zatrzymał się prostopadle do jezdni. Michał otworzył okno, by splunąć, ale jego uwagę przykuła długowłosa postać, stojąca na granicy jasności. Filip, uświadomił sobie. Nagle coś go tknęło. To nie był sen…? Głębokie uczucie strachu kazało mu zapalić w pośpiechu silnik i wycofać wóz do normalnej pozycji. Wtedy demoniczna postać stanęła tuż przed maską, oparła się o nią i spojrzała wściekle na kierowcę.

– Czego chcesz? – Michał jęknął z niedowierzaniem. Roztrzęsioną ręką wrzucił wsteczny, jednak w tej samej chwili Filip rozpłynął się w powietrzu. Michał odetchnął z ulgą, gdy naraz tuż przy uchu usłyszał chrapliwy szept:

– Gdzie ona jest?

Ponownie zapadła ciemność.

 

Obudził się przerażony, nie wiedząc, co się dzieje. Potrząsnął głową, rozejrzał się i w końcu dotarło do niego, że cały czas siedział bezpieczny w samochodzie, niedaleko domu Szruty.

– Boże, co to za koszmar? Co to było? – Przetarł oczy i popatrzył na zegarek. Za pięć ósma.

Nie miał pewności, czy spotkanie z Filipem było tylko wymysłem wyobraźni. Czuł w ustach posmak krwi wymieszany z czymś słodkim, a językiem wymacał ranę na policzku. Może po prostu ugryzł się w trakcie snu, na darmo próbował się uspokoić.

Westchnął i pokiwał głową z niedowierzaniem. Zasnąć w takim momencie, dwa kroki od celu… Zaklął siarczyście i zrezygnowany spojrzał na dom. W oknach paliły się światła, a z garażu właśnie wyjeżdżał nowiutki ford escort.

Szruta wykręcił i ruszył w kierunku Wrocławia. Skupiony na rozmowie przez telefon nie zwrócił uwagi na stojący na poboczu samochód. Michał nieśpiesznie pojechał za fordem.

Po dwudziestu minutach zaparkował na starym podwórzu w centrum miasta. Jak gdyby nigdy nic wysiadł z samochodu i ruszył w stronę agencji. Raptem poczuł tępe uderzenie w tył głowy.

 

Obudził się z paskudnym bólem w skroniach. W półprzytomny rozejrzał się po ciemnym, śmierdzącym padliną pomieszczeniu. Nie był sam – naprzeciw niego siedziała kobieta bez ręki. Gdy podniosła głowę, rozpoznał w niej upiorną kelnerkę z pałacu Sybilli, ale jakby inną. Tak, teraz jej oczy wyglądały normalnie. Może tamto było tylko maską, pomyślał.

– Panie Filipie… – zwróciła się do stojącego w głębi pomieszczenia mężczyzny. Michał spojrzał na niego. Blizny, długie włosy – był to na pewno ten sam człowiek, którego spotkał w nocy. Czyli nie śnił.

Filip zgasił papierosa, przykucnął przy Michale i przyjrzał się dokładnie jego twarzy.

– Już niedługo… odejdziesz – szepnął, uśmiechając się paskudnie. Jego słowa zabrzmiały, jak obietnica śmierci.

Michała przeszył dreszcz, a ból z tyłu głowy wzmógł się. Po chwili zemdlał.

 

Obudził się wleczony przez dwóch mężczyzn. Jaskrawe światło lamp migało w długim, białym korytarzu. W pewnym momencie wyszli na otwartą przestrzeń i świeże powietrze otrzeźwiło Michała. Rozejrzał się wokoło. Był w hali fabrycznej zagraconej starymi maszynami i gruzem. Przez wybite okna wpadało jaskrawe słońce, oświetlając wnętrze ruin.

Spojrzał w górę. Stał nad nim Szruta i dwóch jego pachołków.

– No i co? Coś ci chyba nie wyszło – odezwał się Szruta, kucając przy nim. Chwycił Michała za włosy i spojrzał mu w oczy.

– Gdzie ona jest? Gdzie jest Zosia? Co jej zrobiłeś? – wychrypiał cicho Michał.

Szruta uśmiechnął się kpiąco.

– Zdychaj! – Mężczyzna z całej siły uderzył Michała w twarz, kalecząc knykcie o zęby.

 

Obudził się w dużym jasnym pomieszczeniu. Jaskrawe światło nie pozwalało mu otworzyć oczu, słyszał jednak głosy.

– Jak długo jeszcze mam to znosić?

– Cierpliwości. Musimy wiedzieć, gdzie ona jest.

 

Obudził się w środku nocy. Usiadł na skraju łóżka, zmęczony ciężkim snem. Nagle, z kuchni, dosłyszał odgłosy tłuczonego szkła. Tknięty złym przeczuciem wyjął spod łóżka broń i wycelował w drzwi.

– Kto tam? – spytał. Czarna sylwetka ukazała się w przejściu. Michał nie usłyszawszy odpowiedzi, strzelił bez wahania. Szybkim ruchem zapalił światło, po czym podszedł do ciała, nadal w nie celując. Głośne charczenie wydobyło się z gardła postrzelonego. Michał kopnął głowę leżącego, tak by zobaczyć jego twarz.

– Chryste…! Tato!

 

Obudził się w dużej białej sali. Jarzeniówki raziły go w oczy. Nie był sam. Jakby z oddali dochodziły do niego strzępy rozmowy:

– Jak długo jeszcze mam to znosić?

– Już niedługo. Musimy wiedzieć, gdzie ona jest.

– To prawda, że było ich więcej?

– Tak. Kilkanaście kobiet na przestrzeni lat.

– Boże…

 

Obudził się w swoim łóżku. Dzisiaj wyjątkowo nie potrafił znaleźć w sobie sił. Nie wiedział, czego ma się chwycić. Wszystkie tropy sprawdził po sto razy. Notatki znał na pamięć. Każdy, kto mógł mu pomóc albo milczał, albo powtarzał to, co Michał już wiedział. Boże, to już prawie rok, westchnął zrezygnowany.

Na powrót pogrążał się w śnie, gdy usłyszał dobiegające z kuchni odgłosy tłuczonego szkła. W pierwszej chwili pomyślał o Zosi, ale ona nie skradałaby się w środku nocy. Nie przyszłaby po tym wszystkim, tak po prostu.

Tknięty złym przeczuciem wyjął spod łóżka broń. Wycelował w drzwi i czekał. Gdy czarna sylwetka ukazała się w przejściu, nie wahając się strzelił. Huk rozdarł ciszę, ciało opadło na podłogę i Michał w tej samej chwili zapalił światło. Podszedł do truchła, nadal w nie celując.

 

Obudził się wczesnym rankiem, w samochodzie. Przetarł oczy, przeciągnął się. Mimowolnie obejrzał drobne blizny na knykciach.

– Sukinsyn – szepnął, przypominając sobie jak tamten go zaatakował. Miał nadzieję, że skurwiel zdechł. Co prawda, nie widział go od stypy, ale zawsze była nadzieja, że się powiesił z tęsknoty.

Po paru minutach wyszedł w końcu z samochodu, otworzył bagażnik. Wyciągnął z niego rękawiczki, łopatę i kobiece ciało owinięte w derkę. Spod koca wystawała głowa umazana krwią. Przykrył twarz skrawkiem materiału. Nie cierpiał, jak na niego patrzyła. Ani wcześniej. Ani teraz, choć już nie miała czym. Jej śliczne niebieskie oczka pochowa osobno, razem z ręką, którą śmiała na niego podnieść.

Położył ją na stercie gałęzi, po czym zaczął kopać. Łopata co rusz zahaczała o stare koce, w które zawinął poprzednie dziewczyny.

– Zwykłe kurwy… – szepnął, gdy przez przypadek trącił piszczel jednej z nich. Wściekły wgniótł kość z powrotem na miejsce. – Ty też… po coś uciekała? – spojrzał na świeże truchło.

Na chwilę przerwał robotę. Smród rozkładających się zwłok był nieznośny. Poszukał w kieszeni spodni landrynek i od razu włożył do ust trzy czerwone cukierki. Zawsze pomagały, no może nie zawsze, ale dzięki temu nie myślał o smrodzie. Jedyną ich wadą były ostre krawędzie – kaleczyły mu policzki.

Gdy dół był już wystarczająco głęboki, wsadził weń truchło. Nie przykrył go od razu ziemią. Najpierw zapalił papierosa. Zaciągając się raz po raz, rozglądał się wokoło. Był ciepły wiosenny dzień – ogrodowe drzewa masowo gubiły kwiat. Okolice pałacu wyglądały, jakby je zasypał śnieg.

 

– Obudź się… – Michał usłyszał nad sobą męski, chrapliwy głos. Otworzył oczy i z trudem wsparł się na łokciach. Rozejrzał się. Siedział na szpitalnym łóżku, w sterylnie białej sali, oświetlonej jarzeniówkami. Spojrzał na mężczyznę w kitlu. Długie, czarne włosy nieudolnie zakrywały blizny po poparzeniu.

– Dzień dobry, nazywam się Filip Żbikowski. Jestem lekarzem psychiatrii…

– Gdzie ona jest!? – Przerwał mu Michał. – Gdzie jest Zosia!?

– Ty lepiej powiedz, gnoju jeden, gdzie moja córka!? – Do sali wpadł Szruta. Lekarz ledwo go powstrzymał przed rzuceniem się na Michała.

– Proszę pana, niech pan wyjdzie. – Filip wyprosił zdenerwowanego mężczyznę. Uspokoił Szrutę kilkoma słowami i wrócił do sali. Z ramy łóżka zabrał kartę chorego, po czym wyszedł. Zanim jednak zamknął drzwi spojrzał na Michała ni to serdecznie, ni kpiąco i rzekł:

– Już niedługo… odejdziesz. – Michała przeszedł dreszcz. Już słyszał te słowa. Teraz brzmiały równie przerażająco, choć wypowiedziane przez lekarza.

– To on zabił tę kobietę – jęknął rozpaczliwie.

– Powiesz mi jeszcze, gdzie ona jest – szepnął Filip i pstryknął palcami. – Obudź się.

 

Obudził się, nie mogąc oddychać. Usta miał pełne ziemi. Ogromny ból w oczach, w lewej ręce i pierwsza myśl: ona jeszcze żyła…

Koniec

Komentarze

początek – byłem blisko stwierdzenia nie podoba się, aczkolwiek później przekonałem się na tak

niektóre zdania słabe – np:

Nie wiedział już, czego ma się chwycić.

Grząski, mokry śnieg dawał się we znaki i z każdym krokiem Michał był coraz bardziej zmęczony

Obudził się po niespełna godzinie. Od rana siedział w samochodzie,

Czyli tamto nie było snem, uświadomił sobie ze strachem. Na samo wspomnienie tańca kalek przeszły go ciarki.

Chciał się rzucić na Michała, ale lekarz go powstrzymał.

 

 

Ignorancja to cnota.

Katastrofie dzięki za komentarz i ocenę. Cieszę się, że choć trochę się podobało :)

Co do słabizn – to tyle razy już było przerabiane, że postanowiłem wrzucić to jak jest.

F.S

Ciekawie pokazana, poszarpana narracja najbardziej przykuła moja uwagę w Twoim tekście.

Muszę się upewnić co do jednej rzeczy. Opowiadanie nie dzieję się w teraźniejszości ponieważ piszesz:

W oknach paliły się światła, a z garażu właśnie wyjeżdżał nowiutki ford escort.

Najnowszy ford escort zjechał z taśmy produkcyjnej w 2002 roku :)

Dzieje się, po prostu się dzieje. Nie chodzi tu o konkretny czas :)

Dobrze, że chociaż narracja przykuła uwagę :)

Dzięki za komentarz.

F.S

Narracja nie nie ułatwiała czytania i dopiero pod koniec zrozumiałem sens tego zabiegu. Na początku myślałem, że będzie coś bardziej kryminalnego, ale po którymś z kolei “odpłynięciu” bohatera obraz zaczął się krystalizować w aspekt psychologiczny i (nie wiem czy to dobrze) możliwe do przewidzenia zakończenie.

Ale w sumie skłamałbym, jak bym nie powiedział, że bardzo dobre.

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zalth – bardzo dziękuję za bibliotekę :)

Narracja miała nie ułatwiać, a zakończenie… cóż, wiem, że przewidywalne, ale jakoś tak mi zagrało (od dawna chciałem coś takiego napisać) :)

F.S

ojca chcemy [+,] żebyś przejął

Chwilę z wnętrza wytoczył się niebieski ford escort

chyba nie tak miało być

ośnieżoną, polną

chyba bym wywalił przecinek, to polnej drogi cechą jest to, że jest ośnieżona (ale sam się czasem zastanawiam nad takimi konstrukcjami, nie ma dobrej reguły)

Pół przytomny

razem

Gdzieś też widziałem brak spacji i półpauzy w dialogach.

 

Nie jestem, kurczę, przyzwyczajony do tej teledyskowej narracji i się w niej wciąż gubię. Muszę kupić jakieś dzisiejsze książki, a nie z tym nosem w klasyce ;) Najpierw myślałem, że to Memento, potem że jakiś Efekt Motyla, a teraz to już sam nie wiem. Prawdopodobnie więc nie zrozumiałem, ale podobało mi się. Czyta się dobrze, robi wrażenie, że ma to wszystko jakiś intrygujący sens. Oczywiście wiem, co bohater robił, wiem jak skończył, tylko nie wiem dlaczego (ale mam nadzieję, że Ty wiesz)…

Niemniej myślę, że całkiem zacne opowiadanko, Foloinie.

varg – dzięki za łapankę i opinię.

Poprawiłem błędy.

Bardzo się cieszę, że Ci się :)

Nie udaję, że Memento do pewnego stopnia było inspiracją (już dawno go nie oglądałem, więc to raczej taka głęboko podskórna inspiracja :).

Takie pytanie za sto punktów: kto był mordercą? :)

F.S

A ja jestem rozczarowany. Albo raczej zagubiony. Bo nie zrozumiałem, o czym tak naprawdę jest ta opowieść. Finał, dla Zaltha przewidywalny, dla mnie jest niejasny do tego stopnia, że aż wkurza. Do tego motywy ojca, burdelu i kilka innych niepasujących elementów, z którymi niczego nie jestem w stanie uczciwie powiązać i którym jakoś nie potrafię nadać racji bytu. Możliwe, że późna – a przy tym kolejna w długim ciągu nieprzespanych – godzina ma niebanalny wpływ na moje zdolności percepcji, a co za tym idzie i na ocenę tekstu, ale coś mi mówi, że świeższym mózgiem zrozumiałbym niewiele więcej, a przy tym nie miałbym żadnego usprawiedliwienia. A szkoda, bo historia, choć napisana w sposób dosyć męczący – te krótkie zdania na początku sprawiające wrażenie wręcz relacji z relacji (a przy tym nie robią swojej roboty, tudzież nie robią jej zbyt dobrze: nie wywołały niepokoju, czy napięcia, nie oddał klimatu miejsca i czasu… choć, trzeba przyznać, zaintrygowały) przeskoki, w których łatwo szło się pogubić, chaos narracyjny, mnożenie wątków i brak wyjaśnień – czytała się właściwie sama. Na plus też mocny, gęsty klimat tajemniczości, zagubienia i mroku; oddany na tyle elegancko, że w trakcie czytania coś łaskotało mnie piórkiem (a w każdym razie nominacją) po nosie. I za ten klimat bibliotekę masz ode mnie klepniętą energicznie i bez wahania. Niestety jednak zakończenie kładzie w moich oczach szanse tekstu na cokolwiek więcej.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Finał, dla Zaltha przewidywalny, dla mnie jest niejasny do tego stopnia, że aż wkurza.

Oj, nie martw się Cieniu, co człowiek to różna pula skojarzeń. Wystarczy, że obejrzałem inny film czy przeczytałem inną książkę. Kluczem jest słowo hipnoza.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Z tym nie martwieniem się jest trochę trudno, bo mózg chyba już nie ten, co ostatnio.

Ale dziękuję.

Na szczęście ogarniam jeszcze, że hipnoza… Tego akurat łatwo się domyślić. Widziałem też Memento, Efekt Motyla (ze trzy części) i wiele innych pokręconych filmów. Nie zmienia to jednak faktu, że dalej nie ogarniam, w jaki obraz składają się wszystkie te puzzelki. Dostrzegam (baaardzo) ogólny zarys, ale szczegóły mi, generalnie, umykają.

No właśnie, ja i ten mój mózg rozkoszny: zapomniałem napisać o tej hipnozie w kontekście elementów fantastycznych, czy raczej ich braku, w tekście. Tylko mi się wydaje, czy faktycznie mamy tu dysonans?

 

Peace!

 

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

A "Wyspę tajemnic” z DiKarpio oglądał, he? Myślę, że niektóre elementy ze snów można potraktować jako element fantastyczny.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

(Dobra, ogarnąłem się lekko z pracą i mogę pisać)

 

Cieniu – dziękuję za przeczytanie, komentarz oraz bardzo dziękuję za bibliotekę.

Przykro mi, że nie zrozumiałeś za wiele i że lektura nie była do końca zadowalająca. Nie mniej mam nadzieję, że po ewentualnym powrocie do lektury, tj. przeczytaniu tego o ludzkiej porze :) rozjaśnią się niektóre sprawy.

Zalth – dzięki za obronę :)

 

Waham się czy nie napisać coś odnośnie interpretacji tekstu, ale jak to napisał Zalth: co człowiek to różna pula skojarzeń i mi się to stwierdzenie podoba. Tekst nie jest jednoznaczny – dla jednych mordercą będzie Michał, dla drugich Szruta i dlatego, mimo wszystko, powstrzymam się od wyjaśnień. 

 

F.S

Czyta się dobrze, ale nic nie zrozumiałem. Mam wrażenie, że to był seryjny morderca, albo jakiś typ z psychiatryka, żyjący we własnym świecie. Coś mi się kojarzy z filmem mechanik. Ps. Byłbym wdzięczny jakby admin dał większe pole na komentarz, gdy piszę się z telefonu.

Nie zawsze szczera prawda jest prawdą obiektywną.

A no i jak by tak tekst przestał mrugać…

Nie zawsze szczera prawda jest prawdą obiektywną.

albioszka – dzięki za odwiedziny i komentarz.

Boziu, Mechanika to ja nawet nie oglądałem, ale chyba powinienem (czuję, że coś tracę w tym momencie :)

F.S

Po pierwszym czytaniu wrażenie miałem zgodne z “teorią Zaltha”, choć sam film nie przyszedł mi do głowy. Tylko czułem, że coś mi umknęło – że tu jakieś przenoszenie “umysłu” ma jeszcze miejsce i że wcielanie się w inne postacie, (w końcu fantastyka miała być) ale miałem na to za mało dowodów. I jeszcze knykcie mnie wyrzucały z torów ku rozwiązaniu – jeśli dobrze zrozumiałem, bolały obu bohaterów, myślałem (może słusznie?), że to jakaś istotna wskazówka. Tylko nie pasująca do pierwszego odczucia.

Dalej mam mętlik w głowie, szczerze mówiąc. Może lepiej nie podawaj rozwiązania, bo jeszcze się okaże, że klocki okrągłe, dziury kwadratowe i ciąć trzeba będzie ;)

Czekaj, moment, a gdzie ich tam obu bolą knykcie? Tylko jeden ma blizny na dłoniach…

 

Chyba wiem, jak to naprawić… momencik.

Edek:

Dodałem jeden wyraz w ostatnim “bloku” – przy wypowiedzi Filipa (ale to chyba jeszcze bardziej gmatwa sprawę – w każdym razie zostawię to już tak jaj jest).

F.S

O właśnie właśnie, podejrzewałem coś takiego, tylko zabrakło mi jakiegoś prostego tropu/dowodu.

Wywalę te powyższe komentarze (o ile się da), żeby spoilerów nie było :)

edit – no łyso. i wygląda jakbyś mamrotał do siebie ;)

Nie no spoko… nie trzeba było :)

 

Edek:

No i łyso teraz :D

Czekaj, też wywalę bo głupio to wygląda.

 

Edków dwóch:

Zawsze można połączyć komentarze i porządek jest :D

F.S

Przykro mi, Foloinie, ale nie zrozumiałam opowiadania, a lektura zmęczyła mnie tak, jakbym to ja, a nie bohater, budziła się na początku każdego akapitu, pełna niepamięci o tym, co działo się wcześniej i z niewiedzą, co stanie się później.

Byłam ciekawa, jakąż to tajemnicę skrywa pałac Sybilli i moja ciekawość, niestety, nie została zaspokojona.

Nie najlepsza interpunkcja utrudniała zrozumienie wielu zdań.

 

W śnie nigdy nie mógł zo­ba­czyć… –Raczej:  We śnie nigdy nie mógł zo­ba­czyć

 

Żad­nych świe­żych śla­dów na śnie­gu,w oknach domu… – Brak spacji po przecinku.

 

…bocz­na szyba opa­dła i środ­ka do­le­cia­ło chra­pli­we… – Raczej: …bocz­na szyba opa­dła i ze środ­ka do­le­cia­ło chra­pli­we

 

prawy po­li­czek męż­czy­zny po­kry­wa pa­skud­na bli­zna po opa­rze­niach. – Raczej: …prawy po­li­czek męż­czy­zny po­kry­wa pa­skud­na bli­zna po opa­rze­niu.

Chyba że po bliźnie można było poznać, iż była skutkiem wielu oparzeń?

 

W pół przy­tom­ny ro­zej­rzał się po ciem­nym, śmier­dzą­cym pa­dli­ną po­miesz­cze­niu.Wpółprzy­tom­ny ro­zej­rzał się

 

Nie był sam – na prze­ciw niego sie­dzia­ła ko­bie­ta bez ręki.Nie był sam – naprze­ciw niego sie­dzia­ła ko­bie­ta bez ręki.

 

Nagle z kuch­ni do­sły­szał od­gło­sy tłu­czo­ne­go szkła. – Michała nie było w kuchni, więc nie mógł z kuchni dosłyszeć.

Proponuję: Nagle, z kuch­ni, dobiegły od­gło­sy tłu­czo­ne­go szkła.

 

Otwo­rzył oczy i z tru­dem pod­parł się na łok­ciach.Otwo­rzył oczy i z tru­dem ws­parł się na łok­ciach. Lub: Otwo­rzył oczy i z tru­dem pod­parł się łok­ciami.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy – błędy poprawiłem. Szczerze pisząc domyślałem się, że ten tekst nie przypadnie Ci do gustu, tym bardziej dziękuję za przeczytanie.

F.S

Mam jednak nadzieję, Foloinie, że lektura Twojego kolejnego opowiadania będzie tylko i wyłączenie przyjemnością. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O, ja też mam taką nadzieję :)

F.S

Hmm. Dziwny tekst – chaotycznie monotonny. Facet nic, tylko się budzi. W końcu przestałam się przejmować jego kolejnymi wizjami, bo ile można uważnie czytać o czyichś snach?

Z bagażnika wyciągnął latarkę oraz szalik i rękawiczki.

Może to nie ma znaczenia, może tak miało być, ale naprawdę woził rękawiczki w bagażniku? I na mrozie musiał otwierać metalową klapę gołymi łapkami? Brrr!

Babska logika rządzi!

Finklo dziękuję za przeczytanie. Tej zimy tak naprawdę nie było, więc mógł trzymać rękawiczki i szalik w bagażniku.

F.S

No, bywały chłodne noce i termometry pokazujące mniej niż -10.

Dobra, nie mam samochodu, nie znam się. Ale wydaje mi się, że każdorazowe zaglądanie do bagażnika przy wsiadaniu i wysiadaniu jest dość upierdliwe.

Babska logika rządzi!

Klapa to pryszcz. Skrobanie szyby bez rękawiczek, to jest mordęga.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Finklo a może po prostu ich na co dzień nie używał. Wyjątkowo je wyciągnął – bo las, zimno w trzy d…, bo akurat leżały obok latarki. Ja nawet przy -15 nie zakładam rękawiczek, tylko ręce w kieszenie…

Zalth, ja jak jest mróz przesiadam się na MPK i mam w nosie skrobanie szyb :P

 

F.S

No i widzisz, co człowiek, to doświadczenie. Ja bym tak nie mogła – na mrozie strasznie mi się skóra na dłoniach niszczy. Gdybym przy -5 biegała z gołymi łapami, to chyba by mi krew kapała na ziemię.

Babska logika rządzi!

Współczuję, ja nigdy takich problemów nie miałem.

F.S

Niewiele zrozumiałem, ale zakręcony klimat – mi skojarzył się z Lynchem, zwłaszcza w środkowej części – bardzo fajny :)

Zygfrydzie dziękuję za przeczytanie i bibliotekę, tym bardziej, że tekst był niezrozumiały :)

F.S

Ooo fajne fajne, tak się zaczytałam, że mi aż dyżur “uciekł” :) Dłuższy komentarz zostawię już jutro, to znaczy… jak się obudzę ;)

O, dopiero teraz zauważyłem nowy komentarz – myślałem, że już nikt tu nie zajrzy :)

Dziękuję Iluzjo.

F.S

Michał jechał zaledwie kilkanaście metrów od forda, gdy

– jechał dokładnie za nim, prawda ?

 

BMW z dużej litery a Mercedes i Ford z małej…

– trzeba to ujednolicić. Marka samochodu, to marka samochodu :)

 

Czarne długie włosy odsłoniły jasną, niepoddającą się ciepłemu światłu twarz.

– brzmi dziwnie… Nazbyt poetycko ;)

 

Długim, obdartym z dawnej świetności korytarzem, oświetlonym przez różnego rodzaju karbidówki przeszli do sporej wielkości sali.

– to nie żaden błąd, ale czy nie lepiej napisać do przestronnej sali, stylistycznie brzmi lepiej.

 

Przez wybite okna wpadało jaskrawe słońce, oświetlające ruinę.

– Przez wybite okna wpadały promienie słoneczne, oświetlając wnętrze ruiny.

 

 Tak poprowadzona opowieść – skoki, przesunięcia, tracenie i odzyskiwanie świadomości, jest to najprostszy sposób, aby skołować czytelnika. Całe szczęście, że ten męczący zabieg miał coś na celu :)

 

Brzmi to wszystko jak transfer świadomości. Jakby bohater był jasnowidzem na ciężkich prochach. Raz postrzega jak Szruta (morderca), raz jak okaleczona ofiara…

No chyba, że te prochy w psychiatryku czynią cuda ;)

 

Dawno nikt mnie tak nie skołował :)

 

Nie wiem czy znasz, ale brzmi to jak rock/metal opera pt. Scenes from a memory , zespołu Dream Theater ;)

 

Pozdrawiam :)

Dobry tekst, chociaż językowo i kompozycyjnie chyba wymaga niewielkich poprawek. W drugim zdaniu chyba potrzebne byłoby “już zasnąć”, bo jest trochę mylące. Ale ten rozdzialik napisany został bardzo dobrze, dynamicznie, i od razu daje interesującą zajawkę tajemnicy.

Dalej też jest dobrze, fabuła idzie płynnie, chociaż, wydaje mi się, przydałyby się niewielkie skróty, bo dynamika akcji nieco siada. Jest trochę za dużo powtórzeń wyrazów – przykładowo czasownika “obudził się”.  Wrócił do jawy, ocknął się itp…

W sumie jednak sprawnie napisana opowieść, opowiadająca ciekawą historię.

Naprawdę ciekawe opowiadanie. 

Blacktom,

Brzmi to wszystko jak transfer świadomości. Jakby bohater był jasnowidzem na ciężkich prochach. Raz postrzega jak Szruta (morderca), raz jak okaleczona ofiara…

czyli zabieg się udał :)

Poprawiłem co nieco, prócz tego poetyckiego zwrotu (on strasznie mi się podoba :).

Dzięki za przeczytanie i porównanie (przesłucham, bom nie słuchał, a wstyd) :)

 

Rogerze, “obudził się” jest jak najbardziej celowe, choć może przeszkadzać. Z “już” poprawione, rzeczywiście lepiej brzmi. Dzięki wielkie za przeczytanie i klika.

F.S

Dobry tekst jest dobrym tekstem i należy go docenić, chociaż, oczywiście, jest to w dużej mierze ocena subiektywna, zależna od upodobań i gustu czytelnika. Ale tak zawsze jest. Jest też faktem, że w natłoku nowych tekstów coś może umknąć uwadze, coś się przeoczy. Ale – co się odwlecze, to nie uciecze, jak mówi znane przysłowie.

Pozdrówka. Wielu publikacji.

Prawdę piszesz!

F.S

Racja, co się odwlecze, to nie uciecze :) Miło trafić na kolejny tekst, który powinien być w bibliotece, i posłać go tam, gdzie jego miejsce. 

Czytało się bardzo szybko, co jest ogromnym plusem. Klimat przyzwoity. Podoba mi się ten motyw z ciągłym budzeniem się. Skojarzył mi się z tekstem Mytrixa “Wiktor i zjazd muzykantów”. Myślałem nad jakimś tytułem związanym z budzeniem się, bo tajemnica jest dla mnie zbyt tajemnicza ;) Nie, że sugeruję zmianę, bo już o wiele za późno, tylko tak się dzielę refleksją, że może coś zawierającego “Obudził się”…? “Obudź się” byłoby zbyt sztampowym zwrotem w drugiej osobie, ale trzecia osoba wydaje mi się mniej oklepana. 

Już wiedział(+,) czego nie zrobił(+,) i następnego dnia postanowił to zmienić.

W paru innych miejscach też stawiłbym przecinek, choć to raczej kwestie sporne. 

Zerknąłem na komentarze. Innych tekst zmęczył; ja poddałem się gęstej impresji i przepłynąłem bardzo gładko. Czytałem zaledwie parę Twoich tekstów, a pewne motywy już wydają mi się charakterystyczne: grobowa ziemia kojarzy się z “Trupieszkami”, a te okaleczone kobiety (tak w ogóle świetny, przerażający motyw) przywodzą mi na myśl ducha “Przez czarne jezioro…”. Ale możliwe, że to przypadek. Ostatnio Finkla stwierdziła, że “moje” są martwe zwierzęta…

No, ogólnie się podobało :)

Funie, wielkie dzięki za przeczytanie, klika i komentarz.

A niech już zostanie ten tytuł – przed wstawieniem tekstu tutaj zmieniałem go sześć razy.

Motywy? Pierwsze słyszę… :) Lubię swoje krainy i postaci, lubię okoliczności w których się stykają – często do nich wracam.

Bardzo się cieszę, że Ci się podobało.

 

F.S

Nowa Fantastyka