- Opowiadanie: albioszka - 7 Światów

7 Światów

Zawsze chciałem napisać książkę. Tak pomyślałem, że tutaj mogę zacząć na poważnie. Jeśli moje pisanie przyniesie niewielką popularność, da mi to większą siłę napędową by pisać dalej. Czas pokażę...

Oceny

7 Światów

Rozdział I

 

– Możesz być kimkolwiek zechcesz synu.

– Chciałbym być potężnym czarodziejem tato.

– To dobrze, że już wiesz kim chcesz być synu. Nie każdy to wie, nawet będąc dorosłym, ludzie potrafią się błąkać z miejsca do miejsca szukając celu życia.

– A ty tato jesteś tym kim chciałeś być od dziecka?

– Nie synu, zabrakło mi odwagi, by dążyć do swoich celów i marzeń. Wciąż szukałem wymówek, powtarzałem sobie, że nie dam rady.

Kacper zamyślił się nad słowami ojca. Nie rozumiał jeszcze, jakie to może mieć dorosły człowiek wymówki, by osiągnąć swoje marzenia i cele.

– Chodźmy już lepiej, bo się spóźnimy do twojego przedszkola.

– Znowu musimy tak długo iść?

– Tak synu, most został rozwalony i musimy iść okrężną drogą.

– A kto go rozwalił?

– Tego kto go rozwalił, nikt nie wie. Wiemy tylko, że przez magię.

– Magia u nas tato? Chce zobaczyć ten most!

– Później jak będziemy wracali, to Ci pokażę. A co do magii, to faktycznie dziwne, że u nas się pojawiła na takim odludziu. Być może to jakaś anomalia.

– Anomalia?

– Coś co odbiega od normy. Bo widzisz, w naszej krainie nie powinno być magii, z tego względu, że dawni potężni czarodzieje, by stać się bardziej potężnymi, wyssali całe źródło magii z naszego otoczenia. Pozostały tylko niemagiczne zwierzęta, rośliny i kamienie. Wszystko poginęło od wielkiego wybuchu. Do dziś mamy na południe od naszego domu wielki krater.

– I co się stało z tymi czarodziejami?

– Ludzie gadają, że poginęli w raz z wybuchem. Nikt ich nie widział tutaj od czasu wielkiego wybuchu. Moim zdaniem, gdzieś żyją na świecie.

– Ukrywają się?

– Nie muszą. Nasz świat jest tak wielki, że życia człowiekowi nie starczy, by okrążyć go najszybszym samochodem. Nikt nie jest w stanie ogarnąć tego ogromu świata. 

– Co to jest samochód?

– Samochód, to pojazd na czterech kółkach. Zresztą, pokażę Ci w albumie jak wrócimy do domu. Jesteśmy na miejscu, zmień buty i idź na zajęcia. Ja jeszcze porozmawiam z twoją wychowawczynią.

 

– O dzień dobry panie Marku.

– Cześć Lucy.

– Co Cię do mnie sprowadza?

– Chciałem zapytać, czy może wiesz coś więcej o tym wybuchu co zniszczył most. 

– A dlaczego miała bym wiedzieć coś więcej?

– No wiesz, twój mąż pracuje w policji itd.

– No pracuje pracuje. Mówił, że to sprawka czarodziejów z gildii Mrocznego Nokturna. 

– Przecież ich miasto leży setki tysięcy kilometrów od nas. Czego tu u nas niby szukają?

– Bill twierdzi, że doszło tu do walki z metalowym potworem. Znalazł kilka metalowych odłamków.

– To nie dobrze. Wygląda na to, że ich wojna rozszerza się co raz bardziej.

– Na to wygląda. Wkrótce ma być zebranie rady starszych w tej sprawie. Prawdopodobnie będziemy musieli się przenieść dalej na zachód, oby dalej od tej bezsensownej wojny. 

– Robi się co raz bardziej niebezpiecznie. Ile to już trwa ta wojna?

– Według starej księgi białych driad, wojna zaczęła się jakieś 534 lata temu po upadku cesarstwa lossmańskiego.

– To niesamowite ile wojna potrafi trwać. Piszą w tej księdze może jaki obszar obejmowała?

– A jakie ma to znaczenie? Żyjemy tu i teraz.

– Masz rację. Jestem tylko ciekaw jak to się zaczęło. Pożyczysz mi tą księgę?

– A znasz język driad?

– Nie, Ty także nie znasz tego języka, więc skąd wiesz od ilu lat trwa ta wojna?

– Pytałeś to Ci odpowiedziałam ile. A trwa tyle ile uznałam za słuszne.

– No wiesz co, jesteś chamska. O co Ci chodzi?

– O nic!

Marek stał jak wryty i się wpatrywał w odchodzącą Lucy. Zastanawiał się o co chodzi. Zaraz później sobie przypomniał jak Lucy się w nim kochała, gdy byli jeszcze młodzi.

– Chyba wyszła za mąż, aby zrobić mi na złość. Nigdy nic do niej nie czułem, chyba nadal coś do mnie czuję. Biedna dziewczyna, wyszła za mąż nie z miłości, a tylko po to by się ustatkować.

– Z kim rozmawiasz?

– O pan Henryk! Jak miło Pana widzieć.

– Pana również, ma Pan może chwilkę by mi pomóc w bibliotece? Mam trochę książek, które trzeba odłożyć na górne półki.

– Rozumiem. A jak w ogóle się goi pańska noga?

– Całkiem dobrze, lecz wciąż mnie boli.

– Słyszałem, że spadł Pan ze stołka w bibliotece.

– Eee głupie plotki. Ucierpiałem z powodu wybuchu, który miał miejsce nie tak dawno

– Naprawdę? Jak do tego doszło? 

– Wracałem sobie jak zwykle z pracy do domu. W oddali zobaczyłem błyski, jakieś dziwne światła. Z ciekawości poszedłem zobaczyć co się tam dzieję. Im bardziej się przybliżałem, tym co raz bardziej słyszałem dziwne dźwięki, dość potężne, bo się wszystko trzęsło w okół. Zatrzymałem się i dość daleko mostu, bliżej bałem się podejść. Schowałem się za drzewem i obserwowałem całe zdarzenie. Wyglądało mi to na walkę, chodź mogę się mylić, nie mam dobrego wzroku. Nagle coś huknęło, powaliły się drzewa w okół mnie, a jedno z nich przygniotło mi nogę. Dziwne dźwięki i światła ustały ja zaś leżałem na ziemi przygnieciony aż do rana. Dopiero jak rano pojawiła się policja, znaleźli mnie i pomogli się wydostać. Przepytywali mnie i powiedziałem im co widziałem i słyszałem.

– Hmmm dziwne, wygląda na to, że doszło do jakiejś bitwy.

– To nie wszystko. Ktoś był tu tydzień temu i pozostawił dziurę w ścianie, o tu.

– W bibliotece? Niech no spojrzę. Rzeczywiście, była tu dziura ale już jej nie ma, została naprawiona. Coś zginęło Panu?

– Jeszcze nie wiem, wydaję mi się że wszystko jest.

– Ciekawe kto i dlaczego tu był.

– Mógł byś Marku odłożyć te książki na górę?

– Dobrze, wezmę drabinę tylko i je odłożę. 

Marek wspiął się na górę po drabinie, po czym zaczął odkładać książki. Wszędzie było pełno kurzu. Jedna z książek przykuła Marka uwagę. Była jak nowa.

– Panie Henryku, a cóż to za książka jest tu na górze, taka czysta, jak by nowa.

– Pewnie panu chodzi o starą księgę białych driad. Ona mimo upływu lat, w ogóle się nie kurzy, jest jakaś zaczarowana chyba albo zrobiona z jakiegoś specjalnego materiału. 

– Na prawdę? Ta księga ma chyba z 500 lat.

– Może i tyle ma, ja tego nie wiem

– A to prawda, że jest napisana w języku białych driad?

– Tak

– Ma pan jakiś słownik, by można było ją przetłumaczyć?

– A po co Panu?

– A z ciekawości, chce wiedzieć kiedy dokładnie zaczęła się wojna.

– Mamy tu kilka słowników, jednak ta księga jest pisana prastarym językiem i wiele słów nie pasuję do dzisiejszego języka białych driad.

– Rozumiem, mimo wszystko chce spróbować.

– Zawsze się interesowałeś historią, ciekawe po kim to masz.

– Na pewno nie po rodzicach.

– Z pewnością. W takim razie zdejmij sobie tę księgę, a ja zaraz Ci przyniosę słowniki. 

– Ciężka i strasznie gruba ta księga. Spójrzmy co my tu mamy. O kurcze dziwne pismo, strasznie zawiłe.

– To prawda. Jeden znak potrafi mieć kilkaset znaczeń. Życzę powodzenia, jeszcze nikomu się nie udało rozwikłać tego dziwnego pisma.

– Nie dziwię się. Ach ile to zagadek do rozwiązania mnie czeka. 

Marek przeglądał księgę kartka po kartce. Uwagę jego przykuwały różnorodne zawiłe znaki na całą stronę. W międzyczasie do biblioteki weszło 3 mężczyzn w czarnych szatach.

– Pójdą panowie z nami

Marek się odwrócił, spojrzał na 3 mężczyzn i zadrżał na ich widok.

– Czarodzieje z gildii mrocznego Nocturna… – mruknął pod nosem po czym wypuścił księgę i stracił przytomność. Henryk spojrzał na Marka i przemówił do czarodziejów.

– Co mu zrobiliście dranie? – Jeden z czarodziejów spojrzał groźnie na Henryka świetlistymi zielonymi kocimi oczami, wyciągnął rękę i gwałtownie machnął. Henryka ciało z gwałtowną siłą uderzyło w regał z książkami, cały zaś regał liczący 5 metrów zawalił się wprost na niego zabijając go na miejscu.

– Sssstarców nie potrzebujemy! - zasyczał czarodziej, po czym uniósł rękę delikatnie, a ciało Marka zaczęło lewitować w powietrzu.

– Wychodzimy, nic tu po nasss. To już wszyssscy, pozossstały tylko dzieci. 

– Nie zabieramy dzieciaków?

– Nie, zossstaną tutaj. Wojna pochłania zbyt dużo kosztów, by ich żywić. Za 10 lat po nie wrócimy o ile przeżyją. Wtedy nam sssię przydadzą. Wychodzimy

Koniec

Komentarze

Albioszko, przykro mi to pisać, bo nie chciałaby Cię demotywować, ale na Twoim miejscu wstrzymałabym się z pisaniem książki, a w międzyczasie popracowała nad warsztatem literackim.

Fragment napisany jest tak, że aż wróciłam do tytułu, by sprawdzić, czy nie jest to tekst na “Grafomanię” – bo popełniasz większość błędów początkujących adeptów pióra, czasem ocierając się o niezamierzoną śmieszność. Fabułę trudno ocenić na podstawie tego fragmentu, ale nie udało Ci się mnie zaciekawić i zachęcić do poznania dalszego ciągu, choć faktycznie kilka rzeczy mnie frapuje – kim do licha są dzieciaki, o których na końcu mówią czarodzieje? (bo wcześniej wspomniany był jedynie Kacper) Co ma właściwie piernik do wiatraka? – czyli jak się ma ustęp pierwszy do drugiego? Bo w pierwszym wspomniane jest, że magii od dawna nie było w tej krainie, a w drugim Marek natychmiast rozpoznaje czarodziei z jakiejś mrocznej gildii.

Bohaterowie – są. Mówią. Mają imiona. I niestety niewiele więcej – kreacji postaci właściwe nie zauważyłam.

Dialogi – ich ilość niestety nie przekłada się na jakość – wydają się nienaturalne, a ubogość didaskaliów daje wrażenie, że czyta się skecz, a nie opowiadanie.

Z technikaliów:

– liczby w tekście literackim prawie zawsze piszemy słownie! U Ciebie cyfry są nawet w tytule.

– zaimki osobowe (np. cię ) oraz zwroty “Pana”, “Pani” dużą literą piszemy jedynie w listach, itp. Nie w dialogach.

– sporo powtórzeń, ale większość z nich w dialogach, więc można zwalić na styl wypowiadania się postaci.

– mignęło mi “chodź” w miejscu “choć”, “w okół” zamiast “wokół”, itp.

– braki w przecinkach, np.

Przepytywali mnie i powiedziałem im+, co widziałem i słyszałem.

Za 10 lat po nie wrócimy+, o ile przeżyją.

– zdania twierdzące zawsze kończymy kropką. Także w dialogach.

Pójdą panowie z nami+.

Wychodzimy+.

Może i tyle ma, ja tego nie wiem+.

Proponuję dużo czytać i ćwiczyć pisanie na krótkich formach. Na zabieranie się za powieść zdecydowanie jeszcze nie czas. Pozdrawiam.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dziękuję za cenne wskazówki. 

 

Dzieciaki: Kacper poszedł do przedszkola, więc o te dzieciaki chodzi. 

Czarodzieje: Chodziło wcześniej o potężnych czarodziejów, nie o tych zwykłych. 

 

W takim razie do ilu znaków tworzyć te krótkie formy?

Nie zawsze szczera prawda jest prawdą obiektywną.

5– 15 tys. znaków, ale tak, aby były to zamknięte opowiadania: mające wstęp, rozwinięcie, zakończenie. Wtedy będziesz mógł przećwiczyć konstrukcję tekstu, kreację bohaterów (jak sprawić by jakaś postać wydawała się czytelnikowi realna, a nie była jedynie papierową laleczką z doczepionym imieniem), poeksperymentować z formą i szybciej poprawić błędy warsztatowe. Poprawianie ileś setek tysięcy znaków, gdy po kilku latach przygody z pisaniem dojdziesz do wniosku, że stworzona w szale nowicjusza powieść wymaga właściwie napisania od nowa, naprawdę deprymuje.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Nie odniosłem porażki. Po prostu odkryłem 10 000 błędnych rozwiązań. Edison:P

Nie zawsze szczera prawda jest prawdą obiektywną.

Pełna zgoda z opinią AlexFagus; obiema rękami podpisuję się pod jej sugestiami.

Poniżej kilka zdań, które skaleczyły mi oczy.

 

Lu­dzie ga­da­ją, że po­gi­nę­li w raz z wy­bu­chem.Lu­dzie ga­da­ją, że po­gi­nę­li wraz z wy­bu­chem.

 

A dla­cze­go miała bym wie­dzieć coś wię­cej?A dla­cze­go miałabym wie­dzieć coś wię­cej?

 

Mówił, że to spraw­ka cza­ro­dzie­jów z gil­dii Mrocz­ne­go Nok­tur­na. – …z gil­dii Mrocz­ne­go Nok­tur­nu.

 

To nie do­brze.To niedo­brze.

 

Robi się co raz bar­dziej nie­bez­piecz­nie.Robi się coraz bar­dziej nie­bez­piecz­nie.

 

wojna za­czę­ła się ja­kieś 534 lata temu… – …wojna za­czę­ła się ja­kieś pięćset trzydzieści cztery lata temu

Liczebniki zapisujemy słownie.

 

Po­ży­czysz mi księ­gę?Po­ży­czysz mi księ­gę?

 

bo się wszyst­ko trzę­sło w okół. – …bo się wszyst­ko trzę­sło wokół.

 

Mógł byś Marku odło­żyć te książ­ki na górę?Mógłbyś Marku odło­żyć te książ­ki na górę?

 

taka czy­sta, jak by nowa. – …taka czy­sta, jakby nowa.

 

Na praw­dę? Ta księ­ga ma chyba z 500 lat.Napraw­dę? Ta księ­ga ma chyba z pięćset lat.

 

A z cie­ka­wo­ści, chce wie­dzieć kiedy do­kład­nie za­czę­ła się wojna. – Literówka.

 

O kur­cze dziw­ne pismo… – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jesteście bardzo powściągliwi w ocenie.

Do autora: sugeruję poczytaj trochę opowiadań, choćby na tym forum. Zwróć uwagę na wytykane błędy, sposób pisania, poczytaj poradniki – jak pisać dobrze albo jak nie pisać źle. To poprawi twój warsztat.

Rzekomo masz 26 lat, a tekst (pomijając ww. braki warsztatowe) jest infantylny. Poczytaj powieści uważane za dobre, niekoniecznie SF i ambitniejsze niż Harry Potter, takie gdzie występuje coś więcej niż akcja, przygoda i kreacja niemożliwych czarno-białych światów.

Ignorancja to cnota.

Chciałbym coś dodać, ale nie przychodzi mi do głowy nic ponadto co powiedzieli przedmówcy. 

Też chcę napisać książkę i to co TY zamieściłeś ma dużo wspólnego z tym co JA wymyśliłem. Założyłem profil między innymi właśnie po to by tę swoją książkę publikować w odcinkach, ale się wstrzymałem widząc realia (choć nie porzuciłem tego zamiaru hyhyhy)

Pomysł ze znikającymi z wielkim hukiem magami jest pierwszą rzeczą, jaka przychodzi do głowy początkującym powieściopisarzom fantasy i za cholerę nie wiem dlaczego. Ja jednak jestem bardzo oczytany (jak na nowicjusza), więc mam większe pole manewru i znajdę jakieś wyjście.

A jak będzie z tobą? “Możesz być kimkolwiek zechcesz synu.” że tak dla zachęty zacytuję z twojej książki :)

 

lol

Nowa Fantastyka