- Opowiadanie: Megi - Korekta ewolucji

Korekta ewolucji

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Korekta ewolucji

– Babciu, czy kiedyś mi opowiesz jak było wtedy? W szkole mówią, że niewiele osób zostało, które jeszcze pamiętają czasy, kiedy ludzie wszystko mogli. Jak wszystko mogli to co robili, jak to wyglądało?

– Oj, Jasiek, ty nie chciałbyś tego wiedzieć… Po co ci to wiedzieć? Nawet nie wiesz jak jest dobrze teraz.

– Ale ludzie nie mogą wszystkiego! Tylko słuchają rozkazów!

– Nie rozkazów, tylko nie można nam robić pewnych rzeczy i tylko tych, które szkodzą, krzywdzą innych. Pamiętasz jak Azor zdechł? Jak płakałeś? Chciałbyś się czuć miliony razy gorzej?

– Nnnno… nie.

– No widzisz, a na ziemi ludzie robili sobie nawzajem takie rzeczy, że smutek po Azorze to nic! Mówię ci, jak to wspaniale tak wyjść w nocy na ulicę i nie bać się drugiego człowieka! A dla ciebie to już takie zwyczajne.

– No a ci spętani, zamknięci, przecież im jest przykro.

– Nie są spętani, tylko otoczeni jakimś polem magnetycznym, do dziś nie wiemy co to jest. Przecież wiesz, że ci ludzie są nim otoczeni, tylko jak chcą kogoś skrzywdzić, a do innych czynności się otwiera.

– Tato mówi, że człowiek powinien mieć wybór!

– Daj spokój, jaki wybór? Kosztem drugiego człowieka? Ktoś wybiera, że jest zły, albo nawet o tym nie wie, a ty masz ponosić konsekwencje?

– To znaczy?

– No na przykład, ktoś by ci zabrał twojego nowego psa i nie chciał oddać.

– Nie!

– No tak! Jakby nie słuchał rozkazów, jak to ty mówisz, to nie patrzyłby na to, że to twój pies, że on coś czuje, że ty go kochasz i tęsknisz.

– No… niefajnie tak…

– Bardzo niefajnie!

– A powiedz mi, co to były za urządzenia, co miotały ogniem i żelazem?

– O tak, było ich sporo… to były tak zwane pistolety, karabiny, nawet pojazdy, co tak strzelały. W pierwszy dzień zmian wszystkie poznikały.

– A Franek mówi, że nożami też ludzie nachodzili jeden na drugiego, a nie zniknęły.

– Tak, ale zobacz na naszego sąsiada, pana Cześka. Jak tylko chciał pociąć nasz żywopłot ze złości na twojego tatę, to od razu go zastopowało. Czyli realizowana chęć używania przedmiotów, aby poczynić szkody drugiemu też powoduje włączenie pola.

– To prawda. Ale, babciu, zobacz ile ludzie nie mogą!

– Oj, Jaśku, teraz to dopiero mogą! Obyś to kiedyś zrozumiał…

Koniec

Komentarze

Ten tekścik przeczytałam jako drugi. Czy to jakaś seria obrazków? Scenki są, przesłanie mają, ale i tak mi się nie podoba. 

Megi, zamiast tego może popracuj nad jakimś normalnym opowiadaniem? I nie wrzucaj takiejgo nachalnego moralizatorstwa.

Witaj na portalu.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jako wprawka może być, ale łopatologiczne moralizatorstwo lekko zniechęca. 

Szwankuje interpunkcja. Kłuje w oczy poziom języka. Przykładowo:  » Przecież wiesz, że ci ludzie są nim otoczeni, tylko jak chcą kogoś skrzywdzić, a do innych czynności się otwiera. « Nie “tylko jak chcą”, lecz “tylko wtedy, gdy”. Nie strona czynna “otoczeni”, lecz bierna, “otaczani”, ponieważ pole aktywizuje się w chwili, gdy człowiek przejawia złe wobec kogoś zamiary. Rozumiem, że dialog jest swobodny i naturalistyczny, ale bez przesady z niskiego lotu potocyzmami…

Tu się z przedmówcami zgodzę w pełni :)

W zaproponowanym kształcie, Korekta ewolucji, niestety, zupełnie nie przypadła mi do gustu. Wolałabym bardziej finezyjne przedstawienie sprawy, bez wywalania kawy na ławę. :-(

 

– Oj, Ja­siek, ty nie chciał­byś tego wie­dzieć… Po co ci to wie­dzieć? Nawet nie wiesz jak jest do­brze teraz. – Czy to celowe powtórzenia?

 

– A Fra­nek mówi, że no­ża­mi też lu­dzie na­cho­dzi­li jeden na dru­gie­go, a nie znik­nę­ły. – Co to znaczy, że ludzie nachodzili innych nożami?

 

– Tak, ale zo­bacz na na­sze­go są­sia­da, pana Cześ­ka. – Można zobaczyć coś/ kogoś, ale nie na coś/ kogoś.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Trudno się nie zgodzić z powyższymi komentarzami. Zbyt łopatologiczne, szkoda, że to nie forma opowiadania o zmianach. Mogłoby być zdecydowanie lepsze. Dialogi mocno kuleją i spora liczba powtórzeń.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Sam pomysł nawet ciekawy, tylko zrealizowany kiepsko. Jak wspomnieli inni przede mną – takie wyłożenie kawy na ławę psuje efekt. Ciekawiej by było, gdyby przedstawić ten świat w bardziej sfabularyzowanej formie, poprzez akcję, a nie podanie wprost.

Myślę, że jak poćwiczysz, to zaczniesz rozwijać teksty w pełniejsze opowiadania, czego Ci życzę.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Widzę w tym punkt wyjścia dla czegoś dłuższego i lepszego. Pomysł jest ciekawy, ale sposób przedstawienia bardzo go spłyca, marnuje potencjał. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Zgadzam się z przedmówcami – że moralizatorsko, że warto rozwinąć. Mnie na przykład zainteresowało, co doprowadziło do takich zmian. Bo przecież jednak nie ewolucja, ta była korygowana, a nie korygowała… No i dołożyć fabułę do tej rozmowy.

Babska logika rządzi!

Przecież to dialog starowinki z dzieckiem, który miał być tylko tłem, aby pokazać pewną możliwą ingerencję obcych w życie ludzi… Jednak nie wiedziałam, że to zabrzmi aż tak sztywno i moralizatorsko.

Faktycznie – możliwe, że zmarnowałam pomysł tym opowiadaniem, ale nic straconego, może napiszę inne opowiadanie o ludziach spętanych moralnymi kaftanami bezpieczeństwa… :-)

Ja dla mnie tekst za krótki, ale też zbyt wprost wyrażony. Pomysł ma duży potencjał.

F.S

Cóż nie napiszę nic nowego – łopatologia, mało przekonujące dialogi (zwłaszcza kwestie wnusia). Czytało się jak materiały propagandowe światków Jehowy.

Hmm... Dlaczego?

Ma potencjał jako pomysł na bajkę dla dzieci o etyce i umowie społecznej. Ale w tym momencie wykonanie nie za dobre.

Nowa Fantastyka