- Opowiadanie: Bojownik - Parvati

Parvati

Nadal uczę się pisać, choć teraz wiele czytam. Mój warsztat nadaje się do warsztatu, dlatego proszę uprzejmie o komentarze secondo przepraszam za brak korekt na poprzednich opowiadaniach. Dużo czytam, a czasu mało. Praca, życie krótkie  rozrywki temu przeczą.

Adieu!

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Parvati

 

 

Poznałem dziewczynę, spacerowałem po molo w Międzyzdrojach. Perłowe fale szumiały, a ciepły wiatr muskał moje włosy.

Karen miała dwadzieścia lat, bladą cerę i brązowe pokaźne piegi.

Dopóki nie stanęła na ogrodzeniu molo, nie zwracałem na nią uwagi. Podbiegłem i chwyciłem ją mocno, zdjąłem z balustrady. Czułem, że znamy się od stworzenia podwalin ziemi.

– Świat jest taki niedorzeczny i chaotyczny, pełen niesprawiedliwości. Ani krzty w nim jakiegokolwiek sensu. Nie jestem w stanie tego zaakceptować – powiedziała dziewczyna – i chcę umrzeć.

– Chciałaś się zabić – oznajmiłem, zerkając na wodę – i prawie ci się to udało. Woda jest pełna meduz, zwłaszcza tutaj.

– A czy ten świat jest dobry? – Dziewczyna spojrzała na morze.

Nie przepadałem za samobójcami, ale w tej dziewczynie było coś innego, czułem to i nie potrafiłem tego wyjaśnić.

– Masz rację Karen – odparłem. Znałem jej imię z identyfikatora widocznego przy piersi.

– Ten świat jest popieprzony. Zasady, które tutaj panują, są naprawdę irytujące, bo dla przykładu, jeśli zyskasz lub stracisz zbyt wiele, to zawsze zostaniesz ukarany, zawsze poniesiesz konsekwencje – powiedziała Karen.

Dziewczyna patrzyła mi w oczy. Aktywowałem magnetyczny implant pozwalający mi czytać w myślach ludzi i widziałem dziewczynę biegnącą wzdłuż ulicy wielkiego miasta. Mijała szare bloki i zwolniła, a gdy zobaczyła kościół oraz ludzi wchodzących do niego zadrwiła z obłudnej religii. Pobiegła dalej i niemalże w mgnieniu oka znalazła się w Mekce. Karen ze sprayem w lewej ręce i szablonem w prawej namalowała na wszystkich ścianach napis. „Mahomet uprawiał seks z wielbłądami, owcami i jednorożcami”. Kolejną myśl to Watykan, jednak nie wchodziła do żadnego z kościołów. Minęła trzy postacie na bramie wyjazdowej. Machała im na pożegnanie Najpierw widziała wysuszonego na wiór i grożącego jej palcem starca w białych szatach, a jego upstrzona plamami wątrobowymi dłoń raczej nie napawała optymizmem. Drugą postacią był Jezus Chrystus ubrany w ćwiekowaną skórzana kurtkę. Siedział na motocyklu i machał do niej przyjaźnie. Trzeciej postaci nie można było określić. Przypominała raczej latający piorun kulisty, ale Karen wiedziała, że to jest istota żywa. Trzecia istota była inna, bo składała się z nieskończoności dusz całego wszechświata.

Skończyłem czytać myśli dziewczyny, po czym wziąłem ją w ramiona. Nie protestowała. Karen czuła dokładnie to samo. Widziała nadzieję i wyrocznię. Czuła, że jej życie na pewno się zmieni. Nie wiedziała jeszcze tylko jak bardzo.

Staliśmy wtuleni w siebie do samego wieczora i zrobiło się zimno. Karen miała na sobie bluzkę dającą wystarczającą ilość ciepła w ten letni wieczór, mimo to jej ciało było chłodne. Szczególnie palce u wszystkich jej kończyn, dlatego dałem jej swoją bluzę z kapturem. Mi nie groziło zmarznięcie. Moje ciało posiada nanity czerpiące energię fuzji wodoru, więc mnie nie zmrozi nawet atmosfera Tytana.

Poszedłem z Karen w kierunku najbliższego parkingu. Stał tam mój motocykl, odpaliłem maszynę i podjechałem po dziewczynę, zwolniłem na tyle, by mogła wskoczyć na siedzenie, (nigdy jednak nie zatrzymuję się ). Wyszczerzyłem zęby i pojechałem w kierunku latarni morskiej. Księżyc w nowiu symbolizował naszą wolność, a latarnia morska tylko podkreślała charakter naszego spotkania. Puściłem zainstalowane w motocyklu radio na pełny regulator. Leciała akurat piosenka Bili Jean Michaela Jacksona. Karen natomiast krzyczała do przechodniów, rzucała w nich mięsem.

Jedziemy przed siebie, bez celu, wolni duchem i szczęśliwi, że mogą istnieć dwie identyczne dusze. Rzuciliśmy wszystko, pracę, rodziny, dom. Karen wiedziała, że Jezus miał rację mówiąc, by porzucić wszystko i pójść śladem wolności.

Nie spaliśmy całą noc, ponieważ nasze spotkanie dało nam takiego kopa, że nie potrzebowaliśmy już odpoczynku, a energię czerpaliśmy wprost z naszych dusz. Z samego rana zabrałem Karen na spacer po lesie. Delikatne promienie wschodzącego słońca wypełniały luki prastarych dębów miękko osiadając na rosnących gdzieniegdzie jagodach. Nigdzie nie ma śmierci.

Nasze serca wypełnia duch spokoju i jedności wabiąc tym dzikie zwierzęta nadchodzące z czeluści lasu, które najwyraźniej chcą towarzyszyć naszej wędrówce. Minęło pół godziny, a za nami przemierzają las machające chwostem wilki, za którymi maszerują ubłocone dziki oraz sarny świecące białymi dupami.

– Ludzie sądzą, że jest Bóg, ale szukają go w złym miejscu – powiedziała dziewczyna.

– Bo to banda frajerów – odparłem.

– Nie chcę się ocknąć! Rozumiesz? Nie chcę się ocknąć! – Łzy poleciały po jej policzkach.

– Przecież nie śnisz, więc dlaczego miałabyś się ocknąć – odparłem.

– Życie w masce, brud miast, pijana matka, zysk i strata, wieczna pogoń, po prostu nie wyobrażam sobie tego. Mam dość, a jedyną przyjemną rzeczą w moim życiu była paczka fajek – Karen patrzyła w gwiazdy.

Doszliśmy do skraju lasu, więc uruchomiłem w moim mózgu program o nazwie „Uwolnienie”.

Dziesięć metrów przed nami pojawił się mój wahadłowiec. Ukryty wśród lasu, zamaskowany systemem pod przestrzennym był nie do wykrycia dla ziemskiej technologii. Teraz aktywowałem główny program. Jesteśmy gotowi do odlotu, a moja główna misja została zakończona. Wracam na Parvati.

 

Jestem dziewczyną z gwiazd.

Śmierć mnie kocha, lecz nie zabija.

Słońce rozpościera w zimie witraże.

Więc ruszaj, odczaruj mnie,

ciepłem ogrzej swym, bym nieśmiertelna była.

 

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Odnoszę wrażenie, że to swego rodzaju manifest, tyle że fatalnie napisany i nie bardzo wiem, czemu służący. :-(

Błędów wszelakich jest tu mnóstwo, ale skoro wyznałaś, że nie masz zwyczaju nanosić poprawek, uznałam za bezsensowne wypisywaniei ich i poprzestałam na jednym zdaniu.

Szkoda, że nie chcesz przyjąć do wiadomości, że poprawianie błędów, to także nauka.

 

Per­ło­we fale szu­mia­ły dum­nie… – Czym objawia się duma szumiących fal?

 

a cie­pły wiatr łu­skał moje oczy… – Jak fasolki ze strączków? ;-)

Pewnie miało być: …a cie­pły wiatr muskał moje oczy… – Choć obawiam się, że gdyby wiatr faktycznie muskał mu oczy, chłopak nic by nie widział, z powodu łzotoku.

 

i tylko słoń­ce nie­mi­ło­sier­nie da­wa­ło po gło­wie. – Biło? Grzało? Czy tylko w głowę, a resztę ciała omijało?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

“Parvati” to najgorzej napisany z Twoich tekstów. W poprzednich przesłanie było denne, ale forma w miarę zjadliwa. Tu praktycznie wszystko jest do pupy.

Aż się zastanowiłam, co Ty tak czytałaś, Bojowniczko? Zmierzch?

Hmm... Dlaczego?

Poprawki naniesione. Co jeszcze jest rażącego? Wiecie, póki co eksperymentuję.

 

Czy poniższy kawałek jest skonstruowany poprawnie? (nie jest mojego autorstwa)

Regulatorzy, Drewniam ,proszę o opinię:

 

Za­czerp­nę­łam gwał­tow­nie po­wie­trza. Czu­łam się, jak­bym zbyt dłu­go znaj­do­wa­ła się pod wodą. Pa­lą­cy ból roz­sa­dzał moją klat­kę pier­sio­wą. Głę­bo­kie od­de­chy przy­no­si­ły uko­je­nie. Chro­po­wa­ty dźwięk wdy­cha­ne­go po­wie­trza szu­miał mi w uszach. Roz­kasz­la­łam się. Mia­łam za­wro­ty gło­wy.

Co się dzie­je?

Otwo­rzy­łam oczy. Za­czę­ły gwał­tow­nie łza­wić po­ra­żo­ne ostrym świa­tłem, skie­ro­wa­nym pro­sto na mnie. Za­sło­ni­łam je sztyw­ny­mi dłoń­mi. Płu­ca wciąż do­ma­ga­ły się tle­nu. Sta­ra­łam się od­dy­chać spo­koj­niej, by stłu­mić dła­wią­cą w gar­dle pa­ni­kę.

Moje ręce… Były ta­kie obce. Nie moje.

Cie­płe łzy pły­nę­ły po po­licz­kach.

Ci­sza do­oko­ła.

– Boję się… – szep­nę­łam.

Ma­to­wy, mar­twy głos, nie­na­le­żą­cy do mnie.

Do­tknę­łam opusz­ka­mi pal­ców wło­sów, twa­rzy, szyi… Dło­nie po­wo­li za­czy­na­ły mnie słu­chać. Czu­ły.

Uchy­li­łam po­wie­ki. Świa­tło już mnie tak nie ośle­pia­ło. Na­prze­ciw­ko łóż­ka, w któ­rym le­ża­łam, znaj­do­wa­ło się sze­ro­ko otwar­te, za­kra­to­wa­ne okno. Za nim wi­dzia­łam tyl­ko ciem­ność wie­czo­ru. Nad moją gło­wą sy­cza­ła ci­cho świe­tlów­ka. To jej zim­ne pro­mie­nie pa­da­ły na moją twarz. Nie ra­zi­ły tak moc­no, jak mi się wy­da­wa­ło, gdy pierw­szy raz otwo­rzy­łam oczy.

Z po­wro­tem za­ci­snę­łam po­wie­ki, sta­ra­jąc się uspo­ko­ić. Po­wo­li od­dy­cha­łam, już nie krzy­cza­łam o po­wie­trze.

Nic złe­go się nie dzia­ło. Po pro­stu się obu­dzi­łam. Wszyst­ko jest do­brze – po­wta­rza­na w gło­wie man­tra uci­sza­ła ro­dzą­cy się we mnie krzyk. Tyl­ko co mnie obu­dzi­ło? Świa­tło? Syk świe­tlów­ki?

To zwy­kły wie­czór. Taki jak każ­dy po­przed­ni.

Po­przed­ni?

Wciąż nie otwie­ra­jąc oczu, ode­rwa­łam dło­nie od twa­rzy. Prze­su­nę­łam je na szy­ję, pier­si, brzuch. Su­nę­ły po po­ście­li. Szorst­kiej, nie­mi­łej w do­ty­ku. Po­ru­szy­łam no­ga­mi. Cia­ło wciąż re­ago­wa­ło z pew­ny­mi opo­ra­mi. Bra­ko­wa­ło mu płyn­no­ści ru­chu.

Przykro mi, Bojownik, ale nie mam zwyczaju czytać tekstów osób, które nie są użytkownikami tej strony. Czasu na to też, niestety, nie mam. :-(

Proponuję, by autor/ autorka zamieścił/ zamieściła opowiadanie pod własnym nickiem, wtedy prawdopodobnie je przeczytam. 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Poznałem dziewczynę, spacerowałem po molo w Międzyzdrojach.

A na obiad jadłem schabowy…

Co ma jedno do drugiego? Co innego gdyby poznał dziewczynę podczas spaceru po molo ;)

 

Śmierć mnie kocha, lecz nie zabija.

Co to za śmierć, która nie zabija?

 

Słońce rozpościera w zimie witraże.

Co?!

 

Warsztat pozostawia wiele do życzenia, a sens… cóż usilnie szukałam, ale żadnego się nie doszukałam.

No i to rozumiem. Jak już coś robić, to byle jak :D

A tak na serio… Jeżeli nie ty jesteś autorem Bojowniczko, to nie mam po co z tobą rozmawiać. Pomysł jest tragiczny i nie-fair.

lol

Dużo błędów.  Stylistycznie nieprzyjemne. Zaimkoza. 

 

Fabuła niezrozumiała. Tzn. sam pomysł, że dziewczyna chce się zabić i ratuje ją przybysz z kosmosu ma sens, choć jest banalny. Ale zakończenie bez większej ilości informacji już nie daje rady.Te wstawki o religiach po drodze mogłyby mieć potencjał, gdyby podać je w znaczenie bardziej strawnej i zniuansowanej formie.

O jakości tekstu wypowiedzieli się już przedpiścy, w sumie nie mam co dodać.

Mam wrażenie, że Twoją jedyną lekturą są pozycje typu “Zmierzch” i jego różnorakie fanfiki i słabe wariacje. Uwierz, że z nich nie nauczysz się dobrze pisać, a tylko będziesz kopiować kiepski styl i błędy. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Napiszę jedno: źle się to czytało.

F.S

Przeszkadzało mi skakanie między czasem teraźniejszym i przeszłym. Interpunkcja szwankuje. Wołacze, Bojownik, oddzielamy przecinkami od reszty zdania.

I odnoszę wrażenie, że opowieść się kupy nie trzyma i nic z niej nie wynika. Dziewczyna z brązowymi piegami (bywają inne? Poza Akademią Pana Kleksa?) chce popełnić samobójstwo, skacząc do wody? O kurczę, chyba jestem duchem. A może meduzy ją mają pożreć? Chłopak ją ratuje. Potem stoją przytuleni cały dzień. Jak ich wreszcie nogi zaczynają boleć, wskakują na motor, a potem przesiedają się do statku kosmicznego.

Po co zrobili te wszystkie rzeczy?

Babska logika rządzi!

Poznałem dziewczynę, spacerowałem po molo w Międzyzdrojach.

Dalej opisujesz, żę poznał ją spacerując po molo, więc może odwróć kolejność na spacerowałem-poznałem?

 

Czułem, że znamy się od stworzenia podwalin ziemi.

od stworzenia ziemi chyba by wystarczyło

 

Masz rację[+,] Karen

 

 zwolniłem na tyle, by mogła wskoczyć na siedzenie, (nigdy jednak nie zatrzymuję się ).

Zasada jest taka, że przecinek stawiamy za nawiasem : >

http://sjp.pwn.pl/zasady/;629865

 

Billie Jean

 

systemem podprzestrzennym

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

O, widzę, że już dwie osoby wspomniały o dezorientującej konstrukcji pierwszego zdania, a – zważywszy na to, że to jednak pierwsze zdanie – to chyba niedobrze. Byłoby poprawnie, gdyby w drugiej części to o dziewczynę chodziło („spacerowała”).

„Księżyc w nowiu symbolizował naszą wolność” – Może „zdawał się symbolizować”? Bo jako wolny człowiek nie mogę przyjąć jedynego słusznego stwierdzenia, co symbolizuje księżyc ;)

Ogólnie nie czuję tego opowiadania. Sztuczne dialogi i jakby zamknięty świat można by uznać za pewną konwencję, niestety do mnie to nie trafia.

Pierwsze zdanie jest złe. To też: 

Kolejną myśl to Watykan, jednak nie wchodziła do żadnego z kościołów.

Nie można powiedzieć, że przesłanie jest denne, bo ma w sobie jakąś cząstkę prawdy. Wydaje mi się tylko, że jest nie do końca uporządkowane i czasem wewnętrznie sprzeczne. Mógłbym o nim powiedzieć tak: jest takie niedorzeczne i chaotyczne, pełne niesprawiedliwości. […] Nie jestem w stanie tego zaakceptować.

Zanim zaneguje się jakieś prawdy, czy wartości, zastępując je innymi, trzeba sobie wypracować spójną alternatywę.

 

Tytuł fajny (ładnie brzmi i dowiedziałem się czegoś nowego, szukając znaczenia).

Nowa Fantastyka