- Opowiadanie: Gumiak22 - ,,Trzech Sprawiedliwych''

,,Trzech Sprawiedliwych''

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

,,Trzech Sprawiedliwych''

 

 

 

 

 PROLOG

 

Dawno, dawno temu w Polsce rządził krwawy i bezlitosny Tusken. Dominik Dominikan znany bardziej jako “odważny” postanowił zebrać grupę wojowników, która przewróci całą władzę Tuskena na kolana. Tusken bardzo skrzywdził Dominikana jak i wiele innych osób. Nie panuje nad tym co robi. Zabija ludzi ku swojej uciesze. Gwałcił kobiety, aby pokazać swoje prawdziwe, mroczne oblicze. Jego serce jest czarne jak smoła i rozbite niczym miękkie szkło. Nie można go poskładać, ponieważ zranisz się nim. Choć byś bardzo chciał, nie zmienisz natury tego złego człowieka. Nikt nie rządził tak źle Polską jak on. Wprowadził zakaz parkowania dla osób niepełnosprawnych. I zakazał picia w miejscach publicznych, co akurat wszystkim wyszło na dobre.  

Naszym kolejnym bohaterem będzie Jakub Gumiaken znany jako ,,Tchórzliwy’’ ,Tusken także skrzywdził Gumiakena, paląc kościół, w którym Gumiaken, jako dziecko był ministrantem. Postanowił zemścić się na nim tak samo jak Dominikan i Mikołaj Grzybollo ,, szlachetny’’, który oburzony władzą tego potwora, chciał własnoręcznie ściąć mu głowę mieczem samurajskim. Nie było to jednak takie łatwe, gdyż Tusken miał 5-milionową armię składającą się z żołnierzy Armii Zielonej.

Tusken miał swoich doradców, takich jak: Ewerina Kopaczenko, Krzysiu Jaruzelski, PaliKota, Anna Skłodowska Grodzka i jego najbardziej zaufany człowiek Afold Tihler. Nasi bohaterowie też mieli swoich sprzymierzeńców, ale było ich znacznie mniej. Wiedzieli oni jednak, że prawdziwa przyjaźń i miłość to siła mocniejsza od strachu, którym Tusken rządził swoimi podwładnymi. Mieli oni czarodzieja Kareckiego Kara, innych złożonych w przysiędze czarodziejów oraz osoby wyżyszych klas, takich jak prezydenci, króle i książęta. Wszyscy bowiem chcieli aby w Polsce narodził się w reszcie pokój. Dawny wróg Tuskena – Obama został przez niego omotany przez tajemniczy amulet od Aflolda Tihlera i Jurina Stalinbana. Obecnie daje mu całą swą armię, rakiety i inną ciężką artylerię. W Tuskenie narodził się prawdziwy demon z piekła rodem. Rządza i władza, którą posiada, przewyższa go, a on sam o tym nie wie.

Obalenie króla tych ziem, Tuskena Von Kaczora, byłoby bardzo trudne ponieważ zawładnął już Ukrainą i północną częścią Słowacji i Czech. A w Warszawie, znanej teraz bardziej jako Tusawie, wprowadził zakaz umierania! W tym czasie bohaterowie zbierali siły i przygotowywali się do wyruszenia na odwiecznego wroga naszej złotej, nowej i młodej Polski, która obecnie jest przetrzymywana w więzieniu przez Tuskena. Czy “Odważny”, “Tchórzliwy” i “Szlachetny” dadzą sobie radę z taki złem? Jest ich przecież tylko trzech, a Tusken ma ogromną armię! Jednak mają coś, czego Tusken nie ma i nigdy nie będzie miał; przyjaźń i siebie nawzajem. To ogromna moc potrafiąca walić nawet najtwardsze mury i burzyć kamienne zamki  …

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY “Pierwsza krew”

 

Pewnego deszczowego dnia, gdy Tusken odwiedzał swoich podwładnych, zobaczył, że złamali zasady i palili papierosy. Wpadł w furię, ponieważ uważał, że nikt nie ma prawa mu się przeciwstawiać. Po chwili zdecydował skazać ich na śmierć przez powieszenie.

 

Panie … Panie, czemuż nam to czynisz, przecież my dobrzy dla Pana. Nie chcieliśmy – tłumaczyli się podwładni.

Dobrze wiesz, że za łamanie zasad jest śmierć, idioto – rzekł zdruzgotany sprawą Tusken.

Ale … dlaczego, nie jesteśmy tacy. Ja mam żonę i dzieci, a ty odbierasz im mnie?  – płaczliwy głosem odezwał się jeden ze służących.

Nie liczy się litość, tylko niesprawiedliwość – rzekł pewny siebie Tusken.

Masz rację, masz rację, więc teraz gdy mogę już powiedzieć coś szczerze, to chcę rzec, że twoja władza jest najgorsza, zabijasz ludzi za drobne występki i każesz nam robić wszystko, aby cię wywyższyć, a i jeszcze jedno, nie głosowałem na ciebie – odezwał się służący, pewny swej zguby.

Hmm, jakbyś trochę pomyślał, to byś wiedział, że to wiedziałem. Nie ma już Polski, jest to co widzisz, autostrady, stadiony – odparł zdziwiony zachowaniem służącego Tusken.

Ale nie masz czegoś ważniejszego– Powiedział służący

Czego? – odburknął

Ludzi – Odparł pewien siebie Tuskenowi.

Hmm, tak, ale mam ich dusze, a to coś więcej – Pochwalił się Tusken.

 

Po krótkiej rozmowie, skazał na śmierć biednego niewolnika, i rzekł do wszystkich podwładnych:

 

Każdy kto nie będzie się mnie słuchał, skończy jak ten nieszczęśnik. Rozumiecie!!?– Wypowiedział się Władca

TAK’– Odpowiedzieli posłuszni ludzie.

Co “tak”!?– Powiedział Tusken

TAK PANIE – Odpowiedzieli przestraszeni ludzie.

Teraz słuchajcie, chciałem dobrą, uczciwą Polskę, ale widzę, że moi ludzie tego nie chcą, więc macie TO! – Przemówił niespokojnym głosem Tusken.

Panie ! – Powiedział jakiś głos

Słucham? – odburknął Tusken

Narada

Daj mi chwilkę, to ważne

Ale to …

Mówię, daj mi chwilkę kmieciu!

Na naradzie była już Ewrina Kopaczenko i Afold Tihler.

Witam, jak nasz skarb? – Powiedział Tusken

Podnieśliśmy podatki emerytom i obniżyliśmy ich emeryturę panie.– Powiedział pokornie Afold.

Wspaniale, będziemy budować nowe stadiony, a ludzi nawet nie będzie stać na to, żeby mogli tam wejść MUHAHAHAHAHAHA! – Zadowolił się Tusken

 

Tym czasem, Dominikan, zwykły chłop, skończył pomagać ojcu w pracach. Miał się spotkać ze swoją kobietą życia. Kochał ją bardzo, tak samo jak ona jego. Idąc spojrzał  w dal , a dom w wiosce jego kobiety palił się. Nie wierzył własnym oczom. Serce skoczyło mu do góry i jego oczy staly się wielkie. Strach ogarnął go.

Nie, tylko nie to, błagam Boże, Niee!- rzekł zrozpaczony

Biegł szybciej niż kiedykolwiek. Nagle spojrzał i ujrzał dwóch mężczyzn, którzy brutalnie gwałcili jego kobietę. Rzucił się na nich. Wbił ostry, ale mały sierp w głowę jednego z nich, ale drugi w mgnieniu oka złapał go i obezwładnił. Krzyczał głośno.

Nie, dlaczego wy mi to robicie, za co gnoje, za co ja się pytam!!? – wykrzyczał napastnikom.

 

 

     KONIEC ROZDZIAŁU PIERWSZEGO

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ DRUGI “Sojusz”

 

 Kilka dni później odbył się pogrzeb ukochanej Dominika. Był w strasznej rozterce. Nie mógł pogodzić się z tym, że ktoś tak dla niego ważny odszedł w tak brutalny sposób. Jego uczucia były przeplatane za równo smutkiem jak i nienawiścią do całego świata. Był jednak znany ze swego przydomka, który nie pozwolił mu płakać. Jedyna rzecz, którą postawił na grobie, to mały kamyszek, który dostał od niej, a napisane na nim było “Na zawsze razem”. Następnie zdjął czapkę i uczcił ten tragiczny moment minutą ciszy. Dominikan opłakując swoją ukochaną ujrzał postać stojącą pod drzewem. Rękami dawała mu tajemnicze gesty. Podszedł do tajemniczego mężczyzny i zapytał :

 

Kim jesteś i co tu robisz?

A co ty tu robisz? – odrzekł tajemniczy osobnik.

Opłakuję śmierć ukochanej – odrzekł zasmucony Dominikan.

Więc to Ciebie szukam. – powiedział Tajemniczy człowiek

Szukasz mnie? – zdziwił się Dominik.

Tak, mam plan. Chcę obalić władzę Tuskena. Wchodzisz w to?

Zaraz, zaraz czy ty widziałeś jego armię?

Dlatego potrzebuję pomocy.

Mamy to zrobić we dwóch!?

Nie, zbierzemy wszystkich, którzy mają poglądy inne niż Tusken.

Hmmm… skoro masz plan jestem za! – powiedział nie do końca pewny swojej decyzji Dominik.

Znakomicie! – ucieszył się Tajemniczy mężczyzna

W ogóle jak się nazywasz? Ja jestem Dominik Dominikan  znany jako “Odważny”

Nazywam się Mikołaj Grzybollo i … widziałem jak zabijali twoją ukochaną.

CO?!

Przybyłem, jak byłeś nieprzytomny.

Dlaczego nam nie pomogłeś?! Mogłeś ją uratować !!!

Było ich czterech. I jeszcze jeden martwy. Nie miałem szans – wytłumaczył się Mikołaj.

Gdy ja przybyłem na miejsce, było ich dwóch. Jednego z nich zabiłem.

Widać przyszli nowi. Przepraszam, że nie mogłem pomóc, ale bałem się, że zabiją i mnie.

Nie winię cię. Winię Tuskena. On za to zapłaci – podsumował Dominik

.

Wybrali się później do pobliskiej karczmy i omawiali swój plan. Zdecydowali, że odnajdą resztki armii Korwina III, ostatniego który odważył się przeciwstawić Tuskenowi. Podjęli także decyzję wyruszyć do wieży czarodzieja Kara Kareckiego

dawnego przyjaciela Dominika. Później tylko pili i bawili się w karczmie. Dominik choć na chwilę zapomniał o swej żałobie.

 

 KONIEC ROZDZIAŁU DRUGIEGO

 

 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ TRZECI “Dawni przyjaciele”

 

Po obmyśleniu planu zebrania silnej i solidnej grupy, która pomoże im w powstrzymaniu rządów Tuskena, postanowili wybrać się i znaleźć wymienionych pomocników. Podczas konwersacji padły między innymi takie osoby jak: Gumiaken “Tchórzliwy” z Czarnobyla, Kceprecki Gałęcki, książę Sam Mawino, Wladimir “Podstępny” z Rosji i Pan Pikuś znany jako “Mały” z Radomia. Wszyscy oni byli zaufanymi ludźmi jakich znali nasi bohaterzy. Sądzili, że razem mogą mieć przewagę nad Tuskenem i przywrócić wolność i odnowić starą Polskę. Wybrali się oni wówczas po Gumiakena jako najbardziej zaufaną osobę. Który okazał się być ich wspólnym przyjacielem. Po długich i wyczerpujących podróżach, które trwały kilka dni, odnaleźli w końcu “Tchórzliwego”.

Siedział on właśnie na mały drewnianym taborecie i obierał ziemniaki. Gdy Mikołaj i Dominik rozpoznali dawnego przyjaciela rzucili się do biegu aby go przywitać, choć byli bardzo zmęczeni podróżą:

 

Jakubie, pamiętasz nas jeszcze!?

Dominikan, Grzybollo, jak was mógłbym nie pamiętać! Co Was do mnie sprowadza? Nie sądziłem, że spotkam was razem, myślałem, że się nie znacie. – Zdziwił się Gumiaken

Poznaliśmy się niedawno – odpowiedział Dominik

Więc usiądźcie, a ja naleję zimnego mleka.

Inna sprawa nas do Ciebie sprowadza. – odrzekł Mikołaj

W takim razie słucham? Co to za sprawa? – zdziwił się Jakub

Chcemy przywrócić wolność państwu. – Powiedział Dominikan

To ma być jakiś żart tak? – Zdziwił się Jakub.

Niestety nie, nie tym razem. – Odparł Grzybollo.

Posłuchajcie, ja rozumiem, że jesteście zmęczeni. Moja żona przygotuje wam łoża. – zaprosił Jakub

Cóż, Mikołaju, to się chyba nie uda. – powiedział Dominik

Nie wątp w niego, dużo już przeszedł. – odpowiedział Mikołaj

 

Gdy Anastazja napoiła i nakarmiła wędrowców, pościeliła im łoża i uprała im wybrudzone i pełne potu stroje. Nadszedł zmrok. Gumiaken sprawdził swoje zwierzęta z farmy, a następnie chciał porozmawiać z Mikołajem na osobności.

 

Wiem o co ci chodziło i od razu wiedziałem po co przyszedłeś, ale muszę cię zawieść. Gdy poznałem Anastazję, moje życie się zmieniło. Nabrało nowych, lepszych barw. Jestem szczęśliwy … i nie chcę tego stracić. Nie mogę tego zostawić i ruszyć od tak z wami … zrozum. – wytłumaczył przyjacielowi Jakub.

 

Mikołaj odetchnął mocno i rzucił zawiedziony wzrok na Gumiakena. Po krótkich przemyśleniach i podsumowaniu wszystkiego, powiedział wreszcie:

 

Cóż, rozumiem. Masz żonę i spodziewasz się córeczki. Szanuj to co masz. Ale jeżeli zmienisz zdanie, wolny koń zawsze dla Ciebie się znajdzie, stary druhu.

 

Gumiaken uśmiechnął się i powiedział, że coś takiego raczej nie będzie miało miejsca. Pozdrowił i życzył powodzenia mu i Dominikowi w pokonywaniu zła.

Następnego ranka Dominikan i Grzybollo ruszyli dalej szukać innych chętnych osób do tak ważnej misji.

Gumiaken rozpoczął kolejny dzień jak każdy. Doił krowy i dokarmiał świnie. Postanowił kolejno dokarmić konie, które były dość rozdziczałe. Nagle do jego uszu dobiegł dziwny, głośny dźwięk z domu. Były to jęki kobiety. Jak się można domyśleć, jedynej kobiety w tym domu. Szybko rzucił się w drogę, i gdy otworzył drzwi, ujrzał tam odbywającą stosunek Anastazję z innym, obcym mu mężczyzną. Jego oczy zalewały się łzami, gdy patrzył na ten obraz. Zuzanna zaniemówiła. Gumiaken bez słowa spakował wszystkie potrzebne mu rzeczy na drogę i ruszył za swoimi dawnymi kompanami. Dominik i Mikołaj byli z tego powodu bardzo zadowoleni, jednak ta radość zniknęła z ich twarzy, kiedy dowiedzieli się dlaczego Jakub postanowił pójść z nimi. Powiedzieli mu jeszcze kilka słów pocieszenia i jak najbardziej próbowali go uszczęśliwić. Starania nie miały sensu, dlatego, że Gumiaken bardzo kochał Zuzannę i jeszcze przed tym co ujrzał, dał by za nią wszystko.

Zdecydował jednak rzucić to wszystko i wyruszył z nimi. Ustalili, że on znajdzie niedobitki armii Korwina, a oni ruszą do czarodzieja Kareckiego Kara.

 

KONIEC ROZDZIAŁU TRZECIEGO

 

 

 

 

 

   Rozdział czwarty “Czas leczy rany”

 

 

 

Po długiej i wyczerpującej wyprawie Dominikana i Grzybolla do wieży Kareckiego Kara, nagle ujrzeli go, podlewającego kwiatki magicznym eliksirem, aby były naprawdę duże. Gdy ten spojrzał się za siebie widział ich twarze. Jedną z nich rozpoznał, ponieważ był nim Dominikan. Przyjaciel mędrca i czarodzieja Kareckiego od wielu, wielu lat. Ucieszony sytuacją mówi do swojego dawnego kompana i pomocnika:

 

Dominik? Witam Cię w moich skromnych progach. Cóż Cię do mnie sprowadza, sądziłem, że po śmierci Korwina, przywódcy rebeliantów, który poległ przy boku samego Tuskena, nic już cię do mnie nie skieruje. Ale jednak … mogę cię znów przywitać!

Przybywam po pomoc

Wiesz, ja zawsze pomogę.

Nie rozumiemy się stary druhu.

 

Nagle Karecki zamilkł. Po twarzy Dominikana wiedział co jest na rzeczy. Usiadł i zaniemówił. Jego wzrok był kierowany w podłogę. Nagle spochmurniał, przegryzł wargę i rzekł:

 

Wynocha! Nie pomogę Ci!

 

Dominik westchną mocno i zaczął łapać za klamkę, kiedy nagle Mikołaj wtrącił się w rozmowę:

 

Czyli to tak ma teraz wyglądać nasza Polska? Kiedyś ludzie umierali za nasze złote państwo, a teraz nie możesz wykonać jeden małej prośby? Masz go tylko teleportować do Sejmu . To tak dużo dla Ciebie, czarodzieju?

On Was zabije. Nie zna litości. Litość boi się go poznać.

Czyli będziesz żył tak cały czas?

 

Karecki spojrzał pytająco na przybysza i powiedział głośno:

 

A jak mam żyć twoim zdaniem? Dajcie sobie spokój! Korwin, który miał liczną armię poległ u stóp tego potwora, a dwóch młodych chłopów, chce z nim wygrać? Będziecie wisieć, a co gorsza, ja będę musiał na to patrzeć codziennie, jak nie będę musiał wisieć z wami …

 

Mikołaj popatrzył groźnie na Kareckiego. W jego oczach było widać ból. Trzasnął drzwiami i wyszedł. Dominik, rzekł na koniec:

 

Miłego dnia.

 

Karecki rzekł:

 

Nie idź z nim … zostań … i daj sobie spokój z tym wszystkim.

Czyżbyś już zapomniał jak bardzo upokorzył się Tuskan. Czy strach zasłonił Ci już przeszłość?

Nie, pokazał rzeczywistość.

 

Po czym Karecki wyrzucił z domu Dominika. Tam już stał spakowany Mikołaj, który powiedział mądrze :

 

Teraz musimy sobie radzić sami. Ludzie nie są już po naszej stronie. Śmierć Korwina przyniosła zgubę temu państwu. Tak naprawdę on ma rację.

 

Dominik spojrzał z przerażeniem na Mikołaja:

 

Co ty mówisz!?

Chodzi o to, że zginę. Ja zginę, ty zginiesz, ale nie od razu … będziemy walczyć, aż do śmierci …

Tak, aż do śmierci.

 

Następnego ranka bohaterowie postanowili wybrać się do Sejmu piechotą, jednak nie było to takie łatwe, ponieważ strażnicy Tuskena byli wszędzie. Bardzo trudno było przejść niezauważonym. Bohaterowie wiedzieli, że nie mają szans z dwudziestoma strażnikami w jednej dzielnicy. Mieli oni jednak coś bardziej wartościowego. Mózgi, z których korzystali w przeciwieństwie do strażników Tuskena. Wybrali się bowiem do gospody, gdzie postanowili obmyślić podstępny plan, wykiwiania strażników.

Gdy weszli do gospody zauważyli tajemniczego mężczyznę w długich, kręconych włosach związanych w kitę. Twarz jego była niezbyt przyjemna, a zwłaszcza gdy popatrzyło się na jego przecięte oko. Dominikowi nie spodobało się to i rzekł do Mikołaja cicho:

 

Widzisz go? – Dominik szepnął Mikołajowi na ucho

Ta… – odpowiedział Mikołaj

Co robimy?

Nie patrz na niego, to zwykły brutal.

To nie jest zwykły brutal Mikołaju, coś czuję, że się z nim nie zaprzyjaźnimy.

Dobrze …  posłuchaj … mamy ważniejsze sprawy na głowie, niż jakiś tam barbarzyńca.

Ta … już idę.

 

Gdy bohaterowie zamówili dwa kufle złotego piwa z białą pianą, postanowili obmyślić w końcu plan. Jednak wzrok Mikołaja przyciągnęła pewna kobieta siedząca dwa stoliki dalej. Rzekł cicho do “odważnego”:

 

Widzisz ją?

Tak … a o co chodzi z nią?

Idziemy!

Co? Dopiero co przyszliśmy!

To córka jednego ze strażników!

I co z tego?

Dowódcy…

 

Dominik spochmurniał i przyznał rację Mikołajowi.

 

Idziemy!

 

Gdy wstawali, Dominikan nie zauważył, że oblał piwem niechcący jednego ze strażników

 

Ty idioto! – powiedział strażnik.

 

Po czym mocno walnął Dominikana w głowę. Nagle wstał tajemniczy mężczyzna, którego tak obawiał się Dominikan. Wyciągnął wielki miecz dwuręczny i jednym ciosem rozplatał na kawałki strażników, tak, że flaki były pół metra od miejsca morderstwa. Mikołaj widząc rozpłatane ciała dwóch mężczyzn, wpadł w panikę i krzyknął do mordercy:

 

Coś ty zrobił!? – Krzyknął Grzybollo.

Uratowałem Ci życie … nie ma za co. – rzekł tajemniczy mężczyzna

Chyba chciałeś powiedzieć, zabiłeś nas! Zaraz ich tu będzie horda! Spierdzielamy stąd natychmiast! – Wykrzyczał Mikołaj

 

Wziął nieprzytomnego Dominika i w szybkim tempie wyniósł się z karczmy. Spoglądając na ilość strażników dookoła, które zainteresowała się nim, a bardziej człowiekiem na jego plecach, którego niósł. Grzybollo rzekł kompletnie zawiedziony  powiedział do siebie i nieprzytomnego kompana na swoich plecach:

 

No to przyjacielu, jesteśmy w dupie …

 

KONIEC ROZDZIAŁU CZWARTEGO

 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ PIĄTY “Nowy świt”

 

Dominikan, Grzybollo i tajemniczy mężczyzna w długich włosach wylądowali za kratkami. Dominik właśnie się ocknął i dowiedział się co zaszło. Trzech mężczyzn było teraz zdanych tylko na siebie. Nagle rozległy się huki i parskanie rozbrykanych koni. Małe okienko z kratami stało się nagle wielką dziurą w kamiennej ścianie. Ich wzrokowi okazał się Gumiaken z pięcioma uzbrojonymi po zęby wojownikami na koniach. Gumiaken, pierwszy raz zadowolony od czasu zdrady jego żony, rzekł pół żartem do ludzi w celi.

 

Będziecie tak patrzeć, czy wejdziecie na konie i nam trochę pomożecie?

Skąd … masz tyle ludzi? – Zapytał Dominik

Cóż, najwidoczniej wiele ludzi protestuje przeciw Tuskenowi.

 

Mężczyźni weszli na konie, jednakże została jeszcze sprawa właściciela dwuręcznego miecza. Gumiaken, Dominikan i Grzybollo spoglądając na niego zastanawiali się co z nim. W końcu on rzekł pierwszy:

 

Czyli mogę pójść z wami?

To zależy. – odrzekł Mikołaj

Od czego? – Zapytał mężczyzna

Od tego ile jeszcze razy uratujesz nam życie.

 

Na ustach wszystkich rozległ się uśmiech, a następnie postanowili pomóc protestującym ludziom na ulicy. Domy paliły się, niektórzy ludzie korzystając z okazji zaczęli uciekać jak najdalej od miasta, armia zbrojnych otrzymywała poważne obrażenia z łuków i kusz. Nagle spokojne miasto stało się ogromnym cmentarzem. Armia Korwina ruszyła do walki. Ścinali wszystkich jak leci. Ogromne miecze w mgnieniu oka były całe we krwi agresorów. Nie każdy jednak z grupy wyszedł cało. Mikołaj dostał poważnej rany nogi, a Gumiaken ręki. Najlepszym wojownikiem podczas tej walki okazał się Gałęcki, czyli do nie dawna tajemniczy mężczyzna z kitką i mieczem dwuręcznym. Zabił on wówczas aż dziesięć osób. Armia Tuskena z czasem zaczęła się wycofywać. Łucznicy i kusznicy dobijali obolałe resztki, które nie były w stanie się nawet ruszyć. Nasi bohaterowie odnieśli wielkie zwycięstwo. Dominik rzekł do swoich kompanów.

 

Dziś to Tusken boi się nas! To my odbudujemy razem Polskę! Zabijemy wszystkich, którzy staną nam na drodze!

Na twarzach wojowników pokazała się duma i wolność, której pierwszy raz za czasów Tuskena zaznali.

Za plecami wojowników stanęło coś, czego nie widzieli nigdy dotąd. Ogromna balista obsługiwana przez najlepszych inżynierów jakich miał Tusken. Dwie wielkie płonące kule poleciały w stronę armii Korwina. Duża część doznała poważnych obrażeń, a niektórzy nawet zginęli. Dominikan krzyknął do wszystkich:

 

Odwrót, ratuj się kto może!

 

Z ogromnego i pozłacanego wozu wyszedł sam władca tych ziem, Tusken Von Kaczor. Rzekł do rebeliantów w odpowiedzi na słowa Dominika:

 

A kto nie może, ten zginie! Hahahaha!

Tylko nie ty!

 

Z za rogu wyjechało pełno czarodziei pod przewodnictwem Kara Kareckiego. Powiedział agresywnie do Tuskena:

 

Jeszcze nie teraz!

Karecki?!?! – zdziwił się Dominikan.

Zdecydowałem pomóc – odpowiedział.

 

W mgnieniu oka armia zjednoczenia czarodziei, ze wszystkich państw położyła wielką balistę i doszczętnie wybiła resztki w mieście. Gdy naszedł moment zabicia Tuskena, z za rogu wkroczył sam Afdol Tihler z nawiększą bronią Tuskena, smokiem Stewczyka. Tusken uśmiechnął się ponuro i krzyknął do wielkiego Smoka.

 

-Bij ich wszystkich, nikogo nie oszczędzaj!

 

Armia Korwina i czarodziei postanowiła ruszyć w stronę odwrotu z oczywistych względów. Smok ten potrafił zabijać ogromne armie. Bohaterzy zaczęli uciekać w każdą stronę w jaką mogą, jednak armia Zombie, którą przywołał Tihler zaatakowała większą cześć armii. Wszyscy bronili się jak mogli, ale niewielu uszło z życiem. Jeden z Zombiaków rzucił się na mocno zranionego Mikołaja. Ugryzł go w szyję i prawie zabił tego chłopaka. Dominik i Jakub krzyczeli do ledwo co oddychającego Grzybolla. Dominik rzucił się po ciało, choć skok był już bardzo blisko. Szybko uciekli w stronę lasu Sejmowego, niedaleko zamku Tuskena. Krzyczał do ledwo co ruszającego się  Mikołaja:

 

– Dasz radę, trzymaj się, razem przez to przejdziemy, rozumiesz!?

– To … to koniec

– Nie prawda!

 

Karecki wyczarował ogromną kulę osłaniającą ich przed Zombie a następnie rozpoczął wraz z innym czarodziejem, Arkinem Tarkienem operacje. Podał mu silne eliksiry, aby nie czuł bólu. Kolejno podał mu Eqwironie, która regenerowała mu szyję, dzięki czemu szybko wracał do zdrowia. Sytuacja stabilnej czarodziejskiej kuli pogarszała się coraz bardziej. Zombie było tak silne, że zburzyły ją. Karecki wstał i wypowiedział następujuący czar:

 

– Karrok Utu Lepanis Jheredra Tagifot Haqultuj!

 

Sprawił on, że armia Zombie z poza koła rozwaliła się doszczętnie. Teraz byli już bezpieczni. Cała ramia rozdzieliła się na mniejsze grupy, w tej natomiast był Dominikan, Grzybollo, Arkin Tarkien, Kar Karecki i kilku ocalałych podczas bitwy w zamku Tuskena. Jakub postanowił przedstawić jeszcze jedną osobę, Bolowa Mareckiego. Był on dowódcą sił zbrojnych w armii Korwina i jego następca po jego śmierci. Jakub powiedział także, że gdyby nie on, nie zyskaliby tak dużej armii. Dominikan osobiście podziękował za ten dar i uroczyście związali między sobą przymierze, przez rytuał węzłów krwi.Padło pytanie, gdzie teraz powędrują nasi bohaterowie i gdzie znajdą pomoc? Gdzie, w dużym Sejmowym lesie, w którym może być dużo Zombiaków i szukający ich Smok Stewczyka. Muszą być zdani na swój los. Po kilku dniach podróży ocknął się w reszcie Grzybollo i zapytał się Dominikana:

 

– Gdzie jestem? Gdzie jesteśmy?

– Tak szczerze mówiąc to …. w dupie.

– Gdzie są wszyscy?

– Nie  wiadomo. Duża część została zagryziona przez Zombiaków i zjedzona przez Smoka.

– Boże Święty! Tylko to, co widzę zostało?

– Obawiam się, że tak.

– Czyli wracamy do punktu wyjścia.

 

Dominik westchnął mocno i głęboko. Pomyślał chwilę nad słowami Grzybolla ,,Szlachetnego’’ i powiedział bardzo mądrze i z sensem:

 

– Nie … zrobiliśmy pierwszy krok w stronę przyszłości…

 

KONIEC ROZDZIAŁU PIĄTEGO

 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ SZÓSTY ‘’Walka o wolność’’

 

 

Dominikan obudził się jako pierwszy. Wszyscy bowiem byli zmęczeni wczorajszą bitwą w zamku. Spali niczym małe dzieci w swoich łóżeczkach. Dominik był cały czas czujny, ponieważ wiedział, że podstępny Tusken nie zostawił by od tak tej sprawy. Dominik wolał oporządzić nocną wartę. Uczestnicy zmieniali się co kilka godzin. Wielu nie mogło spać. Jęki i krzyki wygłodniałych Zombi w lesie były nie do zniesienia. Bolow całkiem dobrze posługiwał się kuszą, której wielokrotnie użył w walce o Zamek. Dzięki niemu Zombi znikało z pola widzenia,zaraz po pojawieniu się. Dodatkowo czarodzieje byli w stanie wyczarować nową lepszą kulę, która ochroni ich przed oponentem. Przy takiej obronie, wszystko może wydawać się bezpieczne, gdyby nie ogromny smok Stewczyka. Jeden jego płomień z ogromnej jamy był w stanie roznieść wszystko i pozostawić obraz nędzy i rozpaczy.

Gdy wszyscy obudzili się w reszcie, najedli się błyskawicznie i odziali się w nowe stroje i postanowili ruszyć w stronę bezpiecznej karczmy daleko od miejsca wydarzenia bitwy. Aby wydawać się być anonimowymi założyli brązowe kaptury. Grzybollowi było trudno pozostać nierozpoznanym, przez jego okropną ranę. Wszyscy bohaterzy jednak bezpiecznie dotarli do schludnej karczmy, o nazwie “Kacza noga”. W środku można było zaobserwować wiele różnych ludzi. Jedni byli zwykłymi brutalami, którzy lubili hazard i bicie się nawzajem. Drudzy natomiast byli wędrowcami takimi jak grupa Dominikana. Kolejni to najzwyklejsze moczymordy, którzy jeszcze dopijając jedno piwo, już prosili o następne. Mikołaj spoglądając na tą hałastrę rzekł jako pierwszy z grupy:

 

– Wynosimy się stąd jak najszybciej!

– Musimy tu zostać. – odparł Jakub  

– Widzisz ich? Boje się, że zagrażają nam bardziej niż ludzie Tuskena. – powiedział Grzybollo.

– Mamy miecze i inny oręż bojowy. Nie rzucą się na nas. Nie tacy zwykli idioci. Nie będą ryzykować swojego życia. – Zapewnił Dominikan

– Znajdźmy jakieś wolne pokoje, z dala od tego tragicznego obrazu. – rzekł Mikołaj

– To najlepszy pomysł. – odpowiedział ,,Odważny’’

 

Po tej rozmowie zatrzymali się w karczmie na noc, aby odzyskać siły. Siedząc w swym pokoju Gumiaken myślał o swej żonie i o tym jak dowiedział się, że będzie ojcem. Natomiast Gałęcki cieszył się, że znalazł sojuszników w walce z Tuskenem i sądził, że plan Dominikana i Grzybolla jest naprawdę dobry. Karecki i inni czarodzieje zebrali się w jego wieży i dyskutowali całą noc. Dominikan rozmyślał o swej przeszłości, im więcej o niej myślał, tym bardziej jego nienawiść do Tuskena rosła. Grzybollo natomiast miał w głowie co innego. Sądził, że powalenie Tuskena otworzy mu drogę do wolności, że odnajdzie w końcu rodzinę, dom i miejsce dla niego.

Po kilku godzinach, wszyscy bohaterowie zebrali się w okręgu i zaczęli rozmyślać o swojej przyszłości. Na naradzie wypowiedziało się kilka nowych osób, między innymi: Tarikko, jeden z żołnierzy Korwina, Quentin,  Francuz Jamais i tajemniczy wszystkim Alo Mwen Menm. Ułożyli porządny plan, na który zagłosowało najwięcej osób. Polegał on na tym, że wszyscy się rozdzielą i będą szukać jak najwięcej osób w miejscach, które wciąż należą do Korwina,a trzej główni bohaterowie musieli zdobyć porządny ekwipunek na ostateczne starcie. Dowiedzieli się od Kareckiego, że w ruinach, w górach na południu, podobno znajdują się tajemnicze artefakty mogące pomóc w pokonaniu Tuskena. Tak zwane Buty Trupa, pozwolą na przemienienie się w zmarłego kiedy będzie to potrzebne. Nić Ariadny, która wyprowadzi ich z największych tarapatów i Kamyki Ugreora, które pozwolą drużynie na zmieszanie się z tłumem. Problemem było jednak to, że artefakty były strzeżone przez okropnego Trolla. Jak było wcześniej bohaterowie rozdzielili się na trzy równe grupy. Pierwszą dowodził Grzybollo, drugą Alo Mwen Menm, a trzecią Dominikan wraz z Gumiakenem. Grupa pierwsza miała odnaleźć resztki armii Korwina, druga znaleźć Vladislavovicia Tupina Putinara z ziem Rosyjskich,  a trzecia wyruszyć po artefakty.  Ponieważ jak wiadomo, byli oni w karczmie, znalazło się tam kilku łowców nagród, którzy za dobrą cenę mogli naprawdę dużo pomóc drużynie, dlatego też Mikołaj i Dominik nie oszczędzali na nich pieniędzy.

Następnego ranka rozdzielone odpowiednio grupy były już gotowe do drogi, ale tej nocy Gumiakena coś “walnęło w głowę”, gdyż chciał zrezygnować z tak ważnej misji. Grzybollo i Dominikan próbowali przemówić mu do rozsądku, jednak ich próby były bezwartościowe, albowiem Gumiaken chciał wrócić do żony. Sądził, że potrafi jej wybaczyć i dać drugą szansę. W końcu Alo rzekł:

 

– Jak się zwie Twoja panienka?

– Anastazja, Anastazja z Wrocławia.

– Opisz mi ją proszę

– Ma długie kręcące się blond włosy. Jej oczy są koloru niebieskiego, a usta krwisto czerwone. Na rękach ma znamię …

– Jakie znamię?

– Małego smoka, a czemu cię to tak interesuje? – zapytał Jakub

 

W końcu Alo zamilkł. Spojrzał tylko na Dominikana i Grzybolla oraz powiedział zawiedzionym głosem:

 

– Niech spoczywa w pokoju…

 

Wtedy w Gumiakenie coś pękło i zaczął płakać. Po tym co się stało, on wciąż kochał ją, na zawsze. Przegryzł wargę i rzekł zdecydowany:

 

– W takim razie zostaliście mi już tylko wy. Jadę z Wami. Zginę? Nie zginę? I tak chcę już umrzeć. – powiedział poważny Gumiaken

 

Mikołaj wyczuwał odrobinę kłamstwa w słowach Alo, więc zapytał go:

 

– Jesteś pewny, że to była ona?

– Nie znam jej nawet, ale gdyby Jakub wrócił i tak skazał by siebie i ją na śmierć. – odpowiedział Alo.

– Postąpiłeś właściwie bracie… – dodał Mikołaj

 

 

 

KONIEC ROZDZIAŁU SZÓSTEGO

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ SIÓDMY ‘’W poszukiwaniu drogi’’

 

Jak powiedziano grupy się rozdzieliły. Dominik i Gumiaken powędrowali wraz ze swoją grupą w stronę gór aby odnaleźć pomocne artefakty , natomiast Grzybollo szukał armii Korwina, z której została zaledwie garstka żołnierzy, trzecia, ostatnia grupa, wyruszyła po pomoc do samego Tupina, czyli kogoś, kto naprawdę mógłby położyć kres władzy Tuskena. Dominikan miał ciężką i męczącą podróż, ale w końcu udało mu się dotrzeć do Gór Mglistych. Jak powiedział Karecki, były one ogromne, więc drużyna ta miała długą i wyczerpującą górską wędrówkę na szczyt, ponieważ to tam rządził Górski Troll, Magniquel. Z opowieści czarodzieja było wiadomo, że ma długą kitkę zawiązaną na włosach, a jego ciało pokryte jest licznymi malowidłami. Oczy jego są krwisto czerwone i pokryte wieczną nienawiścią do świata. Dwa długie zęby są często piłowane, ale i tak są bardzo długie. Na koniec, jego maczuga, wielka i brązowa, potrafiąca zmiażdżyć nawet dobrze wyszkoloną armię i pozostawić po nich jedynie ich ekwipunek.

Ten mrożący krew w żyłach opis przeciwnika, nie potrafił przestraszyć naszych bohaterów. Wiedzieli oni, że walczą o coś naprawdę ważnego i cennego, czyli wolność naszą i wszystkich. W trakcie podróży, dwie osoby zginęły, ze względu na górski klimat i spadający śnieg wraz z gradem. Pozostali jednak kontynuowali swoją podróż. Po dotarciu na górę nic nie znaleźli. Był tam jedynie stary i kędzierzawy mąż, który siedział na kamiennym tronie. Rzekł bardzo surowo:

 

– Czegoś szukacie?

– Szukamy artefaktów, które są ponoć na tej górze. – powiedział Gumiaken

– To zły pomysł … – powiedział chłodnym głosem starszy mężczyzna

– Wiemy, że Troll …

– Troll? Chyba jeden z siedmiu tytanów.

– Tytanów!? – zdziwił się Dominikan.

– Tak drogi chłopcze … każdy Tytan rządzi innym kontynentem i radzę ci uciekać, jeżeli ci życie miłe.

– Tak się składa, że nie miłe – odrzekł ,,Odważny’’

 

Po czym rzucił się na mężczyznę i ściął mu głowę swoim mieczem, wzbudzając strach wśród reszty uczestników podróży.

 

– Zasada pierwsza … nie zostawiamy niepotrzebnych jeńców.

 

Choć początkowo wydawało się to trochę dziwne, to po kilku minutach reszta zrozumiała te słowa i zaakceptowała tę złą, ale jednak potrzebną zasadę. aby przetrwać. Nagle wielki cień padł na drużynę zasłaniając całe światło. Był to niewyobrażalnie wielki mężczyzna, który trzymał w ręku piorun niszczyciela. Popatrzył pytającym ale jednak zdenerwowanym wzrokiem na grupę ludzi.

 

– Kto śmiał zabić mojego sługę? – zapytał potężny człowiek

 

Wszyscy zamilkli. Nawet Gumiaken, który przed kilkoma chwilami wykazał się dużą odwagą nie był wstanie odpowiedzieć na oczywiste pytanie ogromnego Tytana. Jego przydomek był jednak właściwy.  

 

– Nie będę dużej czekać na odpowiedź – rzekł zdenerwowany Tytan.

 

Z tłumu wychylił się Bolow i rzekł przestraszonym ale jednak odważnym głosem:

 

– Nie chcieliśmy go zabić Panie.

– Bzdura!!! – krzyknął Tytan

 

Po czym rozwalił na kawałki biednego Bolowa. Wszystkich opanowała panika, choć próbowali jej nie wykazywać, aby nie pogorszyć jeszcze sytuacji.

 

– Ktokolwiek ze mną zadrze skończy tak jak on. Zrozumiano!? – krzyczał potężny  

 

Dominikan spojrzał na zmasakrowane zwłoki jednego ze swoich ludzi, a kolejno na charakterystyczną dla tej postaci kusze, która leżała niedaleko jego. Nie patrząc na jakiekolwiek konsekwencje wziął do ręki tą kusze i powiedział wysokim tonem te zdanie:

 

– A kto z nami zadrze, skończy jak ty teraz

– Jak śmiesz niewierny! – odrzekł Tytan

– Mam już dosyć zła na tym świecie!

 

Następnie wystrzelił bełt prosto w oko Tytana. Rzucił się w bok, a trzech czarodziei przygotowało zaklęcie tworzące piorun mogący sparaliżować ciało nawet największego stwora na ziemi. Tytan jedyne co zrobił, to krzyknął i padł swoim ogromnym ciałem na górę burząc ją swym torsem. Nagle zza jego rogu ukazały się artefakty, po które przebyli tak wyczerpującą podróż. Jednak stanęli przed wyborem, albo uratować siebie, albo wziąć magiczne przedmioty. Choć w naszym mniemaniu wybór byłby oczywisty, to jednak było to duże wyzwanie dla Dominika. Trzymając się jednego kawałka skały i mając upragnione przedmioty na wyciągnięcie ręki, sam nie wiedział co robić. W końcu pomyślał, co by zrobiła jego ukochana, która teraz nie może być już z nim na tym świecie i podjął w końcu odpowiednią decyzję. Ratował coś bardziej wartościowego, swoje życie. Musiał patrzyć jak jego kompania umiera spadając w dół. A najgorsze było to uczucie, że choć bardzo chciał nie mógł im pomóc. Po tej katastrofie, przy życiu zostało jedynie pięć osób: “Odważny”, “Tchórzliwy”, Karecki, Arkien i jeden żołnierz zwany przez bohaterów “Śliski”. Karecki uratował siebie za pomocą czarów, natomiast inni podobnie jak Dominik złapali się kawałków skały. Przy pomocy małych chwytaków do wspinania i czarodziei, wszystkim ocalałym udało się bezpiecznie zejść ze zrujnowanej góry. Na koniec, aby upewnić się co do śmierci Tytana, Dominikan przebił mu głowę ostrą włócznią.

 

– Mówiłem, żeby lepiej z nami nie zadzierać. – dodał.

 

 Podczas gdy Dominik i Jakub walczyli z Tytanem, Mikołaj wraz z kilkoma innymi osobami wyruszył odszukać niedobitki armii Korwina z kilku wiosek które nie są jeszcze we władaniu Tuskena. Gdy zbliżali się do jednej z wiosek, do Mikołaja podszedł dziwny, zakapturzony człowiek. Odezwał się:

 

– Ty jesteś Mikołaj Grzybollo? – zapytał

– Tak, to ja. Czego chcesz? – odparł nasz bohater.

– Musisz pójść za mną do lasu.

– Nic nie muszę

– Widziałem, że jacyś rozbójnicy napadli twych przyjaciół Dominika i Jakuba.

– Kłamiesz. Oni poszli w innym kierunku.

– Tak, ale ci bandyci zaciągnęli ich tutaj.

– Dobrze pójdziemy za tobą, ale jeśli kłamiesz moi ludzie się z tobą rozprawią.

– Nie nie! Musisz pójść sam!

– Niby czemu?

– Musimy ich zaskoczyć!

– Niech będzie.

 

 Mikołaj poszedł do lasu za tajemniczym mężczyzną. Gdy jednak dotarli na miejsce okazało się, że tam nic nie ma.

 

– Okłamałeś mnie – powiedział Mikołaj.

– Tak, mój Pan Tusken kazał mi cię zabić. Więc wykonam rozkaz.

 

 Zaraz po tym,wyciągnął ostry sztylet i próbował wbić go Mikołajowi w brzuch, ale nasz bohater szybko złapał go za nadgarstek i złamał mu rękę, po czym poderżnął mu gardło. Po tym zdarzeniu wrócił do swej kompanii i kontynuował podróż. Po dotarciu do wioski okazało się, że większość mieszkańców ruszy z nim.

Po tym z prawie dwa razy większą ekipą wyruszył w stronę następnej wioski. Z następnej osady także zebrał dużą grupę buntowników.  Po dotarciu do ostatniej lokacji porozmawiał z burmistrzem tejże wioski.

 

Potrzebuję pomocy! Razem z moimi przyjaciółmi organizuję rebelię przeciwko Tuskenowi. Myślę, że będziecie chcieli wspomóc naszą sprawę.

– Ilu masz ludzi? – zapytał burmistrz

– Ja, moi przyjaciele, ok. 100 żołnierzy w kompanii Dominika, ok.150 żołnierzy ze mną oraz ok. 50 żołnierzy z Alo.

– Mało, cholernie mało.

– Wiemy, dlatego podzieliliśmy się na grupy i szukamy pomocy.

– Hmmm… No dobrze pomogę Wam. Nie zostało nam nic innego. Wolę zginąć walcząc o wolność niż zginąć w niewoli.

– Dobrze, a ilu Ty masz ludzi?

– Cóż… będzie ze 120-130 osób. W tym 50 żołnierzy, reszta to mniej lub bardziej doświadczeni mieszkańcy tej wsi.

– No dobrze. Spotkamy się przed wioską.

 

 Kiedy Mikołaj zbierał ludzi Alo wyruszył odnaleźć Tupina. Ruszył na wschód, wiedział, że jego podróż będzie długa i nie był pewien czy uda mu się przekonać Tupina do swej sprawy. Podróżowali cztery dni. W końcu dotarli do Smokwy, stolicy Rusi. Alo zsiadł ze swego konia i kazał swej kompanii zostać na zewnątrz, a on sam wszedł do pałacu Tupina. Z początku ludzie Cara Rusi nie chcieli wpuścić Alo przed jego oblicze, ale na rozkaz Tupina pozwolili mu wejść. Alo wszedł do sali tronowej i gdy stanął przed Tupinem ukląkł.

 

– Co cię do mnie sprowadza? – zapytał Tupin.

– Potrzebujemy pomocy!

– Jakiej pomocy?

– Chcemy zdjąć z tronu Tuskena.

– Korwin III też próbował. I co? Gryzie teraz ziemię. Nie sądzisz, że cię to przerasta mały człowieczku?

– Nie jestem sam. Są ze mną Dominikan,,Odważny’’ Grzybollo,,Szlachetny’’ i Gumiaken,,Tchórzliwy’’.

– Nic mi te imiona nie mówią.

– Mamy także kilkuset żołnierzy.

– KILKUSET?!? HAHAHAHA! Tusken ma kilkaset tysięcy!

– Dlatego prosimy Ciebie o pomoc.

– Cóż, władza Tuskena też mi nie na rękę, ale powiedz co chcecie zrobić po obaleniu Tuskena?

– To pytanie już nie do mnie.

– A do kogo?

– Do moich zwierzchników. Ich imiona wyjawiłem ci kilka chwil temu.

– Dobrze, dam wam trzy tysiące wojowników.

– Dzięki Ci Panie!

– Dobrze, a teraz wyjdź!

– Już odchodzę!

 Po rozmowie zebrał wszystkich i wyruszył w drogę powrotną.

 Tydzień później wszystkie grupy zebrały się w jednym miejscu. Wiedzieli, że czas ostatecznej potyczki już niedługo. Wyruszyli w stronę pałacu Tuskena. Będąc przed zamkiem wiedzieli, że to o co walczyli od dłuższego czasu, może zaraz się ziścić. Wolna Polska może stać się faktem, nie marzeniem. Byli już gotowi do szturmu…

 

KONIEC ROZDZIAŁU SIÓDMEGO

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

EPILOG “Wizyta u wroga”

 

W Zamku ku zdziwieniu wszystkich nikogo tam nie było. Sądzili, że to pułapka, a nawet byli tego pewni. Ulice były pozbawione żywej duszy. Nagle usłyszeli głośny, niewyobrażalnie straszny dźwięk. Był to smok Stewczyka, ogromny, czarny i budził wielki strach wśród wojska. Grzybollo wiedział, że nie wolno się bać w takiej sytuacji i powiedział jako pierwszy do łuczników i kuszników:

 

– Strzelać!

 

Na ciało smoka pokryte licznymi łuskami padła ogromna ilość strzał, które niewiele mu niestety zrobiła. Smok wleciał we wszystkich. Niektórych zabił i wielu mocno pokaleczył. Dominikan rzucił się na niego z mieczem. Mocno wbił mu w szyje. Smok głośno zawył i poleciał do góry razem z nim. “Odważnemu” udało się wejść na smoka a następnie ciąć go swym stalowym mieczem. Podobnie jak strzały, ten miecz nie wiele go zranił. Smok ponownie wleciał w grupę, ale teraz użył ognia ze swojej jamy. Wszyscy zaczęli uciekać w różne strony, aby zmylić smoka. Ogromne, mistyczne zwierzę skupiło się na Kareckim, który dawał duże światło przez swą długą różdżkę. Karecki nie był świadom tego, więc jechał przed siebie. Wtem smok wziął Kara do swej ręki i zionął w niego ogniem. Z czarodzieja została jedynie różdżka, kapelusz i szata.

Wszyscy ubolewali nad tą śmiercią, jednak musieli walczyć dalej. Nie mieli dobrego planu, więc musieli coś na szybko wymyślić. Mikołaj miał pewien plan, jednak nie był pewny co do powodzenia tego planu. Musiał z niego skorzystać. Nie miał wyboru. Smok był już blisko niego. Zawołał Gumiakena i wytłumaczył mu, o co chodzi. Grzybollo kazał strzelcom ich osłaniać, a rycerzom ochraniać Dominika na smoku. “Szlachetny” i “Tchórzliwy” pojechali w dwie strony. Smok nie wiedział w jaką stronę lecieć, więc stanął w miejscu. Wtedy Dominikan zrozumiał plan Grzybolla i wszedł po kolczastym grzebiecie smoka na jego dużą, kanciastą głowę. Wbił swój miecz prosto w łeb, a smok padł na ziemie. Wtedy reszta rycerzy zaczęła dobijać obezwładnione całkowicie ciało. Smok nie miał jakichkolwiek szans na ucieczkę.

Odbył się wówczas śpiew zwycięstwa. Ogromna radość była u wszystkich. Pokonać smoka, to nie lada wyzwanie nawet dla tylu osób. Wszystko to za sprawą “Szlachetnego”, “Tchórzliwego” i “Odważnego’. Nie był to jednak koniec krwawej wojny ze złem. Z gleby pod zamkiem Tuskena, zaczęły wychylać się ręce. Były to bowiem Zombie, z którymi nasi bohaterzy mieli już dużo do czynienia. Zaczęli atakować rycerzy i zrzucać ich z koni. Choć wojownicy mieli ciężkie zbroje oraz oręż bitewny, Zombie mieli znaczącą przewagę liczebną. Żywili się mięsem rycerzy, a “Trzech Sprawiedliwych” nie wiedziało co ma teraz począć. Bez Kareckiego nie było już z umarlakami tak łatwo. Zombie było szybkie i bezlitosne, a co najgorsze. Każdy zabity przez nich stawał się nowym i silnym Zombi. Arkin próbował zaczarować ich, ale to dużo nie dawało. Nagle stało się coś niemożliwego. Z nieba zaczęły wylatywać Archanioły, które zabijały Zombie i zabierały ich potępione dusze do piekła. Umarlaki nie miały żadnych szans. Ludzie nie wierzyli własnym oczom. Armia Tuskena z piekła nie miała żadnych szans na wygraną. Było to wszystko co miał. Gdy smok został pokonany a Zombie zabrane do piekła, Tusken się poddał.

Gdy wygrana była już oczywista, Tihler i inni pomocnicy z Sejmu, zaatakowały rycerzy z zaskoczenia. Była to ostatnia dywizja Tuskena. Wtedy dopiero zaczęła się prawdziwa walka o Zamek. Siły były wyrównane. Padało wiele trupów z obydwóch stron. Tusken nie stchórzył. Walczył w tłumie jak wszyscy. Grzybollo ciął wielu podobnie jak inni, jednak największą odwagą wykazywał się Gałęcki. Jego dwuręczny miecz ciął kilku na raz. Dzięki takim jak on oponenci zaczęli padać liczniej od armii Dominikana. Sam Dominik, nie skupiał się na zwykłych agresorach, tylko próbował wyłapać w tłumie Tuskena i zakończyć to wszystko. Jedyna osoba, która nie została odnaleziona podczas walki to Gumiaken. Jego przydomek się odezwał. Choć bardzo tego nie chciał uciekł i słuch po nim zanikł. Z boku Dominikana stanął Tihler i rzekł bardzo nieprzyjemnie:

 

– Ciekawe jak teraz dasz radę przeżyć!

 

Gdy miał wbić miecz w serce Dominikana, otrzymał strzałę w głowę od Kcepreckiego, a później został przysmażony ogniem z różdżki Arkina. Mikołaj miał trochę większy problem, ponieważ został zaatakowany przez PaliKota i Ewerine Kopaczenko. Wbili mu oni dwa miecze prosto w tułów. Spadł z konia. Zaczął pluć krwią. Kceprecki zauważając to rzucił mu się na ratunek. Ściął głowę PaliKota, natomiast Ewerinie udało się uciec. Nie pożyła ona długo, gdyż została zabita w tłumie przez niejaką “Szydło”. Jedyna osoba, która dawała radę armii Dominikana, to Tusken. Miał on duży miecz, buzdygan i grubą kolczugę. Nagle stanął koło niego “Odważny”. i rzekł:

 

– Dosyć już tego przelewania krwi. – powiedział Dominikan

– A więc to ty dowodzisz tymi barbarzyńcami. – odrzekł Tusken.

– Można tak powiedzieć, ale tak naprawdę są to wolni ludzie.

– Staw mi czoło nędzny śmieciu!

– Z wielką przyjemnością!

 

Rozpoczął się finałowy pojedynek. Dominik wojował swoim stalowym mieczem, ze złotą rękojeścią, a Tusken dużym, twardym i ciemnym mieczem wykonanym z czarnego złota. Wydawał się on twardy, jednak nie było tak. W rezultacie był on słabszy od oręża Dominika. Miecz Tuskena został złamany na pół. Ten nie zamierzał się tak łatwo poddać i wbił resztkę poszkodowanego miecza w rękę zwycięzcy. Dominikan padł i zaczął krzyczeć z bólu. Tusken wstał i oznajmił:

 

– Nie radzę ze mną zadzierać. Mówiłem już to.

– Nawet nie wiesz jaki ty jesteś głupi.

– Czyżby …

 

Dominik wstał i pokazał, że kawałek miecza trafił pomiędzy rękę a tors. Udawał trafienie przeciwnika, aby go jeszcze bardziej upokorzyć. Tusken kompletnie załamany i wściekły rzucił się na Dominikana z gołymi rękami. Tusken, który nie kontrolował swoich ruchów, otrzymał mocny cios w twarz od Dominikana. Kiedy Tusken leżał na ziemi i czekał na śmierć, Dominikan powiedział do niego:

 

Choć jesteś zwykłem idiotą, którego bardzo mocno chciałbym zabić, to jednak … tego nie zrobię. Posłuchałem kiedyś pewnego człowieka, który nakazał zabijać niewinnych ludzi, a teraz sam wiem, że każde … nawet tak beznadziejne życie jak twoje jest coś warte.

 

Tusken nie wierzył w to, co usłyszał i aby go jeszcze bardziej skusić do grzechu rzekł:

 

– Ja powrócę … zabiję wszystkich, bez wyjątku. Wtedy będziesz żałował tej decyzji.

 

Dominik zaśmiał się głośno i odpowiedział na zaczepkę:

 

– Haha! A ja myślałem, że ty nie masz poczucia humoru! Pójdziesz za kratki do końca twoich bezwartościowych dni. Życzę powodzenia!

 

Tusken zaczął krzyczeć głośno:

 

– Ty litościwy draniu! Nienawidzę Cię! Skończysz w piekle! Gwarantuję ci to! Jeszcze się spotkamy! To jeszcze nie koniec! Aaaaaaaa!!!!!

 

 

 

Po kilku tygodniach i wysprzątaniu ciał zmarłych Dominikan kazał wszystkich pochować na cmentarzu, jednak wrogów poza krajem. Gdy oglądał groby zobaczył tam napis: Jakub Gumiaken, choć on w ogóle nie zginął, a także Mikołaj Grzybollo, który bohatersko poległ w boju. Wziął on wtedy kredę i dopisał do grobów dwa przydomki. “Tchórzliwy” do grobu Gumiakena i “Szlachetny” do grobu Grzybolla.

Gdy ludzie zaczęli się o tym dowiadywać zaczęli mówić na Króla Polski – Dominikana, “Odważny”. Gumiaken wrócił na swą farmę, ponieważ bał się pokazać Królowi. Natomiast Grzybollowi zostało nadane pośmiertne oznaczenie ,,Orła Białego’’. Takim sposobem utworzyła się historia “Trzech Sprawiedliwych”.

 

 

 

 

 

PO SŁOWIE

Król Dominikan I wprowadził nowe, lepsze prawo i dbał o wszystkich swoich poddanych. Po trzydziestu latach od wydarzenia zmarł i został pochowany na cmentarzu obok ciał Mikołaja i Jakuba, który postanowił ujawnić się po kilku latach. Dominikan postanowił wybaczyć mu i pozwolił normalnie żyć w Polsce. Wszyscy zwolennicy Tuskena byli wyłapywani i wsadzani do więzień. Sejm został zburzony, a w jego miejsce zostało postawione muzeum “Trzech Sprawiedliwych”. Dominikan przed śmiercią postawił grób swojej dziewczynie, którą bardzo kochał i teraz mógł urządzić jej prawdziwy pogrzeb. Ludzie nigdy nie zapomnieli, kto tak naprawdę uwolnił Polskę od Tuskena i wysokich podatków. “Trzech Sprawiedliwych” na zawsze pozostanie w naszych sercach i w sercach wszystkich mieszkańców Wolnej Polski. Pamiętajcie, że to My tworzymy Wolną Polskę!  

KONIEC

 

Koniec

Komentarze

Chyba będzie lepiej dla Autora  – oraz dla mnie, chociaż z innych względów – jeżeli powstrzymam się od uwag.

Łopatologicznie, wtórnie i bez polotu –dokładnie tak, jak nie lubię :-(

Hmm... Dlaczego?

Brzmi jak praca domowa gimnazjalisty. Język infantylny, interpunkcja wybiórcza, słownictwo ubogie, gramatyka przedszkolna, fabuła naiwna. Nie udało mi się wyjść poza pierwszy rozdział.

Wbrew temu co tam u góry się wyświetla, wcale tego nie przeczytałem. Tzn zacząłem, ale odpadłem po prologu.

 

 

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Poznawszy treść fatalnie napisanego prologu straciłam ochotę na dalszą lekturę i niniejszym opuszczam kolejkę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Próbowałam, ale poległam. 

Mieszasz czasy, kompletnie źle zapisujesz dialogi, język rzeczywiście bardzo ubogi, akcja nijaka.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

O_o

(A gdzieś w tle krzyk rozpaczy…)

 

F.S

Hmm. Nie zapowiada się dobrze… I z daleka śmierdzi polityką w wydaniu agitacyjnym.

Dawno, dawno temu w Polsce rządził krwawy i bezlitosny Tusken. Dominik Dominikan znany bardziej jako “odważny” postanowił zebrać grupę wojowników, która przewróci całą władzę Tuskena na kolana.

Przewraca się raczej do pozycji leżącej, na kolana się rzuca.

Tusken bardzo skrzywdził Dominikana jak i wiele innych osób.

“Jak i” słabo brzmi w tym kontekście. Dlaczego nie po prostu “i” albo “oraz”? Jeśli już, w duecie: “zarówno (…) jak i”. Powtórzenie.

Nie panuje nad tym co robi.

Dlaczego czas zmienia się na teraźniejszy, skoro Tusken rządził dawno temu? Przecinek po “tym”.

Zabija ludzi ku swojej uciesze. Gwałcił kobiety, aby pokazać swoje prawdziwe, mroczne oblicze.

Znowu zmiana czasu. Naprawdę kobiety gwałci się dla pokazania oblicza?

Jego serce jest czarne jak smoła i rozbite niczym miękkie szkło.

Zmiana czasu. Czy miękkie szkło się rozbija?

Nie można go poskładać, ponieważ zranisz się nim.

A gdyby założyć rękawice ochronne? ;-)

Choć byś bardzo chciał, nie zmienisz natury tego złego człowieka.

Napisałabym “choćbyś”.

Nikt nie rządził tak źle Polską jak on. Wprowadził zakaz parkowania dla osób niepełnosprawnych. I zakazał picia w miejscach publicznych, co akurat wszystkim wyszło na dobre.  

Mam wrażenie, że zrobiło się małe zamieszanie z podmiotem – w pierwszym zdaniu podmiotem jest “nikt”. A w drugim, skoro domyślny, chyba nadal “nikt”. Powtórzenie.

A to tylko pierwszy akapit, który powinien być doszlifowany na maksa, żeby nie zniechęcać Czytelników.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka